Księga humoru żydowskiegoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Księga humoru żydowskiego
Księga humoru żydowskiego
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 47,95  38,36 
Księga humoru żydowskiego
Księga humoru żydowskiego
Audiobook
Czyta Jacek Kiss
24,95  18,46 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Redakcja:

Elżbieta Spadzińska-Żak

Joanna Szewczyk

Ilustracje:

Małgorzata Pietralik

Projekt okładki:

Pracownia WV

Opracowanie graficzne:

Anna Łoza-Dzidowska

Opracowanie wersji elektronicznej:

Grzegorz Bociek

Redakcja techniczna, skład i łamanie:

Damian Walasek

Wydanie I, Chorzów 2015

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3 C

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. z o.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl

www.dictum.pl

© Copyright by Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2015

ISBN 978-83-7835-419-2

Zaloty i amory

– Rachel, ty masz piersi jak rodzynki!

– Takie słodkie?

– Nie, takie pomarszczone…


– Salcie, ty jesteś jak mercedes.

– Z powodu ładna linia?

– Nie, z powodu lekkie prowadzenie!


Po wielu latach bez kontaktu, pewna Żydówka odebrała telefon od swojego syna – geja:

– Mamo, spotkałem cudowną dziewczynę, powiem krótko: zamierzam się ożenić!

Matka ucieszyła się, ale nie jest do końca pewna, nie wierzy w dobre wieści.

– Myślę, że to by było zbyt wiele pytać, czy ona jest Żydówką?

– Mamo, ona jest nie tylko Żydówką, ale pochodzi z zamożnej rodziny z Beverly Hills!

Matka nie posiada się z radości:

– Synu, nie wiesz, jak bardzo mnie uradowałeś. Jak się nazywa twoja wybranka?

– Monika Lewinski, mamo.

Po chwili ciszy matka pyta:

– A co się stało z tym miłym katolickim chłopcem, z którym się spotykałeś?


Rachel zwraca się do swojej mamy:

– Berl poprosił mnie o rękę.

– Czy on ci się podoba?

– Właściwie tak, lecz jest jakiś dziwny. Nie wierzy w piekło.

Matka na to:

– Nie martw się, córko. Jak już się z tobą ożeni, to szybko uwierzy.


Icek spotyka panią Salcię (w której się od dawna kocha) i mówi:

– Pani Salcie! Pani mąż wyjechał w delegację, może ja bym do pani przyszedł wieczorkiem na kolacyjkę ze śniadankiem – nie będzie się pani czuła samotna…

Na co pani Salcia z oburzeniem:

– Ależ panie Icek! Ja nie jestem kobietą lekkich obyczajów!

– Ależ pani Salcie! Któż tu mówi o pieniądzach?


W środku nocy dzwoni 37-letnia Miriam z Chicago do swoich rodziców, którzy mieszkają w Nowym Jorku.

– Mama, możesz mi gratulować! Wychodzę za mąż!

– Nareszcie! Bogu niech będą dzięki!

– Tak, ale jest mały problem: on nie jest Żydem.

– No trudno, ale najważniejsze, że jakiegoś znalazłaś!

– Jest jeszcze coś… kolor skóry…

– A więc Murzyn? No nic, najważniejsze, że się kochacie!

– Niestety Joe nie ma pracy…

– Trudno, jakoś sobie poradzicie. Ty przecież nie zarabiasz najgorzej.

– Ale na mieszkanie nie wystarczy…

– Nie przejmuj się. Zamieszkacie u nas. Zajmiecie naszą sypialnię, a tata będzie spał na kanapie w stołowym.

– No a ty, mamo?

– O mnie się nie martw, kochanie! Jak tylko skończymy rozmowę, odkręcę gaz i już nie będę potrzebowała żadnego łóżka!


Jest lekcja biologii. Nauczyciel pyta uczniów, czy wiedzą, skąd się biorą dzieci.

Nikt się nie zgłasza, tylko Boruch podnosi rękę do góry.

– Panie profesorze, niech pan wyjdzie ze mną na korytarz!

– Cóż to za wygłupy? Czy ktoś wreszcie odpowie na moje pytanie? – powtarza nauczyciel.

– Panie profesorze, bardzo proszę wyjść ze mną na chwilę! – woła Boruch podekscytowany.

– Całkiem zgłupiałeś! Mam tego dość! – złości się nauczyciel.

Ponieważ sytuacja się powtarza parę razy, nauczyciel wreszcie wychodzi z Boruchem na korytarz.

