Byłam dziewczyną mafiiTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Od autora

Od Anny

Rozdział 1. Marzenia nie do spełnienia

Rozdział 2. Nabór do domu publicznego

Rozdział 3. Zepsuty świat miss

Rozdział 4. Ucieczka z burdelu

Rozdział 5. Byłam trofeum marszałka

Rozdział 6. Perwersje urzędników

Rozdział 7. Spontaniczny striptiz

Rozdział 8. Seks w stacji TV

Rozdział 9. Orgie w apartamencie

Rozdział 10. Mój pierwszy gangster

Rozdział 11. Wymuszone zaręcznyny

Rozdział 12. Rzeź na plaży

Rozdział 13. Wybrał prostytutkę na żonę

Rozdział 14. Związałam się z szaleńcem

Rozdział 15. Spowiedź gangstera

Rozdział 16. Wolność odzyskana zdradą

Rozdział 17. Masz u mnie finał Miss Polski

Rozdział 18. Taki polski Al Capone

Rozdział 19. Kariera za seks

Rozdział 20. Znajdźcie mi dziewicę

Rozdział 21. Premierzy w burdelu

Rozdział 22. Seksualne perwersje gangstera

Rozdział 23. Kobiety mafii

Rozdział 24. Dziewczyny lubią złych chłopaków

Rozdział 25. Portret błyskotliwego świra

Rozdział 26. Zjedzony palec goryla „Pershinga”

Rozdział 27. Pomylony i rozpuszczony

Rozdział 28. Koszmar porwanej policjantki

Rozdział 29. Prezydent u gangstera

Rozdział 30. Kartel z Mokotowa

Rozdział 31. Burdelmama

Rozdział 32. Punkt G mafijnych interesów

Rozdział 33. Śmiertelna próba

Rozdział 34. Poślubione mafii

Rozdział 35. Szef komanda śmierci

Rozdział 36. Fabryka porwań

Rozdział 37. Okup w kawałkach, syn w kawałkach

Rozdział 38. Porwanie córki milionera

Rozdział 39. W czeluściach piekła

Rozdział 40. Mieli tylko siekierkę

Rozdział 41. Odbierałem ucięte palce ofiar

Rozdział 42. Zniknięcie dziecka gangu

Rozdział 43. Śledztwo o szczególnej zawiłości

Rozdział 44. Siedem łusek na śniegu

Rozdział 45. Powstają o mnie legendy

Fotografie

Copyright@ by Janusz Szostak 2018

Opieka literacka

Grzegorz Zasępa

Projekt okładki

Piotr Dąbrowski

Redakcja

Katarzyna Litwinczuk

Korekta

Firma Korektorska UKKLW – Katarzyna Furman

Zdjęcia na okładce oraz w książce pochodzą z archiwum prywatnego Anny P., archiwum SE/Artur Hojny, Dariusza Lorantego oraz Policji.

Jest to uzupełniający materiał reporterski.

ISBN 978-83-66012-41-7

Warszawa 2018

Wydawca

ZPR MEDIA SA Harde Wydawnictwo ul. Dęblińska 6 04-187 Warszawa www.facebook.com/hardewydawnictwo/ www.instagram.com/hardewydawnictwo/

Chcesz z nami pracować? Prosimy o kontakt:

marketing manager Wydawnictwa Harde Edyta Wysokińska

ewysokinska@grupazpr.pl

Wersję cyfrową przygotowano w systemie Zecer firmy Elibri

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Od autora

Od autora

Gdy w 2001 roku po zeznaniach „Masy” posypał się „Pruszków”, schedę po nim przejął gang, któremu nadano nazwę jednej z najspokojniejszych i najatrakcyjniejszych warszawskich dzielnic. W krótkim czasie „Mokotów” stał się najpotężniejszą i najbardziej bezwzględną grupą przestępczą nie tylko w stolicy.

Andrzej H., pseudonim „Korek”, urodzony w 1957 roku na warszawskim Mokotowie, swoją przestępczą potęgę budował od lat 70. minionego wieku. Choć trzeba odnotować, że zaczynał skromnie. „Korek” był z zawodu ślusarzem – i ten fach pozwolił mu zostać jednym z najlepszych złodziei mieszkaniowych. Bez problemu otwierał ponoć każdy zamek.

