Pacyfik i Euroazja. O wojnie.

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Następną, drugą wielką strategią kraju była doktryna Monroe’a

z 1823 roku. Polegała ona na przejściu od izolacjonizmu do wyrażanego dążenia do dominacji regionalnej w zachodniej półkuli i próbie wypchnięcia stamtąd (początkowo głównie z Ameryki Łacińskiej, a później ze wszystkich posiadłości i baz) interesów europejskich. Istotą doktryny było zapewnienie USA prawa do ekspansji terytorialnej na kontynencie, stawianie oporu wobec ewentualnej dalszej kolonizacji obszarów Ameryki przez państwa europejskie oraz doprowadzenie do poszerzenia wpływów wyłącznie USA w obu Amerykach. Początkowo ekspansja odbywała się kosztem rdzennych Indian (aż po Indian Removal Act z 1830 roku)209. Następnym imperatywem było opanowanie systemu rzecznego Missisipi i Missouri – stąd zakup Luizjany w 1803 roku, wybudowanie drogi z Zachodniego Wybrzeża do delty Missisipi (Cumberland Road) w 1818 roku, służącej pionierom w masowym osadnictwie na żyznym Środkowym Zachodzie, oraz połączenie delty z wybrzeżem Pacyfiku i osadnictwo na nowych terytoriach – aż po rok 1869, gdy wybudowano kolej łączącą wybrzeża Atlantyku i Pacyfiku.

Drugim imperatywem było wyeliminowanie wszelkich rywali w dorzeczu Missisipi: wojna z Wielką Brytanią, zakup Florydy od Hiszpanii w 1819 roku, pozbycie się zagrożenia ze strony Meksyku dla Luizjany i Teksasu w roku 1845 i latach następnych, wypchnięcie Wielkiej Brytanii z Oregonu w latach 1842–1844. W latach 1819–1853 Stany Zjednoczone powiększyły swoje terytorium o 1,3 miliona mil kwadratowych, czyli o 80%.

Mapa nr 2.1. (patrz wkładka kolorowa)

Ekspansja kontynentalna USA; kolory od wschodu na zachód wraz z malejącą intensywnością oznaczają chronologicznie kolejne obszary ekspansji wraz z postępującą konsolidacją państwa

Trzecim imperatywem było zabezpieczenie dostępu do portów oceanicznych na Pacyfiku i Atlantyku. Stąd doktryna Monroe’a z roku 1823, będąca w pierwszym rzędzie impulsywną odpowiedzią na roszczenia Rosji do zachodniego wybrzeża, potem zakup Alaski w roku 1867, aneksja Hawajów w 1898 roku (w drodze sponsorowanego przez Waszyngton zamachu stanu), podporządkowanie Kuby210 kontrolującej geograficznie żeglugę w Zatoce Meksykańskiej (co geopolitycznie zagrażało rdzeniowi Ameryki, jakim jest dorzecze Missisipi) w wyniku wojny z Hiszpanią w 1898 roku211. Następnie Stany Zjednoczone przejęły od Wielkiej Brytanii, w zamian za program Lend-Lease, wszystkie bazy w zachodniej półkuli (za wyjątkiem Nowej Szkocji i wysp Bahama), podporządkowały sobie Azory i Islandię,które stanowią podejścia strategiczne i logistyczne do Europy212.

Trzecią wielką strategią USA była koncepcja Alfreda Mahana213, dotycząca budowy amerykańskiej potęgi morskiej. Koncepcja zakładała ekspansję wpływów kraju jako mocarstwa morskiego przede wszystkim na Pacyfiku, po uprzednim podporządkowaniu Kuby kotwiczącej wpływy USA na Morzu Karaibskim, przekopanie Kanału Panamskiego w celu komunikacji handlowej i wojskowej Atlantyk–Pacyfik, zdobycie Hawajów oraz Filipin i stworzenie imperium morskiego na Pacyfiku. Dokonano tego w wyniku wojny z Hiszpanią oraz forsowaną przez Stany Zjednoczone polityką „Otwartych Drzwi” względem Chin, co miało zablokować wpływy innych mocarstw kolonialnych w Państwie Środka, które niekorzystnie wzmocniłoby mocarstwa europejskie i Japonię z pominięciem USA214.

