Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy. SuperedycjaTekst

Z serii: Wojownicy
Z serii: Superedycja #4
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Bo to mój zapach działa odstraszająco.

– Na kogo? – Wysoka Łapa się zdumiał. – Na króliki?

– Na psy. – Rogaty Sus zmierzył go wzrokiem.

Zamiast coś na to odpowiedzieć, Wysoka Łapa tylko parsknął. Zrobił szybki unik, gdy kompan rzucił się na niego w udawanym ataku. Zdołał tylko musnąć mu uszy.

– Przypominam, że patrolujemy granicę – upomniała ich Świtająca Pręga.

Jej uczeń zmarszczył nos. Czyli nie mogli mieć z tego żadnej zabawy? Zatrzymał się i oznaczył od niechcenia pęd janowca.

W oddali słyszał wodę. Czyli przynajmniej zbliżali się do rozpadliny. Gdy już wykonają zadanie, będą mogli wrócić do obozu, a potem oddać się porządnym ćwiczeniom. Ruszył szybko za Skowronim Pluskiem, która zniknęła gdzieś w krzewach. Przecisnął się między smagającymi go po pyszczku gałązkami, czując, że reszta patrolu podąża za nim. Ścieżka wiodła między pagórkami, a ostre gałązki napierały na nich ze wszystkich stron. Pełne pyłku kwiecie wrzosu sprawiło, że Wysoka Łapa kichnął. Ucieszył się, gdy wybujałe rośliny ustąpiły trawie przy krawędzi klifu.

Trzy kotki rozeszły się i zaczęły obwąchiwać linię zapachową wzdłuż rozpadliny. Młodszy kocur podpełzł do krawędzi i wyjrzał za nią. Pora zielonych liści uspokoiła wodę, która leniwie przetaczała się daleko w dole, wijąc się między klifami.

– Głęboko tam? – spytał drugiego kocura.

Ten wykonał gest świadczący o niepewności.

– Skąd miałbym wiedzieć?

Wysoka Łapa przypatrywał się skalnej ścianie i dostrzegł, że wzdłuż wody przez całą długość rozpadliny ciągnie się wąska półka skalna. Hen na końcu, w dół strumienia, otwierała się na rozległy trawiasty teren.

– Byłeś na dole?

Rogaty Sus pokręcił głową.

– Zbyt niebezpiecznie jest schodzić tam w porze nagich drzew. Z kolei w porze nowych liści topi się śnieg, a poziom wody wzrasta tak dalece, że przykrywa tę półkę.

– Ale to byłaby doskonała droga, by dotrzeć do mostu Dwunożnych i nie zostać zauważonym przez członków Klanu Rzeki – zauważył młodszy kocur, skinąwszy w stronę drewnianej kładki przerzuconej przez wodę, ledwie widocznej zaraz za krańcem rozpadliny.

– A co, planujesz inwazję na tereny Klanu Rzeki? – zakpił młody wojownik.

W tym samym momencie Wysoka Łapa poczuł drżenie pod nogami. Sierść zjeżyła mu się na grzbiecie.

– Co to było?

Nim Rogaty Sus zdołał odpowiedzieć, gdzieś z tyłu rozległy się nawoływania. Wysoka Łapa odwrócił się i przeszukał wzrokiem wrzosowisko. Nie widział niczego poza ptakami przelatującymi nad wrzosami. Skowroni Plusk zaczęła wąchać. Znów usłyszeli miauczenie. Było głębokie i dudniące, dziwnie stłumione.

Teraz i Żytnia Łodyga się nastroszyła.

– Co to?

Wysoka Łapa podbiegł do skraju rozpadliny i spojrzał w dół. Może to stąd ktoś nawoływał?

– Dochodzi stamtąd! – krzyknęła Świtająca Pręga, która obwąchiwała króliczą norę kilka długości ogona dalej. Cofnęła się, a skowyt stawał się coraz głośniejszy.

Z otworu wystrzelił Piaszczysty Kolec. Jego sierść sterczała, oczy miał okrągłe. Spojrzał za siebie, gdy Mglista Mysz wylądowała u jego stóp.

