Jego orgazm późniejTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  WSTĘP: Kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście Przed­mowa Drogi Ianie

5  Część I: CIAŁO MĘŻ­CZY­ZNY ROZ­DZIAŁ 1: Pod jego pan­ce­rzem – co kryje się w męskim ciele ROZ­DZIAŁ 2: Reak­cja sek­su­alna męż­czy­zny – pro­ces chro­niony ROZ­DZIAŁ 3: Mózg męż­czy­zny. Świerzb ROZ­DZIAŁ 4: Umysł męż­czy­zny. Poko­ny­wa­nie otchłani libido i zwal­cza­nie lęku przed fan­ta­zją

6  Część II: TECH­NIKI ROZ­DZIAŁ 5: Wcie­la­nie idei w czyn ROZ­DZIAŁ 6: Zdatny do… ROZ­DZIAŁ 7: Gra wstępna ROZ­DZIAŁ 8: Eks­tre­malna gra wstępna ROZ­DZIAŁ 9: Smo­cze ogony ROZ­DZIAŁ 10: Z archi­wum gry wstęp­nej. Histo­ria oralna ROZ­DZIAŁ 11: Wspa­niały seks – z głową i ser­cem ROZ­DZIAŁ 12: Jak dotrzeć do jego serca ROZ­DZIAŁ 13: Pobu­dze­nie – część I. Od zaka­za­nej strefy do gorą­cej linii ROZ­DZIAŁ 14: Pocie­raj go we wła­ściwy spo­sób ROZ­DZIAŁ 15: Poczuj się dobrze ROZ­DZIAŁ 16: Pobu­dze­nie – część II. Ryt­miczna sty­mu­la­cja ROZ­DZIAŁ 17: Pom­puj pedał! ROZ­DZIAŁ 18: Dobierz mu się do tyłka

7  Zakoń­cze­nie Biblio­gra­fia Podzię­ko­wa­nia

8  Przy­pisy koń­cowe

Tytuł ory­gi­nału: HE COMES NEXT: The Thin­king Woman’s Guide to Ple­asu­ring a Man

Redak­cja: Agnieszka Kro­piw­nicka

Korekta: Mał­go­rzata Denys

Pro­jekt okładki: Daniel Rusi­ło­wicz

Ilu­stra­cja na okładce: © stu­dio­stoks / Shut­ter­stock

Copy­ri­ght © 2006 by Ian Ker­ner Ph.D

Copy­ri­ght © for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2020

Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Rado­sław Madej­ski

Wyda­nie III

ISBN 978-83-8143-793-6


Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer.

Dla Lisy, któ­rej orgazm naj­pierw

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WSTĘP: Kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście

Uwaga: Książka ta nie jest wska­zana dla kobiet cier­pią­cych na lęk wyso­ko­ści.

Pozwolę sobie wyja­śnić: jeśli kie­dy­kol­wiek zda­rzy ci się zna­leźć na prze­pra­wie przez Capi­lano River w kana­dyj­skim sta­nie North Van­co­uver, będziesz miała do wyboru dwa mosty. Pierw­szy z nich zde­cy­do­wa­nie nie jest prze­zna­czony dla ludzi o sła­bych ner­wach. Sze­roki na zale­d­wie pół­tora metra, a długi na ponad sto trzy­dzie­ści metrów most Capi­lano Canyon Suspen­sion zbu­do­wany jest tylko z lin oraz desek i koły­sze się groź­nie na wie­trze jakieś sie­dem­dzie­siąt pięć metrów nad spie­nio­nymi kaska­dami rwą­cej wody – scena jakby żyw­cem wyjęta z filmu Hitch­cocka Zawrót głowy. Jakiś wybór? Tak, jest – solid­nej kon­struk­cji most przę­słowy, umiesz­czony trzy metry nad lustrem wody.

W 1974 roku dwaj znani psy­cho­lo­go­wie Arthur Aron i Donald Dut­ton wyko­rzy­stali te mosty w pew­nym genial­nym eks­pe­ry­men­cie, który miał na celu zgłę­bie­nie tajem­ni­czej natury pociągu sek­su­al­nego. Został on nie­for­mal­nie nazwany Stu­dium roz­ko­ły­sa­nego mostu, lecz ja wolał­bym posłu­żyć się tu okre­śle­niem test „Jeśli ma taką ochotę”.

Dwu­czę­ściowy eks­pe­ry­ment prze­bie­gał mniej wię­cej tak – w pierw­szym dniu, ile­kroć jakiś samotny męż­czy­zna posta­na­wiał przejść przez wiszący most, w samym środku prze­prawy zacze­piała go piękna młoda kobieta. Przed­sta­wiała się jako pro­wa­dzący bada­nie psy­cho­log, po czym pytała, czy nie zechciałby wziąć udziału w krót­kim son­dażu.

