Nowe oblicze Greya

Tekst
Autor:E L James
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nowe oblicze Greya
Nowe oblicze Greya
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62  49,60 
Nowe oblicze Greya
Nowe oblicze Greya
Audiobook
29  21,46 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Gdzie kluczyki? – W moim głosie słychać wahanie.

Pokazuje mi schowany w dłoni metalowy przedmiot.

– Pasuje do obu kompletów. To znaczy do wszystkich.

Ile on ich ma? Nie pamiętam, abym w muzealnej gablocie widziała choć parę.

Palcem wskazującym dotyka mego policzka, po czym przesuwa go w stronę ust. Nachyla się, jakby chciał mnie pocałować.

– Masz się ochotę pobawić? – pyta niskim głosem.

W moim podbrzuszu budzi się pożądanie.

– Tak – mówię bez tchu.

Uśmiecha się.

– To dobrze. – Składa na moim czole pocałunek, delikatny jak muśnięcie piórkiem. – Będziemy potrzebować hasła bezpieczeństwa.

Co takiego?

– „Przestań” nie wystarczy, ponieważ prawdopodobnie tak powiesz, ale wcale nie to będziesz miała na myśli. – Muska nosem mój nos. To w tej chwili nasz jedyny kontakt fizyczny.

Serce zaczyna walić mi jak młotem. Cholera... Jak to możliwe, że potrafi to zrobić samymi tylko słowami?

– Nie będzie bolało. Będzie intensywne. Bardzo intensywne, ponieważ nie pozwolę ci się ruszać. Dobrze?

O rety. To brzmi tak podniecająco. Mój oddech jest zbyt głośny. Kuźwa, jeszcze nic się nie dzieje, a ja już ciężko dyszę. Dobrze, że poślubiłam tego akurat mężczyznę, w przeciwnym razie coś takiego byłoby krępujące. Moje spojrzenie biegnie ku dowodowi jego podniecenia.

– Dobrze – mówię cichutko.

– Wybierz jakieś słowo, Ano.

Och...

– Hasło bezpieczeństwa – dodaje miękko.

– Lizak.

– Lizak? – pyta z rozbawieniem.

– Tak.

Uśmiecha się szeroko i odsuwa, by na mnie spojrzeć.

– Interesujący wybór. Unieś ręce.

Robię, co mi każe, a Christian chwyta za skraj mojej sukienki, zdejmuje mi ją przez głowę i rzuca na podłogę. Wyciąga rękę, a ja oddaję mu kajdanki. Kładzie oba komplety na stoliku nocnym, obok przepaski na oczy, i ściąga z łóżka narzutę.

– Odwróć się.

Odwracam, a on rozwiązuje mi górę od stroju kąpielowego i rzuca na sukienkę.

– Jutro przykleję to do twoich piersi – burczy i zdejmuje gumkę, rozpuszczając mi włosy. Zbiera je w dłoń i pociąga lekko, tak że robię krok do tyłu w jego stronę. Dotykając jego klatki piersiowej. Dotykając wzwodu. Wciągam głośno powietrze, kiedy przechyla mi głowę na bok i całuje w szyję. – Byłaś bardzo nieposłuszna – mruczy mi do ucha, a moje ciało przeszywają rozkoszne dreszcze.

– Tak – szepczę.

– Hmm. I co my z tym zrobimy?

– Nauczymy się z tym żyć.

Jego delikatne, niespieszne pocałunki doprowadzają mnie do szaleństwa. Christian uśmiecha się.

– Ach, pani Grey. Niepoprawna z pani optymistka.

Prostuje się. Starannie dzieli moje włosy na trzy części, splata je powoli w warkocz i zakłada gumkę. Pociąga za niego lekko i nachyla się do mego ucha.

– Mam zamiar dać ci nauczkę – mruczy.

Nagle chwyta mnie w talii, siada na łóżku i przekłada mnie przez kolano tak, że czuję na brzuchu twardy wzwód. Daje mi jednego klapsa. Mocnego. Wydaję okrzyk i chwilę później leżę na łóżku, a on wbija we mnie gorące spojrzenie. Chyba zaraz eksploduję.

– Wiesz, jaka jesteś piękna? – Przesuwa opuszkami palców w górę mego uda, a ja czuję mrowienie... wszędzie. Nie odrywając wzroku od mojej twarzy, wstaje z łóżka i bierze ze stolika obie pary kajdanków. Chwyta mnie za lewą nogę i zakłada mi jedne na kostkę.

Och!

Unosi prawą nogę, powtarza czynność, a ja mam teraz kajdanki przy obu kostkach. Nadal nie wiem, do czego zamierza je przypiąć.

– Usiądź – nakazuje, ja zaś natychmiast spełniam jego polecenie. – Teraz podkul kolana pod brodę.

