Medycyna w Polsce

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


© Copyright by Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2016

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Przedruk i reprodukcja w jakiejkolwiek postaci całości bądź części książki bez pisemnej zgody wydawcy są zabronione.

Wydawca: Jolanta Jedlińska

Redaktor merytoryczny: Aldona Kubikowska

Producent: Magdalena Preder

Projekt okładki i stron tytułowych: Małgorzata Smogorzewska

Ilustracje na okładce: „Karmienie chorego” oraz „Lekarze i zielarka” z zielnika Stefana Falimirza O ziolach y o moczy gich [...], druk. F. Unglera, Kraków 1534; rycina z Tabulae anatomicae Jana Adama Kulmusa, wyd. z 1789; replika drzeworytnicza autorstwa Tadeusza Grajpla z Usus almanach seu ephemeridum interpretatio de judiciis erigendis, de electionibus communibus, canones nativitatum Michała z Wiślicy, druk. F. Unglera, Kraków 1532.

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2016 r., (wyd. I)

Warszawa 2020

ISBN 978-83-200-5950-2

PZWL Wydawnictwo Lekarskie

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 695 43 21

www.pzwl.pl

Księgarnia wysyłkowa:

tel. 42 680 44 88; infolinia: 801 33 33 88

e-mail: wysylkowa@pzwl.pl

Skład wersji elektronicznej na zlecenie PZWL Wydawnictwa Lekarskiego: mobisfera.pl

Spis treści

Rozdział 1. Początki lecznictwa na ziemiach polskich

1.1. Dzieje najdawniejsze

1.2. Pierwszy lekarz w Polsce

Rozdział 2. Medycyna w średniowiecznej Polsce

2.1. Kościół i medycyna

2.2. Medycyna klasztorna

2.3. Szpitalnictwo

2.4. Trąd i leprozoria

2.4.1. Latarnie umarłych

2.5. Stan zdrowotny populacji polskiej w średniowieczu

2.6. Medycyna na podstawach uniwersyteckich

2.7. Wybitni uczeni polskiego średniowiecza

2.8. Diagnostyka i terapia

2.9. Choroby i epidemie

2.10. Lekarze nadworni i ich podopieczni

2.11. Wczesna działalność chirurgiczna

Rozdział 3. Renesans

3.1. Filozofia renesansu i miejsce medycyny

3.2. Paracelsus i jego nauka

3.3. Uwarunkowania środowiskowe

3.4. Choroby i epidemie. Sposoby lecznicze i mierne ich efekty

3.4.1. Kołtun

3.5. Upowszechnienie wiedzy medycznej i postępy nauki

3.5.1. Medycyna wieku dziecięcego

3.5.2. Dentystyka

3.5.3. Położnictwo

3.5.4. Balneologia

3.5.5. Nauka i postęp w medycynie

3.5.6. Księgozbiory medyczne

3.6. Wybitni przedstawiciele medycyny polskiego renesansu

3.7. Szkolnictwo medyczne

3.8. Schyłek renesansu

3.9. Chirurgia ery renesansu

3.10. Aptekarstwo

3.11. Medycyna w literaturze

3.12. Podsumowanie

Rozdział 4. Medycyna polska w wiekach XVII i XVIII (do 1795 roku)

