Długi taniec za kurtynąTekst

Z serii: Reportaż
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

W serii ukazały się ostatnio:

Cezary Łazarewicz Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 2)

Filip Springer Miedzianka. Historia znikania (wyd. 4)

William Dalrymple Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we współczesnych Indiach (wyd. 2)

Barbara Demick Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader Dzienniki kołymskie (wyd. 2)

Ben Rawlence Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców

Dariusz Rosiak Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha

Jean Hatzfeld Więzy krwi

Aleksandra Boćkowska Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL

Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe

Ewa Winnicka Był sobie chłopczyk

Cezary Łazarewicz Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka (wyd. 3)

Paweł Smoleński Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”

Marcin Kącki Poznań. Miasto grzechu

Piotr Lipiński Bierut. Kiedy partia była bogiem

Tomasz Grzywaczewski Granice marzeń. O państwach nieuznawanych

Cezary Łazarewicz Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej

Zbigniew Rokita Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium

Swietłana Aleksijewicz Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości (wyd. 4)

David I. Kertzer Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne

Rana Dasgupta Delhi. Stolica ze złota i snu (wyd. 2)

Karolina Bednarz Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet

Paweł Smoleński Królowe Mogadiszu

Rob Schmitz Ulica Wiecznej Szczęśliwości. O czym marzy Szanghaj

Marek Szymaniak Urobieni. Reportaże o pracy

Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk

Jacek Hołub Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci

Marcin Michalski, Maciej Wasielewski 81 : 1. Opowieści z Wysp Owczych (wyd. 2)

Marta Madejska Aleja Włókniarek

Ilona Wiśniewska Lud. Z grenlandzkiej wyspy

Remigiusz Ryziński Dziwniejsza historia

Maria Hawranek, Szymon Opryszek Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju

Marcelina Szumer-Brysz Wróżąc z Fusów. Reportaże z Turcji

Mariusz Surosz Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów (wyd. 2 zmienione)

Swietłana Aleksijewicz Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka (wyd. 3)

Wojciech Górecki Buran. Kirgiz wraca na koń

Agnieszka Rybak, Anna Smółka Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP

Piotr Lipiński, Michał Matys Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90.

W serii ukażą się m.in.:

Barbara Demick W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy (wyd. 2)

Paweł Smoleński Wnuki Jozuego

Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska
Długi taniec za kurtyną
Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Tomasz Wierzejski / Agencja Gazeta

Copyright © by Grzegorz Szymanik i Julia Wizowska, 2019

Opieka redakcyjna Łukasz Najder

Redakcja Tomasz Zając

Korekta d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Alicja Listwan / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-805-1

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Motto

Zasady tańca klasycznego (1939–1956)

Legnica. Duma i wstyd

Skaza (1945)

Brzeźnica-Kolonia. Atom i mrówka

Czerwone strażnice (1956–1993)

Kłomino. Widmo i las

Festiwal romansu (1965)

Kęszyca Leśna. Chrystus i żołnierz

Manewry (1980 –1981)

Bielsko-Biała. Kamienie i zapałki

Pirat spada z chmur (1989)

Trzebień. Być albo nie być

Handlujcie, towarzysze! (1956–1993)

Szprotawa-Wiechlice. Żywi i martwi

Ucieczka czołgisty do raju (1991)

Borne Sulinowo. Rasputin i osadnicy

Ogon zdechłego lwa (1990–1993)

Uniejowice pod Legnicą. Muzeum

Podziękowania

Bibliografia

Kolofon

Gdzie stanie żołnierz sowiecki, tam już jest Związek Radziecki.

Józef Stalin

Przez czterdzieści osiem lat Armia Radziecka zajmowała w Polsce siedemset siedem kilometrów kwadratowych. To więcej niż obszar San Marino, Liechtensteinu i Andory razem wziętych. W zamkniętych garnizonach otoczonych zasiekami i murami miała żołnierzy, czołgi, śmigłowce, szpitale, szkoły, głowice atomowe, magazyny paliwa, kino, piekarnie, prokuraturę. Piekła swój chleb i wydawała gazetę.

Pilnowała granic systemu i wiecznego imperium.

Nigdy z Polski nie wyszła. To prawda: wkroczyła jako Czerwona, w 1946 roku zmieniła się w Radziecką, a gdy ją wycofywano w roku 1992, już była Rosyjska.

