Świąteczna niespodzianka

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jennie Lucas

Świąteczna niespodzianka

Tłumaczenie: Alina Patkowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Christmas Baby for the Greek

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Jennie Lucas

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7474-6

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Czy mogło być coś gorszego niż ślub w Wigilię, z błyszczącymi światełkami migającymi na tle śniegu, salą ozdobioną ostrokrzewem oraz bluszczem i powietrzem przesyconym zapachem zimowych róż?

Jeśli nawet coś takiego istniało, Holly Marlowe nie potrafiła sobie tego wyobrazić.

– Możesz teraz pocałować pannę młodą – powiedział uśmiechnięty ksiądz.

Holly ze złamanym sercem patrzyła, jak Oliver – jej szef, w którym potajemnie podkochiwała się przez trzy lata – rozpromienił się i pochylił głowę, by pocałować pannę młodą, którą była jej młodsza siostra Nicole.

Goście w ławkach wydawali się oczarowani namiętnym uściskiem młodej pary, ale Holly zbierało się na mdłości. Wiercąc się niespokojnie w obcisłej czerwonej sukni druhny, podniosła wzrok na wielkie witraże, a potem znów spojrzała na nawę starego nowojorskiego kościoła, bogato ozdobioną migoczącymi białymi świecami i czerwonymi różami.

W końcu państwo młodzi oderwali się od siebie. Panna młoda wyrwała bukiet ze zdrętwiałych palców Holly i triumfalnie uniosła rękę swojego nowo poślubionego męża.

– Najlepsze święta w życiu! – zawołała.

Rozległy się śmiechy i brawa. I chociaż Holly zawsze uwielbiała święta Bożego Narodzenia, teraz była pewna, że z​​nienawidzi je na zawsze.

Poczuła ściskanie w gardle. Nie, nie powinna tak myśleć. Nie może być taka samolubna. Nicole i Oliver byli w sobie zakochani. Powinna się z tego cieszyć.

Zmusiła się do uśmiechu, gdy organy zaczęły grać Marsza weselnego Mendelssohna. Młoda para odwróciła się od ołtarza i Holly nagle stanęła twarzą w twarz z drużbą, którym był Stavros Minos, kuzyn Olivera i jego szef, czyli szef jej szefa. Wysoki i barczysty, ciemnowłosy, potężny grecki miliarder wydawał się nie na miejscu w starym kamiennym kościele. Oczywiście nikt nie zmusił go do założenia jakiegoś idiotycznego stroju, w którym wyglądałby jak niespełna rozumu kolędnik. Nie sposób było sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek potrafił zmusić do czegokolwiek Stavrosa Minosa. Holly z zazdrością patrzyła na jego elegancki garnitur, a potem podniosła głowę i napotkała ironiczne spojrzenie czarnych oczu.

Zaschło jej w ustach. Nie. Nie mógł wiedzieć. Nikt nie wiedział, że skrycie kochała Olivera. Przecież nic się nigdy między nimi nie wydarzyło. Oliver nie miał pojęcia, że ​​jego sekretarka pała do niego żałosną, nieodwzajemnioną miłością. Nikt nie miał o tym pojęcia – to znaczy, chyba nikt oprócz Stavrosa Minosa. Ale nie powinno jej dziwić, że grecki miliarder i playboy dostrzegał rzeczy, których nie widział nikt inny.

Niemal dwadzieścia lat temu, jako nastolatek, Stavros założył firmę technologiczną, do której obecnie należało pół świata. Często pojawiał się w wiadomościach, zarówno w kontekście wielkich interesów, jak i podbojów wśród pięknych kobiet. Teraz, na tle grzmiących organów, ten tytan biznesu i życia towarzyskiego bez słowa wyciągnął rękę do Holly. Przyjęła ją niechętnie, starając się nie zauważać gry mięśni pod elegancką czarną marynarką. Wydawało się absurdalnie niesprawiedliwe, że człowiek tak bogaty i potężny może być również tak przystojny. Na wszelki wypadek Holly starannie omijała go wzrokiem.