W dru­gim dniu ta sama kobieta wyko­ny­wała iden­tyczne czyn­no­ści, zacze­pia­jąc męż­czyzn na sta­bil­nym moście.

Cał­kiem pro­ste, prawda? W tym wszyst­kim kryła się jed­nak mała sztuczka. Kiedy każdy z męż­czyzn wypeł­nił ankietę, kobieta wrę­czała mu swój numer tele­fonu i mówiła, że może do niej zadzwo­nić jesz­cze tego wie­czoru, by zapy­tać o wynik… jeśli ma taką ochotę.

O czym nie wie­dzieli badani, praw­dziwy eks­pe­ry­ment nie opie­rał się na odpo­wie­dziach udzie­lo­nych przez męż­czyzn w ankie­cie, ale na tym, co nastę­po­wało póź­niej. Aron i Dut­ton posta­no­wili spraw­dzić, który z męż­czyzn zate­le­fo­no­wał do pięk­nej pani psy­cho­log i, co waż­niej­sze, dla­czego to uczy­nił. Innymi słowy, przed­mio­tem ich stu­dium nie było samo spo­tka­nie na moście, ale spo­sób, w jaki to wyda­rze­nie wpły­nęło na dal­szy bieg wypad­ków. Naukowcy chcieli zba­dać fun­da­menty sek­su­al­nego pożą­da­nia, nie tylko od strony mecha­ni­zmu kie­ru­ją­cego roz­mową męż­czyzny z atrak­cyjną dziew­czyną. Inte­re­so­wało ich rów­nież to, jak pierw­sze spo­tka­nie prze­obra­ziło się w dłu­go­trwałe pra­gnie­nie bli­skiego kon­taktu. Czy dresz­czyk emo­cji towa­rzy­szący prze­cho­dze­niu przez roz­ko­ły­sany most, w prze­ci­wień­stwie do pro­za­icz­nego prze­ży­cia, jakie daje solidna kon­struk­cja mostu sta­bil­nego, wzmaga siłę roman­tycz­nego przy­cią­ga­nia?

Gdyby posłu­żyć się ter­mi­no­lo­gią fachową – Aron i Dut­ton testo­wali kon­cep­cję zwaną nie­wła­ści­wym przy­dzia­łem, znaną rów­nież jako teo­ria prze­nie­sie­nia pod­nie­ce­nia.

Dawne emo­cje, wywo­łane przez jakąś sytu­ację – powiedzmy, przej­ście po chy­bo­tli­wym moście – mogą wzma­gać będący ich następ­stwem stan emo­cjo­nalny (w tym przy­padku jest to wspo­mnie­nie spo­tka­nia z piękną panią „psy­cho­log”). Albo też, ujmu­jąc to w prost­sze słowa – czy adre­na­lina spra­wia, że łatwiej ule­gamy roz­tkli­wie­niu?

Jaka jest odpo­wiedź? Oczy­wi­ście, że tak.

Aron i Dut­ton odkryli, że męż­czyźni zacze­pieni na roz­ko­ły­sa­nej kładce, w porów­na­niu z panami z solid­nego mostu, nie tylko czę­ściej dzwo­nili do pani psy­cho­log w spra­wie wyni­ków ankiety, ale byli o wiele bar­dziej skłonni, by umó­wić się z nią na randkę!

Wrócę do tego eks­pe­ry­mentu nieco póź­niej, oma­wia­jąc rolę, jaką pod­nie­ce­nie i ory­gi­nal­ność odgry­wają w pro­ce­sie pobu­dza­nia naszego natu­ral­nego „sek­su­al­nego oka­blo­wa­nia”. Naszki­cuję wtedy rów­nież moje wła­sne podej­ście do wspa­nia­łego seksu przez pry­zmat pomy­słu z roz­ko­ły­sa­nym mostem (bez obaw, nie cho­dzi mi o upra­wia­nie go pod­czas sko­ków na bun­gee – cho­ciaż praw­do­po­dob­nie nie byłoby to bole­sne, łatwo tu o wypa­dek).

Opie­ra­jąc się na mym doświad­cze­niu w pracy z parami, jestem z całego serca prze­ko­nany, że pod war­stwami ozdob­nej pościeli, jaka okrywa nasze mał­żeń­skie łoża, znaj­duje się taki roz­ko­ły­sany most, ocze­ku­jący w peł­nej goto­wo­ści na ryzy­kowne poczy­na­nia. Wszak więk­szość z nas wie­dzie swoje życie sek­su­alne, prze­cho­dząc po trwa­łej, sta­bil­nej kon­struk­cji, i czę­sto nie zda­jąc sobie z tego sprawy. Jako wasz zaprzy­jaź­niony sek­su­olog i tera­peuta z sąsiedz­twa posłużę wam pomocą w wyko­na­niu owego ogrom­nego kroku ponad spie­nio­nymi kaska­dami sza­le­ją­cymi na dnie prze­pa­ści, kroku pozwa­la­ją­cego wkro­czyć na roz­ko­ły­sany most pożą­da­nia wiszący pod samym nie­bem.

