Bańki mydlane

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Książki Edyty Świętek, które ukazały się

w Wydawnictwie Replika

Saga SPACER ALEJĄ RÓŻ

Cień burzowych chmur

Łąki kwitnące purpurą

Drzewa szumiące nadzieją

Szarość miejskich mgieł

Powiew ciepłego wiatru

NOWE CZASY

Nie pora na łzy

Przeminą smutne dni

Tam, gdzie rodzi się miłość

Tam, gdzie rodzi się zazdrość

Cienie przeszłości

Miód na serce

Noc Perseidów

Wszystkie kształty uczuć

Cappuccino z cynamonem

Zanim odszedł

W przygotowaniu

Dom lalek


Copyright © Edyta Świętek

Copyright © Wydawnictwo Replika, 2019

Wszelkie prawa zastrzeżone

Korekta

Joanna Pawłowska

Projekt okładki

Iza Szewczyk

Skład i łamanie

Maciej Martin

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

Wydanie elektroniczne 2019

eISBN 978-83-66217-45-4

Wydawnictwo Replika

ul. Szarotkowa 134, 60-175 Poznań

tel./faks 61 868 25 37

replika@replika.eu

Beatius est magis dare quam accipere[1]

[1] Sentencja łacińska: „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu”.

Życie jest bańką mydlaną – mieni się wielobarwnymi tęczami.

Dochodziła północ, lecz z wyjątkiem Krystiana nikt spośród bawiących się w dyskotece nie zwracał na to uwagi. Muzyka wciąż grała, kołysząc tłum młodzieży spragnionej zabawy. Światła stroboskopowych lamp rzucały obłędną poświatę na tańczących, co sprawiało, że wyglądali oni jak istoty z pogranicza jawy i snu. Hałas był taki, że prócz piosenek puszczanych przez DJ-a nie dało się usłyszeć dosłownie niczego.

W sali barowej było znacznie ciszej, lecz i tutaj należało zdzierać gardło, aby prowadzić rozmowę. Michalina, bohaterka wieczoru, odpoczywała właśnie przy barze. Koleżanki wyciągnęły ją na imprezę, mimo że powinna uczyć się do klasówki. Okazja była jednak niebagatelna, tego właśnie dnia wkraczała bowiem w dorosłość. Świętowała tę okoliczność wraz z kilkoma przyjaciółkami, wznosząc toasty niskoprocentowym radlerem.

Dziewczęta jak to dziewczęta – radosne, rozchichotane, pełne marzeń, spragnione zabawy – uważnie lustrowały goszczących w lokalu chłopców, komentując przy okazji ich wygląd, czasami głośno i niewybrednie, czasami ciszej.

Michalina, która w przeciwieństwie do koleżanek nie była specjalnie przyzwyczajona do tak głośnych zabaw, zaczynała odczuwać znużenie. Nieczęsto odwiedzała dyskoteki, jej rodzice byli dosyć surowymi ludźmi i trzymali krótko zarówno ją, jak i dwie starsze córki. Tego wieczoru okazali jednak większą pobłażliwość i ze względu na okazję przymknęli oko i na dyskotekę, i na kusą spódniczkę. Niemniej chętnie wróciłaby już w zacisze swojego maleńkiego, dzielonego z Gosią pokoiku. Ze znudzeniem odpowiadała na zaczepki Artka – chłopca, który kilka tygodni temu postawił sobie za punkt honoru, że ją poderwie. Bardzo poważnie podchodził do tego planu i od jakiegoś czasu wciąż kręcił się w pobliżu.

Nagle dziewczyna dostrzegła siedzącego na uboczu bruneta. Spotykała go od czasu do czasu na mieście, zawsze w przelocie. Można było powiedzieć, że znali się jedynie z widzenia, a Michalina nie wiedziała nawet, jak chłopak ma na imię. Domyślała się jedynie, że jest studentem, gdyż najczęściej widywała go przy zbiegu Alei Trzech Wieszczy z Czarnowiejską, w bezpośredniej bliskości Akademii Górniczo-Hutniczej. Ona uczyła się w „pięćdziesiątce jedynce” na Kijowskiej, więc idąc do szkoły, siłą rzeczy mijała uczelnię.

Coś w jego oczach sprawiało, że zwracał na siebie uwagę. Był wysoki, smukły, miał ciemne, modnie ostrzyżone włosy i zazwyczaj nosił trzydniowy zarost. Ilekroć przechodził obok niej, Misia odczuwała, że dzieje się z nią coś dziwnego. Niezależnie od temperatury otoczenia ogarniało ją gorąco, a krew zaczynała w niej wrzeć. Podobał się jej nieprawdopodobnie i marzyła o tym, aby go poznać. Nigdy nie zdobyła się na to, aby przejąć inicjatywę, gdyż rodzice wpoili jej przekonanie, że nie wypada, aby dziewczyna pierwsza nagabywała chłopca.

