Uczta dla wron: Sieć spiskówTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Uczta dla wron: Sieć spisków
Uczta dla wron: Sieć spisków
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70  56 
Uczta dla wron: Sieć spisków
Uczta dla wron: Sieć spisków
Audiobook
35  25,55 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W miarę jak zbliżali się do Harrenhal, świat stawał się coraz bardziej szary. Jechali pod niebem barwy łupku, obok wód, które wydawały się stare i zimne jak płyta kutej stali. Jaime zastanawiał się, czy Brienne przejeżdżała tędy przed nim. Jeśli doszła do wniosku, że Sansa Stark mogła pojechać do Riverrun… Gdyby spotkali jakichś wędrowców, mógłby się zatrzymać, by ich zapytać, czy któryś z nich widział ładną dziewczynę o kasztanowatych włosach albo brzydką, o gębie, od widoku której kwaśniało mleko. Na trakcie nie było jednak nikogo oprócz wilków, a w ich wyciu nie doszuka się odpowiedzi.

W końcu ujrzeli po drugiej stronie szarego jak ołów jeziora wieże budowli zwanej szaleństwem Harrena Czarnego, pięć wykręconych, kamiennych palców sięgających ku niebu. Choć lordem Harrenhal mianowano Littlefingera, wydawało się, iż nie śpieszy mu się do objęcia nowej siedziby. Dlatego Jaime Lannister musiał, po drodze do Riverrun, zaprowadzić porządek w Harrenhal.

Nie ulegało wątpliwości, że faktycznie trzeba go zaprowadzić. Gregor Clegane odebrał ogromne, posępne zamczysko Krwawym Komediantom, zanim Cersei odwołała go do Królewskiej Przystani. Podkomendni Góry z pewnością siedzieli jeszcze w środku, jak suszone ziarenka grochu grzechoczące w pustej zbroi, nie byli oni jednak najlepszymi kandydatami do przywrócenia nad Tridentem królewskiego pokoju. Jedynym rodzajem pokoju, jaki można było otrzymać od ludzi ser Gregora, był pokój grobu.

Zwiadowcy ser Addama zameldowali, że brama Harrenhal jest zamknięta. Jaime zwołał swych ludzi i rozkazał ser Kennosowi z Kayce zadąć w Róg Herrocka, czarny i kręty, z okuciami ze starego złota.

Gdy od murów odbił się echem trzeci sygnał, usłyszeli zgrzyt żelaznych zawiasów i brama powoli się otworzyła. Mury szaleństwa Harrena Czarnego były tak grube, że Jaime przejechał pod tuzinem otworów machikuł, nim w końcu znalazł się na słonecznym dziedzińcu, na którym nie tak dawno pożegnał się z Krwawymi Komediantami. Z twardo ubitej ziemi wyrastały chwasty, a wokół martwego konia latały bzyczące muchy.

Z wież wyległa garstka ludzi ser Gregora, którzy przyglądali się zsiadającemu z konia Jaimemu. Wszyscy mieli twardo zaciśnięte usta i twarde spojrzenia. I nic dziwnego, w końcu to towarzysze Góry. O ludziach Gregora w najlepszym wypadku można było powiedzieć, że nie byli aż tak okrutni i gwałtowni jak Dzielni Kompani.

— O kurwa, to Jaime Lannister — wygarnął jakiś posiwiały zbrojny. — Ten cholerny Królobójca, chłopaki. Niech mnie wyruchają włócznią!

— A kim ty jesteś? — zapytał Jaime.

— Ser zwał mnie Gębosrajem, jeśli łaska, panie.

Splunął w dłonie i wytarł nimi policzki, jakby mogło to w jakiś sposób nadać mu atrakcyjniejszy wygląd.

— To urocze. Czy ty tu dowodzisz?

— Ja? Kurwa, nie. Panie. Niech mnie wyruchają w dupę cholerną włócznią. — Gębosraj miał w brodzie tyle okruchów, że można by nimi nakarmić cały garnizon. Jaime nie mógł powstrzymać śmiechu. Mężczyzna uznał to za zachętę.

