Moje dziecko doprowadza mnie do szału

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Mojemu siostrzeńcowi Césarowi i siostrzenicy Chloé Mio, którzy są dokładnie w wieku opisanym w niniejszej książce. Dziękuję Wam za łączącą nas więź oraz za bezgraniczne zaufanie, którym mnie obdarzacie. Uwielbiam się z wami bawić!

Kocham Was mimo odległości, która nas dzieli i nie pozwala na spędzanie więcej czasu razem.

Isabelle

Mojemu kochanemu, drogiemu Éricowi, a także naszym dwóm skarbom, Salomé i Juliette.

Anouk

Wybuchnął płaczem. Noc zapadła. Porzuciłem moje narzędzia. Kpiłem sobie z młotka, ze sworznia, z wody i ze śmierci. Na jednej gwieździe, na planecie, na mojej Ziemi był Mały Książę, którego musiałem pocieszyć. Wziąłem go na ręce i ukołysałem. […] Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem się nieswojo. Nie wiedziałem, jak do niego przemówić, czym go pocieszyć. Świat łez jest taki tajemniczy*.

Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę

* A. de Saint-Exupéry, Mały Książę, przeł. J. Szwykowski, Warszawa 2005, s. 30.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Od autorki

Jestem matką dwójki dzieci, dzięki czemu doświadczyłam w życiu chwil bezgranicznego szczęścia, dogłębnej satysfakcji i poznałam smak bezwarunkowej miłości. Zdarzyło mi się również na ich oczach popadać w stan skrajnego wyczerpania, dawać upust zniecierpliwieniu i rozpaczy. Wstyd się przyznać, ale nieraz miałam ochotę pokazać im, kto tu rządzi, rozkazywać im i je poniżać, czasem podnosiłam rękę do klapsa, wręcz pragnęłam je stłuc na kwaśne jabłko, innym znów razem marzyło mi się, aby wyjść i więcej nie wrócić… Nigdy, przenigdy przed ich urodzeniem nie wyobrażałam sobie, że doświadczę podobnych emocji, stresu czy nerwów.

Około szóstego roku życia dziecko wkracza w fazę latencji*, która trwa, dopóki nie osiągnie ono jedenastu lat. Rzeczywiście jest to okres, który odznacza się względną ciszą w porównaniu z poprzedzającymi go wrzaskami maluchów oraz następującymi po nim okresami trzaskania drzwiami i puszczania muzyki na cały regulator. Jest to jednak niezwykle intensywny czas, kluczowy dla rozwoju mózgu, kształtowania emocji i umiejętności społecznych u dzieci. Przyznaję, że dla mnie, dla ich ojca i – jak zakładam – dla nich samych był to bardzo trudny etap. Bardzo często czułam się bezradna wobec problemów przeżywanych przez moje dzieci, zwłaszcza kiedy widziałam, jak odgradzają się one ode mnie murem.

Rodzice boją się okresu dorastania, ataki wściekłości dwulatków budzą w nich popłoch, a tymczasem czas między szóstym a jedenastym rokiem życia może okazać się równie trudny. Od dnia narodzin formuje się osobowość dziecka, jego poczucie bezpieczeństwa, wiara w siebie i we własne zdolności. To proces, który wcale nie kończy się w wieku sześciu lat. Nawet jeśli wreszcie dziecko zasypia bez problemu (od szóstego roku życia większość dzieci zasypia około ósmej wieczorem, co ma związek z poziomem melatoniny i rytmem biologicznym), lepiej kontroluje swoje emocje czy jest bardziej posłuszne, to pojawiają się nowe problemy związane z rozpoczęciem nauki w szkole, postępującym dążeniem do samodzielności i wchodzeniem w relacje społeczne.


Zagadnienia związane ze szkołą to temat na osobną książkę. Nie piszę o nich w tym poradniku bynajmniej nie dlatego, że są mało istotne dla rozwoju dziecka między szóstym a jedenastym rokiem życia – wręcz przeciwnie, są tak ważne, że wymagają osobnego omówienia. Nie znajdziecie tu także studium patologii ani ciężkich przypadków będących chlebem powszednim niektórych rodziców. W książce omawiam przede wszystkim codzienne trudności w budowaniu relacji, z którymi boryka się przeciętna rodzina.