Na urokliwej uliczce przed starym kamiennym kościołem czekali kolejni goście. Gdy młoda para wyłoniła się z drzwi, została obrzucona białymi i czerwonymi płatkami róż, które opadały na przyprószony śniegiem chodnik. Popołudniowe słońce świeciło blado na tle szarych chmur. Holly wsiadła do limuzyny i natychmiast odwróciła się do okna, mrugając, żeby odpędzić łzy.

– Uff. – Nicole opadła na siedzenie naprzeciwko niej, spowita w fale białego tiulu, i uśmiechnęła się do męża. – Mamy to z głowy! Jesteśmy małżeństwem!

– Wreszcie – wycedził Oliver ze swoim charakterystycznym leniwym urokiem. – Było z tym mnóstwo zachodu. Nigdy nie przypuszczałem, że pozwolę komukolwiek się usidlić.

– Dopóki nie spotkałeś mnie – westchnęła Nicole, unosząc twarz do pocałunku.

Siedzenie ugięło się, gdy obok Holly usiadł Stavros Minos. Limuzyna ruszyła i Holly poczuła odurzający piżmowy zapach. Oliver odwrócił się do kuzyna.

– I co myślisz, Stavros? Czy ta ceremonia była dla ciebie jakąś inspiracją?

Przystojna twarz greckiego potentata była zimniejsza niż mroźne powietrze na zewnątrz.

– Taką, jaka tobie nawet nie przyszłaby do głowy.

Jak śmiał być tak niegrzeczny? – pomyślała Holly z niedowierzaniem. Ale z drugiej strony ten playboy, który, jak głosiła fama, bał się zobowiązań i nie znosił ślubów, musiał czuć się bardzo nieszczęśliwy przez to, że zmuszono go do wzięcia udziału w ślubie kuzyna. W przeciwieństwie do Holly nawet nie próbował ukrywać swoich uczuć. Na szczęście nowożeńcy chyba tego nie zauważyli.

– Miałem zamiar zaprosić wuja Aristidesa, ale wiedziałem, że nie byłbyś zachwycony – zaśmiał się Oliver.

– To bardzo wielkodusznie z twojej strony – odrzekł Stavros bezbarwnie.

Holly zazdrościła mu chłodu i opanowania. Sama w tej chwili czuła się załamana i poraniona. Nicole nalegała, aby po powrocie z ich podróży poślubnej na Arubę Holly zamieszkała razem z nimi w Hongkongu. Oliver zrezygnował już z pracy w Minos International. Gdyby Holly została w Nowym Jorku, musiałaby przejść pod zwierzchnictwo nieprzyjemnego wiceprezesa do spraw operacyjnych. Mogła też przyjąć ofertę poprzedniego pracodawcy, który przeniósł się do Europy. Ale gdyby miała wyjechać z Nowego Jorku, czy nie lepiej byłoby przeprowadzić się do Hongkongu, poświęcić się dla młodszej siostry, zrezygnować z osobistego szczęścia i znów pracować razem z Oliverem?

– Wiem, że nie cierpisz ślubów, Stavros. – Oliver uśmiechnął się szeroko do kuzyna. – Przynajmniej nie będę musiał więcej oglądać twojej niezadowolonej twarzy w biurze. Twoja strata jest zyskiem Sinistech.

– Racja. – Stavros wzruszył ramionami. – Teraz kto inny będzie musiał znosić twoje trzygodzinne lancze z martini.

– Owszem. – Oliver oblizał się ze smakiem. – Nie mogę się już doczekać odkrywania uroków Hongkongu.

– Ja też – wtrąciła Nicole.

Oliver drgnął, jakby zapomniał o jej obecności.

– Naturalnie. – Przeniósł spojrzenie na Holly. – Czy Nicole już cię przekonała? Będziesz nadal pracować jako moja sekretarka?

Poczuła, że wszyscy na nią patrzą, i zaczerwieniła się jak burak.

– N-nie mów głupstw – wyjąkała.

– Nie możesz być taką egoistką – stwierdził Oliver. – Nie poradzę sobie bez ciebie. Kto mi pomoże zorganizować się w nowej pracy?

– A ja mogę wkrótce zajść w ciążę – dodała Nicole niespokojnie. – Kto zajmie się dzieckiem, jeśli ciebie nie będzie w pobliżu?

