Dyplomacja

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

1. Nowy porządek świata

2. Punkt odniesienia: Theodore Roosevelt czy Woodrow Wilson

3. Od uniwersalizmu do równowagi: Richelieu, Wilhelm Orański i Pitt

4. Koncert Europejski: Wielka Brytania, Austria i Rosja

5. Dwaj rewolucjoniści: Napoleon III i Bismarck

6. Realpolitik zwraca się przeciwko sobie

7. Polityczna machina zagłady: europejska dyplomacja przed I wojną światową

8. Ku otchłani: wojskowa machina zagłady

9. Nowe oblicze dyplomacji: Wilson i traktat wersalski

10. Dylematy zwycięzców

11. Stresemann i powrót pokonanych na scenę

12. Koniec iluzji: Hitler i zburzenie Wersalu

Mapy

13. Przetarg Stalina

14. Pakt nazistowsko-radziecki

15. Ameryka powraca na scenę: Franklin Delano Roosevelt

16. Trzy programy pokoju: Roosevelt, Stalin i Churchill w II wojnie światowej

17. Początek zimnej wojny

18. Sukcesy i trudy polityki powstrzymywania

19. Dylemat polityki powstrzymywania: wojna koreańska

20. Negocjacje z komunistami: Adenauer, Churchill i Eisenhower

21. Skok przez barierę powstrzymywania: kryzys sueski

22. Węgry: wrzenie w imperium

23. Ultimatum Chruszczowa: kryzys berliński 1958–1963

24. Pojęcie jedności Zachodu: Macmillan, de Gaulle, Eisenhower i Kennedy

25. Wietnam: wejście w grzęzawisko; Truman i Eisenhower

26. Wietnam: na drodze ku desperacji: Kennedy i Johnson

27. Wietnam: wyjście; Nixon

28. Polityka zagraniczna jako geopolityka: trójstronna dyplomacja Nixona

29. Odprężenie a malkontenci

30. Koniec zimnej wojny: Reagan i Gorbaczow

31. Rozważania nad nowym porządkiem świata

Przypisy

Podziękowania

Spis ilustracji

Źródła ilustracji

Indeks

Okładka


Tytuł oryginalny

Diplomacy

Wydanie oryginału:

Simon & Schuster

Nowy Jork, Londyn, Toronto, Sydney, Tokio, Singapur

Pierwsze polskie wydanie: Philip Wilson, Warszawa 1996

Tłumaczenie

Stanisław Głąbiński, Grzegorz Woźniak, Iwona Zych

Konsultacja naukowa

Krzysztof Michałek

Konsultacja językowa

Elżbieta Wyzner

Redakcja

Ewa Trzeciak

Redakcja techniczna

Aleksandra Napiórkowska

Korekta

Lucyna Zbucka, Ewa Nyk, Małgorzata Pośnik

Opracowanie graficzne

Eve Metz

Wybór ilustracji: Natalie Goldstein

Mapy

Anita Karl, James Kemp/Compass Projections

Korekta

Lucyna Zbucka, Ewa Nyk

Copyright © 1944 by Henry A. Kissinger

Copyright © for the Polish edition by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2016

Tytuł Dyplomacja był już użyty wcześniej. Autor i Wydawnictwo składają hołd książce nieżyjącego już Sir Harolda Nicolsona (wyd. Harcout, Brace & Company, 1939), zupełnie odmiennej w treści, zamyśle i prezentowanych ideach.

Zapraszamy na strony: www.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl Dołącz do nas na Facebooku: www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona Spółka Akcyjna

ul. Bema 87, 01–233 Warszawa

Dział wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78, faks: 22 652 27 01

e-mail: biuro@bellona.pl

Patronat medialny:


ISBN 978-83-11-16257-0

KSIĄŻKI HENRY’EGO KISSINGERA

DIPLOMACY OVSERVATIONS:

Selected Speeches and Essays, 1982–1984

YEARS OF UPHEAVAL FOR THE RECORD:

Selected Statements, 1977–1980

WHITE HOUSE YEARS AMERICAN FOREIGN POLICY:

Three Essays

PROBLEMS OF NATIONAL STRATEGY:

A Book of Readings (red.)

