3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Hatszepsut

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hatszepsut
Hatszepsut
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,90  57,52 
Hatszepsut
Hatszepsut
Audiobook
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Teby, pałac rodziny królewskiej, komnata królowej Ahmes

W tym samym tygodniu

Ahmes była dumna z Hatszepsut. Kiedy razem z Totmesem postanowili, że już pora, by ich córka została Boską Małżonką Amona, uświadomiła sobie, że jej cudowny dar od bogów jest niemal dojrzałą kobietą. Silną, mądrą, prawie gotową do sprawowania władzy.

A przecież dopiero co po raz pierwszy trzymała ją w ramionach. Doskonale pamiętała tamten dzień.

Gdy zbliżał się poród, udała się wraz z damami i służącymi do królewskiego pawilonu narodzin. Był usytuowany na tyłach pałacu, w pobliżu sadzawki i ogrodu. Miał kształt rotundy wspartej na pięciu kolumnach. Zbudowano go z drewna, bogato ozdobiono, a wewnątrz przed każdą z kolumn umieszczono pozłacane posągi Hathor, Izydy, Nephtys, Selket i Tefnut.

U wezgłowia krzesła porodowego stał rzeźbiony wizerunek Tawaret – brzemiennej bogini hipopotamicy zwanej Potężną. Przez wiele dni przed porodem pod każdym z posągów składano dary i palono kadzidła, by uzyskać wsparcie bogiń. Dzięki nim przyjście na świat dziecka miało szanse przebiec bez komplikacji.

W tym spokojnym zacisznym ukwieconym miejscu, oddalonym od codziennego pałacowego zgiełku, przychodzili na świat książęta i księżniczki krwi. Tam również urodziła się Hatszepsut.

– Przyjdź, przyjdź, przyjdź – śpiewały kapłanki Tawaret, krążąc wokół Ahmes.

Wykonywały przy tym gesty zachęcające dziecko do pojawienia się na świecie. Królowa leżała na wygodnej szerokiej sofie. Służące namaszczały wonnym olejkiem napiętą skórę jej brzucha. Kapłanki układały na jej ciele kamienne i drewniane amulety mające ułatwić poród. Czuła moc ich działania. Ciepło płaskich okrągłych kamieni łagodnie rozlewało się po ciele, zachęcając dziecko do wyjścia z bezpiecznego domu. Gdy wreszcie maleństwo po raz pierwszy, jeszcze nieśmiało i delikatnie, zastukało w drzwi świata, a ona poczuła lekki skurcz, kapłanki orzekły, że zaczął się cud narodzin, i podały jej napój łagodzący ból. Gdy po kilku godzinach naprzemiennych spacerów po ogrodzie, masowania brzucha i popijania łagodzących coraz większe bóle napojów skurcze się nasiliły, zaprowadziły królową na złote krzesło porodowe wyściełane miękkim, najcieniej tkanym królewskim lnem.

– Przyjdź, przyjdź, przyjdź – śpiewały pomiędzy kolejnymi skurczami, bosymi stopami wystukując rytm na drewnianej podłodze i potrząsając sistrum, instrumentem bogini.

W pewnym momencie Ahmes poczuła, że dla jej dziecka otwierają się wrota świata. Że zaraz księżniczka będzie z nią, że za chwilę usłyszy jej pierwszy krzyk. Że przytuli ją do piersi. Ją – cudowny dar od bogów. Ją – bo od początku wiedziała, że wyda na świat dziewczynkę. Powiedziała jej o tym bogini Hathor we śnie krótko po tym, gdy w jej grocie zagościło królewskie nasienie. Trzy razy śniła też o złotym Amonie – z wysokości boskiego tronu obwieścił jej, że urodzi córkę, która będzie pierwszą spośród kobiet. Osobiście zapewnił ją, że na świat przyjdzie dziewczynka, co więcej – podał jej imię. Powiedział też, że będzie największą z kobiet zasiadających na tronie Egiptu. Ahmes była pełna pokory wobec tego sennego biaitu.

Jak niemal wszyscy w Egipcie wierzyła w moc snów. Wiedziała, że gdy śnimy, bogowie otwierają przed nami wrota do swojego świata. Pokazują nam przeszłość, przyszłość i przestrzenie funkcjonujące równolegle do naszych. Jeśli chcą, przestrzegają nas przed niebezpieczeństwami lub podsuwają rozwiązanie problemów bądź udzielają odpowiedzi na pytania.