Kiedy wyjeżdżały ostatnie oddziały, mieliśmy po kilka lat. Pochodzimy z Mazowsza i z Kazachstanu. Wychowywano nas w pogardzie dla radzieckiego żołnierza i w poczuciu dumy z radzieckiego żołnierza.

Jedziemy rozgrzaną autostradą na zachód, w stronę byłych radzieckich garnizonów. Dziś to najczęściej skruszone betonowe skorupy, obrośnięte mchem, bluszczem i chwastem.

Ciemne chmury zbierają się na horyzoncie, a my rozmawiamy o tym, co wrasta w człowieka niezauważone i potrafi być trwalsze niż beton i wieczne imperia.

Zasady tańca klasycznego (1939–1956)

Sima nie rusza się z łóżka. Nie ma dość siły, by wstać i wyjść na słońce. Leży w półmroku, a myśli przepływają przez nią jak spokojna rzeka.

Kolej i stukot pociągu. Szalony taniec na wojskowej ciężarówce. Dziecko zastygłe w bezruchu na chodniku. Zielone robaczywe jabłka.

Jest początek lat trzydziestych. Nad Rusawą w obwodzie winnickim na Ukrainie znajduje się węzeł kolejowy, a przy nim stacja Wapniarka. Pociągi wożą tu węgiel i kamień wapienny do produkcji wapna. Od czasu rewolucji Żydzi opuszczają Wapniarkę, zostawiają sklepy, kamieniołom, aptekę. Nie działa już synagoga. Głód gniecie ukraińską wieś i głodni snują się mieszkańcy Wapniarki.

Głód ma zapach jabłek. Siedmioletnia Sima Trostianiecka biegnie polami. Przeskakuje przez płot, do sadu sąsiadów. Rozgląda się, skrada do jabłonki i potrząsa pniem. A potem wspina się i zrywa pokurczone, robaczywe owoce, które nie spadły. Zjada je od razu albo chowa w sukienkę i biegnie do babci. Mieszkańcy Wapniarki chodzą po ulicach otępiali. Głód otumania jak opium.

 

„Będzie gorzej” – powiadają. To nie lament, ale stwierdzenie faktu.

„Nie wyjedziecie, to umrzecie” – mówi wujek Simy.

W Leningradzie mieszka ciotka Simy. Ze starszym bratem i matką pukają do jej drzwi, a ciotka wybucha płaczem. W siedmiometrowym pokoju we współdzielonym mieszkaniu nie ma gdzie ich pomieścić. Śpią jedno na drugim. Ciotka pracuje w hucie, gdzie należy do organizacji partyjnej. Któregoś dnia wpada radosna do siedmiometrowej klitki, od progu woła: „Załatwiłam!”, i całuje Simę w policzek. Organizacja partyjna przydziela Simie miejsce w żydowskim sierocińcu. Tu państwo ją nakarmi i ubierze, ojcem jest tu komunizm, a matką partia. Sierociniec jest ogromny, po korytarzach można biegać jak po polach wokół Wapniarki. Można nawet tańczyć.

Jak krew przez usztywnione tętnice i zwiotczałe żyły, tak przez pokój w Mohylewie płyną nad dziewięćdziesięcioczteroletnią Simą obrazy.

Ręce rozpostarte jak ptasie skrzydła. Zapach mokrej wojskowej plandeki. Sucharek wymoczony w wodzie.

Jest rok 1933. NSDAP zostaje jedyną legalną partią w Niemczech, a w żydowskim sierocińcu w Leningradzie komisja ustawia dzieci w rzędy i ogląda uważnie. Każe im skakać i śpiewać. Sima śpiewa – szepczą. Sima tańczy – kiwają głowami. Wypisują coś na kartce, a potem zabierają Simę do Leningradzkiego Instytutu Choreografii. Przez następne lata uczy się tam assemblé i effacée. Trenuje sprężystość ciała. Ćwiczy cabriole i batterie. Czyta Zasady tańca klasycznego Agrippiny Waganowej:

Dzieci tańczą i skaczą, lecz ich tańce i skoki są tylko instynktownym przejawem radości. Aby doprowadzić je do sztuki, do stylu, do artyzmu, trzeba nadać im ściśle określony kształt…

Kiedy Sima trenuje ciało, rozciągliwość słowa ćwiczą też radzieccy dyplomaci.

