Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #4
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 11


– Kiedy zaczniemy używać tunelu? – spytał Pochmurny Pęd.

Wysoka Łapa zastrzygł uszami. Czy podkopki zdołały dogrzebać się do rozpadliny? Wszystkie koty dookoła nachyliły się, by usłyszeć odpowiedź. Ich sierść lśniła srebrzyście dzięki blaskowi wiszącego nad nimi księżyca w pełni. Czekali na zgromadzenie. Skowroni Plusk i Jabłkowy Świt siedziały obok Trzcinowego Pióra. Rogaty Sus skubał bezmyślnie źdźbła trawy, a Łani Skok z rozmarzeniem patrzyła w gwiazdy. Zajęczy Lot i Ryjówcza Łapa parę długości ogona dalej ćwiczyli ruchy bojowe. Wysoka Łapa natomiast aż cały drżał z podekscytowania, choć starał się to ukryć. To miała być jego pierwsza wizyta przy Czterech Drzewach, pierwsze spotkanie z członkami pozostałych klanów.

Hikorowy Nos odczekał chwilę, nim udzielił odpowiedzi:

– Musimy wzmocnić jeszcze ściany i sklepienie, nim tunel będzie bezpieczny dla wrzosowych sprinterów. – W tonie jego głosu słychać było ostrzeżenie.

Sierść bladoszarego kocura zafalowała na grzbiecie.

– I sądzisz, że ten tunel rzeczywiście zmieni dla nas wszystko?

– To doskonała trasa na dno rozpadliny – przypomniała Wrzosowa Gwiazda.

Trzcinowe Pióro miał w oczach groźne iskierki.

– Szybsza droga na terytorium Klanu Rzeki.

Pochmurny Pęd spojrzał na zastępcę przywódczyni.

– A dlaczego mielibyśmy chcieć tam dotrzeć?

Drugi kocur uniósł i opuścił łopatki.

– Podczas wojny z innymi klanami może zajść taka potrzeba…

– Klany nie prowadziły wojny od wielu księżyców. – Sprinter prychnął.

– No to może znajdą się inne powody, by odwiedzić sąsiadów – mruknął Trzcinowe Pióro, uciekając spojrzeniem. – Nie tylko wojny nas łączą.

Wysoka Łapa niecierpliwie udeptywał i dziurawił pazurami trawę. O co chodziło starszemu wojownikowi, gdy wspominał o odwiedzaniu Klanu Rzeki? Przecież jedynym miejscem poza swoim terytorium, jakie w ogóle musieli odwiedzać, były Cztery Drzewa!

– Nie martw się, ruszamy już wkrótce – obiecała Świtająca Pręga.

– Wcale się nie martwię – odparł młody kot, człapiąc obok niej, ale nie patrząc jej w oczy. Wiedział, że powinien czuć ekscytację na myśl o swym pierwszym zgromadzeniu, ale zamiast tego dręczył go niepokój. Wczorajsza kłótnia z Piaszczystym Kolcem wytrąciła go z równowagi. Dlaczego ojcu aż tak zależało, by został podkopkiem?

Jak mam się cieszyć szkoleniem na wrzosowego sprintera, gdy czuję się jak zdrajca? – myślał.

Kaszląca Łapa przybiegł prosto z legowiska medyka.

– Jastrzębie Serce pozwolił mi pójść! – oznajmił, patrząc za siebie; jego mentor przechodził między kępami trawy, idąc po jego śladach.

Wysoka Łapa uniósł ogon na powitanie przyjaciela, i spytał:

– Ryjówcza Łapa też idzie?

– Nie powiedział ci? – Uczeń medyka wyglądał na zaskoczonego.

– On mi niczego nie mówi – odparł młody kot, który dawno już porzucił próby zaprzyjaźnienia się z kompanem z legowiska.

– Bo i po co? – Ryjówcza Łapa przerwał na chwilę ćwiczenia bojowe. – Marnujesz czas swój i Świtającej Pręgi, ćwicząc, by przeobrazić się we wrzosowego sprintera. Jesteś podkopkiem.

– Nie, nie jestem! – krzyknął Wysoka Łapa.

– Ale pewnego dnia będziesz. – Spojrzał znacząco w stronę paprociowego zagonka podkopków. – Piaszczysty Kolec już o to zadba.

– Piaszczysty Kolec szanuje moją decyzję. – Powiedziawszy to, Wysoka Łapa poczuł ukłucie w sercu. Gdyby to tylko była prawda – pomyślał.

– Ależ oczywiście, że szanuje – odrzekł sarkastycznie Ryjówcza Łapa.

– Ostatecznie każdy sam decyduje, jakie jest jego przeznaczenie – padły nieoczekiwane słowa.

Wysoka Łapa odwrócił się, słysząc głęboki, warczący głos Jastrzębiego Serca. Medyk minął ich i usiadł obok Wrzosowej Gwiazdy.

Tymczasem Pochmurny Pęd nadal sprzeczał się z Hikorowym Nosem.

– Wciąż nie dostrzegam uzasadnienia dla tworzenia podkopu wiodącego na dno rozpadliny.