THE TROUBLED PARTNERSHIP:

A Reappraisal of the Atlantic Alliance

THE NECESSITY FOR CHOICE:

Prospects of American Foreign Policy

NUCLEAR WEAPONS AND FOREIGN POLICY

A WORLD RESTORED:

Castlereagh, Metternich and the Restoration of Peace, 1812–1822


W Dyplomacji Henry Kissinger przedstawia własną interpretację historii, relacjonuje przebeg negocjacji, które prowadził ze światowymi przywódcami, opisuje, w jaki sposób sztuka dyplomacji i równowaga sił ukształtowały nasz świat. Ukazuje, jak Amerykanie – chronieni przez wielkość i odizolowanie swojego kraju w równym stopniu co przez idealizm i nieufność wobec Starego Świata – podjęli wysiłki zmierzające do prowadzenia unikalnej polityki zagranicznej, wynikającej z ich wizji świata, a sprzecznej z tym, jaki jest on w rzeczywistości. Dokonując przeglądu trzech wieków historii – od kardynała Richelieu, ojca doktryny współczesnego systemu państwowego, po „nowy porządek świata”, w którym żyjemy – Kissinger unaocznia, jak z trudów i doświadczeń równowagi sił, wojen i rokowań pokojowych wyłania się współczesna dyplomacja; przedstawia powody, dla których Amerykanie – czasami na własną szkodę – nie chcieli z tego wyciągnąć właściwych wniosków.

Nakreślone przez niego bardzo ludzkie potrety światowych przywódców – w tym de Gaulle’a, Nixona, Zhou Enlaia, Mao Zedonga, Reagana i Gorbaczowa – oparte na osobistych doświadczeniach, dają czytelnikowi szczególną a rzadką możliwość zajrzenia za kulisy najwyższej dyplomacji. Bogactwo szczegółowych i oryginalnych obserwacji na temat przebiegu tajnych negocjacji, wielkich wydarzeń dziejowych oraz sztuki rządzenia państwem, kształtujących nasze życie przed, w czasie i po tym, jak Henry Kissinger znajdował się w centrum wydarzeń, stanowi o wyjątkowej wartości tej książki.

Oparta na gruntownej wiedzy historycznej, oddająca inteligencję, dowcip i ironię autora, zrodzona z rzadkiego rozumienia sił, które łączą i dzielą narody, Dyplomacja Kissingera jest wręcz obowiązkową lekturą dla wszystkich, którzy pragną pojąć współczesny świat i zachodzące w nim procesy.

W polskim przekładzie, bardzo dokładnym wobec intencji autora i autoryzowanym, czytelnik znajdzie szereg ocen, które wydadzą mu się kontrowersyjne, nawet szokujące. Szczęśliwie wkroczylismy w epokę, w której takie oceny – odmienne od tradycyjnie prezentowanych w Polsce – mogą być publikowane, pokazując, że świat wiele faktów i procesów postrzega odmiennie od tego, do czego Polacy przywykli.

 

Pracownikom Służby Zagranicznej

Stanów Zjednoczonych Ameryki,

na których profesjonalizmie i oddaniu

opiera się amerykańska dyplomacja


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


1
Nowy porządek świata

Naturalną koleją rzeczy, w każdym wieku pojawia się państwo dysponujące potęgą, wolą oraz intelektualnym i moralnym rozmachem, zdolne kształtować cały układ międzynarodowy zgodnie z wyznawanymi przezeń ideałami. W XVII w. Francja pod rządami kardynała Richelieu wprowadziła nowoczesne podejście do stosunków międzynarodowych, podejście oparte na państwie narodowym i motywowane interesami narodowymi jako celem nadrzędnym. W XVIII w. Wielka Brytania wypracowała pojęcie równowagi sił, które miało obowiązywać w europejskiej dyplomacji przez następne dwieście lat. Wreszcie w wieku XIX Austria Metternicha zrekonstruowała tzw. Koncert Europejski, a Niemcy Bismarcka zdemontowały go, przetwarzając europejską dyplomację w bezwzględną politykę siły.

Krajem, który w XX w. wpłynął na stosunki międzynarodowe w sposób zdecydowany a jednocześnie niejednoznaczny, były Stany Zjednoczone. Nie było społeczeństwa, które by równie stanowczo obstawało przy niedopuszczalności interwencji w sprawy wewnętrzne innych państw i równie gorąco utrzymywało, że jego ideały nadają się do uniwersalnego zastosowania. Nie było narodu, który by bardziej pragmatycznie rozwijał kontakty dyplomatyczne na co dzień i był równie ideologicznie zaangażowany w realizację swoich historycznych przekonań moralnych. Żaden kraj nie był tak niechętny angażowaniu się za granicą przy jednoczesnym wchodzeniu w przymierza i zobowiązania o niespotykanym zasięgu i skali.

