Życie w PRL. I strasznie, i śmiesznieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Wstęp

Polityka w okresie stalinowskim a życie codzienne

Socrealizm

Życie codzienne po śmierci Stalina

Marzec 1968 i exodus 20 tysięcy Polaków żydowskiego pochodzenia

Od Gomułki do Gierka – czyli wielka reforma niereformowalnego ustroju

Wybory w PRL-u

Procesy pokazowe

Centralne planowanie

Cała Polska buduje swoją stolicę

Prywatna inicjatywa

Szkoła i wychowanie, czyli indoktrynacja dziatek

1000 szkół na tysiąclecie

Kobiety w PRL-u

Kościół a komunizm

Bikiniarze, hipisi, bananowa młodzież

Pochody pierwszomajowe

Praca i bezrobocie w PRL-u i dzisiaj

Cenzura

Milicja Obywatelska, ORMO, ZOMO

Papierosy i problem palaczy w PRL-u

Alkohol za czasów PRL-u

Kolejki i reglamentacja w PRL-u

Fiat 126p, czyli czar motoryzacji

Festiwale piosenki i inne za czasów PRL-u

Zalety życia w PRL-u

Słownik PRL-u

Bibliografia

Bellona Proponuje

Okładka


Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Damasiewicz

Konsultacja

Sylwia Łapka-Gołębiowska

Redaktor prowadzący

Zofia Gawryś

Redaktor merytoryczny i korekta

Janina Bożenna Łyszkowska

Redaktor techniczny

Beata Jankowska

Zdjęcia na okładce pochodzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego

© Copyright by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2015

© Copyright by Iwona Kienzler, Warszawa 2015

Zapraszamy na strony

www.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebooku

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona SA

ul. Bema 87, 01-233 Warszawa

Księgarnia i Dział Wysyłki: tel. 22 457 03 02,

22 457 03 06, 22 457 03 78

faks 22 652 27 01

e-mail: biuro@bellona.pl

ISBN 978-83-11-15385-1

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Żyliście w PRL-u? Znacie? To poczytajcie. Jesteście zbyt młodzi, by znać PRL? Tym bardziej poczytajcie. To, co z dzisiejszej perspektywy może wydawać się śmieszne i nieprawdopodobne, w tamtych czasach nie zawsze było zabawne, czasem było przerażające, czasem okrutne albo niewiarygodne, ale istniało naprawdę. Powszechny brak towarów, załatwianie po znajomości wszystkiego – od chleba i masła po mieszkania i samochody.

Co by było w Polsce, gdyby nie było PRL?

Wszystko.

Codziennością było upodlenie, powszechna bieda, prześladowania. Ale również duża bezinteresowność w kontaktach, użyczanie telefonów przez szczęśliwców, którzy je posiadali, wspólne oglądanie telewizji w pierwszych telewizorach w mieście, w bloku lub wiosce. Autostop był powszechnie przyjętym środkiem transportu. Picie alkoholu z byle okazji, również w pracy, powszechnie akceptowane łapówki, które nie były łapówkami, tylko „dowodami wdzięczności”. Życie towarzyskie kwitło w kolejkach. Pierwsze dżinsy nastolatków kupowane za z trudem zdobyte „bony towarowe” Pewexu. Tęsknota za pachnącym mydłem, którego nie można było dostać w normalnej drogerii, ale pachniało w łazience koleżanki, bo ciocia z zagranicy przysłała. Powiew Zachodu z postaci kolorowych wacików w łazience – przedmiot zazdrości koleżanek. Wakacyjne wyjazdy na saksy. Było źle, ale wielu ludzi do dzisiaj odczuwa nostalgię za tymi czasami. No, bo jak nie tęsknić do okresu, gdy się miało dwadzieścia lat, a u boku ukochaną osobę. To i wyrób czekoladopodobny smakował wybornie.

Historia nie pozwala jednak zapomnieć o prześladowaniach opozycji, przesłuchaniach i więzieniach, ryzykownych ucieczkach za granicę, wydawaniu paszportów na wyjazd w jedną stronę po 1963 i 1968 roku. Brak demokracji i wolności słowa, ale jednocześnie zakazane lektury i bibuły krążące wśród inteligencji i tych, którzy chcieli czegoś więcej. A wśród wszystkich Polaków – dowcipy o władzy, które wręcz masowo produkowano, choć czasem było to bardzo ryzykowne. Wszak za czasów Bieruta za żarty o władzy groziło pięć lat więzienia, a mimo to ilość kawałów politycznych rosła z dnia na dzień. Dowcip wszak w okresie rozczarowania życiem publicznym w państwie zawsze uwalniał ludzi od nadmiaru presji społecznej. Tak było we wszystkich systemach despotycznych. Dzięki niemu można było choć przez moment zapomnieć o nakazach i wymogach systemu, otwarcie wskazać na niedogodności, o których nie uchodziło mówić na poważnie.

