Prawidła życiaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Miły – niemiły

Kto ładny – temu łatwiej być miłym.

Tak, zdrowemu, ładnemu, wesołemu, zdolnemu łatwo być i miłym. Sam życzliwie uśmiecha się do ludzi, a ludzie odpowiadają uśmiechem.

Słabego, brzydkiego, pochmurnego i niezdolnego często zaczepią i dokuczą. Nieufnie zbliża się do ludzi, z niechęcią myśli o szczęśliwszych kolegach.

Ale bardzo rzadko podoba się ktoś wszystkim jednakowo. Jeden mówi, że ładny, drugi, że tak sobie.

– Śliczny.

– A dla mnie brzydki. Wygląda jak lalka.

Jednemu podobają się oczy czarne, drugiemu niebieskie, jeden lubi włosy ciemne, drugi – jasne. Ma ładne oczy, ale brzydki nos, ma ładne usta, ale brzydkie zęby.

Czasem mówią, że ktoś nie jest tak bardzo ładny, ale ma wdzięk. Nie wiem, co to znaczy.

Miły uśmiech. Wdzięczne spojrzenie. Zręczny: nie za wysoki, nie za niski, nie za gruby, nie za chudy. Wdzięk postaci.

Czasem podoba się ktoś, bo podobny do wszystkich, których znamy, czasem właśnie dlatego, że inny.

Czy to samo jest: ładny i miły?

O, nie!

Bywa tak, że gdy patrzysz z daleka, wydaje się miły, ale wystarczy chwilę porozmawiać, już przestał się podobać. Czasem często się z kimś spotykasz, ale nie masz ochoty się zbliżyć, nawet już kilka razy rozmawiałeś – i nic. A później dopiero widzisz, że bardzo, bardzo miły. Z jednym – od razu dobry znajomy, z drugim trudno jakoś i nieprzyjemnie z początku.

Trzeba znać bardzo wiele młodszych i starszych, cichych i wesołych chłopców i dziewczynek, bladych i rumianych, ładnych i brzydkich, ładnie i biednie ubranych – żeby wiedzieć, czy ktoś będzie miły od razu, czy dopiero później, miły na krótko czy na zawsze.

Trzeba wiele razy próbować i pomylić się, żeby nie bardzo wierzyć, co mówią inni, a samemu się przekonać, co mnie się podoba, kto dla mnie jest miły.

Dawniej zdawało mi się, że wesoły lubi wesołego, mały – małego, słaby – słabego, porządny szuka porządnych kolegów. Owszem, tak bywa, ale nie zawsze. Dawniej radziłem nawet, kto z kim powinien się zaprzyjaźnić, teraz nie lubię się wtrącać, bo nie wiem.

Gdy się dwaj chłopcy zaprzyjaźnili, starałem się odgadnąć:

„Pokłócą się pewno za miesiąc albo za pół roku”.

Teraz częściej udaje mi się odgadnąć, ale nie zawsze. Tak dziwnie się dzieje, tak trudno zrozumieć, tyle tu tajemnic. Więc tylko się pytam:

– Lubisz go?

Odpowiada:

– Dla mnie on jest miły.

Nawet wie, jakie kolega ma wady.

– Nie bardzo miły, ale ja go lubię; on jest dobry dla mnie.

Czasem dokuczliwy dla wszystkich, dobry i delikatny dla przyjaciela. Czasem wiele kłopotu sprawia dorosłym, a dla swoich życzliwy i wesoły.

Wystarczy niekiedy, żeby w czymś jednym tylko byli podobni do siebie, i już są razem. Na krótko, ale i na długo. Nie każdy lubi zmieniać.

Dużo dziwnych pamiętam przyjaźni.

Na przykład pytam się:

– Za co go lubisz?

– Jego nikt nie lubi, więc będzie mu przykro samemu.

Pytam się:

– O czym rozmawiacie?

– Rozmaicie. Czasem radzę mu, jak ma się poprawić.

Czasem dorośli niesłusznie się boją, że gorszy zepsuje dobrego, albo równie niesłusznie żądają, żeby dobry poprawił gorszego. Mnie się zdaje, że tu nie wolno ani zabraniać, ani rozkazywać. Nawet często pytać się nie można, bo pytania natrętne płoszą i nieufność budzą, i niechęć.

Wolę wiedzieć mało, ale prawdę.

Jeden umie, co drugiemu może się przydać, coś wspólnie budują albo kupują, pożyczają, zamieniają, zakładają się, darowują i otrzymują podarki. Jeden ma akurat to, co dziś drugiemu potrzebne, jeden ma więcej, drugi mniej. Nie wiadomo nawet, czy przyjaźń, czy opieka, czy spółka. Często nie lubią się, a muszą być razem, bo trudno coś zrobić samemu.