Moim zamiarem była próba zrozumienia tego, co dzieje się w głowach naszych dzieci w tym szczególnym okresie rozwoju, w którym zbyt często dochodzi do konfliktów na linii rodzice – dziecko.

Najbardziej błaha sprzeczka, krzyk, kara, zbesztanie dziecka czy wymierzenie mu policzka oddala je od rodzica. Sama łapałam się na wymierzaniu kar czy podnoszeniu głosu, choć wiedziałam, że ani jedno, ani drugie nie przynosi żadnych efektów wychowawczych. Targały mną wątpliwości, męczyło mnie poczucie winy, w myślach zapanował chaos. Wtedy zaczęłam szukać innego rozwiązania. Po pierwsze, chciałam zrozumieć, bo uświadomienie sobie tego, co się naprawdę dzieje, pozwala podjąć słuszne i skuteczne starania. Po drugie, postanowiłam opracować konkretne i praktyczne narzędzia przydatne na co dzień.

Napisałam niniejszą książkę, abyśmy jako rodzice mieli możliwość wyboru innej drogi niż ta, którą nas prowadzono w dzieciństwie, abyśmy sami decydowali o naszym postępowaniu, a nie działali wedle schematów wyuczonych w przeszłości. Poradnik pozwoli nam zrozumieć, co dzieje się w głowach naszych dzieci, a także podpowie, w jaki sposób możemy reagować na ich zachowanie oraz przede wszystkim jak odpowiadać na ich potrzeby. Rodzicom nadwrażliwym, świadomym własnej postawy, dla których rady zawarte w tej książce będą niewystarczające, aby wyzbyć się utartych schematów działania, polecam swoją książkę Il n’y a pas de parent parfait [Idealny rodzic nie istnieje]. W niej dogłębnie zajmuję się tym właśnie zagadnieniem.

Postawa pozytywnego rodzicielstwa i związane z nim empatyczne podejście do dziecka pozwolą wam bardziej cieszyć się codziennym życiem rodzinnym. Czas przecież biegnie tak szybko…

Isabelle Filliozat

* Psychoanaliza zakłada, że rozwój psychoseksualny dziecka przebiega w trzech kolejnych fazach: oralnej, analnej i fallicznej, aby następnie wejść w stan latencji, podczas którego następuje wyciszenie popędów na rzecz zdobywania umiejętności.

Od ilustratorki

Od kiedy pamiętam, podłoga w moim pokoju była usłana ilustrowanymi książeczkami. W dzieciństwie przeglądałam je bez końca. Pewnego dnia dołączyły do nich komiksy i wręcz nie można było przejść, nie nadepnąwszy na jakąś okładkę. Wtedy zaczęłam układać je na półkach (sic!), bo nie chciałam, żeby się zniszczyły. Marzyłam, że pewnego dnia, gdy sama zostanę mamą, podaruję moją bezcenną, piękną kolekcję swoim dzieciom.

Wciąż jeszcze zdarza mi się zawiesić wzrok na stronie komiksu na długą, długą chwilę…


Teraz każda książka ma swoje miejsce na półce, każda jest wręcz w idealnym stanie (marginesy są wolne od bazgrołów, którymi teraz zapełniam luźne kartki papieru).

Mam szczęście, że obie moje córki uwielbiają komiksy. Czytają je nawet szybciej niż ja! Dbają o książki i zawsze odkładają je na miejsce – tak, to moja zasługa.

W pracy z ogromną przyjemnością powracam do krainy dzieciństwa zarówno jako ilustratorka, terapeutka rozwoju psychomotorycznego w ośrodku wspierania rodzicielstwa (Soutien à la Parentalité) czy edukatorka pomagająca rodzinom wypracować postawę szacunku dla dziecka.

Przygodom nie ma końca. Dzieci rosną, a wraz z nimi rosną… rodzice. Każdego dnia zaś umacnia się łącząca ich więź, która – uwaga! – jest niezbędna, aby każdy członek rodziny poczuł się szczęśliwy.

Od sześciu do jedenastu lat – to piękny kawałek życia do poznania i… zilustrowania!

