Prawidła życiaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Przeszłość – przyszłość

Z żalem kończę tę małą książeczkę. Z niepokojem kończę tę moją próbę.

Pisałem ją bardzo prędko, obawiałem się, że jeśli na jeden dzień przerwę – zniechęcę się i nie dokończę, a początek podrę i wyrzucę.

A wydaje mi się, że ta książka jest bardzo potrzebna. Może nie dla wszystkich, ale dla tych, którzy lubią się zastanawiać.

Kiedy się myśli o napisaniu książki, wydaje się zawsze, że potrzebna, łatwa i ładna.

Przecież ważne, by człowiek starszy powiedział, co wie, i ułatwił młodszym rozumienie życia i jego prawideł.

Przecie łatwo, bo od wielu lat jestem z młodymi, widzę, co robią, rozmawiam, słyszę ich pytania i skargi, wiem, co im dokucza i przeszkadza, rozumiem trudności.

Przecież ładne i miłe, bo obok zaniedbań i wykroczeń, kłótni i żalów widzę tyle pięknych czynów, dobrych chęci, tyle przysług wzajemnych, ustępstw, pomocy, opieki i życzliwości.

Z radością zasiadam do pisania. Ale wystarczy wziąć do ręki pióro i zacząć, od razu wychodzi inaczej, niż się chciało. Jakoś tak ociężale i trudno. Kiedy rozdział skończony, dopiero się przypomina, że tego brak, że o jednym napisane za krótko i niezrozumiale, a o mniej ważnym za dużo i rozwlekle.

Zaczyna się poprawianie i przepisywanie, ale nie pomaga. Zupełnie, jakby ktoś inny chciał, a ktoś inny pisał.

Inaczej w myślach, w marzeniu, inaczej na papierze, w literach i wyrazach. I już się nawet nie chce.

– Po co pisać? Czy i bez tego mało książek ciekawych, ładnych i potrzebnych?

Zresztą czy naprawdę jest tak, jak ja myślę? Może chcąc ułatwić utrudniam rozumienie i plączę?

Łatwo pomylić się staremu, gdy pisze o młodych i do młodych. A jeśli się pomylić, zamiast zdobyć zaufanie – można przecież stracić do reszty.

A zamiast siedzieć i pisać, przyjemniej wziąć książkę i samemu usiąść pod drzewem i czytać albo iść na przechadzkę.

Po co pisać: może już tak być musi, że młodzi osobno i osobno starzy? Każdy dla siebie. Ten wie swoje i tamten swoje?

Bo trzeba przyznać, że nie ma szczerości, nie ma zaufania. Niechętnie mówią młodzi, co naprawdę czują i o czym naprawdę myślą. Niechętnie zwierzają się z trudności i wątpliwości, z marzeń i planów na przyszłość, z doświadczeń swojej przeszłości.

Jeden nie chce mówić, bo nie wie na pewno: raz mu się zdaje tak, raz inaczej. I wstydzi się. Nie wie, że i dorośli niewiele wiedzą na pewno i różne mają myśli, wahają się i błądzą.

Drugi nie chce mówić: boi się, że go wyśmieją, żartować będą z tego, co dla niego poważne i ważne.

Trzeci chciałby powiedzieć, ale nie wie, jak zacząć. I właśnie trudno mówić o tym, co najbardziej zajmuje.

– Jakie to dziwne.

– Co dziwne?

Wszystko. Wszystko, co się pamięta i o czym się zapomina. I jak człowiek zasypia, i co się śni, i jak się budzi, co było i nie wróci, i co będzie. I wspomnienie, i pamiątka, i marzenie, i zamiar, i postanowienie.

Mylą się dorośli.

Zdaje im się, że dzieci mają tylko przyszłość, a nie mają przeszłości.

Zdaje im się, że dzieci nie chcą myśleć o przyszłości i trzeba im często o tej przyszłości mówić.

– Kiedy byłem mały – mówi dziecko.

– A teraz jesteś duży? – i śmieją się.

Więc przykro.

Zdaje mi się, że staruszek chętniej opowiada o swych dziecinnych latach niż chłopiec ambitny. Jakby to był wstyd.

Może dlatego tak jest, że dorośli częściej przypominają to, co było niepowodzeniem, omyłką, błędem przeszłości. I z dumą mówią:

– Teraz już jesteś starszy.

Dziwią się często:

– Jak on pamięta. Skąd on to pamięta?

Dziwią się, że pamięta ludzi, zdarzenia i rozmowy, o których dorośli zapomnieli.

Mnie wcale to nie dziwi.

Najlepiej pamięta się to, co się widzi, słyszy albo robi pierwszy raz. Pierwszy raz na wsi albo w mieście, pierwszy raz koleją albo łódką, pierwsza fotografia, pierwszy raz góry albo morze, pierwszy raz cyrk, teatr, pierwszy dzień szkolny, pierwszy dobry kolega.