– On miły?

– Tak sobie, nie bardzo.

– A ciągle jesteście razem?

– Więc co z tego?

Gdy rozmawiam z chłopcem, jest spokojny, odpowiada poważnie, a on go zna i w radości, i w gniewie, i smutku, gdy rozdokazywany, rozżalony, obrażony, gdy daje i bierze. Cóż dziwnego, że lepiej się znają wzajemnie?

Powoli każdy uczy się sam być ostrożnym, cudze prawidła życia najmniej pomagają.

Gniewało mnie dawniej, gdy jeden z przyjaciół tylko dawał, drugi tylko brał. Razem kupują lody, fotografują się, chodzą do kina, ale jeden płaci, jeden funduje. Teraz się nie wtrącam: bo są, którym38 przyjemność sprawia, chcą sobie kupić życzliwość.

Jedno tylko daję prawidło życia:

„Nie bądź tchórzem, miej odwagę powiedzieć, że nie chcesz. Nie krępuj się poprosić o pomoc, jeśli sam nie dasz rady”.

Bo fałszywy kolega może zagrozić:

– Ja wiem o tobie to i to. Znam twoje tajemnice. Jeżeli się ze mną pogniewasz, opowiem.

Albo zwyczajnie zacznie się mścić, dokuczać i bić.

Nie tylko młodego chłopca oszukać może ładna buzia, miłe oczy i układne słowa. Dziwiłem się dawniej, gdy nie lubili kogoś, kto mnie się miły wydawał; nawet podejrzewałem zazdrość. Teraz uważniej patrzę i przyznaję słuszność właśnie kolegom: lepiej wiedzą.

Raz na kolonii letniej był starszy, poważny i spokojny chłopiec, którego, jak mi się zdawało, bardzo lubili. Raziło mnie jedno: sam często robił to, czego innym zabraniał; wyglądało tak, że pilnuje porządku, ale sam nie ma potrzeby stosować się do regulaminu. Parę razy skłamał, a przyłapany na kłamstwie, wykręcał się, żartował, aż w złości niegrzecznie odpowiedział.

I zaraz cała grupa chłopców, jakby na tajny rozkaz, przestała się słuchać, zaczęli robić na złość.

Dopiero się przekonałem, że jest jakby dowódcą bandy, że go nie lubią, a słuchają się, bo grozi i bije po kątach. Byłem zdumiony: jak jednego nieuczciwego gbura może się bać tylu chłopców. Ale on był nie jeden, miał paru pomocników, którzy donosili, jeśli się kto zbuntował; a on się mścił dopiero.

Wtedy właśnie po raz pierwszy, a potem wiele razy się przekonałem, jak bardzo potrzebny jest samorząd, gdy każdy ma prawo i odwagę powiedzieć, kogo naprawdę lubi.

Teraz już, zdaje się, wiem, kogo najwięcej prawie wszyscy lubią. Nie najładniejszego, nie najweselszego, nie najzdolniejszego – a tego, kto sprawiedliwy, usłużny i taktowny.

Niełatwo wytłumaczyć, co to jest takt. Chyba taki, który umie obchodzić się z ludźmi.39 Albo przez dobroć, albo przez rozum poznaje, czego akurat komu potrzeba, i chętnie służy pomocą. Ostrożny z kłótliwym nie dba40, aby zawsze postawić na swoim, nie chwali się i nie wyśmiewa, nie zaczepi wesołym żartem smutnego, nie wtrąca się i nie radzi, kiedy nie proszą, nie gada za dużo, nie złości się sam i każdego stara się wytłumaczyć i obronić. Nie ma go, gdy niepotrzebny, a zjawia się akurat wtedy, gdy może przynieść pożytek.

Nie narzuca się z opieką, ale jej nie odmawia. Nieproszony nie broni, ale nie boi się wystąpić z obroną, gdy widzi niesprawiedliwość i krzywdę. Nie boi się ani kolegi, ani wychowawcy, więc czasem ma przykrość, ma paru niechętnych.

Od lat dziesięciu prowadzę plebiscyty, to znaczy głosowania. Głosowanie jest tajne. Każdy wrzuca do skrzynki kartkę. Na kartce jest plus (znaczy: lubię), minus (nie lubię) albo zero (obojętny). Potem oblicza się głosy. Robiłem także inaczej: każdy dyktował pięć nazwisk tych, kogo najlepiej lubi, i pięć tych, kogo nie lubi. Jeszcze inaczej: każdy stawia wszystkim stopnie; piątka – znaczy: bardzo lubię, czwórka: lubię, trójka: obojętny, dwójka: nie lubię, pałka: bardzo nie lubię.

Dzięki tym głosowaniom wiele zrozumiałem.