 

Nim jed­nak zaczniemy poważ­nie roz­trzą­sać temat, pozwolę sobie na odro­binę poezji opie­wa­ją­cej kobiety na roz­ko­ły­sa­nym moście.

Oto Beatry­cze Dan­tego, Daisy Gatsby’ego, to Ginewra, Julia, Helena i Eury­dyka… Albo, patrząc na to z bar­dziej współ­cze­snej per­spek­tywy, kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście jest Ange­liną, byłą żoną Billy’ego Boba, są to Nicole i Katie, żony Toma, była i obecna, obie połą­czone w jedno, to Jes­sica, była żona Nicka (zanim jesz­cze popa­dła w ano­rek­sję i zaczęła kła­mać na potęgę), to Jen­ni­fer, żona Brada – to zna­czy, chyba Ange­lina…1 No dobra, po krót­kim zasta­no­wie­niu docho­dzę do wnio­sku, że lepiej jed­nak pozo­stać przy kla­syce.

Łapiesz, o co cho­dzi? Kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście to przę­dza, z któ­rej utkane są marze­nia, to złoto, z któ­rego wykuta jest miłość od pierw­szego wej­rze­nia. Jest sek­sowna i pod­nie­ca­jąca – to ucie­le­śnie­nie atrak­cyj­no­ści i czy­sta esen­cja powabu.

Wierz­cie w to albo i nie, ale naj­więk­szym atu­tem kobiety na roz­ko­ły­sa­nym moście nie jest jej uroda ani jej ciało. To jej mózg. To jej wie­dza na temat psy­cho­lo­gii sek­su­al­nej oraz umie­jęt­ność jej zasto­so­wa­nia – to roze­zna­nie, na który z mostów należy wkro­czyć w pierw­szej kolej­no­ści.

Cel, jaki chcę osią­gnąć na stro­nach tej książki, jest o wiele bar­dziej ambitny niż tylko dostar­cze­nie wam zbioru atrak­cyj­nych porad i tech­nik sek­su­al­nych. Chcę dać wam wię­cej niż spo­sób postę­po­wa­nia. Chcę dać wam wizję, spo­sób na to, jak myśleć i być.

Nie­za­leż­nie od tego, jaki jest twój wygląd, twoje ciało i wiek, czy jesteś samotna, czy masz part­nera, czy wybie­rasz się na swoją trze­cią, czy trzy­ty­sięczną randkę, nie chcę niczego poza tym, by uczy­nić z Cie­bie kobietę z roz­ko­ły­sa­nego mostu.

Przed­mowa

Inspi­ra­cja do napi­sa­nia Jego orgazm póź­niej poja­wiła się w podroży, kiedy jeź­dzi­łem po całym kraju, pro­mu­jąc książkę Jej orgazm naj­pierw. Na każ­dym z eta­pów tej rekla­mo­wej wyprawy kobiety przy­cho­dziły do mnie z pyta­niami i komen­ta­rzami.

Wiele z nich owład­nęła bez reszty filo­zo­fia zawarta w Jej orgazm naj­pierw, jed­nak potrze­bo­wały wska­zó­wek co do tego, jak spra­wić, by ich faceci prze­czy­tali tę książkę bez urazy. Jest to temat, do któ­rego powrócę póź­niej – jak obcho­dzić się z takim wszyst­ko­wie­dzą­cym na temat seksu, który tak naprawdę nie wie nic. Inne dzię­ko­wały mi za swoje fan­ta­styczne orga­zmy i pytały o prze­wod­nik, z któ­rego mogłyby dowie­dzieć się, jak nie pozo­sta­wać dłużną.

Prawdę mówiąc, byłem nieco zasko­czony tak ogrom­nym zapo­trze­bo­wa­niem. Z pew­no­ścią nie bra­kuje porad­ni­ków w tej dzie­dzi­nie! Chyba głów­nym powo­dem, dla któ­rego napi­sa­łem Jego orgazm póź­niej, była nabrzmiała (tylko bez sko­ja­rzeń) kwe­stia dogo­dze­nia męż­czyź­nie. Książka ta powstała jako śro­dek słu­żący do wyrów­na­nia poziomu sek­su­al­nej gry. Naj­wy­raź­niej jed­nak coś cią­gle było nie tak. Kiedy zapy­ta­łem kobiety, czego ocze­kują od sek­su­al­nego porad­nika na temat zado­wa­la­nia męż­czyzn, każda z nich powie­działa to samo – „prze­wod­nika dla myślą­cych kobiet – książki, która nie trak­tuje nas albo naszych part­ne­rów jak głup­ków”.

