Pożądanie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla mojej matki

Tytuł oryginału: Craving

Copyright © 2016 Waterhouse Press, LLC

Published in agreement with Waterhouse Press, LLC, USA

and Book/lab Literary Agency, Poland.

Copyright for the Polish Edition © 2018 Edipresse Polska SA

Copyright for the Polish translation © 2018 Lola Borecka

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor inicjujący: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk, Beata Gontarska

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51), Barbara Tekiel (tel. 22 584 25 73), Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Redakcja: Ewa Charitonow

Korekta: Ewdokia Cydejko, Agnieszka Jeż

zdjęcie na okładce: wacpan, Morozova Oxana/Shutterstock

Projekt okładki i stron tytułowych: Wiesław Woreczko

Skład i łamanie: Typo Marek Ugorowski

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: bok@edipresse.pl

tel.: 22 584 22 22

(pon.-pt. w godz. 8:00-17:00)

www.facebook.com/edipresseksiazki

www.instagram.com/edipresseksiazki

ISBN 978-83-8117-660-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Rozdział pierwszy
Jade

Talon był tym bratem, którego nie spotkałam nigdy.

Kiedy Marjorie i ja robiłyśmy licencjat, odwiedzali nas często jej starsi bracia, Jonah i Ryan. Byli wysokimi, dobrze zbudowanymi farmerami z Kolorado, od kowbojskich butów począwszy, na kapeluszach Stetsona skończywszy. Rodzeństwo Steelów, włączając w to Jorie, miało ciemne, niemal czarne włosy. Przyznaję, że trochę mnie oszołomiło, kiedy zobaczyłam ich po raz pierwszy. Któż nie chciałby spotkać na swojej drodze dwóch zabójczo przystojnych kowbojów, którzy czerpią przy tym miliony ze swojego rancza i i produkcji wina? Oczywiście, byli dla mnie za starzy i nigdy nie poświęcali mi specjalnej uwagi. Ale nie przejmowałam się tym, bo byłam wówczas zakochana w Colinie.

Mimo to za każdym razem, gdy przyjeżdżali, serce biło mi nieco żywiej.

Jorie śmiała się ze mnie. W końcu to byli jej bracia i przez większość swojego dzieciństwa stanowiła cel ich bezlitosnych docinków. Ale nawet ona przyznawała, że przyjemnie jest na nich popatrzeć. Sama wyglądała jak ich żeńska wersja.

Jeśli chodzi o urodę, to z całą pewnością rodzeństwo Steelów zostało hojnie obdarowane przez los.

Przy Jorie czułam się jak przyszywana brzydka siostra. Choć zawsze podobały mi się moje gęste kasztanowe włosy, wyglądały niemal dziecinnie przy jej czarnych o odcieniu hebanu. Oczy miałam bardziej szare niż niebieskie, pozbawione tej głębi ciemnobrązowych tęczówek, dzięki której miało się wrażenie, że spojrzenie sięga serca. Podobnie jak jej bracia, Jorie była wysoka, kilka cali wyższa ode mnie, choć i mnie nic nie brakowało – mierzyłam pięć stóp i siedemdziesiąt pięć cali. Nawet jej ciało było doskonałe, smukłe i wiotkie, podczas gdy ja miałam biust tak duży, ze zrezygnowałam z koszul zapinanych na guziki.

Uśmiechnęłam się. Jorie zawsze zazdrościła mi moich cycków, nawet gdy uświadomiłam jej cały koszmar potu gromadzącego się pod nimi i niemożność znalezienia sportowego stanika, który by na mnie pasował. Z przyjemnością sprzedałabym je za jej doskonale wymiarową sylwetkę.

Samolot wylądował z szarpnięciem.

– Panie i panowie, uprzejmie prosimy o pozostanie na miejscach, aż podkołujemy do naszego wyjścia. Dziękujemy za wspólną podróż i witamy w Grand Junction w Kolorado.

Znalazłam w torebce telefon i włączyłam go. Wiadomość od Jorie.