Poza jasnym przesłaniem od Najwyższego dającym królowej pewność, że wyda na świat dziewczynkę, którą czeka świetlana przyszłość, boskie słowa potwierdziły też kapłanki Hathor. Już kiedy bogini dała jej znać o czekającym ją szczęściu, zatrzymując jej czerwone księżycowe dni, kapłanki postawiły na tarasie dwie doniczki, by każdego dnia podlewać ziarno pszenicy i owsa porannym moczem królowej. Przez długi czas nasiona nie pękały, wreszcie kiełki strzeliły do góry niemal równocześnie. Kapłanki mówiły, że może z woli bogów pojawią się na świecie bliźnięta albo płeć dziecka jeszcze nie jest zdecydowana. Gdy jednak wreszcie pszenica poszybowała gwałtownie do góry, było pewne, że na świecie, zgodnie z sennymi przepowiedniami, pojawi się dziewczynka.

– Przyjdź, przyjdź, przyjdź! – wołały coraz głośniej kapłanki Tawaret.

A gdy między szeroko rozwartymi nogami królowej pojawiła się główka dziecka, wzmogły intensywność tańca i śpiewały jeszcze głośniej.

– Ostatni wysiłek, królowo – poprosiła jedna z dwóch kapłanek bezpośrednio towarzyszących w porodzie.

Ahmes nabrała powietrza, zacisnęła oczy i wysiliła całe ciało. Czuła, jak pęka. Oblał ją zimny pot. Zacisnęła zęby.

Odchodzę do bogów? pomyślała, czując, że jej ciało zdaje się rozpadać na malutkie kawałeczki.

Jednak chwilę później poczuła wyraźną ulgę. Niemal natychmiast usłyszała też głośny płacz dziecka.

– Jest piękna, królowo. Tak jak ty – powiedziała wzruszona kapłanka, podając jej nagie maleństwo lekko tylko obmyte wodą.

– Z woli bogów na świat przyszła królewska córka, oby żyła wiecznie! – obwieściła oficjalną formułką druga kapłanka, kłaniając się Ahmes.

– Pani, za twoją sprawą bogowie obdarowali Egipt piękną silną księżniczką. Cały kraj składa ci niski pokłon!

Ale Ahmes nie słuchała, co mówią zgromadzone wokół kobiety. Trzymała w objęciach piękną dziewczynkę, która gdy tylko kapłanka położyła ją przy jej piersi, przestała płakać.

– Mój ty cudowny darze od bogów… – powiedziała, obejmując ją czule. – Jesteś najwspanialszym dzieckiem na świecie, moja ty maleńka…

Teraz, gdy minęło już tak wiele lat od tamtego dnia, Hatszepsut miała dostąpić zaszczytu, jaki nie był dotychczas dany żadnej z córek faraona. Zwyczajowo bowiem Boską Małżonką Amona, czyli najwyższą kapłanką najważniejszego z bogów, była zawsze królowa. Tym razem faraon postanowił, że będzie inaczej: jego córka, mimo że wciąż taka młoda, zastąpi w tym zaszczytnym obowiązku swoją matkę.

Miało tak się stać dlatego, że nietypowa sytuacja wymagała nietypowych rozwiązań. Faraon chorował i czuł, że zbliża się do wrót wieczności. Jego najstarsi synowie Wadżimose i Amenmose nie żyli. Gdyby nie to, że Hatszepsut była kobietą, mogłaby objąć tron. Ale nie urodziła się chłopcem. Mogła być jedynie Wielką Małżonką Królewską i tylko teoretycznie królem Egiptu.

Faraon doskonale wiedział, że jego córka jest stworzona do sprawowania władzy. Wielokrotnie obserwował jej zachowanie, wiedział, jak bardzo jest opanowana i silna, a że często z nią rozmawiał, znał też jej sposób myślenia. Była nadzwyczajnie mądrym i zdyscyplinowanym dzieckiem. Dodatkowo, co z każdym rokiem jej życia stawało się coraz bardziej widoczne, była niezwykle podobna do niego. Kochał córkę, a po niespodziewanej śmierci Wadżimosego i Amenmosego najchętniej właśnie jej przekazałby tron. Jednak wiedział, że byłoby to działanie wbrew tradycji. Co prawda historia Egiptu znała silne królowe, które samodzielnie władały krajem, ale on był tradycjonalistą, wolał, by jego następcą był mężczyzna. Poza tym Hatszepsut była przecież dość młoda. Nikt nie wiedział, jak bogowie zechcą pokierować jej losami, a on był zwolennikiem poglądu, że do sprawowania władzy, szczególnie najwyższej, należy dorosnąć.