– Czego chcesz? – pyta poirytowany.

– Panie profesorze, ja wiem i pan wie, skąd się biorą dzieci, ale po co psuć te wszystkie dzieci w klasie?


Sara urodziła nieślubne dziecko, na dodatek z rudymi włoskami. Jej matka szaleje ze złości:

– Co za skandal! Takie rude włosy ma też nasz sąsiad Begert… A jakie włosy miał ten, z którym sprawiłaś sobie dziecko?

– A skąd mam wiedzieć? To był ortodoksyjny Żyd i cały czas był w kapeluszu.


Szmul chce się ożenić. Idzie więc do swatki, by mu wybrała odpowiednią partię.

– Mam całą kolekcję wspaniałych panien – chwali się swatka. Wertuje zeszyt, odczytuje imiona kandydatek, podaje ich przymioty, wysokość posagu. Na koniec zostawia coś ekstra: – Mam jeszcze jedną, ta jest szczególnie godna polecenia: piękna, młoda, wykształcona, bogata. I ma jeszcze jedną wspaniałą cechę: niezwykle łatwo rodzi.


Berek ma napisać wypracowanie na temat „Skąd się biorą dzieci?”.

W tym celu wypytuje swoją matkę:

– Mame, w jaki sposób przyszedłem na świat?

– Przyniósł cię bocian.

Berek idzie więc do babci:

– Babciu, w jaki sposób mama przyszła na świat?

– Bocian ją przyniósł.

– A ty jak się urodziłaś?

– Mnie też przyniósł bocian.

Berek wyjmuje zeszyt i pisze: „W naszej rodzinie od czterech pokoleń nie było naturalnych narodzin”.


Sara zwraca się do Rut:

– Świetnie wyglądasz! Włosy ci lśnią, skóra błyszczy. Zdradź mi, co się za tym kryje.

– Powiem ci, co się stało. W ubiegły poniedziałek zjawił się u nas przystojny młody mężczyzna, pytając o mojego Franka: „Przepraszam, czy pani mąż, Frank, jest w domu?”

Gdy powiedziałam, że nie, młodzieniec, silny jak lew, wziął mnie na ręce, zaniósł na górę, rzucił na łóżko i kochał się ze mną przez godzinę. Następnego dnia o tej samej porze pukanie do drzwi, ten sam mężczyzna, to samo pytanie, ta sama odpowiedź, i znowu zaniósł mnie na górę i kochał się ze mną przez trzy godziny. Wczoraj to samo – tym razem byłam z nim w łóżku przez cztery godziny. Dziś rano pukanie do drzwi, ten sam mężczyzna, wziął mnie na górę i kochaliśmy się pięć godzin. I tylko jedna rzecz mnie zastanawia…

– Co takiego? – pyta Sara, słuchająca tego wszystkiego z szeroko otwartymi oczami.

– Czego on chciał od mojego Franka?


Swatka namawia Kohna do ożenku:

– Mam dla ciebie wspaniałą partię! Dziewczyna jest ładna, wykształcona, pochodzi z porządnej rodziny, a na dodatek ma dostać pięć tysięcy dolarów posagu.

– Coś mi tu nie gra – odpowiada Kohn nieufnie. – Dlaczego taka atrakcyjna dziewczyna miałaby wyjść za takiego starca jak ja?

– No, bo ona trochę kuleje…

– Ja nie chcę kulawej! – woła Kohn.

– Ależ się zastanów! W przeciwnym razie dostaniesz taką bez grosza, bez wykształcenia i jeszcze z byle jakiej rodziny! – przekonuje swatka.

– Tak czy siak, nie chcę kulawej!

– No to zgoda. Załóżmy, że żenisz się z prostą. Ona wchodzi na schody, szczebel się łamie, twoja żona spada na ziemię i łamie sobie nogę. Ty wzywasz lekarza, on ją bada i zabiera do szpitala, a po paru tygodniach ty dostajesz rachunek do zapłacenia. Tymczasem ona wraca do domu i oczywiście kuleje. No więc popatrz! Zaoszczędzisz czas, nerwy i pieniądze, i od razu będziesz miał w domu kulawą!

 

Siedemnastoletni syn Brandholzów zaczyna coraz później wracać do domu. Zaniepokojona matka postanowiła przeszukać jego pokój i kieszenie. Nagle znajduje szminkę. Zszokowana zaczyna się jej przyglądać i odkrywa napis: Helena Rubinstein. Wznosi ręce ku górze i mówi:

– Bogu dzięki! Przynajmniej to żydowska dziewczyna! Helena Rubinstein!