„Witaj! Nie mogę się ciebie doczekać! Niestety, coś mi wypadło i nie dam rady cię odebrać. Przyjedzie Talon. Pokazałam mu twoje zdjęcie. Będzie czekał przy odbiorze bagażu”.

Westchnęłam.

Brat, którego nigdy nie spotkałam.

Talon służył w Iraku, w czasie gdy Jorie i ja studiowałyśmy. Dlatego nigdy nie przyjechał do niej w odwiedziny. Był środkowym bratem, między Jonahem, najstarszym, a Ryanem. Marjorie była najmłodsza w rodzinie.

Nigdy nie mówiła dużo o Talonie. Stanowił dla mnie zagadkę. Choć, jeśli jest równie przystojny, jak jego bracia, nie sprawi mi najmniejszej przykrości przyglądanie się mu podczas godzinnej podróży z lotniska na ranczo Steelów.

Samolot w końcu zatrzymał się i wszyscy zaczęli wstawać, wyciągając bagaż z półek nad głowami. Byłam uwięziona na siedzeniu przy oknie, a para siedzących obok mnie starszych ludzi zdawała się nie śpieszyć.

Czekałam.

I westchnęłam raz jeszcze.

Moje życie znalazło się na zakręcie. Colin i ja powinniśmy teraz spędzać miesiąc miodowy, ale nasze plany uległy gwałtownej zmianie, gdy porzucił mnie przy ołtarzu. Co ciekawe, nie byłam z tego powodu tak nieszczęśliwa, jak powinnam. Prawdę mówiąc, od pewnego czasu coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie, a ja zwyczajnie nie chciałam się do tego przyznać sama przed sobą. Kiedy jednak w końcu zrozumiałam, że dręczące mnie cierpienie zaczyna splatać się z ulgą, zapragnęłam zmiany. Jorie, która była wtedy w Denver jako moja druhna, przekonała mnie, żebym przyjechała na zachodnie zbocza Gór Skalistych, do Kolorado, i zamieszkała na jej ranczu. Była szansa na pracę prawniczki w niewielkim miasteczku Snow Creek, a jeśli nie tam, mogłabym dojeżdżać do Grand Junction.

Właściwie jakie miałam wyjście? Wyjechałam z Denver, jedynego domu, jaki dotąd znałam, i oto znalazłam się tutaj, na lotnisku w Grand Junction.

Starsza para, choć w żółwim tempie, wreszcie zaczęła się poruszać, a ja mogłam wstać i rozprostować nogi. Chwyciłam bagaż podręczny z półki i wyszłam z samolotu prosto w nowe życie.

Podążałam za znakami kierującymi do odbioru bagażów, do transportera numer pięć.

Poznałam go, zanim zdążył się odwrócić.

Jaki wysoki! Wyższy niż obaj jego bracia! Nad kołnierzykiem znak rozpoznawczy Steelów – czarne falujące włosy. Biała koszula opięta na szerokich ramionach, zwężających się ku dołowi w szczupłą talię, i olśniewający tyłek w ciemnych dżinsach.

Przełknęłam ślinę.

No dobra, na co mam czekać?, pomyślałam. Że będzie machał kartką z wypisanym na niej „Jade Roberts”? I dlaczego nie poszłam do łazienki, żeby sprawdzić, jak wyglądam? Na pewno tak, jakby przed chwilą przejechała mnie ciężarówka.

Podeszłam i odchrząknęłam.

Odwrócił się i wbił we mnie spojrzenie czarnych płonących oczu.

Był opalony. Jego nos wyglądał niemal doskonale, nie licząc pojedynczej, ledwie dostrzegalnej krzywizny. Musiał go kiedyś złamać. Mocna szczęka pokryta lekkim czarnym zarostem, może kilkudnodniowym, może wczorajszym. Wargi pełne, ciemnoróżowe. I muskularna szyja… Jaka może być ta brązowa skóra w dotyku? Dwa górne guziki prostej białej koszuli były rozpięte, widziałam czarne włosy na piersi.

