Król demonów

Tekst
Z serii: Wezwanie Lucyfera #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

5

Lucyfer


Łyżeczka wprawiła kawę w moim kubku w powolny ruch wirowy – taka wprawka w kontrolowaniu chaosu – a ja przeglądałem pierwszą stronę gazety. Był to relikt dawniejszych czasów, ale nie chciałem z niego rezygnować, mimo że obecnie większość interesów załatwiałem przez internet. Do diabła, jeszcze pamiętałem, jak wynaleziono pierwszą gazetę. Przyglądanie się, jak nowe technologie zmieniają świat, a po latach wychodzą z użycia, to przekleństwo nieśmiertelników.

Poza tym nagłówki donoszące o bieżących problemach tej planety skutecznie odrywały moje myśli od Hannah. Już sama świadomość, że jest w moim apartamencie, dawała mi poczucie spokoju, jakiego nie zaznałem od lat, wiedziałem jednak, że ona nie podziela tego uczucia. Odkąd powiedziałem jej prawdę o tym, kim jestem, zamknęła się w sobie i zrobiła się nerwowa, a po powrocie z kolacji od razu zniknęła w gościnnym. Nie wierzyła mi. Jeszcze nie. Ale to tylko kwestia czasu.

Sączyłem kawę i patrzyłem na południowe słońce. Zazwyczaj byłem aktywny w nocy, a w dzień spałem, bo taki tryb życia był godny Pana Ciemności, chociaż po takim czasie nie potrzebowałem zbyt wiele snu. Teraz jednak dostosowałem grafik do śmiertelnych potrzeb Hannah. Poza tym miałem dla nas plany na dziś.

Moją uwagę przykuł znajomy sygnał windy zatrzymującej się przed drzwiami penthouse’u. Po chwili do apartamentu wszedł Samael z marsem na czole. Jak w przypadku wielu wcześniejszych aniołów rysy jego twarzy nie kojarzyły się jednoznacznie z żadną grupą etniczną. Miał ciemnobrązową skórę oraz intensywnie brązowe oczy. Ludzie często sądzili, że pochodzi z Bliskiego Wschodu albo jest Latynosem. Prawda byłaby nie do zniesienia dla ich delikatnych śmiertelnych umysłów. Tak jak ja urodził się w Niebie, chociaż znacznie dłużej żyliśmy w Piekle. Nie, żeby Niebo albo Piekło nadal były naszym domem.

– Dzień dobry – powiedział jak zwykle poważnym głosem. – Przynoszę nowe wieści na temat tej zaginionej kobiety i pełny raport o pannie Hannah Thorn.

Kiwnąłem głową i napiłem się kawy, a on przesunął w moją stronę grubą beżową teczkę z imieniem i nazwiskiem Hannah.

– Czego się dowiedzieliście?

– Nagrania z kamer pokazały, że pani Brandy Higgins w wieczór zniknięcia siedziała w barze Styks z Asmodeuszem.

Przerwałem otwieranie teczki i skierowałem na niego całą uwagę. Asmodeusz, inkub, który zarządzał większością moich klubów ze striptizem, był synem Samaela i archdemonicy Lilit.

– Doprawdy?

– Rozmawiali przez chwilę, a potem razem wyszli z baru.

– Pytałeś go już o to?

– Próbowałem. – Napiął mięśnie żuchwy. – Mój syn również zaginął.

Zacisnąłem palce na teczce. Asmodeusz był stary i potężny, nie wspominając już o tym, że całkowicie lojalny wobec mnie. Skoro on też przepadł, to problem był znacznie poważniejszy niż zaginiona kobieta. Kto mógłby go porwać? I dlaczego miałby to zrobić? Czy to on był celem, a przyjaciółka Hannah po prostu znalazła się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie? To aż za bardzo zakrawało na zbieg okoliczności, a nauczyłem się, że pośród nieśmiertelnych zbiegi okoliczności rzadko się zdarzały.

Już otwierałem usta, żeby wydać Samaelowi kolejne instrukcje, ale zanim zdążyłem to zrobić, z cichym kliknięciem otworzyły się drzwi do sypialni Hannah. Przywlokła się sennie do kuchni i otworzyła szeroko oczy na nasz widok. Najpierw spojrzała zaskoczona na Samaela i w mowie jej ciała dostrzegłem zaciekawienie, a potem popatrzyła na moją nagą pierś. W jej oczach pojawiło się zainteresowanie, ale pospiesznie oderwała wzrok od mojego ciała, rumieniąc się gwałtownie. Jej ewidentna żądza rozgrzała mojego fiuta, lecz nie mogłem się spieszyć, sama musiała do mnie przyjść. Biorąc jednak pod uwagę spojrzenie, którym mnie zlustrowała, mogłem pozwolić sobie na odrobinę kuszenia. A wręcz uwielbiałem to robić.

