KainTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

George Gordon Byron

Kain

Misterium

Warszawa 2020

Spis treści

OSOBY:

AKT PIERWSZY

Scena pierwsza

AKT DRUGI

Scena pierwsza

Scena druga

AKT TRZECI

Scena pierwsza

OSOBY

ADAM

KAIN

ABEL

ANIOŁ PAŃSKI

LUCYPER

EWA

ADA

SELLA

AKT PIERWSZY

Scena pierwsza

Okolica zewnątrz Raju. Czas: wschód słońca. ADAM, EWA, KAIN, ABEL, ADA, SELLA przynosząc ofiarę.

ADAM

Boże! Wszechmocny! Nieskończony! Wieczny!

Coś jednym słowem stworzył światło w mroku,

Ponad wodami – chwała tobie, chwała!

Chwała przez powrót tego światła! Chwała!

EWA

Ty, coś wywołał jasne dnie i ranki,

Złączone dotąd, oddzielił od nocy,

Falę od fali i cząstkę stworzenia

Niebem nazwałeś – chwała tobie! Chwała!

ABEL

Boże! Ty, któryś rozdzielił żywioły

Na morze, ziemię, powietrze i ogień,

A z dniem i z nocą, i z światami, świecąc

Lub zacieniając, stworzyłeś jestestwa

Ku ich weselu, twej czci – chwała tobie!

ADA

Boże! Przedwieczny! Ty Ojcze wszechrzeczy!

Coś stworzył lepsze, piękniejsze jestestwa,

Droższe i milsze nad wszystko krom ciebie,

Pozwól się kochać z nimi! Chwała Tobie!

SELLA

Boże! co kochasz, stwarzasz, błogosławisz,

Jednak wężowi pozwoliłeś wpełznąć,

Aby wypędził ojca mego z raju,

Chroń nas w przyszłości. Chwała tobie! Chwała!

ADAM

Mój pierworodny, Kainie, ty milczysz?

KAIN

Cóż bym miał mówić?

ADAM

Modlić się.

KAIN

Was dosyć.

ADAM

Myśmy się szczerze modlili.

KAIN

I głośno!

Jam słyszał.

ADAM

I Bóg, mam nadzieję.

ABEL

Amen!

ADAM

A ty, mój starszy synu, milczysz ciągle?

KAIN

Najlepiej czynię, gdy milczę!

ADAM

Dlaczego?

KAIN

Bo nie mam o co prosić.

ADAM

Nie masz za co

Dziękować?

KAIN

Za nic!

ADAM

Wszak żyjesz?

KAIN

Wszak umrę!

EWA

Ach! zakazany owoc już zaczyna

Dojrzewać.

ADAM

I my znowu go kosztujem.

Boże! Po cóżeś stworzył drzewo wiedzy?

KAIN

Trzeba wam było zerwać z drzewa życia!

Bylibyście mu równi!

ADAM

O mój synu!

Bluźniercze twoje słowa jako węża!

Kain

Wąż prawdę mówił: było drzewo wiedzy

I drzewo życia. Wszak wiedza jest dobra

I życie dobre. Przecz złymi oboje?

Ewa

Grzeszny twój język, mój synu, jak mój był

Przed twym porodem; nie odnawiaj mojej

Niedoli twoją. Ciężko pokutuję.

O dziecię moje, niechaj cię nie widzę

W tych samych sidłach za granicą raju,

Które tam twoich zwikłały rodziców.

Bądź z tego kontent, co jest. O, gdybyśmy

My dawniej byli – byłbyś ty dziś kontent!

Adam

Skończone modły, idźmy teraz każde

Do swojej pracy – nie jest ona trudną,

Lecz jest konieczną. Ziemia młoda, świeża,

Darzy owocem za małe staranie.

EWA

Mój synu, patrzaj, jak ojciec spokojny.

Bądź takim jak on.

Adam i Ewa odchodzą.

SELLA

Będzieszże, mój bracie?

ABEL

Chceszże zachować tę postać ponurą,

Która nie wiedzie do niczego, jedno

Obraża Boga?

ADA

O Kainie drogi,

Czyliż i na mnie się gniewasz?

KAIN

Nie, Ado!

Rad bym cokolwiek pozostać samotny.

Ablu! me serce chore, lecz to minie.

Idź naprzód, bracie, pośpieszę niebawem;

Wy także, siostry, nie bawcie w tym miejscu;

Niech nic nie plami waszych lubych myśli.

Wkrótce za wami pośpieszę.

ADA

Inaczej,

Przyjdę po ciebie.