Czasy PRL-u to także prześladowania okresu stalinowskiego, więzienia, a potem strajki z powodu podwyżek cen i strzelanie do robotników. Ścieżki zdrowia i represje. I życie codzienne: bezmięsne poniedziałki, alkohol po trzynastej, woda sodowa z saturatora, żywność na kartki, samochody syrena, a potem „maluchy”, smutne ubrania i kiepskie buty, ale dostępność nauki, możliwość studiowania prawie dla wszystkich oprócz „wrogów komunizmu”, za jakich uznawano rodziców o burżuazyjnym pochodzeniu. Praca dla wszystkich, wspieranie nierentownych przedsiębiorstw i pegeerów. Przekraczanie planów i „stachanowskie” wyniki pracy. Permanentne braki w zaopatrzeniu i dowcip krążący w związku z tym, że gdyby komunizm wprowadzić na pustyni, to i piasku by zabrakło. W PRL-u bowiem brakowało wszystkiego, to był kraj permanentnego niedoboru. Zamiast czekolady – wspomniane wyżej wyroby czekoladopodobne, zamiast normalności – obiektywne trudności, zamiast strajków – przejściowe przerwy w pracy, a na dyktaturę mówiło się „socjalistyczna demokracja”.

A wymienialność walut? Były dwa kursy: oficjalny, po którym można było czasem nabyć 100 lub 150 dolarów z okazji wyjazdu, dewizy krajów demoludu – otrzymywane na książeczkę walutową. A poza tym złotówka była walutą wymienialną – u konika zwanego cinkciarzem pod Pewexem.

Tym wszystkim był PRL.

Polityka w okresie stalinowskim a życie codzienne

Po zakończeniu II wojny światowej polityka szczególnie boleśnie odcisnęła się na życiu codziennym ludzi w Polsce – wprowadzając komunizm odcięto mieszkańców naszego kraju od normalności, od planu Marshalla, od normalnego funkcjonowania społeczeństw w Europie Zachodniej. Znaleźliśmy się po niewłaściwej stronie na skutek uzgodnień w Jałcie – ponad naszymi głowami, chociaż to na nas spadło pierwsze uderzenie hitlerowskich Niemiec, a polscy żołnierze przelewali krew niemal na wszystkich frontach II wojny światowej.

Prześledźmy, jak do tego doszło i jak potem kształtowała się polityka w okresie PRL.

Norman Davies, wybitny brytyjski historyk, pasjonujący się dziejami naszego kraju, dzieli historię PRL na trzy etapy, pierwszy w latach 1944–1948 – okres stopniowej budowy demokracji ludowej, drugi w latach 1948–1956 będący próbą narzucania Polsce ustroju stalinowskiego oraz trzeci po roku 1956, okres rodzimego „narodowego komunizmu”[1]. Polska wyszła z wojny zupełnie zrujnowana: zniszczone zostało około 40% majątku narodowego, 60% polskich fabryk, 65% kopalń, w czasie wojny zginęło sześć milionów Polaków (w tym trzy miliony Żydów). Niemal w całości zniszczone zostały miasta takie jak Gdańsk, Warszawa, Legnica, Szczecin, Wrocław, Kołobrzeg.

 

W początkowym okresie nasz kraj nazywał się Rzeczpospolita Polska. Konferencja w Jałcie pozwoliła na zagarnięcie naszego państwa pod wpływy Związku Radzieckiego, co oznaczało utratę suwerenności i wprowadzenie dyktatury monopartyjnej i podporządkowanie ZSRR. Za początek PRL de facto uważa się 22 lipca 1944 roku – dzień ogłoszenia manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. PKWN, choć oficjalnie powołany został przez Krajową Radę Narodową (KRN), w rzeczywistości został utworzony dwa dni wcześniej w Moskwie, by stworzyć wrażenie, że rząd został samoistnie powołany przez Polaków. Przewodniczącym PKWN był Edward Osóbka-Morawski, o kim Kuroń i Żakowski piszą: „[…] Osóbka nie nazywał się Morawski. Był mało znaczącym socjalistycznym działaczem, kiedy w 1943 r. komuniści skontaktowali się z nim i zaproponowali, żeby zorganizował im spotkanie z grupą socjalistów. Ściągnął ich w noc sylwestrową, nie mówiąc o co chodzi. Kiedy się okazało, że chodzi o powołanie KRN [Krajowej Rady Narodowej – dop. I.K.], socjaliści chcieli wyjść. Powiedziano im, że to niemożliwe, bo zgodnie z zasadami konspiracji nikt nie może wyjść przed końcem spotkania. Dowódcą komunistycznej ochrony wystawionej przez Gwardię Ludową był Józef Kuśmierek – później słynny reporter – który potwierdził, że do rana nikogo nie wypuści. W ten sposób – chcąc nie chcąc – stworzyli KRN.