Ważną jest dla mnie pewność, że nie ma zazdrości wśród młodych. Jeżeli miły, cieszą się, że prymus. Gotowi lubić za to, że ładnie śpiewa, tańczy, rysuje, że dobrze gra w piłkę, że wysoko skoczył, że zwyciężył. Wdzięczni, że jest razem. Więcej mu pozwalają i więcej przebaczają. Ale pod jednym warunkiem: by nie był zarozumiały, by nie lekceważył gromady, by nie był lizuchem41 ani stawiakiem42. By się nie rozporządzał zanadto.

 

Lubią starszych i małych, nie lubią, gdy mały kaprysi i skarży się, a starszy udaje dorosłego. Wtedy małego drażnią, starszego wyśmiewają.

Kto ma najwięcej minusów: nie lubią, a nawet się brzydzą.

Natrętnych, wścibskich, wtrącalskich. Przebaczą samolubowi, złośnikowi, nawet zaczepnemu: będzie miał życzliwych i nieżyczliwych. Nienawidzą i różnie nazywają:

„Smoła, bez ambicji, przylepka”.

Jeśli powiedzieć: „Przestań – odejdź”, on właśnie zacznie się czepiać. Przyczepi się i nudzi. Rozmawiasz z kimś, zaraz chce wiedzieć, o czym mówicie. Nie wie, o co chodzi, albo nie zna się i nie rozumie, a zaczyna tłumaczyć i pouczać. Piszesz coś, prosi zaraz: „Pokaż”. Robisz coś, on już jest: „Daj, ja prędzej, ja lepiej”.

Wielu nie wie, jak trudno żartować. Nieudany żart sprawia ból, sprawia przykrość, zamiast śmiechu wywołuje łzy. Żart nie w porę przeszkadza. Dokuczanie ani wyśmiewanie nie są żartem. Żart wtedy jest dobry, jeśli wszyscy się śmieją, a nikt nie ma przykrości. Więc mówią:

– Błazen.

I też nie lubią.

Jakie stąd prawidła życia, każdy sam się domyśli. Jedno tylko powiem:

Każdy człowiek powinien cenić życzliwość, starać się na nią zasłużyć. Nie wolno mówić:

„Co mnie to obchodzi”.

Każdy powinien cenić przyjaciela.

Nie należy jednak kokietować, starać się przypodchlebić, nie należy się martwić, gdy ma się wśród życzliwych i nieżyczliwego: nie wszyscy zawsze muszą tylko lubić.

Zalety – wady

– Powiedz szczerze: czy jesteś porządny, dobry chłopiec?

Odpowiedzi:

– Nie wiem.

– Raz porządny, a raz tak sobie.

– Zdaje się, że porządny.

– Czasem coś mnie skusi.

– Chyba nie bardzo.

– Często mi różne wariactwa przychodzą do głowy.

– Sam to nie robię nic złego, chyba że mnie namówią.

Rozumie się, że nie pytam pierwszego lepszego, a tylko wtedy, gdy powie, co myśli naprawdę.

Każdy człowiek ma zalety i wady, każdy inne. Jeden ma więcej zalet, drugi więcej wad. Są wady więcej i mniej dokuczliwe, jawne lub ukryte. Czasem wada jest bardzo przykra dla otoczenia, czasem dla tego, kto ją ma. Z jednymi wadami łatwo sobie poradzić, z innymi trudno. Czasem nie wiadomo nawet, czy coś jest wadą, czy zaletą człowieka.

Dlatego niełatwo zrozumieć i poznać prawidła postępowania i poprawy, dlatego na pytanie: „Czy jesteś porządny” trudno od razu odpowiedzieć.

Ruchliwość, żywość – zalety na lekcji gimnastyki, są wadą podczas arytmetyki, wada w ciasnym mieszkaniu, a zaleta na wsi. Oszczędność jest zaletą, skąpstwo – wadą; a przecież skąpstwo jest tylko za dużą oszczędnością.

Zaletą jest skromność, ale wadą – nadmierna wstydliwość. Wstydliwość podobna być może do uporu i skrytości – i nawet dorośli często się mylą. Czasem dobroć jest lekkomyślnością i zamiast pożytku przynosi szkodę: trzeba umieć rozumnie odmawiać, gdy proszą. Ile mają przykrości, którzy pożyczają rzeczy potrzebne, a nawet nie swoje.

– Dlaczego pożyczyłeś?

– Bo prosił.

– Czy nie wiesz, że on zapomina, gubi i nie oddaje?

– Wiedziałem.

– Dlaczego pożyczyłeś nie swoją książkę?

– Prosił, myślałem, że odda.