ABEL

Niechaj pokój boski

Spłynie w twe serce, mój bracie!

Abel, Sella i Ada odchodzą.

KAIN sam

To zowią

Życiem! Trudzić się! I jaż mam się trudzić?

Za to, że ojciec pozbył się Edenu?

Mojaż w tym wina? Jeszczem nie był zrodzon

Anim być pragnął. Nie podoba mi się

Dola, którą mi jedna urodzenie.

Kto kazał matce pójść za radą węża?

Ojcu za radą matki? A że poszedł,

Dlaczegóż cierpi? Cóż w tym było złego?

Przecz owo drzewo nie dla niego rosło?

Dlaczegóż żył tam, gdzie ono wschodziło,

Z wszystkich piękniejsze? Na wszystkie pytania

Słyszę odpowiedź: „Taka jego wola,

A on jest dobry”. Skądże ja wiem o tym?

Ze jest potężny, maż więc być i dobry?

Sądzę z owocu, a ten owoc gorzki

Pożywać muszę nie za moją winę.

Któż się tu zbliża? Anioła ma postać,

Lecz ma zarazem to smętne oblicze

Duchów myślących. Dlaczegóż się trwożę?

Czy on straszniejszy jest od owych duchów,

Których codziennie z płomienistym mieczem

Widzę krążących przed tą bramą, kędy

Często przebywam o mroku, chcąc zajrzeć

W ogród, co słusznie moim był dziedzictwem,

Aż noc okryje niedostępne blanki

I drzewa, wiecznym wznoszące się czołem

Nad mur, którego strzegą cherubiny.

Gdy mię duch z mieczem ognistym nie trwoży,

Czegóż drżę przed tym, co się ku mnie zbliża?

Zdaje się przecież od tamtych silniejszy;

Niemniej i piękny, nie tak piękny jednak,

Jak był i mógł być. Zda się, jakby troska

Była połową jego bytu. Jako?

Czyliż są troski i zewnątrz ludzkości?

Ha!

Lucyper wchodzi.

LUCYPER

Śmiertelniku!

KAIN

Kto ty jesteś, duchu?

LUCYPER

Jestem pan duchów.

KAIN

I możesz ich rzucać

Dla obcowania z prochem?

LUCYPER

Myśli prochu

Znam ja i dzielę równie z nim jak z tobą.

KAIN

Znasz myśli moje?

Lucyper

Są to myśli wszystkich,

Co godni myśleć. Nieśmiertelna cząstka

Przemawia w tobie.

KAIN

Jak to? Nieśmiertelna?

Tegom nie wiedział dotąd. Drzewo życia

Przepadło dla nas z winy ojca mego,

A drzewo wiedzy – przez pośpiech mej matki,

Zawczas uszczknięte: zginął wszelki owoc!

LUCYPER

Mylisz się – będziesz żył.

KAIN

O tak, ja żyję,

Lecz aby umrzeć; nic mi nie obrzydza

Dziś śmierci oprócz wnętrznego popędu,

Niepozbytego popędu do życia,

Popędu, którym pogardzam jak sobą,

Przecież zwyciężyć nie mogę. Tak to więc,

Tak to ja żyję; bogdajbym był nie żył!

LUCYPER

Żyjesz – i żyjesz na zawsze; nie mniemaj,

Że bytem jest proch, który cię osłania.

Ten się rozpadnie, a ty niemniej będziesz

Jak teraz.

KAIN

Niemniej! Dlaczegóż niewięcej?

LUCYPER

Może ty będziesz kiedyś nam podobny.

KAIN

A wy?

LUCYPER

My trwali.

KAIN

Jesteścież szczęśliwi?

LUCYPER

Jesteśmy silni.

KAIN

Szczęśliwi?

LUCYPER

Nie. Powiedz,

Jestżeś ty?

KAIN

Ja zaś? Spojrzyj!

LUCYPER

Biedny prochu!

I ty rozumiesz, żeś jest nieszczęśliwcem?

KAIN

Jestem. A czymżeś ty z twą mocą?

LUCYPER

Duchem,

Który pragnął być takim jak twój stwórca

I nie byłby cię stworzył, jakim jesteś.

KAIN

Zdasz mi się bóstwem, a przecież...

LUCYPER

Nie jestem.

Nie udało mi się być i zostałem,

 

Czym jestem. On był zwycięzcą, niech włada!

KAIN

Kto?

LUCYPER

Ten, co stworzył świat i twego ojca.

KAIN

Niebo i wszystko, co w nim. Aniołowie

Opiewają to i mój ojciec mówi.

