999. Nadzwyczajne dziewczyny z pierwszego transportu kobiecego do AuschwitzTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

DZIŚ SĄ TU zniszczone stare tory kolejowe, zarośnięte trawą i jeżynami, prowadzące do czynnej linii. Biegną ledwie pół metra od koszar, w których były przetrzymywane dziewczęta, i wychodzą z placu, gdzie rdzewieją stare wagony. W oddali wznoszą się pod niebo okryte połaciami śniegu szczyty Tatr Wysokich.

Zaplanowano prawdopodobnie, że pierwsze transporty przyjadą z jakiejś prowincjonalnej stacji. Po pierwsze dlatego, że ewentualne potknięcia organizacyjne zwrócą w tej sytuacji mniejszą uwagę, a po drugie dlatego, że gdyby doszło do jakichś buntów czy protestów, to Gwardia Hlinki zdusiłaby opór bez większego rozgłosu. A rząd nie chciał robić hałasu – ponieważ sejm nie przyjął jeszcze ustawy legalizującej deportację Żydów będących obywatelami słowackimi, wszystko musiało odbyć się po cichu. Tym bardziej że oficjalnie nikogo nie deportowano. Dziewczęta określane były w dokumentach rządowych jako „robotnice kontraktowe33”.

KIEDY WŁAŚCIWIE TE młode niezamężne kobiety znalazły się na celowniku? Kto to wymyślił? Chociaż wydaje się, że nie można oskarżyć o to konkretnego człowieka, to z pewnością ktoś musiał podjąć tę decyzję. Czy rozbawił go pomysł oficjalnego celu pierwszego transportu: dostarczenie siły roboczej do „budowy pomieszczeń” dla kolejnych żydowskich robotników? Bo kto bierze 999 dziewczyn do pracy na budowie? W pewnej chwili pojawiły się plotki, że dziewczyny pojadą do pracy w fabryce obuwia. W tamtym czasie Słowacja należała do największych producentów butów na świecie, a firma T&A Baťa34 do głównych pracodawców w kraju. Naprawdę istniała fabryka obuwia powiązana z Auschwitz-Birkenau i choć żadna z tych 999 dziewczyn (z tego, co wiem) tam nie pracowała, to istotnie należała ona do Jana Antonína Baťy. Plotka, że córki będą pracować w zakładach obuwniczych, uspokoiła wiele rodzin. Ale była to tylko gra, a rząd posługiwał się znaczonymi kartami.

Realizacja planu była następną fazą nieuniknionego. Niemcy wiedzieli już, że najlepszym sposobem deportowania setek ludzi było wepchnięcie ich do wagonów używanych do przewozu bydła. Konka i jego ludzie podchwycili ten pomysł. Czy któryś z nich pomyślał, jak zimno w nich będzie i na jakie podmuchy mroźnego wiatru będą narażone kobiety, jadąc w tych wagonach przez Karpaty, nieopodal Tatr? I to w marcu! A kto wpadł na pomysł, by wyznaczyć rejestrację tych dziewcząt akurat w szabat? Albo kto zdecydował, by do każdego wagonu wstawić dwa wiadra – jedno z wodą do picia, a drugie puste służące za latrynę? No a czy któryś z tych mężczyzn pomyślał, że niektóre z dziewcząt mogą mieć akurat okres? Oczywiście, że nie. To była wojna psychologiczna, która niedługo miała się przekształcić w ludobójstwo. Logistyka transportów była dużym wyzwaniem, ale czy kiedy przyszło do jej realizacji, to któryś z mężczyzn pomyślał o własnych córkach? Siostrach? Kuzynkach? Czy któryś się zatrzymał i uznał: „To nie wyszło tak, jak myślałem. Wyszło paskudniej. Wstrętniej. Przecież to dziewczęta!”?

W MINISTERSTWIE SPRAW WEWNĘTRZNYCH nie było windy typu paternoster. Wiek budynku nie pozwalał na zainstalowanie tam żadnej windy, więc doktor Gejza Konka musiał wspinać się po schodach do swojego biura. W wyłożonym dębową boazerią gabinecie kazał zaraz sekretarce przynieść najnowsze dokumenty do podpisu. Świeżo przygotowane na cienkim przebitkowym papierze, poprzekładanym kalką tak, by uzyskać trzy kopie, polecenia dotarły na jego biurko do ostatecznego zatwierdzenia.

Nie zawracając sobie głowy tym, że „osoby” przeznaczone do deportacji to kobiety, przejrzał dokumenty, szukając błędów maszynowych:

Bratislava-Patrónka35: stacja kolejowa Lemec – pojemność 1000 osób

Sereď: obóz pracy dla Żydów w Seredzie, stacja kolejowa nad Wagiem – pojemność 3000 osób

Nováky: obóz żydowski, stacja kolejowa Nováky – pojemność 4000 osób

Poprad: stacja kolejowa Poprad – dla 1500 osób

Žilina: stacja kolejowa Žilina – dla 2500 osób.

