Romans panny Brook

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lydia zastanowiła się przez chwilę nad przyjęciem jego zaproszenia, uznając, że w obliczu tego, co się stało, powinna odmówić. Była jednak zdenerwowana i przygnębiona, a w dodatku nie chciała być sama podczas swej niedoszłej nocy poślubnej, więc przyjęła zaproszenie.

– Cóż… ja… tak, dziękuję, z przyjemnością – rzekła.

Alex wrócił tam, gdzie miał się odbyć ślub, i wezwał Harrisa, swego pokojowego, na którego dyskrecję mógł liczyć zarówno w sprawach zawodowych, jak i osobistych.

– Gdzie jest mój szwagier? – spytał.

– Jeszcze w środku, stara się udobruchać duchownego, który prowadził ceremonię. Zachowuje się tak, jakby nie był niczemu winien.

– To mnie nie dziwi, Harris.

– Chciał pójść za tą młodą damą, ale powiedziałem, żeby zaczekał tutaj.

– Dobrze zrobiłeś. Henry jest ostatnią osobą, którą chciałaby teraz widzieć. Zaprowadziłem ją do hotelu. Przykro mi to mówić, ale mąż mojej siostry jest nicponiem z osobliwym poczuciem humoru, który rozumuje w sposób, mówiąc najoględniej, perwersyjny. Jest zdolny do każdego rodzaju oszustw i przeniewierstw, a gdyby dziś mu się powiodło, przechwalałby się tym podbojem wśród tyle samo co on wartych łapserdaków, nie dbając ani o swoją reputację, ani o ból, który by sprawił zarówno żonie, jak i pannie Brook.

– Cóż, ostrzegał pan siostrę przed tym małżeństwem – zauważył Harris.

– Od kiedy to Miranda słucha tego, co mam do powiedzenia? – odparował Alex. – Niekiedy zastanawiam się nad rodziną, w którą weszła po ślubie. Ileż skaz ma ta gałąź Seymourów! Jak wiesz, nie darzę szczególną sympatią mojego szwagra, ale nie przyszłoby mi do głowy, że jest zdolny do podobnego postępku. Ale cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni, skoro ojciec Harry’ego też był nieznającym żadnych hamulców kobieciarzem, a także hazardzistą, który pozostawił górę długów. Jakieś przekleństwo ciąży na tej rodzinie i nie wiadomo, w kim jeszcze się ujawni. Modlę się, żeby nie w moim jeszcze nienarodzonym siostrzeńcu czy siostrzenicy.

– Wątpię, by tak się stało – powiedział Harris.

– Miejmy nadzieję. Będę chronił Mirandę, ale jak dostanie bzika na jakimś punkcie, to nie ustanie, dopóki nie dowie się wszystkiego. Wie, że Henry spotykał się z inną kobietą, ale nie wie, że posunął się tak daleko. Dla jej dobra wolałbym, żeby ta sprawa została między nami. Jeśli przedostałaby się do publicznej wiadomości, skandal, który niewątpliwie by wybuchł, głęboko by ją zranił.

Alex był człowiekiem poważnym i świetnie zorganizowanym, miał opinię wymagającego pracodawcy. Był też bezwzględny w interesach. Dorobił się majątku na przewozach morskich i górnictwie na północy Anglii, a także na przemyślanych inwestycjach w koleje. Kapitał lokował nie tylko w kraju, ale i za granicą. Wyposażył Mirandę w hojne wiano, wiedząc o długach Henry’ego i jego podupadającym majątku ziemskim.

Ruszył w stronę budynku, w którym odbywał się ślub akurat w chwili, kiedy opuszczał go szwagier. Spojrzał na niego z pogardą.

Henry, zazwyczaj arogancki i pewny siebie, był wyraźnie przygaszony, może nawet trochę zalękniony.

– No i? – zagadnął Alex. – Sprawa się zakończyła w wiadomy nam sposób, bo się przeliczyłeś. Miranda nie chciała zostać w Surrey, a twoi przyjaciele okazali się aż nadto rozmowni. Popełniłeś głupi błąd, z rodzaju tych, które mogły kosztować cię małżeństwo. Co masz do powiedzenia na swoją obronę?

– Cóż mogę powiedzieć? Przecież wiesz wszystko – mruknął Henry.

– Wystarczająco – zgodził się Alex. – Zależy ci tylko na zabawach i rozrywkach, za nic masz innych. Jak śmiesz traktować moją siostrę w tak nikczemny sposób! Wzbudzasz we mnie wstręt.

– Posłuchaj… pozwól mi wyjaśnić – zaczął Henry.

