Najlepsza oferta

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Freya

Wróciłam do domu późnym wieczorem. Mama już spała, ale zostawiła mi w kuchni kawior i słodki liścik, w którym pisała, że mnie kocha. Cały był pokryty serduszkami narysowanymi czerwonym tuszem.

Usiadłam przy kuchennym stole i się rozejrzałam. Straciłyśmy już nasz wielki dom, a teraz wyglądało na to, że stracimy też to małe mieszkanko. Nie chciałam jednak pozwolić sobie na smutki. Byłam zdeterminowana, by znaleźć wyjście – i to bez sprzedawania swojej cnoty.

Postanowiłam rzucić studia i znaleźć pracę, która pozwoliłaby mi utrzymać nas obie. Miałam też zamiar przejrzeć rachunki butiku mamy i spróbować tchnąć w niego drugie życie lub – jeśli sytuacja okaże się tragiczna – pozbyć się go z jak najmniejszymi stratami.

Moje samopoczucie od razu się poprawiło. Nie czułam się tak dobrze od śmierci taty. Zrobiłam sobie tost, rozsmarowałam na nim kawior i zjadłam go. Wiedziałam, że długo nie skosztuję ponownie niczego tak luksusowego. Zebrałam okruszki ze stołu i poszłam do łóżka.

Gdy się obudziłam, mama zdążyła już wyjść. Zostawiła mi karteczkę z informacją, że idzie do fryzjera. Westchnęłam ciężko. Oczywiście nie żałowałam mamie fryzjera – problem polegał na tym, że jej fryzjer kosztował tysiąc funtów za wizytę.

Będziemy musiały obie dokonać wielu poświęceń i wprowadzić wiele zmian.

Przed wyjściem na uczelnię zadzwoniłam do Martina, żeby dowiedzieć się, czy mama jest w sklepie. Poinformował mnie, że właśnie wyszła, i zaprosił na ciasto, które upiekła Marie, sprzątaczka. Uwielbiałam jej wypieki, więc wyruszyłam w tamtym kierunku.

Idąc, poczułam ukłucie smutku. Cały ten bałagan był po części moją winą. W chwili uniesienia zapomniałam, że nie protestowałam nadmiernie, gdy mama wpadła na pomysł otwarcia butiku. Obie byłyśmy jeszcze w szoku po śmierci ojca. I jej okolicznościach. Chciałam tylko, by znów była szczęśliwa.

Wiedziałam, że za młodu snuła marzenia o własnym luksusowym butiku. Jednak jeszcze mocniej marzyła o tym, żeby poślubić bogatego kandydata i wieść życie bywalczyni salonów.

Czekając, aż światło na przejściu dla pieszych zmieni się na zielone, dostrzegłam kobietę wchodzącą do sklepu. Miała czerwone buty na obcasie i czarny płaszcz i wyglądała jak typ klientki, który miał przyciągać salon. Może była to klientka dnia – taką przynajmniej miałam nadzieję.

Martin pospieszył do drzwi, aby ją przywitać, ale gdy zobaczył jej twarz, stanął jak wryty, a potem zaczął się cofać. Światło zmieniło się na zielone. Nadal wpatrzona w witrynę sklepu przeszłam przez pasy i zatrzymałam się przy wejściu do butiku. Sama nie wiem, dlaczego nie weszłam do środka. Chyba czułam, że dzieje się coś istotnego.

Martin uniósł dłoń, jakby chciał zatrzymać kobietę, po czym pospieszył na zaplecze.

Przypatrywałam się tej scenie, zastanawiając się, o co chodzi.

Nagle pojawiła się moja mama. Na nosie miała okulary do czytania.

Była najbardziej próżną osobą, jaką znałam. Wiedziałam, że nie znosi okularów i zakłada je wyłącznie wtedy, kiedy jest pewna, że nikt jej nie widzi. Fakt, że zapomniała je zdjąć, musiał oznaczać, że dzieje się coś wyjątkowego i poważnego. Zbliżyła się do nieznajomej i słuchała jej, gdy ta zaczęła coś mówić ze swadą.