Niezwykłość, jaką Ameryka przypisywała sobie od początku swojego istnienia, doprowadziła do dwóch sprzecznych postaw w stosunku do polityki zagranicznej. Z jednej strony panowało przekonanie, że Ameryka najlepiej służy swoim ideałom, doskonaląc demokrację u siebie, przez co wskazuje drogę reszcie ludzkości. Z drugiej strony uważano, że amerykańskie ideały nakładają na państwo obowiązek prowadzenia krucjaty o realizowanie ich na całym świecie. Rozdarta między nostalgią za krystalicznie czystą przeszłością i pragnieniem doskonałego jutra, myśl amerykańska oscylowała między izolacjonizmem a zaangażowaniem, chociaż trzeba przyznać, że w latach po II wojnie światowej dominowały realia współzależności.

Obie szkoły myślenia – zarówno ta widząca w Ameryce drogowskaz, jak i ta, która uważa ją za krzyżowca – za normalny uznają porządek świata oparty na demokracji, wolnym handlu i prawie międzynarodowym. Ponieważ system taki nigdy jeszcze nie istniał, przywoływanie go wydaje się wielu narodom działaniem co najmniej utopijnym, jeśli nie naiwnym. Jednak jak dotąd zagraniczny sceptycyzm nie przyćmił idealizmu Woodrowa Wilsona, Franklina Roosevelta czy Ronalda Reagana ani któregokolwiek z pozostałych amerykańskich prezydentów XX wieku. Co najwyżej sceptycyzm ten przydał skrzydeł amerykańskiemu przekonaniu, że historia daje się poskromić i że świat, jeśli tylko pragnie pokoju naprawdę, powinien stosować się do amerykańskich wskazań moralnych.

Obie szkoły myślenia zrodziły się z amerykańskich doświadczeń historycznych. Istniały oczywiście inne republiki, ale żadna nie została stworzona świadomie po to, by bronić ideału wolności. Nie było takiego kraju, którego mieszkańcy stawialiby sobie za cel opanowanie i ucywilizowanie nowego kontynentu w imię wolności i dobrobytu dla wszystkich. Te dwa podejścia zatem, izolacjonisty i misjonarza, tak pozornie sprzeczne, odzwierciedlały jedno wspólne przekonanie: że Stany Zjednoczone mają najlepszy system rządów i że reszta ludzkości może osiągnąć pokój oraz dobrobyt, odcinając się od tradycyjnej dyplomacji i przyjmując w zamian amerykańskie poszanowanie prawa międzynarodowego i demokracji.

Podróż Ameryki poprzez politykę międzynarodową to triumf wiary nad doświadczeniem. Od chwili wkroczenia na arenę polityki światowej, w 1917 r., Ameryka była na tyle potężna i przekonana o słuszności swoich ideałów, że wszystkie najważniejsze międzynarodowe porozumienia XX w. – od Ligi Narodów i Paktu Kellogga-Brianda do Karty Organizacji Narodów Zjednoczonych i Helsińskiego Aktu Końcowego – były ucieleśnieniem amerykańskich wartości. Upadek komunizmu radzieckiego stanowił intelektualne potwierdzenie amerykańskich ideałów, jednocześnie postawił Amerykę w obliczu świata, którego w takiej formie pragnęła uniknąć przez całe swe istnienie. W zarysowującym się nowym porządku międzynarodowym nacjonalizm znów zyskał sobie miejsce. Narody częściej postępują zgodnie z własnymi interesami niźli górnolotnymi zasadami, częściej też rywalizują ze sobą niż współpracują. Brak dziś podstaw do sądzenia, że to wiekami ugruntowane zachowanie uległo jakimś zmianom czy też w ogóle ulegnie w nadchodzących dziesięcioleciach.