Wstałem pospiesznie i wysunąłem spod stołu krzesło obok siebie.

– Hannah, to jeden z moich najbliższych doradców, Sam.

– Miło cię poznać. – Zacisnęła rękę pod szyją na szlafroku, który wyglądał na równie stary jak ja, i posłała mu spojrzenie pełne nadziei. – Pomagasz szukać mojej przyjaciółki?

– Owszem – odparł uprzejmie, chociaż stał sztywno. Lustrował ją ciemnymi oczami, bez wątpienia zapamiętując każdy szczegół jej wyglądu w swoim przestronnym umyśle.

– Znajdź Asmodeusza i dziewczynę – rozkazałem.

Przeniósł na mnie zirytowane spojrzenie.

– Oczywiście, że ich znajdę.

Sprawiał wrażenie niemal urażonego i nie byłem pewny, czy uznał, że wątpię w jego zdolności czy oddanie synowi. Prawda była taka, że chciałem tylko, by obydwoje zostali natychmiast odnalezieni.

– Nie wątpię.

Skłonił głowę nieco udobruchany i wyszedł z kuchni. Wziąłem duży łyk kawy i postukałem palcami w raport o Hannah. Zamierzałem, gdy tylko znajdę się sam, dokładnie się przez niego przekopać i zapamiętać każdy szczegół.

– O co chodziło? – Hannah nadal ściskała szlafrok. Materiał był bladoróżowy i tak znoszony, że niemal przezroczysty. Przyznaję, że to mi akurat nie przeszkadzało. Jasne jednak było, że kobieta nie żyje na takiej stopie, na jakiej powinna, i bez wątpienia wymagała pełnej zmiany garderoby. A właśnie to dziś dla niej zaplanowałem.

Sięgnąłem po drugi kubek i podszedłem do ekspresu.

– Kawa z dwiema łyżeczkami cukru i bez śmietanki?

– Tak – odpowiedziała automatycznie, a potem jej zaspany mózg zajarzył. Wlepiła we mnie podejrzliwe spojrzenie. – Skąd wiedziałeś?

Podałem jej kubek i mrugnąłem.

– Zgadłem.

Patrzyła na mnie z ewidentnym brakiem zaufania. W końcu najwyraźniej doszła do jakichś wniosków.

– Nie kupuję tego, ale wolę przejść do informacji o Brandy. To część naszej umowy. – Mówiła zwięźle, niemal służbowo. Doceniałem jej chłodną postawę, chociaż wolałem, żeby jej usta poruszały się bardziej zmysłowo. – Dowiedziałeś się czegoś nowego?

– Owszem. – Przysunąłem sobie do niej krzesło i usiadłem może nieco bliżej, niż uznała za komfortowe. Ale nie mogłem się powstrzymać. Nie potrafiłem oprzeć się pragnieniu bycia blisko niej. – Nasze kamery pokazały, że Brandy wyszła z baru Styks na dole z Asmodeuszem. To inkub, który zarządza moimi klubami ze striptizem – dodałem ten pomocny szczegół i przyjrzałem się jej kątem oka, czekając na reakcję.

Zakrztusiła się kawą.

– Inkub? W twoich… klubach ze striptizem?

Powinienem się domyślić, że nie pamięta o żadnych demonach ani istotach nadnaturalnych, ale może udałoby mi się pobudzić jej wspomnienia.

– Tak, kluby ze striptizem. Mam ich wiele w całym mieście, zaspokajają wszelkie kinki. Dzięki nim lilim mogą bezpiecznie żerować na ludziach, nie wyrządzając im krzywdy, a dzięki ich darom ludzie czują natychmiastową satysfakcję. W końcu… – Nachyliłem się do niej i ściszyłem głos. – …chcę, żeby wszyscy moi klienci opuszczali moje przybytki zadowoleni. Łącznie z tobą.

Obserwowała mnie spod ciemnych rzęs z coraz większą podejrzliwością, po czym zerknęła na drzwi sypialni, a potem wyjściowe, jakby rozważała ucieczkę. Mogła się rozglądać po apartamencie do woli. Nie miała z niego jak uciec. Mężczyźni stojący za drzwiami nie pozwoliliby jej na to, a Azazel była bardzo dobra w tym, co robiła.

– Lilim? – zapytała po chwili.

Cholera. Najwyraźniej nic, co mówiłem, nie pobudzało jej wspomnień.

– Termin ogólny na sukuby i inkuby. Typ demonów, które żywią się pożądaniem.