– Pewnego dnia go docenisz – odpowiedział podkopek; po dniach grzebania pod ziemią w jego głosie słychać było zmęczenie.

Wysoka Łapa widział, jak przywódczyni nakłaniała go, by przybył na zgromadzenie.

– Jeden z podkopków powinien przyjść – nalegała, przysiadłszy przy orlicowym zagonku, gdy Hikorowy Nos wraz z kompanami wreszcie znaleźli chwilę, by oczyścić łapy z gliny.

Otworzyli tunel w czasie wysokiego księżyca, tak jak obiecał Piaszczysty Kolec. Ale do świtu siedzieli pod ziemią, umacniając korytarz przed zawałami i błotnymi lawinami, więc do obozu wrócili bardziej rozdrażnieni niż uszczęśliwieni.

– Cały klan powinien mieć swoich reprezentantów – ciągnęła wtedy Wrzosowa Gwiazda, nagabując każdego podkopka po kolei, aż w końcu Hikorowy Nos podniósł wzrok.

– Jakie to ma znaczenie? – warknął. – Inne klany nawet nie odróżnią podkopka od sprintera.

Śliwkowy Pazur pociągnęła nosem.

– A podkopki nie muszą wcale dzielić się plotkami z innymi klanami.

Przywódczyni zjeżyła się lekko.

– Zgromadzenia nie są od wymiany plotek! – rzuciła gniewnie. – Mają na celu utrzymać harmonię między klanami!

– Harmonię! – powtórzył Wełniany Ogon, prychając. – Klany zjawiają się tam tylko po to, żeby szpiegować jedne drugich – stwierdził i powrócił do mycia oraz wyskubywania kamiennego pyłu spomiędzy pazurów.

– A więc? – Machając ogonem, Wrzosowa Gwiazda spojrzała groźnie na podwładnych. – Kto pójdzie na zgromadzenie?

– Ja – oznajmił Hikorowy Nos, westchnąwszy ciężko.

– W takim razie lepiej trochę odpocznij – odparła przywódczyni, kiwając głową.

Teraz, w blasku księżyca, podkopek wciąż wyglądał na przemęczonego, choć zażył trochę snu. Ziewnął, gdy Pochmurny Pęd narzekał w rozmowie z Rogatym Susem:

– Ten cały tunel do rozpadliny będzie stromy jak klif. Nie zmuszą mnie, żebym nim schodził.

Młodszy kot zbył tę uwagę, mówiąc:

– Wysoka Łapa mówi, że nie jest tak stromo.

– Powiedział wręcz, że pochyłość jest długa i dość płytka – dodała Łani Skok.

– Tak, nie jest źle – potwierdził Wysoka Łapa.

Pochmurny Pęd odwrócił się i obdarzył go zdumionym spojrzeniem.

– To ty tam byłeś?

– On nawet pomógł wykopać ten tunel – doprecyzował Rogaty Sus.

Wysoka Łapa przestąpił z łapy na łapę, czując nagły dyskomfort. Przypomniał sobie, jakie przerażenie go ogarnęło, gdy rzeka wlała się ze wściekłym rykiem do korytarza, goniąc jego ogon niczym rój rozzłoszczonych pszczół. A Piaszczysty Kolec i tak chciałby, żeby został podkopkiem.

Nawet jeśli ten fach jest odpowiedni dla niego, nie oznacza od razu, że i ja jestem do niego stworzony! – pomyślał.

– Gotów? – miauknięcie Świtającej Pręgi go zaskoczyło.

Zagubiony we własnych myślach, powtórzył bezmyślnie:

– Czy jestem gotów?

W odpowiedzi mentorka przewróciła oczami.

– Zgromadzenie. Pamiętasz jeszcze?

Wrzosowa Gwiazda wychodziła już z obozu.

– Oczywiście, że pamiętam! – Wysoka Łapa pomknął wzrokiem w kierunku skupiska paproci. Czy Piaszczysty Kolec obserwował jego pierwsze wyjście na zgromadzenie? Przepatrzył posłania, szukając migoczących w ciemności oczu, ale nie zauważył, by jakikolwiek kot na niego patrzył. Rzucił okiem w stronę żłobka i z ulgą powitał pojawienie się Bladej Ptaszyny w janowcowym wejściu. Skinęła w jego kierunku głową.

– Powodzenia, Wysoka Łapo.

– Powodzenia, Wysoka Łapo – powtórzył szyderczo Ryjówcza Łapa.

Kaszląca Łapa warknął do brata:

– Daj mu spokój! To jego pierwsze zgromadzenie!

– Na które nasz biedny Wijowa Łapa musi człapać sam, bez matki.

Wysoka Łapa wysunął pazury.

– Dalej. – Świtająca Pręga szturchnęła ucznia, uniemożliwiając mu zbliżenie się do prześmiewcy.

Warcząc pod nosem, Wysoka Łapa podążył za Rogatym Susem przez wrzosy. Łani Skok dołączyła do niego na trawiastej polanie przed obozem; towarzyszyła jej Żytnia Łodyga.