Moje sutki nabrzmiały pod stanikiem, a skóra napięła się, jakbym została opakowana w ciasną folię.

– To ty jesteś Jade? – zapytał lekko ochrypłym głosem.

Skinęłam głową, niezdolna wypowiedzieć choć słowo. Talon Steel był bogiem, który zawitał do mojego życia. Serce waliło mi jak młotem. Jak to możliwe, że pociąga mnie tak bardzo obcy mężczyzna, podczas gdy w równoległym świecie miałam właśnie wychodzić za mąż za innego? Colin i ja mogliśmy już się nie kochać, ale przecież wciąż żywiliśmy wobec siebie jakieś uczucia. Ale zostać porzuconą przy ołtarzu? To może nieźle namieszać kobiecie w głowie.

– Pokaż mi, która walizka jest twoja, to ją wezmę.

Skinęłam głową raz jeszcze i podeszłam do transportera.

Bez obaw. Mój bagaż zawsze wyjeżdżał ostatni; zostawałam z jedną czy dwiema osobami, przekonana, że moje rzeczy właśnie lecą do Timbuktu. Teraz jednak delektowałam się czekaniem. Mogłabym tak stać i cieszyć oko hipnotyzującym widokiem walizek. I starając wziąć się w garść.

A jednak nic z tego. Mój bagaż już pojawił się na niewielkiej pochylni i zsunął na karuzelę. Tyle mojego wytchnienia. Chwyciłam fioletową walizkę, dźwignęłam ją i wtedy poczułam na dłoni jego ciepłą dłoń.

– Mówiłem, że to wezmę. – Talon złapał za uchwyt. – Chodźmy. Zaparkowałem na tym poziomie.

Co miałam robić? Ruszyłam za nim.

Wyraźnie nie był rozmowny, ja, szczerze mówiąc, też nie. Nienawidziłam gadek o niczym. A gdy pomyślałam, że mam być z nim uwięziona w samochodzie przez całą godzinę… Jeśli będziemy tak milczeć, ta godzina będzie się nam cholernie dłużyć.

Ten facet nawet stąpał seksownie. Musiał mieć ponad sześć stóp, co najmniej trzy czy cztery cale powyżej. Starałam się dotrzymać mu tempa, gdy stawiał długie kroki, i już po chwili zaczęłam sapać. Oczywiście, widok tego tyłka nie był żadną torturą.

Czarne kowbojskie buty uderzały ciężko o posadzkę.

Gdy zbliżyliśmy się do drzwi, te otworzyły się automatycznie.

 

Wyszedł pierwszy.

Nie było to bardzo uprzejme, ale niewiele mnie obeszło. Marzyłam, by Talon szedł trochę wolniej. Potrzebowałam nieco więcej czasu przed przerażającą podróżą samochodem.

Podążyłam za nim do mercedesa w kolorze jasnego burgunda.

Steelowie mieli pieniądze. Dużo pieniędzy. Kiedy ja przyjeżdżałam w lecie do domu z uniwersytetu i pracowałam jako sekretarka w firmie budowlanej ojca, Jorie odbywała szalone wycieczki po Europie i rejsy po greckich wyspach. Pewnego razu, podczas przerwy wiosennej na którymś z niższych lat zaprosiła mnie na pływanie po Karaibach i opłaciła wszystko. Spędziłam wtedy najlepsze chwile w życiu, mimo iż Colin był daleko.

Talon umieścił walizkę w bagażniku i spojrzał na moją torbę podręczną.

– To też chcesz tu włożyć?

Skinęłam głową i podałam mu torbę. A potem podeszłam do tylnych drzwi od strony pasażera i wsiadłam.

Talon usadowił się za kierownicą. Odwrócił się do mnie.

– Nie jesteś zbyt rozmowna, co?

Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Jak do tej pory nie powiedziałam przecież ani słowa! Musiał chyba uważać mnie za niemowę.

– Dziękuję, że mnie odebrałeś. Jorie napisała mi w esemesie, że nie da rady.