Na pewno podobał się również jej koleżankom. Często chichotały na jego widok, patrzyły na niego zaczepnie lub rzucały jakąś uwagę, lecz owo zdawkowe „cześć” było ewidentnie przeznaczone dla Michaliny – mówiąc to, zawsze spoglądał jej prosto w oczy.

Było w nim coś fascynującego. Nawet teraz, gdy siedział na wysokim barowym stołku, puszczając bańki mydlane, przyciągał wzrok. W jednej dłoni trzymał nieduży pojemniczek, w którym co jakiś czas zanurzał plastikową szpatułkę z otworkiem. Michalina z fascynacją obserwowała, jak młody mężczyzna nabiera powietrza i puszcza wielobarwne, kuliste roje. Bańki unosiły się wokół, wirując i mieniąc się kolorami tęczy. Większość z nich dość szybko pękała, lecz kilka doleciało do dziewczyny.

Starała się nie pożerać go zachłannym wzrokiem, gdyż nieznajomy patrzył w jej stronę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, puścił do niej oko i wydmuchnął kolejną porcję baniek. Wyglądał tak, jakby wahał się, czy wstać, czy zostać na miejscu. Michalina przesłała mu uśmiech ponad ramieniem zagadującego ją Artka. Pomyślała, że byłoby miło, gdyby do niej podszedł. Była ciekawa, kim jest, jak ma na imię i czy rzeczywiście te wszystkie spojrzenia i uśmiechy były kierowane do niej.

Zapewne gdyby nie wypite wcześniej piwo, nie zebrałaby się na odwagę, aby w jakikolwiek sposób zachęcić chłopca do działania, była bowiem dość powściągliwa i z natury trochę nieśmiała. Szybko pożałowała tego impulsu. W tej samej chwili Artek, zachęcony porozumiewawczym uśmiechem, który nie był przeznaczony dla niego, objął Michalinę w poufały sposób i chciwie przycisnął usta do pociągniętych błyszczykiem dziewczęcych warg.

Dziesięć sekund wcześniej zapytał, czy może ją pocałować. Nie wiedział jednak, że Michalina w ogóle go nie słucha.

Zaskoczona, w pierwszej chwili znieruchomiała, poddając się pocałunkowi, którego sobie nie życzyła. Wargi Artka były mokre, a jego język nieprzyjemnie oślizgły. Miała wrażenie, jakby w jej ustach wiło się jakieś obrzydliwe stworzenie podobne do ślimaka bez skorupki. Na domiar złego poczuła, że dłonie kolegi ześlizgują się z jej pleców na pośladki.

Krystian patrzył na całującą się parę. Gdy zobaczył, że dłonie chłopca przesuwają się po plecach dziewczyny, przeczesują jej długie włosy i zmierzają w dół, poczuł zazdrość. Wstał zdegustowany i rzucił na bar pojemnik z płynem do puszczania baniek.

Jest dokładnie taka sama, jak wszystkie laski, uznał z głęboką niechęcią. Rzuca zalotne uśmiechy, a sekundę później ściska się z kimś innym. I pomyśleć, że uważał Michalinę za kogoś zupełnie innego!

Wiedział, jak dziewczyna ma na imię – wpadła mu w oko już dawno temu, krótko po rozpoczęciu nauki w liceum. Sporo się o niej dowiedział, gdyż studiował z jej kuzynem. Kolega wspominał mu, że tego dnia kończyła osiemnaście lat.

Był nią zafascynowany – niesamowicie podobały mu się jej wielkie brązowe oczy ocienione gęstwiną rzęs, sięgające do pasa ciemnobrązowe włosy, smukłe nogi i gracja baletnicy. Od dawna chciał ją poznać, lecz uważał, że jest za młoda i nie powinien mącić jej w głowie. Wyglądała na mądrą dziewczynę, niemyślącą o błahych miłostkach. Uśmiech, którym czasami okraszała swoje „cześć”, pozbawiony był kokieterii. Tak przynajmniej łudził się do tej pory.

Kamil, kuzyn Michasi, opowiadał mu o niej chętnie i szczegółowo, utwierdzając go w przekonaniu, że nie myli się w ocenie dziewczyny. Z jego słów wynikało, że jest dla Krystiana wprost stworzona – wyciszona, spokojna, z bogatym wnętrzem. Miała duszę artystki, wciąż coś malowała lub rysowała. Chciała pójść do liceum plastycznego. Jej rodzice nie zgodzili się na to, uważając, że musi zdobyć lepsze wykształcenie, które dałoby jej w przyszłości szansę na stabilizację materialną.

