Zając i jeż

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Każdy stanął w swojej bruździe.

Zając zawołał:

– Raz, dwa, trzy! – i pomknął, jak wicher w dół pola.

A jeż ledwie że dał trzy kroki naprzód, kucnął sobie wygodnie w bruździe i siedział z całym spokojem.

Gdy teraz zając w pełnym biegu dolatuje do mety, wita go pani jeżowa tymi słowy:

– Ja tu już jestem!

Zając cofnął się niesłychanie zdziwiony. Nie przyszło mu nawet na myśl, ażeby to nie był ten sam jego mniemany5 konkurent bo, jak wiadomo, samica jeża zupełnie tak samo wygląda jak samiec.

Ale zając rzekł: to jakiś nieczysty interes, i dodał:

– Biegnijmy stąd do góry!

Co powiedziawszy, ruszył jak huragan w górę. Gdy się tam zjawił, woła doń jeż:

– Ja tu już jestem!

A zając rozpalony zawołał z pasją:

– Jeszcze raz – znów na dół!

– I owszem! – odparł jeż. – Możemy biegać, ile razy zechcesz.

W ten sposób zając przebiegł siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle mu dotrzymywał placu6.

Za każdym razem, gdy dobiegł do mety, witał go głos jeża albo jeżowej:

5mniemany – uważany za kogoś bądź za coś, zwykle błędnie. [przypis edytorski]
6dotrzymywać placu (daw.) – nie przegrywać pojedynku. [przypis edytorski]