– Tak. Pojechała na rozmowę o pracę.

– Serio? Myślałam, że będzie pracować na ranczu…

– My też tak myśleliśmy. Ale okazało się, że lokalna gazeta w Snow Creek właśnie straciła czołowego reportera, a Marjorie robi wszystko, żeby dostać tę robotę.

– Oby jej się udało!

Jorie lubiła dziennikarstwo. Robiła z niego licencjat. Jej magisterium miało być z rolnictwa, bo uważała, że jej przeznaczeniem jest praca na ranczu. Ale tak naprawdę kochała gotowanie. Setki razy próbowałam namówić ją na szkołę kulinarną, lecz wciąż coś ją powstrzymywało.

– Marjorie wspominała, że jesteś prawnikiem?

– Tak. Wprawdzie wyniki egzaminu dopiero za parę tygodni, ale jestem dobrej myśli. – Pokiwał głową.

Przez cały czas wpatrywał się w drogę, kierując się w stronę wyjazdu z lotniskowego parkingu.

Jakiś czas milczeliśmy.

Oglądałam paznokcie, dłubiąc przy kawałku wyschniętego naskórka. Spojrzałam na leżącą na podłodze torebkę, po czym podniosłam ją i wyjęłam komórkę. Zazwyczaj nie znoszę, gdy ludzie kryją się za swoimi telefonami, ale teraz naprawdę potrzebowałam czegoś, czym mogłabym się zająć. Atmosfera w aucie tak zgęstniała, że można ją było krajać nożem.

Powiedz coś, Jade! Cokolwiek. Ta cisza jest ogłuszająca!

Ale żeby coś powiedzieć, musiałam mieć do powiedzenia cokolwiek.

Z jakiegoś powodu Talon Steel mnie paraliżował. Był doskonale życzliwy, ale nie przyjacielski. Nieprzenikniony. Od stóp do głów okryty niewidzialną zbroją. Służył w marines, gdzie najprawdopodobniej widział sporo niezłego gówna. Rzeczy, których nawet nie próbowałam pojąć. Wrócił kilka lat temu. Jorie mówiła, że pożegnał się ze służbą z honorami, tego lata gdy skończyłyśmy studia.

Kto wie, co przeżył?

Odchrząknęłam.

– Są jakieś możliwości dla prawników w waszym małym mieście? – zapytałam.

Talon pokręcił głową.

– Ja nie wiem o nich z pewnością.

– Jorie mówiła, że coś może się znaleźć…

Roześmiał się.

– Nie mam pojęcia, skąd może to wiedzieć!

Dobra. Dalsze pytania w tym kierunku nie doprowadzą do niczego.

– A co u Jorie? Stęskniłam się za nią.

– Myślę, że wiesz więcej niż ja, co u niej. Nie widziałyście się w zeszłym tygodniu na twoim, hm, ślubie?

Tak, tak… Widziałam ją niedawno na własnym ślubie, który nie doszedł do skutku. Dziękuję ci bardzo, że o tym wspomniałeś.

To by było na tyle w kwestii podjęcia rozmowy.

– Koniec końców, nie wyszłam za mąż.

– Wiem o wszystkim. A nawet gdybym nie wiedział, wpadłbym na to. Bo przyjeżdżasz tu bez męża i nie masz obrączki.

Czy on rzeczywiście przyjrzał mi się tak dokładnie, żeby zauważyć, że nie noszę obrączki? Mało prawdopodobne. Zatem wszyscy bracia Steelowie już wiedzą o moim upokorzeniu.

Jeszcze przez chwilę nerwowo bawiłam się telefonem, ale bateria kończyła się powoli. Zerknęłam na zegar na desce rozdzielczej. Cholera, dopiero pięć minut jazdy! Jak ja to wytrzymam?

– Jesteś głodna? Możemy przejechać przez jakiś bar szybkiej obsługi czy coś w tym rodzaju.

Naprawdę się odezwał?