Kobieta faraonem? zastanawiał się. To niedorzeczność. Zresztą po co zmieniać odwieczny porządek, po co niepokoić ludzi? Gdy umrę, niech na tronie zasiądzie jeden z moich męskich potomków. Totmes jest chorowity i słaby, ale to najstarszy mój syn, więc najlepiej będzie, jeśli właśnie jego Amon wskaże na mojego następcę. Faktyczna władza zostanie w rękach Ahmes i Hatszepsut, to oczywiste, ale na tronie zasiądzie mężczyzna. Egipt nie lubi rewolucyjnych zmian.

Z woli bogów wypowiedzianej ustami jej ojca Hatszepsut miała więc najpierw zostać Boską Małżonką Amona – jak najszybciej, póki faraon wciąż jeszcze cieszył się słońcem dnia. Zaraz potem powinna stać się małżonką księcia – jednego ze swoich przyrodnich braci. W ten sposób Totmes chciał zagwarantować córce tron, a tym samym Egiptowi spokój i trwanie w zgodzie z odwiecznym porządkiem maat. Przewidywał, że jeśli po jego śmierci na tronie nie zasiądzie jego syn, którego pozycję wzmocni ślub z Hatszepsut, jedyną królewską córką pełnej krwi, może wybuchnąć bezpardonowa walka o władzę. Weźmie w niej udział wielu najmożniejszych i najbardziej wpływowych arystokratów. A przecież wewnętrzne spory były niezgodne z maat, niedobre z punktu widzenia panującej dynastii i niepożądane przez najsilniejszych, pewnych swoich wpływów kapłanów. Przede wszystkim zaś – i to było dla niego najważniejsze – na zmianach straciłby kraj funkcjonujący najlepiej, gdy wszystko szło uświęconym odwiecznym rytmem, którego nic nie zakłócało.

Ahmes w pełni zgadzała się z decyzją małżonka. Była pewna, że rozwiązanie gwarantujące ciągłość władzy przyniesie Egiptowi spokój, usankcjonuje przyszłość jej córki, a także zapewni jej, Wielkiej Małżonce Królewskiej, nie mniejsze niż dotąd znaczenie. Poza tym jak wszyscy na dworze Ahmes wiedziała, że Hatszepsut jest doskonale przygotowana do pełnienia czekających na nią w przyszłości ról.

Pamiętała nie tylko dzień jej narodzin, ale także kolejne lata życia. Od początku była pewna, że jej cudowny dar od bogów nie jest dziewczynką taką jak inne. Co prawda we wczesnym dzieciństwie Hatszepsut, jak pozostałe dzieci na dworze, nosiła lok młodości, czyli pojedyncze długie pasmo włosów na starannie golonej głowie, biegała jak inne maluchy nago po pałacowym ogrodzie i wyglądała jak wszystkie dziewczynki w jej wieku, jednak od najmłodszych lat wykazywała dość chłopięce zainteresowania. Podczas gdy inne małe księżniczki i córki dworskich dam rozmawiały o strojach, robiły ze swoimi nianiami lalki i tworzyły biżuterię, a gdy były starsze, uczyły się tkania i sztuki malowania twarzy, układania włosów w letnich i zimowych perukach, rozpoznawania ziół i przyrządzania mikstur leczniczych, ona wolała inne zajęcia.

 

Była zainteresowana światem. Gdy tylko nauczyła się mówić, prosiła piastunkę Sitre, by zabierała ją na wycieczki po pałacu. Lubiła zwiedzać jego zakamarki, zaglądała do kuchni, pomieszczeń dla służby, spiżarni, magazynów, stajni, chciała poznawać kolejne królewskie ogrody. To spowodowało, że w krótkim czasie droga do nawet najbardziej oddalonych skrzydeł była dla niej prosta. Zadawała mnóstwo pytań i cierpliwie czekała na wyczerpujące odpowiedzi. Ciągnęła nianię do komnat faraona, gdzie miała okazję do pogawędek z ojcem, jeśli nie był zajęty, albo dzięki jego wyrozumiałości przysłuchiwała się rozmowom, które prowadził.

Gdy pewnego dnia stwierdziła, że życie istnieje też poza pałacem, zaczęła głośno domagać się wychodzenia poza jego mury. A że jej życzenia były spełniane, jako mała dziewczynka często z nianią spacerowała po Tebach i przyglądała się codziennemu życiu swoich przyszłych poddanych. Ciekawiło ją wszystko. Chciała wiedzieć, co jedzą, gdzie mieszkają, jak i gdzie pracują, ile mają dzieci i dlaczego ubierają się inaczej niż osoby, które widywała w pałacu.

