Dom soli i łezTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Rozdział 1

2  Rozdział 2

3  Rozdział 3

4  Rozdział 4

5  Rozdział 5

6  Rozdział 6

7  Rozdział 7

8  Rozdział 8

9  Rozdział 9

10  Rozdział 10

11  Rozdział 11

12  Rozdział 12

13  Rozdział 13

14  Rozdział 14

15  Rozdział 15

16  Rozdział 16

17  Rozdział 17

18  Rozdział 18

19  Rozdział 19

20  Rozdział 20

21  Rozdział 21

22  Rozdział 22

23  Rozdział 23

24  Rozdział 24

25  Rozdział 25

26  Rozdział 26

27  Rozdział 27

28  Rozdział 28

29  Rozdział 29

30  Rozdział 30

31  Rozdział 31

32  Rozdział 32

33  Rozdział 33

34  Rozdział 34

35  Rozdział 35

36  Rozdział 36

37  Rozdział 37

38  Rozdział 38

39  Rozdział 39

40  Rozdział 40

41  Siedem miesięcy później

42  Podziękowania

43  O Autorce

Tytuł oryginału: House of Salt and Sorrows

Przekład: Joanna Lipińska

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Karolina Pawlik

Korekta: Anna Strożek

Copyright © 2019 by Erin A. Craig

Copyright for the Polish edition and translation

© JK Wydawnictwo Sp. z o.o. sp. k., 2020

Jacket art copyright © 2019 by Vault49

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-66380-62-2

Wydanie I, Łódź 2020

JK Wydawnictwo sp. z o.o. s.k. ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Z olbrzymią miłością dla moich dziadków Phoebe i Waltera,

którzy zawsze mówili, że napiszę książkę.

Tak się cieszę, że mieliście rację.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1

Światło świecy odbijało się od srebrnej kotwicy wyrytej na naszyjniku mojej siostry. Wisiorek był brzydki, a Eulalie sama na pewno nie wybrałaby niczego podobnego. Uwielbiała proste złote łańcuszki i luksusowe obroże wysadzane brylantami, nie coś… takiego. Pewnie tata to dla niej wybrał. Sięgnęłam do mojego naszyjnika z czarnych pereł, żeby ofiarować jej coś bardziej stylowego, ale żałobnicy zajmujący się trumną zamknęli wieko, nim zdążyłam go rozpiąć.

– My, Ludzie Soli, oddajemy to ciało z powrotem morzu – zaintonował Wielki Żeglarz, gdy drewniana skrzynia wsunęła się głęboko do oczekującej na nią krypty.

Starałam się nie zwracać uwagi na mchy porastające głęboką czeluść, gotową połknąć ją całą. Nie myśleć o tym, że moja siostra, która jeszcze kilka dni temu żyła, była ciepła i oddychała, jest teraz chowana na wieczny odpoczynek. Próbowałam nie wyobrażać sobie, jak cienkie dno trumny puchnie od wilgoci i słonej wody, aż rozpada się na kawałki, a ciało Eulalie opada w głębiny pod naszym rodzinnym mauzoleum.

Zamiast tego próbowałam płakać.

Wiedziałam, że tego będzie się po mnie oczekiwać, tak samo jak zdawałam sobie sprawę, iż łzy raczej się nie pojawią. Później owszem, pewnie wieczorem, gdy będę mijać jej sypialnię i zobaczę czarne całuny zasłaniające ścianę luster. Eulalie miała tak wiele luster.

Eulalie.

Najpiękniejsza z moich sióstr. Jej różane wargi zawsze rozciągały się w uśmiechu. Uwielbiała żartować, a jej zielone oczy często lśniły z radości. O jej uwagę zabiegały tłumy zalotników, i to jeszcze zanim została najstarszą córką Thaumas, która miała odziedziczyć cały majątek ojca.

– Zrodziliśmy się z Soli, żyjemy blisko Soli i do Soli powracamy – rzekł Wielki Żeglarz.

– Do Soli – powtórzyli żałobnicy.