Gardło Holly zacisnęło się boleśnie. To, że jej siostra wyszła za mąż za mężczyznę, którego Holly kochała, i miała z nim wyjechać na drugi koniec świata, było już wystarczająco trudne. Ale sugestia, że ​​Holly powinna z nimi zamieszkać i wychowywać ich dzieci, była czystym okrucieństwem.

Poprzedniego dnia Holly świętowała swoje dwudzieste siódme urodziny. Wciąż była dziewicą, a poza tym sekretarką, siostrą i być może wkrótce ciotką. Ale czy kiedykolwiek będzie kimś więcej? Żoną? Matką? Czy spotka kiedyś mężczyznę, którego mogłaby pokochać i dla którego stałaby się najważniejszą osobą na świecie? Wydawało się to coraz mniej prawdopodobne.

Od niemal dziesięciu lat samotnie wychowywała siostrę po śmierci rodziców, od prawie trzech opiekowała się Oliverem w pracy. Może takie było jej przeznaczenie – dbać o Nicole i Olivera, patrzeć, jak się kochają i wychowują swoje dzieci. Może Holly miała pełnić w życiu tylko rolę personelu pomocniczego, a rola gwiazdy nie była jej pisana? Na tę myśl poczuła ukłucie w sercu.

– Poradzicie sobie beze mnie – wykrztusiła.

Nicole z oburzeniem potrząsnęła głową.

– To byłaby katastrofa! Musisz pojechać z nami do Hongkongu, Holly. Proszę! – zawołała natarczywym tonem, którego używała od dziecka, gdy chciała postawić na swoim. Tym samym tonem cztery tygodnie wcześniej przekonała Holly, by ta zorganizowała pośpieszny ślub w świątecznej oprawie, taki, o jakim Holly zawsze marzyła dla siebie. W końcu jednak zrozumiała, że nie ma sensu trzymać się kurczowo marzeń o ślubie, który zapewne nigdy się nie odbędzie. Gdyby jakikolwiek mężczyzna miał się nią zainteresować, już by się to stało. Ale na tym polu jej siostra radziła sobie znacznie lepiej. Drobna, urocza, jasnowłosa Nicole rzucała na mężczyzn dziwny urok i w wieku dwudziestu dwóch lat doskonale umiała korzystać z tej umiejętności. Holly przedstawiła ją Oliverowi zeszłego lata na firmowym pikniku, ale wtedy nawet nie przyszło jej do głowy, do czego ta znajomość doprowadzi.

 

Spojrzała na siostrę i dopiero teraz zauważyła jej nagą szyję.

– Nicole, gdzie jest złoty naszyjnik mamy?

Siostra dotknęła dekoltu.

– Gdzieś w tych wszystkich pudełkach. Na pewno go znajdę, kiedy rozpakuję rzeczy w Hongkongu.

– Zgubiłaś naszyjnik mamy? – oburzyła się Holly. Ich rodzice nie dożyli ślubu młodszej córki. Jeśli Nicole w dodatku zgubiła cenny naszyjnik ze złotą gwiazdą, który ich matka zawsze nosiła…

– Nie zgubiłam go – zirytowała się Nicole. – Gdzieś tam jest.

– Nie próbuj zmieniać tematu, Holly – odezwał się ostro Oliver. – Jesteś uparta i samolubna, skoro chcesz zostać w Nowym Jorku, chociaż jesteś mi tak potrzebna.

Samolubna. To oskarżenie było jak cios. Czy rzeczywiście była samolubna, mając nadzieję, że odnajdzie własne szczęście, zamiast wiecznie stawiać na pierwszym miejscu ich potrzeby?

– Ja… próbuję nie być samolubna – szepnęła.

– Chciałbym coś wyjaśnić – odezwał się Stavros Minos lodowato. – Życzysz sobie, Oliverze, żeby panna Marlowe rzuciła pracę w Minos International i przeniosła się do Hongkongu, gdzie przez cały dzień miałaby pracować dla ciebie w biurze, a wieczorami zajmować się twoimi dziećmi?

Oliver skrzywił się.