LUCYPER

Oni śpiewają i mówią, co muszą,

Boby inaczej stać się tym musieli

Z duchów i z ludzi, czym ja i ty.

KAIN

Czymże?

LUCYPER

Duszami, które łożą swój byt wieczny

Na urąganie tyrańskiej wszechmocy,

Które jej śmiało powiadać się ważą,

Że złe zesłane przez nią nie jest dobrem,

Jeżeli on nas stworzył, tak jak mówi –

Choć nie wiem tego ani temu wierzę –

To już nie może cofnąć tego dzieła:

Nieśmiertelnymi jesteśmy! Chciał tego

Na naszą mękę – niech włada! On wielki,

Lecz w swej wielkości nie jest on szczęśliwszy

Od nas, co cierpim. Dobroć by nie mogła

Nieść złego; a cóż innego on stworzył?

Niech siedzi na swym wielkim, pustym tronie

I stwarza światy, aby tym rozerwać

Wieczność swojego niezmiernego bytu

I niepodzielną okropną samotność.

Niechaj gromadzi światy! On sam jeden,

On nieskończony, niepozbyty władca.

Gdyby mógł siebie zniszczyć, to byłoby

Z dobrodziejstw, które wyświadczył, największym.

Ale niech włada i dalej brnie w nędzy!

Duch równie czuje jak człowiek i cierpi;

Choć niezliczone nasze udręczenia,

Są jednak znośne przez niewyczerpane

Współczucie wszystkich z wszystkimi! On tylko –

Nędzny w wielkości – bez wytchnienia musi

Wciąż wszystko stwarzać i znowu przetwarzać.

KAIN

Mówisz o rzeczach, które mi od dawna

W snach się roiły: nigdym nie mógł zgodzić

Tego, com widział, z tym, co usłyszałem.

Ojciec i matka mówią mi o wężach,

Drzewach, owocach. Spoglądam na bramy

Tego, co oni nazywają Eden,

Strzeżone mieczem ognistym cherubów,

Którzy ich i mnie odpędzają. Czuję

Ciągły trud, ciężar ciągłego myślenia.

Widzę świat wkoło, gdzie zdaję się niczym,

Z myślami, które powstają, jakoby

Mogły ogarnąć wszystko; lecz sądziłem,

Że nędza moją jest tylko. Mój ojciec

Upokorzył się; matka zapomniała

O tym popędzie, który, mimo klątwy,

Pragnienie wiedzy obudził w jej łonie;

Mój brat jest sobie poczciwym pastuszkiem

I składa korne z pierworodztw trzód swoich

Ofiary temu, który ziemi kazał

Nic nie wydawać bez polania potem;

Siostra ma Sella śpiewa hymn pochwalny

Wcześniej niż ranne ptaszęta, niż Ada,

Słodka, kochana; ona nie pojmuje

Ducha, co we mnie wre; jeszczem dotychczas

Nie znalazł żadnej czującej istoty.

Tym lepiej: wolę z duchami obcować!

Lucyper

Gdyby też duch twój nie był usposobion

Do obcowania takiego rodzaju,

Nie widziałbyś mnie – dość by było węża

Do omamienia cię jak twojej matki.

KAIN

Czyś ty ją kusił?

LUCYPER

Kuszę prawdą tylko.

Nie byłoż owo drzewo drzewem wiedzy?

Mamidłem drzewo owoców żywota?

Czym ja im zrywać z tego drzewa wzbronił?

Czym ja zasadził wzbronione owoce

W pośrodku istot niewinnych, a które

Ciekawe były w swojej niewinności?

Ja bym z was bóstwa był zrobił; ten, co was

Wyginał, dlatego was wygnał jedynie,

Żeście nie mieli jeść owoców życia

Ni być bogami jak on. Czyż nie mówił?

KAIN

Tak zaświadczają ci, co go słyszeli

W pośrodku grzmotów.

LUCYPER

Któż więc był szatanem?

Ten, co wam życia nie dozwolił, czy ten,

Co byłby wam dał żyć w wiedzy, potędze,

Na łonie uciech?

KAIN

Było im skosztować

Obu owoców lub nie tknąć żadnego.

LUCYPER

Jeden jest waszym, a drugi być może.

KAIN

Jakim sposobem?

LUCYPER

Jeżeli będziecie

Stali w oporze. Nic ducha nie zgina,

Gdy duch sam siebie czuje i uznaje,

I jest środkowyni punktem świata – wtedy

Może panować.

KAIN

Tyś kusił rodziców?

LUCYPER

Ja? Biedny prochu! Po com miał ich kusić?

KAIN

Mówią, że wąż był duchem.

LUCYPER

Któż to mówi?