Jeśli tylko jej pozwalano, chętnie towarzyszyła matce w podróżach barką po Nilu, kiedy Ahmes wybierała się w objazd po pałacach rozsianych po całym Egipcie. Królowa z podziwem patrzyła na reakcje córki na otaczający ją świat. Dziewczynka obserwowała wszystko. Nic nie umykało jej uwadze. Zachwycała ją i potęga piramid, i toczący kulę po piasku święty skarabeusz. Z zainteresowaniem słuchała, co matka opowiada jej o gwiazdach i konstelacjach, ale w równym stopniu poruszała ją opowieść o cudzie życia.

– Bogowie najpierw stworzyli drzewo daktylowe, jego owoc czy pestkę? – pytała, a Ahmes śmiała się z jej dociekliwości.

Obserwując zainteresowania córki i jej żywy umysł, królowa poprosiła męża o wybranie nauczyciela, który zajmie się jej kształceniem. Faraon spełnił życzenie małżonki i właśnie wtedy w życiu Hatszepsut, obok najukochańszej i w pełni jej oddanej niani Sitre, pojawił się mistrz Senimen. Gdy Hatszepsut jako mała dziewczynka po raz pierwszy odwiedziła Dom Życia i zobaczyła papirusy wypełnione pismem bogów, natychmiast chciała poznać jego tajniki. Uczyła się więc pisania i czytania, stawiając pędzelkiem z trzciny swoje pierwsze znaki. Poznawała też matematykę i geometrię, uczyła się o niebie i ziemi. Słuchała opowieści o obcych krainach, rozległych morzach, górach sięgających gwiazd i przepaściach tak głębokich, że nie widać ich dna. Z zapartym tchem wsłuchiwała się w głos mistrza, który mówił o ludziach mieszkających w dalekich krajach. Dowiedziała się o istnieniu rasy o żółtej skórze i skośnych oczach i o tych, których włosy były śnieżnobiałe, a w ich krajach panowało takie zimno, że ubierali się w skóry upolowanych zwierząt – nie po to, by podkreślić swoją siłę, lecz aby było im cieplej. Z tego samego powodu nie golili głowy ani nie depilowali ciała. W ich krajach bywały zimne białe deszcze, a gdy padały, okrywały skorupą całą ziemię i nie znikały przez kilka miesięcy.

Najbardziej jednak lubiła opowieści o dawnym Egipcie i o swoich przodkach. O bogach, którzy przybyli do Heliopolis, by przekazać wiedzę kapłanom, o pierwszym faraonie Menesie, który przyleciał na ziemię świętym pojazdem z elektronu7, bo był bogiem. Dumą napawała ją świadomość, że fragment tego pojazdu jest w Heliopolis ukryty przed wzrokiem śmiertelnych i że mogą go zobaczyć jedynie faraon i arcykapłan. Wiedziała, że z niego czerpią moc władcy Egiptu, odnawiając swoje siły. Marzyła o zobaczeniu tego miejsca, pragnęła dotknąć świętego kamienia benben, bo tak nazywano pozostałość po boskim pojeździe, i poczuć moc przodków.

Co musiałoby się wydarzyć, żebym mogła dostąpić tego zaszczytu? myślała. Nie zastanawiała się, czy jest to możliwe, ale jak to osiągnąć.

Dla królowej Ahmes rola, jaką bogowie przeznaczyli jej córce, też była wielką niewiadomą. Dla dziewczynki równocześnie tak silnej i mądrej, że w wieku pięciu lat potrafiła przekonać ojca, by zabrał ją z sobą na wojnę do Kuszu, nic nie było niemożliwe. Patrzyła z podziwem, jak mała istotka zręcznie zaskarbia sobie miłość ojca – twardego żołnierza, który rzadko komukolwiek okazywał uczucia. Jej, królowej, mimo wielu wspólnie spędzonych lat i wielkich starań, nigdy nie udało się to w takim stopniu jak jej małej córeczce. Hatszepsut była dzieckiem potrafiącym z łatwością zmiękczyć męskie serce władcy, a równocześnie takim, które zdawało się od urodzenia posiadać odwieczne święte Ka faraonów, dzięki czemu patrzyło na świat, jakby miało co najmniej stuletnie życiowe doświadczenie.

Ahmes pamiętała małą Hatszepsut siedzącą na krzesełku obok niej podczas ceremoniału zakończenia wojny o Kusz. Powściągliwość i dystans, które w niej wtedy zobaczyła, zrobiły na wszystkich duże wrażenie. Hatszepsut każdego dnia obserwowała wtedy przemoc, okrucieństwo, zabijanie, widziała brutalne traktowanie przegranych, patrzyła z bliska, jak egipscy żołnierze przebijają serca wrogów. Ani razu nie odwróciła głowy, nawet nie zamknęła oczu, by nie być świadkiem okropności. Potrafiła ukryć uczucia, jakie wywoływały w niej te obrazy. Była niezwykle dojrzała na swój wiek, a jej kontrola nad własnymi zachowaniami, w tym nad mimiką, zastanawiała nawet samego faraona.