— Niech mnie wyruchają w dupę cholerną włócznią — powtórzył i również zaczął się śmiać.

— Słyszałeś go — powiedział Jaime do Ilyna Payne'a. — Znajdź jakąś ładną długą włócznię i wsadź mu ją w dupę.

Ser Ilyn nie miał włóczni, ale Bezbrody Jon Bettley z radością rzucił mu swoją. Pijacki śmiech Gębosraja umilkł nagle.

— Trzymaj to cholerstwo z dala ode mnie.

— Zdecyduj się — skwitował Jaime. — Kto tu dowodzi? Czy ser Gregor mianował kogoś kasztelanem?

— Pollivera — odpowiedział inny mężczyzna. — Ale zabił go Ogar, panie. Jego, Łaskotka i tego chłopaka Sarsfieldów.

Znowu Ogar.

— Wiecie, że to był Sandor? Widzieliście go?

— Nie, panie. Tak nam powiedział oberżysta.

— To się wydarzyło w gospodzie na rozstajach dróg, panie. — Mówiący był młodszym mężczyzną o rudoblond czuprynie. Miał na szyi noszony ongiś przez Vargo Hoata łańcuch z monet z kilkudziesięciu różnych miast: srebrnych i złotych, miedzianych i brązowych, kwadratowych i okrągłych, trójkącików, pierścieni i kawałków kości.

— Oberżysta przysięgał, że ten człowiek miał poparzoną połowę twarzy. Kurwy mówią to samo. Sandor miał ze sobą jakiegoś chłopaka, obdartego chłopskiego syna. Ponoć porąbali Polly'ego i Łaskotka na krwawe kawałeczki, a potem odjechali w dół Tridentu.

— Wysłaliście za nimi ludzi?

Gębosraj zmarszczył brwi, jakby ta myśl sprawiała mu ból.

— Nie, panie. Nie zrobiliśmy tego, niech nas chuj.

— Kiedy pies się wścieknie, trzeba mu poderżnąć gardło.

— Hmm — odparł mężczyzna, pocierając usta. — Nigdy za bardzo nie lubiłem Polly'ego, tego kutasa, a pies był bratem ser, więc…

— Jest z nas wredna zgraja, panie — wtrącił człowiek z monetami. — Ale żeby mierzyć się z Ogarem, trzeba być szaleńcem.

Jaime przyjrzał mu się uważnie. Jest śmielszy od innych i nie tak pijany jak Gębosraj.

— Baliście się go.

— Nie powiedziałbym, że się baliśmy, panie. Po prostu woleliśmy go zostawić lepszym od nas. Komuś takiemu jak ser. Albo ty.

Ja, kiedy miałem dwie ręce. Jaime nie oszukiwał się. W obecnej chwili Sandor szybko by się z nim załatwił.

— Jak się nazywasz?

— Rafford, jeśli łaska. Ludzie mówią mi Raff.

— Raff, zbierz ludzi z garnizonu w Komnacie Stu Palenisk. Jeńców również. Chcę ich zobaczyć. I te kurwy z rozstajów dróg. Aha, jeszcze Hoat. Bardzo mnie zmartwiła wieść o jego śmierci. Chciałbym zobaczyć jego głowę.

Kiedy mu ją przynieśli, zobaczył, że Kozłu obcięto wargi, podobnie jak uszy i większą część nosa. Oczy wydziobały mu wrony. Nadal jednak było widać, że to Hoat. Jaime wszędzie poznałby jego brodę, niedorzeczny sznur włosów długi na dwie stopy, zwisający z ostro zakończonego podbródka. Poza nim do czaszki Qohorika przylegało jeszcze tylko kilka skrawków mięsa.

— A gdzie jest reszta? — zapytał.

Nie chcieli mu tego powiedzieć. Wreszcie Gębosraj spuścił wzrok i wymamrotał:

— Część zgniła, ser. Resztę zeżarli jeńcy.

— Jeden z nich ciągle domagał się żarcia — przyznał Rafford. — Ser powiedział, żeby dać mu pieczonej koziny. Ale na Qohoriku nie było za dużo mięsa. Ser najpierw odrąbał mu dłonie i stopy, a potem resztę kończyn.