– Cieszysz się? – spytała. Jej bursztynowe oczy lśniły. To było jej pierwsze zgromadzenie, odkąd została wojowniczką.

– Chyba tak – odpowiedział Wysoka Łapa, obojętnie unosząc i opuszczając łopatki.

– Chyba? – Druga z sióstr puściła się biegiem po trawie za Pochmurnym Pędem i Zajęczym Lotem. – Będzie wspaniale! – rzuciła za siebie i zniknęła we wrzosach.

Jastrzębie Serce szedł śladami Białej Jagody i Płomiennej Skóry, obdarzając członków starszyzny bacznym spojrzeniem.

– Powinieneś odpoczywać w swoim gnieździe, Biała Jagodo – wymamrotał.

– Nie pozwolę, by parę bolących stawów powstrzymało mnie przed udziałem w zgromadzeniu – odparł kocur.

– Podałem mu wrzosowe kwiecie, które zebraliśmy – oznajmił Kaszląca Łapa, człapiąc za mentorem.

– A ile? – spytał ten, mrużąc oczy.

– Pół łapy, zamoczone w wodzie. Tak jak pokazałeś.

Medyk pokiwał głową z aprobatą.

– Bardzo dobrze. – Spojrzał ponownie na Białą Jagodę. – Pomogło?

– Nie miało na co, bo i wcześniej nie było źle – odrzekł starszy kot, kuśtykając za członkami klanu. – Szkoda marnować te zioła na mnie.

– Biedny Kaszląca Łapa – rzucił Ryjówcza Łapa, zatrzymując się obok Łaniego Skoku. – Wyobraź sobie spędzać całe życie, słuchając narzekań starszyzny.

– Dorastając w jednym posłaniu wraz z tobą, nabrał wprawy – miauknęła oschle młoda kotka.

Kocur zrobił gniewną minę i popędził za bratem.

Rogaty Sus rzucił się w udawanym ataku na kępkę trawy.

– Szybciej, Wysoka Łapo! – krzyknął, otoczony wrzosami potrącanymi nieustannie przez przemieszczających się członków Klanu Wiatru.

– Jak tam jest, przy Czterech Drzewach? – spytał Wysoka Łapa.

– Dziwnie – odparł zapytany i zaczął przeciskać się przez krzewy.

– W jakim sensie?

– Przekonasz się.

Łani Skok napierała na Wysoką Łapę od tyłu.

– Może się pościgamy?

 

– Nie, dzięki. – Wysoka Łapa nie był w nastroju do biegów.

Rogaty Sus odwrócił się, a jego oczy zalśniły w ciemności.

– A ja się chętnie pościgam!

Wysoka Łapa uchylił się, by przepuścić kotkę.

– Do zobaczenia na miejscu! – zawołała i puściła się biegiem.

Dwoje młodych wojowników szybko zniknęło; przez chwilę dało się jeszcze wyczuć, jak ich łapy biją o grunt.

Pozostawiony sam sobie kot wlókł się śladem ich zapachu. Usłyszał za sobą odgłosy kroczących łap.

– Sądziłam, że uwielbiasz wyścigi… – powiedziała Świtająca Pręga, zrównując z nim krok.

– Nie mam teraz ochoty – mruknął w odpowiedzi.

Mentorka przez kilka chwil szła w milczeniu, aż wreszcie spytała:

– W czym problem?

– W niczym.

– Od wczorajszego zejścia do tuneli jesteś w złym humorze.

– No i?

– No i przez to wcale nie słuchałeś, co dziś do ciebie mówiłam podczas treningu – odparła. – Nawet nie próbowałeś być lepszy od Ryjówczej Łapy, a twoja postawa łowcza pozostawiała wiele do życzenia.

Wysoka Łapa pozwolił, by ponury nastrój otulił go niczym liście z posłania.

– Może to dlatego, że nie jest mi przeznaczone być wrzosowym sprinterem – rzekł.

– Nie bądź śmieszny – prychnęła bez wahania Świtająca Pręga. – Jesteś najlepszym biegaczem, jakiego widziałam. A teraz powiedz mi, co takiego wydarzyło się w tunelach, że zrujnowało ci nastrój. Czy to Piaszczysty Kolec?

Uczeń westchnął.

– Nawet nie spojrzał na mnie, gdy ruszyłem na swe pierwsze zgromadzenie.

– Trochę to zajmie, nim ojciec zaakceptuje to, że chcesz być wrzosowym sprinterem. Żaden kot nie zmieni swoich uczuć w ciągu jednej nocy.

– Ale czy nie jest tak, że on chce dla mnie jak najlepiej? – spytał z irytacją Wysoka Łapa.

– Oczywiście, że chce. Tylko że wciąż uważa, iż owo „jak najlepiej” oznacza zostanie podkopkiem.

– A ma rację? – Wysoka Łapa czuł w brzuchu dziwny ucisk.

– A czy ty chcesz się szkolić na podkopka?

– Nie! – To słowo wystrzeliło z jego pyszczka, nim zdążył rozważyć odpowiedź. – Nigdy! Nie chcę spędzić życia w ciemności, z ziemią w futrze i błockiem między pazurami!

