Noc z czwartku na niedzielęTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Tak, powinni niedługo tu być.

Zapadło milczenie. Nie mieli sobie zbyt wiele do powiedzenia, albo raczej wprost przeciwnie. W każdym razie milczeli. I to nie było przyjemne, pełne wzajemnego zrozumienia milczenie. Aaron przyglądał się jej bezczelnie. Julia czuła, jak dokładnie ją lustruje, ogląda jej ubranie, sylwetkę. A robił to w taki sposób, że wiedziała, iż on doskonale pamięta, jak ona wygląda nago.

– Co u ciebie słychać, Julio? – zapytał w końcu.

– Pracuję.

– Dobrze wyglądasz. – Podszedł do niej zdecydowanym krokiem i wziął do ręki kosmyk jej włosów. – To twoje?

– Doczepione, profil programu wymaga, abym była długowłosą, wylansowaną lalunią. – Julia poczuła się zmieszana.

Aaron odgarnął jej włosy i przejechał palcem po bliźnie przecinającej jej policzek.

– To pewnie też każe ci wkrótce usunąć.

– Na tym budujemy nasz sukces – odparła, uśmiechając się krzywo.

Aaron milczał przez chwilę, przyglądając się jej krytycznie.

– Nie przeszkadza ci, że uważają cię za dupę Bergena?

Julia zerwała się z szezlongu.

– Słuchaj, Aaron, czy też Dawid, jakkolwiek masz na imię! Jeśli mamy razem pracować, zrób mi tę przyjemność i zachowaj tego typu uwagi dla siebie. – Po chwili dodała już uspokojona, nawet się uśmiechnęła: – Bo jeszcze pomyślę, że jesteś zazdrosny. Tylko o kogo?

– Bardzo się zaprzyjaźniliście, co?

– Lubię Wiktora.

– Nie powinnaś mu ufać. To typ człowieka, który pozbędzie się ciebie bez mrugnięcia okiem, jeśli nie będziesz mu już potrzebna. Nie ma ludzi niezastąpionych, moja droga.

Nie wiedziała, po co jej to mówi. Patrzyła na niego i czuła, że w ogóle go nie zna. Wdarł się w jej życie ponownie i wcale nie była pewna, czy ma ochotę kontynuować tę znajomość.

– O co chodzi z tymi twoimi nazwiskami? – spytała w końcu.

– Ojciec postanowił wrócić ze Stanów i wznowić tu praktykę. Nie byłoby mu łatwo otworzyć klinikę jako Złotnicki. Sama wiesz, dlaczego. Postanowił więc wrócić do naszego rodowego nazwiska, sprzed wojny. Pomyślałem, że skoro on może, to ja też.

Być może chciał powiedzieć coś jeszcze, ale przerwało mu wejście Wiktora i Szymona. Wiktor wyglądał na zadowolonego, widocznie pertraktacje się powiodły. Szymon milczał, był raczej markotny i poważnie zaniepokojony.

– Musisz jeszcze dostać zezwolenie od moich przełożonych – ostrzegł Wiktora Aaron.

Wiktor machnął lekceważąco ręką i wyszczerzył się w uśmiechu.

– Z twoimi już załatwiłem. Możemy się zabrać do pracy – oznajmił, rozsiadając się ponownie na szezlongu. Klepnął dłonią miejsce obok. – Siadaj, Julciu, zobaczymy, co nasz przyjaciel ma do powiedzenia.

„Przyjaciel” pomilczał przez chwilę, jak to miał w zwyczaju. Ot, tak, żeby przypomnieć swoim byłym kochankom, jak bardzo potrafi być irytujący. Jednak gdy zaczął mówić, brzmiał już po prostu jak policjant.

– Nie mamy zbyt wiele czasu, więc przytoczę wam fakty w skrócie, sam na razie nie wiem zbyt wiele. O dwudziestej pierwszej zgasło światło na tym poziomie, ludzie myśleli, że to jakaś kolejna atrakcja, ten klub jest znany z dziwnych motywów. Sprzęt muzyczny ma inne zasilanie, brak światła nie wpłynął na muzykę. Grała dalej. Jeśli ktoś krzyczał, to zagłuszała go muzyka, zresztą wiele osób krzyczało, jak to bywa w takich wypadkach. Po pięciu minutach światło się zapaliło. Na dancefloorze panował tłok. Po chwili twoja siostra potknęła się o leżące na ziemi ciało, zobaczyła swojego, hm... towarzysza. Pochyliła się nad nim. Był konający, spomiędzy łopatek wystawał mu nóż.

– Zdążył coś powiedzieć?