Stopniowo podporządkowywał sobie mokotowskich urków i złodziei. Tak rodził się gang mokotowski. Niewątpliwie na korzyść „Korka” jako lidera grupy działały przestępcze doświadczenie oraz niespotykany talent organizacyjny. Częste pobyty w więzieniach sprawiły, że Andrzej H. nawiązał również doskonałe relacje z innymi grupami przestępczymi.

„Już na początku lat 90. podlegała mu setka ludzi na Mokotowie, parę lat później podporządkował sobie trzy czwarte przestępczej Polski. Szybko zajął miejsce rozbitego przez policję »Pruszkowa«, a nawet – pod wieloma względami – go przerósł. Uczestniczył w międzynarodowych operacjach związanych z przemytem narkotyków i handlem bronią. Dla karteli był partnerem organizującym przemyt hurtowych ilości narkotyków przez Polskę na zachód Europy, za co otrzymywał 20 proc. wartości dostarczanego towaru” – twierdzą autorzy strony M jak Mafia.

Mokotowscy gangsterzy parali się wszystkim, co dawało pieniądze: handlowali narkotykami i bronią, ściągali haracze, napadali na tiry i kontrolowali domy publiczne. Wstawiali też automaty do gry w Warszawie i okolicy. Nie cofali się także przed zabójstwami. A i to nie wyczerpuje całego zakresu ich działalności. O gangu zrobiło się głośno za sprawą porwań dla okupów.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że „Mokotów” – w przeciwieństwie do „Pruszkowa” – starał się pozostawać w cieniu i nie wzbudzać nadmiernego zainteresowania mediów oraz policji. Gang mokotowski nie był jednak na tyle silny, by się wybić na pełną niezależność. I dopóki istniała grupa pruszkowska, „Mokotów” stanowił jej satelitę. Jednak z dużą swobodą działania.

W niektórych dziedzinach Andrzej H. nawet przerósł bossów „Pruszkowa”. W pewnym momencie niemal zmonopolizował handel narkotykami w Polsce. Nie kto inny, ale właśnie „Korek” organizował spotkania rezydentów kartelu z Medellín z polskimi gangsterami. Te mafijne konferencje odbywały się w Raszynie – prowadzono wówczas pertraktacje na temat cyklicznych transportów narkotyków do Polski i przez Polskę.

„Korek” niewątpliwie cieszył się sporą estymą w bandyckim półświatku. Jarosław S., znany jako „Masa”, wypowiada się o nim w samych superlatywach: – Jeśli można o kimś powiedzieć, że był gangsterem z klasą, to na myśl przychodzi mi właśnie Andrzej H., czyli „Korek” z „Mokotowa”. Oczywiście nie był bez grzechu, miał swoje za uszami, ale trzymał się jakichś zasad, czego nie da się powiedzieć o zbyt wielu osobach z tego środowiska.

Jednak boss mokotowskich nie odwdzięcza się słynnemu świadkowi koronnemu podobnymi komplementami. Nazywa „Masę” kłamczuszkiem i twierdzi, że widział go najwyżej dwa razy w życiu. Co wydaje się mało prawdopodobne.

O charakterze „Korka” sporo mówi jego spór z „Bajbusem”, którego kiedyś podał do sądu o zniesławienie. Jego były podwładny zeznał bowiem, że Andrzej H. miał kochankę. W tej sytuacji „Korek” uznał, że trzeba szukać sprawiedliwości… na sali sądowej. Zażądał zatem 15 tysięcy złotych nawiązki na dom opieki społecznej za zniesławienie i naruszenie jego prywatności.

– Jak widać, „Korek” chciał to rozwiązać w cywilizowany sposób – komentuje Arek, były żołnierz „Mokotowa”. – Mógł przecież kazać obić „Bajbusa”, albo i co gorszego.