Osóbka pojechał z delegacją do Moskwy, gdzie napisano Manifest PKWN. Podpisał go Osóbka-Wasilewski. (W pamiętnikach chyba nie wyjaśniał, dlaczego, ale osoba wówczas mu bliska powiedziała mi niedawno, że Osóbka nigdy nie lubił swojego prawdziwego nazwiska, które źle kojarzyło się z jego wątłą posturą). Kiedy przyniesiono im wydrukowany tekst, zobaczył, że jest tam jakiś Osóbka-Morawski.

– Kto to jest? – zapytał.

– To wy – usłyszał.

Bo Stalin powiedział, że nie może być dwóch Wasilewskich (była już Wanda) i polecił nadać mu jakieś inne polskie nazwisko.

I dali: Morawski[2]”.

Osóbka-Morawski 21 kwietnia 1945 roku w Moskwie podpisał ze Stalinem „Układ o przyjaźni, pomocy wzajemnej i współpracy powojennej pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a ZSRR”, jak również szereg innych, niekorzystnych dla Polski porozumień.

Rok 1945 to także początek terroru w Polsce – aresztowania ludzi AK przez NKWD i UB. Wówczas rozpoczęto istne polowanie na podziemie – na tych wszystkich, którzy walczyli o wolność kraju, tyle że po niewłaściwej stronie. Bo przynależność do AK lub NSZ (albo później do WiN) oznaczała nie walkę o wolną Polskę, ale występowanie przeciw nowej władzy. Ludzie, którzy powinni uchodzić za patriotów i bohaterów narodowych zostali wręcz odsądzeni od czci i wiary, uznani za bandytów, zdrajców i kolaborantów. Nie dość, że osadzano ich w więzieniach, skazywano na karę śmierci, to od ich rodzin żądano, by się ich wyrzekły. Pewna młoda kobieta otrzymała pismo, w którym informowano ją o wykonaniu wyroku śmierci na jej mężu, o następującej treści: „Okrył siebie, Was i Wasze dziecko hańbą. Zdradził sprawę narodową, naród i ojczyznę. Pomógł najgorszemu wrogowi Hitlerowi przez dywersję w naszych szeregach. Ziemię nad jego grobem wyrównano i niech nie szpeci ziemi ojczystej naszej grób zdrajcy. Wieczna hańba i nienawiść naszych żołnierzy i oficerów towarzyszy mu i poza grób. Kto czuje w sobie polską krew, przeklina go. Niech więc wyrzeknie się go własna żona i dziecko”[3]. Jedyną winą tego nieszczęśnika było to, iż walczył w szeregach Armii Krajowej. Do dziś odkrywa się masowe mogiły tych ludzi, pochowanych byle jak, bez szacunku należnego zmarłym, ale dosłownie spychanych z wózków lub ciężarówek, które przywoziły je na miejsce „pochówku”, jakim były nieoznakowane, wykopywane naprędce doły. Zbulwersowani specjaliści od medycyny sądowej, na podstawie pobieżnych oględzin potrafią odtworzyć dramatyczne losy pochowanych w ten sposób osób: kogo i jak torturowano, komu oprawcy łamali ręce, a komu skakali po klatce piersiowej. Wiele rodzin do dziś dnia nie wie, gdzie pochowani są ich najbliżsi.

Na mocy nowego podziału terytorialnego Europy zagarnięto część naszych ziem wschodnich, które wcielono do ZSRR, w zamian otrzymaliśmy część terenów na zachodzie jako Ziemie Odzyskane. Na terenach wcielonych do ZSRR pozostało około 13,8 miliona obywateli II Rzeczypospolitej w tym: na terytorium USRR – 8,1 miliona, BSRR – 5 milionów, LSRR – około 0,7 miliona. Polsce przyznano 311 700 kilometrów kwadratowych (przed wojną Polska liczyła ponad 388 tysięcy kilometrów kwadratowych). Kształt państwa jednak był nieco bardziej korzystny, bowiem zwiększono granicę morską kosztem granicy lądowej. W styczniu 1946 roku dokonano upaństwowienia najważniejszych gałęzi gospodarki, największych zakładów, banków, kopalń, przedsiębiorstw ubezpieczeniowych czy komunikacyjnych. Właściciele zakładów teoretycznie mogli liczyć na odszkodowania, w praktyce jednak otrzymali je wyłącznie właściciele przebywający za granicą, a więc obywatele i firmy USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Szwecji oraz innych państw, na podstawie umów międzypaństwowych.