– Zamilknij, głupcze! – Alex rzucił mu miażdżące spojrzenie. – Nie mam ochoty cię słuchać. Chciałbym oszczędzić Mirandzie szczegółów twojego postępku, ale nie wiem, czy uda się tego uniknąć. Będzie głęboko zraniona twoją zdradą, ale w końcu ci wybaczy… Głupia dziewczyna. Nie zasługujesz na jej poświęcenie. Domyślam się, że wynająłeś powóz, żeby tu przyjechać? – Gdy Henry przytaknął, Alex mówił dalej: – Masz natychmiast opuścić to miejsce, nawet gdybyś musiał podróżować nocą. Pojedziesz prosto do żony, wyznasz jej, co zrobiłeś i będziesz błagał o wybaczenie. Zrozumiałeś? – Przygwoździł go rozkazującym spojrzeniem. – Do diabła z tym, nie będę się grzebał w twoich brudnych postępkach, które cię tu przywiodły, bo mógłbym stracić resztki cierpliwości i rozprawić się z tobą tak, jak na to zasługujesz. Będę jeszcze kilka dni na północy. Po powrocie do Surrey zostaniesz w domu u boku żony i będziesz się zachowywał przyzwoicie. Jeśli chodzi o twoich przyjaciół, zachowasz dyskretne milczenie. Oczekuję, że się podporządkujesz. Mamy do przedyskutowania parę ważnych spraw.

– Lydia… panna Brook, ona… – zaczął Henry.

– Nie życzy sobie ciebie widzieć – wpadł mu w słowo Alex. – Nawet nie próbuj się do niej zbliżać, jasne?

Henry kiwnął głową i głośno przełknął ślinę.

– Tak.

Samotna w hotelu, ukryta przed wścibskimi spojrzeniami, Lydia miała wrażenie, jakby całe jej ciało było ściśnięte, żeby coś z niej nie uciekło. Starała się stłumić to uczucie, ale bezskutecznie. Łzy popłynęły jej po policzkach z frustracji i desperacji. Płakała nad teraźniejszością, w której zostały zrujnowane jej marzenia, i nad przyszłością, która jawiła się jej pusta i jałowa.

Pojawienie się w jej życiu Henry’ego i jego oświadczyny oznaczały uwolnienie się od życia, które trzymało ją w pracowni Alistaira. Był kochankiem i pracodawcą jej zmarłej matki, a teraz zatrudnił ją, każąc harować ponad siły, więc czuła się pod nieustanną presją, od której za wszelką cenę chciała się uwolnić, założyć własny zakład krawiecki i tworzyć własne projekty. Było to również marzeniem jej matki. Przed śmiercią powiedziała, że to, iż nie zrealizowała swoich marzeń, nie ma znaczenia, gdyż urzeczywistni je Lydia, a ona będzie w niej żyła dalej.

Henry miał jej umożliwić ucieczkę od dotychczasowego życia.

Jako jego żona byłaby wolna od odpowiedzialności, o czym zawsze marzyła. Małżeństwo z nim spowodowałoby duże zmiany w jej życiu. Gdyby go faktycznie poślubiła, jej sytuacja diametralnie by się zmieniła. On miał być środkiem prowadzącym do celu. Ale tak się nie stanie. Lydia już wiedziała, jak podstępnie nią manipulował przez cały okres ich znajomości. By ją posiąść, okazywał cierpliwość, przebiegłość i stanowczość, żeby zyskać jej zaufanie i wciągnąć do swego łóżka.

ROZDZIAŁ DRUGI

Alex siedział już przy stoliku w hotelowej jadalni, kiedy w drzwiach pojawiła się Lydia. Zatrzymała się, obrzucając spojrzeniem salę, a gdy zauważyła Alexa, który podniósł się z krzesła, ruszyła w jego stronę. Spodziewał się zobaczyć bladą upokorzoną kobietę, tymczasem okazało się, że nie straciła nic ze swej dystyngowanej postawy, która wywarła na nim tak duże wrażenie. Była uosobieniem spokoju, jakby to, co niedawno przeżyła, nie zostawiło na niej żadnych śladów, jakby jeszcze parę minut temu nie płakała rzewnymi łzami w swoim pokoju.

Kiedy szła między stolikami, poruszała się z urzekającym wdziękiem. Miała nieskazitelną cerę barwy kości słoniowej i gęste czarne włosy upięte z tyłu, a z obu stron głowy na skroniach skręcone w loczki przypominające korkociągi. Spod ciemnych rzęs z powagą spoglądały duże zielone oczy. Zauroczony nią Alex obszedł stolik i wysunął krzesło. Kiedy usiadła i mu podziękowała, poczuł podniecający zapach. Była naprawdę zachwycająca. Nic dziwnego, że Henry nie mógł się jej oprzeć. Czy jakikolwiek mężczyzna, w którego żyłach płynęła krew, a nie woda, mógłby na nią nie reagować?