Wciąż powta­rzano mi, że sek­su­alne porad­niki czę­sto „ogłu­piają” męską sek­su­al­ność. Redu­kują sztukę uwo­dze­nia męż­czy­zny do paru efek­ciar­skich sztu­czek. Poń­czo­chy, mecha­niczne zabawki, spe­cjalne tech­niki obcią­ga­nia albo nowa pikantna pozy­cja były chyba wszyst­kim, co miało spra­wić, że męż­czy­zna się śli­nił i osią­gał sek­su­alne zado­wo­le­nie. Prawda jest jed­nak taka, że męż­czy­zna, podob­nie jak kobieta, jest bar­dzo zło­żony, trudny do roz­szy­fro­wa­nia i czę­sto – nie­zro­zu­miały. W rze­czy­wi­sto­ści nasze życie sek­su­alne na pewno nie jest łatwe. To morze, pełne pod­tek­stów, nie­po­ro­zu­mień i wie­lo­znacz­no­ści, nie­wy­po­wie­dzia­nych potrzeb i grzesz­nych pra­gnień.

Pewna kobieta, tro­chę powy­żej trzy­dziestki, pod­su­mo­wała to dosko­nale: „Nie ma nic dal­szego od prawdy, jak prze­sąd, że faceci myślą za pomocą swo­ich fujar albo że posia­dają dwie głowy. Męż­czy­zna ma tylko jedną głowę, a jeśli naprawdę chcesz zro­zu­mieć jego penisa, musisz naj­pierw wnik­nąć w jego umysł”.

Trudno się z tym nie zgo­dzić. Całe szczę­ście, że męż­czyźni uwiel­biają roz­ma­wiać (ze mną) o sek­sie. I nie mam tu wcale na myśli swo­jego gabi­netu. Robią to wszę­dzie. Nie mogę przejść ulicą, żeby ktoś mnie natych­miast nie zacze­pił. Dorę­czy­ciel prze­sy­łek kurier­skich, dozorca bloku, sąsiad z gór­nego pię­tra. Do licha! O tym, co kręci sprze­dawcę ze sto­iska ze sło­dy­czami w pobli­skim skle­pie spo­żyw­czym, wiem wię­cej niż jego żona. Oczy­wi­ście w tym rów­nież tkwi pro­blem.

Szcze­gól­nie jeden facet, Char­lie, przy­pra­wia mnie o uśmiech. Jest on przed­sta­wi­cie­lem firmy far­ma­ceu­tycz­nej i nasze biura sąsia­dują ze sobą, więc cza­sem spo­ty­kamy się przy auto­ma­cie do kawy. Char­lie, bar­dzo podobny do Geo­rge’a Clo­oneya, wie­dzie życie sek­su­alne, jakiego więk­szość męż­czyzn mogłaby mu tylko pozaz­dro­ścić. Za każ­dym razem, kiedy go widzę, przy­suwa się bli­ziutko i mówi przy­ci­szo­nym, ale entu­zja­stycz­nym tonem: „Dok­to­rze, ostat­niej nocy upra­wia­łem naj­wspa­nial­szy seks w swoim życiu. Ona była nie­sa­mo­wita. Mogę panu opo­wie­dzieć?”.

To moment, w któ­rym z reguły mu prze­ry­wam i roz­po­czy­nam wykręty. W końcu ja też mam swoje życie. Mam pacjen­tów, naglące ter­miny, a w domu żonę i syna – gdy­bym więc zawsze ule­gał każ­demu, kto mnie zaga­duje, niczego bym nie doko­nał.

Kiedy jed­nak pod­ją­łem decy­zję o napi­sa­niu Jego orgazm póź­niej, dokład­nie wła­śnie to robi­łem – zatrzy­my­wa­łem się i wysłu­chi­wa­łem każ­dego faceta, który chciał poroz­ma­wiać o sek­sie. Tak naprawdę – to sam ich wyszu­ki­wa­łem. Pod­czas podróży pro­mu­ją­cej moją książkę w każ­dym mie­ście spo­ty­ka­łem naj­roz­ma­it­szych męż­czyzn. I zawsze, kiedy zasia­da­łem po raz pierw­szy do roz­mowy, zaczy­na­łem od tego samego wpro­wa­dze­nia: „Opo­wiedz mi o naj­wspa­nial­szym sek­sie w twoim życiu”.