Tam tak nie stoi napisano. Nigdy

Takiego kłamstwa dumny by nie spełnił,

Jeżeli ludzka wielka bojaźliwość

I drobny przesąd zmusza go czasami

Do osłonienia duchowej istoty,

Jegoż w tym wina? Wąż był tylko wężem –

Był niczym więcej ni mniej jak skruszeni,

Boć i on ziemski, lecz większej mądrości,

Gdy mógł ich podejść, i wiedział, że mądrość

Maluczkie ludzkie uciechy zabije.

Sądzisz, że ja bym wziął śmiertelną postać?

KAIN

Jednak w nim był duch?

LUCYPER

Ta go w nim zbudziła,

Do której mówił dwójznacznym językiem.

Wąż, powtarzam ci, nie był niczym innym

Jak wężem. Spytaj cherubinów, stróżów

Grzesznego drzewa. Gdy krocie lat ściekną

Nad popiołami waszymi i waszych,

Niechaj potomność w bajkę przyodzieje

Winę pierwotną i nada mi kształty,

Którymi gardzę, tak jak wszystkim, co się

Ugina przed tym, co stwarza jestestwa,

By się przed jego wiecznością korzyły;

My widzim prawdę, musim o niej mówić.

Robaka twoi słuchali rodzice

I padli. Duchy miałyżby ich kusić?

Cóż ciasny Eden, mógł mieścić takiego,

Ażeby duchy, co w przestrzeni krążą...

Ale ja mówię, czegoś ty niezdolny

Pojąć, pomimo twego drzewa wiedzy.

KAIN

Nic mi takiego wiedza twa nie poda,

Czego bym wiedzieć nie żądał, nie łaknął,

Nie czuł się zdolnym.

Lucyper

I widzieć?

KAIN

Gotowym.

LUCYPER

Czujeszże męstwo ujrzeć śmierć?

KAIN

Dotychczas

Nikt jej nie widział.

Lucyper

Jednak cię nie minie.

KAIN

Mój ojciec zwie ją straszydłem, a matka

Płacze na wzmiankę, Abel wznosi oczy

Ku niebu, Sella spuszcza swoje, wzdycha,

Modli się; Ada patrzy na mnie milcząc.

LUCYPER

A ty?

KAIN

W mym łonie niewypowiedziane

Myśli powstają i wrą, kiedy słyszę

O groźnej śmierci, której jak się zdaje,

Trudno uniknąć. Mogęż z nią wieść walkę?

Chłopcem w zabawce szedłem z lwem w zapasy,

Aż wreszcie rycząc uciekł z moich ramion,

LUCYPER

Ona bezkształtna, ale wszystko chłonie,

Co tylko nosi kształt mieszkańca ziemi.

KAIN

Jam ją rozumiał istotą. Któż może

Szkodzić istotom, jeśli nie istota?

LUCYPER

O to zapytaj niszczyciela.

KAIN

Kogo?

LUCYPER

Stwórcy. Nazwij go, jak ci się podoba;

On po to tylko tworzy, alby niszczył.

KAIN

Tegom nie wiedział, lecz o tym myślałem

Słysząc o śmierci; ależ także nie wiem,

Czym jest śmierć; wszakże zdaje się straszliwą.

Pragnąc ją poznać patrzałem w noc ciemną;

A kiedym ujrzał olbrzymie postacie

W mroku krążące przy murach Edenu,

Które z daleka błyszczący cherubów

Miecz opromienia, czekałem, ażali

Do mnie się zbliżą; gdyż z trwogą umilkła

W mym łonie żądza rozpoznania tego,

Przed czym drży każdy – nic się nie zbliżyło.

Wtedy zwróciłem znużone wejrzenie

Z wzbronionego nam, rodzinnego raju

Ku onym górnym światłom na błękicie.

Czy i tym także śmierć grozi?

LUCYPER

Być może,

Lecz one ciebie przeżyją i twoich.

KAIN

Cieszę się z tego. Nie rad bym, ażeby

One umarły, one są tak piękne.

Cóż jest śmierć? Czuję, że to jest rzecz straszna;

Lecz czym jest, tego nie mogę przeniknąć.

Ma ona równo udziałem być grzesznych,

Jak sprawiedliwych. Złem ją nazywają.

Przez co ziem?

LUCYPER

Przez to, że się w proch obrócisz.

KAIN

Będęż czuł wtedy?

LUCYPER

Powiedzieć nie mogę,

Nie znając śmierci.

KAIN

Gdybym był spokojnym

Prochem, nic wtedy nie byłoby złego.