4.1. Nowa filozofia medycyny

4.2. Charakterystyka ery porenesansowej

4.3. Zderzenie postępu i zacofania

4.4. Na pograniczu medycyny i chirurgii

4.5. Uwarunkowania społeczne, lecznictwo i szarlataństwo

4.6. Ośrodki kształcenia i stan edukacji

4.6.1. Kraków

4.6.2. Gdańsk

4.6.3. Wilno

4.6.4. Warszawa

4.6.5. Lwów

4.6.6. Wrocław

4.6.7. Inne ośrodki medyczne na obrzeżach Rzeczpospolitej

4.7. Najwybitniejsi medycy

4.8. Potrzeby zdrowotne królów i królewscy lekarze

4.8.1. Obżarstwo i pijaństwo na dworach

4.9. Wydawnictwa medyczne doby kontrreformacji

4.9.1. Piśmiennictwo z zakresu położnictwa i chorób kobiecych

4.10. Początki resuscytacji

4.11. Podsumowanie dwuwiecza, medycyna u schyłku I Rzeczpospolitej

Opisy rycin

Problemy zdrowotne nigdy nie opuszczały człowieka. Wszyscy się rodzili i umierali, często chorowali – a wtedy zwracano się o pomoc do osób mających jakieś pojęcie o lecznictwie. Jakżeby więc w kraju nad Wisłą miało zabraknąć medycyny? Historia medycyny jest w przybliżeniu księgą losów ludzkości. Zatem ta odnosząca się do naszych rodzimych dziejów była i jest odbiciem pomyślności lub złej doli narodu i państwa, przez które przetoczyło się przecież wiele burz. Śledzić losy medycyny, to tak jak śledzić poziom życia ludzi na przestrzeni wieków, ich zdrowotność, rozwój kulturowy, stan oświaty i nauki, mądrość lub nieodpowiedzialność monarchów zarządzających państwem. W takim razie historia medycyny jest znakomitym źródłem wiedzy o historii Polski, skarbnicą informacji o naszych przodkach, ich charakterach, będąc uzupełnieniem pamięci powszechnej o historii kraju. Zagłębianie się w tę dziedzinę wiedzy ma przeto ogromne znaczenie dla poznania losów naszej ojczyzny.

Historia medycyny polskiej nie doczekała się dotychczas szczegółowego opracowania. Wydawane obecnie przez wydawnictwo PZWL trzytomowe Dzieje medycyny w Polsce pod redakcją prof. Wojciecha Noszczyka przedstawiają rozwój rodzimego lecznictwa w zakresie podstawowym. Należy przy tym przyznać, że inicjatywa prof. Wojciecha Noszczyka była pierwszą próbą zadośćuczynienia niedostatkom na polskim rynku księgarskim w tej dziedzinie, a oddawane do rąk Czytelników trzytomowe dzieło zasługuje na najwyższą ocenę. Dobre, rzetelne i odpowiedzialne opracowanie historiograficzne dziejów poszczególnych działów nauki musi być i jest obroną przed katastrofalnymi błędami i nieścisłościami pokutującymi w Internecie, niestety powielanymi i cytowanymi później w dobrej wierze w publikacjach naukowych. Założenia objętościowe publikacji nie pozwoliły jednak na uwzględnienie w tym imponującym wydaniu wielu interesujących faktów, opisów postaci i historycznych wydarzeń, czasami zapomnianych, a ważnych dla całokształtu dziejów polskiej nauki. Pojawiające się na rynku wydawniczym wyrywkowe opracowania historii różnych specjalności medycznych także nie są w stanie wypełnić luki w polskim piśmiennictwie medycznym.

 

Książka, którą oddaję do rąk Czytelników, miała być w zamierzeniu rozwinięciem wątków pominiętych z konieczności w pięknym trzytomowym opracowaniu Dziejów medycyny w Polsce, stać się monografią zawierającą omówienie problematyki mieszczącej się w określonych ramami książki cezurach czasowych, uzupełnione pokaźnym zasobem nieznanych lub mało znanych faktów i dat. Starałem się, aby dobór zdarzeń i ciekawostek był najbardziej wartościowy, a omawiane szczegóły miały swoje odniesienia do wydarzeń historycznych w kraju i Europie, ale przede wszystkim były odbiciem kierunków w dominującej w poszczególnych okresach filozofii medycyny. Zostały usadowione w kontekście uwarunkowań geograficznych, politycznych, kulturowych, środowiskowych i socjologicznych – w kraju i krajach ościennych. Polska medycyna i system opieki zdrowotnej nie były z oczywistych względów oderwane od realiów europejskich, zatem omawianie ich wymagało odniesień do sytuacji międzynarodowej i lecznictwa za granicą.

Całość materiału została podzielona na cztery okresy dziejowe: czasy zamierzchłe ‒ do ukształtowania się polskiej państwowości, średniowiecze, renesans oraz ostatnie dwuwiecze pierwszej Rzeczpospolitej ‒ do utraty niepodległości w roku 1795. Co do najwcześniejszych, przedchrześcijańskich początków pozwolę sobie wyrazić przekonanie, że dla wielu Kolegów lekarzy informacje o śladach działalności prozdrowotnej z czasów rzymskich, odkrywanych na terytorium przynależnym dziś Polsce, mogą wydać się zaskakujące. Ten zamierzchły okres dziejowy musiał zostać uwzględniony, gdyż dotychczas nie doczekał się kompleksowego opracowania. A i to, które zawiera niniejsza książka, jest dalekie od ideału, okrojone do najbardziej podstawowego szkicu.