– To nie twoja sprawa, Stavros.

– To bardzo miłe, że troszczy się pan o Holly, panie Minos – wtrąciła Nicole, posyłając mu czarujący uśmiech – ale Holly uwielbia opiekować się innymi. Wychowywała mnie, odkąd skończyłam dwanaście lat, i nie wyobrażam sobie, żeby teraz miała ochotę przestać się mną opiekować.

– Nami – poprawił ją Oliver.

Stavros błysnął w uśmiechu białymi zębami i zwrócił się do Holly.

– Czy to prawda?

– Każdy by to zrobił – wyjąkała, speszona jego dziwnym spojrzeniem.

– Ja nie.

– Naturalnie, że nie – prychnął Oliver. – Mężczyźni z rodziny Minosów są samolubni do szpiku kości. Robimy, co nam się podoba, a wszyscy inni mogą iść do diabła.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – zdziwiła się jego żona.

Oliver mrugnął do niej.

– To część naszego uroku, kotku.

Ale Nicole nie wydawała się szczególnie oczarowana. Znów spojrzała na Holly.

– Nie mogę tak po prostu zostawić cię w Nowym Jorku. Nie wiedziałabyś, co ze sobą zrobić. Byłabyś zupełnie sama.

Holly zesztywniała.

– Mam przyjaciół…

– Ale nie masz rodziny – przerwała jej siostra niecierpliwie. – I jest mało prawdopodobne, że kiedykolwiek będziesz ją miała.

– Co będę miała?

– Własnego męża lub dzieci. Daj spokój – prychnęła Nicole pobłażliwie. – Przecież nigdy nie miałaś nawet chłopaka. Naprawdę chcesz się zestarzeć samotnie?

Holly patrzyła na nią bez słowa. Nicole miała rację. Następnego dnia Holly po raz pierwszy w życiu miała spędzić samotnie dzień Bożego Narodzenia.

Napotkała wzrok Stavrosa. Wyraz jego czarnych oczu, lodowatych jak zimowa noc, nagle się zmienił.

– Niestety, panna Marlowe nie będzie mogła wyjechać do Hongkongu – oznajmił nieoczekiwanie. – Potrzebuję jeszcze jednego asystenta, więc zamierzam ją awansować.

– Co? – sapnął Oliver.

– Co? – westchnęła Nicole.

– Co? – zdumiała się Holly, odpędzając łzy.

Twarz Stavrosa złagodniała.

– Czy zechciałaby pani pracować bezpośrednio dla mnie, panno Marlowe? Awans będzie oznaczał dłuższe godziny pracy, ale również sporą podwyżkę. Podwoję pani pensję.

– Ale… dlaczego ja? – szepnęła Holly.

– Ponieważ jest pani najlepsza. I ponieważ mogę to zrobić.

Stavros nie miał zamiaru się w to mieszać. Nic go nie obchodził kuzyn. Oliver był bezużytecznym draniem i Stavros żałował dnia, w którym go zatrudnił. Kiepsko sobie radził jako wiceprezes do spraw marketingu i Stavros był już gotów go zwolnić, gdy kuzyn przyjął niespodziewaną ofertę pracy w Hongkongu. Stavros przypuszczał, że Olivera czeka zaskoczenie, gdy się okaże, że nowi pracodawcy rzeczywiście oczekują pracy w zamian za wypłacaną mu pensję.

Nic go też nie obchodziła nowa żona kuzyna. Poprzedniego wieczoru, podczas próby generalnej weselnego przyjęcia, próbował ją ostrzec przed niewiernością Olivera, ale ona nie pozwoliła mu skończyć. A zatem wiedziała, w co się pakuje; po prostu nie dbała o to.

Ale Holly Marlowe była inna. Stavros podejrzewał, że tylko dzięki ciężkiej pracy sekretarki Oliverowi udawało się utrzymać na powierzchni przez ostatnie trzy lata. Holly zostawała w biurze po godzinach, a potem zapewne pracowała w domu wieczorami i w weekendy, wykonując pracę Olivera. Wszyscy, od woźnych po dyrektora operacyjnego, lubili uprzejmą, niezawodną pannę Marlowe. Czuła, szlachetna, ofiarna Holly była najbardziej szanowaną osobą w nowojorskim biurze, bardziej nawet niż Stavros. Ale była przytłoczona przez tę parę egoistów, którzy zamiast podziękować za wszystko, co dla nich robiła, zamierzali ją zabrać ze sobą do Hongkongu na niewolniczą służbę.