Mrugam powiekami, po czym robię, co mi każe. Obejmuję nogi rękami. Christian nachyla się, unosi mi brodę i składa na ustach mokry pocałunek, po czym zasłania mi oczy przepaską. Nic nie widzę; słyszę jedynie swój przyspieszony oddech i wodę uderzającą o burty kołyszącego się lekko jachtu.

O rety. Jestem taka podniecona... a to dopiero wstęp.

– Jak brzmi hasło bezpieczeństwa, Anastasio?

– Lizak.

– Dobrze. – Bierze moją lewą rękę, zakłada kajdanki na nadgarstek, po czym to samo robi z prawą. Lewą dłoń mam przytwierdzoną do lewej kostki, prawą do prawej. Nie jestem w stanie wyprostować nóg. O kurwa. – A teraz – mówi Christian bez tchu – zamierzam pieprzyć cię tak, aż będziesz krzyczeć.

Co takiego? Z moich płuc ucieka całe powietrze.

Łapie mnie za pięty i popycha tak, że opadam na łóżko. Nie mam wyboru, nogi muszę trzymać zgięte. Kajdanki zaciskają się, gdy za nie pociągam. Christian ma rację... wbijają się w ciało, zadając niemal ból... Dziwnie się czuję, taka skrępowana i bezradna, w dodatku na jachcie. Rozsuwa mi stopy, a ja jęczę.

Całuje wewnętrzną część mego uda. Mam ochotę wić się pod nim, lecz nie mogę. Nie jestem w stanie się zaprzeć, aby unieść biodra. Stopy mam w powietrzu. Nie mogę się ruszyć.

– Będziesz musiała chłonąć całą przyjemność, Anastasio. Nie ruszając się – mruczy, pochylając się nade mną. Pociąga za sznurki po obu stronach dołu od bikini i chwilę później skrawki materiału opadają na bok. Jestem teraz naga, zdana na jego łaskę. Całuje mój brzuch, zahaczając zębami o pępek.

– Ach – wzdycham. To będzie trudne... Nie miałam pojęcia, że aż tak. Usta Christiana przesuwają się w górę, w stronę piersi.

– Ćśś... – mruczy uspokajająco. – Jesteś taka śliczna, Ano.

Jęczę, przepełniona frustracją. W normalnych okolicznościach unosiłabym już biodra, odpowiadając na jego dotyk własnym rytmem, ale teraz nie jestem się w stanie ruszyć. Pociągam za kajdanki. Chłodny metal wbija mi się w skórę.

– Aaa! – wołam. Tak naprawdę mam wszystko gdzieś.

– Doprowadzasz mnie do szaleństwa – szepcze. – Więc mam zamiar doprowadzić do szaleństwa ciebie.

Wisi teraz nade mną, opierając ciężar na łokciach, i uwagę kieruje na piersi. Przygryza, ssie, skręca brodawki palcami, nie przerywając ani na chwilę. To nie do wytrzymania. Och. Błagam. Napiera na mnie twardym członkiem.

– Christianie – jęczę błagalnie i wyczuwam na skórze jego triumfujący uśmiech.

– Mam sprawić, abyś doszła w taki sposób? – mruczy z ustami przy brodawce, od czego ta staje się jeszcze twardsza. – Wiesz, że to potrafię. – Ssie mocno, a ja wydaję okrzyk; rozkoszne dreszcze przenikają bezpośrednio do krocza. Pociągam bezradnie za nadgarstki, bez reszty ogarnięta tym doznaniem.

– Tak – jęczę.

– Och, maleńka, to byłoby zbyt proste.

– Och... błagam.

– Ćśś.

Jego zęby zahaczają mi o brodę, gdy usta wędrują ku moim. Głośno wciągam powietrze. Całuje mnie. Zwinny język wślizguje się do mych ust, smakując, badając, dominując, ale mój przyjmuje wyzwanie i oplata się wokół jego. Smakuje zimnym ginem i Christianem Greyem, a pachnie morzem. Chwyta mnie za brodę, unieruchamiając głowę.

– Nie ruszaj się, skarbie. Masz leżeć nieruchomo – szepcze mi do ust.

– Chcę cię widzieć.

– O nie, Ano. Tym sposobem będziesz więcej czuć.

Boleśnie powoli wysuwa biodra i wchodzi we mnie do połowy. Normalnie moje biodra wyszłyby mu natychmiast na spotkanie, ale nie mogę się ruszyć. Wycofuje się.

– Ach! Christianie, proszę!

– Jeszcze raz? – pyta. Głos ma schrypnięty.

– Christian!

Znowu wchodzi we mnie, nie do końca, po czym wysuwa się, całując mnie przy tym. Jego palce zaciskają się na brodawce. To jest aż zbyt rozkoszne.

– Nie!

– Pragniesz mnie, Anastasio?

– Tak – jęczę.