— Najwięcej zeżarł ten gruby skurwiel, panie — ciągnął Gębosraj. — Ale ser rozkazał, żeby dać trochę wszystkim po kolei. Hoatowi też. Kozioł jadł sam siebie. Skurwysyn ślinił się, kiedy go karmiliśmy, i tłuszcz spływał mu po tej chudej brodzie.

Ojcze — pomyślał Jaime. Oba twoje psy się wściekły. Przypomniał sobie opowieści, które po raz pierwszy usłyszał jako dziecko w Casterly Rock. Mówiły one o szalonej lady Lothston, która kąpała się w wannach wypełnionych krwią i podawała na ucztach ludzkie mięso. Działo się to w tym właśnie zamku.

Z jakiegoś powodu zemsta straciła dla niego smak.

— Wrzuć to do jeziora. — Jaime cisnął głowę Hoata Peckowi i spojrzał na ludzi z garnizonu. — Dopóki nie zjawi się tu lord Petyr, by objąć we władanie swoją siedzibę, władzę nad Harrenhal w imieniu korony przejmie ser Bonifer Hasty. Ci, którzy tego zapragną, mogą się do niego przyłączyć, jeśli zgodzi się was przyjąć. Reszta uda się ze mną do Riverrun.

Ludzie Góry popatrzyli na siebie nawzajem.

— Coś nam się należy — odezwał się któryś z nich. — Ser nam obiecał. Mówił o sutej nagrodzie.

— Tak właśnie powiedział — zgodził się Gębosraj. — „Wszyscy, którzy ze mną pojadą, otrzymają sutą nagrodę".

Kilkunastu innych poparło go głośno.

Ser Bonifer uniósł urękawicznioną dłoń.

— Każdy, kto ze mną zostanie, dostanie pod uprawę łan ziemi, drugi, kiedy się ożeni, a trzeci, gdy urodzi mu się pierwsze dziecko.

— Ziemi, ser? — warknął Gębosraj. — Szczać na to. Gdybyśmy chcieli orać cholerną ziemię, mogliśmy zostać w domu. Ser mówił, że otrzymamy sutą nagrodę. To znaczy złoto.

— Jeśli czujecie się pokrzywdzeni, możecie się udać do Królewskiej Przystani i poskarżyć się mojej słodkiej siostrze. — Jaime spojrzał na Rafforda. — Chcę zobaczyć tych jeńców. Zaczynając od ser Wylisa Manderly'ego.

— To ten grubas? — zapytał Rafford.

— Mam szczerą nadzieję, że tak. Tylko nie opowiadaj mi smutnych historii o tym, w jaki sposób umarł, bo wszyscy możecie pójść w jego ślady.

Wszelkie nadzieje na odnalezienie w lochach Shagwella, Pyga albo Zolla rozwiały się bardzo szybko. Wyglądało na to, że Dzielni Kompani porzucili Vargo Hoata, wszyscy co do jednego. Z ludzi lady Whent zostało tylko troje: kucharz, który otworzył tylną furtę przed ser Gregorem, garbaty płatnerz, zwany Benem Czarnym Kciukiem oraz dziewczyna imieniem Pia, która nie była już taka ładna jak wtedy, gdy Jaime widział ją ostatnio. Ktoś złamał jej nos i wybił połowę zębów. Ujrzawszy Jaimego, padła mu do stóp, łkając i czepiając się jego nogi z histeryczną siłą. Silny Dzik musiał ją odciągnąć.

— Nikt już cię nie skrzywdzi — zapewnił Jaime, ale ona rozpłakała się jeszcze głośniej.

Pozostałych jeńców potraktowano lepiej. Był wśród nich ser Wylis Manderly, a także kilku innych szlachetnie urodzonych ludzi z północy, pojmanych przez Górę Która Jeździ podczas walk przy brodach Tridentu. To byli użyteczni zakładnicy — każdy z nich wart sporego okupu. Wszyscy byli obszarpani, brudni i zarośnięci. Niektórzy mieli też świeże siniaki, połamane zęby i brakowało im palców. Jednakże ich rany wyczyszczono i zabandażowano, widać też było, że żaden z nich nie głodował. Jaime zastanawiał się, czy któryś ma pojęcie, co jedli, doszedł jednak do wniosku, że lepiej o to nie pytać.