Mama kilka razy próbowała wtrącić się w ten monolog, ale kobieta nie dała jej dojść do głosu. Mówiła coraz głośniej. Słyszałam ją nawet pomimo dźwięków ulicy i rozmów przechodniów.

Niedobrze.

Mama przyglądała jej się z zatroskaną i nieco błagalną miną.

Dłużej nie byłam w stanie tego znieść. Postąpiłam krok naprzód, gotowa przerwać kobiecie i powiedzieć jej, co myślę, kiedy ta odwróciła się i zaczęła przeglądać wieszaki z ubraniami. Zdzierała z nich sukienki i żakiety, a mama szła za nią, próbując ją zatrzymać. Chwytała ubrania, które kobieta chciała zabrać. Nagle zdałam sobie sprawę, co się dzieje. Zamarłam, po czym zrobiłam krok do tyłu i schowałam się za jedną z dwóch roślin doniczkowych stojących przy wejściu. Choć wiele mnie to kosztowało, nakazałam sobie spokój. Mama musiała sama poradzić sobie z problemem. Moja interwencja tylko pogorszyłaby sprawę. Nieznajoma była zapewne dostawczynią ubrań, za które mama zalegała z płatnością.

Z bólem serca patrzyłam, jak kobieta układa sobie stos ubrań na ramieniu. Mama cały czas podążała za nią, żałośnie błagając ją o litość.

Dłużej nie byłam w stanie tego znieść, a jednak nie mogłam się zmusić do reakcji. Wiedziałam, że mama bardzo by nie chciała, abym była świadkiem jej poniżenia. Zamrugałam, próbując powstrzymać łzy. Życie mojej biednej mamy stało się takie trudne…

Nagle mama ruszyła do boju, próbując odebrać nieznajomej ubrania. Przyglądałam się tej scenie z niedowierzaniem.

Och, mamo! Daj spokój, po prostu pozwól jej zabrać te ciuchy…

Mama jednak nie miała zamiaru odpuścić. Kobieta w końcu zmęczyła się przepychanką i rzuciła ubraniami w mamę.

Tego już było dla mnie za dużo! Wpadłam do butiku akurat w momencie, gdy matka zakwiliła żałośnie:

– One są już opłacone! – Spuściła wzrok na podłogę. – Dziś po południu klienci je odbiorą.

– To samo mówiłaś w zeszłym miesiącu! – wykrzyknęła kobieta.

Zamarłam jak słup soli.

– Catherine… – błagała matka. – Potrzebuję tej sprzedaży, żeby pociągnąć kolejny miesiąc.

– Evelyn! – Na dźwięk imienia mojej matki w ustach tej kobiety szczęka opadła mi na pierś. – Jeśli nie dostarczę tych ubrań z powrotem do biura, stracę dziś pracę. A nie mam zamiaru wylądować na bruku tylko dlatego, że nie ogarniasz interesu.

Mama złożyła dłonie jak do modlitwy.

– Catherine, proszę… Daj mi jeden dzień. Środki wpłyną jutro na konto i oddam ci pieniądze w gotówce. Proszę. Kupiła je ważna klientka. Dzięki tej sprzedaży będę miała kolejne zamówienia. I ty też. Przychodzi na przymiarkę w porze lunchu i jeśli nie będę miała dla niej tych rzeczy, równie dobrze mogę od razu zamknąć interes i ogłosić bankructwo. Błagam, daj mi jeden dzień…

Catherine zignorowała jednak błagania mojej mamy i pochyliła się, by pozbierać ubrania.

– To niemożliwe… – zaczęła, lecz w tym momencie mama padła na kolana i chwyciła ubrania. Catherine była w takim szoku, że je puściła, co spowodowało, że mama przewróciła się na podłogę. I tak została, przyciskając rzeczy do piersi.

Freya

Zszokowana zaczęłam się trząść z wściekłości. Ruszyłam jak w transie, chwyciłam mamę za nadgarstek i pociągnęłam z całych sił. Łzy zaślepiły mnie kompletnie. Wpadłam w prawdziwą furię.