Anouk

Instrukcja obsługi

Pierwszy obrazek przedstawia sytuację z życia wziętą. Reakcja rodzica jest następnie wyolbrzymiona, a poniżej znajdujemy w ramach komentarza:

Punkt widzenia dziecka


Dla zachowania zasady równości formy męska i żeńska będą występować wymiennie, raz będzie wypowiadać się chłopiec, a raz dziewczynka. Może to zszokować czytelnika przyzwyczajonego do dominującej formy męskiej. Język jednak nie jest neutralny, gdyż nie tylko wyraża to, co podświadome, ale też utrwala stereotypy. Ważne jest, aby przykłady dotyczące chłopców nie przeważały nad tymi odnoszącymi się do dziewczynek. Wymienne występowanie obu form nie obciąża tekstu tak bardzo, jak dodawanie za każdym razem formy żeńskiej po ukośniku. Oczywiście wypowiedzi chłopców w takim samym stopniu dotyczą dziewczynek i na odwrót. Podobnie wymiennie pojawiają się tata albo mama, aby nie przyjmować z góry, że z pewnymi problemami borykają się tylko matki, a z innymi znów ojcowie.


W tym miejscu znajdziecie szerszy opis zagadnienia w świetle odkryć neurobiologii i psychologii eksperymentalnej.

Przykład postawy z nurtu rodzicielstwa pozytywnego

Uproszczenie, przypisujące jedno rozwiązanie do danego zdarzenia, ma zadanie czysto pedagogiczne. Jasne jest przecież, że w każdej życiowej sytuacji mamy ogrom możliwych rozstrzygnięć.

 

Przede wszystkim nie wierzcie nam! Książka nie rości sobie prawa do przedstawienia jednej słusznej prawdy. Liczą się przede wszystkim wasze obserwacje i odczucia. Eksperymentujcie. Niektóre propozycje z pewnością wydadzą się wam zbyt upraszczające, wręcz idealistyczne. Tak bardzo przywykliśmy do rodzinnych spięć i konfliktów, że uważamy je za naturalne. Przyzwyczailiśmy się, że nasze dzieci nie chcą z nami współpracować, i nie wierzymy już, że jest to osiągalne, w dodatku w tak banalny sposób. Po ogromnym wysiłku napierania na drzwi odkrycie, że otwiera się je przez naciśnięcie klamki, wprawia nas w osłupienie. Taki właśnie jest cel niniejszej książki: zrozumieć, jak ważne jest – otwieranie drzwi. Bez siłowych przepychanek. Oczywiście nie nastąpi to natychmiast, bo dziecko będzie przez jakiś czas traktować tak radykalną zmianę w postawie rodzica z nieufnością.

Każde dziecko jest inne, podobnie jak różnią się od siebie rodzice – jeden człowiek nie przypomina drugiego. Każdy ma własną historię, odmienne potrzeby, cele, a także ograniczenia w zależności od wieku, poziomu hormonów czy pozycji społeczno-ekonomicznej. Nie znajdziecie też dwóch identycznych relacji, gdyż więź łączy za każdym razem dwoje zupełnie różnych ludzi i to w bardzo konkretnych warunkach. Macie zatem szansę nawiązać wyjątkową relację z waszym dzieckiem. Z rozwagą wybierzcie postawę, która będzie wychodzić naprzeciw indywidualnym potrzebom waszego syna czy córki, a nie jakiegoś hipotetycznego dziecka! Weźcie pod uwagę jego charakter i dopiero wtedy próbujcie badać jego reakcje.


Choć dzieci w wieku od pięciu do jedenastu lat generalnie łatwiej współpracują niż dwu-, trzylatki, nie oznacza to wcale, że nasz dom stanie się upragnioną oazą spokoju. Niektóre dzieci wydają się nam przecież bardziej żywiołowe niż inne. Bałaganią, nie potrafią na niczym dłużej skupić uwagi, są zapominalskie. Są też dzieci nadpobudliwe, a nawet agresywne w stosunku do równolatków. Zdarzają się również dzieciaki niezwykle powściągliwe, pozbawione wiary w siebie, które często stają się ofiarami grupy rówieśniczej. Jak z nimi rozmawiać? Jak, bez wywoływania ciągłych awantur, okazać im wsparcie?