Obie wojny światowe wyeliminowały europejską konkurencję Stanów Zjednoczonych do hegemonii, czego skutkiem jest obecna amerykańska dominacja na morzach i oceanach, gdyż za wyjątkiem brytyjskiej, wszystkie istotne marynarki świata zostały właściwie zniszczone w trakcie działań wojennych. Po 1945 roku Stany Zjednoczone dodały do swojej potężnej gospodarki czynnik kontroli mórz i oceanów oraz szlaków handlu światowego. Skutki dla systemu światowego były następujące: stworzenie NATO, dominacja nad Europą i szlakami komunikacyjnymi na Atlantyku i Morzu Śródziemnym, co dawało kontrolę strategiczną nad Europą, stanowiącą w czasie zimnej wojny właściwie amerykański protektorat215. II wojna światowa oddała USA kontrolę wód na całym Pacyfiku i umożliwiła przejęcie baz imperium japońskiego. Naturalnym efektem powyższego był pakt z 1951 roku z Australią i Nową Zelandią, zapewniający dominację US Navy w Oceanii, w ślad za objęciem całkowitą kontrolą dotychczasowego rywala – pokonanej Japonii i jej sił zbrojnych. Nową wielką strategią USA stał się Rooseveltowski globalizm, czyli dominacja globalna216.

Mocarstwa europejskie, osłabione wojnami, pozbawione floty i zdominowane przez USA, utraciły imperia kolonialne. W wymiarze ekonomicznym Stany Zjednoczone zmusiły resztę świata do akceptacji systemu Bretton Woods, będącego kamieniem węgielnym dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Bretton Woods, w powiązaniu z dominacją morską, spowodował, że eksport do USA mógł się dokonywać jedynie wtedy, gdy kraje eksportujące prowadziły przychylną Stanom Zjednoczonym politykę w zakresie bezpieczeństwa i rozliczenia tylko w dolarze. Bretton Woods trafił też do Azji, a potem powiązał się z systemem GATT217, by ostatecznie przekształcić się w WTO. Amerykanie stworzyli system korzystny dla Zachodu, pozostawiając Związek Sowiecki poza światowym obrotem gospodarczym i bez dostępu do morskich i oceanicznych szlaków handlowych218.

Pierwszoplanowym atutem Stanów Zjednoczonych jest łatwość pierwotnej akumulacji kapitału i jego dostępność na lokalnych nawet rynkach w kraju. Wynikała ona historycznie z opisywanej powyżej geografii kraju, a przede wszystkim z istnienia sieci taniego transportu rzecznego, zlokalizowanego w centrum produkcji rolniczej kraju. Umożliwiło to, bez wielkich dodatkowych nakładów i przy małych nakładach koniecznych, lokalną, organiczną industrializację USA (w XIX i XX wieku) oraz innowacyjność nowych gałęzi przemysłu i wytwórczości, tworzących nowe rynki dla sporej, obecnie ponad trzystumilionowej populacji (jak np. przemysł nowych technologii w latach 90. XX wieku), która zazwyczaj wymaga skumulowania kapitału w celu inwestycji. W innych krajach robić to musi rząd lub wielkie podmioty gospodarcze (często quasi-monopolistyczne) ściśle współpracujące z rządem – tzw. czempioni gospodarek, jak w Niemczech, Francji czy Japonii. Ta organiczność kumulacji kapitału niezbędnego do inwestycji jest cechą charakterystyczną USA i dała Amerykanom ogromną przewagę przemysłową i innowacyjną219.

Mapa nr 2.2. (patrz wkładka kolorowa)

Państwa i terytoria, w których Stany Zjednoczone mają bazy wojskowe lub porty

Trzy czynniki decydują o warunkach rozwoju geopolitycznego w perspektywie długoterminowej: ziemia, ręce do pracy i kapitał. Stany Zjednoczone są najmniej zaludnionym krajem ze wszystkich państw świata o zdolnościach mocarstwowych, zwłaszcza jeśli liczymy ilość mieszkańców na kilometr kwadratowy ziemi nadającej się do uprawy, użycia przemysłowego lub zamieszkania. Gęstość zaludnienia w USA wynosi 76 osób na kilometr kwadratowy, czyli jedną czwartą gęstości zaludnienia w Niemczech czy Chinach220.

