Ostrożnie!Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Polecają:



Drogie Dzieciaki,

zapewne część z Was chciałaby przeżyć wspaniałą przygodę. Mogłaby być nawet odrobinę niebezpieczna, prawda? A tu pech! No bo jak przeżyć wspaniałą, niebezpieczną przygodę, jeżeli mieszka się w Polsce, a nie na przykład w Afryce? Nie ma u nas lwów, nie ma ogromnych pustyń, nie ma nawet włochatych pająków!

Hm, i co tu robić?…

Głowa do góry! Każdy może zostać Tropicielem Prawdziwych Niebezpieczeństw. I to bez ruszania się z domu. Jak? Wystarczy popatrzeć dookoła. Ta książka pomoże Wam wytropić to wszystko, co w Waszym domu kłuje, parzy, kaleczy i w ogóle robi krzywdę. Gotowi na przygodę?

Zaczynamy!

Grzegorz Kasdepke

Ciekawe, czy coś zagraża naszym palcom?

UWAGA na palce!

Dominik był zachwycony, gdy dostał od babci Marysi ślicznego szczeniaczka. Wreszcie nie będzie najmłodszy w rodzinie! Być najmłodszym to wcale nie taka prosta sprawa. Wprawdzie wszyscy o najmłodszego się troszczą, ale też każdy uważa, że jest od niego mądrzejszy. Dlatego, gdy Dominik zobaczył szczekającą kuleczkę, o mało nie zwariował z radości.


– Będziesz miał na imię Junior – powiedział.

– Junior to inaczej ktoś młodszy, rozumiesz?

– Hau! – potwierdził Junior.

Dominik pokraśniał z zadowolenia. I zaraz postanowił podzielić się z Juniorem swoim bogatym życiowym doświadczeniem.

– Życie jest fajne – powiedział z powagą. – Ale nawet w domu należy uważać. Na przykład na palce. Wiesz, co to są palce?

Junior zamachał ogonem na znak, że owszem, wie.

– Za nic w świecie – mówił dalej Dominik – nie wkładaj ich między drzwi a fra… – przerwał i spojrzał z wahaniem na babcię Marysię, która wniosła właśnie miseczkę z wodą.

– Framugę – podpowiedziała babcia.

– Właśnie, framugę! – zgodził się Dominik. – Słuchasz mnie?

Ale Junior wydawał się bardziej zainteresowany miseczką z wodą niż słowami Dominika.

– Nie no, on jest niepoważny... – jęknął Dominik, zupełnie tak samo jak mama, gdy stara się przestrzec Dominika przed niektórymi niebezpieczeństwami.

– Naprawdę? – zachichotała babcia Marysia i poszła do kuchni.

– Naprawdę – zasapał Dominik.


– Junior, słuchaj mnie!

Palców nie można pchać też z tej strony drzwi, gdzie są zawiasy. Ani w zbyt wąskie szpary między szczebelkami krzeseł. Ani do butelek. Ani do szafki z nożami. Uważaj też na zapałki i gorące garnki.

Zapamiętasz?

– Hau! – zaszczekał Junior.

A potem capnął Dominika za rękę.

Oho – pomyślał Dominik, umykając do babci Marysi.

– Na psie zęby też należy uważać.

Człowiek uczy się przez całe życie.

A teraz usiądźcie ze swoimi rodzicami i porozmawiajcie o innych miejscach, w które raczej nie należy pchać palców.

Niektóre zabawy są bardzo niemądre – na przykład wpychanie sobie czegoś do ucha…

Klocek w nosie

Opieka nad ruchliwym kilkulatkiem nie jest łatwa, ale prawdziwe wyzwanie to opieka nad ruchliwym kilkulatkiem oraz jego psem. Do takich wniosków doszła babcia Marysia po tygodniu zajmowania się Dominikiem.


– Ja chyba zwariuję… – jęknęła na widok rozsypanego w kuchni grochu.

– Co to ma znaczyć?!

– Że Junior to jeszcze szczeniak… – westchnął Dominik.

– Hau! – zaprotestował Junior.


– A kto chciał sobie wepchnąć groch do ucha?! – Dominik spojrzał na pieska z potępieniem. – I fasolę?!