Początkowo Słowacy zamierzali usunąć pięć tysięcy żydowskich dziewcząt w ciągu zaledwie pięciu dni – byłoby to osiągnięcie, na które do tej pory nie zdobyli się nawet niemieccy naziści. Dokument, który Konka miał podpisać, był jeszcze śmielszy, bo mówił o nielegalnej deportacji dwunastu tysięcy „osób”. Gdy doktor przygotowywał się do jego podpisania, pomyślał może o opinii Watykanu. Kilka miesięcy wcześniej nie miał wątpliwości co do kwestii żydowskiej, ale teraz na zarządzeniu miało się znaleźć j e g o nazwisko. Czy odezwało się w nim sumienie? Jeśli nie dbał o zdanie papieża w tej sprawie, to czy nie dbał też o zdanie Boga?

Wydział XIV – Wydział Żydowski – miał jeszcze tylko dwa tygodnie na dopięcie wszystkich szczegółów i rozpoczęcie największej deportacji w historii. No, ale w końcu Wszechmogący stworzył niebo i ziemię zaledwie w tydzień. Nie ma rzeczy niemożliwych.

Za oknem jego gabinetu nad zamarzniętym Dunajem unosiła się mgła. Kiedy unosił pióro, którym miał podpisać papier, Konka zapewne wierzył, że jego kariera idzie we właściwym kierunku. Przycisnął do kartki stalówkę swego wiecznego pióra i nabazgrał szybko: „W imieniu ministra dra Konki” – i tak przypieczętował los tysięcy młodych kobiet.

Choć podpis ten zapewnił Konce miejsce w annałach hańby, w ciągu następnych tygodni sam Konka zniknął36 z dokumentów i świadectw historycznych, a na stanowisku szefa Wydziału Żydowskiego zastąpił go osławiony Anton Vašek. Zadowolony z siebie, otyły i skorumpowany biurokrata, który z czasem zyskał przydomek „Król Żydów”. Vašek uwielbiał brać łapówki, sam wysuwał żądania i wycofywał się z umów z tymi Żydami, którzy płacili mu za mało. Kilka tygodni po tym, jak pierwszy transport przeszedł do historii, Konka po prostu zniknął – podobnie jak tysiące dziewcząt, które deportował.

22 W rozdziale tym wykorzystuję różnorakie informacje zebrane w Słowackim Archiwum Narodowym, wiedzę ze starych pocztówek, wizyt w historycznych budynkach, spacerów po ulicach Bratysławy, rozmów z doktorem Pavolem Mešťanem i doktor Stanislavą Šikulovą, z eseju doktora Ivana Kameneca The Deportation of Jewish Citizens from Slovakia in 1942 (w: Yehuda Bauer, Uncovering the Shoah Conference in Žilina, Slovakia, 2015) i z osobistych doświadczeń Ivana Jarnego.

23 szef Wydziału Żydowskiego: Doktor Pavol Mešťan, rozmowa z autorką; Kamenec; The Wannsee Conference.

24 Rząd słowacki miał zapłacić: „500 reichsmarek za jednego deportowanego Żyda, co dawało 45 milionów za dziewięćdziesiąt tysięcy słowackich Żydów, a to stanowiło około 80 procent wszystkich podatków, jakie Słowacy wyciskali z nich rocznie. Mówiąc cynicznie, Słowacy nic na tym nie zyskali”, Bauer s. 67.

25 materiały do przesiedlenia Żydów: puszka cyklonu B z oryginalnym podpisanym zamówieniem znajduje się na wystawie w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

26 W 1941 roku, po tym jak rząd Tisy: ibid., s. 65.

27 Koso obniżył dolną granicę wieku: ibid., s. 66.

28 Na konferencji w Wannsee: Die Wannseekonference (The Wann­see Conference), 1984.

29 minister spraw wewnętrznych: Kamenec, s. 120, i Fiamová, s. 66.

30 O ile zmiana prawa: ibid.

31 ekonomiczny szwindel: Bauer, s. 66.

32 przedstawiciele rządu niemieckiego: ibid.

33 robotnice kontraktowe: „Lists of Jews”, YV.