Samolub nazywa dobroć głupotą i twierdzi złośliwie, że nie warto być dobrym. Przeciwnie, warto i należy przysłużyć się i okazać pomoc, ale trzeba pomyśleć.

Źle, jeśli ktoś mało się zastanawia, ale niedobrze, gdy za długo myśli i waha się, i nie może się ważyć na czyn. Ufność może być i zaletą, i wadą.

Ciekawość i wścibstwo – to wada; ale niedobrze, jeśli kogo nic nie obchodzi, nie interesuje się niczym.

– Eee tam, nie warto, co mi do tego?

Jeden zanadto ceni siebie, drugi za mało. Jest drapieżna ambicja, jest szacowna duma.

Długo mógłbym jeszcze wyliczać, a nie powiedziałbym wszystkiego.

Oto dlaczego w tej plątaninie trudno się połapać. A dodać jeszcze muszę, że nawet dorośli przeszkadzają czasem zrozumieć.

Jeden mówi:

– Chcę, żeby chłopiec był taki jak ja.

Po pierwsze, młody nie może być taki jak stary. A po drugie, i ja mam wady i nie chcę wcale, żeby oni mieli podobne.

Drugi mówi:

– Dzieci powinny się słuchać; malec powinien być taki, jak chcę i każę.

Po pierwsze, czy pewien jestem, że zawsze mam słuszność, a po drugie, czy on może, czy – choćby chciał – może być taki, jak mnie się podoba. Czy zawsze może być taki?

Dawniej bolało mnie i gniewało najwięcej, jeżeli zrobił coś złego nie łobuz, a właśnie porządny. Mówiłem z wyrzutem:

– Ja ci ufałem. Nie spodziewałem się. Zrozumieć nie mogę. Sam nie wiem, co robić.

Teraz już rozumiem, że nikt nie jest aniołem, i wiem, że należy tylko powiedzieć:

– Staraj się tego nie robić.

Nie należy ani spodziewać się, ani żądać za wiele, bo to zniechęca i dobrych, i złych.

Jeden mówi rozgoryczony:

– Mnie już nic nigdy nie wolno.

A drugi mówi:

– Nie warto się starać; i tak wszystko na nic.

Każdy musi wierzyć, że może się poprawić, że ma nie tylko wady, ale i zalety.

Przekonałem się, że często chłopiec dlatego tylko ma wiele zatargów z otoczeniem i dużo cierpi, bo myśli: „Jestem zły”.

Nie zna dokładnie swych wad, więc nie wie, z czego ma się poprawić.

Mówi:

– Już nigdy tego nie zrobię.

I chce, żeby się od razu udało, i zupełnie, i raz na zawsze.

Nie zawsze przecież tak bywa. Wpada w gniew.

– Trudno, już taki jestem i taki zostanę.

Albo gorzej jeszcze:

– Jeżeli staram się, a nie pomaga, więc na złość będę jeszcze gorszy. Niech robią, co chcą.

Czasem dostrzega, że nie jest wcale najgorszy, więc pyta się:

– Czego właściwie ode mnie chcą? Dlaczego się tylko gniewają?

Często spokojnym łatwo, więc to wzbudza gniew i zazdrość:

„Ciepłe kluski… Laluś… Maminsynek… Pieszczoch… Cicha woda… Beksa”.

I cierpi dziecko uczuciowe, a bezkarnie myszkują koledzy z cichymi wadami. A dokuczanie psuje i tych, i tych.

Raz, bardzo dawno, przyszła do mnie matka z chłopcem.

– Już dłużej nie mogę wytrzymać! Nieuk, włóczęga, ulicznik. Dawniej bicie pomagało, teraz nie.

Ten chłopiec wysłany został za granicę. Dziś jest sędzią.

Drugi, z którym rodzice nie mogli sobie poradzić, jest nauczycielem gimnastyki. Trzeci marynarzem.

Wiele sami się nacierpieli i wiele rodzicom przysporzyli zmartwień. Teraz jest dobrze.

Trzeba się porozumieć, trzeba się pogodzić. I trzeba przebaczać. Często wystarczy przeczekać.

Nawet najlepsi mają gorsze tygodnie. Jedno się nie powiedzie, a potem wszystko się wali: i w szkole się nie udaje, i w domu, i sam człowiek nie wie dlaczego.

Zauważyłem, że chłopcy najwięcej wojują we wrześniu i w maju. We wrześniu pamiętają jeszcze wakacje, swobodę, a teraz trzeba siedzieć w pokoju. Na wiosnę, gdy przyjdą pierwsze dni ciepłe, już tracą cierpliwość, są jakby pijani. Nawet w gazetach się czyta wtedy, że ten i ten uciekł z domu.

Naprawdę nieprzyjemnie czasem, ale mówię:

– Trudno.