Jeszcze dwa dni temu Stavros zapewne by to zlekceważył. Ludzie mieli prawo dokonywać własnych wyborów, nawet głupich. Ale wiadomości, jakie otrzymał poprzedniego dnia, sprawiły, że po raz pierwszy w życiu zaczął się zastanawiać, co po sobie zostawi. I obraz, jaki się wyłaniał, nie był przyjemny.

– Nie możesz zatrzymać Holly! Potrzebuję jej! – wybuchnął Oliver i spojrzał niespokojnie na żonę. – Obydwoje jej potrzebujemy.

– Nie chcesz tego głupiego awansu, prawda, Holly? – jęknęła Nicole.

Ale twarz Holly, wpatrzonej w Stavrosa, pojaśniała.

– Czy… czy mówi pan poważnie?

– Zawsze mówię poważnie. – Jego spojrzenie przesunęło się po ładnej twarzy i ponętnej figurze. Dopiero gdy stanął naprzeciw niej w blasku świec w starym kamiennym kościele, zauważył, jak piękną kobietą jest Holly Marlowe.

Prawdę mówiąc, wcześniej wolał tego nie widzieć. Pięknych kobiet w jego świeie było na pęczki, a kompetentnych i zaangażowanych sekretarek bardzo niewiele. Holly ukrywała swoją urodę i w biurze stawała się niemal niewidoczna. Ognistorude włosy wiązała w kok jak matrona, nigdy się nie malowała, nosiła luźne beżowe kostiumy i rozsądne buty. Teraz spod długich ciemnych rzęs patrzyły na niego jasne, szeroko rozstawione zielone oczy. Cerę miała jasną, z kilkoma piegami na nosie. Gęste, kręcone rudozłote włosy spływały jej na ramiona. I ta obcisła czerwona sukienka…

Stavros najwyraźniej jeszcze nie umarł, ponieważ przyspieszył mu puls. Głęboko wycięty dekolt podkreślał pełne piersi, wcześniej doskonale maskowane workowatymi kostiumami. Kiedy wychodzili z kościoła, zauważył też zgrabny, krągły tyłeczek. To wszystko musiałby zignorować, gdyby zgodziła się dla niego pracować. Seks był tylko rozrywką, ale firma od lat była jego życiem. Skoro Holly w pracy ubierała się tak skromnie, to widocznie chciała być doceniana za swoje osiągnięcia, a nie za wygląd. Pod tym względem byli tacy sami. Stavros od dziecka chciał robić ważne rzeczy; chciał zmieniać świat. I to nie było wszystko, co ich łączyło. Zauważył jej udręczony wyraz twarzy, kiedy patrzyła na Olivera. A zatem obydwoje mieli swoje tajemnice.

Jej niewytłumaczalne zauroczenie Oliverem nie mogło być trwałe. Kiedy się z tego otrząśnie, jak z przeziębienia, zda sobie sprawę, że uniknęła wyroku. Co do Stavrosa, ludzie odkryją jego sekret po jego śmierci, co, zgodnie z prognozą lekarza, miało się wydarzyć za jakieś sześć do dziewięciu miesięcy.

Zamrugał. Jeszcze kilka dni temu podświadomie zakładał, że będzie żył kolejne pięćdziesiąt lat, a tymczasem zapewne nie doczeka trzydziestych siódmych urodzin. Umrze sam i nie będzie go opłakiwał nikt oprócz prawników i akcjonariuszy. Firma będzie wszystkim, co po nim pozostanie; zapewne przekaże swoje udziały na cele dobroczynne. Biedny Stavros, westchną jego byłe kochanki, i wrócą do łóżka cieszyć się swymi nowymi partnerami. Biedny Minos, powiedzą współpracownicy, po czym skupią się na nowych, ekscytujących metodach kupna i sprzedaży. A on będzie gnił w grobie i nigdy już się nie dowie, jak to jest zaangażować się w coś innego niż praca. Nie zostawi po sobie nawet dziecka, które nosiłoby jego nazwisko.