– Jesteś cała? – spytał, okrążając ubłoconą kompankę z tuneli i obwąchując ją z niepokojem.

– Nic mi nie jest – odpowiedziała, dysząc. Była aż sztywna od gliny.

Piaszczysty Kolec wsunął głowę w wylot nory i zaskowyczał. Wysoka Łapa zastrzygł uszami i usłyszał odpowiedź dochodzącą gdzieś z daleka.

– Są bezpieczni – stwierdził jego ojciec, prostując się. Dopiero teraz spostrzegł, że jest tu też Skowroni Plusk. – To był tylko zawał. Nikomu nic się nie stało. Hikorowy Nos i Wełniany Ogon są ekspertami. Znajdą trasę do dolnego wyjścia, jeśli będzie trzeba – wyjaśnił, otrzepując sierść.

Wysoka Łapa podbiegł do ojca.

– Co właściwie się stało?

Piaszczysty Kolec zetknął nos z synem.

– Za dużo słońca – wyjaśnił rzeczowo. – Gleba się kurczy i obsycha. Kamienie spadają i tak tworzą się zawały. – Spojrzał na błękitne niebo. – Parę dni deszczu bardzo by nam pomogło.

Wysoka Łapa się skrzywił. A gdyby ojciec został pogrzebany w osuwisku? W ciągu ostatniej połowy księżyca odczuł, jak pogłębiła się przepaść między nimi. Piaszczysty Kolec rozmawiał z nim, ale niezbyt często, a w jego słowach brakowało dawnego ciepła. Gdyby tylko dostrzegł, jak dobrze jego syn radzi sobie w szkoleniu na wojownika, na pewno zrozumiałby, że Wysoka Łapa znajduje się na właściwej ścieżce. I wtedy wszystko znów byłoby w porządku.

Piaszczysty Kolec odszedł na bok, przechodząc między Świtającą Pręgą i Rogatym Susem.

– Patrolujecie granice?

– Niemal skończyliśmy – oznajmiła kotka. – Nie ma śladu intruzów.

Podkopek spojrzał gdzieś ponad wrzosami.

– A my kopaliśmy całą noc.

Żytnia Łodyga zamrugała.

– Nie jesteście zmęczeni?

Oczy kocura zalśniły.

– Nie zostało nam już wiele, by przekopać się do rozpadliny. – Zastrzygł uszami w podekscytowaniu. – Nie spocznę, nim nie zakończymy tej roboty.

Mglista Mysz zajrzała w głąb tunelu.

– A co z dzisiejszym zawałem?

– Uporamy się z tym i oczyścimy przejście raz-dwa – rzekł Piaszczysty Kolec, przeciskając się obok niej i wsuwając głowę w otwór. Jego miauczenie odbiło się echem. – Gleba jest lekka. Łatwo się przegrzebiemy. – Wysunął się i zwrócił do Świtającej Pręgi: – To doskonały moment, by Wysoka Łapa zdobył odrobinę niezbędnego doświadczenia podkopka.

Młody kot lekko się nastroszył. Szybko wygładził sierść.

– Ale patrolujemy granice…

Ojciec nie odrywał spojrzenia od jego mentorki.

– Podobno już prawie skończyliście.

– Wrzosowa Gwiazda wymaga, by każdy wojownik spędził dzień pod ziemią… – powiedziała kotka, patrząc na Wysoką Łapę.

– Co najmniej dzień – poprawił Piaszczysty Kolec, a w jego głosie pojawiło się coś nieprzyjemnego. – Jak nasi wrzosowi sprinterzy mieliby w ogóle docenić wagę tuneli, gdyby nie wiedzieli, jak to jest przebywać pod ziemią?

– Oczywiście. – Mentorka przestąpiła z łapy na łapę.

Proszę, nie! – błagał ją w duchu uczeń.

– A zatem postanowione! – Piaszczysty Kolec przywołał syna machnięciem ogona.

Wysoka Łapa ostatni raz spojrzał na mentorkę z nadzieją.

– Postanowione?

– Możesz z nim iść – powiedziała, spuszczając głowę. – Gdy skończysz, znajdziesz mnie w obozie.