Trzeba przyznać, że tytuł mojej książki nie obejmuje medycyny czasów najdawniejszych, wszakże omawiając ten okres należało sięgnąć w przeszłość na wiele stuleci, zanim na mapie Europy pojawiła się Polska. Ten rozdział trzeba traktować jako poszerzony wstęp, wprowadzający Czytelnika w dzieje medycyny I Rzeczpospolitej.

Dalsze prastare koleje losów medycyny od początków ustanowienia państwowości polskiej, w znacznej mierze nieznane ogółowi, zaskakują ciekawostkami i niezwykłymi okolicznościami, w jakich lecznictwo torowało sobie coraz bardziej racjonalną drogę. Ten czas, utrwalony w starych tekstach i kronikach, fascynuje tajemniczą otoczką, czasem o wątpliwej wiarygodności, ale wpisującą się w najdawniejsze ślady piśmiennictwa o charakterze medycznym lub paramedycznym.

W okresie pięciu wieków średniowiecza – czyli najdłuższej epoce w dziejach Polski ‒ najważniejszą rolę odgrywał Kościół. Dotyczyła ona zarówno systemu edukacyjnego, organizacji opieki klasztornej nad chorymi i ubogimi, wczesnego szpitalnictwa, jak i nauczania zasad moralności i kultu miłosierdzia w wydaniu chrześcijańskim. W przeważającej mierze była to rola wartościowa, ale częstokroć też niestety hamująca, chociażby w chirurgii. Wiemy, że w medycynie średniowiecznej działo się wiele, musiało się dziać, gdyż zapotrzebowanie na usługi lecznicze stawało się coraz to bardziej powszechne i nieodzowna zaczęła być edukacja medyczna na uniwersyteckim poziomie. Na kartach książki wyraziłem i starałem się uzasadnić zaprzeczenie, jakoby średniowiecze było zmarnowanym czasem w dziejach nauki. Trzeba pamiętać, że po wielowiekowych zaniedbaniach, zniszczeniach kultury materialnej datujących się od obalenia ostatniego cesarza zachodniorzymskiego, właśnie społeczeństwa średniowieczne świetnie przygotowały grunt na przyjęcie renesansu. Wtedy przecież powstały wspaniałe uniwersytety na południu i zachodzie Europy, ale też w Krakowie w 1364 r. Od tamtego czasu kultywowane są tradycje akademickie, a system organizacji uniwersytetów przetrwał z powodzeniem do dziś.

Otwarcie krakowskiej wszechnicy było punktem zwrotnym w dziejach polskiej cywilizacji, stało się kołem zamachowym dla rozwoju myśli naukowej, sprzyjającym ujawnieniu się wybitnych umysłów. Byli to ludzie nie tylko rodem z polskiej ziemi, ale i przybywający z całej Europy i współtworzący dorobek naukowy kraju, do którego przybyli. Dotyczyło to wszystkich dziedzin nauki. Wkrótce uniwersytet stał się ostoją tolerancji, niezależności i swobody. Autonomia szkoły, naśladująca zwyczaje włoskich uniwersytetów, przetrwała do końca wolnej Rzeczpospolitej, pomimo mocnych zakusów Kościoła na ograniczenie swobód akademickich.

W książce odnajdzie Czytelnik informacje np. o Janie Smerze ‒ pierwszym polskim lekarzu działającym w X stuleciu, pierwszym doktoracie medyka z Polski ‒ Ajmeryka, w 1307 r., o pierwszych operacjach usuwania kamieni moczowych w XIV w., o usunięciu kamieni u kronikarza Jana Długosza. Będą ciekawostki o cieszących się międzynarodową sławą uczonych średniowiecza, takich jak Witelon, Tomasz z Wrocławia, Jan Stanko, czy też informacje o lekarzu Bartłomieju Boreszewskim, który przebiegłością i zabiegami dyplomatycznymi na dworze krzyżackim przyczynił się do sukcesu zbrojnego wojsk Jagiełły pod Grunwaldem.

Dla zrozumienia losów medycyny nie mogło zabraknąć omówienia kierunków filozoficznych średniowiecza, filozofii przyrody w epoce renesansu i podstaw filozoficznych późniejszej medycyny – czasów kontrreformacji. W omówieniu renesansu szerzej potraktowano wybitnych uczonych, jak Maciej z Miechowa, Wojciech Oczko, Sebastian Petrycy, Józef Struś, Jan Solfa. Ich działalność i cenne dzieła wysoko plasowały polski dorobek naukowy na tle europejskim. Niezwykłe wydają się dokonania lekarza, alchemika i wizjonera Michała Sędziwoja, który w początkach wieku XVII zdołał doświadczalnie wytwarzać tlen, określić jego rolę w przyrodzie, wyprzedzając w tym zakresie innych badaczy o ponad półtora wieku. Jego też nie mogło zabraknąć wśród tych najwybitniejszych.