Kiedy tata podszedł na skraj krypty, by położyć tam dwie złote monety – opłatę dla Pontusa za zabranie mojej siostry z powrotem do Głębi – rozejrzałam się ukradkiem po mauzoleum. Przepełniali je goście wystrojeni w najlepsze czarne wełny i krepy; wielu z nich starało się kiedyś o rękę Eulalie. Ucieszyłaby się, widząc tylu młodzieńców ze złamanym sercem tak otwarcie ją opłakujących.

– Annaleigh! – Camille dała mi kuksańca.

– Do Soli – wymruczałam i przycisnęłam chusteczkę do oczu, udając płacz.

W sercu czułam niechęć ojca. Jego oczy były mokre od łez, a wydatny nos lśnił czerwono, gdy Wielki Żeglarz wystąpił naprzód z kielichem z masy perłowej wypełnionym morską wodą. Wsunął go do krypty i polał wodą trumnę Eulalie, czym uroczyście rozpoczął jej rozkład. Gdy oblał świece okalające kamienne wejście do krypty, uroczystość się zakończyła.

Ojciec odwrócił się do zebranych. W jego ciemnych włosach dojrzałam szerokie białe pasmo. Czy znajdowało się tam wczoraj?

– Dziękuję, że przybyliście pożegnać moją córkę Eulalie. – Jego głos, zwykle tak silny i dumny, przyzwyczajony do zwracania się do lordów na dworze, zadrżał niepewnie. – Ja i moja rodzina zapraszamy was do Highmoor, by uczcić jej życie. Będzie jedzenie i napoje, i… – Odchrząknął. Brzmiał teraz raczej niczym jąkający się sekretarz, a nie dziewiętnasty książę Wysp Salann. – Wiem, jak wiele znaczyłaby dla Eulalie wasza obecność.

Zakończył przemówienie skinieniem głowy. Twarz miał bez wyrazu. Pragnęłam podejść do niego i ukoić jego ból, ale Morella, moja macocha, już stanęła u jego boku i ujęła jego dłoń. Pobrali się ledwie kilka miesięcy temu i powinni wciąż przeżywać błogie i upajające chwile nowego, wspólnego życia.

Pogrzeb mojej siostry to pierwsza wyprawa Morelli do mauzoleum Thaumasów. Czy czuła się niepewnie pod czujnym okiem pamiątkowego posągu mojej matki? Rzeźbiarz korzystał przy pracy ze ślubnego portretu mamy i nadał zimnemu szaremu marmurowi jej dziewczęcy blask. Jej ciało powróciło do morza wiele lat temu, ale ja wciąż odwiedzałam jej grobowiec prawie co tydzień, opowiadałam o tym, co się u mnie dzieje, i udawałam, że mama słucha. Jej posąg górował w mauzoleum, wyższy nawet od grobowców moich sióstr. Ten Avy był obramowany jej ulubionymi krzewami róż. Latem obsypywały się ciężkimi różowymi kwiatami, przypominającymi krosty spowodowane zarazą, która zabrała ją w osiemnastym roku życia.

 

Octavia zmarła rok później. Jej ciało znaleziono u stóp wysokiej drabiny bibliotecznej. Miała nienaturalnie powykręcane kończyny. Jej pomnik zdobiła książka i cytat w języku vaipanianskim, którego sama nigdy się nie nauczyłam.

Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie nieszczęścia, które spotkały moją rodzinę, śmierć Elizabeth wydawała się nieunikniona. Znaleziono ją w wannie, unoszącą się w wodzie niczym drewno na morzu, nasiąkniętą wilgocią i pozbawioną koloru. Z Highmoor plotki rozprzestrzeniły się na okoliczne wyspy, szeptane przez pomywaczki stajennym, przekazywane przez handlarzy ryb ich żonom, które straszyły nimi niegrzeczne dzieci. Niektórzy mówili, że to było samobójstwo. A większość wierzyła, że jesteśmy przeklęte.