34 T&A Baťa: Dwork, Engle.

35 Bratislava-Patrónka: SNA.

36 Konka zniknął: pierwszy transport nie poszedł zgodnie z planem i to niepowodzenie doprowadziło do poważnych zmian personalnych na początku 1942 roku. Alexander Mach ewidentnie zwolnił Gejzę Konkę za nieumiejętność przeprowadzenia deportacji, gdyż w Bratysławie na przykład w drugim transporcie odjeżdżającym z ośrodka koncentracyjnego Patrónka było tylko 770 dziewcząt, a nie „1000 na jeden pociąg”, czego chcieli Niemcy. Rajcan i Fiamová.

ROZDZIAŁ 4

Czego od nich mogli chcieć?

Trochę kobiet, reszta dzieci.

Ladislav Grosman, The Bride

EMMANUEL FRIEDMAN BYŁ dumny z inteligencji córek i chciał, by Lea została prawniczką, a Edith – lekarką, tak by mogły same kierować swoim życiem. Mężczyźni, z którymi się dawniej modlił, byli wierni starożytnym pouczeniom Talmudu, wedle których kobiety powinny siedzieć w domu i wychowywać dzieci – i strofowali go za jego chęć wykształcenia córek. Ale Emmanuel był gorącym zwolennikiem tezy, że kobiety mają dane od Boga prawo do edukacji, zmienił więc synagogę i w nowej spotkał się z bardziej liberalnym podejściem do spraw wiary. Kodeks żydowski jednak sprawił, że Edith i Lea musiały porzucić marzenia o karierze zawodowej, podobnie jak inna młoda kobieta, Manci Schwalbová, która studiowała medycynę i której został już tylko jeden egzamin dzielący ją od dyplomu. Z powodu kodeksu Manci nie dopuszczono do ostatniego testu.

 

Emmanuela i Hannę Friedmanów gnębiło to, że ich córkom nie pozwolono nawet ukończyć szkoły średniej. Jak sobie poradzą bez matury? A teraz miały pracować dla tego samego rządu, który pozbawił je prawa do wykształcenia.

JEDYNA DOBRA WIADOMOŚĆ była taka, że rząd obiecał zrobić wyjątek dla rodzin, których firmy były istotne dla gospodarki państwa i wysiłku wojennego – a Friedmanowie, jak się wydawało, do tej grupy należeli. Było jeszcze kilka podobnie szczęśliwych rodzin. Wnuczki Chaima Grossa, Adela i Debora, też wydawały się uratowane. Kiedy Grossowie zadecydowali, że Debora jest już dość dorosła, aby wyjść za Martina Grosmana, mogli mieć nadzieję, że będzie podwójnie zabezpieczona, zarówno dzięki małżeństwu, jak i dziadkowi. Osiemnastoletnia Adela nie miała takiego podwójnego zabezpieczenia.

Helena Citron pomimo swej nadzwyczajnej urody wciąż była panną, a jej rodzina nie należała do zamożnych. Więc Citronowie na żadne ulgi nie mogli liczyć. Helena będzie musiała pracować dla rządu – chyba że natychmiast wyjdzie za mąż. Jej starsza siostra, Ružinka Grauber, miała męża i dziecko – była więc bezpieczna.

Hanna Friedman zawiązała fartuch i zmarszczyła czoło. „Wyjątki” przynosiły ulgę rodzinom ważnym dla władz, ale sąsiadki Hanny też miały córki. Co będzie z przyjaciółkami Edith i Lei? Zena Haber, Margie Becker, truskawkowa blondynka Anna Herskovic – ta delikatna dziewczyna niezdatna do pracy w fabryce ani na gospodarstwie… A co będzie z tą słodką pyzą Annou Moskovic, która zawsze znajdowała jakiś pretekst, by wstąpić do Friedmanów w czasie pieczenia chleba? Annou uwielbiała chleb Hanny Friedman. A czy Irena Fein stanie się „wyjątkiem”, skoro pracuje w zakładzie fotograficznym, żeby pomóc rodzinie? Dlaczego te wszystkie dziewczyny nie mogą zostać w domu i wspierać rządu na miejscu? Hanna westchnęła, gdy jej córki sprzątały po obiedzie. Będzie musiała przygotować trochę więcej ciasta niż zwykle, żeby upiec chałkę dla Annou.

Siedząc przy piecu w białej izbie, Emmanuel spoglądał na strapioną twarz żony. Nie było wątpliwości, że ich córki zostaną „gwałtem porwane” do pracy.

– Lea ma papiery na wyjazd na Węgry – przypomniała mężowi Hanna. – Niechby tam pojechała, gdzie jest trochę spokojniej. Edith mogłaby do niej dołączyć po przejściu przez zieloną granicę. Zawsze to lepsze niż ten wyjazd do pracy.

Emanuel nie aprobował wykręcania się od obowiązków narzuconych przez rząd.

– Takie jest prawo – powiedział do żony.

– To jest złe prawo.