Zastanowiłam się i doszłam do wniosku, że jestem trochę głodna. Odmówiłam zapłacenia horrendalnej ceny za byle jaki posiłek w samolocie. Teraz jedzenie zajęłoby mi usta i nie musiałabym rozmawiać.

– Tak, jeśli nie masz nic przeciwko temu – odparłam. – Może być cokolwiek. Burger albo coś w tym rodzaju.

Podjechał do Wendy’s i zamówił dwa zestawy z colą, nie pytając mnie o zdanie. Szturchnęłam go lekko w ramię.

– Przepraszam, jeden z dietetyczną colą – rzucił do mikrofonu, nie patrząc na mnie.

Nie no, trochę to jednak bezczelne! Nie zwykłam pijać napojów gazowanych. Nigdy. Przeszkadzają mi bąbelki.

Szturchnęłam raz jeszcze.

– Dla mnie mrożona herbata, dobrze?

Sapnął.

– Przepraszam, bez dietetycznej. Proszę mrożoną herbatę. Zadowolona? – Odwrócił się do mnie.

Potrząsnęłam głową. Ten facet to tak na serio?

– Szczerze mówiąc, nie. Zamówiłeś mi zwykłego burgera, nie pytając, czy chcę taki, a nie inny. Mogłabym być wegetarianką, na przykład.

Lewy kącik ust uniósł się w krzywym uśmiechu.

– Powiedziałaś, że może być cokolwiek. „Burger albo coś w tym rodzaju”. Chyba tak to ujęłaś?

Zapłonęły mi policzki. Tak, powiedziałam to. A teraz wyszłam na idiotkę. Świetnie.

Bawiłam się własnymi palcami, dopóki sprzedawca nie wręczył Talonowi przez okno torby z jedzeniem i picia. Brat Jorie podał mi napoje, a ja sprawdziłam, który z nich to mrożona herbata. Wstawiłam jego kubek do uchwytu obok siedzenia kierowcy i włożyłam słomkę do mojego.

Rzucił mi torbę na kolana.

– Rozpakuj moje jedzenie, żebym mógł jeść podczas jazdy.

Żadnego „proszę”. Żadnego „czy mogłabyś?”. Po prostu rozkaz. No tak, przecież był w wojsku. Pewnie przyzwyczaił się do wydawania rozkazów. A może to po prostu prymitywny cham? Nie znałam dobrze braci mojej niedoszłej druhny, ale kiedy ich spotykałam, zawsze byli bardzo serdeczni.

Co się dzieje z tym facetem?

Ponieważ wciąż było mi głupio z powodu mojej wpadki z burgerem, zrobiłam to, o co mnie poprosił. A raczej co mi polecił.

Burgery były identyczne, więc nie musiałam się przejmować, który jest dla niego. Rozpakowałam, złożyłam papier i owinęłam kanapkę w połowie. Podałam.

Odburknął coś.

Zapewne „dziękuję” w języku Talona Steela.

Spróbowałam swojego burgera. Jezu, majonez! Nie mam nic przeciwko majonezowi, ale staram się unikać nadmiaru tłuszczu, gdy tylko mogę. Tyle że bez sensu o tym wspominać. Stało się. Kanapka była pyszna czy ja aż tak głodna? Odgryzałam małe kawałeczki i żułam aż do miękkiej pulpy, tak długo, jak się dawało.

Mimo to, kiedy skończyłam kanapkę i frytki, zegar pokazywał, że mamy przed sobą jeszcze trzydzieści minut jazdy.

Gapiłam się przed siebie, nie zwracając uwagi na magnetyczny zew, by spojrzeć na niego. Ten facet był z pewnością dupkiem, ale dlaczego tak się nim interesowało moje libido? Sutki wciąż nabrzmiewały mi pod stanikiem, boleśnie spragnione ust. Jego ust.

Jasny gwint, zapowiadało się długie pół godziny!

Rozdział drugi
Talon

Ta kobieta emanowała seksem.