Grób Elizabeth zdobił ptak. Rzeźba miała przedstawiać gołębicę, ale złe proporcje sprawiły, że bardziej przypominała mewę. Doskonały hołd dla Elizabeth, która zawsze pragnęła gdzieś odlecieć.

A jak będzie wyglądał grób Eulalie?

Kiedyś było nas dwanaście – Tuzin Thaumasówien. A teraz stałyśmy w szeregu, moje siedem sióstr i ja, i nie mogłam przestać się zastanawiać, czy w tych ponurych podejrzeniach nie ma trochę prawdy. Czy w jakiś sposób rozzłościłyśmy bogów? Czy na naszej rodzinie odznaczyła się ciemność i będzie nas zabierać jedną po drugiej? A może to tylko seria okropnych, nieszczęśliwych zbiegów okoliczności?

Po uroczystości ludzie zaczęli krążyć wokół nas. Zauważyłam, że gdy szepcą z napięciem kondolencje, starają się do nas nie zbliżać. Czy to dlatego, że chcieli nas uszanować, czy bali się, że coś może się odcisnąć i na nich? Chciałam to uznać za zabobony prostaków, ale gdy podeszła do mnie daleka ciotka z wąskim uśmiechem na wąskich ustach, w jej oczach ujrzałam to samo pytanie. Nie dało się go nie zauważyć.

– Która z was będzie następna?

Rozdział 2

Czekałam w mauzoleum, aż wszyscy pójdą na stypę, by pożegnać Eulalie w samotności, z dala od wścibskich spojrzeń. Po odprawieniu ceremonii Wielki Żeglarz zabrał kielich, świece, słoną wodę i dwie monety mojego ojca. Nim ruszył dróżką nad brzegiem, prowadzącą do jego samotni na północnym skraju wyspy Selkirk, zatrzymał się przede mną. Obserwowałam młodych służących pracujących przy murowaniu grobu. Układali warstwy cegieł i gruzełkowatej zaprawy, coraz bardziej zasłaniając kłębiącą się poniżej wodę.

Wielki Żeglarz uniósł dłoń, jakby chciał mnie pobłogosławić, ale coś w układzie jego palców się nie zgadzało. Gest wyglądał raczej na ochronny.

Bronił się.

Przede mną.

Teraz, gdy w krypcie nie było ludzi, powietrze się schłodziło i otulało mnie niczym drugi płaszcz. Mdlący, słodki zapach kadzidła wciąż unosił się w pomieszczeniu, ale czuć było też sól. Bez względu na to, gdzie na wyspie się przebywało, zawsze czuło się morze.

Stękając, robotnicy wsunęli ostatnią cegłę na miejsce. Szum morza ucichł.

A potem zostałam sama.

Krypta była w rzeczywistości zwykłą jaskinią, ale kryło się w niej coś wyjątkowego – pod spodem płynęła szeroka rzeka, niosąca do morza słodką wodę i ciała zmarłych Thaumasów. Kolejne pokolenia dodawały od siebie coś do wystroju krypty: rzeźby czy wymyślny mural przedstawiający nocne niebo na sklepieniu. Każde dziecko Thaumasów uczyło się gwiezdnych konstelacji, nim jeszcze opanowało litery. Mój prapradziadek jako pierwszy zaczął stawiać grobowce.

Podczas pogrzebu Elizabeth – jeszcze bardziej ponurej uroczystości niż ta Eulalie, w ciągu której Wielki Żeglarz nie starał się ukryć swojego potępienia dla samobójstwa – liczyłam tablice i posągi w jaskini, by szybciej upłynęła mi uroczystość. Ile jeszcze zostało czasu, nim grobowce zajmą całą powierzchnię tej uświęconej przestrzeni, a dla żywych nie pozostanie ani skrawek miejsca? Nie chciałam, by moją śmierć upamiętniał pomnik. Czy praciocia Clarette spoczywała w większym spokoju, wiedząc, że na jej popiersie będą spoglądały kolejne generacje Thaumasów?

Nie, dziękuję. Po prostu wrzućcie mnie do morza, bym powróciła do Soli.