W związku z powyższym koszty nabycia ziemi są stosunkowo niskie. Dodatkowo populacja jest rozmieszczona równomiernie na całym kontynencie, a wszystkie ośrodki miejskie, z wyjątkiem Nowego Orleanu i San Diego, mają wciąż miejsce do wzrostu. Innymi słowy, kraj posiada znaczący jeszcze przy wzroście populacji zasób wolnej ziemi, a ceny gruntów to odzwierciedlają. Demograficznie Stany Zjednoczone są najmłodszym i najszybciej rosnącym pod względem liczby ludności krajem uprzemysłowionym świata, ze średnią wieku 37,1 (Rosja: 38,6, Niemcy: 43,1, Chińczycy mają 34,3, ale starzeją się szybciej niż Amerykanie)221. W ciągu następnych 20 lat najprawdopodobniej w każdym kraju uprzemysłowionym, za wyjątkiem USA, wystąpią niedobory ilościowe i jakościowe rąk do pracy. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest duża rodność kobiet w USA oraz granica z Meksykiem – jedyna lądowa granica miedzy krajem pierwszego i trzeciego świata, przez którą przedostają się emigranci. Paradoksalnie stanowią oni wielką wartość dodaną dla gospodarki amerykańskiej, bo są to zazwyczaj młodzi ludzie, którzy pracują i stabilizują w ten sposób bazę podatkową USA, jednocześnie nie obciążając systemu ubezpieczeń, z którego, nie będąc obywatelami, nie korzystają. Można stwierdzić, że zostali wykształceni za pieniądze państwa meksykańskiego, a owoce przynoszą Stanom Zjednoczonym.

Jak wspomniano, z powodów geograficznych USA dysponują organicznym, tanim kapitałem. Jednocześnie z tego samego geograficznego powodu nie ma zapotrzebowania na duże inwestycje kapitałowe, bo koszty produkcji i transportu są niskie i nie trzeba go wydawać na sztuczną

infrastrukturę, jak drogi, linie kolejowe, mosty itp.; otoczenie geopolityczne kraju jest przyjazne, sąsiedzi słabi, nie trzeba było więc na jego granicach utrzymywać kosztownych, wielkich, lądowych armii i infrastruktury obronnej. Tani kapitał oraz brak konieczności budowy infrastruktury determinuje model gospodarki kapitalistycznej preferowanej w USA, gdzie rząd centralny nie prowadzi centralnej polityki gospodarczej w rozumieniu europejskim. Wypracowany został naturalny system obrotu, akumulacji i inwestycji kapitału, stąd brak podatku dochodowego w USA aż do 1913 roku. Rząd nie angażuje się w działalność korporacyjną ani nie obraca w gospodarce pieniędzmi podatników.

Nie ma czempionów narodowych, co implikuje innowacyjność oraz większą elastyczność. Dlatego też dla USA charakterystyczna jest kultura małych i średnich biznesów, rozpoczynanych od podstaw, w tym otwierania i wielokrotnego upadania podmiotów gospodarczych itd. Amerykanie są przyzwyczajeni do takiego systemu, elastyczność pomaga w czasach kryzysu, nie oczekują też pomocy od państwa, tylko sami się przekwalifikowują. Paradoksalnie, mieszanka tych czynników zapewniała do tej pory wymaganą stabilność społeczną222.

Od kilku lat, a w szczególności po 2008 roku, wśród elit amerykańskich zaczęło jednak narastać przekonanie, że korzystna dla nich globalizacja przestała być formułą przynoszącą korzyści obu stronom handlu, tj. producentom i odbiorcom (koniec tzw. win-win situation i początek win-lose situation) i ta sytuacja nie służy interesom Zachodu, w tym USA223. Uprzemysłowienie Chin spowodowało bowiem deindustrializację państw zachodnich, z geopolitycznymi konsekwencjami tego stanu rzeczy. Istniejąca sytuacja wzmocniła Państwo Środka, wspierając rozwój oraz przynosząc niebotyczne dochody, a Zachodowi pozostały deficyty w obrocie handlowym. Sytuacja ta na tyle się utrwaliła, że konsumenci w krajach zachodnich przyzwyczaili się do tanich chińskich produktów. Okazało się to pułapką. Do tego niedoszacowanie juana powoduje, że o ile rynek amerykański jest otwarty na produkty z Chin224, o tyle rynek chiński jest w znacznym stopniu zamknięty, bo niedoszacowanie waluty chińskiej jest równoznaczne z obłożeniem zagranicznej produkcji cłami, a to wraz z niskimi wymogami płacowymi chińskich robotników eliminuje konkurencję zagraniczną dla przemysłu chińskiego (trzeba dodać, że w przypadku coraz bardziej zaawansowanej technologicznie chińskiej produkcji dzieje się to samo). Innymi słowy, dumping płacowy w Państwie Środka jest dodatkowo wspierany celową monetarną polityką rządu chińskiego. Nosi ona cechy polityki imperialnej, stosowanej w XIX wieku przez eksportowo wówczas silne mocarstwa zachodnie: państwo producent uzależnia odbiorcę od swoich tanich produktów przemysłowych, dostaje za to wynagrodzenie w kapitale, samo nie rewanżuje się podobnymi zakupami w państwie odbiorcy, ma więc ogromne nadwyżki, których nie ma odbiorca, następnie, dysponując dużym kapitałem, kupuje technologie (jeśli może), środki produkcji (jeśli może) i surowce (jeśli może), oraz, współcześnie, obligacje zadłużającego się państwa nabywcy – konsumenta225.

