Więź

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

OPINIE O KSIĄŻCE WIĘŹ

„Lektura obowiązkowa dla każdego, kto opiekuje się dziećmi”.

– „Ottawa Citizen”

„Mądre, łagodne, empatyczne rodzicielstwo”.

– „Calgary Herald”

„Choć autorem przedstawionej teorii jest Neufeld, to Maté (Scattered Minds; Ciało a stres) wyraził koncepcje kolegi precyzyjnym i dobitnym językiem, dzięki któremu skomplikowane idee stały się przystępne, a zarazem nie uległy strywializowaniu. W rezultacie powstała książka, od której nie sposób się oderwać, trafiająca w czuły punkt wielu rodziców”.

– „Edmonton Journal”

„Wspaniała książka i dzwonek alarmowy dla rodziców. Autorzy w otrzeźwiający i poruszający sposób opisali szkodliwy wpływ zależności od rówieśników na proces emocjonalnego dojrzewania. Ale książka nie stroni od optymistycznych tonów, podkreśla bowiem ogromną wartość więzi w wychowywaniu dzieci oraz sposoby jej pielęgnowania na co dzień. To lektura przemyślana i skłaniająca do refleksji. Mądra i potrzebna książka”.

– Anthony Wolf, psycholog kliniczny i autor książki Get Out of My Life,

but First Could You Drive Me & Cheryl to the Mall

„Więź to wizjonerska książka, która wykracza poza typowe wyjaśnienia i naświetla podłoże kryzysu o niepojętej skali. Autorzy pokazują, jak tracimy kontakt z dziećmi i jak zanik tych więzi podkopuje rozwój młodzieży oraz zagraża samej tkance społeczeństwa. Przede wszystkim jednak, na podstawie konkretnych przykładów i przystępnych sugestii, proponują praktyczną pomoc rodzicom w instynktownym odgrywaniu swojej roli. Błyskotliwa i świetnie napisana książka, którą należy potraktować bardzo serio”.

– dr Peter A. Levine, międzynarodowy ekspert i autor bestsellerów Obudźcie tygrysa.

Leczenie traumy oraz It Won’t Hurt Forever: Guiding Your Child through Trauma

„Czerpiąc z trzydziestu lat badań i doświadczeń, Neufeld stworzył spójną, przekonującą teorię rozwoju dziecka, która od pierwszych słów wzbudzi w czytelnikach uznanie i akceptację. Jego podejście jest zdolne zmienić, a może nawet uratować życie naszych dzieci”.

– „National Post”

„Ta doniosła książka śmiało przedstawia problem i kreśli plan rozwiązania. Weźmy sobie jej zalecenia do serca już dziś, abyśmy wspólnie mogli zapewnić lepsze perspektywy naszym dzieciom i kolejnym pokoleniom”.

– dr med. Daniel J. Siegel, autor książek Rozwój umysłu oraz Parenting from the Inside Out, założyciel Centrum ds.

Kultury, Mózgu i Rozwoju na Uniwersytecie Kalifornijskim (LA), profesor nadzwyczajny psychiatrii klinicznej

„Ta książka stanowi ogromny krok naprzód w kwestii zrozumienia smutku i cierpienia, jakich doświadczają dziś dzieci. Gordon Neufeld upatruje przyczyny tych zgryzot w utracie dziecięcych więzi z rodzicami i pogłębianiu się zależności od rówieśników. Neufeld z właściwą sobie przenikliwością umysłu przewiduje, dokąd zmierza nasza kultura. To znakomita książka, porównywalna do Growing Up Absurd Paula Goodmana. Podaruj egzemplarz każdemu znajomemu rodzicowi”.

– Robert Bly, poeta i autor książek The Sibling Society oraz Żelazny Jan

„Przemyślenia i stanowisko autorów są źródłem wiedzy oraz inspiracji dla wszystkich, którzy poświęcili życie i energię nauczaniu”.

– biuletyn Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół Ponadpodstawowych

„To ważna, nowatorska książka o rodzicielstwie (…). Zawarte w niej idee, zasady i praktyczne porady będą znakomitą pomocą dla rodziców”.

– „Life Learning Magazine”

„Autorzy przedstawiają praktyczne strategie ułatwiające rodzicom wychowywanie dzieci. Jeśli weźmiemy sobie ich rady do serca, możemy mieć nadzieję na serdeczniejszy i bezpieczniejszy świat”.

