Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Kuba i Buba są bliźniakami; bardzo zresztą do siebie podobnymi – tyle że Kuba jest chłopcem, a Buba dziewczynką.

Kuba jest grzeczny i dobrze wychowany, Buba zaś – to istny potwór (wybija szyby, bije się z chłopakami i potrafi doprowadzić swoją nauczycielkę do szału). Kuba świetnie się uczy. Buba – raczej nie. Dowód? Proszę bardzo…

– Buba, do odpowiedzi! – nauczycielka wezwała ją do tablicy. – Co to jest synonim?

– Czyj syn?… – chciała wiedzieć Buba.

Nauczycielka wzniosła oczy do nieba.

– Sy-no-nim! – przesylabizowała. – Nie rozumiem, jak to jest, że ty i Kuba jesteście rodzeństwem…


– Ja też tego nie rozumiem – odcięła się Buba. – A synonim to pewnie syn Nima.

– Kogo?! – nauczycielkę najwyraźniej zamurowało.

Buba wzruszyła ramionami.

– To pewnie jakiś Wietnamczyk. Obcokrajowiec…

Nauczycielka wpatrywała się w Bubę szeroko otwartymi oczami.

– No nie rozumie pani?… – Buba wydawała się być lekko speszona. – Obcokrajowiec, czyli… jak to inaczej powiedzieć?… O, mam – cudzoziemiec!

Nauczycielka westchnęła i pokiwała głową.

– Tak, coś tam jednak umiesz… Synonim to wyraz o takim samym znaczeniu jak inny wyraz.

– Cudzoziemiec znaczy to samo, co obcokrajowiec! – wtrącił Kuba. – Są to więc synonimy! Aha! – i spojrzał triumfalnie na Bubę.

– Przecież wiem – wzruszyła ramionami Buba. – Obydwa te słowa są bardzo podobne do siebie!

– Nieprawda! – nauczycielka wyglądała tak, jakby cieszyła się, że przyłapała Bubę na niewiedzy. – Podobni to jesteście wy – ty i Kuba. Ale jest to podobieństwo czysto fizyczne. Bo znaczycie zupełnie co innego. Kuba – spokój na lekcji, a ty – nieprzewidziane psikusy!



Kuba i Buba bardzo lubią kłócić się ze sobą, nie zawsze jednak mają na to siły (w końcu, ile można, prawda?…). Czasami więc wymyślają przeróżne zabawy. Gra Syn Nima jest zabawą, która pomaga im poznać synonimy różnych wyrazów. A co to jest synonim? Synonim jest to wyraz, który znaczy mniej więcej to samo, co jakiś inny wyraz. Na przykład synonimami słowa „czerwień” są „róż”, „purpura”. A synonimami słowa „zabawa” – „psoty”, „dokazywanie”, „gra”, „festyn”.

W Syna Nima może grać dowolna liczba osób.

Na pewno w szkolnej bibliotece znajdziesz słownik synonimów. Ażeby zagrać w Syna Nima, przygotuj najpierw kilkanaście (bądź więcej) niewielkich kartoników – z jednej ich strony napisz jakiś wyraz, a z drugiej wynotuj jego synonimy. (Uwaga! Przygotowując kartoniki, korzystaj ze słownika synonimów!) Potasuj kartoniki tak jak karty i ułóż przed grającymi – grzbietami do góry („grzbietem” w tym wypadku jest ta strona kartonika, gdzie zostało wypisane słowo, dla którego szukamy synonimów).


Grę rozpoczyna osoba najmłodsza. Sięga po leżącą na wierzchu kartę, czyta głośno wypisany na niej wyraz, a potem stara się podać choć jeden jego synonim. Jeśli to się uda, gracz zdobywa jeden punkt. Jeśli gracz znajdzie więcej niż jeden synonim, otrzymuje odpowiednio więcej punktów (na przykład za trzy synonimy – trzy punkty). Gra kończy się w momencie, gdy zabraknie kartoników. Zwycięża osoba, która zgromadziła największą liczbę punktów. Ilość kartoników jest dowolna – można każdorazowo zwiększać ich liczbę. Proste? Proste.