 

Skutkiem tego jest chociażby uzależnienie USA od wierzyciela – Chin. Póki rozliczenia światowe dokonywane są w dolarze, nie przeszkadza to zasadniczo Stanom Zjednoczonym, albowiem cały świat rozlicza się w dolarze, a jego podażą rządzi FED i rząd amerykański. Zachwianie pozycji dolara jako waluty rozliczeniowej i rezerwowej mogłoby doprowadzić natomiast do upadku finansowego USA w przyszłości226.

2.3. Rola Marynarki Wojennej i projekcji siły morskiej

w kształtowaniu strategii

Marynarka Wojenna USA oraz Korpus Piechoty Morskiej jako sprzęgnięty z flotą rodzaj sił zbrojnych USA, niezbędny do oddziaływania wojskowego z morza na ląd z dala od własnych portów i baz, stanowią najważniejszy militarny element polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych jako dominującego mocarstwa morskiego. Jego status zależy od zdolności US Navy i US Marine Corps do dokonywania skutecznej projekcji siły na morzach i oceanach świata oraz wywierania wpływu na Rimland w Eurazji. Tym samym obie służby stanowią zarówno wyznacznik, jak i w rzeczy samej środek wykonawczy każdej wielkiej strategii amerykańskiej względem otoczenia geopolitycznego, w tym tego najdalszego. Dotyczy to nie tylko utrzymania wolności żeglugi na morzach i oceanach świata, stanowiącej fundament globalnego systemu gospodarczego, ale również kwestii bezpieczeństwa regionalnych sojuszników oddalonych przecież znacznie od kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Od zdolności Marynarki Wojennej USA do utrzymania otwartych i niezakłóconych linii komunikacyjnych z sojusznikami w danym regionie oraz, w konsekwencji, od zdolności do przyjścia z pomocą wojskową przezamerykańskie mocarstwo morskie, zależy bezpośrednio poziom bezpieczeństwa tych sojuszników i, pośrednio, ich decyzje polityczne. To przekłada się z kolei na poziom stabilności sojuszy amerykańskich w Eurazji i całą, zawsze misterną architekturę bezpieczeństwa.

Ujmując rzecz dosłownie – zarówno bezpieczeństwo sojuszników, jak i status mocarstwowy USA zależą od stanu oraz zdolności operacyjnych Marynarki Wojennej USA227. Po tym, jak w danym momencie wypada jej ocena, można wnioskować, jak wygląda lub jak będzie niebawem wyglądać wielka strategia USA wobec poszczególnych wyzwań pojawiających się poza kontynentalnymi Stanami Zjednoczonymi, w szczególności na Zachodnim Pacyfiku i wodach przybrzeżnych Azji Wschodniej, które są wojskowo środowiskiem morskim. Co więcej, także wobec wyzwań w Europie Środkowo-Wschodniej czy we wschodniej części Morza Śródziemnego i w basenie Morza Czarnego, gdzie znajdują się sojusznicy USA, a Amerykanie muszą mieć możliwość skutecznego dostarczania im pomocy wojskowej na wypadek zbliżającego się lub zaistniałego zagrożenia228.

Poza oczywistymi, lecz zawsze ograniczonymi z powodów logistycznych i technicznych możliwościami sił powietrznych, nic w przewidywalnej przyszłości nie zastąpi okrętów i statków w transporcie znacznej liczby wojska, sprzętu i zasobów. A to decyduje o wyniku starcia i wpływa na percepcję sił stron przed wybuchem otwartego konfliktu zbrojnego.

W połowie drugiej dekady XXI wieku, z powodu braków finansowych oraz wieloletniego zaniedbania po zakończeniu zimnej wojny rekapitalizacji technicznej okrętów, Marynarka Wojenna USA oraz Korpus Piechoty Morskiej stoją przed poważnym wyzwaniem: czy utrzymać aktualny poziom wysuniętej obecności daleko od portów w USA (tzw. forward presence), ryzykując utratę realnych zdolności bojowych, czy może jednak ograniczyć takie zaangażowanie i przywrócić gotowość operacyjną poprzez właściwy trening i ćwiczenia, wymagane naprawy sprzętu oraz zapewnienie zawsze niezbędnego odpoczynku dla załóg i marynarzy, ale za cenę zredukowania wysuniętej obecności US Navy w morzach przybrzeżnych Eurazji229.