– Tak, to dziwne, zresztą niech Lola sama ci powie. Pewnie coś pokręciła. Zaraz z nią porozmawiamy. Nie wiem, czy rozumiesz, Julio, ale cała sytuacja stawia ją w bardzo niekorzystnym świetle. Była na imprezie z zaręczonym mężczyzną i stała obok niego, gdy został dźgnięty nożem...

– Czy wiedziała, że ma narzeczoną?

– Utrzymuje, że nie. To pogarsza jej sytuację, jeśli go kochała i nagle dowiedziała się, że ją okłamywał...

– Bzdura – powiedziała pewnym głosem Julia. – Na pewno nic dla niej nie znaczył, znam ją. Ale wiem, jak to może wyglądać.

– Właśnie. Tak naprawdę mógł go zabić każdy na sali, a nawet gorzej, każdy w tym klubie. Wystarczyło pojawić się tu na chwilę i zniknąć, zanim zapalono światło i zauważono, co się stało. Albo zostać i wmieszać się w tłum.

– Albo zostać – powtórzyła Julia w zamyśleniu, po czym ponownie skierowała pytanie do Aarona: – Co z tymi, którzy byli na parkiecie?

– Odizolowani. Moi ludzie już ich przesłuchują. Badamy, czy ktoś z nich mógł znać Patryka. To byłoby jednak zbyt wielkie szczęście. Obawiam się, że morderca zdążył opuścić salę lustrzaną przed zapaleniem światła.

– W takim razie był to ktoś, kto bardzo dobrze znał ten klub, prawda? – bardziej stwierdziła niż zapytała Julia. – To trochę zawęża krąg. Ta osoba musiała orientować się w topografii, a przyznacie chyba, że nie jest to łatwe w tym przypadku. Ponadto ten ktoś wiedział, gdzie się znajduje szafka z instalacją i kto ma klucz. Morderca zapewne wiedział też, jak wyłączyć prąd w konkretnym miejscu.

– Tak. – Szymon się zawahał. – Niewątpliwie ma pani rację.

– Mam do pana prośbę – zwróciła się do niego Julia. – Czy mógłby pan spisać listę osób, które spełniają te wymagania i znajdują się w tym budynku? To bardzo ułatwiłoby mi... nam pracę.

– Czy możemy wykluczyć działanie przypadku? – zapytał Wiktor. – Czy instalacja nie była przesilona? Światło padło, a ktoś wykorzystał nadarzającą się sposobność?

– To raczej niemożliwe – odparł Aaron. – Szymon twierdzi, że instalacja była nowa i działała bez zarzutu. Ponadto musicie zobaczyć narzędzie zbrodni, to także ciekawa sprawa. Cóż, myślę, że już czas rzucić okiem na zwłoki, potem porozmawiamy z twoją siostrą.

3

DRUGI

Całkiem ładna, a może raczej dobrze zrobiona brunetka wstała z kolan chłopaka w fioletowej obcisłej koszulce, zgasiła papierosa w popielniczce i oznajmiła:

– Idę siknąć!

– Wiesz, Magda, co powinnaś powiedzieć? – zawołała do niej jej nie mniej atrakcyjna koleżanka. – „I’ll be right back”!

Towarzystwo zaśmiało się z zapałem. Magda wypowiedziała filmową kwestię, jej przyjaciele zawyli złowieszczo i wreszcie mogła się oddalić. Przed chwilą omawiali tego trupa, który się tu wydarzył. Dziewczyna nie była co prawda pewna, czy facet rzeczywiście zmarł, jednak było to bardzo prawdopodobne. Poproszono ich o pozostanie na miejscach. Miała nadzieję, że puszczą ich przed pierwszą. Rano chciała pouczyć się do kolokwium.

Opuściła salę i udała się wykładanym lustrami korytarzem do toalety. Na szczęście w kolejce przed nią stała tylko jedna dziewczyna. Miała wściekle różowe włosy i jadowicie zielony podkoszulek. Magda obrzuciła spojrzeniem dwie zamknięte kabiny.

– Obie zajęte? – spytała retorycznie.

– Ta jest chyba zepsuta, nie da się wejść – odparła różowowłosa.

– E tam. – Magda znała dosyć dobrze klub i wiedziała, że te drzwi się zacinały. Wystarczyło mocniej pociągnąć.

Ujęła klamkę w obie dłonie i szarpnęła z całej siły. Różowowłosa przyglądała jej się bez zainteresowania. Drzwi ustąpiły.

Mężczyzna, który leżał na wpół skulony, pochylając się nad otwartą deską klozetową, przypominałby bezładną kupę szmat, gdyby nie to, że krew płynąca mu z nosa brudziła ustęp i podłogę.