Izaak przybywa późnym wieczorem do hotelu. W recepcji stoi jakaś kobieta w średnim wieku. Przychodzi właściciel hotelu i mówi z zakłopotaniem, że ma tylko jeden jedyny pokój. Izaak chce już zrezygnować, ale kobieta go powstrzymuje:

– Niech pan posłucha, oboje jesteśmy bardzo zmęczeni. Jest późno, więc dokąd pan pójdzie? Nie znamy się, rano każde z nas pójdzie w swoją stronę – co nam szkodzi wziąć ten pokój na spółkę?

Izaak skwapliwie się zgodził. Rozgościli się w pokoju, kobieta zajęła łóżko, a dla Izaaka została wąska kanapa.

Po paru minutach kobieta się odzywa:

– Będzie pana bolał krzyż. Ja pana nie znam, pan mnie nie zna – może się pan przecież położyć obok mnie na łóżku.

Izaak nie kazał się dwa razy prosić. Po paru minutach kobieta znów się odzywa:

– Przeziębi się pan! Ja pana nie znam, pan mnie nie zna – niech pan wskakuje pod kołdrę.

Izaak przyjmuje jej propozycję z wdzięcznością. Za chwilę kobieta znowu zaczyna:

– Pan mnie nie zna, ja nie znam pana. Jutro się pożegnamy, więc co by nam zaszkodziło jakieś sex-party?

– Ma pani rację, byłoby nieźle. Ale w jaki sposób w obcym mieście ktoś nas zaprosi na sex-party?


Swatka przedstawia zalety przyszłego zięcia:

– Mówię wam, kawaler palce lizać! Majętny, uczony, wnuk rabina – lepszego trudno szukać! Ma tylko jedną drobną wadę, ale to taki drobiazg, że szkoda sobie strzępić język…

– Mówże jednak – naciskają rodzice posażnej panny.

– On się czasem jąka…

– Zawsze? – dopytuje się przyszły teść.

– Uchowaj Boże! – zapewnia gorliwie swatka. – Tylko podczas mówienia.

Uroki i ciernie małżeństwa

Salcie stoi przy oknie:

– Mosiek, pogrzeb…

– Sama se pogrzeb!


Icek mówi do żony:

– Salcie, ty masz oczy jak szyby naftowe!

– Z powodu ta głębokość?

– Nie. Z powodu ta ropa…


Moryc się ożenił. Podczas nocy poślubnej nagle dało się słyszeć z sypialni:

– Maamaaa! Julcia tak szeroko rozkłada nogi, że ja nie mam gdzie się położyć!


– Ignac, słyszałem, że będziesz się żenił?

– Tak.

– No i jak przyszła żona?

– Wiesz, ile ludzi, tyle zdań. Mamie się podoba, mnie nie…


Rabinowicz chodzi nerwowo przed domem.

– Denerwuję się z powodu mojej Sary – wyjaśnia sąsiadowi.

– A co z nią? – pyta sąsiad.

– Z nią moje auto…


Ożenił się młody Żyd. Po nocy poślubnej przychodzi do rabina i mówi:

– Rabbi, nie wchodzi.

– A maslił ty? – pyta zafrasowany rabin.

– Nie maslił.

– Tu czym prędzej namaslij!

Na drugi dzień Żyd ponownie przychodzi do rabina i mówi:

– Rabbi, nie wchodzi!

– A maslił ty?

– Maslił!

– A smalcził ty?

– Nie smalcził.

– To nasmalczij!

Przychodzi Żyd na trzeci dzień i mówi:

– Rabbi, nie wchodzi!

– A maslił ty?

– Maslił!

– A smalcził ty?

– Smalcził!

– A do szklanki z olejem ty wkładał?

– Nie wkładał.

– To włóż!!

W końcu przychodzi Żyd na czwarty dzień i mówi:

– Rabbi, nie wchodzi!!!

– A maslił ty?

– Maslił!

– A smalcził ty?

– Smalcził!

– A do szklanki z olejem ty wkładał?

– Nie wchodzi!


Rachela zgłasza się do rabina z prośbą o rozwód.

– Bój się pani Boga! – powiada rabin – przecież ma pani takiego porządnego męża! Czy ma mu pani coś do zarzucenia?

– Rebe, ja podejrzewam mojego męża, że to ostatnie dziecko, które mamy, nie jest jego.