Bolesław Bierut, stojący na czele powołanego 28 czerwca 1945 roku Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, zobowiązał się do przeprowadzenia wolnych wyborów, po czym 19 stycznia 1947 roku sfałszował je. „W maszynopisie wspomnień Osóbki-Morawskiego czytałem, że razem z Gomułką pojechali do Stalina uzgodnić wynik wyborów”[4]. Ulica z miejsca skomentowała to wydarzenie istną lawiną dowcipów. Jeden z nich brzmiał:

– Jak się panu podobało przemówienie Bieruta? – pyta ubek Kowalskiego.

– Niech pan zapyta kogoś innego. Ja mam troje dzieci.

Do 1947 roku Polska Partia Robotnicza umocniła swoją władzę w kraju, likwidując praktycznie opozycyjne podziemie polityczne. Chociaż jeszcze w 1947 roku wierzono, że w Polsce nie będzie tak źle. Powołano Centralny Urząd Planowania, którym kierował Czesław Bobrowski, ekonomista związany z piłsudczykowską lewicą. W roku 1947 poziom dochodów zaczął się zbliżać do stanu z 1938 roku. Żywność potaniała, było jej dużo. „Któregoś dnia odwiedziła nas przyjaciółka mojej ciotki, która była w armii Andersa. Mówiła, że od powrotu do kraju szaleje ze szczęścia, bo w Polsce bez przerwy je i je. W Anglii obowiązywały kartki, trwała reglamentacja, a w Polsce na co dzień jedliśmy bułki z masłem. Poczucie skoku stopy życiowej było niewątpliwe”[5]. Jednak radość z tak dobrej koniunktury nie trwała zbyt długo: z końcem 1948 roku sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu – nastąpiła stalinizacja kraju, nazwę państwa zmieniono na Polska Rzeczpospolita Ludowa, a Stalin osobiście dokonywał poprawek w Konstytucji PRL, a posłuszny mu jak pies Bierut mógł jedynie opracować ostateczną wersję polskojęzyczną. Potocznie Polacy ustrój naszego kraju nazywali komuną. Na terenach Polski wciąż przebywali zarówno żołnierze, jak i funkcjonariusze radzieccy, pozostając poza zasięgiem prawa polskiego.

Obecność naszych „przyjaciół” ze Wschodu bywała przyczyną rozmaitych nieporozumień. Były prezes sądu w Gdyni opowiadał właśnie o takiej sytuacji: „Któregoś dnia sekretarka odbiera telefon z Ministerstwa Sprawiedliwości. Telefonował do prezesa osobiście ówczesny wiceminister, który przedstawił się z nazwiska: Rusek. Sekretarka zaraz poprosiła swojego przełożonego słowami: «Panie prezesie, telefon z Warszawy do pana!». «A kto dzwoni?» – zapytał prezes. «Jakiś Rusek» – odpowiedziała. A prezes na to: «Że Rusek, to ja wiem, ale jak się nazywa?»”[6].

Było coraz gorzej i powoli tracono nadzieję, że Polska będzie naprawdę wolnym krajem. „Ni z tego, ni z owego będzie Polska na pierwszego” – mówili rozmaici rodzimi dowcipnisie. Wprowadzono terror policyjny, powołano Milicję Obywatelską i Urzędy Bezpieczeństwa. Prawa obywatelskie w największym stopniu były ograniczane głównie w okresie stalinizmu, a sytuacja ekonomiczna pogarszała się stale. Kraj nie był objęty planem Marshalla, który kraje Europy Zachodniej stosunkowo szybko postawił na nogi. W 1947 roku rząd Cyrankiewicza został zmuszony do odmówienia objęcia pomocą naszego kraju przez plan Marshalla. Państwo polskie zostało zmuszone do podpisania szeregu umów gospodarczych ze Związkiem Radzieckim, wyzyskujących polską gospodarkę (tylko w latach 1945–1956 Rosjanie uzyskali jednostronne korzyści z tego tytułu kosztem Polski rzędu dwóch miliardów dolarów USA według ówczesnego kursu dolara), zmuszając nas do sprzedaży węgla tytułem przyszłych reparacji wojennych od Niemiec, których oczywiście nigdy nie uzyskano. Węgiel sprzedawano do ZSRR po cenach ośmiokrotnie niższych od cen światowych. Gospodarka szła na dno, a z założeń rozwoju i planu sześcioletniego nic dobrego nie wychodziło. Popularny dowcip świetnie ilustrował tę sytuację:

Chłopi nie bardzo orientowali się, co to takiego plan sześcioletni. Wysłali więc delegację do Bieruta z prośbą o wyjaśnienie. I Bierut wyjaśnił im:

– Towarzysze, widzicie tę kamienicę? Ma ona sześć pięter, a jak wykonamy plan sześcioletni, to będzie miała tych pięter trzydzieści sześć. Chyba zrozumieliście, co to jest sześciolatka?

Chłopi wracają na wieś i muszą wyjaśnić innym to, co powiedział im Bierut. Na wsi jednak nie ma takich wysokich kamienic. Delegaci pokazali zatem kolejkę przed sklepem i mówią:

– Widzicie tę kolejkę? Za sześć lat będzie sześć razy dłuższa.

Drwiono też, że ówczesna władza chodziła na pasku Moskwy:

W upalny, słoneczny dzień Bierut spaceruje pod parasolem przeciwdeszczowym. Spotyka go dwóch znajomych, którzy zdziwieni pytają, dlaczego w taki pogodny dzień chodzi z parasolem.

– Właśnie miałem telefon z Kremla, że w Moskwie pada deszcz – odpowiada zagadnięty.

Jak wspomniano, to właśnie w okresie stalinowskim społeczeństwo polskie zostało poddane największym, nieskrywanym, krwawym represjom – pozbawiono życia kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w tym największych bohaterów II wojny światowej, uznanych jak wiadomo za zdrajców i komunistów. Wśród owych „żołnierzy wyklętych”, jak nazywamy ich teraz, znaleźli się tacy bohaterowie jak rotmistrz Witold Pilecki czy generał August Emil Fieldorf. Setki tysięcy ludzi przewinęło się przez komunistyczne więzienia i areszty. Kilkadziesiąt tysięcy zostało skazanych na obozy pracy przez tzw. Komisje Specjalne. Ludzi pozbawiano bezprawnie dorobku całego życia przez rabunek ich mienia. Tysiące „nieprawomyślnych” lub tylko podejrzanych o niesprzyjanie „władzy ludowej” wysiedlono z dotychczasowych miejsc zamieszkania.

Na ministra obrony narodowej 6 listopada 1949 roku został powołany marszałek ZSRR, Konstanty Rokossowski, obywatel sowiecki, któremu nadano polskie obywatelstwo i mianowano jednocześnie na stopień marszałka Polski. Rokossowski wszedł również do Biura Politycznego PZPR. Ulica oczywiście znalazła w tym pretekst do kolejnych żartów:

– Dlaczego Rokossowski został marszałkiem Polski?

– Bo taniej jest ubrać w polski mundur jednego Rosjanina, niż całe wojsko w radzieckie mundury.

Propaganda uparcie utrzymywała, że jest on Polakiem, synem łódzkiego kolejarza, co tak komentowano:

Konstanty Rokossowski, Polak rodowity,

Z matki Nataszy i ojca Nikity.

W grudniu 1949 roku Rokossowski zażądał od polskiego sejmu uchwalenia kredytów dla wojska (w latach 1949–1954 na skutek nowych uregulowań przekroczyły one aż 15% dochodu narodowego), a w 1951 roku na jego polecenie zmieniono plan sześcioletni i przeznaczono znaczne kwoty dla wojska kosztem inwestycji cywilnych. Rokossowski realizował rozpoczętą pod koniec wojny politykę represji wobec przedwojennych polskich oficerów, jak również czystek i sowietyzacji w wojsku. Wprowadził system pracy przymusowej w kopalniach węgla, rud uranu i w kamieniołomach dla młodzieży wywodzącej się z niepewnych politycznie rodzin. Musieli tam pracować zamiast odbywać służbę wojskową. Przez więzienia PRL od 1944 roku przeszło około dwóch milionów osób, liczba skazanych na karę śmierci przez działające od 1946 roku wojskowe sądy rejonowe wyniosła około trzech i pół tysiąca osób, sądy wojskowe skazały na karę śmierci w latach 1944-1956 około pięciu tysięcy ludzi. Liczba ofiar terroru do 1954 roku jest szacowana na dziesiątki tysięcy.