Czasem ktoś się bardzo pilnuje: obiecał sobie, że już się poprawi, i udało mu się. Nic złego nie zrobił, nikt się nie gniewał. A pierwsze dnie najtrudniejsze. Już myśli, że tak zostanie, już myśli, że jest jak wszyscy. Zmęczył się tym staraniem. Bo podczas próby poprawy unika się zabawy, więcej się siedzi nad książką, unika się wszystkiego, żeby coś się nie stało. I oto nagle katastrofa. Znów! Wtedy przychodzi właśnie najgorszy tydzień.

Znałem chłopca, który się bił, czasem po dwa i trzy razy dziennie. Nie mógł dać sobie rady z tą wadą. Poradziłem:

– Bij się raz dziennie.

Zgodził się. Miał silną wolę.

Założyliśmy się o dwa cukierki na tydzień:

– Jeżeli nie będziesz miał więcej niż siedem bójek, ja tobie dam na tydzień dwa cukierki, jeżeli przegrasz, ty dajesz.

Tak trwało cztery miesiące.

Z początku zakładaliśmy się tylko o bójki w domu, potem w domu i w szkole. Z początku o siedem bójek, potem o sześć, o pięć, o cztery, trzy, dwie, jedną bójkę na tydzień. Wreszcie o zero, ani jednej. Potem zaczął się zakładać o kłótnie.

Pamiętam jego ostatnie zwycięstwo.

Stał wtedy na schodach. Akurat inny chłopiec zbiegał szybko i potrącił, więc go odepchnął. Ale tamten też kogut: pchnął. A on: zaczerwienił się, zmarszczył brwi, zagryzł wargi, zacisnął pięść. To trwało chwilę. Nagle zerwał się, pędem zbiegł ze schodów prosto na podwórze. Tam długo stał, czekał, aż się uspokoi.

Kiedy nadszedł dzień naszego zakładu, powiedział z uśmiechem:

– O włos byłbym przegrał; już mało się nie pobiłem.

Teraz ten chłopiec jest już dorosły; powiada, że dzięki zakładom odzwyczaił się od bójek.

Takich zapisanych w moich zeszytach zakładów jest już chyba pięćdziesiąt tysięcy, takich zakładów mam co tydzień z różnymi chłopcami i dziewczynkami pięćdziesiąt i więcej. Tu nie o cukierki chodzi, a o zwycięstwo.

Zakładają się, żeby wstawać zaraz po obudzeniu, żeby się myć porządnie, żeby się nie spóźniać na posiłki, żeby czytać co dzień piętnaście minut, żeby się nie wyrywać w szkole, żeby nie stać w kącie, żeby nie zapominać, nie gubić, żeby nie wtrącać się, nie zaczepiać, nie dokuczać, nie przezywać, żeby z kimś nie rozmawiać, żeby co dzień starannie przepisać pięć wierszy, żeby myć zęby. Żeby coś robić albo czegoś nie robić.

Trudno odzwyczaić się od kłamania. Jeżeli ktoś często kłamie, zaczyna od czternastu kłamstw na tydzień (po dwa razy dziennie).

No tak: ale kto sprawdza, czy nie oszukują? Nikt: przecież może wymówić43, ile chce, żeby wygrać.

– W zeszłym tygodniu wymówiłeś czternaście kłamstw, a na ten tydzień siedem: czy nie za mało?

– Wystarczy.

– A czy ci trudno nie kłamać?

– Z początku było bardzo trudno.

A oto moje doświadczone prawidła:

„1. Jeżeli trudno – nie poprawiać się od razu, lecz stopniowo”.

„2. Wybrać na początek jedną tylko, łatwiejszą wadę, z nią naprzód zrobić porządek”.

„3. Nie zniechęcać się, jeżeli długo nie ma poprawy albo nawet z początku pogorszenie”.

„4. Nie wymawiać za mało, brać tyle, żeby wygrać”.

„5. Nie cieszyć się zanadto, jeżeli się odzwyczai od razu, bo łatwo leczą się wady nabyte, a trudno – wrodzone”.

Przez robienie, czego się nie lubi, i nierobienie, do czego się przyzwyczaiło – hartuje się wolę. A to jest najważniejsze. Być panem swoich rąk, nóg, języka, myśli.

Są ludzie, którzy za surowo sądzą siebie, to jest niedobre, są tacy, którzy za wiele i za prędko sobie przebaczają – też źle. Są ludzie, którzy nie znają swoich zalet i wad – powinni je poznać.

Gnoti seauton – powiedział mędrzec grecki: znaj siebie!

Chłopcy – dziewczynki

Chłopcy są ludźmi i dziewczęta – to ludzie. Więc nie ma między nimi różnicy.

Tak mówią jedni.