– Ale prawo. Żyd łamiący prawo to nie to samo, co goj łamiący prawo. – Emmanuel obawiał się reperkusji.

Dyskusja Friedmanów odzwierciedlała dylematy, przed którymi stawali wówczas żydowscy rodzice w całej Słowacji. Śnieg, nieskalany dotychczas i biały, zrobił się szary i brudny. Świerki z gałęziami ciężkimi od niego pochylały się i łamały pod ciosami bezlitosnego wiatru. Białe płatki falowały nad zmarzniętą ziemią. Potężne burze przetaczały się po nocnym niebie aż ku węgierskiej granicy i dalej, w stronę frontu wschodniego. Żaden Żyd nie spał dobrze w tamtym tygodniu.

W PRESZOWIE ADOLF AMSTER37 uzyskał zapewnienie, że jako poważny biznesmen może liczyć na wyjątkowy status dla swojej rodziny – i jego najmłodsza córka Magda będzie bezpieczna. Hartmannowie, którzy prowadzili dużą farmę mleczarską, też mieli otrzymać specjalny status. W zasadzie ze słów niektórych ludzi można było wywnioskować, że na wyjątkowe traktowanie mógł liczyć każdy. Fabrykanci, dobrzy handlowcy, farmerzy – każda rodzina prowadząca realny i ważny dla państwa interes miała uzyskać prawo do zatrzymania swoich córek w domu.

Dokumenty poświadczające wyjątkowe traktowanie były obszerne, a sekretarki w ministerstwie w Bratysławie musiały je sumiennie wystukać na maszynie. Proces ich uzyskania wcale nie był prosty, a biurokracja rządowa – nigdy zbyt wydajna – teraz zrobiła się jeszcze bardziej niemrawa. Kiedy wieści o wyjeździe do pracy przymusowej dotarły do Rzymu, Watykan wysłał w marcu38 innego swojego przedstawiciela, by się wstawił za Żydami. Aby przeciwdziałać naciskom watykańskim39, Eichmann kazał jechać do Bratysławy swojej prawej ręce oraz „specjaliście i doradcy do spraw żydowskich40”, pulchnemu esesmanowi Dieterowi Wislicenemu. Miał on przypilnować, żeby pierwszy „oficjalny” transport żydowski41 odjechał zgodnie z planem. Wisliceny konsultował się z Konką co do ewentualnych trudności związanych z wywózką pierwszego tysiąca dziewcząt, ale Konka był przekonany, że nawet jego ambitny plan42 transportu pięciu tysięcy dziewcząt w ciągu zaledwie pięciu dni jest do wykonania.

Nieświadomi politycznego chaosu wywołanego sprawą „wyjątków”, żydowscy rodzice wierzyli, że rząd przyśle obiecane dokumenty, zanim ich córki będą się musiały zgłosić do pracy. Hanna Friedman codziennie z biciem serca oczekiwała listonosza. Tuliła i ściskała swoje córki, przeczesywała palcami włosy Lei, klepała po policzku Edith, śpiewała z nimi piosenki. Ludzie Chaima Grossa wisieli na linii łączącej jego biura z ministerstwem w Bratysławie. Ślub Debory był tuż-tuż. Ponieważ cierpiała ona na reumatoidalne zapalenie stawów, powinna była uzyskać ostateczne zwolnienie od pracy. Ale co będzie z Adelą?

Burmistrz Humennego zapewnił swoje najważniejsze rodziny żydowskie, że wszystko będzie w porządku, ale bez oficjalnych dokumentów jego obietnice niewarte były funta kłaków. Emmanuel Friedman znał od lat ludzi pracujących w lokalnej administracji rządowej, ale oni wiedzieli tyle co on. Nikt się nie orientował, kiedy obiecane dokumenty nadejdą. Jedyną pewną rzeczą było surowe ostrzeżenie powtarzane w całym mieście: jeśli nazwisko jakiejś dziewczyny jest na liście, a ona nie zgłosi się do rejestracji, zostanie aresztowana.

Była lista nazwisk?

Była, oczywiście, że była.


Lista dziewcząt z Humennego z ich datami urodzenia i adresami. Lea i Edith (Edita) figurują pod numerami piętnastym i szesnastym. Znaczki na marginesie sugerują, że zostały zarejestrowane. Fotografia dzięki uprzejmości Juraja Levickiego.