Żaden z nich nie był już chętny do walki, a zwłaszcza nie ser Wylis, brodaty, opasły wieprz o tępym spojrzeniu i pożółkłych, obwisłych policzkach. Gdy Jaime oznajmił, że da mu eskortę do Stawu Dziewic, gdzie będzie mógł wsiąść na statek do Białego Portu, ser Wylis zwalił się na podłogę i zaczął łkać, dłużej i głośniej niż Pia. Potrzeba było czterech ludzi, żeby go postawić na nogi. Za dużo pieczonej koziny — pomyślał Jaime. Bogowie, jak ja nienawidzę tego cholernego zamku. Harrenhal widział przez trzysta lat więcej okropności niż Casterly Rock w ciągu trzech tysiącleci.

 

Jaime rozkazał rozpalić ogień w Komnacie Tysiąca Palenisk i wysłał utykającego kucharza do kuchni, by przygotował gorący posiłek dla ludzi z jego oddziału.

— Może być wszystko, byle nie kozina.

Sam zjadł kolację w Komnacie Myśliwego w towarzystwie ser Bonifera Hasty'ego, wysokiego, poważnego mężczyzny, który w rozmowie miał skłonność co chwila odwoływać się do Siedmiu.

— Nie chcę żadnego z ludzi ser Gregora — oznajmił, krojąc gruszkę równie wysuszoną jak on. Robił to bardzo ostrożnie, by mieć pewność, że nieistniejący sok nie splami nieskazitelnego, fioletowego wamsu, na którym wyhaftowano biały pas ukośny z bordiurą jego rodu. — Nie zgodzę się, by służyli mi tacy grzesznicy.

— Mój septon mawiał, że wszyscy ludzie są grzesznikami.

— Nie mylił się — przyznał ser Bonifer. — Niektórzy z nich są wszak czarniejsi od innych, a ich odór jest wstrętniejszy w nozdrzach Siedmiu.

A ty nie masz nosa, zupełnie jak mój mały brat, bo w przeciwnym razie, czując smród moich grzechów, zadławiłbyś się tą gruszką.

— Jak sobie życzysz. Zabiorę stąd bandę Gregora.

Zawsze będzie mógł zrobić jakiś użytek z wojowników. W ostateczności wyśle przodem na drabiny, jeśli będzie zmuszony do szturmowania murów Riverrun.

— Weź też ze sobą kurwę — zażądał ser Bonifer. — Wiesz którą. Tę dziewczynę z lochów.

— Pię. — Kiedy Jaime był tu poprzednim razem, Qyburn przysłał mu ją na noc, sądząc, że to go zadowoli. Jednakże Pia przyprowadzona z lochów była kimś zupełnie innym niż słodkie, proste, rozchichotane stworzenie, które wśliznęło się wówczas pod jego koc. Popełniła ten błąd, że się odezwała, kiedy ser Gregor pragnął ciszy, więc Góra wybił jej zęby zakutą w stal pięścią, łamiąc przy okazji ładny nosek. Z pewnością zrobiłby jej coś jeszcze gorszego, gdyby Cersei nie odwołała go do Królewskiej Przystani, gdzie czekała nań włócznia Czerwonej Żmii. Jaime nie zamierzał go opłakiwać.

— Ona się tu urodziła — oznajmił ser Boniferowi. — Harrenhal jest jedynym domem, jaki znała w życiu.

— Jest rozsadnikiem zepsucia — zaprotestował ser Bonifer. — Nie chcę, żeby była blisko moich ludzi i obnosiła się ze swoimi… częściami.