Totmes uczył córkę miłości do Egiptu, pokazywał, jak w imię utrzymania maat panować nad światem, silną ręką karząc wrogów. Tłumaczył, że siła i przemoc są niezbędne w dochowaniu porządku, a surowe karanie przeciwników jest nie tylko usprawiedliwione, ale i niezbędne.

– Podbiliśmy Kusz – mówił do córki jak do dorosłej. – Kazałem wyciąć w pień wszystkich, którzy odważyli się podnieść na nas rękę. Rozkazałem zgładzić ich wodza. Ci, którzy tu zostaną, zapamiętają, że chęć walki z Egiptem musi skończyć się dla nich tragicznie. Będą o tym mówić przez dwa pokolenia, może jedno, a może krócej. A gdybym darował im życie, moja armia musiałaby tu wrócić za rok lub najpóźniej dwa, bo niedogaszone ognisko, nawet gdy wrzuci się do niego tylko jedną gałązkę, może znów zapłonąć żywym ogniem. W takich wypadkach rządzący nie może znać litości. Ale przy tym powinien być sprawiedliwy. – Patrzył surowo na córkę, sprawdzając, czy rozumie.

– Ich wódz zginął z twojej ręki, osobiście odciąłeś mu dłonie, mimo że przecież nic nie mógł już nikomu zrobić – stwierdziła rezolutnie.

Totmes uśmiechnął się i z ojcowską powściągliwą czułością poklepał jej malutką dłoń, którą położyła mu na kolanie.

– Stara egipska tradycja wojenna każe odcinać dłonie pokonanym, przecież wiesz o tym. Powiedz mi, dlaczego tak robimy?

– Żeby po śmierci też nie mogli podnieść broni przeciwko nam.

– Właśnie! Nawet faraon, który osobiście pokonał w walce najważniejszego przeciwnika, powinien własnoręcznie odciąć mu dłonie. Dlaczego?

– Żeby dać przykład.

– No właśnie, księżniczko. – Był usatysfakcjonowany jej odpowiedziami. – Faraon i cała rodzina królewska są dla poddanych wzorem do naśladowania, pokazują, jak należy postępować.

– Dajemy im dobry przykład – stwierdziła z dumą.

– Będą walczyli z oddaniem za wieczny Egipt tylko pod wodzą tego, którego siła jest niezaprzeczalna, a moc najwyższym przykładem boskiej doskonałości na ziemi. Muszą czuć siłę faraona! Bez tego nie będą walczyli z przekonaniem. – Totmes podniósł głos może odrobinę bardziej, niż zamierzał, ale zdarzało mu się emocjonować, gdy mówił o walce.

– Faraon jest fundamentem kosmicznego ładu – pochwaliła się swoją wiedzą Hatszepsut, nie zwracając uwagi na ojca.

– Jestem z ciebie dumny, córko. – Totmes po raz kolejny tamtego dnia docenił jej wiedzę. – Kiedyś będziesz ozdobą egipskiego tronu.

– Już jestem! – zawołała przekornie i nie pytając o zgodę, skoro w komnacie nie było nikogo poza matką, wspięła się ojcu na kolana.

Totmes roześmiał się głośno.

– Oczywiście, że już jesteś!

Ahmes obserwowała tę scenę.

Jest w niej stara moc faraonów, stwierdziła w myślach. Ma dopiero pięć lat, a już umie kierować uczuciami innych. Będzie doskonałą królową. Moja krew!

Już wtedy w Kuszu, w czasie okrutnej, ale zwycięskiej wojny dla Ahmes to, że Hatszepsut – jeśli bogowie pozwolą – zasiądzie kiedyś na tronie, było niemal pewne. Jednak teraz, gdy od tamtego czasu Nil wylewał już wiele razy, z woli bogów użyźniając pola, a Najwyższy zabrał do siebie Wadżimosego i Amenmosego, istniała jedna niewiadoma: gdy zabraknie na tym świecie Totmesa, kto zostanie jego męskim następcą? I to było powodem niepokoju królowej, faraona i wszystkich dworskich i świątynnych dostojników.

Amonie, naprawdę chciałeś, by ona urodziła się dziewczynką? podsumowała swoje rozmyślania Ahmes, leżąc na swoim łożu.

Była już późna noc, a ona wciąż nie mogła zasnąć. Tak wiele działo się ostatnio w pałacu. I tyle niewiadomych pojawiło się w jej życiu. Modliła się o zdrowie króla, prosiła o to, by żył jak najdłużej, a gdyby Amon postanowił go zabrać do siebie, by oszczędził mu cierpienia.