O, czemuż zawsze prochem nie zostałem!

LUCYPER

Życzenie twoje jest niedorzeczniejsze

Niż twego ojca, co pożądał wiedzy.

KAIN

Ale nie życia! Czemu nie skosztował

Życia owocu?

LUCYPER

Nie mógł.

KAIN

Co za bezdróż!

Gdyby on pierwej ten owoc był zerwał!

Lecz on skosztował wiedzy, nim świat poznał.

Ach! i jaż dotąd zaledwie wiem o niej,

Lękam się przecież – lękam, nie wiem czego!

LUCYPER

Mnie, co wiem wszystko, obcą jest lękliwość.

To się zwie wiedza!

KAIN

Chceszże mię oświecić?

LUCYPER

Dobrze, lecz kładę warunek.

KAIN

Wymień go.

LUCYPER

Byś padł przede mną i czcił mię jak pana.

KAIN

Ty nie jesteś tym, którego czci ojciec.

LUCYPER

Nie.

KAIN

Równy temu?

LUCYPER

Nie, my nic wspólnego

Z sobą nie mamy; i za nic bym nie chciał!

Czybym stał wyżej, czyli głębiej jeszcze –

Byle nie duchem, sługą jego władzy!

Ja sam panują, jednak jestem wielki.

Wielu mi, wielu hołduje i wielu

Będzie hołdować. Bądź ty jednym z pierwszych.

KAIN

Nigdym nie ukląkł przed bożyszczem ojca,

Choć brat mój Abel tak często mię błagał,

Abym ofierze uczestniczył jego.

Miałżebym klęknąć przed tobą?

LUCYPER

Nie kląkłeś

Nigdy przed tamtym?

KAIN

Czym ci nie powiedział?

Czyliż ci muszę powiadać? Czyż twoja

Potężna wiedza tego nie dociekła?

LUCYPER

Kto nie kląkł przed nim, ten ukląkł przede mną.

KAIN

Kain przed nikim nie klęka.

LUCYPER

Dla tego

Niemniej tyś moim czcicielem; bo jemu

Czci nie składając, mnie składasz.

KAIN

Cóż z tego?

LUCYPER

Poznasz to nieraz.

KAIN

Daj mi tylko poznać

Zagadkę mego jestestwa.

LUCYPER

Pójdź ze mną.

KAIN

Muszę pójść w pole – bo przyobiecałem...

LUCYPER

Co?

KAIN

Przynieść owoc.

LUCYPER

Na co?

KAIN

Na ofiarę,

Którą mam z Ablem spełnić.

LUCYPER

Wszakżeś mówił,

Że nigdy przed twym nie ukląkłeś stwórcą?

KAIN

Tak jest. Lecz Abla prośby mię wzruszyły;

Ofiara bardziej jego jest jak moją.

A Ada...

LUCYPER

Cóż więc?

KAIN

Ona jest mą siostrą,

W ten sam dzień z tegoż urodzoną łona,

I ona z łzami wymogła to na mnie.

By jej nie widzieć w płaczu, zniosę wszystko –

Gotówem klęknąć przed każdym.

LUCYPER

Więc pójdźmy!

KAIN

Zgoda.

Ada wchodzi.

 

ADA

Mój bracie, przychodzę po ciebie.

Jest to godzina słodkiego spoczynku.

Tęskno bez ciebie. Ty nic nie przyniosłeś

Tego poranka; jam cię zastąpiła.

Dojrzały owoc płonie jak to światło,

Pod którym dojrzał. Pójdź!

KAIN

Nie widzisz kogo?

ADA

Widzę anioła, jakicheśmy wielu

Dotąd widzieli. Czy on chce podzielić

Nasz wypoczynek? Mile go przyjmiemy.

KAIN

Ale on nie jest równy tym aniołom,

Cośmy widzieli.

ADA

Czy są inni jeszcze?

Jednak on będzie przyjęty jak tamci.

Tamci gościli chętnie między nami.

Czy ten chce?

KAIN do Lucypera

Czy chcesz?

LUCYPER

Bądź na teraz moim.

KAIN

Muszę z nim odejść.

ADA

Opuścić nas?

KAIN

Tak jest.

ADA

I mnie?

KAIN

O Ado!

ADA

Pozwól mi pójść z sobą.

LUCYPER

Ona nie może.

ADA

Któż ty jesteś, który

Rozdzielać śmiesz dwa serca?

KAIN.

On jest bóstwem.

ADA

Skądże wiesz o tym?

KAIN

Bo jak bóstwo mówi.

ADA

I wąż podobnie też mówił, a kłamał.