A facet spra­wiał, że zamie­nia­łem się w słuch. Nie tylko słu­cha­łem opo­wie­ści o naj­lep­szym sek­sie, jaki kie­dy­kol­wiek upra­wiał, ale rów­nież, co waż­niej­sze, o naj­lep­szym sek­sie, jakiego ni­gdy nie zaznał – doświad­cze­niach, jakie zawsze były przed­mio­tem jego pra­gnień i marzeń, któ­rymi jed­nak bał się podzie­lić ze swoją part­nerką w oba­wie, by jej nie ura­zić albo nie wyjść na dzi­waka. Ponie­waż tak wiele razy sły­sza­łem pyta­nie „czy jestem nor­malny?”, teraz jestem prze­ko­nany, że kiedy docho­dzi do zbli­że­nia sek­su­al­nego, jedyną nor­malną rze­czą jest to, że każdy jest inny.

Żeby naprawdę poznać męż­czy­znę, musisz prak­tycz­nie zna­leźć się w jego skó­rze, w jego gło­wie, i poczuć, jak to jest mieć penisa oraz wszyst­kie fan­ta­zje, pra­gnie­nia, obawy i nie­po­koje, które się z tym wiążą. Potrak­tuj więc część pierw­szą tej książki jako swój wła­sny, oso­bi­sty Zakrę­cony pią­tek2 – znajdź się w ciele męż­czy­zny i zobacz, co tak naprawdę go kręci.

Upra­wiać wspa­niały seks. To wcale nie zna­czy orien­to­wać się w tech­ni­kach i wie­dzieć, co działa. To zna­czy wie­dzieć, jak i dla­czego to działa. Począw­szy od naj­now­szych odkryć na temat „che­mii mózgu” zwią­za­nej z pożą­da­niem aż po fizjo­lo­gię zbli­że­nia i prze­gląd trzech róż­nych typów erek­cji, jakie są udzia­łem męż­czyzn, zabie­ram was w nie­sa­mo­witą podróż w głąb męskiego ciała, mózgu i umy­słu, w któ­rej nie pomi­niemy żad­nego zakątka, wąwozu ani naj­drob­niej­szej szcze­liny.

Co się tyczy czę­ści dru­giej, pamię­taj­cie o moim ostrze­że­niu, że nie jest to książka prze­zna­czona dla kobiet z lękiem wyso­ko­ści. Zapewne wie­cie, że nie mia­łem na myśli wyso­ko­ści w dosłow­nym zna­cze­niu. Cho­dzi mi o lata­nie w takim sen­sie, w jakim poj­muje je Erica Jong3 – osią­ga­nie nowych wyżyn przy­jem­no­ści, intym­no­ści i ero­tycz­nej kre­atyw­no­ści. Bądź­cie zatem gotowe na przej­ście po roz­ko­ły­sa­nym moście oraz nie­złe zamie­sza­nie, ponie­waż w tej czę­ści książki poja­wią się wresz­cie tak­tyki, tech­niki i porady.

Wyja­śniam jed­nak – Jego orgazm póź­niej nie jest ency­klo­pe­dią pozy­cji spół­ko­wa­nia ani kata­lo­giem tech­nik i sztu­czek. Nie mam na celu dawać wam prze­wod­nika typu „wszystko w jed­nym” czy „posu­nię­cie po posu­nię­ciu” (prze­pra­szam, nie mogłem powstrzy­mać się przed uży­ciem tego słowa), ale raczej przej­rzy­stą, kon­kretną i osią­galną wizję sek­su­al­nej przy­jem­no­ści, w któ­rej po każ­dej z tech­nik nastę­puje dzia­ła­nie, a całość jest dosko­nal­sza od sumy poszcze­gól­nych ele­men­tów. (I ow­szem, dla wszyst­kich tych kobiet, które mnie o to bła­gały, wizja zawiera w rze­czy samej szcze­gó­łowy opis dosko­na­łego obcią­ga­nia).

Opa­no­wa­nie sztuki fel­la­tio jest jed­nak zale­d­wie jed­nym z przy­stan­ków na dro­dze do satys­fak­cji. Sek­su­alna przy­jem­ność wykra­cza poza tak­tykę. Nasza sek­su­alna toż­sa­mość – oraz wyra­ża­nie, zaspo­ka­ja­nie i roz­wój owej toż­sa­mo­ści – ma fun­da­men­talne zna­cze­nie dla naszego ogól­nego zdro­wia oraz powo­dze­nia intym­nych związ­ków. Jeżeli więk­szość z nas żyje w świe­cie, gdzie naj­lep­szy seks wszech cza­sów jest tym, czego ni­gdy nie zazna­li­śmy, nic dziw­nego, ze sek­su­alne nie­za­do­wo­le­nie sta­nowi jedną z głów­nych przy­czyn roz­wo­dów.