– W porządku. – Świtająca Pręga szła spokojnym, równym krokiem obok niego. – A więc musisz się nauczyć żyć z rozczarowaniem Piaszczystego Kolca. Nie jesteś w stanie zmienić tego, co on czuje. Jedyne, co możesz zmienić, to twoje własne odczucia.

– W tej chwili czuję się podle.

– Ale nie na tyle podle, by zostać podkopkiem tylko po to, by zadowolić ojca.

– Chyba nie.

Wysoka Łapa szedł dalej wijącym się szlakiem, aż ten wyprowadził go spomiędzy wrzosów. Blask księżyca obmywał zbocze przed nimi.

Świtająca Pręga z łatwością za nim nadążała dzięki wydłużaniu kroków na spłaszczonej trawie.

– W takim razie pozwól mu się dąsać, skoro tego chce, równocześnie jednak skup się na tym, by zostać znakomitym wrzosowym sprinterem. Twój klan potrzebuje dobrych wojowników, a ty możesz stać się jednym z najlepszych.

Spojrzał na mentorkę w zdumieniu.

– Naprawdę?

Przed sobą usłyszeli szybkie przebieranie łapami.

– Dalej! – Rogaty Sus zatrzymał się obok nich. – Udało mi się już pokonać Łani Skok w drodze na szczyt jaru.

Siostra wpadła na niego od tyłu.

– Wcale nie!

– No dobra – ustąpił. – Byłaś pierwsza, o długość wąsa. – Mrugnął do młodego kocura. – Wrzosowa Gwiazda i pozostali czekają, byście dołączyli do nich, zanim zaczną schodzić. Jastrzębie Serce robi się niecierpliwy.

Świtająca Pręga przyspieszyła do truchtu.

– Szybko, Wysoka Łapo – powiedziała, po czym dodała: – To twoje pierwsze zgromadzenie. Ciesz się nim!

Pobiegła po trawie wraz z rodzeństwem młodych wojowników.

Wysoka Łapa popędził ich śladem. Dogonił pobratymców na szczycie stromej pochyłości. Przed nim w księżycowym blasku kołysały się korony drzew. Powietrze było aż gęste od woni ziemi i bujnej, wilgotnej roślinności. Cztery Drzewa.

– Trochę ci to zajęło – warknął Jastrzębie Serce.

– Przepraszam.

Wysoka Łapa zajrzał między pnie, czekając, aż oczy przywykną do ciemności. Teren pod jego łapami obniżał się ostro, a dalej łatwo było dostrzec wypełnioną światłem księżyca polanę.

– Ruszamy. – Wrzosowa Gwiazda machnęła ogonem, a orszak wojowników Klanu Wiatru pomaszerował w dół zbocza.

Wysoka Łapa do nich dołączył, czując, że miękka trawa ustępuje sypkiej ziemi. Paprocie smagały jego sierść, a płożące się gałęzie jeżyn podrygiwały, gdy przez nie przeskakiwał. Wreszcie dotarł do podnóża pochyłości, najpierw zwolnił, a potem się zatrzymał. Cztery gigantyczne dęby stały pośrodku jaru. Ich pnie były grubsze od Wysmukłego Kamienia z obozu Klanu Wiatru. Nad głową Wysokiej Łapy niepokojąco trzeszczały gałęzie, położył więc uszy; na wrzosowiskach roślinność odpowiadała jedynie szeptem, nawet gdy zawodził najsilniejszy wicher. Kora wielkich drzew lśniła srebrzyście, a baldachim z liści zasłaniał widok na niebo, nie licząc krótkich chwil, kiedy wiatr odginał konary. Wtedy dało się dostrzec gwiazdy.

– Jesteśmy pierwsi! – Łani Skok zatrzymała się obok niego. – Spójrz! – Jej miauknięcie odbiło się echem od ścian jaru. – Oto Wielka Skała!

Wysoka Łapa podążył za jej spojrzeniem, czując, że serce zaczyna mu bić coraz mocniej. Ujrzał w cieniu pochylony głaz, większy niż którykolwiek z kamieni na wrzosowisku. Skąpał go blask księżyca, gdy gałęzie powyżej się zakołysały. Wysoka Łapa zesztywniał, gdy poczuł drgania ziemi. Czy to Wielka Skała ożyła?

– Ktoś nadchodzi! – zawołał głos za jego ogonem.

Łani Skok zbadała powietrze.

– Klan Pioruna.

Gdy skończyła mówić, po przeciwnej stronie zbocza pojawiły się mroczne sylwetki. To ich kroki podczas schodzenia do jaru zatrzęsły ziemią. Wysoka Łapa się cofnął. Nigdy nie widział tak wielkich kotów. Były mocno zbudowane i miały szerokie barki, a także długą sierść i ostre pazury.

– Witaj, Wrzosowa Gwiazdo – rzekł kocur o rudobrązowej sierści i pysku poznaczonym licznymi bliznami, skłaniając głowę.

– Dobrze cię widzieć, Sosnowa Gwiazdo – odrzekła uprzejmie przywódczyni Klanu Wiatru, a jej oczy zalśniły w blasku księżyca.