Zrozumiał to wszystko teraz z bolesną jasnością, gdy usłyszał bezmyślne, okrutne słowa Nicole: „Czy naprawdę chcesz umrzeć samotnie?”.

Bożonarodzeniowe światełka migotały na Szóstej Alei w szybko zapadającym zmierzchu. Mijały ich żółte taksówki wypełnione ludźmi śpieszącymi na rodzinne spotkania. Limuzyna skręciła na wschód i zatrzymała się przed wielkim hotelem z widokiem na Central Park.

– Jeszcze nie skończyliśmy tej rozmowy, Holly – oświadczył Oliver stanowczo. – Mam zamiar cię przekonać.

– Pojedziesz z nami – dodała Nicole, przygładzając welon.

Kierowca w liberii otworzył drzwi. Oliver wyszedł pierwszy i pomógł wysiąść narzeczonej. Pośpieszyli do hotelu na sesję fotograficzną przed przybyciem gości.

W tylnej części limuzyny zapadła cisza. Holly nie poruszała się. Stavros spojrzał na nią.

– Nie poddawaj się, Holly – powiedział cicho, po raz pierwszy używając jej imienia. – Jesteś warta o wiele więcej niż oni.

Zielone oczy zalśniły od łez.

– Jak pan może tak mówić? – szepnęła.

– Bo to prawda – odrzekł szorstko. Wyszedł na chodnik i wyciągnął do niej rękę. Włożyła dłoń w jego dłoń i wtedy to się stało.

Stavros sypiał wcześniej z wieloma kobietami, pięknymi, sławnymi i potężnymi, z modelkami i gwiazdkami, a nawet z jedną laureatką Nagrody Nobla. Ale kiedy dotknął dłoni Holly, poczuł coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył: wstrząs, który przeszył go do głębi duszy.

Stanęła na chodniku, podniosła wzrok i wtedy nagle z nieba zaczęły sypać płatki śniegu. Holly puściła jego dłoń i roześmiała się radośnie.

– Może pan w to uwierzyć? – Rozprostowała ramiona i, śmiejąc się jak dziecko, zawirowała, chwytając płatki śniegu na język. Wyglądała jak anioł. – Na ślubie mojej siostry pada śnieg! W Wigilię Bożego Narodzenia!

Ruchliwa aleja, turyści, dorożki i taksówki – wszystko wtopiło się w tło. Stavros widział tylko Holly.

ROZDZIAŁ DRUGI

Wielka sala w hotelu udekorowana była w zimowe motywy. Srebrno-białe choinki błyszczały jak gwiazdy. Na każdym z dwudziestu dużych okrągłych stołów nakrytych białymi obrusami stały czerwone róże. Wyglądało to jeszcze piękniej niż w marzeniach Holly; rozejrzała się i poczuła ściskanie w gardle. Wyobrażała sobie takie przyjęcie weselne, gdy jako samotna dziewiętnastolatka wieczorami wycinała zdjęcia z magazynów i wklejała je do specjalnego zeszytu. Jej młodsza siostra już spała, a przyjaciele imprezowali w klubach.

Holly nie żałowała, że ​​zrezygnowała ze stypendium do college’u i wróciła do domu. Kiedy ich rodzice zginęli w wypadku samochodowym w rocznicę swojego ślubu, ​​nie mogła pozwolić, by Nicole trafiła do rodziny zastępczej. Czasami jednak czuła się uwięziona w pułapce – samotna, z nastoletnią siostrą, która często wyładowywała na niej własną rozpacz i frustrację. W końcu trzy lata temu Nicole wyjechała na studia, a Holly zaczęła pracować dla Olivera.

W romantycznych fantazjach przed laty wyobrażała sobie, jak tańczy w białej sukni z uwielbianym przez siebie panem młodym. Teraz, gdy patrzyła, jak Nicole i Oliver tańczą swój pierwszy taniec jako mąż i żona, otoczeni przez przyjaciół, powtarzała sobie, że jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak szczęśliwa.