Źtódło: przewodnicząca ŽNO, Preszów, i Juraj Levický, Archiwum Humennego

GDY NIEMCY PODPORZĄDKOWAŁY sobie Słowację43, powołano rady żydowskie – rzekomo po to, by wypowiadały się w imieniu poszczególnych społeczności. W praktyce nie miały one żadnej władzy ani zakresu odpowiedzialności poza zbieraniem informacji o miejscowej ludności żydowskiej. Początkowo wydawało się, że chodzi o niepotrzebną, ale niewinną biurokrację, lecz dane te miały umożliwić Gwardii Hlinki szybką mobilizację przeciw słowackiemu żydostwu. Stanowiły bazę informacji do dyspozycji władz. Regionalne listy były sporządzone alfabetyczne i zawierały daty urodzenia i adresy. Policja musiała tylko udać się pod zapisany adres i zaaresztować dziewczynę, chyba że jej nazwisko zostało urzędowo wykreślone z wykazu.

Rankiem 20 marca44 1942 roku Brody Sloboda wychodził właśnie ze swojego mieszkania, gdy natknął się na sąsiada, urzędnika goja.

– Marny dziś dzień dla Żydów – odezwał się ten człowiek do Slobody.

– A to czemu?

– Widziałeś to? – Urzędnik pokazał Slobodzie listę z nazwiskami dziewcząt. – Dzisiaj zabierają żydowskie dziewczyny do obozów pracy.

Na górze listy widniało nazwisko kuzynki Slobody, Judity Hassovej.

– Gdybyś mógł wyświadczyć mi przysługę… Wykreśl to nazwisko.

Urzędnik wyciągnął ołówek i przeciągnął kreskę po nazwisku Hassovej.

Siedemdziesiąt pięć lat później syn Judity, Ivan Sloboda, wciąż zastanawia się, czemu tych dziewcząt było akurat 999: „Może moja matka miała numer tysiąc?”. Ale przyczyny zestawienia trzech dziewiątek mogły też być znacznie bardziej tajemnicze i złowieszcze.

37 W Preszowie Adolf Amster: Benjamin Greenman, mail, oraz Giora Amir, A Simple Life, a także rozmowa z autorką.

38 Watykan wysłał w marcu: Kamenec, s. 120.

39 Aby przeciwdziałać naciskom watykańskim: ibid.; Bauer, s. 68.

40 specjaliście i doradcy do spraw żydowskich: ibid.

41 pierwszy „oficjalny” transport żydowski: Helm, s. 181.

42 jego ambitny plan: Fiamová, s. 125.

43 Gdy Niemcy podporządkowały sobie Słowację: ibid.

44 Rankiem 20 marca: Ivan Sloboda, rozmowa z autorką.

ROZDZIAŁ 5

Tet

9: reprezentuje ukrytą odwróconą wspaniałomyślność.

MAJĄCY OBSESJĘ NA punkcie okultystycznego mistycyzmu przywódcy III Rzeszy nie wahali się sięgać po wszelkie praktyki, które mogłyby im zapewnić zwycięstwo. Himmler był zapalonym miłośnikiem astrologii, Goebbelsa fascynował Nostradamus i dzielił pasję do jego przepowiedni z Hitlerem, który był nimi „bardzo zainteresowany45”. W latach czterdziestych w Rzeszy działali „naukowi” astrologowie, parapsychologowie i cała dywizja badaczy Nostradamusa, z zapałem interpretująca jego przepowiednie co do upadku Francji i całej Europy. „Uwaga! Nie pokazujcie nikomu Nostradamusa” – ostrzegał swoich zauszników Goebbels. Ciekawe, co Nostradamus pisze o liczbie 999: „Na sądzie, choć będzie 999 takich, co potępią jakiegoś człowieka, będzie on ocalony, jeśli wstawi się za nim choć jeden”. Widać nie było ani jednego, który wstawiłby się za naszymi 999 dziewczętami.

Hitler wykorzystywał pogańską mitologię do manipulowania masami, co jest dobrze udokumentowane, a im więcej „kosmobiologów”46 popierało nazistowską ideologię, tym mocniej nazistowscy przywódcy byli przekonani, że „ktokolwiek się z nią zetknie, uruchamia magię”. Himmler uważał astrologię za „naukowo uzasadnioną47 i całkowicie precyzyjną”, nic więc dziwnego, że miał osobistego astrologa, Wilhelma Wulffa, od którego uzależnił się do tego stopnia, że w 1944 roku wykorzystywał układ gwiazd do podejmowania strategicznych decyzji wojskowych i politycznych. W ostatnich dniach Rzeszy szef zagranicznego wywiadu SS zwrócił się do Wulffa, by dowiedział się, co Himmler48 – wówczas druga postać reżimu – zamierza teraz zrobić.