Marjorie mówiła mi, że jest ładna, i widziałem jej zdjęcia, które jednak nie oddawały sprawiedliwości Jade Roberts. Nawet sposób, w jaki jadła, był zmysłowy – to, jak oblizywała wargi po każdym kęsie, a potem delikatnie ocierała je chusteczką. A mimo to samotny okruszek przywarł do lewego kącika jej dolnej wargi. Cholera, chciałbym być tym okruszkiem! Miałem ochotę go zlizać, a potem powędrować językiem po jej ustach, zanim zanurkowałbym w słodycz i całował mocno.

Zgniotła papier po kanapce, zwinęła w kulkę i włożyła do torebki. Gdy sięgnęła do moich kolan, by sprzątnąć mój, i jej palce musnęły wnętrze moich ud, poczułem, że mi staje. Tak, tego mi tylko trzeba, wzwodu w tym pieprzonym samochodzie!

Zgniotła papier po moim burgerze i też go wrzuciła do torebki.

Czy powinienem coś powiedzieć? Nie miałem pojęcia. Była przyjaciółką Marjorie, a nie moją. Szkoda, że Ryan czy Jonah nie mogli jej odebrać.

Jeszcze dwadzieścia minut.

– Naprawdę, bardzo cieszę się, że zobaczę Jorie – powiedziała.

Wyraźnie starała się podtrzymać rozmowę. Czyżby zapomniała, że widziała Jorie zaledwie w zeszłym tygodniu, na własnym przerwanym ślubie? To już drugi raz, jak się wygłupiła z tym tekstem. Nie potrafiłem powstrzymać się od chichotu, ale zdławiłem go czym prędzej.

Jade była naprawdę urocza.

– Taaak. Ona też niesamowicie się cieszy, że u nas zamieszkasz.

– Jestem wam bardzo wdzięczna za to, że zgodziliście się, abym mieszkała na waszym ranczu, zanim się jakoś ustawię w życiu.

– Żaden problem. Jeżeli dysponujemy czymkolwiek, to wolną przestrzenią.

– Tak, wiem. Odwiedziłam przecież Jorie na drugim roku, podczas przerwy wiosennej. Ciebie wtedy, hm, nie było.

– Byłem w Iraku.

Za cholerę nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie tak niechętnie wymawiają słowo „Irak”. Byłem tam. Widziałem całą masę gówna, jakiego żaden człowiek nie powinien nigdy oglądać. Ale tak właśnie było, więc po co owijać w bawełnę? Z pewnością nie był to pierwszy raz, kiedy widziałem ohydne gówno.

Jade odchrząknęła.

– Tak.

Cisza przez kilka chwil. A potem:

– Myślę, że to, co tam robiłeś, to przejaw wielkiej odwagi. Naprawdę, bardzo szanuję naszych żołnierzy.

– Nie robiłem tego, żeby zostać bohaterem.

– Och, nie chciałam sugerować…

– Nie jestem bohaterem, niebieskooka. – Naprawdę tak właśnie ją nazwałem? – W rzeczywistości jestem równie daleki od bycia bohaterem, jak ty.

Nie byłem pewien, czego oczekiwałem w odpowiedzi, ale, do jasnej cholery, z pewnością nie tego, co usłyszałem!

– Wiesz, to naprawdę nie ma znaczenia, jak ty o tym myślisz. Moim zdaniem każdy, kto służy krajowi, jest bohaterem. To moja osobista definicja bohaterstwa i jej się trzymam.

Potrząsnąłem głową. Co za naiwność! Czy ja kiedykolwiek byłem równie naiwny? Na pewno nie aż tak, odkąd skończyłem dziesięć lat na tym łez padole. A przypuszczam, że nawet wcześniej.

W końcu się nauczy, machnąłem ręką. Choć miałem nadzieję, że zajmie jej to chwilę. Nie miałem nic przeciwko oglądaniu jeszcze przez jakiś czas niewinności w tych jasnoniebieskich oczach.

– Nie wiem, co mam odpowiedzieć – mruknąłem.