Rosenkranzowie są już od tylu lat małżeństwem, że pani Rosenkranz niewiele może spodziewać się po swym mężu. Toteż z ogromną radością słyszy pewnej nocy, iż mąż powoli zmierza w kierunku jej łoża. Jednakże po chwili zatrzymuje się i zaczyna wracać.

– Izaak, o co chodzi? – pyta zawiedziona i słyszy pomruk:

– Nie wytrzymał transportu.


Hersz dowiedział się, że żona zdradza go z jego wspólnikiem Dawidem. Nie daje wiary tej bzdurnej w jego mniemaniu pogłosce, ale pewnego dnia zastaje swego przyjaciela w objęciach niezbyt urodziwej małżonki. Na ten widok zaczyna krzyczeć:

– Stuknij się w łeb, ty głupcze! Ja muszę – ale ty?!


Salcia jest w agonii. Mąż domaga się, by mu wyznała, ile razy go zdradziła:

– Herszek, jak ty możesz w takiej chwili? Niech ja się tyle razy w piekle obrócę, ile razy cię zdradziłam.

W jakiś czas potem umiera Herszek. Szuka żony w raju. Nie ma. Zagląda do piekła.

– Nie widzieliście tu gdzie Salci, mojej żony? – pyta.

– Ona jest tu niedaleko, służy nam za wiatrak.


– Salcie, kiedy potrzebujesz pieniędzy, jesteś dla mnie bardzo miła – mówi Mosiek do swojej połowicy.

– Ach, Mosze, przecież ja zawsze jestem dla ciebie miła…

– No właśnie!!!


Rabin i jego żona sprzątają w mieszkaniu. Rabin natrafił na jakieś dziwne pudełko, ale żona zabroniła mu tam zaglądać. Kiedy nie było jej w domu, rabin otworzył pudełko i ku swojemu zdziwieniu zobaczył tam trzy jajka i dwa tysiące dolarów. Kiedy żona wróciła, rabin przyznał się, że zajrzał do pudełka i poprosił żonę o wyjaśnienie tej dziwnej zawartości. Żona wyjaśnia:

– Przez całe lata za każdym razem, gdy miałeś kiepskie kazanie, wkładałam do tego pudełka jedno jajko…

– Na dwadzieścia lat posługi tylko trzy kiepskie kazania to niezły wynik – cieszy się rabin.

Żona kontynuuje:

– A za każdym razem, gdy uzbierałam dwanaście jajek, sprzedawałam je za jednego dolara.


Mosiek wpada do mieszkania i przyłapuje swoje żonę na gorącym uczynku.

Żona Mośka nie traci głowy i pyta ze zdumieniem:

– Mosiek, ty tutaj? To z kim ja leżę w łóżku?


– Muszę powiedzieć, że moja żona jest wspaniała! – oświadcza Rozenbaum, na przyjęciu urodzinowym małżonki. Matka odciąga go na bok i mówi:

– Jak mogłeś powiedzieć, że ta twoja ruda wiedźma jest wspaniała?

– Ależ mamusiu, ja nie powiedziałem, że jest wspaniała. Ja powiedziałem, że muszę tak powiedzieć.


Kon pyta Łabędzia:

– Kiedy ty odpoczywasz w ciągu dnia?

– Po obiedzie ona zawsze sypia godzinkę albo półtorej.

– Co za ona?

– No, moja żona!

– Ale ja się pytam, kiedy ty wypoczywasz, a nie twoja żona.

– No właśnie. Gdy ona śpi, to ja wypoczywam.


– Rebeko – zwraca się Kon do żony – zdaje mi się, że będzie deszcz. Jak ty myślisz, może wziąć parasol?

– Weź parasol.

– Tak? A jeśli nie będzie deszczu, to po co mi parasol? Lepiej wezmę laskę.

– Dobrze, weź laskę.

– Patrz, chyba nadciąga burza. Jeszcze mógłbym zmoknąć. Lepiej zostawić laskę w domu i wziąć parasol.

– Dobrze, zostaw laskę w domu i weź parasol.

– Tak, masz rację. Ale chyba się przejaśnia. Lepiej zostawić parasol i wziąć laskę.

– Mój Boże, weź laskę i zostaw parasol, i daj mi wreszcie spokój!

– Widzisz, Rebeko, jaka ty jesteś! To mi mówisz, żeby wziąć laskę, to znów, żeby parasol. A w ogóle to kto ci powiedział, że ja wychodzę?