Podstawową przyczyną takiego dylematu jest zbyt niska obecnie liczba okrętów bojowych w dyspozycji dowódców floty. W związku z tym zachodzi konieczność rozbudowy floty bądź podwyższenia kosztów operacyjnych, wynikających z większego tempa użycia okrętów, obecnego przy coraz bardziej napiętym systemie rotacji i cyklów użycia, mniejszego stanu liczebnego floty i marynarzy. Flota o zasięgu światowym jest zawsze atrybutem mocarstw, które mają rozliczne interesy ekonomiczne i strategiczne w różnych regionach świata. Imperia Hiszpanii, Holandii czy Wielkiej Brytanii dysponowały flotami zdolnymi do ochrony swoich linii komunikacyjnych, transportującymi wojska do odległych kolonii i posiadłości zamorskich, zatem były również w stanie stwarzać zagrożenia dla posiadłości zamorskich swoich konkurentów. Tak samo czyniły Stany Zjednoczone, od kiedy stały się globalną potęgą wojskową i ekonomiczną w XIX wieku, począwszy od pierwszego rajdu przeciw piratom berberyjskim w 1802 roku aż po wyprawę prezydenta Theodore’a Roosevelta i jego Wielką Białą Flotę w 1907 roku230.

Flota o zasięgu globalnym nie musiała automatycznie oznaczać globalnej obecności i zaangażowania okrętów we wszystkie sprawy świata. W wieku XIX USA z rzadka wysyłały okręty daleko od portów macierzystych. Z powodów ekonomicznych jedynie niewielkie siły i oddziały stacjonowały i patrolowały porty Chin Południowych i ujście rzeki

Jangcy231. W tym czasie jednak siła floty, w tym wszystkie okręty linowe, stacjonowały w USA. Samuel Huntington określił ten czas erą kontynentalną ekspansji kraju232.

Pod koniec XIX wieku postawa kontynentalna zaczęła ewoluować. Stało się to po tym, jak cały kraj na kontynencie został skonsolidowany pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem, a zwolennicy wielkiej strategii morskiej kraju, tacy jak Alfred Mahan czy Theodore Roosevelt, zaczęli domagać się aktywniejszej polityki USA i ekspansji morskiej, uzasadniając to zasadniczo potrzebami ekonomicznymi kraju i wykorzystaniem korzystnego położenia nad dwoma wielkimi oceanami. To przyczyniło się do otwarcia ery oceanicznej w ekspansji wpływów USA233.

Ostatecznie ekspedycyjny charakter amerykańskiej floty utrwalił się podczas II wojny światowej i opierał się na licznych bazach, infrastrukturze portowej i dokowej, naprawczej oraz magazynach paliwowych, jak również wypracowaniu zdolności operacyjno-organizacyjnych, umożliwiających długie misje poza portami macierzystymi234. Podczas zimnej wojny rolą floty USA było utrzymanie możliwości dostarczenia posiłków do Europy Zachodniej oraz uderzenia na europejską część ZSRS z lotniskowców operujących na północnym Atlantyku, wschodniej części Morza Śródziemnego oraz z Zachodniego Pacyfiku na bazy i infrastrukturę na sowieckim Dalekim Wschodzie235. Taka strategia wymagała stworzenia trzech centrów operacji morskich: na Morzu Śródziemnym, na Wschodnim Atlantyku i na Zachodnim Pacyfiku. Każde było skupione wokół grupy bojowej lotniskowców z okrętami osłony oraz oddzielnej amfibijnej grupy piechoty morskiej. W latach 80. XX wieku do tych grup dołączyły okręty podwodne, mające za zadanie chronić lotniskowce przed coraz cichszymi i operacyjnie sprawniejszymi uderzeniowymi okrętami podwodnymi ZSRS. Dlatego w tamtym czasie propagowano utrzymywanie potężnej floty liczącej ponad 600 okrętów, co wynikało także z chęci utrzymywania floty w ciągłej gotowości do prowadzenia operacji bojowych z dala od portów macierzystych zlokalizowanych w USA (tzw. CONUS – Continental United States)236. Obecnie utrwaliła się prawidłowość, że okręty w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych mogą co prawda przechodzić regularnie remonty, ale potrzebują dwa razy więcej czasu, by wejść w teren działań operacyjnych, niż okręty, które operują z wysuniętych portów i baz. Aby zatem pokazywać obecność przykładowo na wodach przybrzeżnych Azji, potrzebne są dwa okręty z CONUS i tylko jeden z wysuniętych baz regionalnych. To pokazuje znaczenie praktyczne wysuniętych zamorskich baz237, które zwyczajnie pozwalają oszczędzać czas na pokonywanie ogromnych, morskich odległości w ramach normalnego cyklu operacyjnego w systemie: trening-patrol, w rejonach Eurazji – trening-patrol-remont. W tym czasie z tego powodu większość dużych okrętów i lotniskowców bazowano w portach zamorskich, co skracało czas reakcji i pokazywało jednocześnie determinację USA w pomocy sojusznikom i powstrzymywaniu ZSRS.