– Nieprawda. Dziewczynki są spokojniejsze, posłuszniejsze, porządniejsze, pilniejsze, delikatniejsze.

Tak mówią drudzy.

– A ja wolę chłopców. Chłopcy są weseli, nie nudzą, nie obrażają się, są szczersi, więcej ich wszystko zajmuje, łatwiej ich przekonać.

– Dziewczynka ma lepsze serce.

– Wcale nie, chłopiec chętniej pomoże, przysłuży się.

– Nieprawda.

Spierają się i nie mogą się pogodzić.

Inni mówią tak:

– Nie powinno być żadnej różnicy. Gdyby się razem uczyli, gdyby chodzili razem do szkoły, byliby zupełnie podobni.

Ostatecznie, nie wiadomo, kto ma słuszność.

Owszem, wiadomo:

Słuszność mają i ci, którzy mówią, że się różnią, słuszność mają ci, którzy mówią, że są podobni.

Nawet między drzewem i człowiekiem istnieje podobieństwo: drzewo rodzi się z ziarna, żywi się, rośnie, głodne wody, oddycha, cieszy się słońcem, starzeje się i umiera; nawet śpi i spoczywa, nawet skrzywdzić je można, przyprawić o chorobę i kalectwo.

 

A ptak czy nie jak człowiek kocha? Smuci się, gniewa się, tęskni, czy gorzej od człowieka zaśpiewa?

A pies – wierny towarzysz?

Podobni są i dorośli do dzieci…

Ale czy się nie różnią? Czy znajdziesz dwóch nawet chłopców zupełnie podobnych do siebie? Czy wszystkie dziewczynki są takie same?

A gdyby szkoły były wspólne?

Przecież były i są. Mogą być różnice bardzo duże i mniejsze.

Co innego mówić, jak się chce, żeby było, jak być powinno, a co innego, jak jest.

Więc czy lepszy jest chłopiec, czy dziewczynka?

Każdy człowiek ma zalety i wady, któż o tym nie wie? Mają wady i zalety dziewczynki, mają i chłopcy. A trzeba się porozumieć ze sobą, szanować, wybaczać i lubić.

Bardzo długo i mnie się zdawało, że tylko dlatego różnią się usposobieniem, że dawniej kobiety i mężczyźni inne mieli prawa, że chłopiec chodził na wojnę i na polowanie, dziewczęta pielęgnowały chorych, przędły i gotowały. Więc chłopcy są silniejsi i zręczniejsi, inne lubią zabawy. Tak się przyzwyczaili.

Teraz może już mniej, ale kiedy ja byłem chłopcem, dorośli mówili:

– Nie szkodzi, że chłopiec dokazuje. Chłopiec powinien być łobuzem. Dziewczynce nie wypada.

Niby, że chłopiec powinien być odważny, a dziewczynka lękliwa, chłopiec ruchliwszy, dziewczynka spokojna, chłopiec lekkomyślny, dziewczynka rozważna.

Dziewczynki zazdrościły chłopcom i nie było zgody.

Ale i teraz niezgoda trwa. Dlaczego?

Patrzę i myślę, i tak mi się zdaje.

Gniewa chłopców, że dziewczynki prędzej rosną, wcześniej dojrzewają.

Przyjemnie rosnąć. A tu nagle chłopiec spostrzega, że go dziewczynka prześciga. Jest w tym samym wieku albo nawet młodsza, a wygląda na starszą.

– Co ona sobie myśli? Patrzcie no: pannę zgrywa.

To znaczy: udaje dorosłą.

Chłopiec albo po cichu się martwi, albo zaczepia i dokucza.

– Panna – mówi pogardliwie a gniewnie.

Czasem dziewczynka martwi się nawet sama, nie chce rosnąć; znam wypadki, że mało jedzą, żeby nie tyć i nie rosnąć; albo zniecierpliwiona powie:

– Smarkacz.

I już wojna.

Jeżeli chłopiec zwinniejszy i silniejszy, stara się pokazać, że przecie więcej znaczy, jeżeli słabszy, zaczyna się sprzeciwiać i robi na złość. Pokłócił się z jedną dziewczynką, już obrażony na wszystkie.

Najgorzej, jeśli ludzie robią sobie na złość, umyślnie robią, żeby rozgniewać.

Już tak jest, jednemu trudniej, drugiemu łatwiej, jeden zdrów i silny, drugi słaby, jeden ma więcej, drugi mniej, niech przynajmniej tego nie będzie, że jeden ma zmartwienie, bo to drugiemu sprawia przyjemność, że jeden płacze, a drugi się z tego śmieje.

Raz chłopiec przyłożył dziewczynce do głowy korkowiec i straszył, że strzeli. Dziewczynka płacze, a on się śmieje.