– Wyrazy uznania – zauważył, nie spuszczając z niej wzroku. – Pięknie pani wygląda. Jak się pani czuje?

Lydia poczuła ogarniające ją gorąco, kiedy już po raz drugi tego dnia znalazła się z tym mężczyzną twarzą w twarz. W jego oczach był wyraz szczerego podziwu, surowa przystojna twarz wyrażała szlachetność i dumę, a potężne muskularne ciało emanowało siłą i zmysłowością. Uśmiechnęła się do niego uśmiechem, który rozjaśnił jej inteligentne oczy.

– Bardzo dobrze, zważywszy na to, co się stało – odpowiedziała lekko drżącym głosem. – Gdzie Henry?

– Opuścił Gretnę, więc może pani odetchnąć z ulgą.

– Istotnie. Domyślam się, że wrócił do żony?

– Tak.

– A ten dżentelmen, z którym pan przyjechał? Mam nadzieję, że nie pozbawiłam go pańskiego towarzystwa.

– Ma pani na myśli Harrisa – powiedział Alex. – To mój pokojowy czy też sekretarz, bo tak sobie życzy, by go nazywać. Jest przy mnie dłużej niż sięgam pamięcią. Mam mnóstwo zajęć, wciąż brak mi czasu, a Harris dba o moje potrzeby i zajmuje się moimi sprawami. Jest po prostu niezastąpiony.

Jadalnia hotelowa była zapełniona elegancko i modnie ubranymi gośćmi. Ale właśnie oni dwoje zwracali powszechną uwagę. Lydia wciąż miała na sobie suknię, którą sama zaprojektowała i uszyła na ślub. Wiedziała, że panny młode na ogół wybierają jasne kolory, ale musiała zadowolić się tkaniną dostosowaną do jej możliwości finansowych. Ze spadzistymi ramionami, długimi rękawami, obcisłym stanikiem zwężającym się ku talii i szeroką spódnicą marszczoną w pasie, ściągała na siebie pełne podziwu spojrzenia. Alex, który miał sporo ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, dominował w pomieszczeniu w sposób, którego niejeden mężczyzna mógłby mu pozazdrościć.

Gdy kelner nalał im wina, zadumany Alex zapatrzył się w kieliszek.

– Nie rozważał pan pomysłu, by towarzyszyć Henry’emu do Londynu? – zagadnęła Lydia.

– Jakoś nie mam ochoty spędzać czasu w jego towarzystwie, tym bardziej jeśli mogę tego uniknąć. – Potrząsnął głową. – Poza tym mam interesy na północy i zostanę tutaj co najmniej przez tydzień.

– Ach tak. – Lydia upiła łyk wina i popatrzyła na niego znad brzegu kieliszka. – Czy pańska siostra wie o mnie, o tym, co zamierzał uczynić Henry?

 

– Wiedziała, że opuścił Londyn z jakąś kobietą, ale nie wiedziała z kim – odparł Alex zafascynowany widokiem swojej towarzyszki, której twarz łagodnie opromieniało światło świec. – O ile się orientuję, wszystko zostanie po staremu. Nie mam wątpliwości, że siostra przeprowadzi z nim ostrą rozmowę, ale się z nim nie rozstanie. Małżeństwo jest dla niej wszystkim. Rozumie pani, złożyła przysięgę, przyrzekła, że będzie z nim aż do śmierci.

– Bardzo mi przykro, naprawdę – rzekła Lydia. – Jeśli przysporzyłam jej przykrości, to nieświadomie. Zwiódł mnie. Wydawał się szczery, naprawdę nie miałam powodu mu nie ufać. A prawda wygląda tak, że jak już nabierzesz do kogoś zaufania, pozwolisz mu wejść w swoje życie, uznasz, że jest dobry i uczciwy, to stajesz się bezbronny. Zakpił ze mnie, a ja mogę za to winić tylko siebie.

– Jest pani dla siebie zbyt surowa, panno Brook – zaoponował Alex.

– Nie sądzę. – Usiłowała się uśmiechnąć. – Ale w tej chwili mam chaos w głowie, jestem wściekła i rozgoryczona.

– Rozumiem. Jaki jest pani zawód? – spytał, zmieniając temat.

– Jestem szwaczką – odparła po sekundzie wahania. – Alistair, czyli mój pracodawca, zatrudniał moją matkę aż do jej śmierci przed rokiem.

– Przykro mi z powodu pani matki. Byłyście sobie bliskie?

– Tak, bardzo. Brakuje mi jej.

– Jest pani dobra w swoim fachu? – pytał dalej Alex.

– Myślę, że tak, no i lubię swoją pracę. Będę musiała do niej wrócić nawet za cenę płaszczenia się przed Alistairem, żeby przyjął mnie z powrotem.

– Henry jest za to odpowiedzialny.