Po roku 1991 Marynarka Wojenna nie wycofała się do portów macierzystych, lecz wciąż utrzymywała wysuniętą obecność daleko od USA, podobną do tej z okresu zimnej wojny. Z czasem stało się to nie tyle strategią morską Ameryki, ile podstawowym sposobem wywierania wpływu politycznego i projekcji siły USA238. I w tym sensie wysunięta obecność oraz aktywność morska floty są też wygodne, gdyż ruch okrętów nie wymaga poważnych zabiegów dyplomatycznych ani zgód, formalnego korzystania z poligonów, koszar i innej kosztownej infrastruktury czy zawsze politycznie delikatnej obecności żołnierzy na obcej ziemi. Naturalna mobilność floty daje też elastyczność i zdolność przerzucania od zagrożenia do zagrożenia określonych sił i zasobów oraz zabezpiecza interesy USA w globalnym obrocie handlowym, jak również ochrania kluczową rolę Ameryki na globalnych rynkach handlowych i finansowych239.

Najnowsza strategia morska, nakreślona w dokumencie Forward, Engaged, Ready: A Cooperative Strategy for 21st Century Seapower240, zakłada utrzymanie wysuniętej obecności zamorskiej jako centralnego elementu działań floty, przy czym w najnowszej strategii jako potencjalnych przeciwników wymienia się już wprost Chiny, Rosję i Iran, stąd wynika zatem potrzeba wysuniętej obecności i baz zamorskich w bezpośredniej bliskości tych krajów. W listopadzie 2015 roku flota składała się z 272 okrętów (okręty zdolne do działań bojowych i bezpośrednio je wspomagające). Niemniej jednak jedynie część z nich jest zdolna do działań operacyjnych w każdej chwili, przechodzą one bowiem powtarzający się cykl, w którym dokonuje się rotacja okrętów, załóg, remontów, napraw, szkolenia i tranzytu do baz zamorskich, najczęściej daleko od USA. W przeszłości jeden okręt i jego załoga spędzały sześć–siedem miesięcy na morzu na łącznie 32 miesiące całego powtarzającego się cyklu wyżej opisanego241. W związku z tym ostatnie 20 lat było bardzo intensywne dla floty. Pomiędzy 1998 a 2014 rokiem liczba okrętów będących jednocześnie na stałych patrolach zamorskich wynosiła około 100. W tym samym czasie liczba wszystkich okrętów floty skurczyła się o 20%, co skutkuje krótszym czasem na szkolenia, naprawy i remonty oraz na wszystkie inne czynności cyklu – nawodne okręty floty spędzają o 18% więcej czasu na morzu niż 20 lat temu242. W związku z powyższym obniża się ich stan techniczny, a wzrasta awaryjność243. Na to nakładają się cięcia wydatków związane z sekwestracją w siłach zbrojnych, co w szczególności dotknęło cykle przeglądów technicznych atomowych lotniskowców floty, czyli jej głównej siły uderzeniowej. W 2015 roku ujawniło się to w Zatoce Perskiej, gdy USS Theodore Roosevelt musiał opuścić stację bojową, a USS Harry Truman nie był w stanie jeszcze go zastąpić. Wiadomo, że w 2016 roku podobny problem powtórzy się na Pacyfiku i co roku będzie się powtarzał na obu teatrach operacyjnych naprzemiennie aż do 2021 roku, gdy w służbie pojawi się nowy lotniskowiec – USS Gerald Ford.