– Powiedz mi to – mruczy. Oddech ma przyspieszony. Drażni się ze mną raz jeszcze, wchodząc... i wychodząc.

– Pragnę cię – kwilę. – Proszę.

Słyszę przy uchu ciche westchnienie.

– Proszę bardzo, Anastasio.

Wbija się we mnie. Krzyczę, odrzucając głowę, pociągając za kajdanki, gdy uderza w najwrażliwszą część mego ciała. Staję się jednym wielkim doznaniem, wszędzie – to słodka, słodka udręka, i nie jestem w stanie się ruszyć. Christian nieruchomieje, po czym zatacza biodrami kółko, a ruch ten promieniuje w głąb mego ciała.

– Dlaczego mi się sprzeciwiasz, Ano?

– Christianie, przestań...

Ponownie zatacza biodrami kółko, ignorując moje błaganie. Wysuwa się powoli, po czym znowu wbija we mnie aż do końca.

– Powiedz mi. Dlaczego? – syczy przez zaciśnięte zęby.

Jęczę coś bez ładu i składu... tego dla mnie już zbyt wiele.

– Powiedz.

– Christianie...

– Ana, muszę to wiedzieć.

Znowu we mnie wchodzi, mocno, głęboko, a we mnie wzbiera... doznanie tak intensywne – zalewa mnie, przenikając do każdej części ciała, do każdej kończyny, aż do metalowych kajdanek.

– Nie wiem! – wołam. – Ponieważ mogę! Ponieważ cię kocham! Proszę, Christianie.

Jęczy głośno i wbija się głęboko, raz za razem, a ja się zatracam w rozkoszy. Doznanie jest niezwykłe... niesamowite. Tak bardzo pragnę wyprostować nogi, kontrolować zbliżający się orgazm, ale nie mogę... jestem bezradna. Jestem jego, tylko jego, i może robić ze mną to, co mu się podoba... Do oczu napływają mi łzy. To jest zbyt intensywne. Nie jestem go w stanie powstrzymać. Nie chcę go powstrzymać... chcę... chcę... o nie, o nie... to zbyt...

– Właśnie tak – jęczy Christian. – Poczuj to, maleńka!

Eksploduję wokół niego, krzycząc głośno, gdy orgazm rozrywa mnie na kawałki, paląc mnie niczym ogień trawiący wszystko na swojej drodze. Czuję się wykończona, po policzkach płyną mi łzy, moje ciało pulsuje i drży.

Czuję, że Christian klęka i pociąga mnie za sobą na kolana. Jedną ręką podtrzymuje mi głowę, drugą plecy i dochodzi we mnie, gdy cała jeszcze drżę. To takie wycieńczające, takie wyczerpujące, to piekło... to niebo. Rozszalały hedonizm.

 

Christian zrywa mi z oczu przepaskę i całuje mnie. Całuje oczy, nos, policzki. Scałowuje łzy, trzymając w dłoniach moją twarz.

– Kocham cię, Anastasio – szepcze. – Mimo że doprowadzasz mnie do szału. Przy tobie czuję, że żyję.

Nie mam siły otworzyć oczu ani ust. Bardzo delikatnie kładzie mnie z powrotem na łóżku i wysuwa się ze mnie.

Próbuję protestować, ale nie jestem w stanie wydobyć z siebie głosu. Christian wstaje z łóżka i uwalnia mnie z kajdanek, po czym delikatnie pociera mi nadgarstki i kostki. Kładzie się znowu przy mnie i bierze w ramiona. Prostuję nogi. O rety, ale mi dobrze. Tak dobrze. To był niewątpliwie najbardziej intensywny orgazm, jaki dane mi było przeżyć. Hmm... seks za karę w wykonaniu Christiana Greya alias Szarego.

Naprawdę częściej muszę być nieposłuszna.

Budzi mnie mocne parcie na pęcherz. Otwieram oczy zdezorientowana. Jest ciemno. Gdzie ja jestem? W Londynie? W Paryżu? Och, na jachcie. Czuję, jak się kołysze na falach i słyszę cichy szum silnika. Płyniemy. Obok mnie siedzi Christian, pracując na laptopie. Ma na sobie białą lnianą koszulę i spodnie khaki. Stopy bose. Włosy nie zdążyły mu jeszcze wyschnąć i czuję zapach żelu pod prysznic i zapach Christiana... Hmm.

– Hej – mruczy, przyglądając mi się ciepło.

– Hej. – Uśmiecham się, czując nagłą nieśmiałość. – Długo spałam?

– Tylko około godzinki.

– Płyniemy?

– Pomyślałem, że skoro wczoraj zjedliśmy kolację na mieście, a potem byliśmy na balecie i w kasynie, to dzisiaj spędzimy wieczór na pokładzie. Spokojny wieczór a deux.

Uśmiecham się szeroko.

– Dokąd płyniemy?

– Do Cannes.