Ważnym działem jest omówienie zagrożeń epidemiologicznych ‒ dżuma, ospa, kiła i inne zakaźne choroby przez wieki dziesiątkowały miasta, pogrążając społeczeństwo w gospodarczej zapaści, prowadząc do zubożenia wszystkich dziedzin życia. Szczególnie ważne okazały się zmagania polskich lekarzy z epidemią kiły ‒ w tym zakresie nasz uczony Wojciech Oczko okazał się doskonałym ekspertem, wyprzedzającym swymi osiągnięciami wielu europejskich praktyków i autorów rozpraw naukowych. Ludność zamieszkująca terytorium pierwszej Rzeczpospolitej ucierpiała sporo z powodu wojen, nawracającego głodu, powodzi i innych kataklizmów klimatycznych, których omówienie również znajdzie Czytelnik w niniejszej książce.

Należało oczywiście przypomnieć o szkołach wyższych zakładanych przez władców Rzeczpospolitej na terenach, które obecnie leżą poza granicami Polski – w Wilnie, Rydze, Dorpacie, ważnych z punktu widzenia dziejów polskiej nauki, a coraz rzadziej kojarzonych z historią naszego kraju. Musiałem również wspomnieć o szkołach wspomagających szkolnictwo medyczne – w Poznaniu, Zamościu, Lesznie, Lwowie, jak i o szkołach działających na obrzeżach Polski – w Królewcu, Wrocławiu, Szczecinie, Stargardzie. W kolejnych rozdziałach znalazła się ocena regresu polskiej myśli naukowej w XVII i XVIII stuleciu. Wytykana nieraz stagnacja nauk w dobie kontrreformacji okazuje się nie aż tak głęboka w obliczu spektakularnych, chociaż nielicznych w owym czasie dokonań działających w Polsce medyków. Jeśli już jednak mówimy o stagnacji, to winniśmy dodać, iż dotyczyła przede wszystkim krakowskiej wszechnicy. W tym czasie pojawiło się w Rzeczpospolitej wielu znakomitych uczonych, a dominującą rolę w medycynie przejął Gdańsk. Na szczególną uwagę zasługiwali tacy wybitni uczeni, jak: Gabriel Ochocki, Jan Jonston, Jan Toński, Stanisław Wosiński, Jerzy Seger, Jan Adam Kulmus, a w drugiej połowie XVII w. – Rafał Czerwiakowski, Ludwik Perzyna, Teodor Weichardt, Jakub Kostrzewski i inni. Ciekawe i o wielkim znaczeniu międzynarodowym były pierwsze operacje przeprowadzane u dzieci w Gdańsku w XVII i XVIII w. Wśród nich godna podkreślenia jest pierwsza na świecie operacja udrożnienia zarośniętego odbytu u noworodka, z sukcesem przeprowadzona przez Antoniego Stadlandera w roku 1661. Ludwik Perzyna, zakonnik i chirurg, poza wprowadzaniem licznych innowacji zasłużył na trwałe miejsce w dziejach chirurgii jako autor leczenia z pomyślnym efektem rany serca. Osiągnięcie to wpisuje Perzynę w poczet najwybitniejszych chirurgów XVIII w. ‒ był bowiem sprawcą pierwszego polskiego sukcesu w tej dziedzinie, a niewykluczone, że i pierwszego na świecie.