– Było tu dziś tylu młodych mężczyzn – powiedziałam, klękając przy wciąż wilgotnym murze.

Aż dziw, że w ogóle chciało im się to zamurowywać. Ile czasu upłynie, nim znów rozbije się te kamienie, by otworzyć kryptę dla kolejnej z moich sióstr?

– Bracia Sebastian i Stephan Fitzgeraldowie. Henry. Brygadzista z Vasy. I Edgar.

Dziwnie było prowadzić taką jednostronną rozmowę z Eulalie. Zwykle dominowała nad wszystkim, w czym brała udział. Jej przedziwne opowieści, pełne dowcipu i przesady, zawsze skupiały uwagę słuchających.

– Myślę, że spośród wszystkich żałobników to oni płakali najbardziej. Czy tamtej nocy wymknęłaś się, by spotkać się z jednym z nich?

Zamilkłam, wyobrażając sobie Eulalie wędrującą po klifie, w szarpanej wiatrem koronkowej koszuli nocnej, z bladą skórą lśniącą w poświacie pełni księżyca. Na pewno starała się wyjątkowo dobrze wyglądać na tajemnej schadzce.

Kiedy rybacy znaleźli na skałach poniżej jej roztrzaskane ciało, sądzili, że to wyrzucony na brzeg delfin. Jeśli rzeczywiście istnieje jakieś życie po śmierci, miałam nadzieję, że Eulalie nigdy się o tej pomyłce nie dowie. Jej próżność by tego nie zniosła.

– Potknęłaś się i upadłaś? – Moje słowa odbiły się echem po krypcie. – Ktoś cię popchnął?

Wypowiedziałam te zdania bez zastanowienia. Doskonale wiedziałam, jak zginęły moje pozostałe siostry: Ava chorowała, Octavia wiecznie ulegała wypadkom, nawet Elizabeth… Złapałam gwałtownie powietrze i wbiłam palce w grubą, kłującą wełnę czarnej spódnicy. Była tak przygnębiona po śmierci Octavii. Wszyscy odczuwaliśmy stratę, ale nie tak mocno jak Elizabeth. Ale przy śmierci Eulalie nie było nikogo. Nikt nie widział, co się stało. Tylko jak skończyła.

Na nos spadła mi kropla wody. Następna popłynęła po policzku, gdy do pieczary zaczęły wpływać strumyki wody. Najwyraźniej zaczęło padać. Nawet niebo opłakiwało dziś Eulalie.

– Będę za tobą tęsknić. – Przygryzłam dolną wargę.

Teraz poczułam łzy, które szczypały w oczy, w oczy, aż w końcu zaczęły płynąć po policzkach. Przesunęłam palcem po misternie wykutym w skale E. Pragnęłam powiedzieć jej jeszcze tyle rzeczy, wyrzucić z siebie ból, bezradność, wściekłość. Ale to nie przywróciłoby jej życia.

– Kocham cię, Eulalie – wyszeptałam i uciekłam z jaskini.

Na zewnątrz rozszalał się sztorm. Potężne, spienione fale uderzały o brzeg. Jaskinia znajdowała się na końcu Szpikulca, wybiegającego daleko w morze półwyspu na Solnej. Do domu była co najmniej mila drogi, a nikomu nie przyszło do głowy, by zostawić dla mnie powóz. Odchyliłam czarną woalkę i ruszyłam przed siebie.


– Nie zapomniałaś o czymś? – zapytała nasza niania, Hanna, gdy skierowałam się na dół, by dołączyć do żałobników.

Zatrzymałam się, czując na sobie matczyne spojrzenie starszej kobiety. Po prowrocie musiałam się od razu przebrać. Przemokłam w ulewie i bez względu na to, czy ciążyła na nas klątwa, nie zamierzałam umierać na przeziębienie.