Praktyki numerologiczne49 sięgają starożytnej Grecji i matematyki Pitagorasa, a nawet jeszcze dawniejszych czasów – Babilonu i jego systemu chaldejskiego. Astrologowie często korzystali z numerologii, a zważywszy na nazistowski amalgamat Nostradamusa, pogańskiej mitologii i astrologii, można się zastanawiać, czy któraś z tych praktyk nie miała wpływu na wybór liczby 999, gdyż pierwszy kobiecy transport do Auschwitz zarządzony został przez samego Himmlera.

3 marca 1942 roku Himmler odwiedził Maxa Koegela, komendanta Ravensbrück, aby omówić nową dyrektywę, która wyniknęła z konferencji w Wannsee (chodziło o stworzenie obozów zagłady dla Żydów). Dlaczego rozmawiał właśnie z Koegelem? Ravensbrück było jedynym żeńskim niemieckim obozem koncentracyjnym. I choć nie mamy dowodu, iż wspomniana dyrektywa miała najpierw uderzyć w młode kobiety, Himmler wiedział już albo sam o tym zdecydował, że pierwsze transporty ze Słowacji będą się składać właśnie z nich. Problem polegał na tym, że w Ravensbrück było już około pięciu tysięcy więźniarek i obóz nie mógł przyjąć więcej. Trzeba było stworzyć nowy żeński obóz. W Auschwitz.

Powiadomiony o planie Himmlera komendant Auschwitz Rudolf Höss polecił opróżnić z więźniów bloki od piątego do dziesiątego. Do marca 1942 roku przetrzymywano w nich ponad dwadzieścia tysięcy radzieckich jeńców wojennych, z których większość zmarła lub została zabita. Dziewięciuset z tych mężczyzn, którzy jeszcze żyli, przeniesiono do dawnych stajni polskiej artylerii konnej, oddalonych o pięć kilometrów. Teraz trzeba było tylko zbudować ogrodzenie oddzielające obóz kobiecy od męskiego i znaleźć strażniczki.

 

Czterdziestodwuletnia Johanna Langefeld50, oberaufseherin51 SS (starsza nadzorczyni), pracowała w Ravensbrück od 1939 roku jako naczelniczka strażniczek i Himmler, który od dłuższego czasu z nią współpracował, wiedział, że można polegać na jej zdolnościach organizacyjnych przy tworzeniu nowego obozu kobiecego. Langefeld uważała, że „wychowanie” więźnia łączy się z karami cielesnymi, które dziś zakwalifikowalibyśmy do tortur, ale potrafiła też bronić lubiane przez siebie osadzone. W Wannsee przyjęto nową politykę i Himmler nie robił z niej tajemnicy przed ludźmi z SS. Jako nadzorczyni nowego obozu kobiecego w Polsce Langefeld musiała być świadoma, że Żydówki pozostające pod jej kontrolą będą wykorzystywane jako niewolnicza siła robocza dopóty, dopóki będą w stanie pracować, a później zostaną zabite. Było to, co prawda, sprzeczne z przekonaniami religijnymi Langefeld, ale nie przepadała ona za Żydami, a przeniesienie do Auschwitz było ewidentnym awansem. Zresztą jej współpraca z komendantem z Ravensbrück nie układała się dobrze, a w Auschwitz miała być odpowiedzialna za cały obóz kobiecy i mogła się wykazać przed Himmlerem. Taką przynajmniej miała nadzieję.

Prawdopodobnie znane jest tylko jedno zdjęcie Langefeld. Maszeruje na nim za Himmlerem i trzema oficerami Gestapo wzdłuż odrutowanego muru, zapewne w Ravensbrück. Him­mler idzie z przodu, trzymając w dłoni rękawiczki. Na ziemi leży śnieg, a w porównaniu z goliatami z Gestapo Langefeld wydaje się malutka. Na głowie ma furażerkę; siwiejące włosy spięła ciasno w kok. Jej płaszcz jest prosty, bez dystynkcji. Jej twarz przywodzi na myśl zgorzkniałą matronę. Auschwitz miało ją jeszcze postarzyć. Po lewej stronie zdjęcia stoją w trzech szeregach strażniczki. To najwyraźniej zdjęcie z inspekcji obozu.

Na trzy tygodnie przed przyjściem pierwszego oficjalnego transportu Żydówek miała mnóstwo do zrobienia. Himmler polecił jej wybrać52 strażniczki z personelu SS oraz 999 więźniarek, które miały pracować w Auschwitz jako kapo.

Dlaczego nie wziąć tysiąca – tak dla równego rachunku? Czy wybór liczby 999 był przypadkowy? Tylko czy Himmler cokolwiek robił bez głębszego namysłu?

Tradycyjnie numerologię i astrologię uważa się za „narzędzia mądrościowe53”, które pomagają wprowadzić porządek do chaotycznego kosmosu. Każdej liczbie przypisywane są specyficzne znaczenie i siła, a kiedy dana liczba jest potrojona, to jej działanie podnosi się do trzeciej potęgi. A więc stworzenie takiego numerycznego trypletu mogło służyć określonemu celowi.