Poza ewidentnymi osiągnięciami nie brakowało w rodzimej medycynie przejawów zacofania. Nawet w piśmiennictwie medycznym rozliczne były przykłady świadczące o ciemnocie panującej w lecznictwie, przepojonym przesądami i nienawiścią skierowaną przeciw czarownicom albo społeczności żydowskiej. Niezależnie od panoszącego się zacofania, nadchodząca stopniowo, ale nieubłaganie era rewolucji naukowej zmieniała oblicze polskiej medycyny. Był to proces rozłożony w czasie ‒ począwszy od XVI aż do XVIII stulecia. Medycyna dojrzewała i przekształcała się, a towarzyszyły temu zmiany i rozwój rozmaitych dyscyplin wiedzy. W drugiej połowie XVIII w. nastąpił etap jej najbardziej wyrazistego przełomu. W tym czasie Komisja Edukacji Narodowej, będąca pierwszym w Europie ministerstwem nauki i oświaty, podjęła ambitną próbę zreformowania zaniedbanego szkolnictwa, w tym zrewolucjonizowania edukacji lekarzy. Chwalebne działania reformatorskie rozpoczęte w chylącej się ku upadkowi Rzeczpospolitej zaprocentowały w przyszłości, dały dobre i trwałe efekty. Korzystne skutki reform utrzymały się po utracie państwowości w XIX w.

Pisząc tę monografię, starałem się, aby nie było w niej żadnych przekłamań historiograficznych, toteż poszukiwałem najbardziej wiarygodnych źródeł. Dotarcie do największej możliwej liczby tekstów źródłowych powinno gwarantować rzetelność historycznego przekazu. Korzystałem także, ze zrozumiałych względów, z tekstów wybitnych historyków i uczonych, którzy wcześniej już dokonywali swych analiz faktograficznych.

Kończąc, czuję się zobowiązany dodać, że książka nie jest ani pozycją popularnonaukową, ani specjalistyczną rozprawą historyczną, wszak jej autor nie legitymizuje się dyplomem historyka profesjonalisty. Jest to raczej szkic do dziejów historii medycyny polskiej, który niechaj będzie zachętą do dalszych poszukiwań, może do przygotowania bardziej rozbudowanego i szczegółowego dzieła. My, Polacy, zasługujemy, aby podobnie jak Koledzy z zachodu i południa kontynentu szczycić się osiągnięciami swoich antenatów, współtworzących medycynę powszechną. Nie mamy się czego wstydzić, mieliśmy istotny udział w powszechnym dorobku naukowym Europy i świata. Ale by być z niego dumni, musimy o nim coś więcej wiedzieć.

Autor

1.1. Dzieje najdawniejsze

Od początków egzystencji człowieka istniała zawsze potrzeba wzajemnej pomocy w stanach zagrożenia życia i zdrowia. W okresie pierwotnego rozwoju cywilizacyjnego nie była to forma udzielania pomocy ściśle leczniczej, ale bardziej zapewnienia ochrony przed zagrożeniem. W epoce pradziejów sprowadzała się ona do zabezpieczenia przed różnymi formami urazów i naprawienia szkód, które uraz wyrządził. Tak rodziły się najdawniejsze formy lecznictwa, najściślej związane z chirurgią jako najstarszym działem medycyny. Równolegle kształtowała się w społecznościach wzajemna pomoc okołoporodowa, pomoc związana z ochroną noworodka, osób kalekich i niedołężnych czy przy uśmierzaniu bólu towarzyszącego rozmaitym przypadłościom – ze strony przewodu pokarmowego, układu moczowego, zębów itd.

 

Co do bardzo wczesnych przejawów lecznictwa na całym kontynencie europejskim działo się bardzo podobnie. Dopiero wyjątkowy postęp cywilizacyjny, jaki przyniosły kultury starożytne w basenie Morza Śródziemnego, stał się przyczyną zarysowania różnic w możliwościach lecznictwa na południu Europy i lecznictwa prymitywnego w głębi kontynentu. Stan taki trwał od starożytności, poprzez wczesne średniowiecze, aż do późnego. Jednakże przyznać trzeba, że pewne formy bardziej rozwiniętego lecznictwa mogły promieniować z południa ku środkowej i północnej Europie. Mamy dowody zaistnienia tego zjawiska także w Polsce, nawet w czasach rzymskich.

Medycyna, która rozwijała się na ziemiach polskich, ma zatem długą historię – zapewne dłuższą, niż powszechnie się uważa. Tworzyli ją mieszkańcy terytorium przynależnego później do Polski, chociaż zmieniającego się na przestrzeni dziejów. Najwcześniejsze początki, o których mowa, odnoszą się do lecznictwa społeczeństw prasłowiańskich, a nawet ludów, które to osadnictwo poprzedziły. Chociaż czujemy się ich naturalnymi spadkobiercami, to nie mamy wyłączności na przypisywanie sobie dziedzictwa prastarych tradycji i osiągnięć, w tym też medycznych – po prostu był to czas poprzedzający ukształtowanie się przynależności państwowej i narodowościowej tożsamości.