Magda usłyszała krzyk. Po chwili zdała sobie sprawę, że ten krzyk wydobywa się z jej ust.

Zwłoki Patryka Kasprowicza pozostawiono tam, gdzie leżały. W sali z lustrami. Gości poproszono o przeniesienie się do innych sal, a tę zamknięto. Wejścia pilnował policjant.

Idąc w kierunku danceflooru, Julia nie czuła już tego lęku, który towarzyszył jej, gdy patrzyła na zwłoki ponad rok temu, przy okazji swojego pierwszego śledztwa. Od tej pory widziała wiele makabrycznych scen, kiedy towarzyszyła Wiktorowi przy powstawaniu programu. Poćwiartowane członki, spuchnięte, obrzmiałe ciała topielców, rozprute brzuchy, wybałuszone oczy i obwisłe, sczerniałe języki wisielców. Obnażone nieprzyzwoicie, pozbawione tajemnicy, sine ciała martwych, zgwałconych kobiet. Do tego smród rozkładających się wnętrzności i smród melin, które przyszło jej zwiedzać. Temu wszystkiemu zawsze towarzyszyły czyjaś rozpacz i czyjaś straszna historia. Pamiętała słowa, które Wiktor skierował do niej na samym początku, przy sprawie Matkobójcy: „Patrz na ciało jak na rekwizyt, inaczej będziesz miała koszmary, zobaczysz, znieczulica sama przyjdzie”. I przyszła. Niepokojąco szybko.

Gdy weszli do sali, czuła jedynie ciekawość i lekkie podekscytowanie, jakie pojawiało się zawsze na początku nowej sprawy. Aaron zerknął na nią. Odpowiedziała mu chłodnym spojrzeniem.

Sala lustrzana robiła dziwne, surrealistyczne wrażenie. Wszystkie ściany, a także podłoga i sufit, zrobione były z luster. Wiktor mruczał coś pod nosem o braku dobrej kamery.

W pomieszczeniu znajdowała się nieskończona liczba zwłok, a przy wszystkich stały prostokąciki oznaczone numerem jeden.

Podeszli do tych prawdziwych. Wiktor wyjął mały aparat cyfrowy i zrobił kilka zdjęć, następnie nakręcił całość, robiąc liczne zbliżenia. Nikt nie protestował.

Młody mężczyzna leżał na boku, skulony, z policzkiem przytulonym do lustrzanej podłogi. Wyglądał, jakby zapadł w drzemkę. Długie blond włosy przysłaniały jego ogorzałą twarz. Był ubrany w luźne beżowe spodnie, zielony podkoszulek Replay i marynarkę z wytartego dżinsu, na stopach miał buty Lacoste. Tył marynarki brudziła wielka czerwona plama. Krew przestała płynąć już jakiś czas temu i powoli zmieniała barwę. Pośrodku plamy tkwił sztylet zanurzony aż po trzonek. Julia uklękła i pochyliła się nad plecami ofiary, odgarniając włosy, aby nie unurzać ich w nie całkiem jeszcze zakrzepłej krwi, tworzącej sporą kałużę na lustrzanej podłodze. Przyglądała się wystającej części narzędzia zbrodni.

 

– Jaki dziwny! – wykrzyknęła.

Rękojeść była zrobiona z kości słoniowej inkrustowanej srebrem. Wzór przedstawiał kozła z długimi rogami.

– Uprzedzę twoje satanistyczne skojarzenia – odezwał się szybko Aaron. – Ten nóż pochodzi z jednej z sal, nazywanej „mroczną” albo „piekielną”, a przez niektórych „średniowieczną”.

Julia spojrzała na Aarona, unosząc brwi ze zdumienia.

– To specjalna część tego klubu. Podobnie jak reszta funkcjonuje niezależnie, ma innego menadżera, inną obsługę, i hm... inną klientelę, rozumie pani – wyjaśnił niezbyt precyzyjnie Szymon.

– Chcesz powiedzieć, że urządzacie tam orgie i satanistyczne obrzędy? – Wiktor nie posiadał się z zachwytu, rozkoszując się podobną możliwością.

– Och nie, zupełnie nie tak...

Zmieszany właściciel był wdzięczny, że nagłe wejście lekarza, prowadzonego przez egzaltowanego Adama, wybawiło go od pytań natrętnej parki dziennikarzy.