 

Legendy krążą także o majątku „Korka”, który wyceniano na ponad 100 milionów złotych. „Korek” był m.in. pośrednikiem, miał być właścicielem kilkunastu hoteli i restauracji, dzierżawił też kopalnię diamentów w Afryce. Po Warszawie poruszał się opancerzonym bmw 5, które nabył od prezesa koncernu BMW z Monachium. Zaś w marinie na Zalewie Zegrzyńskim czekała na niego czterometrowa łódź motorowa. Do szczęścia brakowało mu ponoć jeszcze 33 milionów dolarów, po zdobyciu których miał przejść na gangsterską emeryturę. W 2003 roku zorganizował transport ponad 300 kilogramów kokainy z Kolumbii. Miało mu to zapewnić spełnienie marzeń o dostatnim życiu emeryta. Szczęście jednak zwykle kiedyś się kończy. Fart opuścił „Korka” w lipcu 2004 roku, gdy aresztowano go w Gdańsku za przemyt kokainy.

W 2008 roku boss „Mokotowa” został skazany przez sąd w Gdańsku na 12 lat więzienia za przemyt kokainy o wartości około 80 milionów złotych. W tym samym roku „Korek” otrzymał kolejny wyrok – tym razem w Krakowie skazano go na 15 lat więzienia za przemyt około 90 kilogramów kokainy. Na tym się jednak nie skończyło, gdyż w 2009 roku warszawski sąd okręgowy uznał, że „Korek” kierował zorganizowaną grupą przestępczą dokonującą napadów, porwań oraz zabójstw. Wymierzono mu za to wyrok 14 lat więzienia.

Mimo że „Korek” wywodził się ze starej gwardii przestępczej, która kierowała się zasadami, to młode mokotowskie wilki wychodziły z założenia, że wszystkie chwyty są dozwolone – że można zatem porywać kobiety i zabijać dzieci, planować zamachy na sędziów, policjantów i prokuratorów.

Gdy „Korek” trafił za kraty, gangiem kierował Zbigniew C., znany jako „Daks”. Był on już wcześniej prawą ręką bossa, słynął z wyjątkowej brutalności oraz bezwzględności. Jednak i on został zatrzymany i skazany.

Wtedy nastał czas Wojciecha S., znanego pod pseudonimami „Wojtas” i „Kierownik”.

„Wojtas” jest jednym z głównych bohaterów tej książki. Gdy upadł „Pruszków”, on trząsł warszawskim Ursynowem. Budził postrach nie tylko tam. Już wówczas jego ludzie starali się zdobywać wpływy w Piasecznie, Konstancinie czy Grójcu. Za sprawą „Daksa” dołączył do „Mokotowa”.

Według niemal zgodnej opinii jego dawnych znajomych i policjantów Wojciech S. to niebezpieczny i nieprzewidywalny mafioso. Przy tym wyjątkowo inteligentny.

– On nigdy nie uznawał kompromisów, cały czas szedł do przodu – mówi jeden z byłych mokotowskich żołnierzy. – Wzorował się nieco na sycylijskich mafiosach, to urodzony gangster. Chociaż nie wygląda na takiego. To rozgarnięty facet.

– To bezwzględna kanalia – ocenia go krótko jeden z byłych policjantów zajmujących się „Mokotowem”.

– To gruba przesada, on jest jedynie typem człowieka, który dba o swoje sprawy – twierdzi z kolei inny były policjant z Mokotowa.

„Wojtasa” uznawano za szefa komanda śmierci „Mokotowa”. To on miał stworzyć tak zwany gang obcinaczy palców – najbardziej bezwzględną grupę przestępczą w historii polskiej kryminalistyki. Ludzie „Wojtasa” rzekomo mieli uprowadzić dla okupu co najmniej 20 osób, kilkoro z nich nigdy nie wróciło już do domów. Mimo że ich bliscy przekazali bandytom pieniądze. Do dziś nie są znane miejsca ukrycia ich zwłok. Swoim ofiarom zwykle ucinali palce, co stało się ich znakiem rozpoznawczym.

Gang mokotowski sprawił, że fala porwań dla okupu ogarnęła niemal całą Polskę, a niektóre firmy ubezpieczeniowe wprowadziły do oferty ubezpieczenie od porwań.

Jak twierdzi Dariusz Loranty – ówczesny negocjator policyjny, który pracował przy sprawie gangu obcinaczy palców – była to najlepiej zorganizowana grupa przestępcza w Europie. Role były tam ściśle podzielone: jedni rozpoznawali ofiary, inni porywali, a jeszcze inni pilnowali. Kto inny zajmował się też negocjowaniem z rodzinami.