Tymczasem zdefiniowanie tego, na czym polegały najdawniejsze przejawy działalności medycznej na ziemiach polskich, napotyka niemałe trudności. Sięgamy bowiem czasów, kiedy słowo pisane jeszcze nie docierało do terenów osadnictwa Słowian. Nie dysponujemy przekazem kronikarskim z dawnej Słowiańszczyzny. Z drugiej strony wiedza o istnieniu ówczesnego lecznictwa w krainie Słowian jest równoznaczna z przekazem historycznym o całej medycynie dawnej Europy. Dodatkowym utrudnieniem takiego wywodu pozostaje niepewność co do rodowodu dawnych mieszkańców terenu Polski w czasach starożytnych i wczesnym średniowieczu. A mówimy o prastarej historii kraju między Karpatami a Bałtykiem oraz między Łabą a Bugiem, nawet tak zamierzchłej, że niełatwo sprecyzować, jacy to byli osadnicy – zanim osiedlili się tu Prasłowianie.

Zadajemy sobie dziś pytanie, czy i jak próbowały się ratować w chorobie i po urazach plemiona wielkiej grupy lechickiej w dorzeczu Wisły i Odry – Wiślanie, Polanie, Lędzianie, Mazowszanie, Ślązanie, Kujawianie, Pomorzanie, Połabianie i ich sąsiedzi. Na podstawie ziół znajdowanych niekiedy w starosłowiańskich grobowcach możemy wnioskować o stosowaniu ich w celach medycznych[1] . Powszechnie w owym czasie lecznictwo opierano na prostej empirii, na to nakładała się, niemal od zawsze, mistyczna wiara w związek choroby ze złymi duchami oraz w nadprzyrodzony wpływ bóstw związanych z groźnymi zjawiskami przyrody.

Lecznictwo w czasach bezpośrednio poprzedzających dzieje Słowiańszczyzny jest frapującym zagadnieniem, które doczekało się obszernych analiz historycznych. Dzięki wzmiankom w starorzymskich tekstach opisujących dzieje Scytów, ich kulturę, osiągnięcia cywilizacyjne, a także oryginalne koncepce dotyczące medycyny dowiadujemy się o zdumiewających osiągnięciach tego prastarego ludu. A my, Słowianie, możemy w jakiejś cząstce czuć się spadkobiercami kultury scytyjskiej i sarmackiej, jako Prasłowiańszczyzny[2] . Grupa etnokulturowa Scytów była niejednolitą społecznością obejmującą liczne skupiska różniące się językiem, organizacją plemienną i zamieszkujące rozległe obszary środkowej i wschodniej Europy: stepowe, leśno-stepowe i leśne. Mieli oni nieźle rozwiniętą medycynę, opartą na własnym obyczaju i wielopokoleniowym doświadczeniu. Słowianie, także ci zamieszkujący krainę nad Wisłą, byli sukcesorami tej tradycji. Historycy starożytnej Grecji i Rzymu wzmiankowali o stosowaniu przez Scytów skutecznych roślin leczniczych, które wieki później weszły do zwyczajowego receptariusza medyków europejskich. Pliniusz Starszy (I w. p.n.e.) donosił o scytyjskim zielu „z meotyjskich bagien”, czyli z okolic dzisiejszego Morza Azowskiego[3] , i o innych ziołach importowanych od Scytów. Jeszcze wcześniej pisano o „korzeniu scytyjskim” (prawdopodobnie tożsamym z „zielem scytyjskim”[4] ). Pliniusz pisał, że zioło odkryte przez Scytów, rosnące wokół Meotydy, ma słodki smak i jest wielce przydatne jako lek przeciw astmie. Ponadto opisywał stosowane przez nich ziołowe środki lecznicze mające działanie rozgrzewające, przynoszące ulgę i pomocne przy wybroczynach i zaburzeniach widzenia, a sok z roślin okazywał się skuteczny przeciw ukąszeniom żmij[5] . Greccy i rzymscy lekarze posługiwali się jeszcze absyntem pontyjskim (scytyjskim), pontyjskim korzeniem irysowym, pontyjskim korzeniem zajęczym i pontyjską szandrą oraz stosowali „czarodziejską maść Medei” chroniącą przed ranami i oparzeniami, a sporządzaną z soku roślin. Wiedziano, jak Scytowie hartują niemowlęta, leczą rany, wykonują zabiegi chirurgiczne i dentystyczne, a rośliny lecznicze uprawiają w ogrodach, sadach, na odrębnych plantacjach – traktując uprawę tych roślin jako niezbędną gałąź wspólnotowego działania plemiennego.