— Myślę, że dni obnoszenia się już dobiegły dla niej końca — rzekł Jaime. — Ale jeśli aż tak cię oburza, zabiorę ją. — Zawsze będzie mógł z niej zrobić praczkę. Jego giermkowie nie mieli nic przeciwko rozbijaniu namiotu Jaimego, szczotkowaniu jego konia i czyszczeniu zbroi, ale pranie jego łachów uważali za zajęcie niegodne mężczyzny. — Czy zdołasz utrzymać Harrenhal z samą tylko Setką Świętych? — zapytał. Właściwie oddział powinien się zwać Osiemdziesięciu Sześciu Świętych, jako że stracił czternastu ludzi nad Czarnym Nurtem. Z pewnością jednak ser Bonifer uzupełni jego stan, gdy tylko znajdzie odpowiednio pobożnych rekrutów.

— Nie przewiduję trudności. Starucha oświetli nam drogę, a Wojownik doda sił naszym ramionom.

Albo Nieznajomy przyjdzie po całą waszą świętą zgraję. Jaime nie był pewien, kto przekonał jego siostrę do mianowania ser Bonifera kasztelanem Harrenhal, ta nominacja śmierdziała mu jednak Ortonem Merryweatherem. Przypominał sobie niejasno, że Hasty służył ongiś dziadkowi Merryweathera, a ryży najwyższy sędzia był typowym przykładem prostodusznego głupca, mogącego uznać, że ktoś zwany „Dobrym" będzie najlepszym balsamem na rany zadane dorzeczu przez Roose'a Boltona, Vargo Hoata i Gregora Clegane'a.

Całkiem możliwe, że ma rację. Hasty wywodził się z krain burzy, nie miał więc nad Tridentem przyjaciół ani wrogów, nie uczestniczył w tutejszych wendetach, nie był nikomu nic winien i nie musiał nagradzać żadnych swoich fagasów. Był trzeźwy, sprawiedliwy i obowiązkowy, a jego Osiemdziesięciu Sześciu Świętych uważano za jeden z najbardziej zdyscyplinowanych oddziałów w całych Siedmiu Królestwach. Do tego ludzie ser Bonifera świetnie się prezentowali na swych wielkich, siwych wałachach. Ich reputacja była tak nieskalana, że Littlefinger zażartował kiedyś, iż ser Bonifer z pewnością kastruje nie tylko konie, lecz również jeźdźców.

Niemniej jednak Jaime nie miał przekonania do żołnierzy, którzy słynęli raczej z pięknych koni niż z zabitych wrogów. Na pewno świetnie się modlą, ale czy potrafią walczyć? O ile było mu wiadomo, nad Czarnym Nurtem nie okryli się hańbą, lecz również nie wyróżnili się specjalnie w boju. W młodych latach ser Bonifer był obiecującym rycerzem, jednakże jakieś wydarzenie — porażka, hańba czy bliskie spotkanie ze śmiercią — spowodowało, że uznał, iż turnieje to tylko marność, i na zawsze odłożył kopię.

Musimy jednak utrzymać Harrenhal, a nasz Baelor Barania Dupa jest człowiekiem, któremu Cersei powierzyła to zadanie.

— Ten zamek otacza zła sława — ostrzegł ser Bonifera — i to nie bez powodu. Powiadają, że nocą po jego komnatach snują się płonące widma Harrena oraz jego synów. Ten, kto je ujrzy, natychmiast ginie w płomieniach.

— Nie boję się żadnego cienia, ser. W Siedmioramiennej gwieździe napisano, że duchy, upiory i wskrzeszeńcy nie mogą skrzywdzić pobożnego człowieka, dopóki otacza go zbroja wiary.

— Otocz się więc tą zbroją, ale nie zapominaj też o stalowej. Wygląda na to, że każdego, kto włada tym zamkiem, spotyka zły koniec. Górę, Kozła, nawet mojego ojca…

— Wybacz, ser, ale to nie byli pobożni ludzie, tacy jak my. Nas broni Wojownik, a gdyby pojawił się jakiś straszliwy wróg, maester Gulian zostanie tu ze swoimi krukami, w Darry jest lord Lancel ze swym garnizonem, a w Stawie Dziewic stacjonuje lord Randyll. We trzech wytropimy i wytępimy wszystkich banitów, jacy jeszcze pozostali w tych stronach. A gdy już to uczynimy, Siedmiu poprowadzi dobrych wieśniaków z powrotem do ich siół, by mogli orać, siać i budować od nowa.