Większość tych osób siedzi już w celach. Zakończyło się kilka procesów mokotowskich gangsterów, a inne nadal się toczą.

„Tak jak »Mokotów« podzielony był na wiele podgrup, tak samo rozprawy mokotowskie można znaleźć poszatkowane wedle kalibru na każdym korytarzu warszawskiego sądu” – zauważa Gabriela Jatkowska w magazynie „Reporter”.

Za kratami jest także Wojciech S., został zatrzymany w lipcu 2008 roku na warszawskiej Woli. 26 maja 2017 roku usłyszał wyrok dożywocia za udział w zabójstwie dwóch członków gangu piaseczyńskiego oraz podżeganie do zastrzelenia bossa gangu żoliborskiego. Jednak pod koniec kwietnia 2018 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił dożywocie dla „Kierownika”. Zdaniem sądu doszło do naruszenia przez sąd pierwszej instancji prawa Wojciecha S. do obrony.

To jednak niejedyne kłopoty „Wojtasa”. Trafił na ławę oskarżonych również w procesie o porwania i zabójstwa ofiar kidnapingu. Toczą się także inne sprawy z jego udziałem. Jeśli prokuratorzy obronią przed sądami zarzuty, jakie postawili „Wojtasowi”, to zapewne nie opuści on więziennych murów do końca swego życia.

W więzieniu – i nie tylko tam – Wojciech S. jest chodzącą legendą. Podziwiany przez przestępców za odwagę, nieustępliwość i charakterność.

Jednak na co dzień w relacjach z ludźmi spoza gangu „Wojtas” sprawia wrażenie ułożonego, kulturalnego i oczytanego człowieka, z którym można porozmawiać praktycznie na każdy temat. O czym sam się także przekonałem.

– Jest inteligentny i gdy trzeba ujmujący. To człowiek zagadka – twierdzi Anna P., która związana była z kilkoma mokotowskimi gangsterami.

Anna trafiła do „Mokotowa” z konkursu Miss Polski, w którym została Miss Nastolatek jednego z regionów. Kulisy wyborów, o których opowiada w tej książce, i losy uczestniczących w nich nastolatek, powinny być przestrogą dla dziewcząt szukających kariery tą drogą. Dla niektórych uczestniczek kończyła się ona w domach publicznych. Ponieważ były tylko towarem w rękach handlarzy ludźmi działających na zlecenie gangów.

Anna miała nieco więcej szczęścia niż niektóre jej koleżanki. Nie sprzedano jej do burdelu, choć próbowano. Dziewczyna, poniekąd z własnej woli, została kobietą mafii. Jej ścieżka życia przecięła się z drogą życiową mężczyzny uchodzącego za jednego z najbardziej niebezpiecznych polskich gangsterów.

Dziś ten rozdział jej życia jest definitywnie zamknięty. Ma szczęśliwą rodzinę, urodziła bliźniaczki. Od kilku lat mieszka w Norwegii. Ukończyła studia MBA z języka rosyjskiego, trenuje sztuki walki, jest coachem. Prowadzi też zajęcia ze studentami. Żaden z nich nie podejrzewa, że ma do czynienia z byłą dziewczyną mafii.

Wiele historii opowiedzianych w tej książce nie jest w ogóle znanych opinii publicznej, a zapewne także śledczym. Niektóre wydają się wręcz nieprawdopodobne. Aby je poznać, trzeba by się znaleźć w środku gangu. A przeniknięcie do grupy mokotowskiej było niezwykle trudne. Wręcz niemożliwe. Była to bowiem jedna z najbardziej hermetycznych grup przestępczych w Polsce. Anna twierdzi, że żyła u boku członków tego gangu. I właśnie o tym opowiada w tej książce.