– Wstawaj! – wykrzyknęłam.

Mama spojrzała na mnie z zaskoczeniem.

– Freya… – wyszeptała.

Odwróciłam się w stronę kobiety.

– Proszę się wynosić! – krzyknęłam. – Won stąd! I zabierz te swoje ubrania! – Trzęsłam się tak mocno, że omal nie zaczęłam bełkotać. – Jak śmiesz tak, kurwa, traktować moją matkę, jakby była gównem, w które wdepnęłaś?! To, że ma kłopoty finansowe, nie daje ci takiego prawa!

Mama chwyciła mnie za ramiona, żeby mnie odciągnąć. Kobieta popatrywała na nas zszokowana. W końcu pokręciła głową.

– Daję ci czas do jutra do popołudnia – rzuciła zimno. – Potem koniec. Zabieram wszystkie swoje rzeczy. – Odwróciła się na pięcie i wyszła ze sklepu.

Wbiłam wściekły wzrok w jej plecy. Chciałam jej zrobić krzywdę.

Zacisnęłam powieki, żeby wziąć się w garść, po czym otarłam łzy z policzków i spojrzałam w twarz mamy. Była taka blada, niemal biała.

– Co tu robisz? – spytała, jakby nic się nie wydarzyło. Zauważyłam jednak, że wargi jej drżały. – Nie masz zajęć na uczelni?

Mama z całych sił walczyła, by ustać na nogach i zachować resztki dumy, choć przed chwilą widziałam, jak ją kompletnie traci. I to przy świadkach.

Nie udało jej się zachować pozorów zbyt długo. Obróciła się na pięcie i ruszyła do biura.

– Muszę zadzwonić, dajcie mi chwilę – powiedziała do mnie i Martina. Głos miała zduszony.

Razem z Martinem zabraliśmy się do odwieszania na wieszaki porozrzucanych po podłodze ubrań. Kiedy skończyliśmy, Martin skinął głową w kierunku zaplecza.

– Idź do niej. – Nigdy w życiu nie słyszałam takiego smutku w jego głosie. Ruszyłam w kierunku biura, jednak zatrzymałam się w pół kroku.

– Martinie, dostałeś wypłatę?

Pokręcił głową bez słowa.

Zapukałam do drzwi biura.

– Wejdź! – zawołała mama. Otworzyłam drzwi i napotkałam jej wielki sztuczny uśmiech. Nie byłam w stanie go odwzajemnić.

Mama spoważniała.

– Nie masz zajęć? – spytała ponownie. – Co tu robisz?

Podeszłam do niej i objęłam ją z całych sił. Biedaczka trzęsła się jak liść na wietrze.

– Och, mamo, tak mi przykro… – Zaczęłam płakać. Mama poklepała mnie po plecach, jakbym była dzieckiem.

– Wszystko w porządku, kochanie. Wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz. Potrzebuję tylko jednej dobrej klientki. I wszystko będzie dobrze. Nie wiem, czemu się tak zachowałam.

Odsunęłam się i spojrzałam jej w oczy. Widziałam w nich błagalny wyraz. Chciała, żebym kupiła jej historyjkę. Udawała, że nic się nie stało. Że nie widziałam jej totalnego upokorzenia. Natychmiast pożałowałam, że straciłam kontrolę i nie byłam w stanie udawać i się nie ujawniać.

Jakimś cudem w końcu udało mi się odezwać:

– Przepraszam, że się wtrąciłam. Owszem, mam zajęcia, ale chciałam wpaść i przeprosić za wczoraj. A dziś nie mam pracy, więc mogę ugotować kolację. Zrobię twoją ulubioną potrawę.

– O, chateaubriand z sosem bordelaise?

Uśmiechnęłam się. Nie sposób było nie podziwiać mojej mamy. Jej pancerz złudzeń był nie do przebicia.

– Nie, mamo. Myślałam raczej o zielonym curry z ryżem.