– „The Georgia Straight”


Tytuł oryginału:

Hold on to your kids.

Why parents need to matter more than peers.


Copyright © 2004 Gordon Neufeld, Ph.D. and Gabor Maté, M.D.

Postscriptum – Copyright © 2013 Gordon Neufeld, Ph.D. and Gabor Maté, M.D.


All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone


Published by arrangement with Alfred A. Knopf Canada,

a division of Penguin Random House Canada Limited.

Opublikowano na podstawie umowy z Alfred A. Knopf Canada,

działem Penguin Random House Canada Limited.


ISBN wydania oryginalnego: 978-0-307-36196-7


© for the Polish edition: Galaktyka Sp. z o.o., Łódź 2016

90-644 Łódź, ul. Żeligowskiego 35/37

tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

www.galaktyka.com.pl


ISBN: 978-83-7579-536-3

EPUB: 978-83-7579-559-2

MOBI: 978-83-7579-560-8


Zdjęcie na okładce: GlobalStock / iStock

Konsultacja: Joanna Bylinka-Stoch

Redakcja: Bogumiła Widła

Korekta: Monika Ulatowska

Redaktor prowadzący: Marek Janiak

Projekt okładki: Artur Nowakowski

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl


Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

www.galaktyka.com.pl

info@galaktyka.com.pl, sekretariat@galaktyka.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody Wydawcy książka ta nie może być powielana ani częściowo, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.


Tę książkę dedykujemy

naszym dzieciom,

a także obecnym i przyszłym

dzieciom naszych dzieci.

To one zainspirowały nas do tych rozważań

i dały dobry powód do ujęcia ich w słowa.

Dla Tamary, Natashy, Brii, Shaya i Bradena

Daniela, Aarona i Hannah

Kiary, Juliana i Sinead


Działanie ma sens tylko w relacji, a bez

zrozumienia relacji wszelkie działanie będzie

jedynie zarzewiem konfliktu. Zrozumienie

relacji jest nieskończenie ważniejsze niż

tworzenie jakichkolwiek planów działania.

J. KRISHNAMURTI

NOTA DO CZYTELNIKA

Z GORDONEM NEUFELDEM znamy się od wielu lat. Pierwszy raz spotkaliśmy się, gdy wraz z moją żoną, Rae, zwróciliśmy się do niego o pomoc w sprawie naszego najstarszego potomka. Syn miał wtedy osiem lat. Sądziliśmy, że mamy do czynienia z trudnym dzieckiem. Gordon szybko nam uzmysłowił, że problemy nie są związane z chłopcem czy z nami, ale z podejściem do relacji z synem. Kilka lat później nasz niepokój wzbudził drugi syn, który już jako podrostek przestał uznawać rodzicielski autorytet, a nawet unikał naszego towarzystwa. Ponownie udaliśmy się do Gordona, który wyjaśnił, że powinniśmy przeciągnąć syna z powrotem na swoją stronę – z dala od rówieśników. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem o opracowanej przez doktora Neufelda koncepcji zorientowania na rówieśników (zjawisku polegającym na zastępowaniu rodziców kolegami jako głównym źródłem wpływów) oraz o wielu negatywnych skutkach takiego ukierunkowania, coraz powszechniejszego w dzisiejszym społeczeństwie. Z wielu powodów jestem dozgonnie wdzięczny za wskazówki, które otrzymaliśmy wtedy wraz z Rae.

Razem z Gordonem napisaliśmy książkę Więź z radykalnym zamiarem przebudzenia naturalnych instynktów rodzicielskich w społeczeństwie. Jeśli misja tej książki się powiedzie, wywróci ona do góry nogami większość tego, co obecnie uważa się za racjonalne podejście do wychowania i kształcenia dzieci. Skupiliśmy się nie na tym, co rodzice powinni robić, ale kim powinni być dla swojego potomstwa. Wyjaśniliśmy naturę dzieci, ich rozwoju, a także przeszkody stojące dziś na drodze do zdrowego dorastania. Z tej wiedzy, a także ze szczerego zaangażowania rodziców w zadanie wychowywania dzieci, spontanicznie narodzi się wyrozumiała mądrość, która jest źródłem efektywnego rodzicielstwa.