Rankiem 17 września 1939 roku polskiemu ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu zostaje wręczona notatka:

[…] wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje rejony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa jako stolica Polski przestała istnieć. Rząd Polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. […] Dlatego też rząd radziecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralny […].

Ambasador nie przyjmuje notatki. Rankiem „Prawda”, organ prasowy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, przedrukowuje wystąpienie ministra spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa:

Rząd radziecki uważa za swój święty obowiązek podać pomocną dłoń braciom Ukraińcom i braciom Białorusinom zamieszkującym Polskę. W związku z tym rząd ZSRR wręczył dziś rano polskiemu ambasadorowi w Moskwie notatkę, w której poinformował, że nakazał Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granice i wzięły pod swoją opiekę życie i mienie mieszkańców zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi […].

Armia Czerwona wchodzi do Polski. Dzieli ją z nazistowskimi Niemcami, określa linię graniczną. NKWD strzela w tył głowy polskim oficerom w Katyniu, w Charkowie i w Twerze (Kalininie).

Sima ćwiczy skoki i obroty.

Niecałe dwa lata po wręczeniu notatki ambasadorowi Grzybowskiemu Sima kończy Instytut Choreografii i dostaje pracę w leningradzkiej operetce. Ma być solistką baletową, ale Niemcy najeżdżają Związek Radziecki. Szybko zajmują Wapniarkę. Powstanie tu obóz pracy pod administracją Rumunii, sojuszniczki Niemiec. Żydzi i działacze komunistyczni, którzy zostaną w nim zamknięci, będą karmieni paszą dla koni, umierać z głodu albo na tyfus. Wielu zostanie rozstrzelanych.

– Lubiłam strzelać – wspomina Sima, gdy rozmawiamy z nią zimą 2018 roku. – W domu dziecka była strzelnica. Potem w instytucie też chodziłam strzelać, gdy miałam czas. Zawsze trafiałam w środek tarczy. Byłam też dobrą i aktywną komsomołką. A my, komsomolcy, wierzyliśmy w przyszłość, w kraj i w partię. Wszystko, co miałam, dostałam od partii i od ojczyzny. Co mogłam jej dać sama?

W mocnym słońcu czerwca siedemdziesiąt siedem lat wcześniej baletnica Trostianiecka omija kałuże i biegnie ulicami Leningradu do komisji wojskowej. „Macie siedemnaście lat” – rozkładają tam ręce. Tylko jedna kobieta widzi jej złość i smutek i robi jej się szkoda. Daje Simie dobrą radę: by przyszła raz jeszcze, ale tym razem nie mówiła im już prawdy. „Urodziłam się w 1923 roku” – poda więc Sima następnym razem. Ma już osiemnaście lat i jest wystarczająco duża, by iść na wojnę.

Wojskowy samochód przykryty plandeką jedzie przez wyschnięte błoto. Ci, którzy nim podróżują, zamiast karabinów trzymają gitary i harmoszki, a zamiast mundurów mają na sobie pstrokate stroje. To brygada artystyczna. Zamiast walczyć, mają przypominać żołnierzom, że oprócz śmierci istnieje też muzyka. Brygada liczy dwanaścioro śpiewaków, tancerzy i muzyków. Ciężarówka zatrzymuje się na tyłach frontu, artyści odsłaniają ciężką plandekę, demontują zmurszałe burty i zaczyna się występ. Paka robi za scenę, skrzypi od podskoków. Sima tańczy na niej paso doble i bolero, kamarinskaję i czeczotkę. Recytuje poezję w ubłocone twarze żołnierzy. Plandeka opada, artyści jadą dalej.

Plandeka podnosi się 26 grudnia 1941 roku. W hiszpańskiej sukni z falbanami, którą sama uszyła, Sima płynie z muzyką. W rytm wdziera się nagle dźwięk głośniejszy niż wszystkie instrumenty. Ściska ciężarówkę jak w obcęgach. Simę odrzuca w śnieg.

Budzą ją jasne światło i krzyki na łóżkach. Nie czuje twarzy, nie czuje ciała ani nóg. Lekarz, pułkownik Sałomatow, mówi jej, że ma odmrożone nogi. Długo leżała w śniegu. Odłamki pocisku wniknęły w prawą pierś, w lewe udo, w brzuch i w policzek. Ten ostatni wybił jej wszystkie zęby. Trzeba będzie wykonać sztuczną szczękę.