Moric i jego żona Estera co roku chodzili na pokazy samolotów i co roku Moric mówił: „Estero, chciałbym się przelecieć tym samolotem”, a Estera co roku odpowiadała: „Wiem, Moric, ale przejażdżka tym samolotem kosztuje pięćdziesiąt dolarów, a pięćdziesiąt dolarów piechotą nie chodzi”.

Pewnego roku na pokazie samolotów Moric mówi do Estery:

– Estero, mam osiemdziesiąt pięć lat i jeśli nie polecę w tym roku samolotem, to już nigdy więcej mogę nie mieć takiej szansy.

– Wiem, Moric, ale przejażdżka tym samolotem kosztuje pięćdziesiąt dolarów, a pięćdziesiąt dolarów piechotą nie chodzi.

Rozmowę podsłuchał pilot i mówi:

– Mam dla was propozycję. Zabiorę was na przejażdżkę tym samolotem i jeśli przez cały lot nie piśniecie ani słówka, to nic nie zapłacicie. A jeśli którekolwiek odezwie się choć jednym słowem, zapłacicie pięćdziesiąt dolarów.

Moric i Estera zgodzili się. Pilot w powietrzu wykonywał różne akrobacje, chcąc wywołać u pasażerów przerażenie i zmusić do krzyku, ale nie powiodło mu się. Milczeli jak zaklęci. W końcu lądują na ziemi, pilot podchodzi do Morica i mówi:

– To prawie niemożliwe! Robiłem wszystko, co mogłem, żebyście krzyczeli z przerażenia, z reguły tak z innymi pasażerami było, a tym razem nic. Udało wam się zachować milczenie nawet w czasie najbardziej karkołomnych akrobacji.

– Wie pan, zamierzałem wprawdzie coś powiedzieć, kiedy Estera wypadła z samolotu, ale pięćdziesiąt dolarów piechotą nie chodzi.


Lejb Sobel ożenił się i do znudzenia wychwala kolegom zalety swej urodziwej żony. Pewnego dnia spotyka przyjaciela. Ten bierze go pod ramię i szepcze do ucha:

 

– Daj ty spokój z tym gadaniem. Śmieją się z ciebie. Czy ty nie wiesz, że twoja żona ma czterech kochanków na boku?

– I co z tego? – uśmiecha się beztrosko Sobel. – Wolę mieć dwadzieścia procent w dobrym interesie niż sto procent w złym!


Szadchen swata młodzieńcowi posażną pannę. Ten się wzbrania:

– Przecież ona jest na pół ślepa!

– Pomyśl tylko – nie będziesz musiał niczego przed nią ukrywać.

– Ale ona jest prawie głucha!

– Pomyśl tylko – ona nie usłyszy twoich przekleństw…

– Kuleje na jedną nogę!

– Tylko pomyśl – ona nie będzie za tobą łaziła krok w krok…

– No i ma garb!

– Oj, młody człowieku, bądźże sprawiedliwy! Przecież jedną wadę to ona może mieć!


W czasie wakacji Rebeka Cohen, typ „życzliwej”, mówi do sąsiadki:

– Muszę panią ostrzec, przedwczoraj na plaży widziałam pani męża z ładną blondynką u boku!

– No i? Chciałaby pani, żeby w tym wieku przechadzał się z wiaderkiem i łopatką?!


Icek z żoną Chaną w piękne sobotnie popołudnie wybierają się na piknik za miasto. Jest upał, więc siadają w cieniu rozłożystego drzewa.

Nagle Chana zrywa się z krzykiem.

– Icek, ratuj!

– Co się stało?

– Mrówki mnie jedzą!

A Icek patrzy na swoją brzydką małżonkę i mówi, wzdychając:

– Aj, aj, aj! Do czegóż to głód może doprowadzić!


– Icek, kupię od ciebie dziesięć kubików drewna loco Puszcza Białowieska.

– Mosze, chętnie sprzedam. Ale ą propos puszcza: czy twoja żona ciągle przebywa w Ciechocinku?


Rachel pyta synową:

– Upieczesz tort na swoje urodziny?

– Oczywiście.

– Na torcie będzie tyle świeczek, ile masz lat?

– Oczywiście, co za pytanie!

– Nie boisz się, że gościom będzie za gorąco?


Sara i Samuel cały wieczór się kłócą. Padają ostre słowa i kiedy wszystkie argumenty zostały wyczerpane, Sara mówi:

– Kiedy umrzesz, nie będę czekać ani chwili i wyjdę za mąż!