– Okej. – Przeciągam się, gdyż ciało mam zesztywniałe. Żadna ilość ćwiczeń z Claude’em nie przygotowałaby mnie na dzisiejsze popołudnie.

Wstaję ostrożnie z zamiarem pójścia do toalety. Otulam się jedwabną podomką. Skąd ta nagła nieśmiałość? Czuję na sobie wzrok Christiana. Kiedy zerkam na niego, on marszczy brwi i wraca do pracy.

Gdy z roztargnieniem myję w umywalce ręce, wspominając wczorajszy wieczór w kasynie, poły podomki rozchylają się. Zaszokowana wpatruję się w lustro.

Jasna cholera! Co on mi zrobił?

ROZDZIAŁ TRZECI

Patrzę z przerażeniem na czerwone ślady na piersiach. Malinki! Mam malinki! Jestem żoną jednego z najbardziej szanowanych biznesmenów w Stanach Zjednoczonych, a on mi, cholera, zrobił malinki. Jak mogłam tego nie poczuć? Oblewam się rumieńcem. Prawda jest taka, że doskonale wiem jak – pan Ekstaza użył w tym celu swych najdoskonalszych technik.

Moja podświadomość przygląda mi się znad okularów i cmoka z dezaprobatą, natomiast wewnętrzna bogini śpi jak zabita na szezlongu. Patrzę na swoje odbicie. Kajdanki pozostawiły na nadgarstkach czerwone ślady. Na pewno pojawią się sińce. Przyglądam się kostkom – to samo. Jasna cholera, wyglądam jak ofiara jakiegoś wypadku. Przesuwam wzrokiem po całym ciele. Ostatnimi czasy moje ciało wygląda inaczej. Zmieniło się, odkąd go poznałam... Stałam się szczuplejsza i bardziej wysportowana, a włosy mam błyszczące i doskonale obcięte. Do tego manicure, pedicure i wyregulowane brwi. Po raz pierwszy w życiu wyglądam nieskazitelnie – z wyjątkiem tych paskudnych malinek.

Nie chcę teraz myśleć o nieskazitelnym wyglądzie. Jestem za bardzo wkurzona. Jak śmiał mnie tak oznaczyć, jak jakąś nastolatkę! Nigdy dotąd nie zrobił mi malinki. Okropnie wyglądam. Wiem, czemu to zrobił. Cholerny kontroler. O nie! Moja podświadomość krzyżuje ręce na piersiach – tym razem posunął się za daleko. Wychodzę z przylegającej do sypialni łazienki i kieruję się do garderoby, w ogóle nie patrząc w stronę Christiana. Zsuwam z ramion podomkę i wkładam spodnie od dresu i bluzeczkę na ramiączkach. Rozplatam warkocz, biorę z niewielkiej toaletki szczotkę i rozczesuję włosy.

– Anastasio! – woła Christian i słyszę w jego głosie niepokój. – Wszystko w porządku?

Ignoruję go. Wszystko w porządku? Nie, nie w porządku. Po tym, co mi zrobił, najpewniej do końca podróży nie będę mogła włożyć nawet stroju jednoczęściowego, nie mówiąc o absurdalnie drogim bikini. Na tę myśl ogarnia mnie prawdziwa wściekłość. Jak on śmiał? Już ja mu dam. Ja także potrafię się zachowywać jak gówniara! Wychodzę z garderoby, rzucam w niego szczotką, odwracam się i opuszczam sypialnię – ale zdążam dostrzec jego zaszokowaną minę i szybką jak błyskawica reakcję, gdy unosi rękę, osłaniając głowę, a szczotka odbija się i spada na łóżko.

Wchodzę gniewnie po schodach na pokład, kierując się na dziób. Potrzebuję przestrzeni, aby się uspokoić. Jest ciemno i ciepło. Przyjemna bryza przynosi zapach Morza Śródziemnego, jaśminu i bugenwilli. Fair Lady sunie przez spokojną, kobaltową toń. Opieram łokcie o drewniany reling i wpatruję się w odległy brzeg, gdzie światełka mrugają i migoczą. Biorę głęboki oddech i powoli zaczynam się uspokajać. Prędzej wyczuwam, niż słyszę, że stoi za mną.

– Jesteś na mnie zła – szepcze.

– No coś ty, Sherlocku!

– Jak bardzo?

– W skali od jednego do dziesięciu? Pięćdziesiąt. Trafnie to ujęłam, co?

– Aż tak zła. – W jego głosie słychać jednocześnie zaskoczenie i podziw.

– Tak. Zła jak osa – syczę przez zaciśnięte zęby.

Christian milczy, gdy odwracam się i posyłam mu gniewne spojrzenie. Przygląda mi się niespokojnie. Jego mina i fakt, że nawet nie próbuje mnie dotknąć, mówią mi, że czuje się zagubiony.