Lekarz był małym, okrąglutkim, wesołym człowieczkiem z buzią jak rumiane, nieco pomarszczone jabłuszko, niepotrafiącym nawet w obliczu śmierci zachować powagi i stłumić radosnego usposobienia. Patologia była dla niego najwidoczniej źródłem niekończącej się uciechy. Rozglądając się raźno, wołał od progu:

– Ooo, jak tu ciekawie! Czy mam przyjemność z panem Goldenthalem? Moje nazwisko Brzózka, jestem patologiem! – objaśnił radośnie. – O, pan komisarz, dobry wieczór panu. A pan to z telewizji, panienka też. Wszędzie bym poznał tę uroczą buzię! Bardzo mi miło, bardzo ładny lokal! Taki fikuśny! Nigdy tu nie byłem. Jeszcze niedawno była tu ruina, a w czasie wojny chyba jakieś więzienie. Piękna kamienica, doskonała lokalizacja. No, pokażcież mi państwo tego nieboszczyka, nie zwlekajmy dłużej. Nie zagadujcież mnie państwo, bo czas nagli.

Nikt nawet nie myślał zagadywać rubasznego doktora. Z pewnością i tak nie dopuściłby innych do głosu. Z rozmachem postawił swoją wysłużoną torbę przy zwłokach. Następnie założył rękawiczki i zaczął oględziny, pomrukując do siebie i chrząkając co jakiś czas.

Adam czmychnął czym prędzej, starając się nie patrzeć na zwłoki. Pozostała czwórka, wytrącona nieco z równowagi osobą doktora Brzózki, zbiła się w ciasną gromadkę, jak na komendę zniżając głosy. Doktor odwrócił się do nich i powiedział z uśmiechem:

– Mili państwo, to troszkę potrwa. To i tak wstępne oględziny, potem zabiorę pacjenta do siebie, żeby go w spokoju pokrajać, ha, ha.

– Kiedy pan skończy, proszę nas powiadomić, obsługa wskaże panu drogę – powiedział Aaron.

Wychodząc, zderzyli się w drzwiach z jakimś wyelegantowanym wąsaczem, który okazał się zwierzchnikiem Aarona. Julia poczuła z miejsca niechęć do wąsatego ważniaka, bardzo jej bowiem przypominał policjanta z drogówki, który uszczęśliwił ją ostatnio „mandacikiem” na trasie Warszawa–Kraków. Ten wąsacz również nie bawił się w ceregiele, z miejsca zaczął zasypywać Aarona pytaniami:

– Cóż to za kabała, panie Goldenthal? Kim są ci ludzie? Pana Szymona poznaję. Zaraz, zaraz, a państwo to chyba te hycle z telewizji. – Podrapał się w głowę, udając, że ledwo ich poznaje, chociaż dopiero co uzgadniał z Wiktorem warunki kręcenia programu. – No, słowo daję, co za cyrk! Pozwólże pan ze mną, panie Goldenthal, musimy porozmawiać, przy okazji obejrzę sobie tego trupa.

Aaron wraz z wąsaczem weszli z powrotem do lustrzanej sali, a Julia wyraziła chęć spotkania z siostrą. Nie była to oczywiście prawdziwa potrzeba, ale wiedziała, że nie uniknie tej konfrontacji. Uzbroiła się w cierpliwość. Była pewna, że wkrótce będą potrzebne całe jej pokłady.

Lolę trzymano w małym pomieszczeniu socjalnym, służącym – jak wyjaśnił Szymon – do odpoczynku personelowi pracującemu często ponad piętnaście godzin. Stała tam skórzana kanapa, zajmowana w tym momencie przez Lolę, która uwaliła się na niej w malowniczej pozie bezradnej heroiny. Julia skrzywiła się na widok siostry, która tego wieczoru postanowiła wyglądać jak prostytutka. Miała na sobie skórzane spodnie, upiornie skrzypiące, gdy zmieniała pozycję na kanapie, i czerwony, lakierowany, sznurowany z przodu gorset, który robił jej z piersi naleśniki w stylu Niebezpiecznych związków.

– Co to, Lolu? Tydzień Beate Uhse w Krakowie? – spytała Julia, chociaż wcześniej obiecała sobie, że będzie miła, wyrozumiała i pełna troski.

Lola spojrzała na Julię, nic nie rozumiejąc, ale pojawienie się siostry było dla niej sygnałem do rozpoczęcia nowych spazmów. Ukryła twarz w dłoniach i zawyła donośnie niczym przekupa, której rozkradli towar. Łzy zaczęły kapać na jej duży dekolt. Odstawiłaby cały spektakl, gdyby surowy ton Julii, która z najwyższym trudem tłumiła irytację, nie przywołał jej do porządku. Potok łez ustał, nie uczyniwszy większego zniszczenia w mocnym makijażu. Dziewczyna wyraźnie wiedziała, jak płakać, by nie tracić przy okazji urody. Tymczasem Szymon Goldenthal, nie na żarty przerażony nawrotem histerii, umknął z pokoju, bąknąwszy coś niewyraźnie.