– Mógłbyś powiedzieć „dziękuję”. Często ci się zdarza słyszeć komplementy?

– Nie powiedziałaś mi komplementu.

– Oczywiście, że powiedziałam. Powiedziałam, że jesteś bohaterem. To ogromny komplement. Chciałabym, żeby ktoś tak mnie nazwał. Ale ja nie jestem bohaterem i nigdy nie będę.

– A ja ci powiedziałem, że bohaterem nie jestem.

– A ja myślę, że bohaterstwo, podobnie jak piękno, jest w oczach tego, kto patrzy.

Patrzyłem prosto przed siebie, walcząc z chęcią, żeby się do niej odwrócić. Ostatecznie byłem kierowcą.

Na drodze do Snow Creek nigdy nie bywało tłoczno. Musieliśmy przejechać przez to niewielkie miasteczko, by dostać się do Steel Acres.

– Gdzie mogłabym kupić używany samochód w dobrej cenie? Potrzebuję czegoś, by móc się jakoś tutaj poruszać.

– Z tym lepiej będzie w Grand Junction. Ale nie ma pośpiechu. Mamy na ranczu z pięć aut, którymi nikt teraz nie jeździ. Możesz sobie wziąć jeden z nich.

– Och, nie! Nie chcę się narzucać.

– Skoro masz u nas mieszkać, już się narzucasz.

Pożałowałem tych słów, gdy tylko wyszły z moich ust. Jade nie zasługiwała, żeby traktować ją w ten sposób. Po prostu byłem przyzwyczajony do mówienia bez ogródek.

– Przepraszam, ale… Powiedziałeś właśnie, że macie dużo miejsca. – Jej głos lekko się załamał.

Cholera, teraz ją zmartwiłem.

Prawdę mówiąc, nie wiedziałem, jak postępować z ludźmi. Nie nauczyło mnie tego pięć lat w Iraku. A Bóg mi świadkiem, że wcześniej życie też gówno mnie nauczyło.

 

Było w niej coś, od czego dostawałem gęsiej skórki. Nie potrafiłem tego uchwycić, wiedziałem tylko, że muszę zachować dystans. Nie dopuścić jej zbyt blisko. Nikogo nie dopuścić. Problem polegał na tym, że aż do tej pory nie pozwalałem się do siebie zbliżać odruchowo. A po niecałej godzinie spędzonej z tą kobietą cała moja filozofia życiowa zaczynała się chwiać.

Te cholerne niebieskie oczy!

– Chciałem tylko powiedzieć, że mamy dodatkowe samochody i możesz z nich korzystać.

– Nie powiedziałeś tego.

Wziąłem głęboki oddech, zwolniłem i zatrzymałem się na poboczu. Odwróciłem się i spojrzałem w te niezwykłe źrenice w odcieniu tanzanitu. Moje serce biło jak oszalałe.

– Posłuchaj, jesteś najlepszą przyjaciółką Marjorie na świecie. I jesteś bardzo mile widziana w naszym domu. Nie chciałem sugerować niczego innego. Ja…

Dlaczego tak trudno było wypowiedzieć to jedno cholerne słowo? Wciągnąłem powietrze i wypuściłem je powoli.

– Przepraszam.

Jej twarz rozświetlił uśmiech. Pełne usta w kolorze wiśni, jak stworzone do całowania, otworzyły drogę głębokim dołeczkom w policzkach. Niebieskoszare oczy rozbłysły.

– No i co? Takie to było trudne?

Brązowe włosy opadały falami na jej ramiona. Korciło mnie, żeby ich dotknąć, poczuć jedwabistość skóry na jej policzkach, spróbować wilgotnej czerwieni jej warg.

Niech to diabli! Pragnąłem jej!

A nigdy przedtem w moim życiu nie chciałem niczego.

***

– Jade!

Moja siostra przybiegła, gdy tylko stanęliśmy przed drzwiami.

Mój kundel Roger ziajał przy jej obcasach.

– Cześć, piesku. – Podrapałem go między uszami.

Jade przyklękła.