LUCYPER

Mylisz się, Ado! Wszakże owo drzewo

Było istotnie drzewem wiedzy.

ADA

Tak jest,

Na nasze wieczne nieszczęście.

LUCYPER

Tym właśnie

Jest dla was wiedza, a więc wąż nie skłamał.

Jeśli was uwiódł, to prawdą jedynie,

A prawda przez się nie jest złą, lecz dobrą.

ADA

Poznanie nasze ściągnęło za sobą

Same złe skutki: wygnanie z Edenu,

Trwogę i trudy, i pot, i cierpienia,

Żal za straconym, nadzieję, co łudzi.

O mój Kainie, nie odchodź z tym duchem!

Znoś, co my znosim, kochaj mię, jak ciebie

Ada twa kocha!

LUCYPER

Bardziej jak rodziców?

ADA

Tak jest. Czy i to jest grzechem?

LUCYPER

Nie jeszcze;

Lecz będzie kiedyś u waszych potomków.

ADA

Czyżby nie mogła moja córka kochać

Brata Enocha?

LUCYPER

Nie w ten sposób jak ty

Kaina kochasz.

ADA

Nie wolno im kochać?

Nie wolno istot płodzić im z miłości

I znowu kochać? Czyż nie pili mleka

Z mej piersi? Czyliż on, ich ojciec, nie był

Z tegoż samego łona, w tymże czasie

Ze mną zrodzony? Czyliżeśmy wzajem

Się nie kochali i nie rozmnażali

Wznawiając nasze podobieństwo istot,

Co by kochały, jak my je kochali?

Jak ja cię kocham, Kainie? Nie chodź z tym

Duchem, on nie jest z duchów nam przyjaznych.

LUCYPER

Grzech, com go wspomniał, nie jest moim dziełem

I nie jest grzechem względem was; jakkolwiek

Zdawać się będzie tym, co w śmiertelności

Po was nastąpią.

ADA

Jakiż grzeich być może

Co by sam w sobie nie był grzechem? Czyłiż

Tylko przypadek tworzy grzech i cnotę?

Jeżeli tak jest, tośmy niewolnicy.

LUCYPER

I wyżsi od was są niewolnikami,

I wyżsi od tych, i od was, byliby

Nimi dotychczas, gdyby nie przenieśli

Tortur wolności nad pochlebcze hymny

Do wszechmocnego, dlatego śpiewane,

Ze on wszechmocny, a nie, że kochany –

Więc dla nagrody, pod brzemieniem strachu.

ADA

Wszechmoc jest zawsze wszechdobrą.

LUCYPER

Czy była

Taką w Edenie?

ADA

Nie kuś mię pięknością,

Nieprzyjacielu! Tyś piękniejszy jeszcze

Od węża, ale zarówno fałszywy.

LUCYPER

W istocie? Spytaj twej matki, czy nie wie,

Co złe i dobre?

ADA

O matko! zerwałaś

Owoc zgubniejszy dla twych dzieci, niż był

Dla ciebie samej. Tyś przynajmniej młodość

W raju przeżyła z błogosławionymi

Bawiąc duchami. Ale my, twe dzieci,

Nie znając raju, ulegamy duchom

Naśladującym dźwięk Pańskiego słowa,

Kuszącym swymi chciwymi myślami,

Nie dającymi się ukoić niczym,

Jak niegdyś ciebie wąż złudził wspaniałą,

Źle zrozumianą marą szczęśliwości.

Ja się nie mogę zdobyć na odpowiedź

Temu duchowi, co przede mną stoi;

I brzydzić się nim nie mogę! Spoglądam

Na niego z jakąś uroczą obawą

I nie uciekam przed nim; w jego wzroku

Jest jakaś siła, co pomimowolnie

Ściąga me oczy – serce drga mi prędko –

On mię odtrąca i przyciąga bliżej

I bliżej. Kain! ratuj mię od niego!

KAIN

Czego drżysz, Ado? On nie jest złym duchem.

ADA

On nie jest Bogiem ani też od Boga;

Znam serafinów, cherubów; on do nich

Nie jest podobny.

KAIN

Znajdują się, Ado,

Wspanialsze jeszcze, potężniejsze duchy:

Archaniołowie.

LUCYPER

A od tych są jeszcze

Wyższe.

ADA

Ale nie szczęśliwsze.

LUCYPER

Jeżeli

Na zależności polega szczęśliwość,

To nie są nimi.

ADA

Słyszałam mówiących,

Że seraf kocha, a cherub wie więcej;

Ten więc cherubem jest, kiedy nie kocha.