 

Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

– Brzmi świetnie, kochanie. Kupię jakieś dobre wino.

Musiałam się ugryźć w język, by nic nie powiedzieć. Niech jej będzie.

– Okej, mamo. – Zdjęłam jej okulary z nosa. Mama westchnęła.

– Nie mogę uwierzyć, że w nich wyszłam.

– Mamo… kocham cię. – Głos mi się załamał.

W jej oczach stanęły łzy.

– Ja ciebie też, kochanie. A teraz przestań myśleć o pieniądzach i idź na zajęcia. Ja to wszystko ogarnę, obiecuję. Wszystko będzie dobrze.

Skinęłam głową z uśmiechem i powtórzyłam za nią:

– Wszystko będzie dobrze.

– Dzielna dziewczynka – stwierdziła mama z aprobatą.

– Zatem do zobaczenia – odpowiedziałam i wyszłam z biura.

W minionym roku straciłyśmy niemal wszystko – mojego ojca, nasz status, domy, samochody, sporą część „przyjaciół” i spokój ducha. Ale koniec tego. Mama zachowa dumę. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by znów mogła dumnie unieść głowę. Nie stracimy mieszkania, które ojciec kupił jej po ślubie.

Wyszłam z butiku. Nie miałam jednak zamiaru jechać na uniwerek. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Elli.

– I co, rozmawiałaś z mamą o rzuceniu studiów?

– Nie – odparłam. – Nie było takiej potrzeby.

– Czemu? – spytała cichym głosem.

– Nie stracimy niczego więcej, Ello. Nie rzucę studiów, a mama wciąż będzie miała butik i mieszkanie. Zamierzam wziąć udział w tej aukcji.

– Eee… Freyo, to nie jest dobry pomysł. Jestem na siebie zła, że w ogóle o tym wspomniałam. To nie w twoim stylu, nie powinnaś robić niczego, czego będziesz potem żałować przez resztę życia…

– Ella… – wtrąciłam się. – Moja mama musiała dziś paść na kolana przed jakąś pieprzoną babą w naszym wieku próbującą odebrać jej towar, za który nie zapłaciła. Tu już nie chodzi o moje studia. Wolę umrzeć, niż znów patrzeć, jak mama się poniża.

– A co z nią? Myślisz, że nie przejmie się twoją utratą godności?

– Moja godność wymaga ode mnie, bym mogła się zaopiekować mamą.

– Freyo, nie musisz…

– Ello, nie mogę uwierzyć, że teraz mi to robisz. Kiedy twoja mama trafiła do więzienia, rzuciłaś szkołę, by zająć się rodziną.

– Owszem, ale nie sprzedałam się jakiemuś grubemu staremu miliarderowi.

– Ello, mam zamiar zrobić, co trzeba. To już postanowione.

– Nie ma żadnego klubu miliarderów. Skłamałam.

Zatrzymałam się jak wryta. Przez chwilę żadna z nas nic nie mówiła. W końcu nie wytrzymałam i wykrzyczałam do słuchawki:

– Pierdol się, Ella! To moje życie i mój wybór.

– Freyo, nie wybaczę sobie nigdy, jeśli coś pójdzie nie tak… Jeśli to ci zaszkodzi.

– A ja nie wybaczę tobie, jeżeli wszystko stracimy – warknęłam. – Jeśli mama znów będzie musiała błagać na klęczkach. A jeśli się załamie i zrobi coś głupiego, to będzie twoja wina. Więc wyślij mi natychmiast numer do tej twojej znajomej.

Freya

Rozłączyłam się. Dyszałam ciężko, serce biło mi jak szalone, a ręce trzęsły się jak w epilepsji. Czułam się źle. Nigdy wcześniej nie odzywałam się tak do Elli. Miałam nadzieję, że mi wybaczy. Rozejrzałam się i zauważyłam ławkę. Przysiadłam na jej krawędzi i próbowałam się ogarnąć. W ciągu ostatniego roku niemal non stop towarzyszył mi lęk.