Julia i Wiktor usiedli obok Loli. Wiktor kurtuazyjnie podał jej chusteczkę. Lola nieelegancko i głośno się w nią wysmarkała.

– To teraz powolutku i ładnie opowiesz nam, co się stało, dobrze? I nie zaczynaj beczeć! – zaczęła Julia, bojąc się kolejnego nawrotu histerii. Dobrze znała siostrę i wiedziała, że mała doskonale się bawi swoją nową rolą.

– Bądź dla niej miła – zbeształ Julię Wiktor. – Dziewczyna przeżyła szok, jesteś bez serca. Powiedz, Lolu, kochanie, jak to było, od początku. Gdzie spotkałaś tego nieboszczyka?

Lola spojrzała na Wiktora z wdzięcznością i zaczęła mówić, zwracając się od tej pory prawie wyłącznie do niego.

– Poznałam Patryka jakiś czas temu, na innej imprezie, nie tu, chyba w Prozaku albo we Franticu, a może w Cieniu? – zamyśliła się Lola, przekrzywiając na bok główkę.

– Wiedziałaś, że ma narzeczoną? – Nie wytrzymała Julia. – Dlaczego się umówiłaś z takim starym facetem?

– Nie wiedziałam – zapiszczała Lola, gotowa rozszlochać się na nowo. – To właściwie nie była randka, po prostu ustawiliśmy się w tej knajpie na czwartek. On był bardzo fajny i bardzo zabawny.

Julia wstała i zaczęła przechadzać się po niewielkim pomieszczeniu, zwracając się do Wiktora:

– Nie sądzisz, że to dziwne, że nieboszczyk...

– On miał na imię Patryk – wtrąciła Lola, pociągając nosem.

– ...tak ostentacyjnie umówił się z jakąś dzidzią w knajpie swojego szwagra? Bez sensu. Lolu, jesteś pewna, że on cię tu zaprosił?

– Oczywiście, że tak – oburzyła się Lola i zaczęła z wielkim trudem wyciągać puderniczkę z mikroskopijnej, błyszczącej torebki, która mogła pomieścić jeszcze najwyżej paczkę prezerwatyw. Przeznaczona była dla kobiet, które nie musiały nosić portfeli. Zawsze znalazł się ktoś, kto im postawił.

– Jak to dokładnie ujął? – dopytywała się Julia, kładąc nacisk na słowo „dokładnie”.

– Och, nie pamiętam – westchnęła Lola, pudrując nosek. – Powiedział, że było fajnie, więc może spotkamy się w przyszłym tygodniu tutaj, bo zna właściciela, czy coś w tym rodzaju. Nie pamiętam dokładnie. Byłam zajebana w trzy dupy. Dlaczego mnie tak dręczysz?

– Słuchaj, smarku – zdenerwowała się Julia. – Wezwałaś mnie tu, żebym ci pomogła, więc pomagam. Nie zdajesz sobie sprawy, idiotko, że jesteś podejrzana?

– Ja? – zdziwiła się Lola, a jej błękitne oczy zrobiły się wielkie jak spodki. – Ale dlaczego? Ja go prawie nie znałam.

Jej usteczka wygięły się znowu w płaczliwą podkówkę.

– Wiktor, błagam, porozmawiaj z nią – poddała się Julia. – Ja poszukam pana Szymona.

I wyszła z pokoju, zanim Wiktor zdążył zaprotestować. Nie minęła minuta, a wróciła. Starała się zachować spokój, ale Wiktor od razu spostrzegł, że coś się stało.

– Idziemy – powiedziała. – Następny trup.

W łazience było ciasno. Pojawienie się Julii i Wiktora jeszcze pogorszyło sytuację. Technicy pozbierali sprzęt i wyszli. Aaron pochylił się nad zmarłym, by poddać go wstępnym oględzinom. Szymon wyglądał na człowieka, który przysiadł na zgliszczach swojego dobytku. Obok niego stała milcząca Beata i patrzyła na swojego pracodawcę współczująco. Poza tym na jej twarzy nie malowały się żadne emocje.

– Wiadomo, kto to jest i co mu się stało? – spytała Julia.

– Tak – wymamrotał Szymon. – To Konrad Kasprowicz, drugi brat mojej żony.

– Co takiego? – wykrzyknęli równocześnie Julia i Wiktor.

– Oba trupy to bracia twojej żony? – nie dowierzał Wiktor.