– Jaki śliczny! Chodź tu, kochanie!

Roger natychmiast skoczył na nią, liżąc jej twarz. Marjorie się zaśmiała.

– Zapomniałam, że tak bardzo je lubisz! – roześmiała się Marjorie. Odwróciła się do mnie. – Jade wariuje za każdym razem, gdy widzi psa. Tak mi przykro, że nie mogłam przyjechać na lotnisko – zwróciła się do Jade. – Talon zajął się tobą?

Przez moment poczułem skurcz w żołądku. Czy Marjorie dowie się, jakim byłem chamem?

Ale Jade tylko się uśmiechnęła.

– O tak, oczywiście, wszystko w porządku. Dostałaś pracę?

Marjorie pokręciła głową.

– Nieee… Ktoś mnie wykolegował. Znowu muszę zaczynać wszystko od podstaw. Cóż, trzy lata podróżowania, podczas gdy ty skończyłaś prawo, wystarczą – zachichotała.

Kocham moją siostrę, ale muszę przyznać, że jest nieco zepsuta. No dobra, bardzo zepsuta. Ale trzeba jej oddać, że nigdy nie bała się ciężkiej pracy.

– Jak minęła wam droga? – dopytywała Jorie.

– W porządku. Talon nawet poczęstował mnie kanapką. Umierałam z głodu.

– Miło słyszeć, bo Tal potrafi zachowywać się z lekka obcesowo. Ale zawsze ma dobre intencje. Prawda, Tal?

Dobre intencje? Fakt, zrobiłbym wszystko dla mojej małej siostrzyczki czy moich braci. Ale czy kiedykolwiek kierowałem się dobrymi intencjami? To było cholernie trafne pytanie. Jedno z tych, na które nigdy nie znajdę odpowiedzi.

Ominąłem je wielkim łukiem. Tak jak robiłem to przez dwadzieścia pięć lat.

– Rozumiem, że Jade będzie mieszkać w tej pustej sypialni obok ciebie, Jorie? Zaniosę jej rzeczy.

– Och, naprawdę nie musisz się… – zaczęła Jade.

– Daj spokój, niech zaniesie – powiedziała Marjorie. – Może od czasu do czasu zrobić dobry użytek ze swoich mięśni.

Policzki Jade poróżowiały. Niech to szlag, czy poróżowiała także na całym ciele? Na piersiach? Na tych cudownych, ponętnych piersiach, które ledwie mogłem dojrzeć pod tą bezkształtną koszulką? Nie ulegało wątpliwości – ta kobieta miała czym oddychać.

– A więc ten obok twojego pokoju, Jorie?

– Tak. To duży pokój, Jade. Ma osobną łazienkę i w ogóle.

– Słuchajcie, naprawdę niepotrzebnie robicie sobie kłopot!

– Kłopot? – roześmiała się Marjorie. – Na miłość boską, ten pokój jest pusty! Tak samo, jak trzy inne. Jonah mieszka w swoim własnym domu na ranczu, niedaleko stąd, a Ryan w domku gościnnym z tyłu. Ten zajmujemy teraz tylko Tal i ja.

Chciałbym mieć wybór.

Kiedy wróciłem z Europy, Jonah już wybudował własne lokum, a Ryan zajął dom dla gości. Mnie przypadł w udziale główny. Dostałem największą sypialnię, ale i tak czułem się w niej jak w zamknięciu. A teraz, gdy zamieszka w nim Jade…

Lepiej będzie, jeśli zacznę planować jakiś dom dla siebie. Jak najdalej od tego.

Chwyciłem walizkę i bagaż podręczny Jade i ruszyłem wzdłuż holu do pokoju Marjorie. Tobołki postawiłem w dodatkowej sypialni. Moja, dzięki Bogu, znajdowała się po drugiej stronie domu.

Muszę trzymać się od Jade Roberts najdalej, jak to tylko możliwe.

Choć wcale nie byłem pewien, czy jakakolwiek odległość zdołałaby ukoić moje pożądanie.