Przynajmniej tych, których nie zabił Kozioł. Jaime otoczył palcami złotej dłoni nóżkę pucharu.

— Jeśli wpadnie ci w ręce któryś z Dzielnych Kompanów Vargo Hoata, natychmiast mnie o tym powiadom.

Nieznajomy mógł zabrać Kozła, nim Jaime zdążył go dopaść, ale Zollo gdzieś tam jeszcze był, podobnie jak Shagwell, Rorge, Urswyck Wierny i cała reszta.

— Żebyś mógł ich torturować i zabić?

— Ty pewnie na moim miejscu byś im wybaczył?

— Gdyby szczerze żałowali za grzechy… tak, uznałbym ich za braci i pomodlił się razem z nimi, zanim oddałbym ich katu. Zbrodnie muszą zostać ukarane. — Hasty złożył dłonie w piramidkę, w sposób nieprzyjemnie przywodzący Jaimemu na myśl ojca. — A jeśli to Sandora Clegane'a spotkamy, co mam wtedy zrobić?

Modlić się i zwiewać, ile sił w nogach — pomyślał Jaime.

— Wyślij go do jego ukochanego brata i ciesz się, że bogowie stworzyli siedem piekieł, bo jedno z pewnością nie pomieściłoby dwóch Clegane'ów. — Wstał niezgrabnie. — Ale Beric Dondarrion to co innego. Gdyby udało się go wam pojmać, zatrzymajcie go tu do chwili mojego powrotu. Berica będę chciał zaprowadzić do Królewskiej Przystani ze sznurem na szyi, żeby ser Ilyn mógł mu ściąć głowę na oczach połowy królestwa.

— A co z tym myrijskim kapłanem, który mu towarzyszy? Ponoć wszędzie szerzy swą fałszywą wiarę.

— Możesz go zabić, pocałować albo pomodlić się razem z nim, jak zechcesz.

— Nie pragnę go całować, panie.

— Z pewnością on powiedziałby to samo o tobie. — Uśmiech Jaimego przerodził się w ziewnięcie. — Wybacz. Opuszczę cię już, jeśli nie masz nic przeciwko temu.

— Proszę bardzo, panie — zgodził się Hasty. Z pewnością miał ochotę się pomodlić.

Jaime miał zaś ochotę powalczyć. Zbiegał ze schodów po dwa stopnie, śpiesząc się tam, gdzie nocne powietrze było zimne i rześkie. Na oświetlonym pochodniami dziedzińcu Silny Dzik i ser Flement Brax okładali się nawzajem zawzięcie, zagrzewani do boju przez otaczających ich kręgiem zbrojnych. Ser Lyle z pewnością zwycięży — pomyślał Jaime. Muszę znaleźć ser Ilyna. Znowu poczuł świąd w palcach. Nogi poniosły go daleko od hałasu i światła. Przeszedł pod krytym mostem i minął Dziedziniec Stopionego Kamienia, nim sobie uświadomił, dokąd zmierza.

Gdy był już blisko dołu dla niedźwiedzia, ujrzał blady jak słońce zimą blask lampy, padający na pierścienie ustawionych na stromych stopniach kamiennych ław. Chyba ktoś tu dotarł przede mną. Dół byłby świetnym miejscem do tańca. Być może ser Ilyn go uprzedził.

Stojący nad dołem rycerz był jednak roślejszy od Payne'a. Brodaty mężczyzna miał na sobie czerwono-białą opończę ozdobioną gryfami. Connington. Co on tu robi? Na dole wciąż leżały szczątki niedźwiedzia, choć zostały z niego tylko kości i strzępy futra, na wpół zagrzebane w piasku. Jaime poczuł nagle litość dla bestii. Niedźwiedź przynajmniej zginął w walce.