W szpitalu na Wyspie Wasilewskiej w Leningradzie jest tak wielu rannych, że personel szpitalny pyta okolicznych gospodarzy, czy nie mogliby położyć im rannych w korytarzu. Czy wzięlibyście ich do kuchni? Brakuje lekarzy i pielęgniarek.

Po pół roku Sima już chodzi i pułkownik Sałomatow namawia ją na skrócony kurs pielęgniarski. Baletnica jest teraz oficerem medycznym w batalionie artylerii. Szybko wraca jednak do brygady artystycznej. Na razie nie może tańczyć, tylko śpiewa.

Trzydziestotrzyletni Andriej Rajewski, reżyser i aktor, najpierw długo nie może pójść na wojnę. To przez korzenie – kto wywodzi się ze szlachty, nie powinien walczyć za radziecki lud. Ale coraz więcej ludzi umiera i coraz trudniej sprawić, by żołnierze zapominali o śmierci. Brygada koncertowa potrzebuje więcej muzyki, więcej artystów. Andriej Rajewski dostaje zgodę na dołączenie do zespołu. I tak podczas wojny, na drodze rozmiękczonej kołami, pod mokrą plandeką Sima znajduje miłość.

Poród jest ciężki. Daje o sobie znać rana na brzuchu. Dwumilionowe miasto Leningrad oblegają niemieccy żołnierze Grupy Armii „Północ”. Pod śniegiem znikają ulice i place. Elektrowniom w mieście brakuje opału, więc mieszkańcy ogrzewają się, paląc swoje meble i książki. Pośrodku miasta stanęły tramwaje. Odległości trzeba pokonywać piechotą i ludzie przypominają sobie, jak ogromne jest miasto, jak długie mogą być ulice.

Simie i Andriejowi rodzi się syn, a w mieście codziennie umierają ludzie.

– Leżą w śniegu. Dziewczynki i chłopcy, razem z rodzicami. Nikt ich nie chowa, bo nie ma czasu i rąk do kopania – przypomina sobie Sima podczas rozmowy z nami.

Olga Bergholc, poetka i pisarka, wygłasza w radiu przemówienia do mieszkańców. W dzienniku pod datą 7 lutego 1942 roku notuje: „Ludzie mrą potwornie […]. Ulicami wożą już nie trumny, ale zawiniętych w prześcieradła nieboszczyków. Po dwóch na jednych sankach. Jaszka zabiega o wyjazd naszej orkiestry – ratunek dla 250 ludzi. Wyliczał: Pierwsze skrzypce umarły, fagot kona, najlepszy perkusista zmarł”.

I głód, znowu głód, jakby przyszedł tu za Simą z Wapniarki. Je się zupę z drożdży, je się kisiel z kleju stolarskiego. Pije kawę z przecedzonej ziemi i zwęglonego cukru.

Chleb dostaje się na kartki. Pojawiają się kolejne obwieszczenia o obniżonych racjach: trzysta gramów chleba dziennie. Sto dwadzieścia pięć gramów chleba dziennie.

– My, wojskowi, dostajemy dwieście pięćdziesiąt gramów – opowiada Sima. – Ale ten chleb to nie jest chleb, tylko mąka wymieszana z paszą z wytłoków bawełnianych i z sosnowymi wiórami.

Małymi porcjami chleba mieszkańcy posilają się w samotności, bo jedzenie staje się teraz wstydliwe, intymne. Fantazjują o pieczonym prosiaku i marzą o landrynkach. A jedzą koty, psy, szczury, ptaki. Mieszkańców Leningradu można podzielić na spuchniętych i wyschniętych. To dwa stadia głodu. Czasem matka umiera, bo oddaje swoją porcję dzieciom, czasem mąż podkrada żonie ostatni kawałek kromki. A jak umiera ktoś bliski, to wiadomo – rozpacz. Ale przez rozpacz coś przebija. Trudno się do tego przyznać: do końca miesiąca można korzystać z kartek żywnościowych zmarłego. Komisarze ludowi raportują o przypadkach kanibalizmu. W szkole zawodowej numer 39 przy ulicy Mochowej uczniowie koczują bez żadnej opieki. Jedzą koty i psy, a gdy umiera jeden z nich, powoli zjadają także jego.

Raport NKWD z grudnia 1941 roku: „Żona czerwonoarmisty udusiła najmłodszą córkę. Zwłoki wykorzystała dla przygotowania jedzenia dla siebie i pozostałej trójki dzieci”.