W pierwszym rozdziale zajmiemy się pojęciem stresu oraz potrzebą tworzenia więzi przy jednoczesnym określeniu granic wolności w sytuacjach konfliktowych. Pokażemy, jak okazywać miłość naszym pociechom oraz budować ich poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa. Rozdział drugi nauczy nas słuchać emocji naszych dzieci i akceptować je.


Doskonale zdajemy sobie sprawę, że dziecko nie jest dorosłym w wersji mini, a jednak bardzo często mamy do niego pretensje o brak dojrzałości! Jego mózg przecież wciąż się rozwija, dlatego sposób postrzegania i pojmowania rzeczywistości przez dziecko jest zupełnie inny niż u dorosłego. Zapominanie o tym jest źródłem wielu konfliktów, niepotrzebnych kar i zdenerwowania rodziców. Córka kłamie… Czy będziemy ją traktować tak samo w wieku sześciu i jedenastu lat? Każdy z nas jest wyjątkowy, ale wszyscy należymy do tego samego gatunku, dlatego mózg dziesięciolatka przypomina mózg jego rówieśnika, a nie dorosłego.

Rozdział trzeci dotyczy dzieci poniżej siódmego roku życia. Rozdział czwarty natomiast koncentruje się na wieku rozumu. Ośmiolatki wkraczają w wiek zasad, dlatego w poświęconym im rozdziale piątym zagłębimy się w trudny temat zakazów i kar. Tematyka wyznaczania granic dzieli ekspertów, a wielu rodzicom przysparza bólu głowy. Stawiać granice czy nie? I w jaki sposób to robić? Znajdziecie tu porady, jak sprawić, aby wyznaczanie granic nie było zwyczajnym zakazywaniem, lecz koncentrowało się na kanalizowaniu emocji i budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Dowiecie się też, jak sprawić, aby dziecko przestrzegało ustalonych reguł. Rozdziały szósty i siódmy są poświęcone kolejno dziewięcio- i dziesięciolatkom. W rozdziale ósmym zajmiemy się przeżyciami jedenastolatków.

Pisanie poradnika zakłada odwoływanie się do uogólnień, które zawsze mijają się z rzeczywistością, gdyż nie uwzględniają indywidualnych uwarunkowań jednostki. Mimo to uznałam je za użyteczne dla rodziców, pomocne w zrozumieniu własnych dzieci, aby nie oczekiwali zachowań nieadekwatnych do ich wieku. Dla uproszczenia lektury unikam słów „czasem” lub „zdarza się”, licząc, że sami to zrobicie. Zaniechałam również licznych powtórzeń, choć pewne zachowania naszych pociech mogą się ponawiać w różnym wieku. Dlatego zachęcam do przeczytania poradnika w całości. Interesujący nas problem możemy znaleźć w przytoczonych przykładach, nawet jeśli nasze dziecko jest „starsze” lub „młodsze” niż opisani w nich chłopiec lub dziewczynka. Podobnie jak jedni są rannymi ptaszkami, a drudzy nocnymi markami, niektórzy mają wrażliwsze powonienie, a inni słuch – tak nasze dzieci mają własny rytm, wrażliwość i tempo rozwoju. Jeśli nasz ośmioletni syn nie rozpacza z powodu braku komórki, a jedenastoletnia córka nie chce zaprosić koleżanek na pidżama party, nie znaczy to, że coś jest z nimi nie tak. Choć podobne zachowania uznaje się za normalne, to wcale nie muszą się one pojawić – jest to tylko prawdopodobne. Podobnie w dniu urodzin dziecka nie oczekujmy spektakularnej zmiany, a nawet ciągłości w nabywaniu nowych umiejętności, gdyż rozwój jego mózgu przypomina trajektorię kolejki górskiej. Oznacza to, że chociaż dziecko, mając siedem lat, posiada jakąś umiejętność, cztery lata później będzie musiało ją znów zdobywać lub kształcić, bo nastręcza problemów. Umysł dziecka podlega nieustannym przeobrażeniom. Po każdym istotnym kroku naprzód pojawiają się obawy, wahania, a nawet odwrót. Jedynym stałym punktem na drodze do osiągnięcia samodzielności jest potrzeba odczuwania naszej bezwarunkowej miłości, która jest paliwem koniecznym do ich rozwoju. Ale nie zawsze jest nam łatwo okazać taką miłość. W dziewiątym rozdziale znajdzie się więc parę słów o rodzicach. Czy my sami radzimy sobie z przejawami frustracji? Co nas wyprowadza z równowagi?