Dotarłem także do kilku innych osób działających przed laty w gangsterskich strukturach „Mokotowa”. Ich relacje oraz efekty pracy śledczych i mojego dziennikarskiego śledztwa ukazują bezwzględne oblicze najokrutniejszej grupy przestępczej w historii Polski, ale też słabostki jej bossów. Niekiedy ich wynaturzenia przeplatają się z wewnętrznym cierpieniem. Nic nie jest tu czarno-białe ani nawet szare. Jest czerwone od krwi – bowiem nie bez przyczyny mokotowskich nazywano niekiedy „czerwonymi”. Ten przymiotnik nie dotyczył jednak ich politycznych przekonań, lecz krwawych przestępstw, jakich się dopuszczali.

To historia zbrodni i pożądania, która odcisnęła piętno na jej bohaterach, ich ofiarach oraz bliskich – zarówno pokrzywdzonych, jak i ich oprawców.

Janusz Szostak

Niektóre imiona, inicjały i pseudonimy bohaterów tej książki zostały zmienione.

Od Anny

Od Anny

Zapewne wielu czytelników zapyta, dlaczego w tej książce opowiadam o intymnych i wstydliwych szczegółach mojego życia. Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. W pewnym sensie jest to moja wewnętrzna potrzeba oczyszczenia się z brudu, w którym tkwiłam przez kilka lat. Może musiałam się z kimś tym podzielić, by ostatecznie zamknąć ten rozdział mojego życia.

O moich przeżyciach opowiedziałam redaktorowi Januszowi Szostakowi. Zdecydowałam się na to także dlatego, by przestrzec dziewczyny, które marzą o karierze modelki czy miss. A do tego wierzą, że uda im się osiągnąć sukces i szczęście u boku złych chłopców, którzy – co prawda – mają pieniądze, lecz nie mają sumień.

Jako nastolatka brałam udział w konkursie piękności, wierząc, że otworzy mi drogę do lepszego życia. To była iluzja. A zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne.

Jako bardzo młoda osoba poznałam gangsterów, kilku z nich zostało moimi partnerami. Nie były to udane związki, chociaż zdarzały się lepsze chwile.

Gangsterzy nie chodzą po ulicach w kapeluszach à la Al Capone i ze spluwami w rękach. Oni, tak jak my wszyscy, lubią oglądać mecze piłki nożnej, czytać ulubione książki czy gotować. Zmieniają ich pieniądze oraz często traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Żyją, stwarzając pozory normalności. Mają jedynie mroczną naturę i tajemnice, których nikt z nas nie udźwignąłby w swoim sumieniu. Ja też nie byłam święta.

Czy uczestniczyłam we wszystkim, o czym słyszałam? Oczywiście, że nie. Ale tego wątku nie chcę rozwijać. I tak odkryłam już prawie wszystkie karty, a gra toczy się przecież nadal. Świat zła nie znosi pustki.

Warto też pamiętać, że rodzimi gangsterzy budowali niekiedy swój mit na zmyślonych sytuacjach. Czasami słyszałam, że ten czy tamten został zamordowany, a potem spotykałam rzekomego denata na mieście. Ale w świat szły legendy. Czasami obnażające prostactwo niektórych z tych ludzi.

Jak chociażby wyjazd rodzimych gangsterów do Turcji. Wynajęli hammam z tamtejszymi dziewczynami. Zrobili tam taką wiochę, jakby przyjechała jakaś dzicz. Dochodziło tam nie tylko do obrzydliwych scen seksualnych, zapaskudzili też cały hammam ekskrementami i materiałem biologicznym. Właściciel wystawił im rachunek mniej więcej na 30 tysięcy złotych. Wtedy jeden z gangsterów zdjął złoty zegarek, włożył właścicielowi w majtki i powiedział: „Reszty nie trzeba”.

Tak bawiła się ta niby-mafia. Pisana jednak przez małe „m”. Bo ta prawdziwa nie robi wokół siebie rozgłosu takiego typu. Im wystarczy już to, co stanowi dla nich chleb powszedni. Ten szum ścieków, w których żyją na co dzień. Jednak co to za życie. Na pozór ma się wszystko. Ale dla jednych wszystko to rodzina, która jest razem pomimo codziennych problemów, a dla nich to miliony na koncie, złoty zegarek na nadgarstku i strach w oczach innych ludzi. Mafia to dla mnie grupa mężczyzn zagubionych przez pazerność, którzy poszli o krok za daleko, bo wycofać się nie wypadało.