Hanna uniosła długą czarną wstążkę i popatrzyła na mnie wyczekująco. Westchnęłam i wyciągnęłam rękę, by owinęła mi nią nadgarstek, jak już wielokrotnie to czyniła. Gdy w domostwie następował zgon, nosiło się czarną wstążkę, by nie iść w ślady zmarłego. A że nas prześladował wyjątkowy pech, to służący zaczęli obwiązywać czarnymi wstążeczkami szyje kotów, koni i kurczaków.

Służąca zawiązała wstążkę na kokardę, która w każdym innym kolorze byłaby ładna. W mojej garderobie były teraz wyłącznie żałobne ubrania, a każda suknia była ciemniejsza niż poprzednia. Od śmierci mamy przed sześciu laty nie nosiłam nic jaśniejszego niż grafit.

Hanna wybrała błyszczącą satynę, a nie gryzącą krepę z pogrzebu Elizabeth – od niej wokół nadgarstków dostawało się bąbli, które swędziały jeszcze ładnych kilka dni.

Poprawiłam mankiet.

– Prawdę mówiąc, wolałabym zostać z tobą. Nigdy nie wiem, co mam podczas takich uroczystości mówić.

Hanna poklepała mnie po policzku.

– Im szybciej tam pójdziesz, tym szybciej będziesz to miała za sobą. – Jej brązowe oczy lśniły ciepło. – Dopilnuję, żebyś przed snem dostała cynamonowej herbaty.

– Dziękuję, Hanno. – Uścisnęłam jej ramię i opuściłam pokój.

Gdy weszłam do Niebieskiego Pokoju, podeszła do mnie Morella.

– Usiądziesz ze mną? Nikogo tu nie znam. – Pociągnęła mnie w stronę kanapy, nieopodal wysokich, szprosowych okien.

Mimo deszczu rozpościerał się z nich wspaniały widok na klify. Wybór tego pokoju, wychodzącego na miejsce, w którym zginęła Eulalie, wydawał mi się nie na miejscu.

Chciałam dołączyć do sióstr, ale Morella patrzyła na mnie tak błagalnie. W takich chwilach trudno było zapomnieć, że wiekiem była bliższa mnie niż ojcu. Nikt się nie dziwił, że wziął sobie nową żonę. Mama odeszła tak dawno temu, a wszystkie wiedziałyśmy, że wciąż liczył na syna. Spotkał Morellę podczas pobytu w Suseally, na stałym lądzie, i wrócił z wyprawy z nią u boku, kompletnie zakochany.

Honor, Mercy i Verity – trzy Gracje, jak je nazywaliśmy, malutkie, gdy zmarła mama – były zachwycone, że znów mogą traktować kogoś jak matkę. Morella była kiedyś guwernantką i od razu polubiła dziewczynki. Trojaczki – Rosalie, Ligeia i Lenore – i ja cieszyłyśmy się szczęściem ojca, ale Camille pochmurniała za każdym razem, gdy ktoś zakładał, że Morella jest jedną z Tuzina Thaumasówien.

Wpatrywałam się w wiszący po drugiej stronie pokoju olbrzymi obraz. Przedstawiał okręt wciągany w błękitną głębię przez krakena o wściekłych oczach. W Niebieskim Pokoju było wiele skarbów z morza – na jednej półce leżała grupka kłujących jeżowców, na cokole w kącie stała oblepiona pąklami kotwica i mnóstwo znalezisk trzech Gracji ustawionych na każdej płaskiej powierzchni, do której były w stanie dosięgnąć.

– Czy wszystkie uroczystości tak wyglądają? – zapytała Morella, rozścielając suknię na granatowych aksamitnych poduszkach. – Takie poważne i posępne?

Spojrzałam na nią zdziwiona.

– To w końcu pogrzeb.

Wsunęła za ucho kosmyk jasnoblond włosów i uśmiechnęła się nerwowo.

– Oczywiście, po prostu… Czemu woda? Nie rozumiem, czemu jej po prostu nie pochowacie w ziemi, jak to się robi na stałym lądzie?

Spojrzałam na ojca. Na pewno chciałby, abym była miła i wyjaśniła nasze zwyczaje. Starałam się wykrzesać z siebie dla Morelli trochę współczucia.