Woda na jeziorze Ładoga zamarza. Po lodzie ruszają wozy. Szlak przez jezioro liczy trzydzieści kilometrów, konwoje z żywnością ciągnące przez tę „drogę życia” ostrzeliwane są przez Niemców. Potem udaje się wyrąbać drugi szlak, wąski i niebezpieczny, żołnierze mówią, że to „korytarz śmierci”.

Siedmiomiesięczny syn Simy i Andrieja przestał płakać z głodu, teraz tylko leży. Sima wciąż nie ma mleka. Karmią go sucharkiem wymoczonym w ciepłej wodzie.

– Umieram razem z nim, razem tam idziemy, do śmierci – powie cicho Sima. – Ale mnie odratowali, a jego nie dali rady.

Niemcy wycofują się spod Leningradu po dziewięciuset dniach. Rusza radziecka ofensywa. Sima przyłącza się do 2 Frontu Białoruskiego, wraca do brygady artystycznej.

Płacze, śpiewa, tańczy.

Poza „croisé”. Przy zmianie kierunku spojrzenia mimo woli zmienia się wyraz twarzy. Przy skierowaniu spojrzenia w górę i podniesieniu twarzy rysy się prostują, a wyraz staje się surowszy.

Nad przyciemnionym pokojem w Mohylewie płyną kolejne obrazy.

Twarz wroga w soczewce lunety. Samotność w tłumie świętujących ludzi. Kobieta czekająca na progu mieszkania.

Generał Konstanty Rokossowski lubi sztukę. Jak Simie, historia jemu też wybiła zęby, stracił je na torturach. W czasie czystek stalinowskich został oskarżony o szpiegostwo dla wywiadu japońskiego i polskiego, ale to było dawno. Na długo przed Jarcewem, kiedy przełamał umocnione pozycje wroga i dostał awans na generała porucznika. Długo przed walkami o Moskwę, kiedy w komunikatach przestano go w końcu nazywać anonimowym „generałem R.”. Teraz jest bohaterem. Pod Stalingradem wziął do niewoli feldmarszałka Paulusa i dostał od niego pistolet. Dowodzi 2 Frontem Białoruskim, cieszy się szacunkiem żołnierzy. W okopach zjawia się często w odświętnym mundurze.

Na strzelnicy Sima trafia najpierw w dziewiątkę, potem w dziesiątkę. Za plecami słyszy kasłanie. Staje na baczność, salutuje. „Dobrze strzelacie, sierżancie” – mówi Rokossowski. Przygląda się tarczy. Sima kiwa głową i ćwiczy dalej, bardziej zawzięcie.

– „Pani Zimo”, zwracał się do mnie. „Pani Zimo! Jak się pani czuje?” Kochałam go bez pamięci. Kochałam jak Związek Radziecki! I niepodobny był do żadnego innego dowódcy. Wszyscy nam rozkazywali, a on? „Mam do was prośbę”. Wyobrażacie sobie? Dowódca armii, Konstanty Rokossowski, mówi, że ma prośbę do mnie. W szufladce przy łóżku do dziś mam pod ręką jego zdjęcie. On w mundurze i ja w mundurze, jeszcze dziewczynka – wspomina Sima.

„Towarzyszko, mam do was prośbę – wzywa ją do siebie. – Zginął nasz snajper, towarzyszko, a wy dobrze strzelacie. Proszę, żebyście go przez miesiąc zastąpili”.

„Służę Związkowi Radzieckiemu!” – woła Sima.

Najlepiej się strzela, gdy huczy artyleria i niebo rozbłyska złotym światłem. Trudniej wtedy dostrzec, gdzie się kryjesz. Dbaj o karabin, jest ważniejszy niż twoja ręka. Jest znacznie ważniejszy niż ty, słyszy na przeszkoleniu.

– Tak jak wcześniej trafiałam w środek tarczy, tak teraz trafiałam w Niemców. A wszystkich ich zabiłam osiemnastu – mówi Sima.

W oddziałach snajperskich Armii Czerwonej służy dwa tysiące kobiet. Na front wyruszają dwójkami, giną gęsto. Wojnę przeżyje około pięciuset.

 

Sima:

– Za służbę snajperską Rokossowski wręczył mi pistolet z grawerunkiem: „Starszynie Trostianieckiej od marszałka Rokossowskiego”. I tak szłam z frontem, i tak tańczyłam na froncie, tak śpiewałam i strzelałam. Razem wyzwalaliśmy Polskę.