 

Rabunkowa gospodarka wyczerpała w Polsce wszystkie zapasy, wywóz do ZSRR też zrobił swoje. O dostawach z Polski krążył taki dowcip:

Do Stalina dzwoni przywódca Chin i pyta:

– Towarzyszu Stalinie, czy moglibyście nam przysłać 100 000 ton węgla?

– Załatwione – mówi Stalin.

Po tygodniu znowu telefon:

– Towarzyszu Stalinie, czy moglibyście nam przysłać 100 000 ton ziarna?

– Załatwione – mówi Stalin.

Miesiąc później dzwoni ten sam Chińczyk i pyta:

– Towarzyszu Stalinie, czy moglibyście nam przysłać 100 000 ton ryżu?

A Stalin na to:

– Węgiel – tak, ziarno – też, ale skąd ci Polacy wyciągną ryż?

Poważne kłopoty z zaopatrzeniem pojawiły się już na początku lat pięćdziesiątych. W 1951 roku zaczęły się kłopoty z mięsem, powróciły kartki, a kolejki były coraz dłuższe. Powodem było centralne planowanie i ZSRR.

Amerykański dziennikarz pyta Polaka:

– Jaki jest wasz stosunek do ZSRR?

– Bardzo dobry – słyszy w odpowiedzi. – My dajemy im zboże, a oni biorą nam cukier.

Ślad owych dowcipnych komentarzy zachował się do dzisiaj. Niewielu współczesnych wędkarzy i rybaków zdaje sobie sprawę, iż potoczne określenie niewymiarowych dorszy – bolki, zawdzięczamy towarzyszowi Bierutowi. Otóż, ów „wybitny” przywódca, zmartwiony kłopotami z zaopatrzeniem, pewnego dnia osobiście przyjechał na naradę rybaków, poświęconą maksymalnemu zwiększeniu połowów ryb. „W trakcie narady powiedział: «Należy wszystko łowić». Na to jeden z kaszubskich rybaków zapytał: «Czy dorsze niewymiarowe też?». Prezydent odpowiedział krótko: «Też». I od tego czasu dorsze niewymiarowe, czyli te młode, mające poniżej 30 cm długości, nazywane są «Bolkami!»[7]”. Aby zapobiec inflacji, w 1950 roku dokonano bandyckiej wymiany pieniędzy, a w 1953 roku wprowadzono drastyczną podwyżkę cen. Nie można było posiadać ani złota, ani walut, ani kosztowności, a za handel złotem i obcą walutą groziła kara śmierci. Chłopom coraz trudniej było wywiązywać się z dostaw obowiązkowych. Do tego kolektywizacja wsi spowodowała, że wydajność nie rosła tylko spadała, bo wspólne znaczyło niczyje, można było bumelować i kraść. „W 1950 r. wprowadzono planowy skup zboża, który początkowo miał formę deklaracji, przy czym przyznawano na gminę jakiś limit, który należało zrealizować. Rok później dostawy obowiązkowe zostały usankcjonowane, uchwalono odpowiednie ustawy. Wprowadzono obowiązkowe dostawy zbóż i ziemniaków, a następnie, począwszy od 1952 roku, mleka i zwierząt rzeźnych. Taka polityka nie pozwalała na specjalizację gospodarstw rolnych. Nieważne, że ktoś miał 15 krów, musiał również oddać kartofle. Efekt był taki, że nie można było skoncentrować się na jednej uprawie czy hodowli. Chłopi musieli prowadzić gospodarkę pod kątem tych dostaw, co oczywiście podwyższało koszty produkcji”[8].

Socjalizm jak wiadomo to ekonomiczny system permanentnego niedoboru. Toteż wymyślono, jakie cztery czynniki uniemożliwiają rozwój gospodarczy. To w kolejności: wiosna, lato, jesień i zima – komentował tę sytuację popularny dowcip.

Ze zrozumiałych względów, Bierut, chodzący na pasku Moskwy, nie był wielbiony w kraju. Taki oto dowcip krążył o tym przywódcy:

Bierut postanowił trochę pozwiedzać. Pojechał do szpitala, odwiedził pacjentów, którzy zaśpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła…”. Później odwiedził pacjentów umysłowo chorych, którzy zaczęli krzyczeć „Niech żyje towarzysz Bierut!”. Ochroniarz Bieruta ujrzał strażnika szpitala, który nie wiwatował i pyta go:

– A towarzysz czemu nie krzyczy?

Na co strażnik odpowiada:

– A czy ja jestem umysłowo chory?