– Trudno zaprzeczyć…

– Ma za sobą burzliwą przeszłość – dodał Alex. – Zapewne pani nie wie, że traktuje życie jak zabawę. Ma słabość do ładnych twarzyczek. Dobrze go poznałem, kiedy moja siostra została jego żoną, i wiem, jakie ma apetyty. Podobnie jak ci, z którymi się spotyka. To paczka bogatych dzięki rodowym majątkom i rozwydrzonych dżentelmenów. Henry’ego można uznać jeden z najgorszych przykładów demoralizacji i upadku klasy rządzącej. W towarzystwie znany jest ze swoich ekscesów. – Przerwał na moment. – Jako jedynak był dumą rodziców, którzy zaplanowali całą jego przyszłość. Gdy gorzej urodzeni musieli zmagać się z przeciwnościami losu i z trudem torować sobie drogę przez życie, on miał wszystko podane na tacy, ale nie docenił tego i nie potrafił właściwie wykorzystać. Nie rozumiał, jakim jest szczęściarzem, po prostu był przekonany, że może mieć wszystko, czego zapragnie, bo tak już świat jest urządzony.

– Jego rodzice żyją?

– Po śmierci żony jego ojciec rozpił się i przegrał cały majątek, pozostawiając górę długów, które zmusiły Henry’ego do zawarcia korzystnego małżeństwa. Stąd związek z moją siostrą, która obdarowała go dużym posagiem i oszalała na jego punkcie. Dorastał w przekonaniu, że ma prawo robić wszystko, co z racji urodzenia mu się należy. Jest nie tylko uroczym człowiekiem, jest również ekspertem w sztuce perswazji. Potrafi olśniewać młode damy.

– Zwłaszcza skromną szwaczkę, która daje się łatwo zwieść – powiedziała Lydia, do której dotarło, że rodzina Alexa Goldinga nie jest po prostu zamożna, ale bardzo bogata, skoro wyposażyła córkę w duże wiano.

– Skromna? – Alex uniósł brwi i nagle się uśmiechnął, przyprawiając Lydię o szybsze bicie serca. – Panno Brook, myślę, że ma pani wiele cech, ale skromność nie jest jedną z nich.

Lydia odwzajemniła uśmiech, a jej policzki lekko się zaróżowiły,

– Może nie tak skromna, jak powinnam być, ale głupoty nie sposób wykluczyć – odparła. – Początkowo myślałam, że to dziwne, iż Henry poświęca mi tyle uwagi. Mnie, szwaczce i córce szwaczki! Dawał mi kwiaty, prezenty, prawił komplementy. Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przytrafiło. Pozwoliłam, żeby mną manipulował. Moje zachowanie było reakcją na moją słabość, przez którą stałam się ofiarą jego obezwładniającego uroku.

– Pochlebiało pani jego zainteresowanie. Nie może się pani za to winić – powiedział Alex.

– Nie, pewnie nie… Ale dlaczego żona Henry’ego toleruje jego miłosne podboje?

– Z początku była zaślepiona szczęściem młodej małżonki i pewna uczuć Henry’ego, nie reagowała na to, że inne kobiety zwracają uwagę na jej męża. A on zdradzał bardzo dyskretnie. Szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu, nie dawała wiary plotkom, które dochodziły do jej uszu, jednak z czasem zaczęły się gromadzić dość oczywiste dowody jego niewierności, na przykład częste nieobecności w domu i w małżeńskim łożu, zapach perfum, którymi był przesiąknięty po powrocie. Wreszcie pewna dama, która odrzuciła jego awanse, poinformowała Mirandę o tym, że jej mąż próbował ją uwieść. Oczywiście moja siostra była zdruzgotana i zaczęła się zastanawiać, do czego z powodu niewierności Henry’ego zmierza ich małżeństwo, nie mówiąc już o tym, jak bardzo czuła się nieszczęśliwa.

– Wciąż nie rozumiem, dlaczego go nie zostawi? – Spojrzała pytająco na Alexa.

– Uznała, że tak już musi być. – Potrząsnął głową. – Nie żeby jej to odpowiadało, o tym nie ma mowy, ale wie, że nigdy nie zdoła zmienić męża na tyle, żeby ich życie ułożyło się po jej myśli. Nalega tylko na dyskrecję. W końcu on zawsze porzuca te kobiety. Tak, Miranda pokochała go od pierwszego wejrzenia, ale niezależnie od strony emocjonalnej, to małżeństwo dla nich obojga było korzystne. Ona pragnęła tytułu, a Henry potrzebował jej posagu, żeby ratować popadającą w ruinę posiadłość.

– Ach tak. Po tym, czego się dowiedziałam, nie mogę jej zazdrościć, jedynie się o nią obawiać. Powiedział pan, że on jest baronem? Nie miałam pojęcia, że jest utytułowany, ale oczywiście wiedziałam, że się różnimy. A co z panem? Też ma pan tytuł?