LUCYPER

Więc wyższa wiedza nie zgodna z miłością?

Jeżeli tak jest, czymże ten być musi,

Którego znając, przecież nie kochacie?

Kiedy wszystkowiedz cherub słabiej kocha,

Miłość serafa jest niewiadomością;

Że się obadwa nie dadzą połączyć,

Dowodzi wyrok, który was ukarał.

Wybierzcie między miłością a wiedzą.

Innego nie ma wyborni; wasz rodzic

Zrobił już wybór; jest bojaźnią tylko

Jego modlitwa.

ADA

Kain, wybiera miłość!

KAIN

Ku tobie? Po co? Ta miłość poczęta

Wraz ze mną; zresztą niczego nie kocham.

ADA

Nawet rodziców?

KAIN

Oniż nas kochali,

Łaknąc owocu, którego zerwanie

Wszystkich nas razem pozbawiło raju?

ADA

My go nie znali; a choćbyśmy znali,

Mieliżbyśmy mniej kochać ich i dzieci?

KAIN

Mój mały Enoch, jego miła siostra!

O, gdybym wiedział, że orni szczęśliwi –

Wpół bym zapomniał – ale to nie będzie

Przez trzy tysiące wieków zapomnianym!

Nie będzie nigdy człowiek czcił pamięci

Tego, co ziarno złego i ludzkości

Posiał zarazem! Oni skosztowali

Z drzewa występku i wiedzy i własną

Niedolą swoją niezadowoleni,

Skazali razem mnie, ciebie i tamtych,

I niezliczone miliony, myriady

Tych, co nastąpią, na odziedziczanie

Brzemienia nędzy przez szereg stuleci!

I jaż być muszę ich rodzicem! Wszystka

Twa miłość, dobroć – ma radość, kochanie,

Chwila spoczynku, weselna godzina –

Wszystko, co dla nas i dla dzieci lubim,

Prowadzić będzie i nas, i ich w wiecznym

Grzechu i męce, i w troskach zjaśnionych

Krótką rozkoszą aż do granic śmierci –

Śmierci, która nam obcą! Drzewo wiedzy

Nie dotrzymało swego przyrzeczenia;

Jeżeli moi zgrzeszyli rodzice,

Winni się byli przynajmniej dowiedzieć

O wszystkim, co jest do wiedzy – a zatem

O śmierci także. I cóż oni wiedzą?

To tylko, że są nieszczęśliwi. Na to

Nie trzeba było węża i owocu.

ADA

Ja nieszczęśliwą nie jestem, Kainie;

Gdybym wiedziała, żeś i ty szczęśliwy...

KAIN

Bądźże więc sama szczęśliwą, ja nie chcę

Takiego szczęścia, co mię wraz z moimi

Poniża.

ADA

Sama nie chcę i nie mogę

Cieszyć się szczęściem, ale w naszym kole

Mogłabym – czuję, byłabym szczęśliwą

Wbrew śmierci, która nie jest straszną dia mnie,

Bo mi nie znana, jakkolwiek się zdaje

Okropną marą – z tego, com słyszała.

LUCYPER

A więc nie możesz szczęśliwą być sama?

ADA

Sama? O Boże! Któż, sam jeden będąc,

Uszczęśliwionym i dobrym być może?

Mnie się samotność zdaje grzechem, kiedy

Nie pomnę na to, że ujrzę niebawem

Brata mojego, jego brata, dzieci

Me i rodziców.

LUCYPER

Lecz twój Bóg sam jeden:

Jestli szczęśliwym i dobrym?

ADA

On nie jest

Sam jeden. On ma do uszczęśliwiania

Stworzenia swoje: aniołów i ludzi.

Tak więc ma rozkosz, rozkosz rozdzielając;

Bo w czymże rozkosz być może, jeżeli

Nie w rozlewaniu rozkoszy?

LUCYPER

Zapytaj

Ojca twojego, wygnanego z raju,

Pierworodnego syna jego spytaj,

Spytaj się swego serca; nie jest ono

Spokojnym?

ADA

Ach nie! A ty – czyś jest z nieba?

LUCYPER

Czemu nie jestem stamtąd, to ci powie

Rozdawacz szczęścia idącego w niwecz,

Czczony od ciebie, wielki dobry twórca

Życia i żywych. Jest to tajemnica,

Której on strzeże. My musimy znosić.

Inni wzbraniają się – wszyscy daremnie.

Tak mówi seraf; lecz warto spróbować,

Gdy bez tej próby nie może być lepiej:

W duchu jest mądrość wiodąca do prawdy,

Jak wasze oko w ciemnomodrej dali

Mile spotyka jasną gwiazdę, która

Czuwa, by wczesny powitać poranek.