Stosunki władzy z Kościołem w okresie komuny zawsze były napięte, chociaż w 1950 roku podpisano porozumienie między państwem a Kościołem. Pozwolono przez jakiś czas na prowadzenie lekcji religii w szkołach, wydawano czasopisma katolickie, prowadzono nadal zakony, a stanowisko kapelana wojskowego również funkcjonowało. Od 1952 roku, po uchwaleniu Konstytucji PRL wzmogły się ataki na Kościół i duchowieństwo, a prymasa Stefana Wyszyńskiego w latach 1953–1956 internowano.

Józef Wissarionowicz Stalin zmarł 5 marca 1953 roku o godzinie 21.00. Do dziś nie udało się ustalić, czy zmarł z przyczyn naturalnych, czy też ktoś pomógł temu „ojcu ludzkości”, jak nazywała go ówczesna propaganda, opuścić świat doczesny. Już w nocy z 5 na 6 marca z Komitetu Centralnego PZPR wyszły szyfrogramy do Komitetów Wojewódzkich z dokładną instrukcją przygotowania uroczystości żałobnych oraz oficjalnej, oczywiście obowiązkowej, żałoby. Machina propagandy przedstawiała Stalina jako geniusza ludzkości, ojca i nauczyciela narodów, uosobienie dobroci. Co ciekawe, wielu ludzi naiwnie wierzyło w te bajki i gdy przywódca ZSRR zmarł, otwarcie manifestowało szczerą żałobę. Jedna z krakowskich robotnic podczas wystąpienia na oficjalnej akademii z okazji śmierci Stalina zadeklarowała: „zawdzięczam wszystko Stalinowi – swoje zdrowie i życie”[9]. Natomiast pewna nastolatka przygotowała list do ambasadora Związku Radzieckiego w Polsce, w którym pisała „chciałabym znaleźć się w Moskwie na Kremlu i wołać: nie opuszczaj nas drogi, kochany nauczycielu”[10].

Jak wyżej wspomniano, ogłoszono żałobę narodową, prasa zamieszczała artykuły opiewające jego życie i działalność, a ówczesny lektor Polskiej Kroniki Filmowej, Andrzej Łapicki, podniosłym tonem czytał przygotowany wcześniej tekst: „Całe swe życie poświęcił sprawie wyzwolenia klasy robotniczej i wszystkich ludzi pracy. Miliony ludzi Związku Rad i krajów idących drogą socjalizmu tworzą świat nowy, niosąc w sercach i na ustach imię Stalina”[11]. „Wraz z narodami Związku Radzieckiego szczególnie głęboko i boleśnie przeżywa ten wielki cios naród polski, który towarzyszowi Józefowi Stalinowi zawdzięcza swe wyzwolenie z ponurej hitlerowskiej niewoli, swe odrodzenie, odzyskanie prastarych ziem polskich, utrwalenie swej niepodległości”[12] – głosił oficjalny komunikat Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ku czci zmarłego organizowano liczne masówki w zakładach pracy i akademie w szkołach. Co więcej, niektórzy współcześni historycy odnosząc się do tego wydarzenia mówią wręcz o „histerii funeralnej”, gazety pisały, iż po tym wspaniałym, nieodżałowanym przywódcy płacze nie tylko ludność ZSRR, ale także głęboko nieszczęśliwi obywatele całego bloku państw socjalistycznych. „Kobiety żegnały człowieka, który walczył o ich prawa i kochał dzieci”[13] – donosił jeden z lokalnych tytułów prasowych. Nawet pozornie apolityczny „Przegląd Sportowy” pisał na pierwszej stronie: „Cała Postępowa Ludzkość Składa Dziś Hołd u Trumny Nieśmiertelnego Stalina”[14].

Ale nie tylko głęboką żałobą czczono odejście tego „wielkiego człowieka”. Wiele zakładów pracy w Polsce, aby należycie uczcić pamięć o Józefie Stalinie, narzuciło sobie wiele postulatów, m.in.: wzmożony wysiłek przy pracy, zwiększenie dyscypliny pracy czy produkcję ponad normę. „Idea i nauka Stalina będą z nami żyć wiecznie. My kolejarze skupimy się jeszcze więcej wokół naszego KC […] zacieśniając jeszcze bardziej więzy braterskiej przyjaźni ze ZSRR”[15] – deklarowali kolejarze. Tak przynajmniej pisała prasa.

Przeglądając jednak archiwa należące do Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego przekonujemy się, że nie wszystko przebiegało tak gładko, jak wymarzyli sobie przedstawiciele aparatu partyjnego. Co więcej, spodziewano się protestów i rozruchów. Już dzień przed śmiercią „słońca ludzkości” Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wystosowało telefonogram do jednostek terenowych Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, w którym zalecono wzmocnienie walki z „imperialistyczną propagandą radiową”, inwigilację szkół średnich, w celu zapobieżenia wrogiej propagandzie wśród młodych ludzi (prowadzonej głównie przez kler) oraz wzmocnienie patroli milicyjnych w pobliżu zakładów pracy.