Dzisiejsza obsesja na punkcie przestrzegania eksperckich porad oraz postrzegania rodzicielstwa jako zbioru umiejętności jest w istocie rezultatem zaniku intuicji i relacji z dziećmi, które poprzednie pokolenia uważały za coś oczywistego. Właśnie tym jest bowiem rodzicielstwo: relacją. Biologia, małżeństwo albo adopcja mogą przydzielić nam tę rolę, lecz jedynie obustronne relacje z dzieckiem pozwolą ją niezawodnie odgrywać. Kiedy rodzicielstwo jest bezpieczne, budzą się naturalne instynkty – one o wiele trafniej niż jacyś eksperci podpowiedzą nam, jak zajmować się młodymi ludźmi będącymi pod naszą opieką i jak ich uczyć. Sekret tkwi w poszanowaniu relacji z dziećmi we wszystkich przejawach kontaktów z nimi.

 

Z powodów, które wyjaśnimy, efektywność rodzicielstwa w dzisiejszym świecie uległa osłabieniu. Stoimy w obliczu podstępnej konkurencji, która odciąga od nas dzieci, podczas gdy my sami także jesteśmy odciągani od rodzicielstwa. Nasza kultura nie opiera się już na ekonomicznych i społecznych podstawach wspierających rodzicielstwo i traktujących jego misję jako świętość. O ile w dawnych kulturach przywiązanie dzieci do rodziców można było traktować jako coś trwałego i niepodważalnego, my nie mamy już tego luksusu. Jako nowocześni rodzice musimy uświadomić sobie, co utraciliśmy, a także poznać przyczyny problemów wychowawczych i szkolnych dzieci oraz nastolatków. Ta świadomość przygotuje nas do stworzenia takich relacji z dziećmi, w których my – troskliwi rodzice – ponownie obejmiemy przywództwo, wolne od opierania się na przymusie i wyciągania sztucznych konsekwencji, mających na celu skłonienie wychowanków do współpracy, posłuszeństwa i szacunku. To dzięki relacji z nami dziecko może osiągnąć właściwy cel rozwoju, jakim jest stanie się niezależną, samodzielną, dojrzałą osobą, świadomą własnej wartości oraz uczuć, praw i godności innych ludzi.

W pierwszej części Więzi wyjaśniliśmy, czym jest zorientowanie na rówieśników i jak doszło do takiego upowszechnienia się tego zjawiska w naszej kulturze. Kolejne dwie części szczegółowo opisują zorientowanie na rówieśników i jego wieloraki negatywny wpływ na nasze zdolności rodzicielskie oraz na rozwój dzieci. Ponadto trzy pierwsze części w zarysie opisują proces zdrowego rozwoju młodych ludzi, kontrastujący z rozwojem wypaczonym przez kulturę rówieśniczą. Czwarta część zawiera propozycję planu stworzenia długotrwałej więzi z dziećmi; relacji, która zapewni bezpieczny kokon dla ich rozwoju. Piąta zaś wyjaśnia, jak zapobiec ucieczce młodych do rówieśniczego świata.

Wykształcenie i doświadczenie doktora Neufelda jako psychologa oraz jego wybitne prace stanowią źródło fundamentalnej tezy tej książki oraz naszych sugestii. W tym znaczeniu jest on jej jedynym autorem. Tysiące rodziców i pedagogów uczestniczących w prowadzonych przez Gordona seminariach niecierpliwie pytało go: „Kiedy ukaże się pańska książka?”. Mój wkład w powstanie Więzi polegał na przygotowaniu materiału i wydaniu go, dzięki czemu nie musi ona już czekać na swój czas. Opracowanie, treść i kształt tej książki stanowią owoc naszej wspólnej pracy.

Jestem dumny z tego, że mogłem pomóc Gordonowi Neufeldowi w upowszechnieniu jego przełomowych koncepcji. Należało to zrobić już dawno; obaj się cieszymy z naszej przyjaźni i współpracy, dzięki której tom ten mógł się ukazać. Mamy nadzieję… nawet więcej – wierzymy w to, że czytelnicy także uznają ją za owoc udanego współdziałania.