– Wielki Żeglarz mówi, że Pontus stworzył nasze wyspy i ludzi, którzy na nich żyją. Sól wyrzucana przez przypływy miała zapewnić siłę. Do tego dodał przebiegłość rekina i piękno meduzy oraz dorzucił wierność konika morskiego i ciekawość morświna. Gdy ukształtował już swój twór, wraz z dwoma rękami, dwoma nogami, głową i sercem, wdmuchnął weń trochę własnego życia i tak stworzył pierwszych Ludzi Soli. Więc kiedy umieramy, nie możemy być pochowani w ziemi. Zsuwamy się z powrotem do wody i trafiamy do domu.

To wyjaśnienie wydawało się ją satysfakcjonować.

– Widzisz, taka mowa na pogrzebie byłaby cudowna. A tam kładli tylko nacisk na… śmierć.

Uśmiechnęłam się do niej.

– Cóż, to twój pierwszy. Przyzwyczaisz się.

Morella ujęła moją dłoń i spojrzała na mnie poważnie.

– To okropne, że musiałaś już w tak wielu uczestniczyć. Jesteś zdecydowanie za młoda na tyle bólu i smutku.

Deszcz zaczął mocniej dzwonić o szyby, spowijając Highmoor w szarości. Szalejące fale przewalały potężne głazy u stóp klifów z hukiem i taką łatwością, jakby to były kulki w kieszeni chłopca.

– I co teraz?

Zamrugałam, ponownie skupiając na niej uwagę.

– O co pytasz?

Przygryzła wargę i wyjąkała:

– Teraz, gdy jest już… w Soli… co mamy robić?

– To wszystko. Pożegnaliśmy się. Po stypie wszystko się skończy.

Morella, sfrustrowana, zaczęła się bawić brzegiem sukni.

– Ale to nieprawda. Twój ojciec powiedział, że przez następne tygodnie będziemy chodzić w czerni.

– Tak naprawdę to przez kolejne miesiące. Najpierw czerń przez sześć miesięcy, a przez następne pół roku ciemne szarości.

– Rok? – krzyknęła – Naprawdę mam nosić te ponure barwy przez cały rok?

Słysząc jej słowa, ludzie w pobliżu odwrócili się w naszą stronę. Przynajmniej zarumieniła się ze wstydu.

 

– Chodzi mi o to, że… Ortun dopiero przywiózł moją wyprawę ślubną. Nie mam nic czarnego. – Na dzisiejszą uroczystość pożyczyła suknię od Camille, ale ta nie leżała na niej dobrze. Wygładziła stanik sukni. – Nie chodzi tylko o ubrania. A co z tobą i Camille? Powinnyście obie obracać się wśród ludzi, spotykać młodzieńców, zakochiwać się.

Przechyliłam głowę, zastanawiając się, czy mówi poważnie.

– Właśnie zmarła moja siostra. Nie mam specjalnej ochoty na tańce.

Grzmot sprawił, że aż podskoczyłyśmy. Morella ścisnęła mnie za rękę. Spojrzałam jej w oczy.

– Przepraszam, Annaleigh, nie potrafię dziś powiedzieć nic sensownego. To znaczy, po wszystkich tych tragediach ta rodzina zasługuje na radość. Nosiliście już tyle żałoby, że starczy wam do końca życia. Czemu dalej się umartwiacie? Mercy, Honor i mała Verity powinny się bawić lalkami w ogrodzie, a nie przyjmować kondolencje i prowadzić rozmowy towarzyskie. A Rosalie i Ligeia… Lenore też. Spójrz na nie.

Trojaczki usiadły na kanapce przeznaczonej najwyżej dla dwóch osób. Oplotły się ramionami i wyglądały niczym gruby pająk, gdy płakały w woalki. Nikt nie miał odwagi podejść do tak skoncentrowanej kupki cierpienia.

– Serce mi pęka, gdy patrzę na ten cały ból.

Wyplątałam dłoń z jej ręki.