– Ty – wtrąciła babcia Marysia. – Przedwczoraj, o ile dobrze pamiętam!

– Ale nie z głupoty – zaczerwienił się Dominik. – To były przygotowania do kolejnej lekcji. Chciałem sprawdzić, czego jeszcze nie należy pchać do uszu.

– I do nosa – przypomniała babcia.

– Tak, i do nosa – zasapał ze złością Dominik.


Babcia Marysia pokiwała głową. Do końca życia nie zapomni tego widoku: zapłakany Dominik ze sterczącymi z nozdrzy klockami lego.

– Przecież nie robiłem tego dla zabawy! – naburmuszył się Dominik.

– Tak czy siak mądre to nie było – odparła babcia Marysia. – Pewnych rzeczy nie robi się, i już! Chyba, że chcesz trafić do szpitala.

Nie można sobie wkładać do uszu lub do nosa kulek, zabawek, ołówków, cukierków, patyków czy czegokolwiek!

– Powiedz to mamie – mruknął Dominik.

– Dlaczego? – zdziwiła się babcia Marysia. – Chyba mama nie jest aż tak niemądra, żeby…

– Nie?! – przerwał jej Dominik. – To poczekaj chwilę!

Babcia Marysia i Junior wymienili zdumione spojrzenia. Tymczasem Dominik pobiegł do łazienki. Po sekundzie był z powrotem.

– No i co?! – zapytał triumfalnie.


– Przecież to są patyczki do czyszczenia uszu – roześmiała się babcia Marysia.

– No właśnie – przytaknął Dominik. – Do uszu! Czyli mama może, a ja nie!

– No tak – pokiwała głową babcia Marysia. – Bo nawet takimi patyczkami można sobie zrobić krzywdę.

Dominik zagryzł wargi.

– Podsumujmy – powiedziała łagodnie babcia Marysia.

– Nie wpychamy niczego do uszu, oczu, buzi i nosa.

– A do… – zaczął niepewnie Dominik.


– Nigdzie – powiedziała z naciskiem babcia Marysia. – Zrozumiano?!

– Zrozumiano – mruknął z urazą Dominik. Ta babcia chyba naprawdę myśli, że on jest dzieckiem!

No to jeszcze raz: czego i gdzie nie należy wpychać?

Uwaga, sprawdzamy, co może nas oparzyć!

Ałła, gorące!

Pomimo że Dominik każdą wolną chwilę poświęcał wychowywaniu swego pieska Juniora, efekty były mizerne. Junior nie tylko nie stosował się do rad Dominika, ale czasami wręcz demonstrował znudzenie jego słowami; drapał się wówczas za uchem, ziewał, a raz – nie wytrzymawszy do końca wykładu – zrobił siusiu na oczach osłupiałego z oburzenia Dominika. Cóż, wychowawcy mają ciężkie życie. Szczególnie, jeżeli sami nie są jeszcze zbyt duzi.


– Ile razy mam ci powtarzać – Dominik patrzył srogo na Juniora – żebyś nie dotykał piekarnika, bo można się poparzyć?

– Hau! – odpowiedział Junior, kręcąc wesoło ogonkiem.

– Sam jesteś „hau”! – zdenerwował się Dominik.

– Nawet nie wiesz, że trzeba uważać na wszystko co gorące! Na przykład na kubek z gorącą herbatą!

Junior zerknął na babcię Marysię, która stawiała właśnie czajnik na gazie.

– Albo na czajnik! – zgodził się Dominik. – Lub na garnek! Dotykałeś kiedyś garnka?

Junior oblizał się szeroko, dając do zrozumienia, że nie tylko dotykał garnka, ale i zaglądał do jego wnętrza.

– Czasami nawet na kaloryfer trzeba uważać! – kontynuował Dominik. – Już nie mówiąc o zapałkach czy zapalniczce!

Junior podkulił ogonek. Jakiś czas temu postanowił spróbować, jak smakuje kolorowa końcówka zapalonej zapałki – ale okazało się, że w ogóle nie smakuje. Fuj!

– Tak, tak – Dominik pokiwał głową. – Psy nie powinny się bawić zapałkami.