W systemie pitagorejskim54 liczby odzwierciedlają cykle. Liczba 1 jest liczbą inicjującą, a liczba 9 jest punktem kulminacji, dopełnienia. Zestawienie trzech dziewiątek sygnalizuje kategoryczny punkt końcowy, natomiast liczby 10 i 1000, które następują po 9 i 999, wyobrażają nowy punkt startowy – millennium. Jeśli 9 jest liczbą ciemną55, to numerolog przyjrzałby się intencji kryjącej się za jej użyciem. W przypadku Holokaustu trzy dziewiątki wskazują jasno na pragnienie zakończenia czegoś. Dziewiątka ma też mistyczne właściwości matematyczne, gdyż liczby podzielne przez 9 zawsze redukują się lub kulminują do swojej źródłowej liczby: 9.

9 + 9 + 9 = 27; dodaj 2 i 7 = 9.

W kwestii dat pitagorejscy numerolodzy rozkładają liczby dnia, miesiąca i roku na liczby pojedyncze, a potem dodają je tak, by sumą była liczba pojedyncza. W tym systemie 26 marca 1942 roku również równa się dziewiątce, gdyż:

0 + 3 + 2 + 6 + 1 + 9 + 4 + 2 = 27 = 2 + 7 = 9.

Poza tym w systemie pitagorejskim każda litera ma wartość liczbową. „Heinrich” daje 9, tak jak „Luitpold” i „Himmler”. Jego data urodzenia: 7 października 1900 roku – też daje 9. Czy Himmler użył sekwencji liczb ze swego imienia nazwiska i daty urodzenia do oficjalnego rozpoczęcia ostatecznego rozwiązania, by wykorzystać siłę kart przeciw Żydom? Czy potęga liczb i wykresów astrologicznych miała jego zdaniem zapewnić sukces ostatecznego rozwiązania? I kwestia żydowska byłaby załatwiona. Definitywnie.

Trudno powiedzieć, w co mógł wierzyć Himmler, bez twardych dowodów z jego dzienników, ale faktem jest, że liczba dziewcząt, które miały dotrzeć do Auschwitz w pierwszym transporcie, nie wynosiła 1500 „osób”, zgodnie z notatką podpisaną przez Konkę 13 marca 1942 roku. Wynosiła 999. I dokładnie o takiej liczbie mówił Himmler dziesięć dni wcześniej w Ravensbrück.

Teraz powinniśmy przyjrzeć się znaczeniu astrologicznemu daty przybycia dziewcząt. Będąc gorliwym zwolennikiem56 tej dziedziny, Himmler od 1928 roku kazał sobie przygotowywać wykresy astrologiczne. Wykres jego daty narodzin – jak mi powiedziała astrolożka i numerolożka Molly McCord – jest astrologicznie „nadzwyczajny”. Nie zdradziłam jej początkowo, że chodzi o jednego z najbardziej osławionych oficerów SS. „Rzadkie aspekty ujawniają jednostkę o przenikliwym umyśle, dążącą do wielkich czynów w świecie, żądną wielkiej władzy i przywództwa” – wyjaśniła. Jeśli chodzi o nazizm, to istotnie, dokonał wielkich czynów. W trakcie swej kariery w szeregach SS bezwzględne pragnienie władzy uczyniło z Himmlera twardego przeciwnika i politycznego oponenta. Celował w grach umysłowych i manipulacji innymi, zawsze dążył do zaszachowania przeciwników, a jednocześnie nie stronił od zakulisowych intryg i nie cofał się przed niczym, by wzmocnić swoją pozycję.

Cztery żywioły, które występują w wykresie, to powietrze (intelekt), ogień (energia), ziemia (gruntowność) i woda (emocje). „Brakuje tutaj emocji57 – tłumaczy dalej McCord. – Na zerze stopni Skorpiona nie ma żadnego współczucia i mało empatii dla ludzkości”.

Istnieje oczywiście możliwość, że liczba 999 wiązała się dla Himmlera z jakąś osobistą teorią. Goebbels na przykład był znany58 z takiego interpretowania Nostradamusa, jakie mu odpowiadało. Jeśli za trzema dziewiątkami skrywa się jakieś znaczenie, to taki rodzaj zimnej kalkulacji jest znamienny dla gry, którą Himmler prowadził na szachownicy ostatecznego rozwiązania – a kobiety były jego zakładniczkami. Jeżeli zażądanie 999 kapo z Ravensbrück było jego pierwszym posunięciem, to czy deportowanie 999 żydowskich dziewcząt miało być drugim? I czy celowo podejmował te ruchy w dni, gdy gwiazdy miały być w układzie59 najlepiej dopasowanym do jego wykresu? By przyniosło mu to ostateczny sukces?