– Aha – rzuciła z niedowierzaniem, jakby po prostu starała się zadowolić szalonego miliardera, po czym łyknęła kawy. – Z tym, co mówisz, jest tylko jeden problem. Brandy nie należy do osób, które idą do łóżka z facetem poznanym dopiero co w barze.

– Jest człowiekiem. – Wzruszyłem ramionami. – Nie byłaby w stanie oprzeć się inkubowi, nawet gdyby bardzo się starała. Zwłaszcza tak staremu i potężnemu jak Asmodeusz, który bez wysiłku oczaruje ludzką kobietę. Problem w tym, że on również zaginął.

– Myślisz, że ją uprowadził? – Zignorowała informacje o demonach i skupiła się na zaginięciu Asmodeusza. Dostrzegłem w jej oczach zawziętość, która powiedziała mi, że Hannah bez wahania rzuciłaby się na każdego, kogo uznałaby za zagrożenie dla przyjaciółki, nawet jeśli nie miała najmniejszych szans na zranienie demona pokroju Asmodeusza.

– Nie, nie wyobrażam sobie, że mógłby zrobić coś takiego.

– No to musimy ich znaleźć. Powinniśmy powęszyć, przepytywać ludzi albo…

Z podekscytowania puściła szlafrok i wyjaśniło się, dlaczego tak kurczowo go trzymała. Materiał był do tego stopnia znoszony, że supeł w talii ciągle się poluzowywał i kusząco odsłaniał słodkie krągłości piersi. Ledwo słyszałem, co mówi, bo palce świerzbiły mnie, żeby dotknąć tej gładkiej, miękkiej skóry.

– Hannah. – Położyłem dłoń na jej kolanie, a ona zamarła. – Nic nie możemy zrobić. Szukają ich teraz moi najlepsi poddani. Jestem absolutnie pewny, że wkrótce znajdą twoją przyjaciółkę.

Zgarbiła się.

– Nie możemy im pomóc?

Nie miałem wątpliwości, że ludzie Samaela znajdą Brandy. Nic na Ziemi ani w żadnym innym królestwie nie było dla mnie ważniejsze od kobiety, która siedziała obok mnie i ściskała szlafrok. Mieliśmy umowę i zamierzałem jej dotrzymać. Zawsze to robiłem.

Pokręciłem głową.

– Jeżeli się wmieszamy, tylko ich spowolnimy. Pozwól im robić to, do czego zostali wyszkoleni. To nie jest pierwszy raz, gdy Samael prowadzi akcję poszukiwawczo-ratunkową, i najlepsze, co możemy dla niego zrobić, to zająć się własnym życiem. I rzeczywiście zaplanowałem coś, co odwróci twoją uwagę od tego wszystkiego.

 

– W dzień? Myślałam, że mamy coś robić tylko nocami. – Zrobiła długi wydech. – Jaki jest dzisiejszy grzech?

– Chciwość. – Wskazałem na jej pokój. – W twojej garderobie, w czarnym pokrowcu na ubrania wisi nowy strój. Włóż go, proszę. – Próbowałem nie uśmiechać się szeroko, ale myśl, że Hannah będzie chodzić w ubraniu, które dla niej wybrałem, rozpaliła mnie zaborczym pożądaniem. Moja kobieta. Moja. Nie czułem się tak od… No, od ostatniego razu.

– A co będziemy robić? – I znowu w jej głosie pojawiła się podejrzliwość. To była jedna z przyczyn, dla których tak ją lubiłem. Nie dawała mi się od niczego wymigać.

– Zakupy. – Celowo zachowałem swobodny ton, a ona uniosła pytająco podbródek. – Będziemy kupować ci nowe ubrania.

Jęknęła.

– Co jest nie tak z obecnymi?

Spojrzałem znacząco na jej wyświechtany szlafrok.

– Wszystko.

Skrzyżowała ręce na piersi.

– Przepraszam, że nie przewidziałam, że w tym tygodniu odegram rolę kochanki miliardera.

– No właśnie. Potrzebujesz garderoby odpowiedniej dla twojej nowej pozycji u mojego boku. – Przeniosłem wzrok na gazetę, tym samym odprawiając Hannah. Udałem brak zainteresowania nie dlatego, że już się na nią napatrzyłem, ale z tego powodu, że gdybym dalej to robił, chciałbym jej dotknąć, całować ją, posiąść, a ona nie była na to gotowa… Jeszcze.

Fuknęła, po czym obróciła się na pięcie i wróciła do sypialni – miałem nadzieję, że po to, by się przyszykować. Zerknąłem na nią i dostrzegłem jej doskonały tyłek oraz smagnięcie długich złotych włosów. Wyglądała inaczej niż wcześniej, ale byłem w stu procentach pewny, kim jest. Pociąg, który czułem, podwyższone tętno i drgnięcie fiuta… Każda część mnie doskonale wiedziała, kim jest ta kobieta.