Nowy w wyłaniającym się porządku świata jest fakt, że po raz pierwszy Stany Zjednoczone nie mogą ani odciąć się od świata, ani go zdominować. Ameryka nie potrafi zmienić dotychczasowego postrzegania swojej roli dziejowej ani nie powinna tego pragnąć. Kiedy wkroczyła na międzynarodową scenę, była państwem młodym i krzepkim, i miała siłę, by narzucić światu własną wizję stosunków międzynarodowych. Pod koniec II wojny światowej, w 1945 r., Stany Zjednoczone były na tyle silne (udział Ameryki w światowej produkcji stanowił w pewnym momencie około 35 procent), że kształtowanie świata według własnych preferencji wydawało się ich przeznaczeniem.

W 1961 r. John F. Kennedy deklarował z niezachwianą pewnością, że Ameryka jest wystarczająco silna, by „zapłacić każdą cenę, ponieść każdy trud” dla zwycięstwa wolności. Trzy dekady później Stany Zjednoczone mniej sobie mogą pozwolić na obstawanie przy natychmiastowym spełnianiu wszystkich swoich życzeń. Inne kraje osiągnęły w tym czasie status wielkomocarstwowy. Przed Stanami Zjednoczonymi stoi dziś wyzwanie, aby cele swoje osiągać etapami, a każdy etap jest konglomeratem ideałów amerykańskich i geopolitycznych konieczności. Jedną z nowych konieczności jest oparcie porządku świata – złożonego z wielu państw o porównywalnej sile – na jakiejś koncepcji równowagi, a z taką myślą Ameryka nigdy nie potrafiła się oswoić.

Kiedy w 1919 r. amerykańskie myślenie o polityce zagranicznej zetknęło się z europejskimi tradycjami dyplomatycznymi na Paryskiej Konferencji Pokojowej, jaskrawo uwidoczniły się różnice w dziejowych doświadczeniach. Przywódcy europejscy dążyli do odnowy istniejącego układu znanymi metodami, natomiast amerykańscy twórcy pokoju wierzyli, że Wielka Wojna była rezultatem wadliwych europejskich praktyk, nie zaś – nabrzmiałych konfliktów geopolitycznych. W swoich słynnych Czternastu Punktach Woodrow Wilson oznajmiał Europejczykom, że układ międzynarodowy powinien opierać się odtąd nie na równowadze sił, lecz na etnicznym samostanowieniu, że bezpieczeństwo europejskie powinno opierać się nie na wojskowych przymierzach, lecz na zasadach bezpieczeństwa zbiorowego, wreszcie że stosunki dyplomatyczne nie powinny być kształtowane w tajemnicy przez ekspertów, lecz oparte na „otwartych umowach, osiąganych w jawny sposób”. Wilson wyraźnie przybył nie po to, by omawiać warunki zakończenia działań wojennych czy też zrekonstruowania istniejącego porządku międzynarodowego. Przyjechał przekształcić od podstaw system stosunków międzynarodowych obowiązujący wówczas już od prawie trzech wieków.

Odkąd tylko polityka zagraniczna stała się dla nich przedmiotem rozważań, Amerykanie przypisywali systemowi równowagi sił wszystkie gehenny Europy. Europejscy przywódcy zaś, odkąd Europa po raz pierwszy stanęła w obliczu amerykańskiej polityki zagranicznej, z podejrzliwością podchodzili do przypisywanej sobie przez Amerykę misji reformy globalnej. Obie strony zachowywały się tak, jakby ta druga z własnej woli wybrała swój sposób prowadzenia dyplomacji i mogła, gdyby była mądrzejsza lub mniej wojownicza, wybrać inną, może łatwiejszą do akceptacji metodę.

W rzeczywistości zarówno amerykańskie, jak i europejskie podejście do polityki zagranicznej zostało zdeterminowane odmiennymi warunkami. Amerykanie zasiedlili niemal pusty kontynent, osłaniany dwoma oceanami od zakusów drapieżnych mocarstw, za jedynych sąsiadów mając słabe kraje. Nigdy nie spotkali się z żadną potęgą, którą musieliby równoważyć, trudno zatem wymagać, by równowaga sił stanowiła dla nich istotny problem, nawet jeśliby przyjąć, że przywódcy Ameryki wpadliby na dziwaczny pomysł odtworzenia europejskich warunków w społeczeństwie, które odwróciło się od Europy.