My, kobiety mafii, dostosowujemy się do nich. Albo jesteśmy z nimi, albo przeciwko nim, lub nie ma nas wcale. Czasem dosłownie. Dlatego to temat rzeka. I to taka, w której pływają ofiary naszych chłopaków, mężów, partnerów lub byłych partnerów.

Anna P.

Rozdział 1. Marzenia nie do spełnienia

ROZDZIAŁ 1

Marzenia nie do spełnienia

Rzeczywistość świata modelingu i konkursów piękności rozmija się zwykle z wyobrażeniami nastolatek, które marzą o karierze modelek. Myślą, że wystarczy ładna buzia, by odnieść światowy sukces. To zdarza się nielicznym, a karierę często trzeba opłacić ciałem. Niekiedy jest to i tak najmniejsza cena, jaką płacą młode modelki za marzenia o sławie. Kariera niektórych z nich zaczyna się i kończy w domu publicznym. Do tego dochodzą narkotyki i alkohol oraz życie na marginesie, które kreują gangi.

Anna P. przeszła podobną drogę. Była Miss Nastolatek jednego z regionów Polski, biorąc udział w konkursie Miss Polski w 2006 roku. Wkrótce potem znalazła się wśród gangsterów z jednej z najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Była dziewczyną mafii, do której trafiła właśnie dzięki udziałowi w konkursie piękności.

– Czemu, jako 17-latka, zdecydowałaś się na udział w wyborach miss? – pytam modelkę.

– To była czysta fanaberia mojej mamy, która uznała, że skoro ma ładną córkę, powinna mnie na taki konkurs zgłosić.

– Twoja mama nie przeczuwała, czym to grozi?

– Matki zazwyczaj chcą dobrze dla swoich dzieci i idealizują wszystko, co ich dotyczy. Myślą, że będzie jak najlepiej, że te złe historie, które się słyszy, nie dotkną ich dzieci. W przypadku wyborów miss zagrożona jest jednak chyba większość uczestniczek. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia.

– Jednym słowem: mama zaprowadziła cię do jaskini lwa.

– Na pewno nie zdawała sobie z tego sprawy. Do wyborów miss trafiłam z zespołu tanecznego, w którym wówczas ćwiczyłam. To była uznana grupa, z dużą renomą nie tylko w moim mieście. Tańczyło w niej wiele bardzo ładnych dziewczyn, które mogły być ozdobą każdego konkursu piękności.

 

Jak wspomina Anna, pewnego dnia na próbę zespołu przyszła miejscowa modelka Paulina E. Jej zdjęcia można było oglądać na bilbordach w wielu punktach w mieście, reklamowała między innymi odzież produkowaną przez firmę żony prezydenta miasta. Paulina w przeszłości była hostessą, modelką i nie wiadomo, kim jeszcze. Pomagała także w organizacji eventów i innych imprez. Teraz miała za zadanie werbowanie dziewczyn ze szkół, grup tanecznych, dyskotek i pubów. Obserwowała każde z tych miejsc, by wybierać najlepsze kandydatki, które mogłyby się sprawdzić nie tylko podczas wyborów miss. Była bowiem naganiaczką miejscowej agencji modelek, która miała silne związki z warszawskim półświatkiem sutenerów. Jednak o tym dziewczynom – rzecz jasna – nie mówiła. Miała dla nich przygotowaną inną ofertę.

– Dzień dobry, nazywam się Paulina i dzięki mnie dzisiejszy dzień może okazać się dla was bardzo szczęśliwy. Prowadzę nabór do konkursu Miss Polski w naszym regionie. Może dziś któraś z was zabłyśnie przed nami i wkrótce będzie się prezentować jako kandydatka na gali Miss Polski. Dodam, że zwyciężczyni ma zapewnioną karierę w Warszawie. Z naszą agencją współpracuje osoba z telewizji, która zajmie się promocją miss.

Modelka nie dodała jednak, że tą osobą z telewizji jest Stanisław H., znany warszawski sutener dostarczający dziewczyny klientom z wyższej półki.