– Naprawdę tworzą idealną parę – odezwał się obok niej niski, ochrypły głos Stavrosa. Jakoś udało mu się sprawić, że te słowa nie brzmiały pochlebnie.

– Tak – powiedziała Holly i odsunęła się nieco, żeby przypadkowo go nie dotknąć. Kiedy wcześniej pomagał jej wysiąść z limuzyny, zadrżała pod jego dotykiem. To było zupełnie absurdalne. ​​Stavros Minos na pewno nic nie poczuł, ją tymczasem oblewał gorący rumieniec za każdym razem, gdy na nią spojrzał. Nie rozumiała, co się z nią dzieje, ale musiała nad sobą zapanować, jeśli miała zostać jego asystentką. Poza tym przecież była zakochana w Oliverze!

 

Z drugiej strony uczucie do Olivera przyniosło jej tylko cierpienie, a teraz, gdy został jej szwagrem, wydawało się perwersyjne i złe. Chciałaby móc je wyłączyć jak światło…

– Zajmowałaś się również organizacją przyjęcia, prawda? – powiedział Stavros, rozglądając się po sali.

Holly zmusiła się do uśmiechu.

– Chciałam, żeby moja siostra miała ślub jak z bajki. Zrobiłam, co mogłam.

Stavros spojrzał na szczęśliwą młodą parę, tańczącą teraz przed największym drzewkiem ozdobionym białymi światełkami i srebrnymi gwiazdami, i pociągnął łyk bursztynowego płynu ze szklaneczki.

– Masz dobre serce.

Te słowa brzmiały jak komplement, ale nim nie były. Holly nie potrafiła przeniknąć wyrazu jego twarzy. Potrząsnęła głową.

– Musi się pan bardzo źle czuć z tym wszystkim.

– Z tym wszystkim?

– Z rolą drużby na weselu. – Wzruszyła ramionami. – Jest pan najbardziej znanym zaprzysięgłym kawalerem w tym mieście.

Stavros znów podniósł szklankę do ust.

– Powiedzmy, że miłość to coś, czego do tej pory nie udało mi się doświadczyć.

Co za ironia, pomyślała. Przypomniała sobie, że on wie o jej sekretnej miłości do Olivera, i policzki znów jej zapłonęły. Spojrzała na piękną pannę młodą i przystojnego pana młodego, tańczących pośrodku sali, i wymamrotała:

– Ma pan rację. Tworzą idealną parę.

– Przestań – rzekł ostro, z irytacją.

– Co mam przestać robić?

– Zdejmij różowe okulary.

– Co? – zdumiała się.

– Musiałabyś być głupia, żeby kochać Olivera. A kimkolwiek jesteś, panno Marlowe, nie jesteś głupia.

Rozmowa przybierała dziwnie osobisty obrót. Serce Holly biło coraz mocniej, ale nie było sensu kłamać.

– Jak pan to odgadł? – szepnęła.

Stavros przewrócił oczami.

– Masz wszystkie uczucia wypisane na twarzy. Jestem pewien, że Oliver też doskonale o tym wie.

Ogarnęło ją przerażenie.

– Och, nie… to niemożliwe…

– Oczywiście, że wie – stwierdził Stavros brutalnie. – Inaczej nie udałoby mu się wykorzystywać ciebie przez te wszystkie lata.

– Wykorzystywać? – zdumiała się. – Mnie?

Spojrzał na nią poważnie.

– Zatrudniam dziesięć tysięcy osób na całym świecie i z tego, co słyszę, jesteś najbardziej pracowita z nich wszystkich.

– Panie Minos…

– Mów mi Stavros – rozkazał.

– Stavros. – Zarumieniła się. – Jestem pewna, że to nieprawda. Wracam do domu o szóstej wieczorem…

– Tak, i zabierasz ze sobą dokumenty Olivera. Nigdy nie prosisz o podwyżkę, chociaż płaciłaś za studia siostry, która mogła przecież poszukać pracy i opłacić je samodzielnie.

Holly była coraz bardziej zmieszana.