Podobno są gdzieś na świecie pary bliźniaków, które żyją ze sobą w zgodzie.

Ale rodzicom Kuby i Buby trudno w to uwierzyć – ich sympatyczne dzieci zawsze znajdą jakiś powód do kłótni.

Na przykład gdy Kuba – naoglądawszy się w telewizji Małysza– postanowił uprawiać skoki narciarskie, Buba natychmiast oświadczyła, że będzie trenowała siatkówkę plażową.

– Zimą?! – zdziwił się Kuba.


– To co, że zimą?! – wzruszyła ramionami Buba. – Prawdziwy mistrz nie zważa na przeciwności!

Kuba patrzył na nią oszołomiony.

– A pamiętasz, jak latem postanowiłaś trenować saneczkarstwo? – zapytał wreszcie. – I nic z tego nie wyszło!…

– Wyszło, wyszło! – zirytowała się Buba. – Miałam najlepsze czasy w zjeżdżaniu po wydmach!…

– Bo nikt oprócz ciebie nie zabrał sanek na plażę! – krzyknął Kuba.


– Bo wszyscy się bali porażki! – wrzasnęła Buba.

I gdyby nie interwencja taty, znowu doszłoby do kłótni.

Wieczorem jednak bliźniaki pogodziły się i postanowiły w pierwszej kolejności zadbać o dietę.

– Zrobimy sałatkę! – oświadczyła Buba. – Z kukurydzą!

I wsypała do miski kukurydzę.


– Ja wolę groszek! – burknął Kuba, wsypując do miski groszek.

– Dodamy jabłka! – zdecydowała Buba.

– A dlaczego nie pomarańcze?! – krzyknął Kuba.

– Jeśli pomarańcze, to i paprykę! – wrzasnęła Buba.

– W takim razie i orzechy włoskie! – zdenerwował się Kuba.

– Z majonezem! – wyła Buba.


– I z natką pietruszki! – ryczał Kuba.

– Z solą! – piszczała Buba.

– Z pieprzem! – indyczył się Kuba.


I nie wiadomo, co jeszcze znalazłoby się w misce, gdyby nie nadszedł tata – miał tak groźną minę, że bliźniaki natychmiast umilkły, wymieszały dokładnie wszystkie składniki sałatki, a potem wstawiły ją na parę minut do lodówki.

A wiecie, co się później okazało?…

Że ta sałatka była pyszna!


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


Kuba i Buba potrafią pokłócić się w każdej sytuacji, nawet przygotowując sałatkę – na szczęście rzadko kiedy wpływa to na jej smak. Sałatka, którą nasze sympatyczne bliźniaki przygotowywały w opowiadaniu Kłótnia, nosi nazwę Zdrowa sprzeczka. Oprócz niej Kuba i Buba uwielbiają jeszcze jedną sałatkę – Awanturę z tuńczykiem. Obie są pyszne i bardzo łatwe do zrobienia. Kto nie wierzy, niech spróbuje.

Sałatka Zdrowa sprzeczka

Przygotuj:

puszkę kukurydzy puszkę zielonego groszku

dwie pomarańcze dwa jabłka

dwie czerwone papryki

10-15 dkg orzechów włoskich (oczywiście bez skorupek)

majonez natkę pietruszki sól, pieprz


1. Odsącz groszek i kukurydzę (Uwaga! Zarówno groszek, jak i kukurydza bardzo lubią uciekać!).

[no image in epub file]

2. i 3. Pokrój jabłka w drobną kostkę. To samo zrób z pomarańczami. Posiekaj orzechy („posiekaj” znaczy to samo, co „podzióbdziaj”, a „podzióbdziaj” to samo, co „poszatkuj”) – jeśli będzie Ci to sprawiało kłopot, zwróć się o pomoc do kogoś dorosłego.

 

[no image in epub file]

4. i 5. Wrzuć wszystko do miski, dodaj ze cztery łyżki majonezu – i mieszaj, aż ci się znudzi.