— Ser Ronnecie — zawołał. — Czyżbyś zabłądził? Wiem, że to wielki zamek.

Rudy Ronnet uniósł lampę.

— Chciałem zobaczyć, gdzie niedźwiedź tańczył z dziewicą nie tak bardzo cud. — Jego broda lśniła w blasku lampy, jakby płonęła. Jaime czuł w jego oddechu zapach wina. — Czy to prawda, że dziewka walczyła nago?

— Nago? Nie. — Zastanawiał się, w jaki sposób opowieść wzbogacono o ten szczegół. — Komedianci ubrali ją w różową, jedwabną suknię i dali turniejowy miecz. Kozioł chciał, żeby jej śmierć była śmiesna — zaseplenił. — W przeciwnym razie…

— …na widok nagiej Brienne przerażony niedźwiedź mógłby uciec.

Connington ryknął śmiechem.

Jaime tego nie zrobił.

— Mówisz tak, jakbyś ją znał.

— Byłem z nią zaręczony.

To zaskoczyło Jaimego. Brienne nigdy nie wspominała o żadnych zaręczynach.

— Ojciec próbował ją wydać za mąż…

— Trzy razy — uściślił Connington. — Ja byłem drugi. To był pomysł mojego ojca. Słyszałem, że dziewka jest brzydka, i powiedziałem mu to, ale on oznajmił, że wszystkie kobiety są takie same, jak już zdmuchnie się świecę.

— Pomysł twojego ojca. — Jaime zerknął na opończę Rudego Ronneta, na której dwa gryfy spoglądały na siebie na polach czerwonym i białym. Tańczące gryfy. — On był… bratem zmarłego namiestnika, prawda?

— Kuzynem. Lord Jon nie miał braci.

— To prawda.

Jaime wszystko sobie przypomniał. Jon Connington był przyjacielem księcia Rhaegara. Kiedy Merryweather poniósł rozpaczliwą klęskę w swych wysiłkach powstrzymania buntu Roberta, a księcia Rhaegara nie można było nigdzie znaleźć, Aerys postanowił postawić na przyjaciela syna i mianował namiestnikiem Conningtona. Jednakże Obłąkany Król co chwila odrąbywał własne ręce. Lorda Jona odrąbał po bitwie dzwonów. Pozbawił go tytułów, ziem oraz majątku i wygnał za wąskie morze, gdzie lord Jon wkrótce zapił się na śmierć. Ale kuzyn… ojciec Rudego Ronneta… przyłączył się do buntu i po bitwie nad Tridentem nagrodzono go Gniazdem Gryfów. Dostał jednak tylko zamek. Złoto Robert zatrzymał dla siebie, a większą część włości Conningtonów oddał bardziej zagorzałym zwolennikom.

Ser Ronnet był rycerzem na włościach, nikim więcej. Dla kogoś takiego Dziewica z Tarthu byłaby bardzo smakowitym kąskiem.

— A jak to się stało, że się nie pobraliście? — zapytał Jaime.

— Pojechałem na Tarth, żeby ją zobaczyć. Byłem od niej sześć lat starszy, ale dziewka mogła mi patrzeć prosto w oczy. Była maciorą odzianą w jedwab, chociaż maciory na ogół mają większe cycki. Kiedy spróbowała coś powiedzieć, omal nie udławiła się własnym językiem. Dałem jej różę i powiedziałem, że to wszystko, co ode mnie dostanie. — Connington zajrzał do dołu. — Widzę, że niedźwiedź był mniej włochaty od tego wybryku…

Jaime zdzielił go złotą ręką w gębę tak mocno, że drugi rycerz poleciał w dół po schodach. Lampa wypadła mu z rąk i pękła. Płonący olej rozlał się na ziemię.

— Mówisz o szlachetnie urodzonej damie, ser. Masz mówić po imieniu. Masz mówić „Brienne".

Connington odsunął się na rękach i kolanach od szerzących się płomieni.

— Brienne. Jak sobie życzysz, panie. — Splunął krwią pod stopy Jaimego. — Piękna Brienne.

* Hog — (ang.) wieprz (przyp. red.).