Kroczy przez Polskę Armia Czerwona.

Z listów jej żołnierzy zarekwirowanych przez cenzurę:

Cześć Pola! Naród tu bardzo biedny, na 4–5 osób hektar ziemi, chleb jedzą raz dziennie, a i tego maksymalnie 10 deko. Nawet nie mają pojęcia, jak się gotuje barszcz ukraiński. Oprócz modlitewnika niczego nie czytali. Nas traktują dobrze, zwłaszcza biedni.

Pierwsi spotykają czerwonoarmiejców partyzanci z Wileńszczyzny. W kwietniu 1944 roku akowski wywiad donosi, że żołnierze Armii Czerwonej kradną zegarki, rekwirują chłopom bydło i konie, które potem sprzedają za wódkę innym chłopom.

Ryszard Kiersnowski, partyzant AK, zanotuje we wspomnieniach:

Krzyczę: „Stupajtie nazad ili otkrojem ahoń!” [Wycofaj się albo otworzę ogień] – a ten przede mną […], stojąc na śniegu całkowicie odkryty, bez najmniejszej szansy przeżycia, odpowiada, a raczej recytuje: „Niet, sowieckij bojec nikogda nie idiot nazad, on wsio w pieriod i w pieriod!” [Nie, sowiecki żołnierz nigdy się nie cofa, tylko zawsze naprzód i naprzód].

Maszeruje przez Polskę Armia Czerwona.

W jednym ze szpitali polowych Effendi Kapijew, radziecki korespondent wojenny, obserwuje, jak śmiertelnie ranny żołnierz prosi siostrę, żeby mu pozwoliła dotknąć piersi. „Siostra odsłania pierś, ranny kładzie na niej rękę i umiera”.

Naciera, szturmuje Armia Czerwona.

Partyzantów AK zamyka w więzieniach. Janek Jankiewicz, pseudonim „Wołga”, siedzi w więzieniu w Starej Wilejce:

W celach niedużych, po czterdzieści osób, tak że mowy nie było, aby się położyć na cemencie. Brud, wszy, głodówka. W lutym 1945 roku opanował nas świerzb. Jakoś po smarowaniu dziesięcioprocentowym kreozotem wyleczyliśmy się. Jednak dalej wszy, pluskwy, brud. W marcu 1945 roku tyfus plamisty. W ciągu tygodnia zmarło trzysta osób. Jako martwy byłem wrzucony do sutereny, tam nas trzech odżyło.

Wykrwawia się Armia Czerwona.

Sześćset tysięcy radzieckich żołnierzy ginie w Polsce podczas wypierania Niemców. Padają w lasach, umierają na przedmieściach miast. Na tyłach frontu działają specjalne oddziały wyłapujące i rozstrzeliwujące tych, którzy nie chcą przeć do przodu.

Przez wsie i miasta idzie Armia Czerwona.

W styczniu odbija Kielce i Kraków. Z Pomorza deportuje do obozów pracy w ZSRR trzynaście tysięcy ludzi. W Nosówce grupa parobków zwraca się do armii z pytaniem: „Dlaczego zwlekamy z wyborem radzieckiej władzy?”. Ksiądz w Czarnorzekach odprawia na jej cześć mszę dziękczynną. W Lublinie czerwonoarmiejcy kradną zegarki i dywany. W Łańcucie komisarze polityczni organizują dla mieszkańców pokaz filmowy, na którym pokazują Tragedię w lesie katyńskim (w filmie za Katyń odpowiedzialni mają być Niemcy).

27 stycznia wyzwala więźniów obozu Auschwitz-Birkenau.

Między 8 a 9 lutego NKWD morduje stu pięćdziesięciu pensjonariuszy domu starców i pięciuset pacjentów szpitala psychiatrycznego w Lubinie. 14 lutego wchodzi do Strzegomia („Około szóstej tupot ciężkich butów na piwnicznych schodach, gardłowe okrzyki i łomot do drzwi. Ktoś otwiera je kopniakiem i stoimy w snopie światła kieszonkowych latarek…” – notuje w dzienniku Helene Plüschke, która potem zostanie wielokrotnie zgwałcona przez żołnierzy). Na terenie Auschwitz-Birkenau NKWD tworzy własny obóz, w którym przetrzymuje jeńców niemieckich.