– Dobrze – odpowiedział, przełykając ciężko ślinę, i poczłapał do ojca.

Królicza nora rozdziawiała się w jego kierunku niczym paszcza gotowa go wessać i pochłonąć.

Nie może dojść do więcej niż jednego zawału dziennie, czyż nie? – uspokajał sam siebie.

Piaszczysty Kolec zamruczał.

– Cieszę się, że wreszcie masz szansę zobaczyć, na czym polega praca podkopka – powiedział. I po raz pierwszy od połowy księżyca spojrzał na syna z dumą.

Ten zazgrzytał zębami. Nie chciał zawieść ojca.

– Chętnie się przekonam – skłamał.

Może gdy już znajdzie się pod ziemią, zrozumie, dlaczego ojciec uważał bycie podkopkiem za coś tak wyjątkowego…

Rozdział 10


– Ty przodem, Mglista Myszy. – Piaszczysty Kolec odsunął się, by zrobić miejsce spłowiałej burej pręgusce i umożliwić jej wciśnięcie się w otwór. – Śmiało! – ponaglił następnie syna. – Nie daj się zniechęcić ciemności. Pamiętaj, że poza oczami masz też uszy i wąsy.

Wysoka Łapa wślizgnął się do środka. Ziemia pod łapami była sypka, więc wysunął pazury, by wkopać się lekko w podłoże i nie zsunąć w głąb stromego korytarza. Gdy wejście zostało gdzieś z tyłu, otuliła go czerń. Choć wytężał wzrok, nie było tu światła, które pozwalałoby dostrzec ściany czy choćby ujrzeć, gdzie stawia łapy. Słyszał za sobą ojca, czuł ciepło jego oddechu na czubku ogona. Powietrze przy pyszczku stało się zimne. Sierść, dotąd nagrzana przez słońce, zaczęła się wychładzać. Nastroszył się lekko.

Piaszczysty Kolec zamruczał.

– Jeśli uważasz, że teraz jest zimno, poczekaj, aż znajdziemy się głębiej – oznajmił.

Wysoka Łapa jakoś nie chciał sobie tego wyobrażać.

– Słuchaj! – nakazał po chwili ojciec i zamilkł.

Syn się zatrzymał. Słyszał ocierającą się o ściany sierść kotki idącej przed nimi.

– Mglista Myszy, zatrzymaj się na moment! – zawołał rudy kocur, a odgłosy jej łap ustały. – Słyszysz?

Młody kot zastrzygł uszami.

– Co takiego mam słyszeć?

– Nasłuchuj dalej.

Zamknął oczy, by nawet przytłaczająca ciemność go nie rozpraszała. Ledwo, ledwo, ale usłyszał stłumione odgłosy łap.

– To nasz patrol, przemieszczający się wzdłuż rozpadliny – wyjaśnił ojciec.

– Skąd to wiesz? – wyszeptał syn.

– Trzy komplety łap, oddalające się od nas.

Wysoka Łapa był pełen uznania, ale mimo to zasugerował:

– A może to króliki?

– Nie – odparł doświadczony podkopek, przestępując z łapy na łapę. – One nie tupią, to jakby głuche łupanie.

– A możesz rozpoznać owce?

– Oczywiście. Ich kroki są cięższe. Psie natomiast mocniej rezonują w ziemi.

Ciemność przed nimi zgęstniała, gdy zbliżyła się do nich Mglista Mysz.

– Twój ojciec potrafi nawet odróżnić odgłosy łap Klanu Pioruna od tego wydawanego przez Klan Wiatru – wyjaśniła z dumą.

Słychać było, jak ogon ojca smagnął ścianę tunelu, gdy warknął:

– Ci z Klanu Pioruna stawiają wysokie kroki, jak jakieś jelenie. Gdy przechodzą nad nami w kierunku Księżycowego Kamienia, pląsają tak, jakby wrzosowisko należało do nich.

– Typowe dla Klanu Pioruna – prychnęła kotka.

Piaszczysty Kolec parsknął.

– Nie mają pojęcia, że jesteśmy w stanie śledzić ich spod ziemi. Wiemy dokładnie, kiedy przybywają na terytorium Klanu Wiatru i kiedy je opuszczają.