– Jastrzębie Serce! Jakieś nowiny tego księżyca? – Szary kocur o zmierzwionej sierści poczłapał w stronę medyka.

– Oto Gęsie Pióro – szepnęła Łani Skok. – Medyk Klanu Pioruna.

W drugim uchu usłyszał mruczenie:

– Gęsie Pióro gada sam ze sobą – zdradził Rogaty Sus. – Uczniowie z jego klanu powiedzieli mi, że wędruje po lasach, gawędząc z drzewami i wiewiórkami.

Jego siostra parsknęła z uciechy.

– Witaj, Gęsie Pióro. – Jastrzębie Serce powitał kolegę. – Czy zabiłeś kogoś ostatnio, stary mieszaczu ziół? – spytał żartobliwym tonem, gdy Kaszląca Łapa stanął obok i skłonił się, zdumiony i oszołomiony.

– Nie celowo – rzekł drugi medyk, prychając.

Wysoka Łapa zrobił okrągłe oczy, patrząc, jak wojownicy Klanu Pioruna kręcą się między kotami z Klanu Wiatru, wymieniając się powitaniami niczym starzy przyjaciele.

– Czy można rozmawiać z członkami innych klanów? – spytał.

– Póki chmury nie zasłonią księżyca – przypomniała Łani Skok. – To znak od Klanu Gwiazdy, że pakt o nieagresji nie jest już w mocy.

– No i uważaj, co mówisz – dodał jej brat. – Jeśli powiesz za dużo, możesz zdradzić sekrety Klanu Wiatru. A jeśli powiesz za mało, inne klany mogą uznać, że żywisz wobec nich wrogość.

Wysoka Łapa przełknął nerwowo.

– To skąd będę wiedział, czy robię wszystko jak należy?

– Słuchaj i bądź uprzejmy – doradziła młoda kotka. – Jeśli będziesz rozmawiał z uczniami, nie mów więcej, niż to koniecznie. Gdy zaczną mówić o treningu, dołącz do konwersacji, ale nie zdradzaj, jak wyglądają ruchy bitewne Klanu Wiatru.

– Nadchodzi Klan Cienia! – syknął Rogaty Sus, a Wysoka Łapa aż zesztywniał.

Krzewy na szczycie wzniesienia właściwie nawet nie zaszumiały, a jednak poruszały się pod nimi jakieś mroczne sylwetki. Sierść młodego wojownika zafalowała; te koty nie poruszyły choćby liściem podczas wkraczania do jaru, cisi niczym chowająca się zdobycz. Zmarszczył nos. Klan Cienia przyniósł ze sobą woń soku z sosen oraz zatęchłego mchu.

– Oni zawsze tak pachną?

– Przywykniesz – zapewnił Rogaty Sus. – Oni prawdopodobnie uważają, że to my dziwnie pachniemy.

Wysoka Łapa uniósł dumnie podbródek.

– Nikt nie uznałby zapachu wiatru za dziwny.

Łani Skok nie była przekonana.

– Akurat oni pewnie tak. Może właśnie dlatego chowają się w lesie.

– Oto Cedrowa Gwiazda. – Rogaty Sus wskazał ciemnoszarego kocura. Przywódca Klanu Cienia miał biały brzuch, co rzuciło się w oczy w chwili, gdy dołączył do Wrzosowej Gwiazdy i Sosnowej Gwiazdy u stóp Wielkiej Skały.

Wysoka Łapa zaczął obserwować szarego pręgowanego kota zbliżającego się do Trzcinowego Pióra.

– Czy to Kamienny Ząb? – spytał, rozpoznając przybysza dzięki jednej z opowieści Młócącej Stopy.

– Tak. Pozostaje zastępcą przywódcy Klanu Cienia tak długo, że tylko starsi pamiętają jego poprzednika – zamiauczała Łani Skok.

– A oto Słoneczny Zmierzch. – Młody kocur wskazał jasnorudego prążkowanego kota. Zastępca przywódcy Klanu Pioruna biegał wokół polany, kłaniając się po kolei innym wojownikom i zamieniając po zdaniu z każdą grupką.

Biała Jagoda pokuśtykał przez polanę i zetknął się pyskiem z niedużą rudą kotką.

– Mały Ptaku – rzekł, a oczy zabłysnęły mu figlarnie. – Nie darowałaś sobie żadnego zgromadzenia od wielu księżyców. Przyszłaś poplotkować, co?

– Oczywiście – odpowiedziała, siadając i zakładając ogon na łapy.

Siwiejący kot z Klanu Pioruna pospiesznie do nich dołączył.

– Jak łowy? – spytał.

– Nie jest źle, Mamrocząca Stopo – odpowiedział Biała Jagoda. – Choć teraz, gdy mamy tylko dwóch uczniów, czekanie na świeżą zdobycz trochę się przedłuża.

Kotka prychnęła.

– Powinieneś sam się ruszyć i popolować.

– Ależ chciałbym! – Kot z Klanu Wiatru westchnął. – Moje nogi są jednak zbyt wolne.