– A rób sobie, co chcesz! Nic mnie nie obchodzi nieszczęście człowieka, którego nie znam! – odparowuje Samuel.


Pewna teściowa Żydówka zwierza się koleżance:

– Mojemu synowi nie udały się dwa małżeństwa. Pierwsza żona od niego odeszła.

– A druga?

– Została!


Mosze przychodzi do domu, a jego Salcie już od progu mówi:

– Mośku, słyszałeś nowinę?

– Jaką?

– Berni przestał palić, ten nałogowy palacz, co wypalał trzy paczki dziennie, przestał.

– Niemożliwe!

– A jednak, widzisz, on ma w sobie to, czego tobie brakuje: silną wolę.

– Łee tam, jeden odosobniony przykład…

– Poczekaj, nie skończyłam jeszcze.

– Więc?

– Twój przyjaciel Morty, ten alkoholik, wiesz który?

– No wiem, co z nim?

– Przestał pić! Widzisz, on też ma to, czego tobie brakuje: silną wolę!

– A ty myślisz, że ja jej nie mam?

– Nie masz.

– A właśnie, że mam!

– W takim razie udowodnij.

– Dobrze, od dziś będę spał w stołowym i nie zbliżę się do żadnej kobiety.

– Dobrze, zobaczymy, jak długo wytrzymasz, Mośku…

Mosiek, jak obiecał, spał w stołowym i nawet nie pomyślał przez tydzień o ani jednej kobiecie. Aż którejś nocy w drzwiach do stołowego stanęła Salcia w samej bieliźnie, trzymając w ręku swoją poduszkę. Mosiek się obudził i pyta:

– A ty czego chcesz?

– Wiesz, Mośku, Berni podobno znów zaczął palić.


Synowa gratuluje swojej teściowej pysznego dania:

– To jest przepyszne, Miriam, gdzie znalazła mama ten przepis?

– W powieści Agaty Christie!


Dwie pary przyjaciół jedzą obiad w restauracji.

– Od jakiegoś czasu biorę lekarstwo na pamięć.

– A jak się nazywa? – pyta kolega.

– Uh… jak się nazywa ten kwiat, z kolcami, który tak ładnie pachnie?

– ????

– Można go znaleźć w każdej kwiaciarni…

– Róża!

– Tak, róża.

Odwraca się do żony:

– Różo, jak nazywa się to lekarstwo?


Mały Samuel pyta się babci:

– Babciu, dlaczego tata ożenił się z mamą?

– Oj! Nawet ty zadajesz sobie to pytanie.


Sara i Izaak pokłócili się. Podczas gdy on rozwiązuje krzyżówkę, Sara znajduje ogłoszenie w „Le Figaro”: „Mieszkanie do wynajęcia przy ulicy Focha, cena: 6000 franków miesięcznie”.

Izaak nie przejął się treścią ogłoszenia i prosi żonę:

– Zostaw mnie w spokoju, rozwiązuję krzyżówkę, a co do ogłoszenia, to na pewno jakaś klitka, nie mieszkanie.

Sara umówiła się z agentem i poszła wraz z mężem obejrzeć mieszkanie. Weszli i nie mogą się nadziwić: pięć pięknych pokoi, 250 metrów kwadratowych, parkiet, kominek, drzwi z pięknego drewna.

Agent zapewnia, że cena wynosi 6000 franków miesięcznie. Po chwili dodaje:

– Jest tylko jeden szkopuł. To mieszkanie wynajmowało przed państwem pięć par. Każda z kobiet po miesiącu umarła.

Na to Izaak zwraca się do żony:

– Może zaryzykujemy?


Raoul Benichou spotyka kolegę:

– Wiesz, właśnie skradziono mi kartę kredytową!

– Zgłosiłeś kradzież policji?

– Nie!

– Oszalałeś? Dlaczego nie?

– Ponieważ złodziej z pewnością wyda mniej pieniędzy od mojej żony!


Ester jest zdumiona, widząc, jak jej mąż całuje piękną kobietę wsiadającą do taksówki.

– Kto to był, Moryc? – pyta.

– Moja kochanka.

Ester nie wierzy własnym uszom.

– Twoja kto?

– Powiedziałem: moja kochanka. I nie narzekaj! Ty masz apartament w Mayfair, dom w Cannes, bmw, złotą kartę kredytową, otwarte konto u Harrod’sa – a ja mam tylko jedną kochankę.