Krystian uważał, że to błąd – nie powinni byli zakazywać córce podążania drogą, dzięki której mogłaby realizować swą życiową pasję. Wiedział, że Michalina jest utalentowana. Jakiś czas temu Kamil wyłudził od niej kilka akwareli i jedną z nich podarował przyjacielowi. Krystian oprawił ją i powiesił w swoim pokoju, na wprost łóżka. To była pierwsza i ostatnia rzecz, którą widział każdego dnia. Przedstawiała bańki mydlane na tle nieba z pierzastymi, białymi chmurkami. Niby nic niezwykłego, lecz nie mógł oderwać wzroku od idealnych kul mieniących się barwami tęczy, zza których prześwitywał błękit i obłoki. Dostrzegał w tym nie tylko artyzm, ale również głęboką wrażliwość dziewczyny.

Marzył o niej. Póki nie znał Michaliny osobiście, mógł upajać się wyobrażeniami na jej temat. Wydawała mu się równie idealna, jak unoszone wiatrem bańki – nieskazitelna i delikatna. Być może właśnie dlatego, że obawiał się konfrontacji marzeń z rzeczywistością, nie potrafił wykonać pierwszego kroku.

A jednak nie mógł w nieskończoność mijać jej obojętnie na ulicy. Kamil cały czas zwracał mu uwagę, że najwyższa pora, aby zrobił coś z tym zauroczeniem. Był najrówniejszym kumplem świata – nigdy nie zdradził przed kuzynką, że Michasia ma cichego wielbiciela.

 

Wspólnie ustalili, że tego dnia, tuż po północy, Krystian zamówi Happy Birthday, a później złoży jej życzenia i poprosi ją do tańca. Niestety, cały plan diabli wzięli, bo okazało się, że wbrew zapewnieniom Kamila w życiu Michaliny był jednak jakiś chłopak.

Krystian szybkim krokiem skierował się do wyjścia, puszczając mimo uszu słowa DJ-a , że następna piosenka dedykowana jest pewnej młodej damie, która właśnie wkroczyła w dorosłość. Wyszedł na zewnątrz, wsiadł na motocykl i włożył kask. Chwilę później włączył się do ruchu, nie zauważając nadjeżdżającej z dużą prędkością ciężarówki.

Oprzytomniawszy po pierwszym szoku, Michalina zaczęła wyrywać się z duszących objęć Artka. Nie podobał się jej ten pocałunek, była zła, że dała się zaskoczyć i do tego dopuściła. Prawdopodobnie nieprędko uwolni się od przykrego uczucia, które ją ogarnęło.

– Puszczaj mnie – syknęła, szarpiąc go za włosy. – Co ty sobie myślisz?! Pogięło cię?!

– Przepraszam! Przepraszam! – Podniósł ręce w pojednawczym geście. – O co ci chodzi? Przecież to tylko pocałunek…

Sama była zaskoczona swoją gwałtowną reakcją. Nie zwykła wrzeszczeć na nikogo ani tym bardziej szarpać, ale dla niej to nie był „tylko pocałunek”, lecz coś o wiele poważniejszego. Nie zamierzała mu tego wyjaśniać – Artek i tak niczego by nie zrozumiał. Z zażenowaniem spojrzała w stronę, gdzie przed momentem siedział znajomy-nieznajomy chłopak, ale zobaczyła tylko pusty stołek, a na barze porzucony pojemnik do puszczania baniek, z którego wylały się resztki płynu. Zrobiło się jej smutno. Myślała, że w końcu go pozna, a tymczasem przez zaloty tego głąba prawdopodobnie zaprzepaściła na to szansę.

– Chodźmy już, Oliwka. – Pociągnęła najbliższą przyjaciółkę za rękaw. – Spadamy do domu!

Zamiast jednak ruszyć przed siebie, Michalina zatrzymała się w pół kroku. Przez ułamek sekundy wyglądała, jakby bardzo źle się poczuła. Jej usta nabrały sinoniebieskiej barwy, ciało pokryła gęsia skórka, zmroził ją przenikliwy chłód. Nigdy w życiu nie doznała czegoś równie nieprzyjemnego..

– Chodźmy – powtórzyła płaczliwie.

– No coś ty, Michalina! Jeszcze wcześnie, to twój wieczór! O! Słuchaj! Ktoś zamówił dla ciebie piosenkę. Hej! Co ci jest? – zapytała Oliwia, gdy koleżanka zmieniła się nagle na twarzy. – Wszystko w porządku?

– Nic mi nie jest – odparła Misia. – Po prostu przez ułamek sekundy poczułam niewyobrażalne zimno. Zupełnie jakbym wyszła na mróz w letniej sukience. Jestem zmęczona – powiedziała łamiącym się głosem. – Naprawdę chcę wracać do domu.