6. Dodaj do smaku troszeczkę soli i pieprzu. Całość wstaw do lodówki. A teraz umyj ręce i przez kwadrans niecierpliwie przełykaj ślinę. Jeśli zapomniałeś przystroić sałatkę zieloną pietruszką, możesz ją teraz nerwowo pogryzać. Gotowe!

Sałatka Awantura z tuńczykiem

Przygotuj:

torebkę białego ryżu puszkę tuńczyka w oleju

trzy jajka trzy pomidory

główkę sałaty cytrynę

pieprz, sól musztardę oliwę z oliwek


1. Poproś kogoś dorosłego, aby pomógł Ci ugotować ryż i jajka na twardo. Ostudź ryż i wsyp go do dużej miski.


2. i 3. Otwórz puszkę z tuńczykiem (Uwaga! Do otwierania puszki z tuńczykiem używamy otwieracza do puszek, a nie dziadka do orzechów!) – jeśli sprawia Ci to kłopot, zwróć się o pomoc do kogoś dorosłego.

Odsącz tuńczyka z nadmiaru oleju („odsącz” znaczy w tym wypadku „wylej z puszki tyle oleju, ile się da, nie wyrzucając przy tym tuńczyka”). Pokrój jajka najdrobniej, jak umiesz. To samo zrób z pomidorami (dobra rada – pomidory łatwiej jest myć przed ich pokrojeniem…).


4. i 5.Wszystko wsyp do miski, a potem poszukaj jakiejś większej miski, bo ta, którą wybrałeś, z pewnością okazała się za mała. Jeśli jest jednak dobra, dorzuć do niej porwaną na kawałeczki sałatę (zielonej sałaty się nie kroi, tylko rwie – zapamiętaj to na całe życie!). Teraz wyciśnij do miski pół cytryny. Dodaj łyżkę musztardy, trochę soli i pieprzu do smaku – i wszystko ze sobą wymieszaj. Jeśli uznasz, że sałatka jest „za sucha”, możesz do niej dolać odrobinę oliwy z oliwek. Dobrze by było, abyś teraz sałatkę schłodził, ale pewnie burczy Ci już w brzuchu, więc… smacznego!


– Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy… – westchnął Kuba, wychodząc ze szkoły.

Buba popatrzyła na niego jak na wariata.

– O czym ty mówisz? – zapytała. – Przecież ferie nawet się jeszcze nie zaczęły…

– Mówię o pierwszym półroczu – mruknął ponuro Kuba.

Bubę zamurowało, ale na wszelki wypadek nie odezwała się – a nuż jej brat cierpi na jakąś tajemniczą chorobę? Jednak od razu po przyjściu do domu podzieliła się swoimi wątpliwościami z mamą i tatą.

– Dlaczego uważasz, że jest chory? – zapytał tata.

– Gdyby był zdrowy – wzruszyła ramionami Buba – nie martwiłby się, że już niedługo koniec półrocza! Chyba logiczne, prawda?

– Może on po prostu lubi szkołę?… – mama popatrzyła niepewnie na tatę.

Na wszelki jednak wypadek zaniosła Kubie termometr i kazała mu zmierzyć temperaturę.


– Trzydzieści sześć i sześć – krzyknął po paru minutach Kuba.

– Hurra, wygrałam! – wrzasnęła Buba. – Mam więcej! Trzydzieści osiem i pięć!

Mama i tata wymienili między sobą spojrzenia, a potem westchnęli ciężko.

– Pokaż język! – rozkazał tata, zbliżając się do Buby.

– Nie ma mowy! – wychrypiała Buba. – Potem mi powiesz, że jestem źle wychowana, bo pokazuję ci język!

– Ma chrypkę… – zmartwiła się mama.

Tata położył dłoń na czole Buby.

– I gorączkę… – mruknął. – To może być grypa…

Buba spojrzała na nich ze zdziwieniem. Potem przeniosła wzrok na Kubę.

– Badacie niewłaściwą osobę – oświadczyła Buba. – Ja jestem Buba, Kuba stoi tam!

– Kuba jest zdrowy – uciszył ją tata. – Za to ty będziesz chyba musiała poleżeć w łóżku…

Dopiero teraz Buba przestraszyła się nie na żarty.