– Ale pazury wciąż masz ostre – odparła.

Nagle Wysoka Łapa zastrzygł uszami; usłyszał miauczenie Ryjówczej Łapy pod jednym z wielkich dębów:

– Oczywiście to ja jestem najszybszym uczniem – oznajmił trzem rówieśnikom zgromadzonym wokół niego. Wszyscy robili wielkie oczy. – A nie ma kota szybszego od tego z Klanu Wiatru.

Biały uczeń z Klanu Cienia smagnął powietrze ogonem.

– Każdy kot może biegać szybko po wrzosowisku. Wiatr ci wieje w ogon, a do tego brakuje drzew blokujących drogę.

– Myślisz, że łatwo żyje się na wrzosowiskach, Śnieżycowa Łapo? – Ciemnobrązowy kocur położył uszy.

Srebrzysta kotka wbiła w niego spojrzenie bladożółtych oczu.

– Te koty z Klanu Wiatru! Zawsze myślą, że są takie wyjątkowe.

– Bo jesteśmy – odparł Ryjówcza Łapa, zadzierając nosa.

– Jesteś równie napuszony co owce hasające po twoim durnym wrzosowisku. – Uczennica świsnęła ogonem.

– Księżycowa Łapo. – Smukły szary kocur z Klanu Pioruna przytruchtał do niej. – Nie zapominaj, że pakt jest w mocy.

– Ale Ryjówcza Łapa bawi się w przechwałki! – zaprotestowała srebrzysta kotka. – Wszystkie koty z Klanu Wiatru to samochwały.

Wysoka Łapa zauważył, jak Jastrzębie Serce odwraca głowę w kierunku spierających się uczniów.

– Burzowy Ogonie! – zawołał do kocura, który uspokajał Księżycową Łapę. – Czy Klan Pioruna nie jest w stanie upilnować swoich Łap?

Chłodne spojrzenie uczennicy przeszyło medyka Klanu Wiatru.

– Bez obaw. Nie złamię paktu – warknęła, po czym odmaszerowała.

Burzowy Ogon poszedł za nią, rzuciwszy jeszcze przepraszające spojrzenie Jastrzębiemu Sercu.

Wysoka Łapa zdał sobie nagle sprawę, jak szybko bije jego serce. Szum liści i gwar licznych rozmów sprawiały, że mimowolnie strzygł uszami. Słowa przelatywały nad jego głową niczym przerzucana z łapy do łapy zdobycz. Jak miał się nauczyć tych wszystkich imion kotów z pozostałych klanów? Czy kiedykolwiek będzie wiedział, co powinien mówić? Czy w ogóle mógł się czuć tu swobodnie, uwięziony pod drzewami?

– Patrz, Łani Skoku! – Miauczenie Rogatego Susa go zaskoczyło. – Pokrzywowa Łapa! – Skinął nosem na białą kotkę w rude łatki pochodzącą z Klanu Cienia. – Dowiedzmy się, czy zaliczyła swoją ocenę!

Puścili się biegiem po polanie, a Wysoka Łapa odprowadził ich spojrzeniem. Następnie rozejrzał się i raptownie poczuł się boleśnie odsłonięty. Czy powinien pobiec za kompanami? A może dołączyć do Ryjówczej Łapy i pozostałych uczniów? Niepewny, przysiadł i obserwował tylko, jak członkowie klanów zlewają się w jedną wielką włochatą chmurę.

A gdzie Klan Rzeki? – zastanowił się. Wbił pazury w ziemię, chcąc wyczuć wibracje, ale uderzenia licznych łap stąpających po polanie zagłuszały wszelkie drgania, które mogłyby dojść z dalszej odległości. Postanowił więc zbadać powietrze. Wyczuł wlewającą się do jaru woń, która niosła w sobie stęchliznę zastanej wody.

 

– Przepraszamy za spóźnienie! – Ogromny kocur wyłonił się z jeżyn i przeszedł przez polanę w kierunku Wrzosowej Gwiazdy. Jego futro lśniło w plamach księżycowego blasku, tak gęste, że można było jedynie zgadywać, że jest bardzo umięśniony.

To musi być Gradowa Gwiazda – pomyślał Wysoka Łapa.

Obserwował, jak pobratymcy przywódcy Klanu Rzeki wlewają się do jaru. Poruszali się zwinnie, wślizgując się jak ryby pomiędzy inne koty, aż w końcu cała polana wypełniła się porośniętymi sierścią ciałami. Przytłoczony młody kocur podniósł głowę, pragnąc ujrzeć gwiazdy, ale zamiast nich widział jedynie konary Wielkich Dębów.

Czuję się, jakbym był pod ziemią – stwierdził. Ogon zadrżał mu nerwowo.

Poczuł znajomy zapach, a po chwili dotyk sierści ocierającej się o jego bok.

– Przywykniesz do tego – rzekł Pochmurny Pęd, wymierzając mu kuksańca. – Następnym razem nie będzie już tak dziwnie.

Uczeń się wyprostował.

– Jak można żyć pod drzewami?

– Sądzę, że kot przywyknie do wszystkiego… – odrzekł obojętnie wrzosowy sprinter.