Tak naprawdę Jego orgazm póź­niej jest natu­ral­nym roz­wi­nię­ciem femi­ni­stycz­nej filo­zo­fii zawar­tej w Jej orgazm naj­pierw. W książce tej zachę­ca­łem męż­czyzn, by wyzwo­lili się z „wyob­co­wa­nia w obco­wa­niu” i upra­wiali seks nie tylko peni­sem, ale całym swym jeste­stwem.

Choć męskie geni­ta­lia bez wąt­pie­nia znaj­dują się w epi­cen­trum doświad­cza­nej przez niego sek­su­al­nej roz­ko­szy, to mogą rów­nież sta­no­wić prze­szkodę na dro­dze do peł­niej­szego dozna­nia. Penis – roz­miar, wytrzy­ma­łość, wydaj­ność – czę­sto jest cen­tral­nym punk­tem męskiego nie­po­koju zwią­za­nego z sek­sem. „Czy jestem dosta­tecz­nie duży, czy nie jestem zbyt duży, czy stanę na wyso­ko­ści zada­nia, czy to wytrzy­mam, a co, jeżeli skoń­czę zbyt wcze­śnie, a co, jeżeli to będzie trwało zbyt długo?”. I tak dalej, i tak dalej.

Sek­su­olo­dzy nazy­wają to „postawą widza” – ów pro­ces, w któ­rym ktoś obser­wuje wła­sne zaan­ga­żo­wa­nie w akt zbli­że­nia sek­su­al­nego, zamiast cał­ko­wi­cie zagłę­bić się w sie­bie. Ci, któ­rych naj­sil­niej nęka ta skłon­ność, będą osą­dzać i oce­niać swoje wyczyny nawet w trak­cie ich doko­ny­wa­nia. Nie­któ­rzy tera­peuci są prze­ko­nani, że zacho­wy­wa­nie postawy widza jest pod­sta­wową przy­czyną wielu męskich sek­su­al­nych nie­do­ma­gań. Antro­po­log Lio­nel Tiger w książce The Dec­line of Males pisze: „Intym­ność staje się sztuką osią­gnięć”.

Nie twier­dzę wcale, że typowy facet jest „widzem” i sta­nowi to dla niego jakąś formę nie­do­ma­ga­nia, po pro­stu zaob­ser­wo­wa­łem, że więk­szość męż­czyzn cierpi na tym w róż­nym stop­niu. Na tej samej zasa­dzie kobieta może nie doświad­czyć orga­zmu, przej­mu­jąc się zbyt­nio tym, jak wygląda w cza­sie sto­sunku, czy jest dosta­tecz­nie wil­gotna, wystar­cza­jąco szczu­pła, czy aby nie za wolno docho­dzi, czy może nie jest zbyt gło­śna albo za cicha. Podob­nie męska zdol­ność do osią­ga­nia sek­su­al­nej przy­jem­no­ści jest osła­biona przez pod­świa­dome poczu­cie bycia obser­wo­wa­nym, zwłasz­cza kiedy obser­wa­tor prze­obraża się w naj­su­row­szego kry­tyka – sie­bie samego.

Prawdę mówiąc, zwią­zane z sek­sem nie­po­koje męż­czyzn cią­gle wzra­stają. Ma to wiele wspól­nego z roz­po­wszech­nie­niem por­no­gra­fii, zwłasz­cza kiedy dostęp do niej jest uła­twiony dzięki inter­ne­towi, i poja­wia się ona w głów­nym nur­cie kul­tury maso­wej. Kiedy na rynku uka­zują się takie książki, jak How to Have a XXX Sex Life, albo Porn Star Secrets of Sex, jedną z naj­lep­szych rze­czy, jakie możesz zro­bić dla męż­czy­zny, to zapew­nić go, że nie musi powta­rzać tego, co widział na fil­mie, żeby cię zado­wo­lić. Teraz, bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, kobiety powinny pod­jąć aktywną rolę w misji wyzwa­la­nia męż­czyzn z ich wła­snych, uciąż­li­wie wyso­kich, odre­al­nio­nych stan­dar­dów. Dla­czego? Dla­tego że obok por­no­gra­fii prze­mysł far­ma­ceu­tyczny pod­suwa coraz to młod­szym męż­czyznom leki sty­mu­lu­jące erek­cję, takie jak Via­gra, Levi­tra i Cia­lis, i bom­bar­duje ich tre­ściami mar­ke­tin­go­wymi, które wzmac­niają skon­cen­tro­waną na peni­sie i opartą na spół­ko­wa­niu wizję seksu. Ta z kolei żeruje na lekach zwią­za­nych z wydaj­no­ścią i pod­trzy­muje w męż­czyź­nie postawę widza.