Wszelkie naruszenia obowiązującej żałoby zostały skrupulatnie odnotowane w dokumentach milicji czy też służb bezpieczeństwa. W zapiskach jednego z funkcjonariuszy w Szczecinie znajdujemy wiele bardzo nieprawomyślnych wypowiedzi, świadczących o braku poszanowania zmarłego. Jeden z pracowników Szczecińskich Zakładów Nawozów Fosforowych miał powiedzieć, iż „tow. Stalin powinien już dawno pójść do »Piotra«”[16] dodając, że „znów dużo ludzi pójdzie do więzienia, bo w chwili obecnej w Związku Radzieckim toczy się walka o zajęcie miejsca tow. Stalina”[17]. Inny bezczelnie stwierdził: „Stalin poszedł tam, gdzie trzeba, a za nim pójdzie jeszcze Bolek i Kostek” [tj. Bolesław Bierut i Konstanty Rokossowski – dop. I.K.]. Do więzienia trafił człowiek, który do hotelu pracowniczego, gdzie mieszkał, przyniósł w dniu pogrzebu akordeon, by, o zgrozo, wygrywać na nim melodie taneczne. A szczytem bezczelności była wypowiedź jednego z pracowników elektrowni w Szczecinie, „który to powiedział w sposób ironiczny, że lekarze radzieccy nie potrafili przedłużyć życia tow. Stalinowi, a kiedyś pisano w gazecie, że medycyna radziecka stoi na tak wysokim poziomie, że można przedłużać życie ludzkie do 100 lat”[18].

Kompletnym fiaskiem zakończyła się akcja prowadzenia „gawęd” przez rozmaitej maści agitatorów realizowana w różnych punktach Szczecina. Gwoździem programu miało być studiowanie życiorysu Stalina, oczywiście w nastroju smutku i powagi. W przeddzień planowanych pogadanek agitatorzy odwiedzali mieszkańców, by poinformować ich o miejscu i godzinie spotkania. Niestety, nie wszystko poszło jak planowano. Lokatorzy niektórych mieszkań otwarcie wypraszali ich z domów, a na drzwiach większości czekały na nich kartki z adnotacją: „jesteśmy u babci”, „wyjechaliśmy na chrzciny” czy też „wyszłam do cioci”.

Żal po śmierci Stalina wyrażali też ludzie pióra. Co ciekawe, czytając artykuły okolicznościowe pisane z tej okazji przez literatów można dowiedzieć się, że towarzysz Stalin wniósł niebagatelny wkład w rozwój literatury i sztuki. Publikacja Henryka Markiewicza w „Życiu Literackim” z 15 marca 1953 roku nosi tytuł Nauczyciel pisarzy i czytamy w nim: „Wszechstronna i troskliwa opieka jaką Józef Stalin otaczał sprawy literatury była nie tylko jednym z przejawów genialnej uniwersalności Jego umysłu, niestrudzonej energii Jego działania. Wywodziła się nie tylko z osobistych zainteresowań i wrażliwości literackiej i artystycznej, o której świadczy tyle znamiennych faktów”[19]. Niestety, autor nie powiedział jakie to „znamienne fakty” dowodzą „wrażliwości literackiej” Józefa Wissarionowicza. Chyba nie miał na myśli wysyłania nieprawomyślnych pisarzy do gułagów czy otrucia Maksyma Gorkiego. Natomiast Kazimierz Wyka w publikacji Wkład Stalina w poznanie sztuki, dowodził: „Podstawowy wkład Stalina w rozumienie sztuki i literatury to jego przełomowa praca Marksizm, a zagadnienia językoznawstwa. Jej przełomowość polega na tym, że dopiero w tym wystąpieniu Stalina zostały ostatecznie sformułowane zasady nadrzędne, bez których interpretacja wszelkich zjawisk artystycznych nie da się poprawnie przeprowadzić […]. Geniusz Stalina, precyzując żelazną logikę założeń dialektycznych […] ukazuje mianowicie drogę do zrozumienia na czym opierają się trwałe wartości literatury”[20]. Aż dziw, że Akademia Szwedzka nie przyznała mu literackiej Nagrody Nobla, ale co ci kapitalistyczni, pożal się Boże, literaci mogą wiedzieć o prawdziwej literaturze.