Gdyby Hatszepsut urodziła się chłopcem, byłaby prawowitym następcą tronu. Panie, wiesz, że ona idealnie nadaje się na władcę, przekonywała w myślach Amona, już zasypiając. Zdradź mi, proszę, jakie są twoje plany wobec córki, którą mi dałeś? Jaką drogę jej przeznaczyłeś?

Teby, pałac rodziny królewskiej, sypialnia Hatszepsut

Wspomnienie niani Sitre z czasu, gdy Hatszepsut była mała

Sitre kochała Hatszepsut najbardziej na świecie. Została wybrana na jej mamkę, zanim jeszcze dziewczynka przyszła na świat. Jak wszystkie mamki królewskie pochodziła z bogatej starej rodziny arystokratów. W Egipcie wierzono, że dziecko przejmuje cechy kobiety, której mleko pije w niemowlęctwie. Dlatego też dobór mamek i piastunek był procesem skomplikowanym. Zaszczytną rolę karmicielki księżniczki mogła wypełniać jedynie kobieta zdrowa, która wcześniej miała już swoje dzieci, pochodząca ze szlachetnej rodziny, wrażliwa, inteligentna, czuła. Sitre poza tym, że spełniała wszystkie te warunki, umiała też czytać i pisać, a co więcej, doskonale znała zasady funkcjonowania na dworze.

Jej własna córka zmarła, nie ukończywszy roku. Powodem była biegunka, której nie udało się zatrzymać, towarzysząca jej wysoka gorączka i wynikające z tego ogólne osłabienie. Dwa lata po śmierci dziecka do wieczności odszedł też jej mąż. Wszystko to spowodowało, że Sitre mogła w pełni się poświęcić opiece nad Hatszepsut. Gdy trzymała przy piersi małą księżniczkę, wierzyła, że dzieje się tak za sprawą Hathor. Wszyscy w Egipcie wiedzieli, że ta bogini może dowolnie kierować życiem każdej kobiety, którą wybierze na realizatorkę swego boskiego planu. Im księżniczka była starsza, tym bardziej Sitre utwierdzała się w przekonaniu, że śmierć jej córki wynikała z woli Hathor, która zabierając jej dziecko, osobiście wybrała ją do opiekowania się przyszłą królową.

Sitre kochała księżniczkę i otaczała ją matczyną troską. Była z nią, gdy jako niemowlę płakała nocami, cierpiąc na bolesne kolki, gdy przewracała się i uparcie podnosiła w trakcie nauki chodzenia, gdy uczyła się mówić i gdy stawiała coraz bardziej kłopotliwe pytania świadczące o tym, jak szybko się rozwija. Była z nią, gdy już pod opieką Senimena stawiała pierwsze hieroglify i denerwowała się, że nie od razu wychodzą jej idealnie, towarzyszyła jej przy pierwszych upadkach w czasie nauki jazdy konnej i niecelnych strzałach z łuku. Z podziwem i rosnącym uwielbieniem obserwowała, jak ambitna mądra dziewczynka z każdym dniem dojrzewa do ról, które przeznaczyli jej bogowie.

Była z nią także, gdy wróciła do swej komnaty po tym, jak matka zakomunikowała jej, że nadszedł czas, by została Boską Małżonką Amona, i kiedy do pałacu dotarły wieści o śmierci księcia Amenmosego. Obserwowała ją z czułością i troską przez cały czas, gdy trwały rozmowy dotyczące tego, kto przejmie rolę następcy tronu, czyli kto zostanie jej mężem.

Wspierała ją, dbała o nią, pilnowała, by dobrze się odżywiała i zbyt długo nie czytała wieczorami papirusów, przytulała ją i śpiewała jej piosenki przed snem. Księżniczka kochała swoją nianię. Mimo że już dawno nie była dzieckiem, wciąż bardzo lubiła i pielęgnowała wieczorne rytuały, które znała od niemowlęctwa.

Łączyła je szczególna więź. Powstała nie tylko na skutek tego, że Sitre była mamką księżniczki i od urodzenia była przy niej, ale także dlatego, że miały swoją opowieść.

Wieczorem, kiedy dziewczynka leżała już w łożu, tuż przed zaśnięciem, choć wydawało się, że oczy całkiem się jej kleją i zaczyna wędrować po innych krainach, prosiła:

 

– Sitre, opowiesz mi, jak to było?