– Ale tak się robi, gdy ktoś umrze. Nie możesz zmienić tradycji tylko dlatego, że ci się nie podoba.

– A co, gdyby znalazł się powód do radości? Coś, co powinno się świętować, a nie ukrywać? Czyż radosne wieści nie powinny zwyciężyć?

Podszedł do nas służący z winem. Wzięłam kieliszek, ale Morella tylko z gracją potrząsnęła głową. Szybko odnalazła się w roli pani na Highmoor.

– Tak sądzę – odparłam z wahaniem. – Znów zadudnił grzmot. – Ale nie mamy dziś wiele do świętowania.

– Sądzę, że jednak mamy. – Morella nachyliła się do mnie i wyszeptała: – Nowe życie.

Dyskretnie położyła dłoń na swoim brzuchu.

Z zaskoczenia prawie się zakrztusiłam winem.

– Jesteś w ciąży? – Uśmiechnęła się od ucha do ucha. – Czy ojciec o tym wie?

– Jeszcze nie. Miałam mu powiedzieć, ale przeszkodzili mi rybacy z Eulalie.

– Będzie szczęśliwy. Wiesz, który to miesiąc?

– Myślę, że trzeci. – Przeczesała palcami włosy. – Naprawdę sądzisz, że Ortun będzie zadowolony? Zrobiłabym wszystko, byle tylko znów zaczął się uśmiechać.

Spojrzałam na ojca, otoczonego przez przyjaciół, ale zbyt głęboko pogrążonego we wspomnieniach o Eulalie, by uczestniczyć w rozmowie. Skinęłam głową.

– Jestem tego pewna.

Morella nabrała głęboki wdech powietrza.

– W takim razie dobre wieści nie powinny czekać, prawda?

Nim zdążyłam odpowiedzieć, wstała i podeszła do fortepianu na środku pokoju. Sięgnęła po dzwonek stojący na pokrywie i zadzwoniła nim, tym samym uciszając wszystkich w pokoju.

Zaschło mi w gardle, gdy uświadomiłam sobie, co zamierza zrobić.

– Ortun? – wyrwała mojego ojca z zamyślenia.

Głos miała wysoki i cienki, zupełnie jak dźwięk dzwonka, który trzymała w ręku. Dzwonek należał do mamy. Znalazłyśmy go z Camille lata temu, gdy bawiłyśmy się na strychu w przebierańców. Uwielbiałyśmy jego srebrzyste brzmienie i przyniosłyśmy go mamie, gdy jej głos stał się zbyt słaby, by nieść się po domu. Teraz za każdym razem, gdy słyszałam ten dźwięk, wracały wspomnienia jej ostatniej ciąży z mocą lodowatej fali uderzającej mnie w pierś.

Mój ojciec podszedł do Morelli, a ta podjęła przemowę:

– Ortun i ja chcemy podziękować wam wszystkim za przybycie. Ostatnie kilka dni spowijała ciemność, ale wasza obecność tutaj jest niczym pierwsze ciepłe promienie wschodzącego na niebie słońca.

Słowa, chociaż starannie dobrane, przychodziły jej bez trudu. Zmarszczyłam brwi. Musiała to przećwiczyć.

– Wasze wspomnienia kochanej, pięknej Eulalie wypełniają nasze serca radością, unosząc nas z mroku. I jesteśmy weseli, nawet szczęśliwi, bo oto nadchodzi nowy poranek, a w domu Thaumasów otwiera się nowy rozdział.

Camille, która po drugiej stronie pokoju rozmawiała z jednym z wujów, spojrzała na mnie nerwowo. Nawet trojaczki przestały się trzymać razem. Lenore stanęła obok kanapy, wbijając palce w miękkie oparcie.

Morella ujęła dłoń ojca, a drugą rękę złożyła na płaskim brzuchu, uśmiechając się szeroko na widok zainteresowania.

– I jak poranne słońce rozświetla mrok nocy, tak ciemności smutku rozpierzchną się wraz z przybyciem na świat naszego syna.