– Dzieci też – wtrąciła babcia Marysia. – Umyj ręce, zaraz będzie obiad.


Zanim jednak Dominik zasiadł do obiadu, zdążył jeszcze wytłumaczyć Juniorowi, że należy uważać także na gorącą wodę z kranu, na rozgrzane żarówki, na toster, na żelazko i na...

– Ałła! – krzyknął niespodziewanie. – Ta zupa jest gorąca!

– No widzisz, mądralo – westchnęła babcia Marysia. – A tyle razy powtarzałam, żebyś uważał…

– Hau! – potwierdził rozbawiony Junior. A potem położył się przy swojej miseczce, czekając aż zupa wystygnie.

 

Zastanówcie się wraz z rodzicami, czy w Waszym domu są i inne źródła gorąca, na które należy uważać.

Z gazem nie ma żartów!

Zaraz eksploduję!

Dominik nie wierzył, że babcię Marysię ktokolwiek może doprowadzić do szału – a tu proszę, niespodzianka...

– Zaraz eksploduję! – wycedziła babcia.


– Jak to? – zainteresował się Dominik.

– Tak to! – odpowiedziała babcia. – Ze złości!

Dominik rozejrzał się po kuchni. Owszem, nie było tu zbyt czysto, ale żeby aż tak się denerwować?…

– Ile razy mam powtarzać, że nie wolno bawić się gazem?! – spytała rozsierdzona babcia.

– Nie bawimy się gazem – zapewnił Dominik.


– Hau! – potwierdził jego słowa Junior.

Bo też trudno było nazwać to zabawą. Od ponad kwadransa stali nieruchomo w kuchni, węsząc i niuchając. Tak w każdym razie wynikało z opisu Dominika.

– Węsząc i niuchając? – babcia Marysia zamrugała oczami. – To chyba to samo, prawda? Czyli masło maślane. Nadal jednak nie rozumiem, po co to robicie? Na dodatek z nosami przy kuchence?

– Hau! – zaszczekał Junior. On także tego nie rozumiał.

Dominik odchrząknął i przybrał poważny wyraz twarzy.

– W związku z…

– Do rzeczy! – przerwała mu babcia.

– Opowiadam Juniorowi o gazie. – Dominik spojrzał na babcię z wyrzutem. – O tym, że gaz może być niebezpieczny i że Junior nie powinien sam majstrować przy kuchence!

– Myślisz, że chciałby? – babcia Marysia zerknęła powątpiewająco na pieska.

– Hau!… – kategorycznie zaprzeczył Junior.

– Teraz już nie – oświadczył z dumą Dominik.

– Tyle mu opowiadałem o zatruciach gazem i o tym, że trzeba uważać, czy się wyłączyło gaz, bo jeżeli jest włączony, ale nie zapalony, to się ulatnia, i ulatnia, i ula...

– Do rzeczy! – westchnęła babcia.

– …tnia, i ulatnia – kontynował Dominik – a wtedy, jak gazu jest już dużo, to wystarczy, że ktoś zapali zapałkę, albo nawet światło, i będzie straszne bum!…

Junior zaskomlał, a chwilę potem uciekł z kuchni.

– I jeszcze mówiłem o butlach gazowych – przypomniał sobie Dominik. – Że nie wolno się nimi bawić. I o...

– A niuchanie? – wtrąciła babcia. – Po co wąchaliście kuchenkę?

– Byłem ciekaw, czy psy wyczuwają zapach gazu – wyjaśnił Dominik.

– Jak mają wyczuwać, skoro gaz jest zakręcony? – babcia Marysia popukała się w czoło.

– A jeżeli nie jest? – odpowiedział pytaniem na pytanie Dominik. – Jeżeli zdarzy się, że czyjaś babcia chce upiec sernik, odkręci gaz, ale zapomni go podpalić, to co, też nie będzie nic czuć?

Jeden rzut oka na przekręcony kurek wystarczył, aby babci zrobiło się słabo.

– Dopiero teraz mi mówisz?! – krzyknęła.


Po czym wygnała Dominika z kuchni, zakręciła gaz i rzuciła się otwierać okna.

Uwaga, powtórka – dlaczego trzeba uważać na gaz?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?