* * *

Rodzice spali, podobnie jak starsza siostra, z którą dzieliła pokój.

Michalina przemknęła na palcach do łazienki, aby zmyć makijaż i wziąć szybki prysznic. Zamiast jednak zająć się toaletą, stanęła przed lustrem i w ostrym świetle halogenowych światełek spojrzała sobie w oczy.

Westchnęła lekko.

Dorosłość wcale nie jest fajna, pomyślała. Nie czuję się ani trochę inaczej niż wczoraj czy przedwczoraj. Nic się nie zmieniło, nadal mieszkam z rodzicami i muszę chodzić do szkoły.

Ale mimo że kurczowo uczepiła się myśli o dorosłości, nie to było w tym wszystkim najważniejsze. Tak naprawdę chciała zepchnąć w niepamięć rzecz najbardziej przykrą – niefortunny pocałunek z kolegą. Bolało ją to jak diabli. Przecież tego nie chciała – nie prowokowała Artka, nie dawała mu przyzwolenia na takie zachowania. Wciąż było jej smutno, że kolega tak niefrasobliwie popsuł jej wieczór.

I pomyśleć, że pierwszy prawdziwy pocałunek w jej życiu był wymuszony… A tak bardzo chciała, aby wszystko odbyło się inaczej! Nigdy wcześniej nie całowała się z żadnym chłopcem, wyłączywszy, rzecz jasna, przyjacielskie cmoknięcia w policzek. Ktoś mógłby uznać, że to głupie i dziecinne, ale ona wierzyła, że pierwszy pocałunek jest w jakiś sposób święty, jest czymś, o czym będzie pamiętała przez całe życie. Marzyła, aby zrobić to z kimś wyjątkowo dla niej ważnym. Jak ognia unikała sytuacji, w których mogłoby się przydarzyć coś tak absurdalnego jak prymitywne lizanie się w cuchnącej bramie lub toalecie na zapleczu dyskoteki, co zdarzało się jej koleżankom. Pragnęła dla siebie czegoś innego – niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju.

Artek wszystko zepsuł. Zastanawiała się, czy gdyby nie natrętny kolega, poznałaby w końcu tego bruneta.

Czy wszystko w jej życiu miało być dziełem przypadku? Nie mogła na to pozwolić! Może nie była szczególnie przebojowa, zawsze wolała stać na uboczu, lecz nie zamierzała dopuścić do tego, aby ktoś decydował za nią lub naginał ją do swej woli. Co to, to nie!

Ukryła twarz w dłoniach. Była zmęczona.

Z mocnym postanowieniem, że nazajutrz o tym zapomni i zacznie dorosłe życie, panując nad wszystkimi jego aspektami, udała się na nocny spoczynek.

Pięć lat później

Ulewa zaskoczyła Michalinę w Ogrodzie Botanicznym.

Schroniła się w tym miejscu przed Jakubem – zdecydowanie za bardzo ją rozpraszał. Gdy był w pobliżu, nie było mowy o nauce, a że studiowali na tym samym kierunku, w ostatnich kilku miesiącach była permanentnie zdekoncentrowana.

Kuba dołączył do grupy w październiku, wcześniej przebywał na rocznym urlopie dziekańskim. Odkąd pojawił się na uczelni, zdrowy rozsądek Michaliny i cały jej święty spokój zostały pogrzebane. Gdy był w pobliżu, segmentacja rynku, lokowanie produktów czy teorie wyboru konsumenta stawały się abstrakcją. Jeżeli chciała zaliczyć ostatni egzamin w sesji, musiała unikać tego chłopca jak ognia – tylko wtedy miała gwarancję, że czytane przez nią notatki zakotwiczą w jej pamięci na dłużej. Oczywiście, mogła uczyć się w domu, ale czyż nie przyjemniej było na świeżym powietrzu, wśród zapachu kwiatów i ziół?

Siedziała na ulubionej ławce w pobliżu alpinarium, ucząc się do egzaminu o współczesnych koncepcjach marketingowych. Nagle niebo pociemniało, zerwał się wiatr i zaczęły spadać pierwsze gigantyczne krople, które w mgnieniu oka zamieniły się w ścianę deszczu. Rozgrzane alejki początkowo parowały, lecz bardzo szybko powstały na nich kałuże, na powierzchni których tworzyły się wielkie bąble. Nie było już czuć zapachu roślin, lecz charakterystyczną woń wilgotnej ziemi i deszczu. Granatowe niebo rozdarła oślepiająca błyskawica, a ciszę zakłócił łoskot grzmotu.

Michalina z piskiem zerwała się z ławki. Nie mogła zostać w czasie burzy wśród drzew. Co tchu popędziła poprzez szybko powiększające się kałuże w stronę bramy ogrodu. Usiłowała osłonić się od deszczu torebką, lecz padało tak intensywnie, że już po chwili była do cna przemoczona. Jej włosy, pracowicie wyprostowane rano, zaczęły zwijać się w niepokorne loki.