Ona też musiała to czuć – to przyciąganie, tę tęsknotę, potrzebę. Naszą niezniszczalną więź, która utrzymywała się przez całą wieczność. Jednak tym razem musiała być ukryta bardzo głęboko.

Bycie jedyną osobą, która znała prawdę na nasz temat i która wszystko pamiętała, było wyrafinowaną torturą. Chciałem powiedzieć Hannah o nas, ale musiałem poczekać, aż będzie gotowa to usłyszeć. To zdecydowanie zabawa dla cierpliwego mężczyzny, a ja postawiłem wszystko na jeden tydzień.

W ciągu najbliższych nocy miałem przypomnieć jej, kim jest w rzeczywistości – i dlaczego jej miejsce jest u mojego boku jako mojej królowej.

6

Hannah


Kolejny samochód zabrał nas spod Niebiańskiego, ale tym razem przynajmniej nie była to limuzyna. Nie żeby lśniący srebrny sportowy aston martin był mniej prestiżowy. Lucas swobodnie trzymał kierownicę i nie odrywał oczu od jezdni, więc mogłam mu się przyglądać bez konieczności wytrzymywania jego intensywnego spojrzenia. Był zbyt przystojny na realnego człowieka, przypominał raczej sen, i za każdym razem, gdy mój wzrok na niego padał, chciałam go dotknąć i udowodnić sobie, że nie stanowi wytworu mojej wyobraźni. Roztaczał wokół siebie uderzającą do głowy mieszaninę zmysłowego uroku i mrocznej, niebezpiecznej władzy, której nie sposób było się oprzeć. Tym razem, dzięki Bogu, nie włożył smokingu, ale jego czarny garnitur był idealnie skrojony i bez wątpienia kosztował fortunę.

Skoro już o tym mowa, mój strój pewnie też. W garderobie znalazłam białe szorty, których marki nie rozpoznałam, chociaż nie miałam najmniejszej wątpliwości, że nie było mnie na nią stać, oraz lawendową koszulę na guziki, za to bez rękawów. Wyglądałam na gotową udać się do klubu i jeść idiotycznie małe kanapeczki albo pić herbatę z wyprostowanym małym palcem, naśmiewając się z biedaków mojego pokroju.

No i były jeszcze buty: na płaskim obcasie, błyszczące i czarne z napisem „Miu Miu”. O tej marce słyszałam i ledwo powstrzymałam się od sprawdzenia w telefonie ich ceny. Nie zniosłabym myśli, że idę ulicami Las Vegas w butach, które są warte więcej niż mój samochód. Wolałam wierzyć, że nie były aż tak drogie. Nie mogłam myśleć o nich w inny sposób, bo niosłabym je w ręce i szła boso. To wszystko przerastało mnie tak bardzo, że nawet nie było już zabawne, a wnętrzności skręcały mi się nerwowo, gdy tylko rozważałam, czego Lucas będzie oczekiwać w zamian za swoją… życzliwość.

A ja pewnie mu to dam.

Przynajmniej dotrzymywał swojej części umowy i szukał Brandy. Gdy przemierzaliśmy dzielnicę rozrywkową, gapiłam się na turystów mijających jasno oświetlone sklepy, kasyna i restauracje, rozmyślając o wszystkim, co usłyszałam po południu. Trudno mi było uwierzyć, że Brandy wyszłaby z baru z nieznajomym, nieważne jak seksownym, a wyjaśnienia Lucasa, jakoby tamten facet był inkubem, nie poprawiły mi samopoczucia. Jego ludzie mieli jednak jakąś poszlakę, a mnie nie udało się znaleźć nawet tyle. Musiałam tylko przetrwać to dziwaczne doświadczenie przez następne kilka dni, aż Brandy zostanie odnaleziona i będziemy mogły wrócić do normalnego życia.

A całe to gadanie, że Lucas jest diabłem? Taa, od wczoraj z całych sił próbowałam o tym zapomnieć. Jedyne wyjaśnienie było takie, że posłużył się metaforą, by mnie zastraszyć.

Albo faktycznie sam w to wierzył, co byłoby jeszcze bardziej niepokojące. Zjechaliśmy kilka pięter w garażu podziemnym, aż dotarliśmy do części pełnej najbardziej krzykliwych samochodów, jakie w życiu widziałam. Znałam niektóre marki ze słyszenia – niemal wszystkie były włoskie i wymawiane z nabożną czcią.

– Gdzie jesteśmy? – zapytałam, gdy ruszył w moją stronę jakiś mężczyzna w garniturze, żeby otworzyć mi drzwi. Z drugiej strony do Lucasa szedł już inny parkingowy. Szybko się nauczyłam, że bogaci nigdy sami nie parkują.