– Czy on również został zamordowany? – zapytała Julia, zbliżając się do Aarona i również pochylając nad zwłokami. Cofnęła się odrobinę, gdyż do jej nozdrzy dotarł słodki i gęsty zapach krwi.

Aaron odwrócił się i spojrzał na nią lub raczej na jej dekolt. Niechętnie przeniósł wzrok wyżej, gdzie znajdowała się zirytowana twarz. Jak zwykle zwlekał z odpowiedzią. Podniósł się i wyszedł z toalety, przestawiając Julię na bok, jakby była zagradzającym drogę meblem.

– Trzeba wezwać Brzózkę – rzucił w przestrzeń Aaron. – Twojemu szwagrowi wyraźnie coś zaszkodziło.

– A może przedawkował – zasugerował Wiktor, uderzając się palcem w nozdrza. – Ta jucha z nosa...

– To mam właśnie na myśli – odparł Aaron i od niechcenia wskazał butem dłoń zmarłego.

Dłoń zaciskała się na zrolowanym banknocie stuzłotowym.

– Ile on miał lat? – spytała Julia, gdy Aaron wysłał sierżanta po doktora.

– Był młodszy od Patryka – stwierdził Szymon. – Mógł mieć koło trzydziestki, nie jestem pewien.

– Coś więcej? – ponaglał brata Aaron.

– Hm, znałem go gorzej niż Patryka. Nie miał żony, niewiele wiem o jego życiu prywatnym. Razem z Klaudią i Patrykiem był właścicielem sieci klubów fitness.

– Robili dobrą kasę? – wtrącił Wiktor.

– O, tak – potwierdził Szymon. – Poza tym kupili właśnie spory lokal i w przyszłym roku mieli otworzyć tam kasyno.

– Możliwe, że teraz to wszystko będzie należało do twojej żony – powiedział Aaron ostrożnie, przypatrując się bratu, jakby chciał wybadać, czy Szymon zdaje sobie sprawę, co to oznacza.

– Tak, tak sądzę – powiedział Szymon, nie wyglądał jednak na bardziej poruszonego. – Muszę znaleźć Klaudię. To będzie dla niej straszny cios. Była ogromnie przywiązana do braci.

– Tak, musisz ją szybko powiadomić. Powinna tu przyjechać jak najprędzej. Gdzie ona teraz jest?

– Biedna Klaudia. Bawi się gdzieś na mieście, ona jest taka młoda, taka żywa! Bawi się gdzieś, nieświadoma, że tu... – Szymon nie dokończył, czując wzruszenie na myśl o żonie, którą będzie musiał poinformować o nieszczęściu. – Pójdę do niej zadzwonić.

Wyszedł, chyba mocno przybity. Jakby przestał przejmować się klubem, a myślał wyłącznie o żonie. Beata, nie odezwawszy się ani słowem, ruszyła za nim. Pozostała trójka również milczała.

– Sentymentalny głupiec – mruknął Aaron, najwyraźniej zażenowany zachowaniem brata.

– On chyba nie bardzo sobie zdaje sprawę, w jakim świetle stawia to jego żonę – zaczął Wiktor.

– Oczywiście, że nie – warknął Aaron. – Szymon jest głupi. Bardzo jestem ciekaw, co porabia teraz Klaudia. Pewnie się dyma z jakimś neandertalem.

Ponowne zjawienie się doktora Brzózki znowu skonfundowało detektywów. Wszedł szybciutkim kroczkiem, wygrażając im tłuściutkim palcem.

– Ktoś tu się uparł, żeby zająć mi całą noc! Szczęściem pani Brzózka przywykła witać mnie nad ranem. Cierpliwa żona to prawdziwe błogosławieństwo dla patologa. Co tu państwo znowu wykombinowali? Co za klub, co za klub, gdzie nie spojrzeć, tam trup! – Doktor się zaśmiał i odwrócił swoją jabłuszkową głowę, by spojrzeć nareszcie na skuloną postać. – Co my tu mamy? Strasznie ciasno, pan się przesunie, to zbadam tego trupka.

Detektywi zamilkli, przyglądając się patologowi i czekając na wstępne informacje. Doktor założył gumowe rękawiczki i poddał zwłoki oględzinom, sapiąc i pomrukując pod nosem, gdyż nie mógł sobie znaleźć wygodnej pozycji.

– Panie komisarzu, można go ruszyć? Tak nic nie wskóram.

– Można – odparł Aaron. – Technicy zrobili już swoje.

– Świetnie – mruczał doktor. – Świetnie. Ciepluteńki jeszcze. Świeży trupek.

– Od jak dawna nie żyje? – spytała Julia.