– Nie.

Alex jako człowiek interesu, który do wszystkiego doszedł własną pracą, miał za nic przywileje wynikające z tytułów, tradycji rodzinnych, aksamitnych peleryn i gronostajów.

– A więc czym się pan zajmuje? – spytała Lydia.

– Między innymi interesami.

– Rozumiem. – Nie bardzo rozumiała, ale nie chcąc być wścibska, zadowoliła się tą odpowiedzią i zabrała do jedzenia. – A jest pan żonaty, panie Golding?

– Moja żona zmarła.

– Och, bardzo mi przykro.

– Blanche zginęła, kiedy powóz, którym podróżowała, się przewrócił.

– Co za tragedia – westchnęła Lydia. – Musi pan… musi pan bardzo za nią tęsknić.

– Tak. – Przybrał powściągliwy wyraz twarzy.

– Mam nadzieję, że nie ma mi pan za złe tych pytań. Moja matka zawsze twierdziła, że za dużo mówię.

Popatrzył na nią i ich oczy się spotkały na chwilę, po czym wzruszył ramionami i się uśmiechnął.

– Nie mam. To się zdarzyło trzy lata temu. Nie mam powodu niczego ukrywać. Lepiej o takich rzeczach mówić niż tłumić je w sobie – dodał, ale Lydia widziała, że jego oczy były poważniejsze niż głos, co wskazywało, że wciąż przeżywa ten fakt boleśniej, niż chciałby to okazać.

– Zgadzam się – powiedziała. – Zawsze tak jest najlepiej. Nie… nie myślał pan o ponownym ożenku?

– Nie szukam żony – odparł Alex, potwierdzając te słowa wyrazem oczu i tonem, jakim je wypowiedział. – Jestem zadowolony ze swojej sytuacji. Robię, co chcę, i cieszę się towarzystwem tych kobiet, które pragną mego towarzystwa.

– Zawsze ostrożny, żeby nie dać się złowić – podsumowała Lydia.

– Zawsze. – Uśmiechnął się. – Nie znam pani nawet dobę, panno Brook, a pani już zaczyna mnie znać trochę za dobrze. – Zwrócił wzrok na talerz. – Powinniśmy zjeść, zanim wszystko wystygnie – dodał.

Spojrzał ponad stołem na jej śliczną twarz. Mój Boże, pomyślał, naprawdę jest pięknością. Długie rzęsy skrywały oczy, gdy pochylała się nad talerzem, czerwone wargi były lekko rozchylone. Miała skromną fryzurę i suknię, a jednak kiedy na nią patrzył, przebiegały mu przez głowę myśli dalekie od skromności.

Uniósłszy głowę, napotkała jego spojrzenie i zmarszczyła pytająco brwi.

– O co chodzi? – spytał z lekkim uśmiechem.

– Dlaczego patrzy pan na mnie w ten sposób?

– A dlaczego miałbym nie patrzeć na tak piękną kobietę? Pani, panno Brook, nawet świętego zwiodłaby na manowce.

– Słyszałam w życiu wiele kwiecistych komplementów, ale ten przeszedł wszystkie inne – skwitowała, czerwieniąc się.

Doskonałe jedzenie i spokojna atmosfera panująca w restauracji uśpiły jej czujność, powodując, że potraktowała swego towarzysza jak równego sobie, kogoś, przy kim mogła się odprężyć.

– Jest pani osobliwą młodą kobietą, panno Brook. Pani towarzystwo jest zarówno przyjemne, jak i wzbogacające.

– Potraktuję to jako kolejny komplement – rzuciła lekko.

– Jest pani inteligentniejsza niż większość kobiet, które znam, więc jeśli nie będzie pani ostrożna, sprawi pani, że zakocham się w jej umyśle, co jednak nie znaczy, że zignoruję przymioty ciała – powiedział półgłosem, przesuwając po niej spojrzenie i zatrzymując je nieco dłużej na krągłych piersiach rysujących się pod malinowym stanikiem sukni.

Lydii zabrakło tchu. Za słowami Alexa kryła się uwodzicielska siła, która przyciągała ją jak magnes, ale nagle sobie przypomniała, z jakiego powodu się tutaj znajduje. Zastanawiała się gorączkowo, co powiedzieć, żeby przywrócić swobodną atmosferę sprzed paru minut, ale nie była w stanie wykrztusić słowa,

– Co jeszcze mówił pani o sobie Henry? – odezwał się Alex, zdając sobie sprawę z kłopotliwej sytuacji i próbując odwrócić swoje myśli od kierunku, w którym podążały.