Kroczy przez Polskę Armia Czerwona.

Montuje wojenne komendantury i zostaje.

Miasto Ogórków zajmuje 9 lutego. Tak, z powodu pól warzywnych i gospodarstw, które otaczały miasto, była nazywana przed wojną Legnica. W Mieście Ogórków nie ma do kogo strzelać. Niemcy zostawili puste domy i ulice. Ale miasto płonie jak pochodnia. Jak Kluczbork, Opole, Twardogóra, Brzeg i Trzebnica. Ogień to triumf. Na spalonym budynku żołnierze wywieszają hasło: „Nasze dielo prawoje – my pobiedili” (Racja jest po naszej stronie – zwyciężyliśmy). Pozostałych w mieście Niemców można rozpoznać po białych opaskach. Temperatura spada do minus dwudziestu stopni. Nastolatek Heinrich Kudoweh zostaje przydzielony do oddziału zbierającego zwłoki. Leżą wzdłuż drogi Legnica–Złotoryja, zmarznięte jak kamień.

„Pobieda!” (Zwycięstwo) – niesie się po legnickiej ulicy 9 maja, trzy miesiące później. Nieznajomi w tłumie polewają wódkę, płaczą, śmieją się, ściskają.

W tłumie stoi Sima. Nie śmieje się, nie płacze. Stoi, jakby była sparaliżowana, patrzy w słońce. „Ja wtedy w tym Leningradzie umarłam”, myśli. Nie odratowali jej. Nie całą.

Zwycięska noc jest niespokojna. Za oknem słychać głosy pijanych, rozlegają się strzały. Właściciela tartaku, pana Bartscha, który ukrył żonę i córkę w piwnicy, kilku radzieckich żołnierzy przypiera do drzwi stodoły. Grożą mu rozstrzelaniem.

– Dobrze tańczył marszałek Rokossowski – wspomina Sima. – Gdy przyjeżdżał do naszej kompanii, urządzaliśmy wieczorki taneczne. Jednego razu zebrał nas wkoło. Zgrzany jeszcze od tańca zawołał: „Zorganizujmy tu teatr wojskowy, towarzysze! Zróbmy tu wojskową operetkę!”.

Aktorów i reżyserów poszukują w batalionach i w obozach jenieckich: przedwojenny aktor Borys Niejmark służy teraz w stopniu młodszego lejtnanta, Jelena Połowcewa z teatru w Penzie ostatnie lata spędziła na froncie, Klaudia Łysienko, przed wojną aktorka w teatrze w Krzemieńczuku, w czasie okupacji została wywieziona do Niemiec, podobnie jak Nina Kuzniecowa, przed wojną studentka leningradzkiej szkoły teatralnej.

Aleksiej Krasotin, powołany, gdy miał dziewiętnaście lat, z 484 Pułkiem Myśliwców stacjonuje teraz w Niemczech. Przygotowuje maszyny do wylotu. Gdy słyszy: „Potrzeba was na froncie sztuki”, od razu się pakuje i wyjeżdża do Legnicy.

Umiejętność swobodnego obracania szyi trzeba wyrabiać już od lat dziecięcych przy nauce każdego tańca…

W powietrzu unoszą się kłęby pierza po rozdartej pościeli. Żołnierze rozbijają ściany, prują kanapy, szukają skarbów. Szaber. Mieszkania w Legnicy okradają i radzieccy żołnierze, i polscy osadnicy. Babka Jürgena Gretschela oddaje żołnierzom dwa konie i dwie skrzynki koniaku, żeby znaleźć się na liście ochronnej. Na jej drzwiach wisi kartka, na której ołówkiem napisano: „Nie wolno wchodzić i plądrować”, a do tego przybito stempel.

W okradanych mieszkaniach płonie ogień.

Jan Kurdwanowski, referent Wydziału Zdrowia, notuje: „Każdego dnia słupy dymu wznosiły się ku niebu. Coraz więcej kamienic płonęło. Nikt się tym nie przejmował – tyle ich było”.

Na ulicach przed domami stoją zegary, pianina, klosze, połamane krzesła. Na dworcu kolejowym ładowane są potem do wagonów.