Pragniemy zarazem podziękować naszym dwóm redaktorkom, Diane Martin z Toronto i Susannie Porter z Nowego Jorku. Diane od początku dostrzegała potencjał tego materiału i przez cały czas życzliwie wspierała nasze dążenia. Susanna cierpliwie i profesjonalnie przeredagowała trochę zbyt patetyczny, trudny w odbiorze manuskrypt; pomogła nam tym samym przygotować przystępniejszą i lepiej uporządkowaną wersję, w której nasze przesłanie brzmi bardziej zrozumiale. W efekcie powstała książka, którą czytelnicy uznają za lżejszą w odbiorze, a autorzy są z niej bardziej zadowoleni.

lek. med. Gabor Maté

PODZIĘKOWANIA

SIEDMIORO LUDZI UDZIELIŁO nam bezcennej, praktycznej, rzeczowej pomocy w opracowaniu i przygotowaniu tej książki: Gail Carney, Christine Dearing, Sheldon Klein, Joy Neufeld, Kate Taschereau, Suzanne Walker i Elaine Wynne. Łącznie stworzyli zespół, który nazwaliśmy „wtorkową grupą wieczorną”. Spotykali się z nami co tydzień, od powstawania najwcześniejszych szkiców do ostatecznej wersji manuskryptu. Rozprawiali, debatowali i krytykowali pierwsze przedstawione im koncepcje, a potem rozdział po rozdziale omawiali kolejne robocze wersje tekstu, który ostatecznie ukazał się pod tytułem Więź. Zespół postawił sobie za punkt honoru wydanie naszego przesłania drukiem w sposób, którzy odzwierciedlał pierwotny zamysł na tę książkę, a zarazem uwzględniał potrzeby i wrażliwość czytelnika. My, dwaj autorzy, niecierpliwie wypatrywaliśmy tych żywiołowych, owocnych spotkań, a po ukończeniu pracy, co wiązało się z zakończeniem naszych cyklicznych zebrań, mieliśmy poczucie żalu i straty. Z całego serca dziękujemy wtorkowej grupie wieczornej: bez zaangażowania tych osób nasze zadanie byłoby trudniejsze, a efekty mniej satysfakcjonujące.

SPIS TREŚCI

CZĘŚĆ PIERWSZA ZJAWISKO ORIENTOWANIA SIĘ NA RÓWIEŚNIKÓW

1. Dlaczego rodzice są ważniejsi niż kiedykolwiek

2. Zerwane więzi, spaczone instynkty

3. Przyczyny rozłamu

CZĘŚĆ DRUGA BOJKOT: JAK ZORIENTOWANIE NA RÓWIEŚNIKÓW SZKODZI RODZICIELSTWU

4. Rodzicielska władza wymyka się z rąk

5. Druga strona medalu: gdy więzi obracają się przeciwko nam

6. Przeciwwola: dlaczego dzieci stają się nieposłuszne

7. Spłycanie kultury

CZĘŚĆ TRZECIA UWIĘZIENI W NIEDOJRZAŁOŚCI: JAK ZORIENTOWANIE NA RÓWIEŚNIKÓW HAMUJE ZDROWY ROZWÓJ

8. Niebezpieczna ucieczka od uczuć

9. Uwięzieni w niedojrzałości

10. Kolebka agresji

11. Geneza prześladowców i ofiar

12. Zwrot na seks

13. Niewyuczalni uczniowie

CZĘŚĆ CZWARTA JAK PIELĘGNOWAĆ ISTNIEJĄCĄ ALBO ODZYSKAĆ UTRACONĄ WIĘŹ Z DZIEĆMI

14. Przywoływanie dzieci

15. Troska o więzi, które dają siłę

16. Dyscyplina, która nie dzieli

CZĘŚĆ PIĄTA ZAPOBIEGANIE ZORIENTOWANIU NA RÓWIEŚNIKÓW

17. Nie kuś konkurencji

18. Odbudowa wioski więzi

CZĘŚĆ SZÓSTA POSTSCRIPTUM DLA ERY CYFROWEJ (JAK UTRZYMAĆ WIĘŹ Z DZIEĆMI W EPOCE INTERNETU, SMARTFONÓW I GIER WIDEO)

19. Szalejąca cyfrowa rewolucja

20. Kwestia wyczucia czasu

SŁOWNICZEK

PRZYPISY

O AUTORACH


1

DLACZEGO RODZICE
SĄ WAŻNIEJSI NIŻ KIEDYKOLWIEK

DWUNASTOLETNI JEREMY garbi się nad klawiaturą, oczy ma wpatrzone w ekran komputera. Jest godzina dwudziesta, a choć jego praca domowa na następny dzień leży odłogiem, pozostaje głuchy na wielokrotne napomnienia ojca, by wreszcie się za nią zabrał. Jeremy rozmawia z przyjaciółmi za pośrednictwem komunikatora MSN Messenger: plotkuje, kto kogo lubi; dzieli znajomych na kolegów i wrogów; rozprawia o tym, kto, co i komu powiedział tego dnia w szkole; kto jest fajny, a kto nie.