 

To wszystko doprowadziło do takiej sytuacji, że w chwili obecnej flota i piechota morska na wypadek kryzysu międzynarodowego może wystawić w pilnym trybie awaryjnym dodatkowo tylko jedną bojową grupę lotniskowca i jedną bojową grupę amfibijną. Jeszcze w niedawnej przeszłości do dyspozycji pozostawały przynajmniej trzy i to pomimo znacznie większego czasu spędzanego obecnie na morzu przez załogi (w przypadku USS Stennis aż 15 miesięcy)244. Sondaż wśród marynarzy (49,8%) i oficerów (65,6%) wykazał, iż uważają oni obecne tempo operacyjne za zbyt wysokie, co może doprowadzić do kryzysu w utrzymaniu wykwalifikowanych ludzi w służbie. W związku z powyższym flota pracuje obecnie nad nowym systemem cyklów, który byłby krótszy, lecz przede wszystkim bardziej przewidywalny dla załóg245.

Obecnie głównym problemem jest utrzymanie wysuniętej obecności zamorskiej przy niedużej liczbie okrętów floty. Flota zgodnie z planem rozbudowy urośnie w najbliższych latach, lecz raczej nie jest prawdopodobne, by znacząco zwiększyła swoją liczbę246. Obecny plan rozbudowy floty wymaga wydawania 5–7 miliardów USD więcej, niż przeciętnie wydawano rocznie w ciągu ostatnich 30 lat. Congressional Budget Office przewiduje, że realizacja planu (i tak relatywnie skromnego) rekapitalizacji i rozbudowy floty w ciągu następnych 30 lat pochłonie 552 miliardy USD na same zakupy okrętów. To będzie rokrocznie o 32% więcej, niż przeciętnie wydawano w USA na okręty w XX wieku247. Plan (tzw. Navy FY 2016) zakłada, że w 2028 roku flota będzie miała 321 okrętów, a 305 okrętów w 2045 roku. Nawet przy realizacji tak kosztownego programu rekapitalizacji i rozbudowy floty (pomimo stosunkowo niedużego wzrostu liczby okrętów) nie będzie można na dłuższą metę utrzymać wysuniętej obecności globalnej, co wpłynie fundamentalnie na amerykańską politykę i jej wielką strategię oraz na kalkulację politycznych sojuszników w odległych od Ameryki regionach świata248. Departament Obrony USA może pomimo powyższego nie chcieć ograniczyć swojej wysuniętej obecności, zważywszy na narastające geo- polityczne wyzwania w Eurazji. Zwłaszcza odtworzenie silnego huba morskiego w europejskim teatrze wojny poprzez skierowanie dodatkowego lotniskowca oraz okrętów obrony powietrznej systemu AEGIS do VI Floty na Morzu Śródziemnym będzie wymagało zwiększenia intensywności operacyjnej całej floty. Ale także większego wysiłku stoczniowego, co wydaje się niemożliwe, zważywszy na wyzwania finansowe państwa.

W 1902 roku prezydent Theodore Roosevelt ogłosił w swojej mowie do Kongresu, że silna flota nie jest prowokacją do wojny, lecz najlepszą gwarancją pokoju. W XXI wieku siła Marynarki Wojennej USA zadecyduje o pozycji Stanów Zjednoczonych w świecie i miejscu kraju w globalnym układzie finansowym i handlowym. W przyszłości przesądzi o stabilności sojuszy w regionach odległych od USA. Sojusznicy, w obliczu słabnącej floty amerykańskiej i jej zredukowanej zdolności do projekcji siły, będą dokonywać własnych kalkulacji strategicznych w związku z obniżonym poczuciem bezpieczeństwa, co może doprowadzić do rekonfiguracji relacji z innymi państwami i mocarstwami oraz powstania nowej architektury bezpieczeństwa w różnych częściach świata, a także do charakterystycznych dla okresów przejściowych niepokojów, konfliktów i wojen, po których nastanie taki lub inny nowy ład.

Przywódcy amerykańscy muszą wnikliwie się zastanowić, czy utrzymać wysuniętą obecność zamorską. To będzie wymagało jednak utrzymania nadal wysokiego tempa operacji (i zapewnienia sporych środków finansowych na koszty z tym związane), co z kolei wymusi z czasem znaczną rozbudowę floty (a to wydaje się trudne, gdyż wymagać będzie ogromnego, większego niż w przeszłości, zwiększenia nakładów). Podnoszą się już w Waszyngtonie wyraźne głosy na ten temat, odwołujące się do konieczności przeprowadzenia wielkich zmian na wzór tych realizowanych przez kongresmana Carla Vinsona przed II wojną światową. Na czas zadbał on o ogromne finansowanie rozbudowy floty USA, która potem wygrała II wojnę światową, zwłaszcza na Pacyfiku249. Alternatywą jest dopuszczenie do stopniowego wycofania się floty USA z wysuniętych baz i portów oraz postępującego ograniczenia zakresu działania marynarki wojennej. To przypominałoby stopniowe wycofanie się słabnącego Imperium Brytyjskiego, początkowo z Dalekiego Wschodu po I wojnie światowej, potem z mórz południowych Azji Południowo- -Wschodniej zaraz po II wojnie światowej, a potem również z Oceanu Indyjskiego aż za Kanał Sueski250.