Jeżeli się dawno już coś pierwszy raz robiło, a potem dużo razy, pomiesza się wszystko, poplącze, coś z każdego zostanie i wspomnienie gotowe.

Co znaczy: pamiętać i zapominać? Dlaczego czasem ważne się zapomina, a rzecz drobną pamięta; często zapomina się, co było niedawno, a pamięta, co było dawno? Jedno wspomnienie wyraźne, inne zamazane, jak przez mgłę. Dlaczego akurat teraz się przypomniało?

Nikt nie wie, kiedy pierwszy raz widział psa. No tak, ale już go zna. Widział psy duże i małe, białe, czarne, wyżły, charty, pudle, mopsy, psy stare i ślepe jeszcze szczeniaki, psy, które stały i goniły się, z którymi się bawiłem. Pies, który złapał muchę, wesoły i zły, który polizał, szczeknął, chciał ukąsić, ugryzł. Pies głodny, chory, zmarznięty, z przetrąconą łapą. Spotkanie psa z kotem, pies na łańcuchu, pies przejechany.

„Teraz już wiem, teraz już znam, teraz już umiem, już się nie boję, już nie jest dla mnie tajemnicą”.

Wspomnienia – to nasze doświadczenie. Uczą, co robić, czego unikać. Więc każdy rozgląda się i przygląda, potem znów coś innego, nowego. Pamięta się, zapomina i znów wspomina.

Ileż to razy przewróciłem się, ile było bolesnych niespodzianek, ile zawstydzeń i przestrachów, zanim już wiem, co kaleczy, co parzy, co nóż i szkło, i młotek, i blacha.

Wiadomości od rodziców, od kolegów, ze szkoły i z książek, co widziałem, mówili, czytałem – wszystko razem składa się na przeszłość, jej wesołe i smutne wspomnienia, wszystko to dyktuje mi prawidła życia na teraz, na dziś.

A potem dopiero przyszłość.

Są, którzy piszą pamiętniki: co dzień notują, co się stało. Wielu się zniechęca, bo pisać trudno, a dzień każdy przynosi tyle nowego. Inni inaczej: spisują w zeszycie miasta i ulice, które znają, tytuły przeczytanych książek, imiona znajomych i kolegów. Jest to jakby rachunek przeszłości, suma zdobytego doświadczenia.

Czy słusznie robią dorośli, jeśli często mówią i straszą tym, co będzie?

„Będzie trudno, będzie źle. Musisz się przyzwyczaić, musisz się nauczyć. Za dziesięć, za dwadzieścia lat”.

Może młodzi nie bardzo nawet wierzą. Bo dziwnie pomyśleć, że się będzie takim jak ojciec. Inaczej sobie wyobrażają.

Ach, marzenia młodości!

Przyjemnie w cichym pokoju albo w łóżku myśleć o tym, co będzie. Marzyć o podróżach i przygodach, że się jest sławnym wodzem albo rozdaje biednym pieniądze, że się jest uczonym, poetą, śpiewakiem albo skromnym nauczycielem, szanowanym i kochanym przez ludzi.

Marzy się, że nie wszystko się udawało, że były przeszkody, trudności, nawet walki i niebezpieczeństwa. Ale przeszkody są przyjemne w marzeniach, bo dzięki nim dłuższa jest bajka samemu sobie opowiadana, bo można w każdej chwili zwyciężyć i dobrze się skończy.

Pytałem się raz w klasie: czym kto chce być. Jeden chłopiec powiedział:

– Czarnoksiężnikiem.

Zaczęli się śmiać. Chłopiec zawstydził się i dodał:

– Będę pewnie sędzią jak mój tatuś; ale pan się przecież pytał, czym chcę być.

I taki właśnie śmiech, a potem i przezwiska uczą nieszczerości i ukrywania. Przecież każde marzenie jest jakby bajką czarnoksięską.

A pożyteczne i ważne są marzenia. Nie od razu wie człowiek, do czego się ma przygotować. Rozmaicie układa, aż z dziesięciu różnych marzeń jeden program życia układa.

Jaka różnica między marzeniem a programem?

Marzenie jest wypoczynkiem, przyjemnością, nie nakłada żadnych obowiązków. Mówią:

„Buja w obłokach, myśli o niebieskich migdałach, pragnie gwiazdki z nieba”.

No tak: płynie samolotem wyobraźni, myśli dla rozrywki o tym, czego nie ma, wpatrzony w gwiazdy. Tęskni, pragnie. Właśnie.

Dorośnie do programu, który jest poważny, surowy, twardy. Żąda i obowiązuje.

Program – to jak ślubowanie, przysięga na sztandar życia.

Postanowił, zaczyna i dąży z wolna i wytrwale.

– Z geografii mam piątkę, uczę się obcych języków, oglądam mapy, atlasy, poznaję dokładnie swoje miasto i okolice, czytam powieści o przygodach, o zwierzętach i ludziach. Będę podróżnikiem.