– Daj mi spokój – prycha na ojca, który po raz kolejny przypomina mu o odrabianiu lekcji. – Gdybyś robił to, co do ciebie należy – odpowiada ojciec podenerwowanym głosem – to dałbym ci spokój.

Słowna utarczka zaostrza się, w głosach pojawia się gniew, a kilka chwil później Jeremy krzyczy:

– Nic nie rozumiesz! – I trzaska drzwiami.

Ojciec jest poirytowany – zły na Jeremy’ego, ale przede wszystkim na siebie. „Znowu wybuchnąłem” – myśli. „Nie potrafię się dogadać z własnym synem”. Wraz z żoną martwią się o Jeremy’ego: nad tak układnym kiedyś dzieckiem teraz nie sposób zapanować; chłopiec nawet ich nie słucha. Wygląda na to, że skupia uwagę wyłącznie na relacjach z przyjaciółmi. Do konfliktów według tego samego scenariusza dochodzi w domu kilka razy w tygodniu i ani dziecko, ani rodzice nie są w stanie wyjść z jakimiś nowymi pomysłami albo działaniami, by przełamać impas. Rodzice czują się bezradni i bezsilni. Niemal nigdy nie uciekali się do kar, ale teraz są coraz bardziej skłonni do zaostrzenia dyscypliny. A gdy to robią, ich syn staje się jeszcze bardziej rozgoryczony i krnąbrny.

Czy rodzicielstwo powinno być tak trudne? I czy zawsze było? Starsze pokolenia często uskarżały się na brak szacunku i mniejszą niż dawnej dyscyplinę wśród młodych, ale dziś wielu rodziców intuicyjnie czuje, że coś jest nie tak. Dzieci są jakieś inne, niż pamiętamy z przeszłości. Niechętnie słuchają się dorosłych, mniej się obawiają pakowania w kłopoty. Wydają się też mniej niewinne i naiwne – jakby nie potrafiły z okrągłymi ze zdumienia oczami po dziecięcemu zachwycać się światem, poznawać cudów natury albo ludzkiej inwencji. Wiele dzieci sprawia wrażenie niestosownie wyrafinowanych, pod pewnymi względami wręcz zblazowanych, pozornie nad wiek dojrzałych. Wygląda na to, że kiedy nie przebywają z rówieśnikami albo nie korzystają z technologicznych nowinek, łatwo się nudzą. Twórcze, samotne zabawy zdają się być reliktem przeszłości. „Jako dziecko mogłam całymi dniami bawić się gliną, którą wykopywałam z rowu nieopodal mojego domu” – wspomina pewna czterdziestodwuletnia matka. „Uwielbiałam się w niej babrać; kochałam lepić z niej różne kształty albo po prostu ugniatać ją w dłoniach. A swojego sześciolatka nie mogę skłonić do samodzielnej zabawy – jeśli nie liczyć komputera albo gier wideo”.

Rodzicielstwo także jakby uległo zmianie. Nasi rodzice byli bardziej zdecydowani, bardziej pewni siebie, mieli na nas większy wpływ – dobry albo zły. Obecnie dla wielu ludzi rodzicielstwo nie wydaje się czymś naturalnym.

Dzisiejsi rodzice kochają swoje dzieci tak samo, jak robili to rodzice dawniej, ale nie zawsze docierają do nich z tą miłością. Wciąż mamy im wiele do przekazania, ale z jakichś przyczyn coraz gorzej się nam to udaje. Nie czujemy się władni, by wskazywać dzieciom drogę do wykorzystania ich potencjału. One zaś czasami żyją i zachowują się tak, jakby uwiódł je syreni śpiew, którego my nie słyszymy. Boimy się, nawet jeśli nie umiemy tego sprecyzować, że świat stał się dla nich mniej bezpiecznym miejscem, a my nie jesteśmy dość silni, by je ochronić. Dzieląca dzieci i dorosłych przepaść czasami wydaje się nie do pokonania.