– Taka głupia: boi się.

Zabiera piłkę i ucieka. Wie, że nie ma słuszności, a drażni się:

– Co mi zrobisz?

Może jestem za surowy, ale myślę, że to jest podłość, nikczemność, łajdactwo:

Znęcanie się nad bezbronnym.

Dokuczanie słabym.

Żarty kosztem łez.

Tak gniewa, tak oburza, tak obrzydza i człowieka, i życie ta nikomu niepotrzebna złośliwość.

Często dorośli myślą, że to głupstwo, żart, psota niewinna. O nie, przeklęta dokuczliwość – to może największa wada chłopców w stosunku do dziewczynek.

Czy wiecie? Znałem nauczycielki dobre, łagodne, wesołe, sprawiedliwe, które się potem stawały złe, surowe, nerwowe, nieżyczliwe, i tylko dlatego, że im robili na złość. Właśnie takie zabawy: żeby wyprowadzić z cierpliwości.

Dziewczynki mniej się biją: i nie wypada, i sukienka przeszkadza, i włosy; więc nie mają wprawy, nie znają sposobów walki. Więc szczypią albo drapią – ręką albo słowami. Wyśmiewanie, sekrety, plotki, kłótnie.

To bardzo drażni chłopców. Wygląda, że oni szczerze, jawnie, a dziewczynki skrycie.

I tu wielki błąd popełniają dorośli, którzy biorą dziewczynki w obronę. Myślą, że bardziej boli uderzenie ręką niż obrazą, kłującym wyrazem.

Myliłem się i ja: długo myślałem, że ten pierwszy zaczął, kto pierwszy uderzył. Wcale nie, winien ten, kto złośliwie zaczepił.

„Niewiniątka, udawalskie, niedotykalskie, obrażalskie, beksy, skarżypyty”.

Prawda, dziewczynki często udają lepsze, niż są. Ale i chłopcy są nieszczerzy, chłopcy udają gorszych niż są.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak jest, ale chłopcu nie wypada, chłopiec wstydzi się być spokojnym, rozważnym, dobrze wychowanym; woli się zupełnie od kolegów odsunąć niż przyznać się, że nie jest łobuzem.

Niesprawiedliwie sądzą chłopców, ale sami są winni.44

Chłopiec tak samo chce być ładny jak dziewczynka, tylko się nie przyznaje. Wiem, jak niechętnie się strzygą; ale mówią, że im zimno w głowę, że czapka będzie za duża. Chcą być ładnie ubrani, chcą być mili i delikatni, tylko nie wypada się przyznać.

Chłopcu trudniej być czystym, bo lubi ruchliwe zabawy. Więcej mają siniaków i guzów, pokaleczonych palców i kolan, więcej drą buty i częściej stłuką szybę. Tak, bo więcej majstrują i ciekawiej wszędzie wejdą i próbują. Ale nie są brudasy.

Lubią wszystko prędzej, mniej mają cierpliwości, dlatego ich zeszyty nie są tak porządne. Ale nie starają się mniej.

Tak samo jak dziewczynki litują się, żałują, przykro im, gdy widzą smutek, ale nie chcą okazać, boją się wyśmiewania. Gdyby wiedzieli, że bać się dokuczania i przezwisk – to przecież też tchórzostwo!

Wreszcie nie są mniej wstydliwi niż dziewczynki. Jeżeli mówią brzydkie wyrazy – to tylko głośniej, jeżeli zrobią coś nieprzyzwoitego – to z psoty albo żeby się pokazać. Tak samo jak dziewczynki brzydzą się świniarzy45. Jeżeli dziewczynki są „niewiniątka”, to chłopcy są „stawiacy”46, więc tak samo „udawalscy”.

Inaczej, hałaśliwie zaczepiają chłopcy, ale nic więcej.

Dorośli dobrze powinni wiedzieć, że chłopcy najbardziej się gniewają i najdokuczliwiej mszczą się, jeżeli obrazić ich wstydliwość.

– Nie chcę, żeby ona patrzała – mówi chłopiec. – Jeżeli jej wolno, to i mnie.

Teraz inna jest moda. Już mówią, że nie trzeba się wstydzić chodzić w strojach sportowych i kąpielowych. Lepiej jest niż wtedy, kiedy myśleli, że dziewczyna powinna być wstydliwa, a chłopiec bezwstydny. Sporty i harcerstwo duży przyniosły pożytek.

Piszę dlatego, że szkodliwa jest nieprawda, a tu dużo było kłamstwa. Chłopcy nie wiedzą, jak sobie poradzić, i źli są, i drą koty z dziewczętami.

– Nie znoszę dziewczyn – mówi chłopiec.

– Nie znoszę chłopaków – mówi dziewczynka.