Wybiegła na ulicę i rozejrzała się za schronieniem. Ostatkiem tchu dobiegła do przystanku tramwajowego, gdzie ukryła się pod wiatą. Zewsząd nadciągali inni przegonieni przez ulewę ludzie. Pachniało wilgocią oraz mokrymi ubraniami.

Burza zdawała się nie mieć końca.

Na przystanek podjeżdżały kolejne tramwaje. Pasażerowie wsiadali i wysiadali, a Michalina wciąż tkwiła pod zadaszeniem. Godzina rozpoczęcia egzaminu zbliżała się nieubłaganie i wiedziała, że niebawem będzie musiała opuścić suchą przystań. Nawałnica nieco zelżała i oddaliła się nad Nową Hutę, lecz wciąż padało.

W końcu, widząc, że deszcz nie ustąpi, zrezygnowana dziewczyna porzuciła swe schronienie. Odczuwała dokuczliwe zimno, ponieważ po burzy temperatura spadła o dobre dziesięć stopni. Do pleców lepił jej się nieprzyjemnie mokry materiał letniej sukienki w kwiatki, a odsłonięte palce stóp posiniały.

Nie bacząc na niedogodności, Misia ruszyła dziarskim krokiem w stronę ulicy Rakowickiej, gdzie mieściły się budynki Uniwersytetu Ekonomicznego. Właśnie tam, na wydziale zarządzania, studiowała reklamę oraz public relations.

Nim dotarła pod gmach uczelni, dygotała z zimna. Zatrzymała się przed wejściem i usiłowała wycisnąć wodę z włosów oraz sukienki. Martwiła się, że przypomina zmokłą kurę. Na domiar złego było jej tak zimno, że nie wiedziała, czy zdoła skupić się na egzaminie.

– Cześć, kiciuś! Taplałaś się w wodospadzie Niagara, czy jak? – usłyszała znajomy głos.

Odwróciła się i jej usta rozciągnęły się w radosnym uśmiechu.

Jakub z całą pewnością nie biegał po deszczu. Miał suche ubranie i wyglądał na odprężonego. Na jej widok zaczął zdejmować marynarkę.

– Gdzie cię nosiło? Jesteś przemoczona i zmarznięta! Nie lepiej było pójść ze mną na kawę, tak jak proponowałem? Przez dwie godziny siedziałem sam w kawiarni. Z nudów zdołałem nawet przygotować się nieco do egzaminu.

– Byłam w Ogrodzie Botanicznym. Chciałam się spokojnie pouczyć – dodała, spoglądając na niego znacząco.

– Chcesz powiedzieć, że przy mnie nie możesz się skupić? – zapytał z szelmowskim uśmiechem, przyciskając zmarzniętą dziewczynę do piersi.

Przytuliła twarz do jego koszuli, nie bacząc na to, że odbija na niej swój mokry policzek.

Pachniał wodą po goleniu – lubiła ten zapach.

Lubiła w nim wszystko.

Lubiła, gdy ją całował, miękko, czule i zmysłowo.

Nigdy nie był nachalny. Zanim pozwoliła mu pocałować się po raz pierwszy, zaliczyli kilka udanych randek. Za każdym razem kończyło się to krótkim cmoknięciem w policzek. Nie spieszył się z następnym krokiem, stopniując powoli napięcie. Po raz pierwszy w życiu Michasi zdarzyło się czekać z utęsknieniem na chwilę, gdy chłopak pocałuje ją naprawdę. Mimo to nie próbowała go w żaden sposób sprowokować – to nie było w jej stylu.

Odwlekał ten moment tak długo, że zastanawiała się nawet, czy nie traktuje jej przyjacielsko dlatego, że jest gejem. To tłumaczyłoby jego subtelne zachowanie i dystans, który utrzymywał. Gdy w końcu zdobył się na ten krok, zrozumiała, że jej rozważania były czysto teoretyczne. Przekonała się wówczas, że pocałunek wcale nie musi przypominać czegoś nieprzyjemnie oślizłego i nie każdy chłopak uważa, że stąd już prosta droga do jej pośladków lub piersi. To, co się wówczas wydarzyło, w pełni odpowiadało jej wcześniejszym wyobrażeniom – tym sprzed epizodu z Artkiem.