Zamknęłam oczy i pomyślałam o ojcu. O jego uśmiechu, dumnej postawie. Kochał nas, ale siebie kochał nieco bardziej. Wydał wszystkie swoje pieniądze i zostawił mamę bez zabezpieczenia. Miałam za to do niego wielki żal. Obie z mamą nie byłybyśmy obecnie w tarapatach, gdyby tylko ojciec opłacił nam ubezpieczenie. Nie wpadłybyśmy przez to w spiralę upokorzeń, bez żadnej nadziei na wyjście.

Otworzyłam oczy.

Aż do teraz – poprawiłam się w myślach. – Bez żadnej nadziei aż do teraz.

Zapatrzyłam się na otaczający mnie świat. Dzieci w wózkach, pracownicy biurowi z lunchem w rękach, gołębie dziobiące w ziemi i latające sobie bez najmniejszych zmartwień. Oddałabym wszystko, by być jednym z nich.

Z zamyślenia wyrwało mnie buczenie wibrującego telefonu. Nie spodziewałam się odpowiedzi tak szybko. Ella wysłała mi esemesa z numerem do koleżanki. Wzięłam głęboki wdech i odblokowałam ekran.

Nie dałam sobie czasu na myślenie. Dopiero gdy numer ukazał się na ekranie, dotarło do mnie, że nie przemyślałam, co chcę powiedzieć.

Po kilku sygnałach w słuchawce rozległ się gładki męski głos:

– Halo?

Nie spodziewałam się, że odbierze mężczyzna. Niemalże przerwałam połączenie. Opanowałam się w ostatniej chwili.

– Halo – zaczęłam. – Dostałam ten numer od koleżanki. – W tej samej chwili na ławce obok mnie przysiadła jakaś starsza pani. Natychmiast wstałam i ruszyłam przed siebie.

– Tak? – odpowiedział głos. – W czym mogę pomóc?

– Interesuje mnie… no wie pan… sprzedaż. To znaczy aukcja!

– Może pani doprecyzować, o jaką aukcję chodzi?

– Dziewictwa… – Ledwo wydusiłam z siebie to słowo.

– Ach, tak… – Mężczyzna mówił tonem tak spokojnym, jakbym zamawiała jedzenie na wynos. – Proszę przysłać swoje zdjęcie na ten numer i będziemy mogli omówić dalsze szczegóły.

– Okej – odpowiedziałam. Połączenie zostało przerwane.

Przez chwilę wpatrywałam się nieprzytomnie w ekran. Z otumanienia wyrwał mnie esemes. Nerwy miałam w strzępach. Natychmiast zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie, ale obawiałam się, że nie mam odpowiedniego.

W ciągu minionego roku nie robiłam sobie zbyt wielu zdjęć. To był zły czas, pełen momentów, których zdecydowanie nie chciałam uwieczniać. Włączyłam aparat w nadziei, że może mój obecny stan będzie się nadawał do zrobienia fotki, ale gdy ujrzałam swoją bladą nieumalowaną twarz i włosy związane w niedbały kucyk, wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł. Otworzyłam Messengera i wysłałam wiadomość do Maddie. Zauważyłam przy tym, która jest godzina. Byłam już bardzo spóźniona na zajęcia. Właśnie dotarłam do stacji metra, gdy przyjaciółka odpisała:

Po co Ci Twój selfik?

Moja odpowiedź była celowo wymijająca.

Ot tak, przydałby się.

Może sobie zrób? – zasugerowała Maddie.

Postanowiłam do niej zadzwonić.

– Nie, bo gównianie wyglądam – zaczęłam.

– W twoim przypadku to absolutnie niemożliwe. Po co ci selfie?

– Słuchaj, zaraz wchodzę do metra, nie będę miała zasięgu. Pogadamy później, okej?

– Poszukam ci czegoś – obiecała Maddie. – Mam parę, które mi wysłałaś do edycji, kiedy jeszcze obchodził cię twój Instagram.

Faktycznie, to było całe wieki temu.

– Dzięki, Maddie.