– I zorientujemy się, gdy ośmielą się zrobić sobie przerwę na małe polowanie – dodała Mglista Mysz.

 

Wysoka Łapa poczuł lekkie pchnięcie.

– Ruszajmy dalej – ponaglił go ojciec. – Hikorowy Nos i Wełniany Ogon zapewne przekopują się już przez zawał z drugiej strony. Przyda im się nasza pomoc.

Młody kocur zamrugał. Ileż by dał, by móc choć trochę rozproszyć ciemność… Ale brakowało tu choćby najmniejszej iskierki światła, więc czuł się ślepy. Słyszał, jak Mglista Mysz przebiera gdzieś z przodu łapami, więc szedł w jej ślady, tłumiąc nieprzyjemne uczucie w brzuchu.

Piaszczysty Kolec nie pozwoli, by przytrafiło mi się coś złego – pomyślał.

Wąsy Wysokiej Łapy wciąż ocierały się o ściany tunelu, co sprawiało, że jego sierść nieustannie przeszywał dreszcz. Nagła przerwa z jednej strony zaskoczyła go, podobnie jak niespodziewany podmuch zimnego powietrza uderzający w jego bok.

– Ten tunel odbija w stronę wysokiego wrzosowiska – wyjaśnił ojciec.

– Przez cały czas wiesz, gdzie jesteśmy?

Wysoka Łapa był zdumiony. Sam czuł się bezradny jak myszka – Miał wrażenie, że w całości został pożarty przez ziemię.

– Każdy podkopek zna dobrze wszystkie załomy i zakręty – padła odpowiedź. – Możemy stąd dotrzeć do dowolnej części naszego terytorium. I przekroczyć każdą granicę.

Młody kocur zaczął gorączkowo myśleć. Posiadanie tych tuneli oznaczało, że Klan Wiatru jest w stanie udaremnić każdą inwazję i przechytrzyć dowolnego wroga. Nic dziwnego, że podkopki z taką zawziętością broniły swych zdolności.

– Czy Wrzosowa Gwiazda była kiedyś w tunelach? – spytał.

– Raz na jakiś czas przychodzi na patrol – odparł ojciec. – Ale tak naprawdę nie rozumie ciemności i tego, co daje ona wojownikowi. Jest wrzosową sprinterką, więc bardziej docenia polowania i walki na powierzchni.

– Słyszę ich – powiedziała Mglista Mysz i zwolniła.

Młody kocur prawie na nią wpadł. Zatrzymując się niezdarnie, wytężył słuch i usłyszał stłumione miauknięcia gdzieś przed sobą. Poczuł, jak Piaszczysty Kolec przeciska się obok.

– Zrób mi miejsce, Wysoka Łapo.

Syn przywarł do ściany, by ułatwić ojcu przejście.

– Kopią już – stwierdził po chwili Piaszczysty Kolec. – Zacznijmy od naszej strony, a spotkamy się w pół drogi.

Dało się słyszeć, jak kotka nabiera ziemi przednimi łapami. Tunel był tu trochę szerszy, Wysoka Łapa nie czuł, by jego wąsy stykały się ze ścianami. Podkopki mogły więc pracować równocześnie, stojąc obok siebie.

– Zawsze pracujemy w parach – oznajmił Piaszczysty Kolec, spychając w jego stronę kopczyk ziemi. – Jeśli dojdzie do zawału, nigdy nie zostawiasz kompana; oto najważniejsza zasada kopania tuneli. Życie drugiego kota jest równie cenne co twoje. Nie zapominaj o tym ani na chwilę.

A kotka dodała:

– Jeden podkopek umiera – dwóch podkopków przetrwa.

Wysoka Łapa sięgnął po ziemię przepchniętą w jego stronę.

– Co z tym zrobić? – spytał. Zostawić ziemię za sobą to chyba głupota?

– Rozprowadź ją równomiernie – nakazał ojciec. – Tak cienko, jak się da, nawet gdy oznacza to konieczność przepychania ziemi w górę tunelu.