Lucas wysiadł z samochodu, obszedł go i stanął przed mężczyzną, żeby wziąć mnie za rękę i pomóc mi wysiąść, jakby nie śmiał pozwolić mu za bardzo się do mnie zbliżyć.

– To osobne wejście do Shops at Crystals dla ich najważniejszych klientów. To centrum handlowe, które oferuje wyłącznie luksusowe marki. Jestem jego właścicielem poprzez Abbadon Inc, która ma też tysiące innych galerii w różnych częściach świata.

– Ty jesteś właścicielem tego miejsca? I tysięcy galerii handlowych? – Opadła mi szczęka. Podczas poszukiwań Brandy mijałam Shops at Crystals i podziwiałam je z zewnątrz, ale wiedziałam, że nie stać mnie na znajdujące się tam rzeczy.

– To tylko kolejna część mojego majątku – odpowiedział, zapinając marynarkę. – Idziemy?

Poprowadził mnie czerwonym dywanem – prawdziwym czerwonym dywanem – do centrum, które było niepodobne do żadnego z odwiedzanych przeze mnie wcześniej. Szliśmy po lśniącej podłodze, wzdłuż której pod ścianami biegły grube żyły złota. Same ściany miały kolor szampana i co kilka stóp wisiały na nich wymyślne kinkiety. Na końcu znajdowały się schody, które wyglądały tak, jakby były dosłownie pokryte złotem, a po obu ich stronach rosła bujna roślinność. Wypatrzyłam wśród niej konwalniki płaskopędowe, białe i różowe barwinki oraz liliowe hibiskusy. Gdy je mijaliśmy, wzięłam głęboki wdech i ogarnęła mnie tęsknota za kwiaciarnią.

– To jest centrum handlowe? – szepnęłam.

Idący obok mnie Lucas z rozbawieniem uniósł kąciki ust.

– To jego tajemna część, specjalne podziemne przejście dla VIP-ów. Vegas przyciąga mnóstwo celebrytów i utracjuszy, a ci lubią robić zakupy bez przyciągania spojrzeń postronnych. Każdy z butików ma osobne wejście, żeby chronić naszą prywatność.

Ja tam wolałabym obserwować innych ludzi w centrum, ale chyba taki człowiek jak on chciał trochę prywatności, z tym jego mrokiem i ewidentnymi powiązaniami z półświatkiem, bo niby jak inaczej zyskałby tyle władzy? Był całkowicie inny niż wszystkie poznane przeze mnie dotąd osoby. Słyszałam plotki o stylu życia bogaczy, ale nigdy się nie spodziewałam, że różnica będzie aż tak diametralna. Lucas po prostu oczekiwał, że świat padnie przed nim na kolana – i tak się działo.

W przejściu znajdowaliśmy się tylko my dwoje, ale mijałam mnóstwo szyldów typu Gucci, Dior, Louis Vuitton i takich, o których nigdy w życiu nie słyszałam. Czy Lucas sądził, że kupię tu jakieś ubrania?

Odchrząknęłam.

– Wiesz, że na nic mnie zbytnio nie stać, prawda? Ledwo zapłaciłam za benzynę, żeby tu przyjechać.

Jego dłoń owinęła się wokół mojego łokcia i już sam ten delikatny dotyk spowodował, że zabrakło mi tchu, a moje uda się zacisnęły.

– Hannah, nigdy bym nie oczekiwał, że za cokolwiek zapłacisz. To mój prezent dla ciebie.

Przygryzłam wargę.

– W zamian za co?

– Przyjemność płynącą z twojego towarzystwa.

Wprowadził mnie do pierwszego sklepu. Nazwa nad drzwiami oznajmiała: „Versace”. Wszystko w środku było białe: skórzane kanapy, podłogi, stoliki. W całym pomieszczeniu białe nie były tylko nasze ubrania i nazwa sklepu wypisana wielokrotnie na podłodze złotymi literami.

Gdy tylko weszliśmy, z przeciwległego końca podbiegła do nas sprzedawczyni. Włosy ostrzyżone w zadziornego boba podskakiwały w rytm jej pospiesznych kroków.

– Pan Yfer! – wykrzyknęła. Przez chwilę wydawało mi się, że zamierza dygnąć. – Miło pana widzieć. Jak możemy dziś panu pomóc?

– Proszę ocenić rozmiar mojej towarzyszki i przynieść jej różne ubrania do przejrzenia.

Kobieta odwróciła się i wybiegła, a widok jej wielkich oczu skojarzył mi się z przestraszoną łanią. Dotarło do mnie, że Lucas ją przerażał. Czy bali się go wszyscy w tym mieście?