Znikają meble, zwierzęta i wyposażenie fabryk. W styczniu 1945 roku Armia Czerwona uroczyście przekazuje Polakom wrocławskie zakłady Linke-Hofmann (późniejsza Państwowa Fabryka Wagonów Pafawag), ale potem usuwa ich z fabryki i oddaje ją po kilku tygodniach, z pustymi halami. Do ZSRR jadą tabor elektrycznej linii podsudeckiej i tory z trasy Wrocław–Kłodzko–Międzylesie. Z Elbląga kradzione są krowy, świnie, ramy okienne i okna. Z Sępólna Krajeńskiego – meble, odzież. Wojska radzieckie zajmują magazyny z żywnością, młyny, cukrownie, rzeźnie i gorzelnie. Słupy telegraficzne idą na opał. Radzieccy maruderzy napadają na furmanki, które jadą do miasta.

W czerwcu z hotelu Europa w Zakopanem radzieccy oficerowie zabierają łóżka, lustra i szafki. To dla szpitala w siedzibie PCK, tłumaczą. Nieprawda, z siedziby PCK też wywieźli już większość wyposażenia. Latem we wsi Mierków w powiecie krośnieńskim żołnierze Armii Czerwonej demontują młyn. Mieszkańców broni oddział 11 Dywizji Piechoty Ludowego Wojska Polskiego. Polscy i radzieccy żołnierze ostrzeliwują się z rowów po dwóch stronach drogi prowadzącej do młyna.

W lipcu polski komendant Wrocławia publikuje instrukcję: „W razie napadu rabunkowego pouczyć żołnierza radzieckiego o bezprawności czynu oraz zaapelować do poczucia wdzięczności z powodu wyzwolenia kraju”.

W sierpniu w gminie Bytnica grupa Ukraińców, korzystając z protekcji dowódców armii, młóci i zbiera zboże z dwudziestu hektarów.

Październik, Sulęcin (z raportu wysłanego do Warszawy): „Władze sowieckie przy wszystkich kartofliskach postawiły posterunki, które strzelają do ludności polskiej z chwilą usiłowania wykopywania przez nią kartofli”.

W powiecie skwierzyńskim „stosunek ludności polskiej do Armii Czerwonej stale się pogarsza”.

W powiecie wschowskim: „Stosunek do Armii Radzieckiej wstrzemięźliwy: kradzieże, gwałty, awantury”.

Sulęcin: „Nastawienie do Rosjan złe z powodu utrudniania prac przy żniwach, gwałtów, rabunków”.

Powiat międzyrzecki: „Złe stosunki z ludnością”.

Za szaber biżuterii i złota zostaje zdegradowany komendant radzieckiego garnizonu w Legnicy. By unormować samowolny rabunek, Armia Czerwona tworzy fundusz wysyłkowy: chcesz przesłać prezent dla rodziny, musisz najpierw przekazać zdobycz komendantowi wojennemu. Ale szaber nie ustaje.

Teatr w Legnicy, stary budynek z 1842 roku, stoi całkiem pusty. Sprzęt, dywany i zasłony zostały rozkradzione. W pustych salach Sima wiesza firanki.

– Piękne dostaliśmy haftowane firanki. Trofiejne, po Niemcach – wspomina.

Zamiata w teatrze kurze, zmywa podłogi. Przy porządkach pomagają przedwojenni niemieccy aktorzy z Legnicy. Są przekonani, że sprzątają scenę dla siebie.

Jedne plamy znikają z podłogi, a inne pojawiają się na mapach.

Wojna się skończyła, ale w zachodniej Polsce nadal stacjonuje czterysta tysięcy radzieckich żołnierzy. Dowódcą Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej, czyli wojsk radzieckich, które mają zostać na stałe w Polsce, zostaje Konstanty Rokossowski (w Bułgarii i Rumunii powstanie Południowa Grupa Wojsk, w Niemczech Wschodnich – Zachodnia, a w Austrii – Centralna, która następnie przeniesie się do Czechosłowacji).

Sztab Grupy mieści się w Legnicy. Armia zajęła w mieście koszary, lotnisko, szpitale, ratusz, sąd, więzienie, piekarnie, młyny, gorzelnie, czterysta siedemdziesiąt budynków mieszkalnych. W dzielnicy Tarninów, w luksusowych willach niemieckich adwokatów, lekarzy, kupców i przemysłowców, zamieszkują radzieccy generałowie i oficerowie. W dawnej willi fabrykanta Teicherta, producenta fortepianów, jest teraz Dom Prioma, czyli hotel dla wizytujących generałów. Każdy przyjezdny dostaje butelkę szampana.