Młody kot przemieszczał z miejsca na miejsce kolejne porcje gleby, gdy usłyszał toczący się kamień. Poczuł jego twardość, gdy Piaszczysty Kolec zepchnął ku niemu kawałek skały.

– A co z kamieniami? – zawołał. – Jak się ich pozbyć?!

– Wsuń go w szczelinę, jeśli jakąś znajdziesz – miauknął ojciec przez bark. – Ale nie za głęboko. Nigdy nie pozbywamy się kamieni, bo przydają się do umacniania ścian.

Wysoka Łapa pochwycił odłamek. Był większy od tych, na których ćwiczył niegdyś; tamte miały rozmiar wróbla. Zdołał jednak przepchnąć kamień, jęcząc z wysiłku. „Zawsze jesteś silniejszy, niż sądzisz”, powiedział kiedyś ojciec i teraz słowa te wróciły do młodego kota. Okazały się prawdziwe: nawet w ciasnej przestrzeni Wysoka Łapa był w stanie popchnąć odłamek w głąb tunelu. W końcu znalazł w ścianie zagłębienie. Napierając z całej siły, wepchnął tam kamień i wrócił do przemieszczania gleby wykopanej przez nieustannie przebierające łapami koty. Także i on pracował wytrwale, zostawiając za sobą trochę luźnej ziemi.

Łapy miał oblepione. Kamienny pył zalegał między jego palcami, a w sierści znajdowało się mnóstwo gleby. Walcząc z potrzebą wymycia się, wciąż robił, o co go poproszono, i rozprowadzał wykopany materiał po całym tunelu. Wracając w pośpiechu po kolejne porcje, coraz mocniej wdeptywał w podłoże poprzednie. W pewnym momencie, sięgając po nową kupkę gleby, uświadomił sobie, że zupełnie zapomniał o tym, iż pracuje pod ziemią. Było mu nawet ciepło!

– Są już blisko! – zawołał podekscytowany Piaszczysty Kolec. – Słyszysz ich, Wysoka Łapo?

Młody kot szybko usłyszał warczenie Wełnianego Ogona. Hikorowy Nos też zamiauczał, a jego szorstki głos był wyraźnie słyszalny zza ściany.

Sierść Wysokiej Łapy zafalowała.

– Czy tunel nie zawali się, gdy go oczyścimy i udrożnimy?

– Co miało spaść, już spadło – uspokoił go ojciec.

– Skąd to wiesz?

– Użyj uszu. – Rudy kocur ponownie zaczął zagarniać glebę, po czym przerwał raptownie i spytał: – Słyszałeś luźną ziemię? Albo spadające kamienie?

– Nie – odpowiedział syn i odczuł ulgę.

– Do tego nic już nad nami nie trzeszczy – dodała Mglista Mysz. – Ziemia się utrzyma.

W tym momencie Wysoka Łapa poczuł powiew świeższego powietrza.

– Piaszczysty Kolcu! – Pełen radości miauk Wełnianego Ogona odbił się echem po tunelu.

– Czy Hikorowy Nos jest cały? – spytała kotka.

– Nic mi nie jest! – zawołał głos z głębi tunelu.

– Doskonale. – Młody Kocur poczuł, jak ogon ojca śwista mu tuż przy nosie. – Możemy więc wrócić do poszukiwań rozpadliny.

Wysoka Łapa popróbował powietrza.

– To wrzosy! – oznajmił, gdy wyczuł słodką woń kwiatów.

Przed nosem znów świsnął mu ogon ojca.

– Przed nami otwór powietrzny – wyjaśnił kot. – Pęknięcie w ziemi wiodące przez glebę aż ku wrzosowisku.

Wysoka Łapa wytężył wzrok i ujrzał w ciemności kilka kształtów, przede wszystkim uszy Hikorowego Nosa na tle grzbietu Wełnianego Ogona.

Światło! I powietrze! – pomyślał młody kot i poczuł, jak przeszywa go dreszcz ekscytacji.

– Kierujmy się ku rzece – ponagliła Mglista Mysz.