– Paulina była dość znaną postacią w mieście i mogła wzbudzać u innych zaufanie – zauważa Anna. – Z naszego zespołu wybrała mnie i Sandrę K. Miała dar perswazji, ale ja nie do końca dałam się przekonać wizją kariery modelki. Dopiero mama namówiła mnie do udziału w wyborach Miss Nastolatek.

Za namową matki Anna poszła na oficjalny casting, który odbywał się w jednym z miejscowych klubów. W jury zasiadały znane w mieście osoby, choćby bizneswoman słynąca z zamiłowania do seksu z nastoletnimi chłopcami. Ta kobieta w średnim wieku kochała sadomasochistyczne praktyki, dlatego niewielu chętnych gościło w jej sypialni. Ponoć kochanków szukała także przez swoją fundację charytatywną, której statutowym celem było wspieranie dzieci z rodzin patologicznych.

Tymczasem sama była chodzącą patologią. Łączyły ją też pewne relacje towarzyskie i biznesowe z marszałkiem województwa, który w historii Anny odegra jeszcze znaczącą rolę.

W jury zasiadała też lokalna dziennikarka, niemłoda i niezbyt urodziwa, która mimo to dość ostro oceniała dziewczyny, rzucając im złośliwe komentarze. Jedna z nich z płaczem wybiegła nawet z sali. Ostatnią i najbardziej kontrowersyjną osobą wśród jurorów był Rafał M., który oficjalnie zarabiał na życie, prowadząc solarium. Jednak utrzymywał się głównie z naganiania dziewczyn do warszawskich agencji towarzyskich. Anna jeszcze o tym wówczas nie wiedziała. Jako przewodniczący jury to on miał decydujący głos. Mógł nawet przywracać odrzucone kandydatki, jeśli te zechciały się z nim umówić na kawę…

Jedną z takich odrzuconych była Emilia G., która – nie wiedzieć czemu – zwróciła uwagę Rafała M.

– Dziewczyna była brzydka, niska i do tego bez wyrazu – Anna nie oszczędza konkurentki. – Ale jakimś cudem przeszła pomyślnie casting.

Anna P. i Sandra K. bezproblemowo dostały się do następnego etapu konkursu.

– Paulina, która się nami zajmowała, wzięła nasze dane i kazała czekać na dalsze instrukcje. Po kilku dniach poinformowała, że kolejnym etapem będzie prezentacja przed drugim jury.

Tym razem dziewczyny musiały przyjść do lokalu wynajmowanego przez Zdzisława P., szefa agencji modelek. W ciasnej norze, w kostiumach kąpielowych, na prowizorycznym wybiegu miały dokonać prezentacji przed jury, w którego składzie – oprócz właściciela agencji – było jeszcze dwóch miejscowych biznesmenów i fotograf znany z pedofilskich upodobań.

Jak się okazało, ten casting miał wyłonić dziewczyny, które mogłyby – oprócz wzięcia udziału w wyborach miss – pracować w Warszawie dla Stanisława H., dawnego pracownika telewizji, a obecnie stręczyciela ekskluzywnych prostytutek. Członkowie jury nazywali je eufemistycznie hostessami i właśnie taką pracę proponowali nastolatkom.

– Ten casting ocierał się o molestowanie – opowiada dziś Anna o kulisach naboru. – Komisja składająca się z samych mężczyzn pożerała wzrokiem roznegliżowane nastolatki.

Anna dobrze zapamiętała rozmowę między nią a jednym z jurorów:

– Aniu, jak bardzo chciałabyś się znaleźć w finale? Bo wiesz, my tu jesteśmy niezwykle wymagający. Twoje koleżanki obiecały, że jeśli przyjmiemy je do finału, to będą dla nas bardzo miłe podczas zgrupowania. A ty?

Odpowiedziała coś mało kulturalnego. Była przekonana, że jej kariera właśnie dobiegła końca. Dano jej wówczas spokój. Być może wiedziano, że jej ojciec jest policjantem. Mimo wszystko dziewczyna dostała propozycję udziału w finale konkursu miss. Po czym skupiono się na Sandrze K. Ponętnej brunetce zaproponowano dodatkową pracę w roli hostessy u Stanisława H., ale i ona zdecydowanie odmówiła.

Był to jednak dopiero początek walki o koronę miss.