2.4. Pivot na Pacyfik

W październiku 2011 roku sekretarz stanu USA Hillary Clinton sformułowała wizję „Pacyficznego Wieku Ameryki”251, w której zarysowała potrzebę strategicznego zwrotu w kierunku Azji i Pacyfiku252. Clinton stwierdziła, że Ameryka znajduje się w punkcie zwrotnym i potrzebuje „mądrego wdrożenia spójnej strategii w regionie” (smart execution of coherent regional strategy)253. Miesiąc później prezydent Barack Obama, wygłaszając przemówienie w Parlamencie Australii, ogłosił, iż „Stany Zjednoczone przesuwają swoją uwagę w kierunku ogromnego potencjału (vast potential) regionu Azji i Pacyfiku”254. W obrocie intelektualnym pojawił się termin pivot na określenie przesunięcia uwagi USA z Europy i Bliskiego Wschodu na sprawy Zachodniego Pacyfiku i Azji. Termin ten się przyjął, gdyż oddaje geopolityczną istotę „obrócenia się” morskiej potęgi wzdłuż strefy brzegowej Eurazji w kierunku nowego wyzwania. Po zarysowaniu nowego kierunku przez Biały Dom i Departament Stanu odpowiedzialność za przedstawienie nowego podejścia w zakresie bezpieczeństwa przypadła Departamentowi Obrony.

W wydanych w styczniu 2012 roku Strategicznych Wytycznych Obrony (Defense Strategic Guidance) znalazło się stwierdzenie, że siły zbrojne dokonają przemieszczenia zasobów (rebalance) w kierunku regionu Azji i Pacyfiku255. Wówczas po raz pierwszy użyto określenia rebalance, które potem stało się słowem-kluczem, opisującym wysiłki Stanów Zjednoczonych w zakresie wdrażania nowej strategii256. Następnie sekretarz obrony Leon Panetta w czerwcu 2012 roku na konferencji bezpieczeństwa Shangri-La w Singapurze bardziej szczegółowo wyjaśnił, jak należy rozumieć nową strategię USA w regionie:

1) promowanie istniejących i uznanych zasad i norm międzynarodowych,

2) pogłębienie i poszerzenie dwustronnych i wielostronnych porozumień i relacji pomiędzy państwami regionu,

3) wzmocnienie i dostosowanie do wyzwań wojskowej obecności USA w regionie,

4) dokonanie inwestycji w takie zdolności wojskowe, które pozwolą w przyszłości dokonywać projekcji siły i swobodnego operowania przez siły zbrojne USA w regionie257.

Panetta zaprezentował wówczas, jakie zmiany zostaną dokonane w dyslokacji baz i sił amerykańskich oraz jakie nowe zdolności wojskowe zostaną wdrożone, tak by wzmocnić potencjał Stanów Zjednoczonych. Ogłoszono nowe proporcje: odpowiednio 60% do 40% stanu osobowego i sprzętowego pomiędzy siłami marynarki wojennej na Pacyfiku a Atlantyku258. Co charakterystyczne, nacisk położono na takie zmiany, które z punktu widzenia geografii wojskowej Zachodniego Pacyfiku oraz Azji Południowo-Wschodniej (wielkie odległości oraz środowisko morskie) mają największe znaczenie, czyli: samoloty-cysterny, bombowce dalekiego zasięgu, samoloty długotrwałego patrolowania morskiego oraz lotnictwo do zwalczania okrętów podwodnych. Celem było pokazanie sojusznikom w regionie, że Amerykanie poważnie podchodzą do pivotu, rozumiejąc obawy państw regionu wynikające z rosnącej siły ekonomicznej, politycznej i wojskowej Chin. Jeszcze bardziej precyzyjnie do nowej dyslokacji sił i środków (structure and force posture) wypowiedział się w Nowym Jorku ówczesny zastępca sekretarza obrony Ashton Carter, w sierpniu 2012 roku wskazując na przebazowanie konkretnych jednostek sprzętowych w teatrze operacyjnym Pacyfiku259.