– Chyba żartujecie! – wymamrotała. – To znaczy, że to ja jestem chora?!…

– Nie martw się… – próbowała pocieszyć ją mama. – Do ferii jeszcze parę dni, na pewno wyzdrowiejesz…

– Ale ja się martwię czym innym! – krzyknęła rozpaczliwie Buba.

Mama, tata i Kuba spojrzeli na nią z ciekawością.

– Bo jeśli to ja jestem chora, a nie Kuba – jęknęła Buba – to znaczy, że gdy wyzdrowieję, także będę się martwiła końcem półrocza! Jak jakaś głupia!…

– O, wypraszam sobie! – burknął Kuba.

Ale Buba czuła się coraz gorzej – i nawet na kłótnię nie miała już ochoty.


Ferie nie są najlepszym momentem na chorowanie. Ale skoro tak już się stanie, trzeba jakoś wypełnić czas, prawda? Kuba i Buba uwielbiają zagadki. Spróbuj odpowiedzieć na kilka z nich.

Kto jest bohaterem/bohaterką naszej zagadki?

1

Nasza bohaterka ma cztery rogi.

– Ale nimi nie bodę! – zaznacza.

Przydaje się na dworcu.

– Lub gdy masz katar…

Przeważnie jest jednorazowa.

– Choć robią mnie i z materiału…

Wiesz już, co to?

2

Nasza bohaterka potrafi ukłuć.

– Jak najprawdziwszy kolec!

Ma jedno ucho…

– …ale najczęściej zatkane.

Podróżuje przeważnie z nitką.

– Zamiast smyczy…

Wiesz już, co to?

3

Nasza bohaterka ciągle jest kopana.

– No i fajnie… – mruczy.

Panicznie boi się schudnąć.

– Nie ma to jak okrągłe kształty!

Jest nożna, ręczna…

– …a nawet plażowa!

Wiesz już, co to?

4

Nasza bohaterka mieszka na półce.

– Przeważnie w ścisku… – gdera.

Ma grzbiet, a nie ma brzucha.

– A i tak czasem mówią, że jestem za gruba!…

Lubi trzymać w napięciu.

– Do ostatniej strony! – woła.

Wiesz już, co to?

5

Nasz bohater ciągle idzie.

– A mimo to nie ruszam się z miejsca!… – marudzi.

Niektórzy go nie lubią.

– Przeważnie śpiochy – wyjaśnia.

Najważniejszy czuje się z rana.

– Pobudka!!! – krzyczy wówczas.

Wiesz już, co to?

6

Nasz bohater mieszka w łazience.

– I tu pracuję – mówi.

Potrafi być szorstki.

– Choć nie zawsze!

Mimo nazwy…

– …można mną wytrzeć i nogi!

Wiesz już, co to?

7

Nasz bohater ma cztery zęby.

– I starczy!

Gdyby nie on…

– …miałbyś brudne ręce.

Przyjaźni się z nożem.

– A także z łyżką.

Wiesz już, co to?

8

Nasz bohater ma skrzydła…

– …ale nimi nie macham! – zastrzega.

Lubi podróże.

– Nawet bardzo dalekie!

Jest cięższy od ptaków.

– A mieszkam w hangarze.

Wiesz już, co to?

1. chusteczka 2. igła 3. piłka 4. książka 5. budzik 6. ręcznik 7. widelec 8. samolot


Znacie powiedzenie: „Kto się czubi, ten się lubi”?

(„Czubi”, czyli: awanturuje się, sprzecza.)

Jeśli byłaby to prawda, mielibyśmy dowód, że Kuba i Buba – para bliźniaków, która zawsze potrafi znaleźć pretekst do kłótni – świata poza sobą nie widzi.

Hm, coś w tym może być… Choć tak na co dzień trudno w to uwierzyć, szczególnie rodzicom naszych sympatycznych bohaterów.

– Nie znoszę tego gamonia! – zapewnia Buba, patrząc na brata bliźniaka.