 

Jak zauwa­żył autor zamiesz­czo­nego ostat­nio w „New York Time­sie” arty­kułu, „Wielu męż­czyzn zażywa Via­grę, aby zmniej­szyć pre­sję dosko­na­łej wydaj­no­ści, jaka towa­rzy­szy naszej prze­peł­nio­nej sek­su­al­no­ścią epoce”. Wkrótce pre­zer­wa­tywę w port­felu opty­mi­stycz­nie uspo­so­bio­nego nasto­latka zastąpi pre­zer­wa­tywa ukryta w małej nie­bie­skiej pigułce. Ile­kroć wygła­sza­łem wykład na uczelni, zawsze zdu­mie­wał mnie i przy­gnę­biał las rąk, który poja­wiał się po zada­niu pyta­nia, ilu z zebra­nych męż­czyzn regu­lar­nie zażywa Via­grę. I to nie dla­tego, jak cheł­pli­wie pod­kre­ślali, że tego potrze­bują, ale po to, by zapew­nić sobie lep­szy wzwód. Bo czyż to nie jest to, czego pra­gną kobiety?!

Jed­nakże, jak poświad­czy wiele kobiet, sam fakt, że męż­czy­zna ma erek­cję, wcale jesz­cze nie zna­czy, że wie, co z nią zro­bić. Wydaje się, że wraz z roz­po­wszech­nie­niem Via­gry nad­cho­dzą „cięż­kie czasy” dla kobie­cego orga­zmu. Musisz odpo­wied­nio ukie­run­ko­wać part­nera i poka­zać mu, jak może wyko­rzy­stać w łóżku sku­pie­nie na wła­snym peni­sie.

Nawet jeżeli jest to książka o zado­wa­la­niu męż­czyzn, twoja przy­jem­ność pozo­staje fun­da­men­tal­nym pra­wem i nie­od­łączną czę­ścią seksu. Jego orgazm może nastą­pić póź­niej, ale nie zapo­mi­naj, że ty powin­naś szczy­to­wać naj­pierw, a potem jesz­cze raz (i jesz­cze, i jesz­cze raz). Wszak w tym celu los obda­rzył cię łech­taczką – wyko­rzy­staj ją wie­lo­krot­nie! Jak stwier­dził wzięty pisarz i zoo­log Desmond Mor­ris w będą­cej hoł­dem dla kobie­cego ciała książce Naga kobieta: „Każda kobieta posiada piękne ciało – piękne, ponie­waż sta­nowi ono olśnie­wa­jące zwień­cze­nie milio­nów lat ewo­lu­cji. Pełne jest ono zdu­mie­wa­ją­cych form dosto­so­wa­nia oraz drob­nych sub­tel­no­ści, które czy­nią zeń naj­bar­dziej zna­czący orga­nizm na tej pla­ne­cie”4. Oszu­ki­wa­nie natury nie jest tu dobrym roz­wią­za­niem. Pro­wa­dzi tylko do błęd­nego koła uraz, oskar­żeń i zło­ści, nie zaś do wspa­nia­łego seksu. Twoja przy­jem­ność jest nie­zbędna dla jego przy­jem­no­ści.

To, co dajesz z sie­bie w łóżku, jest zale­d­wie tak dobre jak to, co otrzy­mu­jesz. W świe­tle tej zasady Jego orgazm póź­niej w rów­nym stop­niu doty­czy two­jej rado­ści seksu, jak i rado­ści two­jego part­nera. Pamię­taj zawsze, że naj­sek­sow­niej­sza rzecz, jaką kobieta może zro­bić dla męż­czy­zny (i dla sie­bie samej), to cie­szyć się szcze­rze i w pełni.

Femi­nistki w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych wal­czyły zawzię­cie o przy­wró­ce­nie kobie­tom prawa do zado­wo­le­nia z seksu. Uczy­niło to z femi­ni­zmu syno­nim sek­su­al­nego wyzwo­le­nia i rów­no­upraw­nie­nia. Na szczę­ście wiele współ­cze­snych kobiet wyro­sło w duchu sek­su­al­nych przy­wi­le­jów i ni­gdy nie poznały tematu z innej strony. Ich walka nie toczy się wcale o prawo do sek­su­al­no­ści, ale raczej o to, jak z niej korzy­stać. Współ­cze­sna kobieta ma wol­ność wyboru, ale co z nią zrobi?