– Że jego dom jest w Ameryce. Kiedy zaproponował mi małżeństwo, powiedziałam, że powinniśmy dać sobie trochę czasu, by lepiej się poznać. Ale odrzekł, że akurat czas to coś, czego nie ma. Jego ojciec umiera po drugiej stronie oceanu, więc musi wrócić do domu najszybciej, jak to możliwe. Nie miałam powodu, żeby mu nie wierzyć. Nie mogę się z nim równać pod względem wykształcenia czy doświadczenia. Tego wszystkiego, co umiem, nauczyła mnie matka. Była córką pastora z Yorkshire. Muszę zarabiać na życie, nasze pochodzenie i wykształcenie diametralnie się różnią.

– A jednak była pani gotowa wyjść za niego – zauważył Alex.

– Tak, obiecywał mi złote góry.

Uśmiechnął się, gdy zauważył, jak wytworna i pełna wdzięku w każdym calu jest Lydia. Otaczała ją aura spokoju, a przebywanie z nią było dla niego doświadczeniem, na jakie nie był wystarczająco przygotowany. Była naprawdę piękna, o wiele piękniejsza niż kobiety znajdujące się w restauracji, w dodatku go intrygowała i niepokoiła. Instynkt mówił mu, że pod powłoką przyzwoitości kryją się nieujawnione pragnienia.

– Uznała więc pani Henry’ego za dostawcę marzeń – zauważył.

– Może najlepiej w ogóle nie marzyć… – skwitowała z wahaniem.

– Jak długo się znaliście?

– Trzy miesiące.

– Dokąd chodziliście? Dokąd panią zabierał?

– Dlaczego pan pyta? – zdziwiła się.

– On jest dobrze znany i popularny wśród członków swego klubu, ma opinię człowieka, który lubi się zabawić.

– Miałam bardzo niewiele czasu. Widywaliśmy się w niedzielę i czasami w tygodniu, kiedy udało mi się uzyskać wolne popołudnie. Najczęściej spędzaliśmy czas sami.

– To zrozumiałe – stwierdził Alex. – Henry nie chciał rozgłaszać faktu, że ma kochankę.

– Nie byliśmy kochankami – szybko sprostowała, czerwieniąc się. – Nigdy.

– Nie? A więc nie mam wątpliwości co do przyczyny, dla której nalegał na to pozorowane małżeństwo. Najwyraźniej nie był w stanie oprzeć się pożądaniu, mimo że nie zamierzał porzucić żony.

– Od czasu do czasu poznawał mnie z którymś z przyjaciół – powiedziała Lydia. – Na pewno coś by mi napomknęli, chyba że też nie wiedzieli, że jest żonaty.

– Proszę mi wierzyć panno Brook, że wiedzieli – odparł oschle.

– Chce pan powiedzieć, że wiedzieli o tej oszukańczej grze? A więc naprawdę byłam dla nich rozrywką w nudnym życiu?

– Niestety tak. Mówiłem już pani, że nie pierwszy raz zdarzyło mu się coś takiego, choć nigdy nie posunął się do zaaranżowania fikcyjnego małżeństwa, żeby dostać to, czego chciał. Musi pani mieć coś, czego brakuje innym kobietom.

– Nie, jestem jedną z wielu, nikim więcej. – Wzruszyła ramionami.

– Była pani pod jego wrażeniem?

Spojrzała bacznie na Alexa. Która kobieta by nie była, pomyślała.

– Wszystko było dla mnie nowe i ekscytujące. To całkiem inny świat niż ten, do którego przywykłam.

– A teraz? Chce pani wrócić do dawnej pracy? – zainteresował się Alex.

– Już panu powiedziałam, że tak. Muszę zarabiać na życie. Zawsze wierzyłam, że szczęście, bezpieczeństwo i sukcesy staną się moim udziałem dzięki temu filarowi, jakim była moja matka, osoba spokojna i łagodna, ale zdecydowana w dążeniu do celu. Po jej śmierci wszystko się zmieniło, aż wreszcie poznałam Henry’ego…

– Przykro mi. – Pokiwał ze zrozumieniem głową. – A co z pani ojcem?

Oczy Lydii natychmiast pociemniały, a twarz stężała. Odwróciła wzrok.

 

– On… jego nie ma w moim życiu – wyjąkała.

– Rozumiem. – Tu leży pies pogrzebany, pomyślał Alex, to właśnie to coś, co nie jest w porządku. Był zaintrygowany. Dlaczego nie chciała mówić o ojcu? Wyczuwając, że jest to dla niej temat drażliwy i bolesny, zaniechał dalszych pytań. W końcu to nie jego sprawa. – A pani pracodawca? Dobrze się z nim pani układa?

– Zawsze starałam się być z nim w zgodzie ze względu na matkę. Wie pan, byli kochankami.