Przez niemal 150 lat europejskie dylematy bezpieczeństwa narodowego nie dotknęły Ameryki. A kiedy dotknęły, Ameryka dwukrotnie wzięła udział w wojnach światowych rozpoczętych przez narody Europy. W obu wypadkach równowaga sił w praktyce zawiodła, zanim nastąpiło włączenie się Ameryki. Powstał w ten sposób paradoks: równowaga sił, którą pogardzała większość Amerykanów, w rzeczywistości tworzyła podstawy amerykańskiego bezpieczeństwa tak długo, jak długo funkcjonowała w określony sposób, i właśnie zanik tej równowagi wciągał Amerykę w politykę międzynarodową.

Narody Europy nie wybrały sobie równowagi sił jako sposobu na regulowanie swoich stosunków z wrodzonej kłótliwości czy też zamiłowania do intryg cechującego Stary Świat. Jeśli przyjąć, że nacisk kładziony na demokrację i prawo międzynarodowe wynikał z amerykańskiego unikalnego poczucia bezpieczeństwa, to trzeba pamiętać, że dyplomacja europejska ukształtowała się pod wpływem doznawanych ciosów.

Europa została rzucona w wir polityki równowagi sił, kiedy jej pierwszy wybór, średniowieczny sen o powszechnym imperium, zawalił się, a z popiołów tej starodawnej aspiracji powstało wiele państewek o mniej więcej wyrównanej sile. Gdy tak ukonstytuowane państwa muszą mieć ze sobą do czynienia, możliwe są tylko dwa wyjścia. Albo jedno z państw zyska tyle na potędze, by zdominować pozostałe, i wtenczas tworzy imperium, albo żadne z państw nie jest w stanie stać się wystarczająco potężne, aby ten cel osiągnąć. W drugim wypadku roszczenia najbardziej agresywnego członka międzynarodowej społeczności są trzymane w ryzach przez związki i układy pozostałych, innymi słowy, przez funkcjonowanie systemu równowagi sił.

System równowagi sił nie zakładał uniknięcia wszelkich kryzysów czy nawet wojen. Funkcjonujący prawidłowo system miał za zadanie ograniczać możliwości dominacji jednych państw nad drugimi oraz zasięg konfliktów. Celem jego był nie tyle pokój, co stabilizacja i umiarkowanie. Z definicji równowagi sił wynika, iż nie sposób całkowicie zadowolić wszystkich członków takiego układu międzynarodowego. System ten działa najlepiej, kiedy poziom niezadowolenia utrzymuje się poniżej punktu, w którym pokrzywdzona strona uznaje za konieczne obalenie międzynarodowego porządku.

Teoretycy równowagi sił stwarzają często wrażenie, jakby to była jedynie naturalna forma stosunków międzynarodowych. W rzeczywistości równowaga sił rzadko występowała w dziejach ludzkości. Na zachodniej półkuli nigdy jej nie było, a na terenach współczesnych Chin układ taki istniał ostatnio w Epoce Walczących Królestw ponad dwa tysiące lat temu. Dla największej części ludzkości i przez najdłuższe okresy dziejów typową formą rządów było cesarstwo. Imperia z natury rzeczy nie są zainteresowane funkcjonowaniem w ramach systemu międzynarodowego, same aspirują do tego, by być systemem międzynarodowym. Nie potrzebują równowagi sił. W ten właśnie sposób prowadziły swoją politykę zagraniczną w obu Amerykach Stany Zjednoczone, a w Azji Chiny przez znaczną część swych dziejów.

W zachodniej Europie jedynymi przykładami funkcjonujących systemów równowagi sił były miasta-państwa starożytnej Grecji oraz Włoch okresu odrodzenia, a także europejski system państwowy wynikły z Pokoju Westfalskiego z 1648 roku. Charakterystyczne dla tych systemów było podniesienie do rangi podstawowego założenia porządkującego świat faktu istnienia grupy państw o zasadniczo równej potędze.

Od strony intelektualnej koncepcja równowagi sił odzwierciedlała przekonania wybitnych myślicieli politycznych oświecenia. Uważali oni, że wszechświat – a wraz z nim sfera polityczna – działa według racjonalnych założeń, utrzymujących się wzajem w równowadze. Pozornie przypadkowe czyny ludzi rozsądnych w końcowym rezultacie zmierzały ku dobru ogólnemu, chociaż dowody na korzyść tego twierdzenia były zawodne podczas stu lat niemal ciągłych konfliktów, które nastąpiły po wojnie trzydziestoletniej.