Usadowił się na jednej z kanap, a potem poklepał miejsce obok siebie. Pokręciłam głową, byłam zbyt onieśmielona, żeby usiąść.

Nie minęło dużo czasu i z drugiego pomieszczenia wbiegali inni sprzedawcy, wieszali przede mną ubrania na stojakach i znowu wybiegali. Gapiłam się tylko bezgłośnie na drogie stroje z miękkich i połyskujących materiałów. Ktoś wręczył mi butelkę lodowatej wody z wymyślną etykietą, której nie rozpoznałam. Napiłam się, żeby zwilżyć suche gardło.

Z niechęcią musiałam przyznać, że ta woda była smaczniejsza od wszystkich, jakie sobie kupowałam. Kurna, zwykle piłam po prostu kranówkę, nawet jeśli miała ziemisty posmak albo była tak nagrzana przez słońce, że temperaturą dorównywała kawie.

– Przymierz wszystko, co ci się spodoba. – Lucas machnął ręką w stronę wieszaków. – Będzie twoje, jeśli tylko zechcesz.

Nagle poczułam się malutka i samotna jak palec, otoczona pięknymi rzeczami poza zasięgiem mojego portfela, znajdująca się w absolutnym władaniu mężczyzny, który mógł albo obsypać mnie podarkami, albo po prostu zabić, jeśliby tak postanowił.

– Lucasie, nie mogę przyjąć tych drogich ubrań. – Próbowałam mówić ponad całą tą krzątaniną.

Wstał i podszedł do mnie, a potem ujął mnie za brodę i spojrzał mi prosto w oczy.

– Możesz i to zrobisz. W końcu przez następne kilka dni będziesz widziana ze mną w miejscach publicznych, więc musisz się odpowiednio prezentować.

Z trudem przełknęłam ślinę, bo znowu zaschło mi w gardle, tym razem z powodu przenikającej mnie mieszanki pożądania i lęku.

– To ma być coś w stylu Pretty Woman?

– Ależ skąd. Przecież nie płacę za twoje ciało. Wynegocjowałem tylko twój czas. – Przesuwał kciukiem po mojej dolnej wardze, kreśląc zmysłowe wzory, które pozbawiły mnie tchu. – I w ramach spędzanego wspólnie czasu żądam, żebyś była ubrana stosownie do okazji. Zapewniam cię, że nie odczuję tych wydatków, a z prezentami nie wiążą się żadne haczyki.

Pokiwałam powoli głową zahipnotyzowana jego oczami i melodyjnym tonem głosu, nie wspominając o tym, w jaki sposób mnie dotykał – jakby już posiadł mnie na własność. Patrzył na mnie tak, jak gdyby w całym mieście nie istniał nikt inny – i trudno mi było nie chcieć oddać mu się w całości.

Przymierzyłam trochę ubrań i odłożyłam kilka, które mi się spodobały, ale potem miałam ochotę część z nich odwiesić. Wydawało mi się, że wszystko wyjdzie za drogo, zwłaszcza kiedy zauważyłam cenę jednej z rzeczy. Równowartość tego, co płaciłam miesięcznie Brandy w ramach czynszu, wystarczyłaby na rękaw koszuli i tyle.

– Weźmie to wszystko – oznajmił Lucas władczym głosem. – Spakujcie to i wyślijcie do mojego apartamentu.

W kilku następnych sklepach potraktowano nas dokładnie tak samo, wskutek czego kręciło mi się w głowie i czułam się jak jakaś utrzymanka. Albo żona szefa mafii. To drugie pewnie było celniejsze.

Pospiesznie zajrzeliśmy do Louisa Vuittona, gdzie Lucas uparł się, że mam dostać torebkę z najbardziej limitowanej edycji. Przynieśli mi taką, której powstały tylko trzy sztuki. Niosłam ją – pustą – na ramieniu do następnego sklepu sztywna jak trup, a Lucas prowadził mnie z ręką owiniętą wokół mojej talii. Próbowałam się o niego nie opierać, ale moje wysiłki szły na marne, zwłaszcza że on był ode mnie większy, a moje ciało pragnęło osunąć się w jego ramiona wbrew upomnieniom mózgu przypominającego, że to zły pomysł.

 

Fendi, Prada, Chanel. Kupiliśmy więcej ubrań oraz pasujące do nich buty i akcesoria, co dało mi garderobę godną księżniczki, ale kompletnie niezdatną w moim codziennym życiu. Po co mi tyle ciuchów na tydzień? Raz po raz powtarzałam Lucasowi, że już wystarczy, ale on ciągle mnie ignorował. W pewnej chwili zobaczyłam strój, który szalenie mi się spodobał, a Lucas najwyraźniej wyczytał to w moich myślach, bo naprawdę bardzo mocno się starałam, żeby nic nie było po mnie widać. Nie chciałam, by sobie pomyślał, że wykorzystuję jego hojność, skoro jej skala w rzeczywistości przeszywała mnie lodowatym dreszczem, ale on i tak powiedział sprzedawcom, żeby spakowali go z całą resztą.