„Jak pokazać, że nie akceptuję takiego zachowania?” – takie pytanie często pada z ust rodziców. Dzieci na nasze słowa reagują postawą bierną, agresywną lub otwarcie się nam sprzeciwiają? Czy nie wydaje nam się, że nas prowokują? Oceniając ich niedopuszczalne postępowanie, mamy ochotę przykręcić śrubę, aby wymusić posłuszeństwo. „Przestań w tej chwili”. „Myj zęby, bez dyskusji”. Sięgamy po nasz „wychowawczy arsenał”: od gróźb przez kary, szantaż aż po przekupstwo. Następnie w obliczu całkowitej porażki, wyczerpani, pozwalamy sobie na wybuch negatywnych emocji. „Wszystkiego próbowałem, a on znów zaczyna”. Ton naszego głosu zdradza pretensje do dziecka, które nie chce sprostać naszym oczekiwaniom.

Naukowcy już dawno wykazali, że postawa wychowawcza nie jest bynajmniej pochodną rozumu. Inni badacze zaś, w oparciu o współczesne wyrafinowane techniki neuroobrazowania, ujawnili olbrzymią skalę powielania doświadczeń z naszego dzieciństwa. Siła naszej reakcji emocjonalnej często uniemożliwia bycie takim rodzicem, jakim chcielibyśmy być, co więcej, nie pozwala na obiektywny osąd sytuacji. Wielu rodziców hołduje przekonaniu, że ich rolą jest narzucanie granic, a miłość jest nagrodą. Nie tylko uznają stosowanie kar za konieczne w procesie wychowania, ale wierzą, że jest to słuszne. Według niektórych klapsy i policzki należą do naturalnego arsenału wychowawczego rodzica i, mimo że na dłuższą metę nie przynoszą efektu w postaci zmiany zachowania dziecka, trudno jest zmienić te przekonania. Z jednej strony od wieków uważała tak większość rodziców, z drugiej zmiana metod wychowawczych wymaga wiele czasu i cierpliwości.


Dawniej wiedza na temat mózgu była znacznie uboższa, dlatego nasi dziadkowie czy rodzice mogli wierzyć, że zastraszanie jako metoda wychowawcza nie przynosi szkody. Dziś wiadomo, że stres, zaburzając poziom hormonów w organizmie, może wywołać zmiany w strukturze rozwijającego się mózgu. Badania nad ludzkim umysłem, wiedza na temat działania neuronów, hormonów stresu, inteligencji oraz pamięci dobitnie pokazują, że koniecznie należy wykluczyć metody wychowawcze oparte na przemocy. Nie możemy dziś udawać, że powikłania emocjonalne, czyli wpływ klapsów, krzyku czy gróźb na mózg, nie mają miejsca, bo należą do nich między innymi modyfikacje w budowie istoty białej, niedorozwój niektórych obszarów mózgu, nadmierne pobudzenie ciała migdałowatego i nadreaktywny system reagowania na stres. Zresztą po co marnować tyle czasu i energii na kłótnie, skoro można postępować inaczej? Życie z dzieckiem może być cudowne, pod warunkiem że staniemy po jego stronie.

Po krótkim podsumowaniu, przypominającym, jak ważna jest jakość naszych relacji, znajdziecie aneks. Zawarłam tam szczegółowe informacje, które zamieszczone wcześniej utrudniłyby, przez nadmiar danych, lekturę poradnika.