 

W The Wealth of Nations Adam Smith twierdził, że „niewidzialna ręka” stworzy ogólny dostatek z poszczególnych egoistycznych działań ekonomicznych. W The Federalist Papers James Madison dowodził, że w wystarczająco dużej republice różne polityczne „frakcje”, w pogoni za własnymi egoistycznymi celami, niejako automatycznie tworzyłyby właściwą harmonię w kraju. Idee podziału władzy oraz systemu kontroli i równowagi, opisane przez Monteskiusza i ucieleśnione w amerykańskiej konstytucji, odzwierciedlały identyczny punkt widzenia. Celem podziału władzy było uniknięcie despotyzmu, nie zaś osiągnięcie harmonijnych rządów; poszczególne zakresy władzy wypełniając swe zadania, powstrzymywałyby nadużycia innych i w ten sposób służyłyby powszechnemu dobru. Te same założenia odnosiły się do spraw międzynarodowych. Dążąc do realizacji własnych interesów, każde państwo mogłoby przyczyniać się do postępu ogólnego, tak jakby niewidzialna ręka gwarantowała, że możliwość wolnego wyboru dana każdemu państwu zapewnia pomyślność wszystkim.

Przez ponad sto lat te oczekiwania wydawały się być zaspokojone. Po dyslokacjach spowodowanych rewolucją francuską i wojnami napoleońskimi, przywódcy Europy przywrócili na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. równowagę sił i starali się brutalne poleganie na sile łagodzić moralnymi i legalnymi układami, które miały moderować międzynarodowe zachowania. Jednak pod koniec XIX w. europejski system równowagi sił powrócił do zasad polityki siły, i to w znacznie mniej sprzyjających okolicznościach. Standardową metodą prowadzenia dyplomacji stało się nastraszanie przeciwnika. Jedną próbę sił goniła następna. Wreszcie w 1914 r. zrodził się kryzys, którego nikt już nie starał się uniknąć. Po katastrofie I wojny światowej Europa nie odzyskała już w pełni pozycji światowego lidera. Stany Zjednoczone wyrosły na głównego gracza, a Woodrow Wilson wkrótce wykazał najdobitniej, że jego kraj nie ma zamiaru grać według europejskich zasad.

Nigdy w swoich dziejach Ameryka nie uczestniczyła w systemie równowagi sił. Przed wojnami światowymi Ameryka czerpała korzyści z istnienia równowagi sił, nie biorąc udziału w wynikających z tego posunięciach i mogąc sobie pozwolić na luksus strofowania. Podczas zimnej wojny Ameryka zajęta była ideologiczną, polityczną i strategiczną walką ze Związkiem Radzieckim; w walce tej świat złożony z dwu mocarstw działał według zasad zgoła innych niż te obowiązujące w systemie równowagi sił. W świecie dwu mocarstw trudno udawać, że konflikt prowadzi do wspólnego dobra; wygrana jednej strony jest przegraną drugiej. Ameryka w zimnej wojnie osiągnęła to właśnie – zwycięstwo bez wojny. Zobowiązało to ją do stawienia czoła kolejnemu dylematowi opisanemu przez George’a Bernarda Shawa: „Są w życiu dwie tragedie. Jedna to stracić to, czego się pragnie, a druga – zyskać”.

Przywódcy amerykańscy uważają swoje ideały za tak oczywiste, że rzadko kiedy zdają sobie sprawę, jak bardzo rewolucyjne i niepokojące mogą one wydawać się innym. Nie było dotąd innego społeczeństwa, które by twierdziło, że zasady zachowania etycznego dotyczą działań międzynarodowych w takiej mierze jak indywidualnych – a jest to dokładne przeciwieństwo polityki raison d’état prowadzonej przez Richelieu. Ameryka zawsze była zdania, że zapobieganie wojnie jest wyzwaniem tyleż prawnym co dyplomatycznym i że przeciwstawia się nie tyle zmianie jako takiej, ile sposobowi, w jaki zmiana ta zachodzi, w szczególności zaś użyciu siły. Taki Bismarck lub Disraeli wyśmiałby – jeśliby w ogóle zrozumiał – tezę, że polityka zagraniczna obraca się wokół metody raczej niż treści. Żaden naród nie narzucił sobie takich moralnych wymagań jak Ameryka. I nie było kraju, który by tak się dręczył z powodu rozziewu pomiędzy wartościami moralnymi, według definicji absolutnymi, a niedoskonałościami wynikającymi z konkretnych sytuacji, w których muszą one znaleźć zastosowanie.