– Jeśli tak, to dlaczego pani nie pomoże?

– Alistair jest surowym szefem. Pracując u niego, zawsze będę wykorzystywaną i kiepsko opłacaną szwaczką. Chciałabym pójść własną drogą, zostać samodzielną krawcową, która nie tylko szyje, ale przede wszystkim projektuje stroje, i robi to na własny rachunek, a nie za skromnie wydzielane przez właściciela zakładu szylingi. Wiem, że mogę nią zostać i pragnę tego, tak samo jak pragnęła tego dla mnie moja matka. Chcę być kobietą samodzielną, która zna swoje prawa. – Westchnęła. – Nie spodziewam się, że pan to zrozumie. Jakżeby pan mógł.

Alex rozumiał więcej, niż sobie wyobrażała. Jako syn zubożałego i częściej pijanego niż trzeźwego robotnika, nie dorastał w dostatku. Był jeszcze chłopcem, kiedy zmarli jego rodzice i wtedy dziadek ze strony matki zapłacił za jego edukację w Marlborough, a potem w Cambridge. Alex żywił dozgonną wdzięczność dla dziadka, który by umożliwić mu zdobycie wykształcenia, wydał wszystko do ostatniego grosza.

Kiedy miał osiemnaście lat, wyposażony w kwotę stu gwinei, udał się statkiem do Ameryki. Życie nauczyło go, że trzeba chwytać okazję, jak tylko się nadarza. Nic nie było mu dane, jednak ryzykowne lokowanie pieniędzy w szeregu inwestycji opłaciło się. Niczym król Midas wszystko, czego się tknął, zamieniał w złoto, po trzynastu latach stał się prawdziwym krezusem i przestał oglądać się wstecz.

Choć zdenerwował się niesmaczną aferą związaną ze szwagrem, która zakłóciła jego unormowany rytm życia zawodowego, był pod wrażeniem przenikliwości i inteligencji tej młodej kobiety i zdziwiony, że nie przejrzała podstępnej gry Henry’ego. Im dłużej przebywał w jej towarzystwie, tym bardziej go intrygowała. Miała swobodę bycia, pewność siebie i wytworność kłócącą się z jej pochodzeniem. Ujęła go pogodnym uśmiechem, szczerym spojrzeniem i naturalnością. Słuchając jej, miło spędzał czas.

Opowiedziała mu, jak w wieku trzynastu lat poszła do terminu i zyskała gruntowną wiedzę na temat tkanin i dodatków krawieckich. Jak uczyła się projektowania ubiorów dla pań i zainspirowana nowo zdobytą wiedzą i własnymi pomysłami, robiła sobie duże nadzieje na przyszłość. Powiedziała mu, że ma odłożoną niewielką sumę na czarną godzinę, a kiedy zaoszczędzi dostatecznie dużo, zrealizuje nadzieje, które pokładała w niej matka. Wreszcie, skończywszy mówić, popatrzyła na niego i westchnęła.

– Przepraszam. Nie chciałam tak się rozgadać. Musi się pan zastanawiać, jak mogę mówić z takim entuzjazmem o swojej pracy po tym, jak mnie potraktował Henry. Obiecywał, że wszystkie moje nadzieje i marzenia zostaną spełnione, gdy tylko dopłyniemy do Ameryki. Cóż, to już nie nastąpi, ale nie pozwolę, żeby to, co mi zrobił, zniweczyło moje nadzieje na przyszłość. Nie mogę uwierzyć, jak mogłam tak dać się oszukać.

– Nie? Miłość jest ślepa.

– Miłość? – Aż się roześmiała na absurdalność takiego stwierdzenia, równie humorystycznego, co gorzkiego. – O nie, to nie była miłość. Pochlebiało mi, że mężczyzna o takiej pozycji i uroku osobistym, obdarzony radosnym uśmiechem i niefrasobliwym podejściem do życia, poświęca mi tyle uwagi.

– A więc nie kochała go pani? – Alex poczuł dziwną ulgę na to wyznanie, ale jeszcze raz coś ledwo wyczuwalnego w jej zachowaniu kazało mu pomyśleć, że być może jest inna przyczyna, dla której tak ochoczo przyjęła oświadczyny Henry’ego. Może chciała od czegoś uciec i skorzystała z okazji. W końcu przyznała, że nie kochała Henry’ego. A więc czym się kierowała, akceptując jego propozycję?

– Jak można zdefiniować miłość? – powiedziała Lydia, nawiązując do jego pytania. – Dla mnie była to zawsze jedna z największych tajemnic życia. Jak można to racjonalnie wyjaśnić? To tak, jakby próbować wytłumaczyć, dlaczego słońce świeci, dlaczego ziemia się obraca i dlaczego księżyc kontroluje pływy.