– Nie znoszę tej flądry! – odgryza się Kuba, spoglądając z niesmakiem na siostrę bliźniaczkę.

I w tym momencie wybucha zwykle awantura.

Oczywiście pretekstem do kłótni może być wszystko: pogoda, wybór programów telewizyjnych czy czekolada, którą podzielono – zdaniem Kuby lub Buby – nierówno. Ostatnio jednak bliźniaki toczą spór o jedno, a mianowicie – które z nich dostanie więcej walentynkowych kartek.

– A komu by się chciało przysyłać ci kartkę?! – uśmiecha się ironicznie Buba.

– Komuś, kto jest na tyle mądry, że nie wyśle jej tobie! – warczy Kuba.

– Albo komuś, komu zapłacisz, bo inaczej nic z tego! – chichocze Buba.

– A ty dostaniesz najwyżej ulotki i reklamy! – krzyczy Kuba.

W przeddzień walentynek atmosfera w domu Kuby i Buby stała się nie do zniesienia. Nic więc dziwnego, że rodzice bliźniaków kładli się wieczorem spać pełni złych przeczuć. Tymczasem… następny poranek był nadzwyczaj cichy!

– Pozabijali się! – szepnęła przerażona mama i pognała do pokoju dzieci. Tata biegł tuż za nią. Ku ich zdumieniu Kuba i Buba siedzieli spokojnie na swych łóżkach i oglądali jakieś kolorowe kartki.

– Coś się… stało? – zapytał ostrożnie tata.



Kuba, lekko zmieszany, spojrzał na Bubę. Buba zarumieniła się i spuściła oczy.

– I kto dostał więcej kartek? – chciała wiedzieć mama.

– Na razie jest remis – bąknęła Buba. – Dwa do dwóch. Zobaczymy, co będzie w szkole…

Rodzice popatrzyli na siebie ze zdumieniem. Dwa do dwóch?!

– A od kogo dostaliście kartki? – zdziwił się tata.

– No, nie udawaj! – mruknął Kuba. – Po jednej od was, a ta druga… – zamilkł.


– No właśnie… – dodała Buba. – Nie wiadomo, od kogo ta druga…

Zaintrygowani rodzice podeszli do swych dzieci. Bez trudu rozpoznali kartki, które wczoraj późną nocą podłożyli pod ich poduszki – ale te dwie pozostałe? Hm, dziwne… Wyglądały prawie identycznie, jakby robiła je jedna i ta sama osoba, choć przecież niemożliwe, żeby Kuba i Buba dostali kartkę od tej samej osoby (nie bierzemy w tym wypadku pod uwagę rodziców, dziadków ani żadnych ciotek czy wujków). Więc od kogo?…

– No proszę, własnoręcznie wymalowane serduszko – powiedział tata, oglądając kartkę Kuby.

– Na tej tak samo – powiedziała mama, patrząc na kartkę Buby. – Tylko że nie ma żadnego podpisu…


– A tu widać… jakby… – tata zmarszczył brwi, wpatrując się w bazgroł pod serduszkiem – jakby… zamazaną literę „be”…

Buba zarumieniła się nie wiedzieć czemu.

– Z kolei na tej… – mruknęła mama, wgapiając się w bazgroł pod drugim serduszkiem – widać coś jakby… literę „ka”…

Kuba chrząknął wyraźnie zmieszany.

– Dziwne… – powiedział tata, zerkając na mamę.

A potem wyszli z pokoju dzieci i… parsknęli śmiechem!

 


Powiedzenie „Kto się czubi, ten się lubi” pasuje do Kuby i Buby jak ulał. Niby się nie znoszą, a w rzeczywistości… – wiadomo, prawda? Nic więc dziwnego, że obydwoje postanowili zrobić dla siebie walentynkowe kartki. W tajemnicy, rzecz jasna. Takie walentynkowe kartki od Kuby i Buby noszą nazwę „bubinek” lub „kubinek”.