Jakub zaprosił ją na sylwestrową noc do swojego pokoju w akademiku. Spodziewała się typowej studenckiej imprezy – ku jej zaskoczeniu byli sami. Tańczyli w blasku świec do nastrojowej muzyki. Szampan szumiał im w głowach i chociaż Michalina nie planowała tego w żaden sposób, uległa romantyzmowi sytuacji. Tej nocy Jakub rozbudził jej zmysły. Oszaleli wręcz na swoim punkcie – byli wciąż siebie spragnieni i nienasyceni. Czuli się szczęśliwi. Cały świat wokół nich skurczył się do rozmiarów bańki mydlanej, a oni byli pochłonięci sobą, ślepi i głusi na wszystko. Cud, że jakoś udało im się zaliczyć zimową sesję egzaminacyjną.

Zawsze patrzył na nią tak, jakby była jedyną dziewczyną na świecie. Cudownie było mieć obok siebie kogoś takiego. Niekiedy Misia ubolewała nad tym, że w ich związku jest zbyt dużo cielesności. Pragnęła czegoś więcej, lecz nie potrafiłaby sprecyzować, jakie ma oczekiwania. Chodziło jej bowiem o coś tak wysublimowanego i ulotnego, że można było to wyłącznie poczuć. A jednak, wbrew marzeniom dziewczyny, młoda krew brała górę nad potrzebami duchowymi. Wystarczało, że Kuba zamykał ją w ramionach, a wszelkie wątpliwości pryskały.

Czasami się z nią droczył – cechowało go niesamowite poczucie humoru. Dobrze wiedział, jak ją rozbawić. Przy nim nie można było się nudzić, miał nieskończenie wiele pomysłów na spędzenie wolnego czasu i doskonale wiedział, czym ją zaskoczyć. Gdy było trzeba, bywał romantyczny, chociaż zdarzało mu się to zdecydowanie zbyt rzadko. Często przekomarzali się, kto kogo bardziej kocha.

– Ja kocham cię bardziej – powtarzał uparcie.

– Nieprawda! To ja kocham cię bardziej – protestowała.

– A właśnie że nie! Kocham cię jak stąd na Księżyc.

– A jak kocham cię jak stąd na koniec Drogi Mlecznej.

– A ja kocham cię stąd aż po koniec świata. I nie licytuj się ze mną, bo to nie wynika z twoich przekonań, tylko z twojej kłótliwej natury – kończył dyskusję na temat miłości.

– Ja mam kłótliwą naturę?! – oburzała się. – Ja?!

– Tak, ty – odpowiadał.

– Nieprawda!

– Prawda!

– A właśnie że nie!

Sprzeczali się na żarty, bo dzięki temu później mogli się ze sobą na żarty godzić. Każdy pretekst był dobry, byle robić razem coś fajnego, niepowtarzalnego. Zazwyczaj w tych sporach wygrywał Jakub – Michasia przyznawała mu zwycięstwo, gdyż w głębi duszy czuła, że racja jest po jego stronie. Nigdy nie powiedziała tego na głos, lecz wciąż miała wrażenie, że z ich dwojga rzeczywiście to on kocha bardziej.

 

Mimo tej pozornej sielanki bywały jednak momenty, w których Michalina zastanawiała się, dokąd ją to wszystko zaprowadzi. Miłości nie można zaplanować, nie da się przeżyć jej racjonalnie. A ona nie miała w planach zawrotu głowy, który jest z tym uczuciem związany. Przychodziły takie chwile, gdy skóra cierpła jej na myśl, że jest psychicznie uzależniona od drugiego człowieka i potrzebuje jego akceptacji oraz poczucia przynależności. Czy to nie było zbyt wiele? Zanim poznała Jakuba, czuła się wolna jak ptak. Miłość unicestwiała to uczucie, absorbowała ją i odrywała od innych spraw. Fascynacja sprawiała, że mniej czasu poświęcała na wolontariat w schronisku dla zwierząt oraz rysowanie, zaniedbywała przyjaciół i studia. Wszystko, co przeżywała, było zbyt intensywne, lecz nie potrafiła inaczej.

Miłość jednocześnie dawała szczęście i spalała na popiół.

Nazajutrz po tym, jak złapała ją ulewa, Michalinę rozłożyło przeziębienie. Męczył ją okropny katar, była rozbita, skronie ćmiły nieznośnym bólem. Już dawno nie czuła się tak źle. Wpółleżała na tapczanie, owinięta w ciepły koc, dygocąc z zimna. Jak na złość, spodziewała się, że wieczorem wpadnie do niej przyjaciółka z czasów liceum. Nie widziały się od kilku miesięcy, gdyż Oliwia przebywała na wymianie studenckiej w Londynie. Przyjeżdżała do Polski bardzo rzadko, więc mimo kiepskiego samopoczucia Michalina nie zamierzała odwoływać spotkania.

Przeprosiła dziewczynę, że przyjmuje ją w łóżku.

– Spoko, nie ma sprawy. Faktycznie marnie wyglądasz – zauważyła Oliwia.