Niania uśmiechała się i bez najmniejszych protestów, bo też lubiła tę magiczną opowieść, zaczynała:

– Dawno temu król wszystkich bogów Amon wezwał do siebie najważniejszych dwunastu bogów. Nałożyli piękne szaty i przybyli na jego zaproszenie. Zasiedli na boskich tronach w niebiańskiej złotej krainie i czekali, co Najwyższy pragnie im zakomunikować.

– Kto przybył? – dopytywała księżniczka, mimo że znała całą opowieść na pamięć.

– Piękna i mądra Hathor rządząca sprawami ludzi. Troskliwa oddana królowa miłości i magii Izyda i jej małżonek Ozyrys, pan śmierci i odradzającego się życia. Dalej Nefryda, bogini pustyni. Horus, bóg nieba. Toth, bóg mądrości. Maat, bogini prawa i sprawiedliwości. Bastet, bogini wojny i przyjemności. Ptah, bóg sztuki i rzemiosła… O kim zapomniałam?

– O Seszat, bogini mądrości i pisarzy, o bogini lwicy Sachmet, która zabija buntowników, chroni faraonów i potrafi leczyć z najgorszych chorób. Zapomniałaś też o Satis odpowiedzialnej za wylewy Nilu – wyliczała bez zająknięcia Hatszepsut.

– No właśnie. Wszyscy najwięksi bogowie przybyli, żeby wysłuchać tego, co chciał im zakomunikować Amon. Usiedli i swobodnie rozmawiali o swoich sprawach, popijając nektar. Gdy już każdy opowiedział innym, co u niego słychać, głos zabrał gospodarz. „Spłodzę syna z ziemianką – obwieścił. – Będzie władał Egiptem. Dam mu wszystkie ziemie i krainy”. Bogowie spojrzeli na niego z zainteresowaniem. Czytając ich myśli, które krążyły wokół odgadnięcia imienia wybranki, Amon wyjaśnił: „Matką zostanie Ahmes, najpiękniejsza z ziemianek, królowa Egiptu”. Zachwycili się tym wyborem, bo wiedzieli, kim jest Ahmes, i bardzo ją lubili. „Nadszedł czas, by nad Nilem zapanowały wspaniałe rządy syna Amona”.

– Ach… lubię tę opowieść – wzdychała Hatszepsut i przez chwilę w komnacie panowała cisza.

Niania dawała czas swojej podopiecznej, by oczami wyobraźni mogła się przenieść w boską krainę i zachwycić decyzją najwyższego z bogów. Jednak milczenie księżniczki nigdy nie trwało zbyt długo.

– Co było dalej? – ożywiała się już po chwili.

– Królowa Ahmes układała się do snu w swojej komnacie. Służące już zdjęły z niej kosztowności i nałożyły jej zwiewną nocną suknię podkreślającą powabne kształty. Gdy królowa spoczęła w łożu i sługi odeszły, komnatę wypełnił zapach boga: była to wanilia zmieszana z żywicą olibanową, cynamonem, laudanum, cedrem, mirrą i nardem, kwiatami z Puntu i innych dalekich krain oraz takie, które trudno było nazwać, bo pochodziły prosto z nieba. Po chwili pojawił się faraon. Jednak królowa od razu poznała, że dostąpiła właśnie zaszczytu boskich odwiedzin, bo oto w ciało jej małżonka osobiście wstąpił Amon. Królowa zadrżała na całym ciele. Pokłoniła się bogu z czcią i radością. Serce podpowiadało jej, dlaczego Najwyższy ją odwiedza. Uśmiechnęła się do Jego Wysokości. Podszedł do niej z wyprostowanym penisem. Dał jej swoje serce. Na widok jego piękna napełniła ją radość. Jego miłość przeszła do jej członków. Wówczas zakomunikował, że królowa urodzi dziecko, które zasiądzie na tronie Egiptu.

Opowieść brzmiała zawsze tak samo aż do siódmych urodzin księżniczki. Wówczas wydarzyło się coś, co spowodowało, że później już nigdy nie wypełniały swego ulubionego rytuału ani nie rozmawiały o niczym, co się z nim wiązało. Obie doskonale pamiętały wieczór, który tak wiele zmienił w sposobie ich patrzenia na świat i na siebie wzajemnie.

Hatszepsut umiała już wtedy dobrze czytać i pisać, znała stare księgi, Senimem uczył ją historii Egiptu. Pewnego dnia księżniczka, tak jak często zdarzało się wcześniej, poprosiła o opowieść o tym, jak jej matkę odwiedził Amon. Gdy niania dotarła do momentu, w którym bóg obwieszcza zebranym swoje zamiary, po słowach „Spłodzę syna z ziemianką” dziewczynka usiadła na łóżku.

– Nianiu, zmieńmy tę opowieść, dobrze?