Usilnie staramy się sprostać naszemu wyobrażeniu rodzicielstwa. Ponieważ nie osiągamy oczekiwanych efektów, prosimy nasze dzieci, przypochlebiamy się im, przekupujemy je, nagradzamy albo karzemy. Słyszymy samych siebie odnoszących się do nich tonem, który nawet nam zdaje się ostry i niezgodny z naszą prawdziwą naturą. W kryzysowych chwilach – dokładnie wtedy, gdy powinniśmy przywołać bezwarunkową miłość – czujemy narastający w nas chłodny dystans. Jako rodzice czujemy się skrzywdzeni i odrzuceni. Winimy siebie za nieudolność w pełnieniu funkcji rodzicielskich, winimy dzieci za krnąbrność, telewizję za to, że odciąga ich uwagę, albo system szkolnictwa za niewystarczającą dyscyplinę. A gdy nasza niemoc staje się nie do zniesienia, sięgamy po uproszczone, autorytarne rozwiązania, wpisujące się w dominujący obecnie etos radzenia sobie samemu i prowizorek.

 

Zakwestionowana została sama istota roli rodzicielstwa w rozwoju i dojrzewaniu młodych ludzi. Czy rodzice się liczą? – brzmiał tytuł artykułu z okładki magazynu „Newsweek” w 1998 roku. „Wartość rodzicielstwa została zawyżona. Wpojono nam przekonanie, że mamy większy wpływ na osobowość swoich dzieci niż w rzeczywistości” – napisano w książce, która tego samego roku zyskała międzynarodowy rozgłos1.

Kwestia wpływu rodziców mogłaby nie być aż tak istotna, gdyby młode pokolenie dobrze sobie radziło. Z faktem, że nasze dzieci wydają się nas nie słuchać albo nie uznają naszych wartości za własne, być może dałoby się pogodzić, gdyby dzieci rzeczywiście były samowystarczalne, samodzielne i twardo stąpały po ziemi; gdyby miały pozytywne wyobrażenie o sobie oraz klarowne poczucie kierunku i sensu życia. Dostrzegamy jednak, że bardzo wiele dzieci i nastolatków nie ma tych cech.

W domach, w szkołach i we wspólnotach widzimy młodych, dojrzewających ludzi, którzy utracili grunt pod nogami. Wielu z nich nie potrafi nad sobą zapanować i coraz łatwiej zamyka się w sobie, sięga po narkotyki, przemoc albo po prostu popada w marazm. Trudniej ich kształtować i kierować nimi w porównaniu z ich poprzednikami sprzed zaledwie kilku dekad. Wielu młodych utraciło zdolność przystosowania, wyciągania wniosków ze złych doświadczeń oraz do dojrzewania. Niespotykanej dotąd liczbie dzieci i młodzieży przepisuje się leki na depresję, lęki i wiele innych przypadłości. Kryzys wśród młodych złowrogo przejawia się w rosnącej przemocy w szkołach, a także w skrajnej postaci – zabijania dzieci przez inne dzieci. Takie tragedie, choć rzadkie, są jedynie najbardziej widocznymi eskalacjami powszechnej bolączki, aktami agresji rozpowszechnionej w kulturze współczesnej młodzieży.

Zaangażowani i odpowiedzialni rodzice są sfrustrowani. Pomimo naszej troskliwej opieki, dzieci sprawiają wrażenie bardzo zestresowanych. Rodzice i inni dorośli nie są już naturalnymi mentorami dla młodych, jak zawsze było wśród ludzi i jak wciąż jest w przypadku wszystkich innych gatunków żyjących w swych naturalnych środowiskach. Starsze generacje, rodzice i dziadkowie pokolenia wyżu demograficznego, patrzą na nas z niedowierzaniem. „Za naszych czasów nie potrzebowaliśmy poradników, jak być rodzicami, po prostu nimi byliśmy” – mówią, a w ich słowach prawda miesza się z niezrozumieniem.

Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że o rozwoju dzieci wiemy dziś więcej niż kiedykolwiek wcześniej i mamy większy niż poprzednie pokolenia rodziców dostęp do kursów oraz książek poświęconych wychowaniu, ten stan rzeczy zakrawa na ironię.