– Chętnie rozmawiam i bawię się z młodszymi. Odpowiadam cierpliwie na ich pytania, objaśniam, tłumaczę, pomagam, słucham ich skarg. Dobry jestem dla małej siostry albo brata. Opowiem bajkę, pokażę obrazki, pożyczę książkę, łagodny i wyrozumiały. Będę nauczycielem.

Staram się poznać własne wady i zalety. Złośnik nie może być ani wodzem, ani pilotem, ani wychowawcą dobrym. Chcę być sprawiedliwym, punktualnym, rozważnym, odważnym, karnym i szczerym.

– Chcę mieć silną wolę.

Kto tylko marzyć umie i czeka, aż samo przyjdzie i samo się zrobi – ten może dąsać się będzie, że jest inaczej i trudno.

– Kocham to, co trudne. Chcę zdobywać, chcę być zwycięzcą. Znam siebie. Umiem milczeć i rozkazywać. Jestem mężny i cierpliwy. Łagodny dla innych, surowy dla siebie. I wesół: nie dąsam się, nie oskarżam.

– Mam tyle lat, ile mam. Nie wstydzę się mej młodości ani moich myśli, ani uczuć. Zmuszę do szacunku dla siebie i celu, któremu służę.

Trzy dodatki do tej książki

Dodatek pierwszy:

O tej książce myślałem wiele lat: tak ją w głowie układałem. Było bardzo trudno.

Są mniej ważne prawidła życia i bardzo ważne. Do najważniejszych prawideł życia postanowiłem nareszcie wcale się nie wtrącać.

Teraz właśnie nie wiem, czy dobrze napisałem.

Tu mogą być różne omyłki, ale nie ma ani jednego kłamstwa.

Bo szanuję ludzi starszych i młodych, i małych. Więc chcę być szczery. Prawda jak oliwa na wierzch wypływa.

Dodatek drugi:

Poetą jest człowiek, który bardzo się weseli i bardzo się martwi, łatwo się gniewa i mocno kocha – który silnie czuje, wzrusza się i współczuje. I takie są dzieci.

A filozofem jest człowiek, który się bardzo zastanawia i chce koniecznie wiedzieć, jak wszystko jest naprawdę. I znów, takie są dzieci.

 

Dzieciom trudno powiedzieć, co czują i o czym myślą, bo trzeba mówić wyrazami. A jeszcze trudniej pisać. Ale dzieci są poetami i filozofami.

Dodatek trzeci:

To jest opowiadanie pięcioletniego Wiktora. Już dwa razy drukowałem je, ale w książkach dla dorosłych. Opowiadanie trudne do zrozumienia, bo Wiktor się śpieszył i aż miał łzy w oczach cały czas, kiedy opowiadał, jak żołnierz zabił psa – Foksa.

Opowieść Wiktora była taka:

„Jabłka – widziałem jabłka – takie malutkie – drzewa duże takie – można leżeć i huśtać się – taki był pies – a jak jedno jabłko upadnie – to on leży i śpi – mama idzie – chcę sam iść – i tam jest krzesło – tam pies – jakiś pies – ukąsił tak – ossstre zęby miał – więc on spał, to on go ukąsił – trzeba psa łupić, że ukąsił – tam jest pani – takie ma zęby – zapomniałem, jak się nazywa – Foks się nazywa – ukąsił i krrrew – jadł kość – Foks, poszoł, poszoł won – a on wytrzeszczył tak oczy i ukąsił – rzucił kość i ukąsił – rzuciłem temu piesu jabłko – a jak z drzewa oderwał jabłko i rzucił daleko – takie twarde jabłko – słodkie, że nie wiem – tylko powąchał – a potem przyszedł żołnierz – bac w pieska – bac, taki ładny – ładny – ładny…”.

A to jest opowiadanie dziewięcioletniej Stefci:

„Jak my wróciłyśmy do domu, to tam za tym płotem, gdzie są kraty, leżał ptaszek. Później Roma chciała go wziąć i ja zobaczyłam; chciałam wziąć i wzięłam z tamtej kraty. Jak już wzięłyśmy, wszystkie dziewczynki zaczęły się gromadzić i patrzeć. Później im go tu przyniosłyśmy. Miał szare i białe takie piórka, dziobek rozkrwawiony i ślipki jeszcze miał otwarte. Przyniosłyśmy tu i dziewczynki pochowały. Zrobiły dołek taki na podwórzu i w papier go owinęły, i przysypały ziemią. Może jego chłopiec który naumyślnie zabił. Taki miał dziobek przebity i głowa mu się ruszała. Rutkowska mało co nie płakała. Ona, jak zobaczy co, to tak głaszcze ręką i już miała płakać, ale nie płakała, tylko jej tak łzy stanęły”.

Taką jest poezja młodych.