– Kiepsko się czuję – przyznała Misia. – Mam okropne dreszcze i wszystko potwornie mnie boli. Zupełnie jakby mi ktoś na żywca odrywał mięso od kości.

– Biedactwo – westchnęła. – Nie ma chyba nic gorszego niż przeziębienie w lecie. Podobno przechodzi się to o wiele gorzej niż w zimie. A gdzie twój Kubuś? Nie utuli cię? On na pewno wiedziałby, jak cię rozgrzać – powiedziała dwuznacznie.

– Świntucha – uśmiechnęła się blado Michalina. – Przecież nawet go nie znasz…

– Po tych wszystkich twoich e-mailach i telefonach odnoszę wrażenie, że znam go jak własną kieszeń – roześmiała się. – Aż dziw bierze, że taki chodzący ideał zostawił cię na pastwę losu, kiedy jesteś chora. Powinien stać tu na baczność, podawać ci herbatę z cytryną oraz miodem i otulać dodatkowym kocykiem, gdy jest ci zimno.

– Wszystko, tylko nie to – jęknęła Michalina. – Sama go prosiłam, żeby dzisiaj nie przyjeżdżał. Po pierwsze dlatego, żebyśmy mogły spokojnie się nagadać, a po drugie, nie chcę, aby widział mnie taką półżywą, z cieknącym nosem i cieniami pod oczami. Wyglądam jak zombie.

– Jasne! Facet mógłby się przestraszyć i dać nogę! – zakpiła Oliwka. – Jeśli naprawdę cię kocha, to w wersji zombie również. Przyznaj lepiej, że chowasz go przede mną – parsknęła śmiechem.

– Tak, jasne, pod poduszką – mruknęła Michalina. – Wyciągnę go stamtąd, jak tylko sobie pójdziesz. Wiesz, nie mogę ryzykować, że zatrzepoczesz przy nim rzęsami, machniesz blond grzywą i rzucisz na niego jakiś straszny urok.

– Przejrzałaś mnie na wylot. A tak serio, miałam nadzieję, że w końcu poznam ten twój ideał. Już myślałam, że albo skończysz jako żelazna dziewica, z dala od mężczyzn i wszelkich uciech, albo że jest z tobą coś nie tak. No wiesz… – Uniosła wymownie brwi.

– Dlaczego? – zdziwiła się Misia.

– Dopóki nie pojawił się Kubuś, raczej unikałaś męskiego towarzystwa. Tylko raz widziałam cię z chłopakiem, wtedy gdy Artek się do ciebie dossał.

– Nie przypominaj mi o nim – poprosiła Michasia.

Chociaż od tamtej nocy minęło pięć lat, nadal dręczyło ją wspomnienie niefortunnej dyskoteki i oślizłych ust kolegi. Jak przez mgłę pamiętała także, że przykrość była podwójna, gdyż widział to ów znajomy-nieznajomy chłopak. Nie wiedziała, czy był to tylko zbieg okoliczności, lecz nigdy więcej go nie spotkała. Z onieśmieleniem rozglądała się wśród tłumów przechodzących przez przejście dla pieszych pod Akademią Górniczo-Hutniczą. Daremnie. Czasami z żalem myślała, że gdyby nie Artek, to może zawarliby wówczas znajomość – uśmiechał się przecież, patrząc w jej stronę. Po co do tego wracać? – pomyślała. Zniknął tak samo jak bańki, które wtedy puszczał. Może coś sobie uroiłam? Może wcale nie chciał do mnie podejść?

– Powiedz lepiej – Oliwia zmieniła temat – jakie masz plany na wakacje?

– Jeszcze nie wiem. Powinnam rozejrzeć się za jakimś zajęciem i zarobić trochę kasy na studia. Głupio mi wciąż żerować na rodzicach. Praca dorywcza to stanowczo za mało – westchnęła. – A ty co zamierzasz?

– Zostaję na lato w Londynie. Mam już załatwioną pracę na zmywaku. Wrócę do Polski pod koniec września.

– Ojej – zmartwiła się Michalina. – Nie zobaczymy się przez całe wakacje?

– To zależy… – powiedziała zagadkowo przyjaciółka.

– Od czego? Przecież mówiłaś, że masz pracę. Ja też muszę sobie trochę dorobić…

– Właśnie od tego to zależy. Mogłabyś jechać ze mną do Londynu. Wracam tam pojutrze. Wpadłam do Krakowa tylko na chwilę – oznajmiła. – W tej knajpie, gdzie się zahaczyłam, mają jeszcze jedno wolne miejsce. Szef pytał mnie, czy nie mogłabym mu kogoś polecić. To równy gość, traktuje nas bardzo przyzwoicie. Nie ma żadnego ryzyka: płaci dobrze i terminowo. Godziny pracy są rozsądne, nie harujemy non-stop, jest czas na to, aby złapać oddech. Pomyślałam o tobie – powiedziała ostrożnie.