Następnie zatrzymaliśmy się przed sklepem Tiffany’ego. Zawahałam się przed drzwiami, pod ikonicznym niebieskim szyldem.

– Lucasie, poważnie, to już zbyt wiele.

– Nalegam.

Złapał mnie za rękę, a ja nie zdążyłam go powstrzymać. Pociągnął mnie przez drzwi do kolejnego salonu, równie wyrafinowanego jak poprzednie pięć czy sześć, czy ile tam odwiedziliśmy jak dotąd. Gdy tylko pracownicy nas zauważyli, niemal poprzewracali się nawzajem, pędząc, by nas obsłużyć. Próbowałam wszystkiego odmawiać, mimo że podziwiałam klejnoty, ale Lucas wybrał kilka rzeczy, łącznie z diamentowymi kolczykami na sztyftach i diamentowym naszyjnikiem.

– Na co dzień – oznajmił.

Prychnęłam.

– Moje codzienne życie nie obejmuje diamentów.

– Nie? – Posłał mi czarujący uśmiech, który zrobił sieczkę z mojego mózgu. – Wydawało mi się, że diamenty to najlepsi przyjaciele dziewczyny.

– Nie tej – mruknęłam. – W każdej chwili wybiorę książki zamiast diamentów.

– To też nie problem, wiesz. Ale może rzeczywiście znajdziemy coś, co będzie bardziej do ciebie pasować. – Zatrzymał się przed gablotką ze szmaragdowym kompletem złożonym z naszyjnika, kolczyków i bransoletki. Kamienie miały dokładnie ten sam odcień, co tęczówki Lucasa.

Uniosłam dłoń.

– Są zachwycające, ale…

– Tak, idealne – orzekł stanowczo. Przeniósł spojrzenie na moje oczy. – Szmaragdy to twoje ulubione kamienie, prawda?

Zatkało mnie. Najpierw była kawa, teraz to. Czy on mnie śledził?

– Skąd wiedziałeś?

Posłał mi diaboliczny uśmiech.

– Uznajmy, że zgadłem.

– Ale gdzie miałabym je nosić?

Głód w jego spojrzeniu sprawił, że serce mi mocniej zabiło.

– Na przykład w moim łóżku, bez ubrania.

– Nie ma szans – odparłam z bardzo nieprzekonującym śmiechem.

Machnął na sprzedawców, żeby zapakowali zestaw, ale nagle zauważył coś za moimi plecami i zmrużył oczy.

– Przepraszam na chwilę.

Minął mnie i wypadł ze sklepu, jakby ruszał na bitwę, a jego zachowanie zmieniło się tak diametralnie, że aż zakręciło mi się w głowie. Obserwowałam pakowanie mojej nowej biżuterii do uroczych niebieskich pudełeczek i torebek, zastanawiając się, jak to możliwe, że moje życie tak teraz wygląda.

– Czy mamy to doliczyć do rachunku pana Yfera? – zapytał sprzedawca.

– Tak sądzę. – Zerknęłam za siebie. Po Lucasie nie było ani śladu.

Wyjrzałam ze sklepu, zaczęłam się rozglądać i zauważyłam go trochę dalej w głębi przejścia. Rozmawiał przyciszonym głosem z jakimś rudym mężczyzną, a mowa ciał ich obydwu powiedziała mi, że to nie była przyjacielska pogawędka. Nagle Lucas złapał tamtego za szyję, uniósł w powietrze i rzucił nim o ścianę. A raczej w ścianę.

Tynk posypał się na wszystkie strony i zostało w nim wgniecenie wielkości człowieka. Lucas nie cofnął dłoni, nadal z niewyobrażalną siłą trzymał rozmówcę przyszpilonego za gardło do ściany. Widziałam tylko jego plecy, ale to wystarczyło, żeby przeszył mnie lęk.

Wreszcie upuścił rudego mężczyznę na stertę gruzu u swoich stóp.

– Nie występuj więcej przeciwko mnie, bo następnym razem nie będę taki wyrozumiały, zrozumiano?

– Tak, panie. – Mężczyzna klęczał i kiwał nisko spuszczoną głową. Najwyraźniej nic mu się nie stało, chociaż przebił ścianę.

Lucas otrzepał ręce z tynku i odwrócił się w moją stronę, zostawiając nieznajomego na kolanach. Zauważył, że patrzę na niego z otwartymi ustami, i posłał mi olśniewający uśmiech, jakby cała ta scena była całkowicie normalna.