Można się domyślać, że koczowniczy lud, który z centralnej Azji dotarł do Polski i tu się osiedlił, nie mógł na stałe prowadzić działalności leczniczej opartej na środkach leczniczych pozyskiwanych na terenach azjatyckich (np. z meotyjskich bagien). Sprowadzać je z tak daleka nie było łatwo. Basen Morza Śródziemnego był uprzywilejowanym kierunkiem kontaktów, w tym i eksportu towarów. Wiemy z zapisów rzymskich kronikarzy, że leki Scytów, cenione i poszukiwane w starożytności, trafiały do obrotnych lekarzy w Grecji i Rzymie i do ich zamożnych pacjentów[6] .

Wraz z migracją, jak można sądzić, Scytowie przenieśli na tereny nadwiślańskie kulturę uprawy roślin leczniczych, pewne przyzwyczajenia i metody leczenia ran, puszczania krwi, sposoby przeprowadzania zabiegów chirurgicznych, które to umiejętności nabywali w trakcie wielowiekowego doświadczenia i dziedziczyli z pokolenia na pokolenie.

W trakcie stuleci na terenach słowiańskich utrwalały się sposoby leczenia przypadłości, które stanowiły dziedzictwo obyczajów prastarych ludów i wielu kultur, których Słowianie mogą się czuć spadkobiercami. Jednym słowem na terenach późniejszej Polski nawet w czasach przedsłowiańskich istniały pewne sposoby medyczne oparte na tradycji. Można przypuszczać, że niektóre słowiańskie plemiona, pozostając w odosobnieniu geograficznym i kulturowym, wypracowały własne sposoby lecznicze, nie mogąc opierać swoich zwyczajów dotyczących lecznictwa na wzorcach kulturowo obcych i odległych, wytworzonych przez ogólnoeuropejską tradycję.

Zwyczaje oraz tryb życia i pracy ówczesnych mieszkańców terenów Polski miały wpływ na problemy zdrowotne. Głównymi zajęciami były łowiectwo, rolnictwo i pasterstwo. Rządzili naczelnicy plemion w ramach ustroju rodowego, a wiece stanowiły wyższą władzę. Spokojny żywot wiedli owi Słowianie, rzadko zakłócany najazdami i bratobójczą walką. Dopiero później, po ukształtowaniu się zalążków przyszłego państwa polskiego pośród Polan znad Gopła i Wiślan z obszaru dzisiejszej Małopolski, kiedy władza skupiła się w rękach książąt, dochodzić zaczęło do krwawych walk niosących zabójstwa, rany i urazy, a w konsekwencji potrzebę opatrywania rannych. Początki udokumentowanych losów państwa polskiego, poczynając od polskiego księcia, pradziadka Mieszka I, pełne są sporów o przywództwo międzyplemienne, a także prób nawiązywania niebezpiecznych kontaktów międzypaństwowych, co częstokroć prowadziło do konfliktów zbrojnych. Były one groźne dla egzystencji ludzi, a ponadto stwarzały okazję do rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych. Przy początkowej izolacji skupisk ludzkich, rozproszonych na słabo zaludnionych terenach Słowiańszczyzny, problem epidemii chorób zakaźnych nie miał większego znaczenia. Mogły pojawiać się sporadycznie zarazy, które szybko wygasały w odosobnieniu. Dawnych mieszkańców Polski, jak można przypuszczać, dręczyły przypadłości podobnie jak innych mieszkańców Europy, ale pod tym względem byli w nieco uprzywilejowanej sytuacji, właśnie dzięki rzadkiemu zasiedleniu kraju, wśród nieprzebytych puszcz, bagien, terenów niedostępnych i braku dróg. Z tego względu nieco mniej było tutaj krwawych potyczek i wyniszczających wojen[7] . Przynajmniej w początkowym okresie, przed krystalizacją przywództwa Piastów. Panowanie tych ostatnich, podobnie jak w krajach sąsiednich, było – wbrew zazwyczaj podkreślanej słowiańskiej łagodności – pełne okrucieństwa i zaciekłej bojowości. Dość przypomnieć postępowanie Bolesława Szczodrego (Śmiałego) i Krzywoustego. Byli przerażająco okrutni i barbarzyńscy, a przeszli do historii jako dobrzy władcy. Psychopatycznie brutalny był Wacław II, przejawiał zapędy zbrodnicze. Niesłychanie okrutni byli zatem zarówno Przemyślidzi, typowi przedstawiciele Słowian, jak i sąsiadujące na zachodzie rody i włodarze germańscy[8] .