– Christianie, musisz przestać próbować przywoływać mnie do nogi. Na plaży jasno przedstawiłeś swoje stanowisko. Bardzo jasno, o ile dobrze pamiętam.

Ledwie zauważalnie wzrusza ramionami.

– No, nie zdejmiesz więcej stanika – burczy z rozdrażnieniem.

I to usprawiedliwia to, co mi zrobił? Piorunuję go wzrokiem.

– Nie lubię, gdy zostawiasz na moim ciele ślady. A już na pewno nie aż tyle. To granica bezwzględna! – syczę.

– Nie lubię, gdy się rozbierasz w miejscach publicznych. To moja granica bezwzględna – warczy.

– Myślę, że już to ustaliliśmy. Spójrz tylko na mnie!

Obciągam bluzeczkę, odsłaniając górną część piersi. Christian nie spuszcza wzroku z mojej twarzy, czujny i niepewny. Nie jest przyzwyczajony do oglądania mnie w takim stanie. Czy on nie widzi, co nawyczyniał? Nie rozumie, jak bardzo niedorzecznie się zachowuje? Mam ochotę na niego krzyczeć, ale się powstrzymuję – nie chcę posunąć się za daleko. Bóg jeden wie, co by wtedy zrobił. W końcu wzdycha i unosi ręce w geście rezygnacji i pojednania.

– W porządku – mówi. – Rozumiem.

Alleluja!

– To dobrze!

Przeczesuje palcami włosy.

– Przepraszam. Proszę, nie złość się na mnie. – W końcu wygląda na skruszonego. I używa moich własnych słów.

– Czasami zachowujesz się jak nastolatek – besztam go, ale bojowy duch już mnie opuścił i on o tym wie. Stawia krok w moją stronę, z wahaniem unosi dłoń i zakłada mi za ucho pasmo włosów.

– Wiem – przyznaje cicho. – Dużo się muszę nauczyć.

Przypominają mi się słowa doktora Flynna... „Pod względem emocjonalnym Christian to nastolatek, Ano. Zupełnie ominął ten etap swego życia. Całą energię przelał na osiągnięcie sukcesu w świecie biznesu, sukcesu, który przerósł jego najśmielsze oczekiwania. Emocjonalnie ma wiele do nadrobienia”.

Serce mi nieco topnieje.

– Oboje musimy. – Wzdycham i ostrożnie unoszę rękę, po czym kładę mu ją na sercu. Nie wzdryga się, jak kiedyś, lecz sztywnieje. Zakrywa moją dłoń swoją i uśmiecha się nieśmiało.

– Właśnie się przekonałem, że dobrze pani celuje, pani Grey. Nigdy bym się tego nie domyślił, no ale z drugiej strony nieustannie cię nie doceniam. Ciągle mnie zaskakujesz.

Unoszę brew.

– Strzelanie do tarczy z Rayem. Potrafię doskonale rzucać i strzelać, panie Grey, i lepiej, żeby pan o tym pamiętał.

– Dołożę wszelkich starań, aby tak się stało, pani Grey. Albo usunę wszystkie potencjalne pociski z zasięgu pani wzroku, aby nie miała pani dostępu do broni. – Uśmiecha się żartobliwie.

Odpowiadam mu takim samym uśmiechem. Mrużę oczy.

– Jestem bardzo zaradna.

– W rzeczy samej – szepcze i puszcza moją dłoń, po czym bierze mnie w ramiona, chowając nos we włosach. Obejmuję go mocno i czuję, jak jego ciało opuszcza napięcie. – Wybaczyłaś mi?

– A ty mi?

Wyczuwam jego uśmiech.

– Tak – odpowiada.

– Ja też.

Stoimy przytuleni. Złość zupełnie mi już minęła. Choć zachowuje się czasem jak gówniarz, trzeba mu oddać, że pięknie pachnie. Jak mogę mu się oprzeć?

– Głodna? – pyta po chwili.

Mam zamknięte oczy i głowę opartą o jego klatkę piersiową.

– Tak. Umieram z głodu. Wszystkie nasze... eee... działania zaostrzyły mi apetyt. Ale mój strój nie jest odpowiedni na kolację. – Jestem pewna, że spodnie od dresu i bluzeczka na ramiączkach zasłużyłyby w jadalni na kilka surowych spojrzeń.

– Dla mnie wyglądasz dobrze, Anastasio. Poza tym przez tydzień jacht należy do nas. Możemy się ubierać, jak tylko mamy ochotę. Uznajmy, że to wtorek bez krawatu na Lazurowym Wybrzeżu. A zresztą pomyślałem, że moglibyśmy zjeść na pokładzie.

– Chętnie.

Całuje mnie – to szczery, proszący o wybaczenie pocałunek – po czym ruszamy niespiesznie w stronę dziobu, gdzie czeka na nas gazpacho.