– Jak chcesz ją zmienić, śliczny kwiatuszku? – zapytała Sitre niespodziewająca się jeszcze niczego.

– Myślę, że bóg chciał mieć córkę, a nie syna.

Sitre w pierwszej chwili nie zrozumiała. Jednak już po chwili roześmiała się rozbawiona.

– Oczywiście bóg może mieć córkę, jak najbardziej. Przecież wiemy, że ma wiele i córek, i synów.

– No właśnie. – Hatszepsut rozświetliły się oczy. – Bóg może wszystko. Może też zdecydować, że córka, a nie syn zasiądzie na tronie Egiptu, prawda?

Sitre zrobiła poważną minę.

– Wiesz przecież, że dziewczynki nie zostają faraonami.

– Bóg może to zmienić! – Hatszepsut, siedząc na podwiniętych pod siebie stopach, w podnieceniu podnosiła się na łóżku. – Jest wszechmocny!

– Amon jest potężny, ale nie sądzę, żeby chciał posadzić na tronie kobietę. Gdyby to leżało w jego zamiarach, już dawno by to zrobił, śliczny kwiatuszku – stwierdziła pojednawczo Sitre.

– Zobaczysz, Amon posadzi mnie na tronie. Będę faraonem! – zawołała Hatszepsut tak głośno i pewnie, że przerażona niania położyła palec na ustach, nakazując jej milczenie, i rozejrzała się z obawą, czy przypadkiem ktoś postronny nie usłyszał tego bluźnierstwa.

– Nie mów tak! – wyszeptała. – To nie są właściwe słowa. Wiesz, że następcą jest twój brat Wadżimose, po nim w kolejce jest Amenmose…

– Bogowie nie lubią, kiedy ludzie robią dalekosiężne plany – popisała się księżniczka świeżo zapamiętaną starą mądrością. – Przecież nie wiadomo, jak potoczą się ich losy.

Sitre zamilkła. Zastanawiała się. Wiedziała, że w pałacu, nawet jeśli jest się ukochaną córką faraona, nie należy wygłaszać kontrowersyjnych opinii ani choćby tylko słownie naruszać istniejącego ładu, sugerować, nawet w najwęższym gronie zaufanych ludzi, że rzeka może popłynąć innym niż dotychczas korytem. Egipt nie lubił nowości. Nie chciał zmian. Jeśli miały zachodzić, to powoli i oczywiście wyłącznie w wyniku decyzji lub za wiedzą i przyzwoleniem faraona i najwyższych kapłanów. Egipt był wieczny, bo od zawsze hołdowano tu tym samym zasadom, pielęgnowano je, a życie nad Nilem płynęło w zgodzie z maat, co oznaczało między innymi, że kobiety nie zostawały faraonami. Największy zaszczyt, jaki mógł spotkać córkę władcy, to zostanie Wielką Małżonką Królewską.

– Hatszepsut, wiesz przecież, że jeśli bogowie tak postanowią, zasiądziesz na tronie jako Wielka Małżonka i będzie to dla ciebie największe szczęście, zaszczyt i radość – powiedziała niania, przybierając oficjalną wyprostowaną postawę. – Stanie się to, gdy faraonem zostanie twój starszy brat. Jednak teraz naszym ukochanym królem jest Totmes, twój ojciec, oby żył wiecznie.

– Nianiu, nie chcę być Wielką Małżonką, chcę być faraonem! – konspiracyjnie wyszeptała dziewczynka. – I będę, zobaczysz! Z woli Amona!

Lekko już zniecierpliwiona słowami swojej podopiecznej Sitre chwyciła ją za przeguby rąk. Pomyślała, że gdyby ktoś usłyszał słowa księżniczki, mógłby jej, piastunce, zarzucić zły wpływ na córkę faraona. A tego wolałaby uniknąć. Poza tym kochała swoją młodą panią ponad wszystko i zależało jej na dobru księżniczki.

– Przed chwilą powiedziałaś, że bogowie nie lubią, kiedy ludzie robią dalekosiężne plany, tak?

– Tak.

– To zechciej o tym pamiętać, proszę! – Sitre wstała, chcąc w ten sposób skończyć dyskusję zbliżającą się do niebezpiecznej granicy. – I obiecaj mi jedno… – Pochyliła się nad Hatszepsut, która słysząc ostrzejszy niż zwykle głos niani, zdążyła położyć się grzecznie i nakryć prześcieradłem. – O tym, co mi powiedziałaś, nie mów nikomu. Pamiętaj! To ważne i dla ciebie, i dla mnie! Niech to będzie naszą tajemnicą. Na zawsze.

Oczy księżniczki zrobiły się duże jak dojrzałe figi.