Dziecko do ukończenia szóstego roku życia jest zależne od rodziców, którzy wyręczają je w wielu zadaniach. Potem, kiedy maluch jest w stanie sam się sobą zająć, zmienia się rola rodziców. Opiekunowie przejmują rolę trenerów. Każdy rodzic dąży do tego, aby pewnego dnia dziecko obyło się bez jego pomocy. Nie jest to łatwe, a mimo to uświadomienie sobie, że nasze dziecko staje się coraz bardziej niezależne, więc w konsekwencji nie wymaga aż takiej kontroli, przychodzi nam z wielkim trudem. Jak oddzielić zakaz od odruchu chronienia dziecka? Nie jest to bynajmniej łatwe. W dodatku granica między nimi z czasem ulega przesunięciom! Dziecko nieustannie się zmienia. W poniedziałek może pragnąć więcej swobody, chcieć samodzielnie poznawać świat, a we wtorek szukać ukojenia w ramionach mamy. Między siódmym a jedenastym rokiem życia nasze dziecko jest rozdarte, bo z jednej strony pragnie utrzymać dystans i eksperymentować na własną rękę, a z drugiej wciąż łaknie bliskości i czułości. Tworzy siebie, buduje własną tożsamość. Do harmonijnego rozwoju potrzebuje poczucia bezpieczeństwa oraz wiary w siebie i we własne zdolności.


Budując zaufanie, czyli zdolność do polegania na sobie, przygotowujemy się do rewolucji okresu dojrzewania. Dobre credo naszej postawy rodzicielskiej w tym czasie mogłoby zawierać się w pytaniu: Czy moje dziecko może na mnie polegać?

Rozdział 1
Dobre ziarno


Kiedy obsadzamy rabatkę, po umieszczeniu nasion w ziemi nie przychodzimy codziennie, aby je wykopywać i sprawdzać, jak duże wypuściły już korzenie… Część procesu wzrostu toczy się pod ziemią. Nie rozwieramy też na siłę pąków, tylko z zachwytem i poczuciem wdzięczności obserwujemy, jak powoli rozwijają się płatki. Każda bowiem roślina rozkwita według własnego rytmu.

Nasionko wie, kim będzie. Obdarcie róży z kolców i przemalowanie jej płatków na inny kolor nie zrobi z niej stokrotki. Czy zresztą jeden kwiat jest piękniejszy od drugiego? Czy dąb jest lepszy od sosny?

Powierzono nam ziarenko.

Naszą rolą jest wspomaganie wzrostu roślinki przez zapewnienie jej najlepszej gleby i właściwego pożywienia, a także podpieranie delikatnej łodyżki i identyfikację jej potrzeb w zależności od obserwowanej reakcji. Czy lepiej wystawić ją na słońce? A może wręcz przeciwnie, jest cieniolubna? Czy należy ją codziennie podlewać? Może woli, jak jest sucho? Doświadczonemu ogrodnikowi wystarczy garść teoretycznych wiadomości na temat danego gatunku, bo sama roślina poinformuje go, czego potrzebuje, czego nie znosi, a co uwielbia. W zależności od tego, co chce powiedzieć, będzie usychać lub rozkwitać, więdnąć lub rodzić w obfitości liście, kwiaty lub owoce.

Jeśli nasze dzieci nie rozwijają się tak, jak powinny, nie odżywiają się należycie, mają problemy ze snem lub kłopoty w szkole, nie oznacza to, że one są niedobre, tylko, że stało się coś niedobrego.

W ten sposób komunikują nam: „Czegoś mi brakuje” lub „Źle się czuję”. Nie potrafią przecież powiedzieć wprost: „Potrzebuję twojej bliskości”, „Boję się, kiedy słyszę wasze kłótnie”, „Nie potrafię zapanować nad rękami” albo: „Moje ciało jest spięte”, czy jeszcze: „Bakterie atakują mój układ trawienny”. W najlepszym razie zawołają: „Mamo!” i przyznają: „Boję się”, „Nie potrafię” lub poproszą: „Chcę cukierka” albo „Mam ochotę na makaron lub ryż”.

 

Naszym zadaniem jest odszyfrowanie ich komunikatów i zrozumienie, o co naprawdę chodzi, gdyż – poza sytuacjami, gdy pozwalamy emocjom wziąć górę nad rozumem – to my, dorośli, jesteśmy zdolni do procesów myślowych, których nasze dzieci jeszcze nie opanowały. Potrafimy stawiać hipotezy, dedukować i analizować. Zastanówmy się zatem nad tym wspólnie.