– Potrzebne są bardziej szczegółowe badania, im szybciej go zabiorę do siebie, tym lepiej, ale teraz nieoficjalnie powiem państwu, że nie żyje od około czterdziestu pięciu minut. Tu jest dość ciepło. Może od godziny. W każdym razie nie nastąpiło jeszcze stężenie pośmiertne.

 

Julia spojrzała na zegarek. Była dwudziesta trzecia pięć.

– Przyczyna zgonu? – zapytał oficjalnym tonem Aaron.

– Mam tu coś dla pana – zachichotał Brzózka, wyciągając w kierunku Aarona dłoń.

Cała trójka nachyliła się nad nią z zainteresowaniem. Zobaczyli znany już sobie zwinięty banknot i małą plastikową torebkę z resztką białego proszku.

Aaron skinął na stojącego w drzwiach policjanta, który podszedł z plastikowym woreczkiem na dowody.

– Nie dotykać bez rękawiczek – powiedział Aaron. – Mogą być odciski. Chociaż wątpię.

Doktor wrzucił znaleziska do woreczków i policjant wrócił na swoje miejsce przy drzwiach. Brzózka wciąż badał martwego pacjenta, pomrukując swoim zwyczajem.

– I tak to wygląda, mili państwo. Przedawkowanie lub, jak to nazywacie, trefny towar. Jak to się mówi: siup i w grób! Nic tu więcej nie wskóram, zabieram obu przystojniaczków do siebie.

Brzózka wstał, podpierając się na Aaronie i sapiąc z wysiłku. Otarł twarz wielką chustką w kratę. Podobną Julia widziała ostatnio u swojego dziadka, jakoś pod koniec lat osiemdziesiątych zeszłego wieku.

– Daj mi pan trochę czasu, a powiem wszystko dokładnie – sapnął. – Zadzwonię. Mogą go pakować do wora. Pierwszy już pojechał. Tylko żebym trafił do wyjścia.

Brzózka pożegnał się sympatycznie z całą trójką i ruszył, eskortowany przez dwóch policjantów oraz Adama wskazującego kierunek. Julia usłyszała jeszcze, jak Brzózka woła radośnie do wciąż roztrzęsionego Adama:

– A pan coś taki blady? Zabieramy już gości, zabieramy. Łyknijże pan czegoś mocniejszego, dobrze radzę. Mocna herbata z prądem nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Najlepszy środek, każdemu polecam.

Wiktor zachichotał i zwrócił się do Julii:

– Muszę mieć z nim wywiad, boję się tylko, że skradnie nam cały show! Dobrych typów tam macie, Aaron!

– Zachowuje się jak błazen – powiedział poważnie Aaron. – Ale zapewniam was, że nie ma lepszego fachowca.

– Być może. – Julia wzruszyła ramionami. – Pokażesz nam teraz, skąd się wziął nóż, którym została zaszlachtowana ofiara numer jeden?

– O tak – poparł ją Wiktor. – Rzućmy okiem na te orgie.

– Żadne orgie – warknął Aaron i dodał, aby mieć pewność, że Wiktor go rozumie: – I masz tego tak nie przedstawiać, jasne? Bo inaczej zrywamy umowę.

– Jasne, jasne – przytaknął gorliwie Wiktor, po czym szepnął do Julii: – Po moim trupie.

– Kto wie... – odparła, a dziennikarz się skrzywił.

Sala „mroczna” była, jak się Julii wydawało, na niższym poziomie, nie mogła jednak tego stwierdzić na pewno, gdyż droga, którą prowadził ich Aaron, była równie skomplikowana jak wszystkie inne w budynku. Mieli właśnie pokonać wielkie drzwi z tłoczonymi czaszkami i piszczelami, które bardzo zainteresowały Wiktora, gotowego, by je filmować, gdy Aaron odwrócił się do niego gwałtownie i wyrwał mu aparat.

– Żadnego filmowania i żadnych zdjęć. Oddam ci zabaweczkę potem.

– Jak chcesz, oczywiście ty tu rządzisz – odparł pokornie Wiktor i mrugnął do Julii, gdy tymczasem Aaron wystukiwał kod, nieco zaskoczony podejrzanie łatwym zwycięstwem nad Wiktorem.

Julia tymczasem nacisnęła przycisk kamery umieszczonej w torebce i specjalnie w tym celu spreparowanej. Cieszyła się w duchu, że udało im się wyprowadzić w pole takiego spryciarza jak Aaron.