Schowałam telefon i pobiegłam w dół po schodach do metra. Pociąg podjechał niemal natychmiast. Było około południa, więc przedział był prawie pusty. Przyjrzałam się kątem oka jedynemu pasażerowi. Dziewczyna miała na sobie wysokie buty z wyjątkowo cienkim obcasem. Białą bluzkę z kołnierzykiem wsunęła w skórzane spodnie, a krótkie, elegancko obcięte włosy dopełniały jej wyrafinowanego wyglądu. Z jakiegoś powodu na jej widok posmutniałam jeszcze bardziej. Obróciła się i spojrzała na mnie, a ja natychmiast odwróciłam wzrok. Popatrzyłam na swoje przybrudzone converse’y i za dużą puchową kurtkę. Wyglądałam żałośnie i wiedziałam o tym. Codziennie najbardziej wyczekiwałam końca dnia, kiedy znów będę mogła się położyć do łóżka, odgrodzona od świata. Ten dzień też mógłby się już skończyć.

Gdy dotarłam na uczelnię, otrzymałam esemesa od Maddie:

Może być to?

Wysłała mi zdjęcie z dnia, kiedy we trzy wybrałyśmy się do Lancasteru, by pozjeżdżać na tyrolce.

Na zdjęciu siedziałam na wierzchołku jednego ze wzgórz, na które się wspięłyśmy. W tle były górskie szczyty i szare niebo. Słońce akurat padło na mnie pod idealnym kątem i choć nie miałam na twarzy za wiele makijażu, moje orzechowe oczy wyglądały, jakby płonęły od wewnątrz, a skóra jaśniała nieziemskim blaskiem. Wyglądałam na zadowoloną i atrakcyjną.

Będzie musiało wystarczyć. Jeśli zostanę odrzucona, cóż – ja i moja mama będziemy mieć przesrane.

O, może być – odpisałam, po czym wysłałam zdjęcie nieznajomemu, z którym rozmawiałam.

Czterdzieści pięć minut później wysiadłam na stacji Ealing Broadway i złapałam busa do Uniwersytetu Zachodniego Londynu. Aula wykładowa była już pełna; trwał wykład na temat audytu. Zajęłam wolne miejsce w przedostatnim rzędzie i próbowałam się skoncentrować, ale w dłoni wciąż niecierpliwie ściskałam telefon. Jakieś pół godziny później, gdy wykładowca ogłosił przerwę, dostałam nową wiadomość. Spojrzałam na ekran zaskoczona faktem, że dziewczyna na zdjęciu to ja. Wyglądałam na taką szczęśliwą i beztroską.

Freya

Okazało się, że mama poszła spać wcześniej, gdyż potwornie bolała ją głowa. Nie było więc sensu gotować kolacji. Szperałam właśnie w lodówce w poszukiwaniu czegoś na ząb, gdy zadzwoniła do mnie Ella.

– Jak poszło? – zapytała podekscytowana.

Znalazłam w połowie zjedzone awokado i piętkę chleba. Mama unikała skórki pieczywa, jakby miała ona zniweczyć jej wszelkie zabiegi odmładzające. Położyłam jedzenie na desce do krojenia. Podłączyłam słuchawki bezprzewodowe do telefonu i wrzuciłam kanapki do tostera, a potem zaczęłam je smarować masłem.

– Kazali mi jutro jechać do jakiegoś studia w Islington w celu wykonania profesjonalnych fotek.

– Profesjonalnych fotek? – Ella zapiszczała. – To znaczy, że zostałaś zaakceptowana?

– Chyba tak – odparłam ostrożnie.

– Bez badania lekarskiego?

– Gość wspomniał coś o tym przez telefon, więc pewnie odbędzie się później.

– Hmm… No tak – odrzekła w zamyśleniu, zapewne wyobrażając sobie mnie z nogami w górze.

– A ty co porabiasz? – spytałam, wycinając brązowe plamy z awokado.

– Zamartwiam się o ciebie i składam pranie sprzed trzech tygodni. Naprawdę nie powinnam rzucać go w kąt pokoju. Wygląda gorzej niż po wyjęciu z suszarki.