– Wciąż próbujecie przebić się przez żyłę gliny, by dotrzeć do rzeki? – spytał Wysoka Łapa, przypomniawszy sobie rozmowę sprzed kilku księżyców.

– Owszem. – Piaszczysty Kolec pchnął go lekko w ślad za pozostałymi podkopkami. – Trudno mi ocenić dokładnie, na jakiej znaleźliśmy się głębokości, ale wiem, że wczoraj trafiłem na glinę.

Wysoka Łapa strzelił wzrokiem ku otworowi powietrznemu i zamrugał na widok bladego światła, które jakoś znalazło drogę aż ku podziemiom.

– Czyli znalazłeś tę żyłę?

– To przez nią przekopywaliśmy się całą noc – odpowiedział ojciec tonem pełnym entuzjazmu. – Wkrótce powinniśmy się przebić na drugą stronę. Tak się cieszę, że jesteś tu z nami, by móc to zobaczyć: pierwszy podkop z wysokiego wrzosowiska aż ku rzece!

Wysoka Łapa poczuł, że powietrze dookoła stało się rozrzedzone i wilgotne; glebę zastąpiła glina. Wciąż miał bolesną świadomość, że zostawia dziurę powietrzną – a wraz z nią światło i woń wrzosów – gdzieś za sobą. Podążał za odgłosami łap, trzymając się blisko ciepła ogona Mglistej Myszy. Gdy tunel wił się i zakręcał, szybko nauczył się rozpoznawać zmiany w gęstości powietrza zwiastujące kolejne zakosy. Ale w piersi czuł coraz większy ucisk, a każdy kolejny oddech przychodził mu z większym trudem.

– Piaszczysty Kolcu?! – zawołał nerwowo.

– Już prawie jesteśmy.

– Ale Piaszczysty Kol… – Uderzył pyskiem o twardą glinianą ścianę i kwiknął, na wpół z bólu, na wpół z zaskoczenia.

Ojciec cofnął się do niego.

– Zakręt w prawo! Skup się!

– Przepraszam. – Syn zastrzygł uszami i skupił się mocniej na wyczuwaniu przestrzeni przed sobą.

Powietrze przed nim zdawało się drżeć, a gdy przeszedł jeszcze kilka kroków, poczuł wyraźną wibrację ziemi dookoła.

– Co to?

Zamarł. Czy tunel zaraz się zawali?

– To tylko rzeka! – zawołał Wełniany Ogon. – Jesteśmy na końcu tunelu. Wystarczy kilka razy przebrać łapami i dokopiemy się do rozpadliny.

Do rozpadliny! I do świeżego powietrza! – pomyślał Wysoka Łapa, a nieprzyjemny ucisk w piersi natychmiast zelżał. Byli może o długość ogona od wiatru i słońca.

Piaszczysty Kolec znów przecisnął się obok.

– Zaczekaj tutaj.

Wysoka Łapa usłyszał odgłosy łap szurających o wilgotne podłoże.

– Glina jest tu wilgotniejsza! – wymiauczał Hikorowy Nos triumfująco. – Musimy być już blisko!

Uczeń pozostał z tyłu, nasłuchując i starając się wyłowić coś więcej niż szum rzeki. Futra podkopków ocierały się o siebie; glina pluskała pod ich łapami. Słychać też było przyspieszone oddechy.

– Czy mam się przyłączyć? – spytał. Zrobiłby cokolwiek, by szybciej zetknąć się ponownie ze światłem dnia.

Mlask. Grudka gliny wylądowała tuż przed nim. Błoto obryzgało mu nos.

– Zacznij okładać tunel wydobytą gliną – nakazała Mglista Mysz.

Zmarszczył nos, nabierając całą łapę śliskiej, kleistej masy i wcierając ją w ściany. Czuł, jak ziemia drży pod jego łapami. Rzeka musiała być bardzo blisko.

Mlask. Kolejna grudka trafiła mu pod łapy. Mlask. Mlask.