– O mnie? – zdziwiła się Michalina.

– A co w tym dziwnego? Uznałam, że przyda ci się trochę kasy.

– No… tak. Ale… – Urwała, nie wiedząc, co powiedzieć. – Właściwie nigdy nie brałam pod uwagę pracy za granicą.

– Dlaczego? Błąd, Misia! Błąd. W Londynie w trzy miesiące zarobisz tyle, co tutaj w ciągu roku. Praca jest pewna, sprawdzona. Mogłabyś ze mną zamieszkać, zrzucałybyśmy się na czynsz, więc obie byśmy na tym skorzystały. Ja nie musiałabym szukać sublokatorki, a ty mieszkania. Byłoby super: powspominałybyśmy stare, dobre czasy. Zarobiłybyśmy trochę szmalu. Zobaczyłabyś kawałek świata i posmakowała życia z dala od mamusinej spódnicy – dodała z przekąsem.

Oliwia kochała swoją przyjaciółkę jak siostrę, lecz nie mogła oprzeć się myśli, że jest ona zbyt delikatna i uległa jak na te czasy. Czasami Michasia sprawiła na niej wrażenie osoby nieprzystosowanej, zupełnie jakby pochodziła z innej bajki. Na pewno była subtelna i romantyczna, miała dobre serce i odpowiednio wyważone poczucie humoru. Brakowało jej jednak odrobiny przebojowości, ostrego pazurka, pozwalającego na łatwiejsze przebrnięcie przez życie. Stąd też pozwoliła sobie na tę drobną aluzję – chciała zasugerować przyjaciółce, że odrobina samodzielności jej nie zaszkodzi.

Gwoli sprawiedliwości musiała jednak przyznać, że pod wieloma względami podziwia swą powściągliwą koleżankę. Czasami również pragnęła podchodzić do świata bardziej stoicko. Dzięki wewnętrznemu spokojowi Michasia nigdy nie pakowała się w tarapaty. Nie miała także wrogów, ponieważ nie potrafiła wyrządzić krzywdy drugiej osobie.

– Jesteś okropna – stwierdziła Michalina. – Chętnie walnęłabym cię poduszką, ale uwierz mi, nie mam siły.

– To co z tym Londynem? Dasz się namówić? Och… Jak kocha, to poczeka – burknęła niecierpliwie, jakby czytała w myślach koleżanki. – A jak się stęskni, to będzie kochał jeszcze bardziej. – Uniosła w górę lewą brew. – Przynajmniej sprawdzisz, czy jest stały w uczuciach.

– A wiesz, że to może być dobry pomysł? – stwierdziła Michalina, mimo że na myśl o rozstaniu z Kubą, nawet tak krótkotrwałym, zrobiło jej się smutno.

Nie interesowało jej nocne życie Londynu. Gdyby jednak zmobilizowała się i zacisnęła zęby przez te trzy miesiące, gdyby żyła oszczędnie, nie trwoniąc pieniędzy na imprezy, to mogłaby rzeczywiście odłożyć sporo kasy. Przyjaciółka miała rację, mówiąc, że trzy miesiące w Anglii zapewnią jej roczne utrzymanie w Polsce. Jakoś przetrwałaby ten czas z dala od domu i Jakuba.

Ostatecznie, po usilnych namowach Oliwii, dała się przekonać do wyjazdu. Bardzo długo rozmawiały o Londynie, snując plany i ciesząc się na wspólne trzy miesiące. Ponieważ wyleczenie przeziębienia w dwa dni było niemożliwe, umówiły się, że dojedzie do przyjaciółki, gdy tylko poczuje się na tyle dobrze, aby wyruszyć w drogę. Oczywiście rozstanie z Kubą będzie przykrym przeżyciem, lecz pomyślała, że to doskonała okazja do wypróbowania ich związku.

Czuła ekscytację na myśl o wyprawie do Anglii. Choć wyjazd miał cel stricte zarobkowy, wiedziała, że będzie się dobrze bawić. W towarzystwie Oliwii, podobnie jak z Jakubem, nie było miejsca na nudę. Przyjaciółka, którą nazywała pieszczotliwie w myślach „wariatką”, miała niespożyte pokłady energii i wielką fantazję. Wszędzie było jej pełno. Roztaczała urok osobisty. Niestety, przez nieprawdopodobnego pecha trafiała na nieodpowiednich chłopców, dlatego wciąż była sama. Pragnęła związać się z kimś na poważnie, jak Michalina, lecz nie potrafiła zbudować trwałej relacji. Michasia szczerze żałowała jej z tego powodu, gdyż Oliwia nie kryła się z tym, że poszukuje kogoś na stałe.