Blade futro poruszyło się z boku Wielkiej Skały. Wrzosowa Gwiazda wskakiwała na szczyt, a Cedrowa Gwiazda, Sosnowa Gwiazda i Gradowa Gwiazda byli tuż za nią.

– Chodź za mną – polecił Pochmurny Pęd i skierował się w stronę tłumu.

Wysoka Łapa trzymał się blisko szarego wojownika, muskając wąsami kolejne futra, między którymi lawirowali. Położył lekko uszy, starając się nie wciągać mieszanki tych wszystkich zapachów. Wyobraził sobie, że przemieszcza się przez wrzosową gęstwinę. Odczuł ulgę, gdy Pochmurny Pęd zatrzymał się przy Rogatym Susie i Łanim Skoku.

Wysoka Łapa lekko szturchnął nosem kompana.

– Mogę tu usiąść? – szepnął.

– Jasne – odrzekł młody wojownik, robiąc mu miejsce.

Jego siostra wychyliła się zza niego i zamrugała.

– Będziesz stąd widział?

– Ledwo, ale tak.

Gdy Pochmurny Pęd wcisnął się za niego, Wysoka Łapa wyciągnął się, by patrzeć nad głowami Zajęczego Lotu, Ryjówczej Łapy i Jabłkowego Świtu, usadowionych przed nim niczym rządek kamieni. Unosili wzrok ku Wielkiej Skale. Skowroni Plusk, Żytnia Łodyga i Świtająca Pręga przysiadły na flankach, a Hikorowy Nos znalazł sobie miejsce z tyłu i posapywał cicho.

Cedrowa Gwiazda wyszedł przed pozostałych przywódców i przemówił pierwszy.

– Klan Cienia ma się dobrze – oznajmił. Wysoka Łapa widział blask jego bursztynowych oczu odbijających światło księżyca, gdy omiatał zgromadzonych w dole uczestników zgromadzenia. – Nasz żłobek jest pełen – dodał, a jego spojrzenie się ociepliło. – Srebrnemu Płomieniowi urodziły się trzy kociaki.

Uwadze Wysokiej Łapy nie umknęło to, że inne koty z Klanu Cienia wymieniły spojrzenia, z których wynikało, że są zmartwione i dzielą jakiś sekret, który ich klan maskował, prezentując dobre wieści.

– W lesie mamy mnóstwo zdobyczy, a pora zielonych liści jest szczodra – dokończył Cedrowa Gwiazda i skinął na Sosnową Gwiazdę.

Gdy przywódca Klanu Pioruna zaczął mówić, członkowie jego klanu poruszyli się lekko, dumnie strosząc sierść.

Dlaczego są tak z siebie zadowoleni? – zastanowił się Wysoka Łapa. Żyli w lesie, chowając się między drzewami niczym zwierzyna łowna. Żaden klan nie żył tak jak Klan Wiatru, na szczycie świata, blisko nieba i z ogonami na wietrze.

– Dla Klanu Pioruna pora zielonych liści również była szczodra – wymiauczał mówca. – Lasy są zasobne w zdobycz. Klan Gwiazdy błogosławi nas tego księżyca. – W jego spojrzeniu pojawił się cień. – W lesie zawitały psy, ale nasze patrole przegoniły je na powrót ku siedlisku Dwunożnych.

Rogaty Sus pochylił się ku Wysokiej Łapie i wyszeptał:

– Może powinienem zaproponować zaznaczenie ich granic moim zapachem? To by odstraszyło psy na dobre!

– Sza! – syknęła Świtająca Pręga.

Upomniany kocur pociągnął nosem i skierował wzrok z powrotem na Wielką Skałę.

Gradowa Gwiazda stanął przed zgromadzeniem.

– Pora nowych liści przyniosła deszcze, które dobrze napoiły rzekę, a ta dała nam w porze zielonych liści więcej ryb niż Klan Rzeki jest w stanie spożyć.

– Czy naprawdę koty z innych klanów nigdy nie bywają głodne? – spytał szeptem Wysoka Łapa.

Poczuł ciepły oddech Pochmurnego Pędu w swoim uchu.

– Takie chcą właśnie wywrzeć wrażenie – wymamrotał sprinter. – Żaden klan nie przyzna, że głodował. – Skinął na dwóch przysadzistych wojowników Klanu Pioruna. – Patrz na blizny na ich pyskach. Nie zdołały się zagoić.

Wysoka Łapa wytężył wzrok, by dostrzec coś w półmroku. Pochmurny Pęd miał rację. Nosy kotów nosiły ślady świeżych ran.

– Wygląda na to, że psy nie odbiegły sobie, tak po prostu, do siedliska Dwunożnych; najpierw rozpętała się walka – wyjaśnił doświadczony kocur. – O tym jakoś Sosnowa Gwiazda już nie wspomniał.

Wrzosowa Gwiazda zajęła miejsce na czubku Wielkiej Skały.