Podczas zimnej wojny to jedyne w swoim rodzaju amerykańskie podejście do polityki zagranicznej okazało się wyjątkowo poręczne. Istniał głęboki konflikt ideologiczny i jedynie Stany Zjednoczone dysponowały pełnym zestawem środków – politycznych, ekonomicznych i militarnych – do zorganizowania obrony świata niekomunistycznego. Naród w takim położeniu może pozwolić sobie na trwanie przy swoich poglądach, unikając trudności, na jakie natykają się politycy społeczeństw mniej uprzywilejowanych: posiadane środki zmuszają ich do dążenia do celów nie dorównujących ich ambicjom, a nawet te cele muszą osiągać etapami.

W świecie opanowanym przez zimną wojnę tradycyjne koncepcje mocarstwa zasadniczo rozpadły się. Na ogół w dziejach występuje synteza militarnej, politycznej i ekonomicznej potęgi z tendencją do symetrii. W okresie zimnej wojny poszczególne elementy władzy zostały wyraźnie wyodrębnione. Związek Radziecki, póki istniał, był militarnym supermocarstwem i ekonomicznym karłem. Państwo mogło też być ekonomicznym olbrzymem, zarazem niewiele znacząc militarnie, tak jak to było w przypadku Japonii.

W świecie, w którym nie ma już zimnej wojny, te różne elementy zapewne staną się bardziej spójne i symetryczne. Relatywna potęga militarna Stanów Zjednoczonych stopniowo zmniejszy się. Brak wyraźnie określonego adwersarza uruchomi wewnętrzne naciski, aby środki dotąd wydawane na obronę, przeznaczyć na inne ważne cele – proces ten już się rozpoczął. Kiedy zabraknie wspólnego wroga i państwa zaczną postrzegać zagrożenia z własnej narodowej perspektywy, społeczeństwa, które dotąd chroniły się pod opiekuńcze skrzydła Ameryki, poczują się zmuszone wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. W ten sposób nowy międzynarodowy system sam będzie ciążył ku równowadze, także na polu militarnym, choć zapewne minie kilkadziesiąt lat, zanim ten stan osiągnie. Tendencje te będą nawet bardziej widoczne w dziedzinie gospodarki, gdzie amerykańska dominacja zaczyna się już zacierać i gdzie z coraz mniejszym ryzykiem można ze Stanami Zjednoczonymi rywalizować.

Międzynarodowy system XXI w. zaznaczy się pozorną sprzecznością: z jednej strony rozczłonkowanie, z drugiej – rosnąca globalizacja. Na poziomie stosunków międzypaństwowych nowy porządek bardziej będzie przypominał europejski system państwowy z XVIII i XIX w. niż sztywne układy z epoki zimnej wojny. Należeć doń będzie przynajmniej sześć głównych mocarstw – Stany Zjednoczone, Europa, Chiny, Japonia, Rosja i prawdopodobnie Indie – oraz wiele państw średniej i małej wielkości. Jednocześnie międzynarodowe stosunki stały się po raz pierwszy rzeczywiście globalne w charakterze. Komunikować można się błyskawicznie, a gospodarkę światową cechują równoległe działania na wszystkich kontynentach. Pojawiło się wiele spraw, takich jak rozprzestrzenienie broni nuklearnej, ochrona środowiska, eksplozja ludności i ekonomiczne współzależności, do których podejście musi być ogólnoświatowe.

Godzenie różnych wartości i doświadczeń dziejowych państw o porównywalnym znaczeniu, dla Ameryki będzie czymś całkowicie nowym, a jednocześnie poważnym odejściem od izolacji poprzedniego wieku czy faktycznej hegemonii okresu zimnej wojny. Książka ta ma za zadanie naświetlić sposoby, jakimi będzie to przeprowadzone. Również i inni liczący się w tej grze gracze muszą dziś stawić czoło trudnościom związanym z przystosowaniem się do nowego światowego porządku.