Nieprawda.

Raz przyjemniej bawić się i rozmawiać z chłopcami, raz z dziewczynkami. Są zabawy, w których dziewczynki przeszkadzają, są zabawy wspólne. Może dziewczynka lepiej biegać niż chłopiec, dlaczego chłopcu nie wolno bawić się lalkami?

– O, z dziewczynkami się bawi!

– Oo, z chłopcami się bawi!

A niech chłopiec z dziewczynką częściej rozmawia, zaraz:

– „Facet, narzeczona, państwo młodzi”.

A ja znam aż cztery wypadki, gdzie chłopiec i dziewczynka lubili się, kiedy jeszcze chodzili do szkoły, a gdy urośli, są mężem i żoną.

Znam przypadek, gdy chłopiec bawił się lalkami. One szyły sukienki, kołderki, on robił łóżka i szafy dla lalek. I nikt się nie śmiał, bo nie było z czego.

Moje prawidło życia jest takie:

„Być szczerym. Nie zwracać uwagi na złośliwe zaczepki. Co lubię, mówię, że lubię, i już”.

I drugie prawidło:

„Nie obchodzi mnie, czy ktoś jest mały, czy duży, czy inni mówią, że ładny, czy brzydki, mądry czy głupi; nie obchodzi mnie nawet, czy dobrze, czy gorzej się uczy, czy lepiej; czy chłopiec, czy dziewczynka. Dla mnie miły jest, jeżeli życzliwy dla ludzi, jeżeli nie dokucza, jeżeli dobry”.

Czasem nauczyciele mówią:

– On się dobrze uczy, dużo czyta, inteligentny.

Ale kto ma z tego pożytek? Jeśli samolub, nieużytek47, a w dodatku stawiak? Zupełnie jak bogaty sknera, tylko gniew i zazdrość budzi.

Nie wiem, co więcej łączy ludzi: podobieństwo, czy właśnie różnice? Jednego lubię, bo podobny do mnie, drugiego, bo inny. Raz zaprzyjaźni się wesoły z wesołym, innym razem zaprzyjaźni się wesoły ze spokojnym i smutnym. Czasem jeden z kolegów jest jakby opiekunem kolegi. Starszy z młodszym, bogaty z biednym, a chłopiec może polubić się z dziewczynką.

Zauważyłem, że tylko głupcy chcą, żeby ludzie wszyscy podobni byli do siebie. Kto rozumny, tego cieszy, że są na świecie dzień i noc, lato i zima, młody i stary, że jest i motyl, i ptak, że są różne kolory kwiatów i oczów48 ludzkich, że są dziewczęta i chłopcy. Kto nie lubi myśleć, tego niecierpliwi rozmaitość, która zmusza do myślenia.

38są, którym – dziś popr.: są tacy, którym. [przypis edytorski]
39Niełatwo wytłumaczyć, co to jest takt. Chyba taki, który umie obchodzić się z ludźmi – w tych zdaniach wkradła się nieścisłość: zmienił się podmiot wypowiedzi, a nie zostało to zasygnalizowane. Należało by drugie zdanie uzupełnić, np. tak: Taktem wykazuje się chyba taki człowiek, który umie obchodzić się z ludźmi. [przypis edytorski]
40Ostrożny z kłótliwym nie dba – prawdopodobnie należało by to rozumieć tak: człowiek taktowy jest ostrożny wobec kogoś kłótliwego i nie dba (aby zawsze postawić na swoim). W przypadku takiego rozumienia trzeba by było postawić przecinek: Ostrożny z kłótliwym, nie dba, aby (…). [przypis edytorski]
41lizuch a. lizus (pot.) – ktoś, kto się „podlizuje'', czyli jest przesadnie miły wobec nauczycieli i innych osób, które mają nad nim władzę, od których zależy. [przypis edytorski]
42stawiak (daw. pot.) – chłopiec, który zachowuje się niegrzecznie i arogancko, aby zrobić wrażenie odważnego i niezależnego. [przypis edytorski]
43wymówić – tu: umówić się, wyznaczyć sobie cel. [przypis edytorski]
44Niesprawiedliwie sądzą chłopców, ale sami są winni – najprawdopodobniej zdanie należało by uzupełnić: (…) ale chłopcy sami są winni. [przypis edytorski]
45świniarz – tu: ktoś, kto się nieprzyzwoicie zachowuje lub wyraża. [przypis edytorski]
46stawiak (daw. pot.) – chłopiec, który zachowuje się niegrzecznie i arogancko, aby zrobić wrażenie odważnego i niezależnego. [przypis edytorski]
47nieużytek – tu: człowiek nieużyty, niekoleżeński, taki, który nie chce pomagać innym. [przypis edytorski]
48oczów – dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]