Dołączył do mnie i ponownie zapiął marynarkę.

– Przepraszam, najdroższa, sprawy demonów. Na czym skończyliśmy?

– Jak on…? – Pokazałam na mężczyznę, który wstał i w te pędy uciekł z centrum.

– Nie martw się, to zmiennokształtny. Lis, jeśli chcesz wiedzieć. Ledwo go drasnąłem. – Znowu ujął mnie za łokieć, zaborczo wbijając mi silne palce w skórę. – Idziemy dalej? Chciałbym, żebyśmy odwiedzili jeszcze jeden sklep.

Przytaknęłam słabo, czując gulę w gardle, a on poprowadził mnie do kolejnego miejsca, zostawiając za sobą strzaskany tynk. Tu szyld głosił: „Alexander McQueen”. Musiałam zbierać szczękę z podłogi, gdy w środku mijaliśmy przepiękne ubrania, buty i torebki. W tym tajemnym pomieszczeniu z tyłu sklepu wystawione były prawdziwe suknie z wybiegu dla modelek, takie z pelerynami, piórami i klejnotami. Prawdziwymi klejnotami, nie żadnymi tandetnymi cekinami. Niemal przez to zapomniałam, co przed chwilą zobaczyłam.

Lucas podniósł tamtego faceta za szyję i wbił go w ścianę. Skąd miał taką siłę? I jakim cudem tamten człowiek wyszedł z tego bez szwanku?

Czy ta cała gadka o demonach mogła być prawdą?

Nie. To niemożliwe.

Nie potrafiłam tego wyjaśnić, ale potwierdzało to jedną rzecz: Lucas był bardziej niebezpieczny, niż mi się początkowo zdawało.

– Potrzebuję sukni godnej królowej – oznajmił sprzedawcy. – Niepowtarzalnej. W jej rozmiarze.

– Mam coś idealnego – odpowiedział z szacunkiem szykownie ubrany mężczyzna. – Przyniosę natychmiast.

Sprzedawca zniknął, gdy Lucas pokiwał głową. Gapiłam się na niego i dreszcz lęku przeszył mi kręgosłup. Zastanawiałam się, jak mógł się zachowywać tak swobodnie po takim akcie przemocy. I wyglądać tak zatrważająco atrakcyjnie. Kuźwa, może faktycznie był diabłem. Albo przynajmniej było mu do niego bardzo blisko.

Sprzedawca wrócił ze zwiewną suknią balową, całą czarną za wyjątkiem kryształowych gwiazdek spływających ku różnym fazom księżyca na dolnym rąbku. Srebrne klamry w kształcie księżyca mocowały przy ramionach długą czarną narzutkę z kolejnymi kryształowymi gwiazdkami. Pomijając mocno wycięty i dopasowany gorset, całość była miękka i lejąca. Nigdy nie widziałam piękniejszej sukni.

Lucas pokiwał głową.

– Dopasujcie ją do niej.

Momentalnie wyciągnęłam rękę, żeby dotknąć kryształów, lecz ją cofnęłam.

– Jest wspaniała, ale nie wyobrażam sobie, że będę miała jakąkolwiek okazję, by ją włożyć.

Przyszpilił mnie swoim mrocznym spojrzeniem.

– Ostatniej nocy będziesz mi towarzyszyć podczas balu z okazji Nocy Diabła.

Policzyłam w myślach noce. Ostatnia miała wypaść tuż przed Halloween.

– A co to jest bal z okazji Nocy Diabła?

– Demony oddają mi wtedy cześć jako ich królowi.

Nie miałam czasu przetrawić tego absurdalnego wyjaśnienia, bo zostałam odprowadzona do przebieralni, gdzie jakaś kobieta pomogła mi włożyć suknię. I nagle gapiłam się na swoje odbicie, z bladą twarzą, przerażeniem w oczach i w najśliczniejszej sukience, jaką kiedykolwiek miałam na sobie. Czy tak się czuła Persefona, kiedy porwał ją Hades? Czy Lucas sądził, że cały ten blichtr i przepych przysłonią mi mroczne, podejrzane głębie jego półświatka?

Podszedł od tyłu i nasze spojrzenia skrzyżowały się w lustrze. Zaborczym gestem położył mi ręce na ramionach.

– Tak, to odpowiednia suknia. A kiedy będziesz kroczyć w niej u mego boku, nikt nie będzie mieć wątpliwości, że jesteś moja.

– Tylko na siedem nocy – zaznaczyłam buntowniczo, chociaż w duchu zastanawiałam się, czy zdołam uciec.

Jego usta wygięły się w mrocznym uśmiechu.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?