Drzwi otworzyły się z potwornym, odtwarzanym z playbacku skrzypieniem i znaleźli się w sali o wystroju nawiązującym do średniowiecza. Pomieszczenie było duże, o żebrowym sklepieniu, opartym na ośmiu kolumnach, a oświetlało je jedynie światło pochodni przytwierdzonych do ścian i kolumn. Pomiędzy kolumnami stały długie stoły. Przy kilku biesiadowali ubrani na czarno ludzie. Wkrótce Julia przekonała się jednak, że biesiadnicy nie tykają jedzenia, tylko siedzą z ponurymi minami średniowiecznych pokutników. Zaraz też poznała tego przyczynę. Na końcu komnaty, pod ścianą, znajdował się ciężki stół umieszczony na podniesieniu, otoczonym rzeźbioną balustradą. Miejscem tym zawładnął policyjny urzędas w asyście posterunkowego, który po kolei i skrupulatnie spisywał dane znajdujących się w pomieszczeniu osób. Tuż obok niego siedział oburzony grubas przebrany za biskupa i raz po raz rzucał łakome spojrzenia to na ogromnego, pieczonego świniaka dymiącego na stole, to na siedzącą obok niego młódkę o włosach czarnych jak smoła, karminowych ustach i mocno wyzywającym dekolcie pseudodworskiej sukni. Dziewczyna była wyraźnie przestraszona i szukała oparcia w „biskupie”, godząc się na jego wygłodniały wzrok, błąkający się po jej dziewczęcych kształtach. Reszta biesiadników również miała nietęgie miny. Julia pomyślała, że wyglądają wyjątkowo głupio w swoich absurdalnych szatach, przesłuchiwani przez jakiegoś małolata z policji.

Aaron skinął głową policjantom i poprowadził swoich towarzyszy na podium. Tam wskazał ścianę, do której przytwierdzone były różne rodzaje broni białej, i pokazał im znajdujące się wśród mieczy, siekier, sztyletów i toporów puste miejsce.

– Trochę to niebezpieczne trzymać tu na wierzchu całą zbrojownię – skomentowała Julia, ustawiając się bokiem do ściany, tak, aby kamera w torebce ujęła cały ten arsenał.

– Ludzie, którzy się tu bawią, są godni zaufania – poinformował Aaron twardym głosem.

– Jak się okazało, niewystarczająco – skwitował Wiktor.

– Muszę wracać – odparł Aaron i zdecydowanym ruchem wskazał im drogę powrotną.

Wyszli z komnaty i ruszyli korytarzem. Aaron odwrócił się do Julii.

– A teraz wyjmij z torebki kamerę i mi ją oddaj.

– Kamerę? – Julia przystanęła gwałtownie, a że była naprawdę zaskoczona, to nieźle to wypadło.

– Masz mnie za idiotę? – spytał wyniośle. – Oddaj mi z własnej woli, bo inaczej będę musiał cię przeszukać.

– Oddaj mu – żachnął się Wiktor, być może obawiając się, do czego może doprowadzić byłych kochanków takie przeszukiwanie.

Julia wyjęła kamerę i podała Aaronowi, który skasował nagranie, przejrzał, jakie inne filmy jeszcze się tam znajdują, i zwrócił Julii sprzęt, który ta nonszalancko schowała do torebki.

– I nie próbujcie więcej takich sztuczek, bo wylecicie stąd z hukiem – zakończył sprawę Aaron, po czym zwrócił się do Julii jakby nigdy nic, nie uciekając się tym razem do ironii czy kpiny: – I co, Julio? Jakieś pomysły?

– Trochę na to za wcześnie. Proponuję jednak ustalić jakiś plan i zbadać kilka kwestii, zanim dostaniemy ekspertyzę Brzózki.

– Zamieniamy się w słuch, słonko – wtrącił Wiktor.

– Po pierwsze, musimy sobie znaleźć jakiś wygodny pokój do pracy. Myślę, że twój brat nam coś udostępni, może to być ten z szachownicą. Nieważne. Kwestia druga, to pan Szymon powinien dostarczyć nam dokładny plan budynku, wiem, że to tajne, tajemnica i bla, bla, bla, ale sytuacja tego wymaga. No i lista. Lista, o którą prosiłam pana Goldenthala. Osoby spełniające następujące wymagania: znajdują się lub znajdowały w klubie – musimy niestety wziąć pod uwagę możliwość, że mordercy może już tu nie być. Dalej, osoby znające topografię miejsca, poinformowane, gdzie znajduje się pomieszczenie z instalacją elektryczną itp. No i trzeba dowiedzieć się, jak spędziła dzisiejszy wieczór pani Goldenthal.

– Bardzo logiczne – przyznał Aaron i poklepał Julię po ramieniu jak psa, który przyniósł panu patyczek. – Wszystko jest do zrobienia. Poszukajmy Szymona.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?