Tym­cza­sem współ­cze­sny męż­czy­zna ocze­kuje odpo­wie­dzi. W zetknię­ciu z nie­za­leżną, sek­su­al­nie wyzwo­loną kobietą męskość znaj­duje się w sta­nie płyn­nym i łatwo ją zagar­nąć. Z tego wła­śnie względu podwójne ude­rze­nie por­no­gra­fii i Via­gry jest takie prze­ko­ny­wa­jące – i nie­bez­pieczne. Dok­tor Derek C. Polon­sky, psy­chia­tra kli­niczny i sek­su­olog i tera­peuta z Harvard Medi­cal School, twier­dzi: „Sce­na­riusz, według któ­rego postę­puje wielu męż­czyzn, jest zna­ko­mi­cie dopa­so­wany do roz­nie­ca­nia nie­po­koju i poczu­cia odosob­nie­nia. (…) Czę­sto opiera się on na ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści fil­mo­wych obra­zach sek­su­al­no­ści, w któ­rych nastę­puje płynne przej­ście poprzez nasi­la­jące się stany sek­su­al­nego pod­nie­ce­nia i nie­mej, zzia­ja­nej namięt­no­ści. Zazwy­czaj męż­czy­zna nadaje im tempo i cały czas dokład­nie wie, co sprawi przy­jem­ność jego part­nerce”. Dobra wia­do­mość jest jed­nak taka, że obec­nie, bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, sce­na­riu­sze sek­su­alne (spo­soby upra­wia­nia seksu) doj­rzały do wpro­wa­dze­nia w nich popra­wek, i dla­tego kobiety powinny wyko­rzy­stać oka­zję zmie­nie­nia swo­jej bier­nej postawy w czyn. Teraz wasza kolej, by wyjść na pro­wa­dze­nie.

W pierw­szym odcinku serialu Seks w wiel­kim mie­ście Car­rie roz­my­śla, czy w cza­sach, kiedy kobiety czę­sto cie­szą się takimi samymi zarob­kami, wpły­wami i suk­ce­sami jak męż­czyźni, mogą rów­nież tak samo jak oni czer­pać przy­jem­ność z seksu. O ile moja odru­chowa odpo­wiedź będzie brzmiała „tak”, to po chwili zasta­no­wie­nia stwier­dzam, że dzi­siej­sza kobieta może wię­cej. Zamiast cie­szyć się sek­sem podob­nie jak męż­czy­zna, może ona nauczyć swego part­nera cie­szyć się sek­sem tak, jak cie­szy się nim kobieta – spra­wić, by był on bar­dziej zmy­słowy oraz intymny, bar­dziej oparty na otwar­ciu i więzi, czy wresz­cie, bar­dziej sku­piony na przy­jem­no­ści oby­dwojga, nie zaś na momen­cie wytry­sku. Pyta­nie, które czę­sto zadaję moim pacjent­kom, brzmi: „Czy seks jest przy­jemny nawet wtedy, kiedy nie masz orga­zmu?”. Pra­wie wszyst­kie odpo­wia­dają, że tak, czę­sto poda­jąc intym­ność i przy­wią­za­nie jako główne powody, dla któ­rych pra­gną się kochać. Teraz męż­czyźni rów­nież mogą się cie­szyć i cie­szą się bli­sko­ścią. Dla nich jed­nak orgazm i seks to wła­ści­wie jedno i to samo. Ma to korze­nie w bio­lo­gii, która każe im szu­kać moż­li­wo­ści roz­rzutu nasie­nia. Ogól­nie rzecz bio­rąc, męż­czyźni są ukie­run­ko­wani na osią­gnię­cie celu, pod­czas gdy kobiety czer­pią radość z roz­ma­itych ele­men­tów całego prze­ży­cia, nawet jeśli nie jest im dane „dojść” do końca. Pora poka­zać męż­czy­znom, jak oddzie­lić zmy­słowe dozna­nie sek­su­alne od poje­dyn­czego strzału w postaci orga­zmu. Oto ścieżka pro­wa­dząca do praw­dzi­wej przy­jem­no­ści – nie poje­dyn­cza tech­nika, lecz podej­ście do sek­su­alnego zado­wo­le­nia, które inspi­ruje męż­czyzn ku osią­ga­niu nowych pozio­mów pod­nie­ce­nia, świa­do­mo­ści oraz intym­no­ści.

We wstę­pie mówi­łem o poetyc­kim ide­ale – o kobie­cie na roz­ko­ły­sa­nym moście. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak nasze życie sek­su­alne wcale ide­ału nie przy­po­mina. To dla­tego trzy­mam na biurku opra­wioną foto­gra­fię mostu nad Capi­lano River – nie tylko po to, by poka­zy­wać ją pacjen­tom, lecz także po to, by przy­po­minała mi, jako męż­czyź­nie i mężowi, że rów­nież powi­nie­nem mieć ochotę wkro­czyć na ten most, bo tylko jeśli nań wejdę, spo­tkam na jego środku pod­nie­ca­jącą kobietę. Cała rzecz w tym, by natra­fić na sie­bie w poło­wie drogi, wyru­szyć we wspólną podróż i dążyć ku nie­ustan­nemu roz­wo­jowi.

Inne książki tego autora