– Na wrzosowisku pełno jest biegającej zdobyczy. Rogaty Sus, Łani Skok i Żytnia Łodyga stali się wojownikami. Mamy też nowego ucznia. – W tym momencie Wysoka Łapa zesztywniał i spotkał się spojrzeniami z przywódczynią. – Wysoką Łapę! – dokończyła z dumą.

– Wysoka Łapa!

– Wysoka Łapa!

– Wysoka Łapa!

Dookoła niego koty zaczęły podnosić głos, wywołując jego imię, a on czuł, jak się kurczy w sobie. Nikt go przed tym nie ostrzegł! Oczy w tłumie świeciły ciepłym blaskiem, skupione na nim. Starał się siedzieć prosto, zmuszając uszy, by nie rozpłaszczyły się na głowie, gdy cały jar wypełniało odbijające się echem jego imię.

Rozluźnił się z ulgą, gdy koty umilkły, a Wrzosowa Gwiazda kontynuowała:

– Nasz żłobek jest pusty, ale z błogosławieństwem Klanu Gwiazdy się zapełni. Długie ciepłe dni przyniosły zdrowie i pełne brzuchy członkom Klanu Wiatru; wkrótce przyniosą też kocięta, które wzmocnią nasz klan.

Wysoka Łapa pochylił się lekko do przodu, czekając, aż przywódczyni ogłosi ich największe osiągnięcie: stworzenie tunelu wiodącego ku rozpadlinie. Ale kotka cofnęła się, skinąwszy głową pozostałym przywódcom.

Koty w jarze się podniosły. Znów zaczęły się mieszać i tworzyć grupki.

– To tyle? – Wysoka Łapa zamrugał, patrząc na Wielką Skałę. – Czy Wrzosowa Gwiazda nie wspomni o tunelu?

Rogaty Sus spojrzał na niego.

– Po co? To tylko tunel. Inne klany tego nie zrozumieją.

– Nigdy im nie wspominamy o naszych podkopach – powiedziała Żytnia Łodyga, świsnąwszy ogonem.

Łani Skok podniosła się i otrzepała sierść.

– Uznaliby, że przemieniliśmy się w króliki.

Wysoka Łapa zmrużył oczy. Przecież wieści o ostatnim tunelu dowiodłyby siły Klanu Wiatru. Po co utrzymywać to w tajemnicy, skoro celem zgromadzenia było sprawić, żeby inne klany uznały Klan Wiatru za najsilniejszy?

Pochmurny Pęd otarł się o niego.

– Tunele dają nam taktyczną przewagę – wymamrotał. – Najlepiej będzie, jeśli nie podzielimy się wiadomościami o ich istnieniu z członkami pozostałych klanów.

Wysoka Łapa odwrócił się i skłonił przed Hikorowym Nosem. Liczył, że podkopek dostrzegł, jak docenia tunele. Ale tamten przepychał się przez tłum ze spuszczonym wzrokiem, zmierzając ku pustemu zboczu, gdzie przysiadł, z dala od reszty kotów.

– Chodź! – Rogaty Sus szturchnął pyszczkiem kompana. – Poznasz Migoczącą Skórę.

– Migoczącą Skórę?

Łani Skok przewróciła oczami.

– Jest z Klanu Rzeki. Rogaty Sus się w niej zauroczył.

– Sądziłem, że jest to zakazane – powiedział niepewnie Wysoka Łapa.

– Zakazane jest mieć partnera z innego klanu – oznajmił pogodnie Rogaty Sus. – Ale można z nimi rozmawiać – wyjaśnił i odmaszerował, z siostrą depczącą mu po piętach.

– Zostanę tutaj – zadecydował czarno-biały uczeń.

Wolał, póki co, pozostać obserwatorem. Omiatał wzrokiem polanę, z zaskoczeniem patrząc na rozluźnionych i dzielących się językami członków klanów – jak gdyby granice w lesie w ogóle nie istniały. Wrzosowa Gwiazda i Sosnowa Gwiazda rozmawiali, pomrukując cicho, głowa przy głowie. Świtająca Pręga i Jabłkowy Świt głośno mruczały na widok komicznej demonstracji ruchów bitewnych prezentowanej przez dwa kocury z Klanu Pioruna. Wyglądali jak walczące zające, nie wojownicy. Na skraju polany Trzcinowe Pióro siadł obok kotki z Klanu Rzeki. Czubek jego ogona muskał jej porośnięty jasnobrązową sierścią bok podczas rozmowy, a ciepło w jego spojrzeniu zaskoczyło Wysoką Łapę. Gdy kotka wstała i ruszyła ku skrajowi polany, kocur ruszył za nią.

– Wysoka Łapo! – krzyknęła Świtająca Pręga, co wyrwało ucznia z zamyślenia.

Odwrócił się. Mentorka znajdowała się po przeciwnej stronie polany, nawołując go ogonem. Pospieszył ku niej, a ona skinęła na ciemnoszarego kocura pachnącego sosnowym sokiem.

– Oto Żabia Łapa z Klanu Cienia – oznajmiła, a potem spojrzała gdzieś w bok. – A jego siostry są tam.

Wysoka Łapa podążył za jej wzrokiem ku dwóm kotkom: rudoczarnej i jasnoszarej.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?