– Te zjawiska, które pani wymieniła, są dla mnie racjonalne – roześmiał się Alex. – Zostały nam dane przez naturę.

– To następna sprawa. Jak wyjaśnić naturę.

– To, co pani mówi, brzmi bardzo cynicznie, panno Brook – zauważył Alex. – Miłość nie potrzebuje wyjaśnienia, nieprawdaż? Miłość, jak mi mówiono, to coś, co rodzi się spontanicznie i wzmaga z upływem czasu. Nikt nie potrafi powiedzieć, dlaczego to się zdarza, możemy jedynie opisać, jak to się dzieje.

– I kto teraz jest cyniczny? – Lydia uśmiechnęła się, słysząc jego przekorny ton.

– Punkt dla pani, panno Brook. Proszę mi powiedzieć, dlaczego chce pani wrócić do pracy u Alistaira, skoro nie czuła się tam pani szczęśliwa?

– Szczęśliwa? – Podniosła na niego wzrok. – Myślę, że świat nie ma zbyt wiele do zaoferowania w dziedzinie szczęścia – odpowiedziała bardziej sobie niż jemu. – Bo w tym naszym świecie jest zbyt dużo żalu i bólu.

– Domyślam się, że pani zaznała i jednego, i drugiego. – Spojrzał na nią ponad stołem. – Właśnie mi pani powiedziała, że nie kocha Henry’ego, co wydało mi się dziwne, zważywszy na to, że zgodziła się pani go poślubić. Dlaczego, pytam siebie, kobieta, która jest piękna i inteligentna, to robi. Chyba że chce od czegoś uciec?

– Co skłania pana do takich przypuszczeń? – Rzuciła mu ostre spojrzenie.

– To tylko podejrzenie, ale chyba mam rację, prawda?

– Tak, przynajmniej w pewnym sensie – przyznała po chwili.

– Ucieczka nie zawsze jest najrozsądniejszym wyjściem.

– Może ma pan rację, ale czasami nie ma innego wyboru. – Spojrzała na niego spod długich rzęs.

– To prawda, ale moim zdaniem lepiej zmierzyć się z problemem i go rozwiązać.

– Łatwo panu mówić. – Wzruszyła ramionami.

– Dlaczego pani ucieka, jeśli to nie jest niedyskretne pytanie?

Lydia patrzyła na niego niezdecydowana, zastanawiając się, co by powiedział, gdyby wyjawiła ponurą prawdę kryjącą się za jej akceptacją oświadczyn Henry’ego, dzięki którym znalazłaby się z dala od Londynu i w ogóle od Anglii, daleko od okrutnej prawdy, że mężczyzna, który był jej ojcem, a którego uważała za zmarłego, żyje. Nie chcąc poruszać z kimś obcym spraw tak bardzo osobistych, potrząsnęła głową.

– Owszem, jest, i nie mam ochoty mówić na ten temat.

– Rozumiem, ale podejrzewam, że ma to związek ze smutkiem i bólem, o którym pani wspomniała.

– Tak, doświadczyłam obu tych uczuć ze względu na przywiązanie do osoby czy osób, które je spowodowały, oraz wiedzę.

Matka na podstawie własnego gorzkiego doświadczenia powiedziała jej, że wiedza jest siłą napędową tego świata, że raz zdobytej nie powinno się odrzucać, ale korzystać z niej rozsądnie, a jeśli trzeba to nawet bezwzględnie, i że osoba wyposażona w taką wiedzę mogłaby rządzić światem. Tak więc ona sumiennie przykładała się do nauki, a potem zabrała się do robienia tego, co kazała jej matka. Ale kiedy poznała Henry’ego, okazało się to niewykonalne.

Lydia była kobietą, którą przez większość życia spotykały ciężkie doświadczenia. Nawet pracując u Alistaira, gdzie doceniano jej umiejętności i płacono nieco więcej niż innym zatrudnionym dziewczętom, nauczyła się sama o siebie dbać, nigdy nie pozwalając innym na zbyt bliski kontakt, oczywiście z wyjątkiem matki, i nigdy nie tracąc czujności. Wpuściła Henry’ego do swego życia, ale dała mu z siebie tylko tyle, ile sama chciała.

– Marzyłam o tym, że pewnego dnia mój los się odmieni i byłam pewna, że tak się stało, kiedy pojawił się Henry. Uwierzyłam w cudowną przyszłość, ale okazało się inaczej. – Uśmiechnęła się i ten bezwiedny czarujący uśmiech dziwnie podziałał na serce Alexa. – Proszę mi nie mieć za złe, sir – dodała. – Zważywszy na to, kim jestem, okazuje mi pan wyjątkową uprzejmość i wyrozumiałość. Ale nie powinien się pan fatygować. Jako dżentelmen jest pan zapewne zakłopotany tą sytuacją.