Przygotuj:

– kartkę z bloku do rysowania (powinna być w miarę sztywna)

– kredki, farby lub flamastry – kto co lubi

– nożyczki


1. Złóż kartkę na pół.


2. Zagnij teraz róg kartki (przy grzbiecie) – tak jak na rysunku.


3. Rozchyl kartkę, wetknij zagięty róg do środka, a potem ponownie złóż kartkę.


4. Nie rozchylając kartki, obetnij jej górną krawędź (uważaj przy tym na palce – nożyczki to nie zabawka…).


5. Rozłóż kartkę i unieś jej zagięty róg – wystaje teraz ponad krawędź, prawda? Przytnij wystający ponad krawędź „róg”, tak aby utworzył zarys górnej części serduszka.


6. Dorysuj dół serduszka. Pokoloruj kartkę, napisz życzenia i… podrzuć kartkę komuś, kogo baaaaaardzoooo lubisz!


Kuba i Buba rzadko się ze sobą zgadzają, czasami jednak taka sytuacja ma miejsce. Na przykład obydwoje podobnie zareagowali, gdy dotarło do nich, że zima wkrótce się skończy…

– Już marzec? – pytała zmartwiona Buba. – Czyli to koniec rzucania w Kubę śnieżkami?

– I koniec podcinania Buby na ślizgawce? – wzdychał Kuba.

– I koniec wsypywania śniegu do butów Kuby? – jęczała Buba.

Kuba spojrzał na siostrę z wyrzutem.

– To jednak ty mi wsypałaś ten śnieg, tak?! – zasapał.

Buba zmieszała się, ale tylko na chwilę – jak to Buba.

– Kto powiedział, że to ja? – zapytała spokojnie.

– Ty! – wrzasnął Kuba. – Ty powiedziałaś!

– Powiedziałam, że to koniec wsypywania śniegu do twoich butów! – prychnęła Buba. – A nie, że to ja go tam wsypywałam!

– Myślisz, że jestem głupi?! – darł się Kuba.

Na szczęście, nim Buba zdążyła odpowiedzieć, co myśli, tata kazał im iść sobie.

– Dokąd? – zapytała rzeczowo Buba.

– Daleko – warknął tata.

– Najlepiej na podwórko – podpowiedziała mama. – Nacieszcie się śniegiem, póki jeszcze jest…

Kuba i Buba uznali, że to dobry pomysł. Nie minęło pięć minut i już byli na zewnątrz.

– Uff… – odetchnął z ulgą tata. – Stamtąd nie będzie ich przynajmniej słychać.

I tu się mylił…

– Tato, mamo!!! – usłyszeli naraz krzyk Buby. – Patrzcie!

Rodzice wyjrzeli przez okno. Buba stała obok bałwana i chichotała złośliwie. Kilka metrów dalej stał Kuba – także przy bałwanie. Najwyraźniej i on był z siebie zadowolony.

– Zgadnijcie, kto to jest? – chichotała Buba.

– A później – rechotał Kuba – przyjrzyjcie się temu bałwanowi i powiedzcie, kogo wam przypomina?

Rodzice nie bardzo wiedzieli, co powiedzieć.

– Przecież to Kuba! – krzyknęła Buba.

– Nie widzicie?! To Buba! – wrzasnął Kuba.

Mama i tata popatrzyli na siebie porozumiewawczo.

– Aha, to dlatego te bałwany są identyczne… – zaczęła mama.

– No tak, to przecież bliźniaki… – dokończył tata.

A potem uśmiechnęli się do swoich zbaraniałych dzieci i zamknęli okno.



Kuba i Buba tak są do siebie podobni, że czasami trudno ich odróżnić. Przyjrzyj się rysunkom i spróbuj odnaleźć dziesięć różniących je szczegółów.




Czasami fajnie jest mieć brata, a czasami dużo fajniej jest mieć siostrę – zależy od okoliczności. Na przykład Buba jest bardzo zadowolona, że ma brata, gdy otrzymuje w prezencie nową sukienkę – przynajmniej nie musi obawiać się, że Kuba będzie chciał ją pożyczyć. Z kolei Kuba bardzo się cieszy, że ma siostrę, gdy dostaje nową futbolówkę – bo Buba nie znosi piłki nożnej. Jednak obydwoje – i Buba, i Kuba – twierdzą, że gdyby mieli wybierać między posiadaniem siostry lub brata, to najchętniej wybraliby posiadanie chomika (o tym jednak nie chce słyszeć mama).