Według historyka astrologii Roberta Wilkinsona data transportu i jego czas mogą wskazywać, że było to „rozwidlenie na drodze przeznaczenia”. W astrologii – wyjaśnia – serie wrześniowe odzwierciedlają punkty, kiedy muszą być podejmowane decyzje określające „przyszłe koleje wszystkiego, co się zdarzy, «nieodwracalne absolutne przeznaczenie60»”. Co prawda Himmler manipulował znakami, ale jest jednak mało prawdopodobne, by daty 20 i 26 marca wyciągnął po prostu z kapelusza, tak na chybił trafił. Podobnie trudno mówić o przypadkowości liczby 999 kapo z Ravensbrück. Himmler był zbyt wielkim maniakiem kontroli – tak jak pozostali członkowie najwyższego kręgu nazistowskiego – by rezygnować z tego, co jak wierzył, może mu dać astrologia.

Tego wieczoru, gdy transport opuszczał stację w Popradzie61, planety były połączone skomplikowanym trypletem z datą wizyty Himmlera w Ravensbrück i datą z lipca 1941 roku, gdy Göring wezwał do „całkowitego unicestwienia żydowskiej ludności Europy”. To żądanie Göringa zachęciło uczestników konferencji w Wannsee do sformułowania idei ostatecznego rozwiązania i rozpoczęcia kilka tygodni później jej gwałtownej realizacji, która objęła deportację naszych dziewcząt.

Daty i godziny62 są kluczowymi elementami wykresów astrologicznych. Wiemy, że pociąg opuścił stację o dwudziestej dwadzieścia, co według Wilkinsona ma związek z wizytą Himmlera w Ravensbrück. Następnego dnia rano, gdy oba transporty kobiet – kapo i naszych Żydówek – przybyły do Auschwitz, Mars był w znaku Bliźniąt, co koresponduje z zaćmieniem Księżyca z 3 marca 1942 roku – datą wizyty Himmlera w Ravensbrück i zażądania 999 kapo do pracy w Auschwitz. Zaćmienie to w astrologii uważane jest za Wielki Krzyż Zmienny – potężne zjawisko, kreujące „skoncentrowany konflikt”, „ostry rozłam”. Podwójna opozycja ciał może działać bardzo destrukcyjnie. I wtedy tak zadziała.

Na koniec dodajmy, że istnieje korelacja między tymi wydarzeniami a ogłoszeniami miejskich obwoływaczy sprzed kilku tygodni. 20 marca o ósmej rano, gdy dziewczęta musiały się zarejestrować do pracy i przejść badanie lekarskie, Słońce było w Księżycu Himmlera, który był w Baranie. Pierwszy znak zodiaku, Baran – symbol wojny i agresji – słynie z siły i zdolności inicjacyjnych. Oznaczało to znakomity moment dla Himmlera na rozpoczęcie akcji. To była wojna, a Himmler, z gwiazdami po swojej stronie, właśnie zaatakował – młode żydowskie kobiety.

45 bardzo zainteresowany: Goebbels, Dzienniki, 23 listopada 1939, cyt. w: Kurlander, s. 198–217.

46 im więcej „kosmobiologów”: Kritzinger cytowany w: Kurlander, s. 134.

47 naukowo uzasadnioną: Erkmann cytowany w: Kurlander, s. 137.

48 dowiedział się, co Himmler: Kurlander, s. 289.

49 Praktyki numerologiczne: McCord.

50 czterdziestodwuletnia Johanna Langefeld: Helm, s. 181.

51 Nadzorczynie nie były członkiniami SS, tylko należały do żeńskiej załogi SS. Uznawano je za siły pomocnicze Waffen-SS – przyp. tłum.

52 Himmler polecił jej wybrać: ibid., s. 181.

53 „narzędzia mądrościowe”: Kurlander.

54 W systemie pitagorejskim: McCord.

55 Liczba ciemna to taka, która implikuje negatywne konotacje – wyjaśnia astrolożka i numerolożka Molly McCord.

56 Będąc gorliwym zwolennikiem: Longerich, s. 77–80; McCord.

57 Brakuje tutaj emocji: McCord.

58 Goebbels na przykład był znany: Kurlander, s. 122–123.

59 gwiazdy miały być w układzie: ibid. „Mars 25 marca, w dniu transportu, był blisko Jowisza z wcześniejszej wizyty Himmlera w Ravens­brück 3 marca, a Słońce było w położeniu przecinającym się z drogą Marsa (planetą wojny) 10 lipca 1941”.