– No dobra – westchnęła Ester.

Tydzień później oboje są w teatrze i widzą Szlomo Goldberga, starego przyjaciela, z młodą kobietą, która zdecydowanie nie jest jego żoną.

– Kim jest ta kobieta? – syknęła Ester do Moryca.

– To jego kochanka.

– Hmm. Nasza jest ładniejsza.


Który mężczyzna jest najszczęśliwszy na świecie?

Adam, ponieważ nie miał teściowej.


Trzej mężczyźni przechwalają się na temat pożądania, jakie potrafią wzbudzić w swoich żonach. Włoch Giovanni mówi:

– Zeszłej nocy natarłem moją żonę od stóp do głów oliwką z oliwek, masowałem ją delikatnie przez godzinę, a potem kochaliśmy się i ona krzyczała przez pięć minut.

Na to Francuz Pierre:

– Ja posmarowałem całe ciało mojej żony najlepszym normandzkim masłem, masowałem ją zręcznie przez godzinę, po czym kochaliśmy się namiętnie, aż doprowadziłem ją do orgazmu i krzyczała przez piętnaście minut.

Wreszcie odzywa się Żyd Natan:

– Wczoraj po południu wysmarowałem moją żonę najlepszą koszerną margaryną z odrobiną zimnego rosołu. Była całkiem goła i masowałem ją półtorej godziny. Potem kochaliśmy się przez godzinę, a na koniec ona krzyczała sześć godzin!

– Sześć godzin! – krzyknęli ze zdumienia dwaj pozostali. – Jak to zrobiłeś?

Natan wzruszył ramionami:

– Wytarłem ręce w zasłonę.


Rachela ma wyjść za mąż za młodego mężczyznę, który oczekuje od niej skromności i cnotliwości. Ona jednak nie jest już dziewicą. Pełna niepokoju zwierza się ze swojego problemu matce. Ta po pierwszym szoku długo się zastanawia, jak pomóc córce i wreszcie wpada na świetny pomysł. Rachela musi zdobyć od rzezaka rytualnego kawałek wątroby jagnięcej i w noc poślubną pokazać błonkę z niej zdjętą jako błonę dziewiczą rozerwaną przez namiętnego małżonka. Rachela posłuchała rady matki. Dzielny małżonek ogląda uważnie błonkę i milczy. Ale następnego ranka idzie do rabina i oświadcza:

– Rebbe, chcę rozwodu! Moja żona nie była dziewicą!

Rebbe każe przywołać Rachelę.

– Co masz do powiedzenia na zarzut twojego męża? – pyta surowo.

– Przecież pokazałam mu nawet oderwany kawałek błony dziewiczej! – mówi Rachela ze zbolałą miną.

– Czy to prawda? – pyta rabin.

– Tak – mówi pan młody. – Ale na nim był stempel z certyfikatem koszerności.


Rosenkranz był długo poza domem i kiedy wraca, znajduje dowody na to, że żona go z kimś zdradzała. Próbuje się dowiedzieć, kto to był, ale żona nie chce powiedzieć.

– Czy to był ten łajdak Gerstein? – naciska na żonę.

– Nie!

– A może ten głupiec Krakauer?

– Nie!

– Ach, to musi być ten szubrawiec Cohen!

– Nie, to nie był on!

Rosenkranz rozwścieczony wykrzykuje wreszcie:

– A cóż to ma znaczyć? Czyżby żaden z moich przyjaciół nie był dla ciebie wystarczająco dobry?!


Swatka znalazła kandydata do ręki Sary Grunberg. Wszystko zostało uzgodnione, nadszedł termin ślubu.

Matka panny młodej ma jednak pewne niepokoje, którymi dzieli się z mężem:

– Oj, boję się, Szlomele, że nasza córka nie będzie szczęśliwa ze swoim mężem.

– A cóż znaczy „szczęśliwa”? Czy ty jesteś szczęśliwa ze mną? Czy ja jestem szczęśliwy z tobą? No więc tak szczęśliwa jak my, to i nasza Sara będzie!


Skromny buchalter Jankiel postanowił sobie raz w życiu zafundować coś ekstrawaganckiego. Na wyprzedaży znajduje czerwone buty z krokodylej skóry. Mimo obniżki cen wciąż kosztują dwieście dolarów. Leżą jednak nadzwyczajnie, są bardzo wygodne, więc Jankiel decyduje się je kupić.