Jako jedyna część współczesnego świata, w której funkcjonował układ wielopaństwowy, Europa stworzyła idee państwa narodowego, suwerenności i równowagi sił. Idee te dominowały w sprawach międzynarodowych przez prawie trzy wieki. Dziś jednak żadne z państw europejskich uprawiających ongi politykę raison d’état nie jest wystarczająco potężne, aby przewodzić w wyłaniającym się międzynarodowym porządku. Relatywną słabość usiłują zrównoważyć stworzeniem Europy zjednoczonej, angażując znaczną energię w to dzieło. Nawet gdyby miało się to im udać, nie istnieją żadne automatyczne reguły, według których zjednoczona Europa mogłaby działać w skali globalnej, ponieważ nigdy wcześniej taki polityczny twór nie istniał.

Rosja była zawsze szczególnym przypadkiem. Pojawiła się późno na europejskiej scenie – znacznie później niż skonsolidowana Francja i Wielka Brytania – i żadna z tradycyjnych zasad europejskiej dyplomacji nie wydawała się do niej pasować. Granicząc z trzema różnymi sferami kulturowymi – Europy, Azji i świata muzułmańskiego – i mając ludność odpowiednio zróżnicowaną, Rosja nigdy nie stanowiła państwa narodowego w europejskim znaczeniu. Zmieniając kształt granic, w miarę jak jej władcy anektowali przylegające terytoria, Rosja tworzyła imperium nieporównywalne w skali z pozostałymi państwami Europy. Z każdym nowym podbojem, z każdą nowo wcieloną, niespokojną, nierosyjską grupą etniczną zmieniał się też charakter państwa. Był to jeden z powodów, dla których Rosja uważała za konieczne utrzymywać wielkie armie, których liczebność nie była uzasadniona jakimkolwiek rzeczywistym zagrożeniem płynącym z zewnątrz.

Rozdarte między obsesyjnym brakiem poczucia bezpieczeństwa a gorliwością prozelity, między wymogami Europy i pokusami Azji, imperium rosyjskie odgrywało istotną rolę w europejskiej równowadze sił, choć nigdy nie było emocjonalnie jego częścią. Wymogi podbojów i bezpieczeństwa zlały się w jedno w umysłach przywódców rosyjskich. Od kongresu wiedeńskiego Imperium Rosyjskie wysyłało swoje wojska na obce terytoria częściej niż jakiekolwiek mocarstwo. Badacze często wyrażają zdanie, że u podłoża rosyjskiego ekspansjonizmu legło poczucie braku bezpieczeństwa. Rosyjscy autorzy jednak znacznie częściej uzasadniali rosyjskie parcie na zewnątrz mesjanistycznym powołaniem. Rosja w swoim marszu rzadko uznawała jakiekolwiek ograniczenia, powstrzymana w swych zamiarach, zamykała się w sobie, chowając ponurą urazę. Można powiedzieć, że przez większość dziejów Rosji istotą jej działań było poszukiwanie sposobności działania.

Postkomunistyczna Rosja zajmuje obszar w granicach nie wywodzących się z żadnych historycznych uzasadnień. Podobnie jak Europa, Rosja będzie zmuszona poświęcić wiele energii, aby ponownie określić swoją tożsamość. Czy zechce powtórzyć historię i odtworzyć stracone imperium? Czy może przesunąwszy punkt ciężkości na wschód, zacznie bardziej aktywnie uczestniczyć w prowadzeniu dyplomacji azjatyckiej? Według jakich zasad i w jaki sposób zareaguje na przewroty u jej granic, szczególnie na wybuchowym Środkowym Wschodzie? Rosja zawsze pozostanie istotna dla światowego porządku, zawsze też będzie stanowić dlań zagrożenie w zamęcie, jaki nieuchronnie wyniknie z poszukiwania odpowiedzi na te pytania.

Chiny również znalazły się w całkowicie dla nich nowej sytuacji. Przez dwa tysiące lat chińskie cesarstwo było zjednoczone pod silną władzą imperialną. Prawdą jest, że i władzy cesarskiej zdarzały się potknięcia. Wojny były w Chinach nie mniej częste niż w Europie. Ponieważ jednak przeciwnikami byli zazwyczaj rywale do władzy cesarskiej, wojny te uważać należy raczej za konflikty domowe, nie międzynarodowe; prędzej czy później prowadziły też nieuchronnie do powstania nowej centralnej władzy.

Inne książki tego autora