Dość powszechną w społecznościach słowiańskich działalność leczniczą rozwijali początkowo wróżbici, znachorzy, „babki”, szamanki, wiedźmy, czarownice i rozmaitego pokroju wędrowni szarlatani. Starosłowiańskie określenie wróżbity–wróża to wracz, równoznaczne ze współczesną rosyjską nazwą lekarza (врач). W licznych językach słowiańskich słowo wracz oznacza również czarownika, wróżbitę, zamawiacza, a ogólnosłowiańskie lecziti (stąd „leczyć”), pochodzące od Germanów i Celtów (lekeis u Gotów), znaczyło „zamawiać”[9] . A zatem słowa „lek”, „leczyć” mają pochodzenie indoeuropejskie. Starogermańskie lahhi, loece, loeknir znaczyły głównie „wyciągać”, w tym też „wyciągać chorobę z ciała”. „Lekownikami” zwano w XV–XVI w. znachorów leczących sposobami zabobonnymi[10] .


RYCINA 1. Narzędzia chirurgiczne odkopane w Mokrej.

Najcenniejszej pomocy chorym mogły udzielać czarownice i wiedźmy, których rad oczekiwano ze strachem, ale i z nadzieją. Dysponowały one często rozległą wiedzą zielarską, one też tworzyły pierwsze polskie nazewnictwo farmakognostyczne i ogólnomedyczne. Wiedźma (dawniej „wiedma”) – to osoba, która wie więcej niż inni. Wiedźmy nierzadko dysponowały sporą wiedzą lekarską i u nich zdobywali doświadczenie pierwsi medycy. Od średniowiecza w wielu zakątkach świata tak określano uzdrowicielki oraz kobiety zajmujące się wróżeniem, prorokowaniem i czarowaniem. Znaczenie słów „wiedma” i „czarownica” było bardzo zbliżone.

Na ludowym nazewnictwie prostych środków leczniczych została częstokroć oparta późniejsza, wielokrotnie udoskonalana, nomenklatura medyczna. Medyk – początkowo zielarz, czarownica lub wędrowny cyrulik – traktowany był z dużym respektem, zabobonnym strachem, ale i szacunkiem. Trzymano się od nich z daleka, chociaż stawali się coraz bardziej pożądani w społecznościach plemiennych. Naszych przodków nękały bowiem, jak i w starożytności, konsekwencje braku higieny, urazów w życiu codziennym, wady wrodzone, nowotwory – a także śmiertelne choroby układu krążenia. Wszystkie wymienione tu przypadłości związane były trwale z człowieczym losem od najdawniejszych czasów.

Z czasem też zmieniał się tryb życia ludzi, zmieniał się sposób poszukiwania żywności i związane z tym sposoby odżywiania. Przyrost ludności spowodował, że zwiększyło się zapotrzebowanie na żywność. Uprawa roślin zbożowych stała się koniecznością. Zwiększyła się produkcja żywności, ale dieta ulegała zubożeniu. Toteż zachwiała się zdrowotność plemienna.

Pojawiła się choroba wcześniej niezauważana, a nasilająca się w okresie średniowiecza w większych skupiskach ludzkich, tam gdzie dieta opierała się na spożywaniu żyta. Przyczyną był ergotyzm, zatrucie organizmu wywołane przez sporysz – pasożytniczy grzybek, którego spożywanie wraz z pokarmem roślinnym okazało się śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka. Wraz z upowszechnieniem hodowli ujawniło się kolejne zagrożenie w postaci gruźlicy wywołanej spożywaniem mleka od zarażonych krów. Medycy średniowieczni coraz częściej opisywali objawy choroby mogącej odpowiadać skrofulozie – to znaczy pewnej postaci gruźlicy atakującej węzły chłonne. Znacznie później w miastach pojawił się trąd, który przybrał postać choroby cywilizacyjnej – choroby skupisk ludzkich, towarzyszącej migracji ludności pomiędzy Azją a Europą. Wielkie epidemie średniowiecza: czarnej śmierci (dżumy), ospy, później kiły – były to choroby zakaźne nękające ówczesne społeczności[11] .