ADA

Piękna to gwiazda! I pięknością właśnie

Tak mię przyciąga.

LUCYPER

Czy modlisz się do niej?

ADA

Ojciec mój tylko czci niewidzialnego.

LUCYPER

Jednak w obrazach rys niewidzialnego

Miłym jest oku; a ta jasna gwiazda

Jest przewodniczką roju gwiazd.

ADA

Mój ojciec

Mówi, że widział Boga, który jego

I matkę stworzył.

LUCYPER

Czyś ty go widziała?

ADA

Widziałam w dziełach.

LUCYPER

Lecz jego istotę?

ADA

Tej nie widziałam; chyba w rysach ojca,

Na podobieństwo boskie stworzonego,

Albo w aniołach, podobnych do ciebie –

Tylko jaśniejszych, jednak jak się zdaje,

Nie tyle pięknych i potężnych; na kształt

Cichego, słońcem strojnego południa,

Patrzą się na nas, całe płoną światłem;

Lecz ty masz postać owej jasnej nocy,

Przez którą płyną długie białe chmury,

Wśród której gwiazdy niezliczone sieją

Po tajemniczym, wspaniałym sklepieniu

Jestestwa, które pragnęłyby, zda się,

W słońca przedzierzgnąć się; piękne, nęcące,

I niezliczone, nie rażące oczu,

Choć oczy moje łzami napełniają –

Takiż twój widok! Zdasz się nieszczęśliwym;

Nie chciejże tego dla nas, a ja będę

Płakać nad tobą.

LUCYPER

Łzy! Gdybyś wiedziała,

Jakim potokiem będą kiedyś płynąć!

ADA

Czyje łzy?

LUCYPER

Wszystkich.

ADA

Jakich?

LUCYPER

Milionów,

Miliardów istot zamieszkałej ziemi

I wyludnionej! ogromnego piekła,

Którego zaród twoje łono nosi.

ADA

O Kain! Ten duch złorzeczy nam.

KAIN

Pozwól,

Niech dalej mówi, pójdę z nim.

ADA

Ach! dokąd?

LUCYPER

Kędyś, skąd w jednej godzinie powróci,

Przez którą dzieła wielu dni zobaczy.

ADA

Jak to być może?

LUCYPER

Wszak wasz twórca stworzył

Z starego świata w niewielu dniach nowy?

Dlaczegóżbym ja, co mu pomagałem

Do jego dzieła, nie zdołał pokazać

W jednej godzinie, co on stworzył w wielu,

A w kilku zniszczył?

KAIN

Poprowadź mię tedy

ADA

Czy on powróci za godzinę?

LUCYPER

Wróci.

Działanie nasze nie jest sługą czasu:

Możemy wieczność w jednę wprząść godzinę

I godzinę wam rozciągnąć na wieczność.

Nasz oddech nie zna wymiaru śmiertelnych;

Lecz to tajemne dla was. Pójdź, Kainie!

ADA

Czy on powróci?

LUCYPER

Powróci, kobieto!

Ze wszystkich ludzi on jeden powróci

Stamtąd (on pierwszy i ostatni oprócz

Jednego), wróci, ażeby zaludnił

Tamten świat niemy i ten. Tam niewiele

Dotąd mieszkańców.

ADA

Gdzież ty przemieszkujesz?

LUCYPER

W całej przestrzeni! Gdzieżbym ja miał mieszkać?

Gdzie się znajduje twój Bóg lub Bogowie,

Tam i ja jestem – mam we wszystkim udział:

Byt – śmierć – czas – wieczność – tak ziemia, jak niebo –

I to, co nie jest ni ziemią, ni niebem,

Jednakże pełne istot, co mieszkały,

I tam, i tutaj albo będą mieszkać –

To moje państwa! Tak, wprawdzie podzielam

Jego dziedzinę, lecz mam własną, której

On nie podziela. Gdybym nie był takim,

Jakim się mienię, mógłżebym stać tutaj?

Wszak wam widocznie sprzyjają anieli?

ADA

Jak wówczas, kiedy piękny wąż przemawiał

Do naszej matki.

LUCYPER

Słyszałeś, Kainie?

Pragnieszli wiedzy, mogę zaspokoić

To twe pragnienie, a nie każęć zrywać

Owocu, któren wydarłby ci resztę

Dobrą jaką ci zwycięzca zostawił.

Zatem pójdź!

Kain

Duchu, przyrzekłem pójść z tobą.

Me cofnę słowa.

Lucyper i Kain odchodzą.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?