Steward stawia przed nami crème brûlée i dyskretnie odchodzi.

– Czemu zawsze splatasz mi włosy w warkocz? – pytam z czystej ciekawości. Siedzimy przy stole naprzeciw siebie. Nasze łydki się splatają. Bierze do ręki łyżeczkę do deserów i marszczy lekko brwi.

– Nie chcę, by włosy ci się w coś wplątały – mówi cicho i przez chwilę milczy. – To pewnie przyzwyczajenie – dodaje. Nagle marszczy brwi, a jego oczy robią się ogromne.

Co mu się przypomniało? To coś bolesnego, zapewne jakieś wspomnienie z pierwszych lat życia. Nie chcę mu o tym przypominać. Nachylam się i kładę mu palec na ustach.

– Nie, to nieważne. Nie muszę wiedzieć. Byłam jedynie ciekawa. – Obdarzam go ciepłym, uspokajającym uśmiechem.

Wydaje się niespokojny, ale po chwili wyraźnie się odpręża. Nachylam się jeszcze bardziej, by ucałować kącik jego ust.

– Kocham cię – mruczę, a on posyła mi ten swój nieśmiały uśmiech. – Zawsze będę cię kochać, Christianie.

– A ja ciebie – mówi miękko.

– Pomimo mojego nieposłuszeństwa? – Unoszę brew.

– Z powodu twojego nieposłuszeństwa, Anastasio. – Uśmiecha się szeroko.

Rozbijam łyżeczką warstwę skarmelizowanego cukru i kręcę głową. Czy ja kiedykolwiek zrozumiem tego mężczyznę? Hmm – ten crème brûlée jest przepyszny.

Kiedy steward uprzątnął nasz stolik, Christian sięga po butelkę różowego wina i ponownie napełnia mój kieliszek. Sprawdzam, czy jesteśmy sami, i pytam:

– Co znaczyło to niechodzenie do ubikacji?

– Naprawdę chcesz wiedzieć? – Uśmiecha się lekko, a w jego oczach widać lubieżny błysk.

– Chcę? – Rzucam mu spojrzenie spod rzęs i biorę łyk wina.

– Im pełniejszy masz pęcherz, tym bardziej intensywny jest orgazm, Ano.

Czerwienię się.

– Och. Rozumiem. – A niech mnie, to sporo tłumaczy.

Uśmiecha się szeroko. Czy już zawsze będę w tyle za panem Sekspertem?

– Tak. Cóż... – Desperacko szukam w głowie jakiegoś innego tematu.

Christianowi robi się mnie w końcu żal.

– Jak masz ochotę spędzić resztę wieczoru? – Przechyla głowę i patrzy na mnie pytająco.

Robiąc to, na co ty masz ochotę, Christianie. Sprawdzając ponownie twoją teorię? Wzruszam ramionami.

– Wiem, na co ochotę mam ja – mruczy. Bierze ze stolika kieliszek z winem, wstaje i wyciąga rękę. – Chodź.

Podaję mu dłoń, on zaś prowadzi mnie do salonu.

W stacji dokującej na komodzie znajduje się jego iPod. Włącza go i wybiera utwór.

– Zatańcz ze mną. – Bierze mnie w ramiona.

– Skoro nalegasz.

– Nalegam, pani Grey.

Z głośników płyną pierwsze takty zmysłowej, lekko tandetnej melodii. To coś latynoskiego? Christian uśmiecha się do mnie szeroko i zaczyna się poruszać, zabierając mnie razem z sobą.

Śpiewa mężczyzna z głosem jak ciepły, płynny karmel. Znam tę piosenkę, ale nie mogę sobie przypomnieć, kto ją wykonuje. Christian mocno mnie przechyla, a ja piszczę zaskoczona, ku jego rozbawieniu. Podnosi mnie, po czym każe wykonać obrót.

 

– Tak dobrze tańczysz – mówię. – Nawet ja sobie przy tobie nieźle radzę.

Obdarza mnie enigmatycznym uśmiechem, ale nic nie mówi i zastanawiam się, czy to dlatego, że myśli o niej... o pani Robinson, kobiecie, która nauczyła go tańczyć – i pieprzyć się. Dość dawno już o niej nie myślałam. Christian od dnia urodzin nie wspomniał na jej temat ani słowem, a z tego co mi wiadomo, nie prowadzą już razem interesów. Muszę przyznać, aczkolwiek niechętnie, że dobra z niej była nauczycielka.

Ponownie mnie przechyla i składa na ustach przelotny pocałunek.

– Brakowałoby mi twej miłości – mruczę, powtarzając słowa piosenki.

– Mnie twojej by bardziej niż brakowało – mówi i wykonuje jeszcze jeden obrót. A potem śpiewa mi cicho do ucha, od czego ja cała się rozpływam.