Taka zwykła, zupełnie normalna siostra to jeszcze mały problem, ale siostra bliźniaczka?! Ooo, to już naprawdę poważna sprawa! Tak przynajmniej uważa Kuba. To samo mniej więcej mogłaby powiedzieć Buba, tyle że słowo „siostra” chętnie zastąpiłaby słowem „brat”. Wydarzenia ostatnich dni utwierdziły w naszych bohaterach to przekonanie. A było tak…


– Nie idę więcej do szkoły! – wrzasnął Kuba, wbiegając do domu.

Mama popatrzyła na tatę, a potem na naburmuszoną Bubę. Kuba zatrzasnął się w łazience. Tata westchnął, odłożył gazetę i spojrzał pytająco na swoją drogą córeczkę…

– Bo dzisiaj jest Dzień Kobiet – powiedziała Buba – i my w szkole…

– Myślałem, że już nikt nie obchodzi Dnia Kobiet?… – przerwał zaczerwieniony tata, zerkając na mamę. W odpowiedzi mama złowieszczo trzasnęła pokrywką od garnka.

– My, kobiety, obchodzimy! – wzruszyła ramionami Buba. – Przynajmniej w szkole, bo nas wtedy nie pytają. No i wszystkie kobiety z mojej klasy dostały od pana matematyka po kwiatku! Wszystkie oprócz mnie! – Buba aż tupnęła nogą ze złości.

Tata wybałuszył na nią oczy.

– A dlaczego ty akurat nie dostałaś? – zdziwiła się mama.

– Bo przez pomyłkę pan matematyk dał mego kwiatka Kubie! – pożaliła się Buba. – A mnie wezwał do tablicy, a gdy próbowałam wytłumaczyć, że ja to ja, a nie Kuba, wpisał mi uwagę do dzienniczka! Że udaję siostrę!… – i pokazała rodzicom dzienniczek.


Mama i tata nie bardzo wiedzieli, co powiedzieć.

– A najgorzej – krzyknęła Buba, patrząc na drzwi od łazienki – że on nie chce mi oddać mego kwiatka!


– Weź sobie swój głupi kwiatek! – wrzasnął Kuba, wyrzucając przez szparę w drzwiach połamany goździk.

– Mój kwiatek nie był połamany! – zawyła Buba. – A ty jesteś baba, ba-baaa!!!

Ooo, tego już było Kubie za dużo! Nie dość, że w szkole musiał się nasłuchać od kolegów, to jeszcze teraz?! Nim jednak zdążył zaczerpnąć tchu, tata z całej siły huknął pięścią w stół! Zrobiło się cicho jak makiem zasiał…

– Dość! – wycedził tata. – Chciałem wam obydwojgu sprawić prezent, ale tak naprawdę jedyną osobą w tym domu, która zasługuje na prezent, jest… – przerwał na moment i potoczył dookoła wzrokiem. – Jedyną taką osobą… prócz mnie, oczywiście… – chrząknął, skromnie spuszczając oczy – jest…

(Wszyscy zawiśli wzrokiem na jego ustach.)

– Jest mama! – oświadczył tata. Po czym wstał, wyszedł z kuchni, po chwili zaś wrócił z ogromnym pakunkiem w ramionach.

– Żono – powiedział uroczyście. – To dla ciebie, z okazji Dnia Kobiet!…

– Ooo… – Mama była wyraźnie zaskoczona. – Dziękuję, jednak pamiętałeś… Co to może być? – potrząsnęła pakunkiem.


Parę sekund później wszystko było jasne.

– Chomik! – wrzasnęli Buba i Kuba.

– Chomik?! – osłupiała mama.

– Chomik… – Tata próbował nie patrzeć jej w oczy. – Zamiast kwiatka… Przynajmniej nie zwiędnie…

A potem na wszelki wypadek wyszedł z kuchni.


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?