Drużyna podkopków miotała gliną tak szybko, że musiał uskakiwać, by nie zostać trafionym. Zgarnął jeszcze jedną porcję i docisnął do ściany. Pracując tak szybko, jak tylko potrafił, dodawał kolejne grudy i wciskał je w ściany, aż wkrótce zabrakło miejsca, które nie było już wilgotne i oślizgłe. Przerwał na moment, by złapać oddech; czuł ból w mięśniach. Musiał w tej chwili wyglądać jak szczur utopiony w błocie.

– Wysoka Łapo?

Gdy odwrócił się po więcej mazi, poczuł ciepło oddechu ojca tuż przy swoim pysku.

– Tak?

– Oto moment, o którym zawsze marzyłem – wymiauczał Piaszczysty Kolec łagodnie. – Ty pracujący wraz ze mną. Wspólne kopanie nowego tunelu, i to takiego, który ma szanse odmienić losy Klanu Wiatru już na zawsze.

Młody kot zesztywniał. Czy ojciec naprawdę sądził, że zdołał przekonać syna, by porzucił chęć zostania wrzosowym sprinterem, bo obaj wspólnie zeszli pod ziemię? Kolejna gruda gliny plasnęła w przejściu obok Wysokiej Łapy, więc rudy kocur ruszył pomagać reszcie podkopków.

– Czyli to już?! – zawołał uczeń, starając się przekrzyczeć szum rzeki. Jego ucho zatrzepotało.

Czy naprawdę jest aż tak głośna? – pomyślał.

– Dotrzemy do świeżego powietrza lada moment! – krzyknął Piaszczysty Kolec, a w jego miauknięciu słychać było co najmniej tyle podekscytowania, ile w głosie kociaka podczas ceremonii nadawania imion.

– Chwila, czekajcie! – wrzasnęła Mglista Mysz gdzieś z mroku.

– Co się dzieje? – zaniepokoił się Wełniany Ogon.

Podkopki zamarły. Korytarz przeszył długi, żałosny jęk. Brzmiał, jakby skała chciała się wygiąć. Towarzyszył temu głęboki syk wilgotnego błota, które stopniowo puszczało po wielu księżycach tworzenia zbocza.

– Klanie Gwiazdy, miej nas w opiece… – wymiauczał Hikorowy Nos niewiele głośniej niż szeptem.

– Co się dzieje? – spytał nerwowo Wysoka Łapa.

– Biegiem!

W ciemności rozległy się odgłosy pędzących łap. Młody kot poczuł, jak napierają na niego kolejne futra.

– Wysoka Łapo! – Skowyt Piaszczystego Kolca przeszył jego ucho. – Biegnij!

Zaskoczenie niemal go sparaliżowało. Zdołał się odwrócić i popędził w górę tunelu.

– Piaszczysty Kolcu! – Spojrzał w tył, w ciemność.

– Jestem za tobą! – odkrzyknął ojciec. – Hikorowy Nos? Wełniany Ogon? Mglista Mysz?

– Jestem!

– Jestem!

– Jestem!

– Szybciej, Wysoka Łapo! – ponaglił zamykający ucieczkę kocur miauknięciem pełnym paniki.

Za nimi przeszywający huk i ryk zatrzęsły ziemią, gdy woda wpadła do tunelu. Poduszki łap młodego kota ślizgały się na błocie. Położył uszy i młócił nogami w ciemności, tracąc co rusz grunt pod nogami i odbijając się od meandrujących ścian.

– Puść mnie przodem! – nakazał ojciec i go minął. – Nos przy moim ogonie i biegnij!

Syn usłuchał, zbyt przerażony, by cokolwiek powiedzieć. Nie mógł tutaj biec jak należy. Nie miał gdzie wygiąć grzbietu ani rozprostować łap. Czuł, że z przerażenia drży każdy włos jego sierści. Skupił się na dotyku czubka ogona Piaszczystego Kolca. Woda ryczała za nimi niczym wicher, który utknął w dolinie. Pędziła za nimi, wstrząsając ziemią.

Po prostu nie przestawaj biec! – myślał.

Pierś Wysokiej Łapy się zapadała. Tu nie było powietrza! Jak miał oddychać? Ogarniała go panika, ale nadal biegł, aż ujrzał przed sobą blask światła. Coraz jaśniejsze i jaśniejsze, oślepiające… I już byli na zewnątrz, wypadając z tunelu niczym króliki gonione przez lisa.