Piosenka dobiega końca i Christian patrzy na mnie oczami pociemniałymi i błyszczącymi. A mnie nagle brak jest tchu.

– Chodź ze mną do łóżka, dobrze? – szepcze i ta płynąca prosto z serca prośba zupełnie mnie rozbraja.

Christianie, o zgodę pytałeś mnie dwa i pół tygodnia temu. Ale wiem, że to jego wersja przeprosin i upewnienia się, że wszystko jest już dobrze między nami.

Kiedy się budzę, przez iluminatory sączy się słońce, a na suficie chybotliwie odbija się woda. Christian gdzieś zniknął. Przeciągam się i uśmiecham. Hmm... Jeśli chodzi o mnie, to taki seks za karę i seks na zgodę mogę mieć codziennie. Zastanawiam się nad tym, jak to jest pójść do łóżka z dwoma różnymi mężczyznami – Christianem zagniewanym i Christianem, który stara się wszystko mi wynagrodzić. Sama nie wiem, w którym wydaniu podoba mi się bardziej.

Wstaję i idę do łazienki. I zastaję w niej golącego się Christiana. Jest nagi, jeśli nie liczyć owiniętego wokół bioder ręcznika. Odwraca się i uśmiecha do mnie promiennie, niespeszony tym, że mu przeszkodziłam. Odkryłam, że nigdy nie zamyka drzwi na klucz, jeśli znajduje się w jakimś pomieszczeniu sam – powód jest poważny i raczej nie mam teraz ochoty o nim myśleć.

– Dzień dobry, pani Grey – mówi. Na pierwszy rzut oka widać, że jest w doskonałym humorze.

– Dzień dobry panu.

Też się uśmiecham i obserwuję, jak się goli. Uwielbiam ten widok. Unosi brodę i pewnymi ruchami przesuwa maszynką po szyi. Przyłapuję się na tym, że nieświadomie naśladuję jego ruchy. Christian odwraca się i uśmiecha drwiąco. Połowę twarzy ma nadal pokrytą pianką.

– Dobrze się bawisz? – pyta.

Och, Christianie, godzinami mogłabym ci się przyglądać.

– Doskonale – mruczę, a on pochyla się i daje szybkiego buziaka, brudząc mi twarz pianką.

– Mam zająć się tobą? – szepcze łobuzersko i unosi maszynkę.

Zasznurowuję usta.

– Nie – burczę, udając nadąsaną. – Następnym razem użyję wosku. – Przypomina mi się wesołość Christiana, kiedy w Londynie odkrył, że w czasie, gdy on brał udział w jednym ze spotkań, ja z ciekawości zgoliłam włosy łonowe. Naturalnie moje dzieło nie spełniało rygorystycznych standardów Pana Doskonałego...


– Co ty, u licha, zrobiłaś? – wykrzykuje Christian.

Nie jest w stanie ukryć pełnej przerażenia wesołości. Siada na łóżku w naszym apartamencie w hotelu Brown’s niedaleko Piccadilly, włącza nocną lampkę i wpatruje się we mnie. Jego usta tworzą zaskoczoną literę O. Musi być już północ. Moje policzki nabierają barwy pościeli w pokoju zabaw i próbuję obciągnąć satynową koszulkę, żeby nie widział. Przytrzymuje mi rękę.

– Ana!

– Ja... eee... ogoliłam się.

– To widzę. Ale dlaczego? – Uśmiecha się od ucha do ucha.

Zakrywam dłońmi twarz. Czemu tak bardzo się wstydzę?

– Hej – mówi łagodnie i odciąga moje dłonie. – Nie chowaj się. – Przygryza wargę, żeby się nie roześmiać. – Powiedz mi. Dlaczego? – Oczy skrzą mu się wesołością. Co on w tym widzi takiego zabawnego?

– Przestań się ze mnie śmiać.

– Nie śmieję się, przepraszam. Jestem, jestem zachwycony – mówi.

– Och...

– No mów. Dlaczego?

Biorę głęboki oddech.

– Dziś rano, kiedy wyszedłeś na spotkanie, wzięłam prysznic i przypomniały mi się te wszystkie twoje zasady.

Mruga szybko. Już się nie śmieje, lecz obserwuje mnie czujnie.

– Analizowałam je po kolei i to, co o nich myślę, i przypomniał mi się salon piękności i pomyślałam... że to właśnie by ci się spodobało. Nie miałam dość odwagi, żeby iść na woskowanie. – Mój głos cichnie, zamieniając się w szept.

Patrzy na mnie, a oczy mu błyszczą – jednak tym razem nie rozbawieniem, lecz miłością.

– Och, Ano. – Pochyla się i całuje mnie czule. – Jesteś zniewalająca – szepcze i całuje raz jeszcze, ujmując twarz w dłonie. Po zapierającej dech w piersiach chwili odsuwa się i opiera na łokciu. Wrócił żartobliwy nastrój. – Chyba powinienem przeprowadzić dokładną inspekcję twego rękodzieła.