Wzmianka o braku higieny w przestrzeni osobistej mojej przyjaciółki sprawiła, że się uśmiechnęłam.

– W każdym razie – ciągnęła – popytałam tu i ówdzie i okazało się, że najbliższa aukcja odbędzie się w ten weekend.

Wciągnęłam powietrze zaskoczona tempem wydarzeń.

– Te aukcje odbywają się raz w miesiącu, prawda? – zapytałam cichym głosem.

– Tak.

Z trudem przełknęłam ślinę.

– No to trafiłam w sam raz.

– Nadal możesz się rozmyślić. – W jej głosie pojawił się błagalny ton. – Nie chcę, żebyś to robiła.

Posypałam awokado czarnym pieprzem i wzięłam talerz do swojego pokoju.

– Czy utrata dziewictwa z jakąś spasłą świnią bez duszy jest naprawdę taka zła? – powiedziałam i obie roześmiałyśmy się jednocześnie. Po chwili jednak mój śmiech zamarł. Dłonią otarłam łzy cisnące mi się do oczu. Nastała niezręczna cisza.

– Wydaje mi się po prostu, że nie przemyślałaś tego dogłębnie, i martwię się, że będziesz tego żałować do końca życia.

– Jeszcze nie słyszałam o żadnej dziewczynie, która by się świetnie bawiła za pierwszym razem – przypomniałam jej. – Tak więc nie ma to większego znaczenia.

Ella nie była gotowa odpuścić.

– Ale ty zapamiętasz to na resztę życia.

– Cóż, niech i tak będzie – odparłam. – Zapamiętam też jednak, że dzięki temu spłaciłam nasze najgorsze długi i ułatwiłam życie mamie, przynajmniej na jakiś czas. Może dzięki temu uda mi się ukończyć edukację i zdobyć prawdziwą pracę. To całkiem nieźle, nie?

Ella nic nie odpowiedziała.

– Przestań się zamartwiać – mówiłam dalej. – To tylko jednorazowa sprawa. Biedni nie mogą wybrzydzać. Jakoś to przeżyję i będę żyć dalej. A poza tym chyba już odpuściłam sobie dziecinne wizje zachowania dziewictwa dla kogoś wyjątkowego. Kogo to obchodzi? Nie jest to istotne w dłuższej perspektywie. W końcu ludzie na świecie umierają z głodu…

– Wiem, że umierają. Ale to nie oznacza, że nie masz prawa do własnych wartości.

– Ello, jedyną rzeczą gorszą od widoku upokorzenia własnej matki byłaby świadomość, że mogłam coś zrobić, a nie zrobiłam, bo moja cnota była cenniejsza od jej dobra. Ona zajmowała się mną niemal całe życie, Ello. Teraz pora jej się odwdzięczyć.

– Okej, niech ci będzie – zgodziła się. – Jeśli to coś znaczy, ja postąpiłabym dokładnie tak samo.

– Dzięki, Ella – odpowiedziałam nieco zduszonym głosem.

– Pamiętaj nasze motto: „To też się kiedyś skończy”.

– I owszem. – Uśmiechnęłam się. – Mam tylko nadzieję, że będzie warto. Mówiłaś, że powinnam zgarnąć co najmniej trzydzieści tysięcy, prawda?

 

– Tak twierdziła moja znajoma, ale jeśli coś pójdzie nie tak albo pieniądze będą za małe, to po prostu wynoś się stamtąd. I tak mam zamiar iść z tobą, więc jakby co, zajmę się tym.

– Nie sądzę, aby tak łatwo było sobie ot tak wyjść. Gość, który do mnie dzwonił, pytał, czy zgodzę się podpisać umowę poufności informacji.

– Jeśli cię nie wypuszczą, zadzwonię na policję albo… nie wiem.

Westchnęłam.

– Ello, ja nie jestem byłą miss. Nawet jeśli pójdę za piętnaście tysięcy, to i tak je wezmę.

Inne książki tego autora