Wysoka Łapa zwalił się na trawę. Przez zamglone oczy widział Hikorowego Nosa przebiegającego mu przed oczami, za nim wypadli Wełniany Ogon i Mglista Mysz. Wszystkim się udało. Z głębokim westchnieniem Wysoka Łapa zamknął oczy i spróbował uspokoić oddech.

 

Usłyszał kroki łap na trawie obok.

– Nie mogę uwierzyć, że źle to obliczyliśmy.

Młody kot zastrzygł uszami. Ojciec wyglądał na rozdrażnionego. A więc nie był przerażony?

Hikorowy Nos warknął:

– Liczyłem wszystkie długości ogona i byłem pewien, że zostały nam jeszcze dwie, nim dotrzemy do poziomu rzeki.

– Nie wzięliśmy pod uwagę tego, jak łatwo kopie się w porze nagich drzew. – Zdenerwowany Wełniany Ogon prychnął. – Dotarliśmy do wody szybciej, niż się spodziewaliśmy.

Wysoka Łapa otworzył wreszcie oczy.

Mglista Mysz zaglądała w głąb króliczej dziury.

– Przynajmniej dzięki temu zalaniu wiemy, gdzie jest rzeka.

Wysoka Łapa stanął na równe nogi.

– Prawie utonęliśmy! Nie możecie tam wracać!

– Prawie. Ale jednak nikt nie utonął – zauważył Piaszczysty Kolec. – I pobraliśmy cenną naukę na następny raz.

– Następny raz?! – Wysoka Łapa zastrzygł uszami w niedowierzaniu. – Macie w planach nadal próbować wykopać ten tunel?

– Ależ oczywiście. – Mglista Mysz spojrzała na niego przez bark. – Teraz, gdy mamy tunel wypełniony wodą, będziemy wiedzieć, w jaką wysokość celować, by wybić się w ścianie rozpadliny. To oczywiste, że kolejny tunel będzie musiał biec wyżej.

– Czy mam wezwać Śliwkowego Pazura? – zasugerował Hikorowy Nos. – Będzie chciała wziąć w tym udział.

– Tak. – Wełniany Ogon zakręcił się z ekscytacji. – Przebijamy się do rozpadliny, nim nastanie wysoki księżyc.

– Ale to niebezpieczne! – pisnął Wysoka Łapa, czując, jakby serce pulsowało mu w gardle.

– Nie, gdy wiemy, co robimy. – Oczy Piaszczystego Kolca lśniły z uciechy.

Czy jego ojciec naprawdę dobrze się bawił, ścigając się z rzeką? Wysoka Łapa się skrzywił. Rudy kocur miał w sobie więcej odwagi, niż jego syn mógłby przypuszczać.

– Może idź już do obozu? – miauknął Piaszczysty Kolec. – Odpocznij i się wymyj. Potem możesz wrócić, by pomóc nam z nową sekcją.

Wrócić? Wysoka Łapa uznał, że wolałby już spotkać się pyskiem w pysk z patrolem wojowników Klanu Cienia.

Tymczasem jego ojciec mruczał:

– Wspólnie przebijemy się do rozpadliny. Blada Ptaszyna będzie z nas taka dumna.

Wysoka Łapa cofnął się o kilka kroków.

– Nie – miauknął. Miał wyschnięte gardło. – Nigdy.

Piaszczysty Kolec był zdumiony.

– Ale widziałeś, jak to jest! Nie poczułeś tego? Tej ekscytacji? Ryzyka? – Spojrzał hen ponad wrzosowiskami. – Nie możesz teraz pragnąć powrotu do biegania przez wrzosy, nie po tym wszystkim.

– Ależ tego właśnie pragnę! – Wysoka Łapa zerwał się na równe nogi, jeżąc się cały. – Dlaczego nie rozumiesz? To, że ty kochasz bycie podkopkiem, nie oznacza, że i ja czuję to powołanie! Nie jestem tobą! Myślałem, że wszyscy tam na dole zginiemy. Jestem wrzosowym sprinterem, nie podkopkiem!