– Co? Nie. – On chyba żartuje! Zakrywam się, osłaniając świeżo wygolone miejsce.

– Och, nie rób tego, Anastasio.

Odsuwa moje dłonie i przesuwa się zwinnie tak, że teraz znajduje się między moimi nogami. Posyła mi spojrzenie tak gorące, że mógłby nim zapalić suche drwa, nim jednak zdążę eksplodować, nachyla się i prześlizguje ustami po nagim brzuchu w stronę mej kobiecości. Wiję się pod nim, niechętnie poddając się przeznaczeniu.

– No dobrze, co my tu mamy? – Christian składa pocałunek tam, gdzie jeszcze rano miałam włosy łonowe, następnie przesuwa po mnie kolącą brodą.

– Au! – wołam. Cóż za wrażliwe miejsce.

Spojrzenie Christiana wędruje ku mojej twarzy. Widać w nim zmysłowe pragnienie.

– Chyba coś przegapiłaś – mruczy i pociąga lekko za włoski.

– Och... Cholera – mamroczę, mając nadzieję, że to położy kres jego skrupulatnym i raczej wścibskim oględzinom.

– Mam pomysł. – Wyskakuje nago z łóżka i idzie do łazienki.

Co on, u licha, robi? Chwilę później wraca, niosąc kubek z wodą, moją maszynkę, swój pędzel do golenia, krem i ręcznik. Wszystko oprócz ręcznika kładzie na stoliku nocnym i patrzy z góry na mnie.

O nie! – moja podświadomość z trzaskiem zamyka Dzieła zebrane Karola Dickensa, zrywa się z fotela i kładzie ręce na biodrach.

– Nie. Nie. Nie – piszczę.

– Pani Grey, jak już coś robić, to porządnie. Unieś biodra. – Oczy ma szare niczym niebo podczas letniej burzy.

– Christian! Nie będziesz mnie golił.

Przechyla głowę.

– A to dlaczego?

Rumienię się. Czy to nie oczywiste?

– Dlatego, że... to po prostu zbyt...

– Intymne? – pyta szeptem. – Ana, łaknę intymności z tobą, wiesz o tym. Poza tym robiliśmy już razem takie rzeczy, że daj spokój ze wstydem. A tę część twego ciała znam lepiej niż ty.

Wpatruję się w niego. Ze wszystkich aroganckich... w sumie to prawda... no ale jednak.

– To nie przystoi! – biadolę.

– Wprost przeciwnie, jest bardzo podniecające.

Podniecające? Naprawdę?

– To cię podnieca? – W moim głosie słychać zdumienie.

Prycha.

– Nie widzisz? – Zerka w dół na wzwód. – Chcę cię ogolić – szepcze.

Och, a co mi tam. Kładę się na plecach i zakrywam ramieniem twarz, żebym nie musiała na to patrzeć.

– Skoro cię to uszczęśliwia, Christianie, proszę bardzo. Ależ ty jesteś perwersyjny – mamroczę, unosząc biodra, żeby mógł podłożyć mi pod pupę ręcznik. Całuje wewnętrzną część uda.

– Och, maleńka, masz stuprocentową rację.

Słyszę, jak zanurza pędzel w wodzie, po czym nakłada na niego krem. Chwyta mnie za lewą kostkę i rozsuwa nogi. Materac ugina się, gdy Christian siada między moimi udami.

– Bardzo chciałbym cię teraz związać – mruczy.

– Obiecuję, że nie będę się ruszać.

– Dobrze.

Robię głośny wdech, gdy przesuwa pędzlem po kości łonowej. Jest ciepły. Wiercę się. Czuję łaskotanie... ale takie przyjemne.

– Leż nieruchomo – beszta mnie Christian i ponownie używa pędzla. – Inaczej rzeczywiście cię zwiążę – dodaje groźnie, a wzdłuż mego kręgosłupa przebiega rozkoszny dreszcz.

– Robiłeś to już? – pytam z wahaniem, kiedy sięga po maszynkę.

– Nie.

– Och. To dobrze. – Uśmiecham się.

– Kolejny pierwszy raz, pani Grey.

– Hmm. Lubię pierwsze razy.

– Ja też. No to zaczynamy. – I z delikatnością, która mnie zaskakuje, przesuwa maszynką po mej wrażliwej skórze. – Nie ruszaj się – burczy i wyczuwam, że mocno się koncentruje.

Nie mija dużo czasu, a wyciąga spode mnie ręcznik i wyciera pozostały na ciele krem.

– Proszę bardzo. Teraz jest idealnie.

W końcu odsuwam rękę z twarzy i patrzę na niego. Siedzi i podziwia swoje dzieło.

– Zadowolony? – pytam. Głos mam schrypnięty.