Zakłada je i staje przed swoją żoną:

– Czy zauważyłaś na mnie coś niezwykłego? – pyta Jankiel.

– Nie, nic – odpowiada żona.

Jankiel zdejmuje część garderoby, staje przed żoną i znowu pyta:

– Czy nic ci się nie rzuca w oczy?

– Nie, nic.

Zawiedziony Jankiel rozbiera się do naga i staje przed żoną jedynie w czerwonych butach.

– No teraz musisz wreszcie coś zauważyć!

Żona spogląda na niego ze złością i mówi:

– No tak, widzę starego zwisającego fiuta, który spogląda na czerwone buty.

– Ależ one kosztowały dwieście dolarów! – odpowiada zawiedziony Jankiel.

– Za te dwieście dolarów mogłeś sobie raczej sprawić czerwony kapelusz! – stwierdza żona z ironią w głosie.


Kupiec bławatny ma wyjątkowo urodziwą żonę. Pewnego razu wraca wcześniej z podróży i zastaje żonę w niedwuznacznej sytuacji z młodym oficerem. Gdy ten uciekał w negliżu przez okno, sąsiedzi mieli nie lada zabawę. Nazajutrz pytają kupca, kiedy rozwiedzie się z żoną.

– Rozwieść? A skąd wam to przyszło do głowy? – dziwi się kupiec. – Skoro podobała się oficerowi, to mnie tym bardziej się podoba!


Kilku intelektualistów żydowskich dyskutuje na temat istoty małżeństwa.

– Małżeństwo zawiera się dla zdrowia – mówi lekarz.

– Małżeństwo to zło konieczne – oświadcza prawnik.

– Pozwolę się nie zgodzić z szanownymi panami – wtrąca się młody student. – Według mnie małżeństwo to spokojna przystań, w której spotykają się dwa okręty.

– Szkoda tylko, że mnie się trafił okręt wojenny – wzdycha bankier Gerstein.


Chaim czyta jakąś mądrą księgę, gdzie stoi, że dobra żona jest domatorką, jest oszczędna i milcząca.

„W takim razie mam idealną żonę – myśli Chaim. – Jest taką domatorką, że cały dzień siedzi na kanapie. Jest tak oszczędna, że ścierki używa przez dwa tygodnie. I jest tak milcząca, że dotąd mi nie powiedziała, z kim poczęła naszego syna Izaaka”.


Biedny domokrążca Josek wraca po tygodniu do domu głodny, brudny, zmęczony i na dodatek całkiem bez grosza, bo nic nie udało mu się sprzedać. Żona wita go z kwaśną miną i wylewa na niego całe wiadro pretensji.

– Chana, ja cię nie rozumiem! – mówi Josek. – Jest szabas, ty błogosławisz świece, a mnie przeklinasz!

– Jeśli ty będziesz tak płonął jak ta świeca, to ciebie też będę błogosławić!


Do rabina przychodzi biedna Żydówka:

– Rebbe, mam już pięcioro dzieci i nie chcę ich już więcej. Co mam robić?

– To jest bardzo proste – mówi rabin. – Kiedy twój mąż będzie chciał się do ciebie zbliżyć, wsadź obie nogi do garnka!

Po dwóch miesiącach Żydówka przychodzi znowu do rabina.

– Rebbe! – woła z wyrzutem. – Posłuchałam twojej rady, a mimo to znowu zaszłam w ciążę!

– To jest niemożliwe! – zawołał rabin. – Czy rzeczywiście schowałaś obie nogi do garnka?

– Ależ naturalnie! – potwierdziła Żydówka. – To znaczy… nie miałam tak dużego garnka, więc wzięłam dwa mniejsze…


Ryfka ma poważny problem. Poślubiła studenta jesziwy i musi w noc poślubną udowodnić, że jest dziewicą. Wypada, żeby zaplamiła krwią prześcieradło. Ale jak to zrobić, skoro dziewicą nie jest? Wpadła na pomysł, żeby po akcie miłosnym spryskać prześcieradło atramentem stojącym na hotelowej toaletce. Zauważyła, że stoi tam czarny i kolorowy atrament, więc w ciemności chwyta jeden i wylewa trochę na pościel.

Następnego dnia pan młody biegnie do rabina i woła od progu:

– Rebbe, chcę rozwodu! Moja żona nie była dziewicą! Jest napisane, że w noc poślubną ma się pojawić na prześcieradle plama. Plama była, ale nie czerwona, tylko zielona!