– Dbam o siostrę, bo jest pod moją opieką. A o Olivera, ponieważ – zawahała się – ponieważ dla niego pracuję. A w każdym razie pracowałam.

– I dlatego, że go kochasz.

– Tak – szepnęła z sercem w gardle.

– A teraz on pod wpływem kaprysu ożenił się z twoją siostrą, a ty, zamiast wpaść w złość, zorganizowałaś to wszystko. – Wskazał na otaczającą ich zimową krainę.

– Z wyjątkiem tej sukienki. – Spojrzała ze smutkiem na obcisłą czerwoną sukienkę, żałując, że nie ma na sobie skromnej bordowej sukni, którą sama wybrała. – Nicole się na nią uparła. Powiedziała, że ​​moja sukienka wygląda koszmarnie i nie pozwoli, by zepsuła jej zdjęcia ślubne.

– Rzeczywiście są siebie warci. – Spojrzał na nią i warknął: – Pięknie wyglądasz w tej sukience.

To był kolejny komplement, który nie brzmiał jak komplement. Czy on z niej kpił?

– Dziękuję – mruknęła z płonącymi policzkami.

Młoda para zakończyła swój taniec długim, ostentacyjnym pocałunkiem. Goście obdarzyli ich brawami, po czym wyszli na parkiet.

– Zatańcz ze mną – powiedział Stavros ochryple.

– Ja? Nie.

Szeroki w ramionach i potężny, górował nad nią jak ponury cień. Uniósł szyderczo brwi i po prostu wyciągnął do niej rękę. W co on grał? Dlaczego chciał zatańczyć z taką prostą, zwyczajną dziewczyną jak ona?

– Nie musisz się nade mną litować – powiedziała sztywno.

– W żadnym razie.

– Jeśli uważasz to za swój obowiązek, bo jesteś drużbą, a ja druhną…

– Czy wyglądam na człowieka, który dba o konwencje? – przerwał jej. – Chcę tylko, żebyś dostrzegła prawdę.

– Jaką prawdę? – Na wpół zahipnotyzowana, pozwoliła, by wziął ją w potężne ramiona. W jego czarnych oczach dostrzegła dziwny mrok.

– Nie kochasz mojego kuzyna. Nigdy go nie kochałaś.

– Masz czelność… – oburzyła się i próbowała się wyrwać, ale on nie puścił jej ręki i wprowadził ją na parkiet. Czuła, że ​​wszyscy na nią patrzą – kobiety z mieszaniną zazdrości i oszołomienia, mężczyźni z zainteresowaniem, wpatrując się w jej głęboko wycięty dekolt. Nawet Nicole i Oliver zatrzymali się w miejscu na ten widok. Holly była równie oszołomiona. Stavros mógł zatańczyć z każdą kobietą. Dlaczego wybrał właśnie ją? Czy chodziło o jakiś zakład?

Poprowadził ją na środek parkietu, zmuszając innych tancerzy do odsunięcia się na bok, i przyciągnął do siebie. Jego mroczne spojrzenie przenikało całe jej ciało, aż do palców u nóg. Patrzył na nią prawie tak, jakby… jakby jej pożądał? Nie. Policzki Holly zrobiły się gorące. To było zbyt śmiałe przypuszczenie. Żaden mężczyzna nigdy jej nie pożądał. Z pewnością nie Oliver. Nawet Albert z księgowości, który kilka miesięcy temu zaprosił ją na randkę, a potem wystawił do wiatru, bo wybrał jakiś mecz.

Ale spojrzenie Stavrosa przepalało ją na wylot.

– Nie kochasz mojego kuzyna – szepnął, zacieśniając uścisk. – Przyznaj to.

– Jak możesz tak mówić?

Skrzywił się.

– Mało wiem o miłości, ale wydaje mi się, że wymaga ona znajomości człowieka razem z jego wadami. A ty nawet go nie znasz.

Przewróciła oczami.

– Pracowałam dla Olivera przez trzy lata. Wiem o nim wszystko.

– Jesteś pewna?

Podążyła za jego spojrzeniem i dostrzegła, jak Oliver ponad ramieniem żony uśmiecha się uwodzicielsko do ładnej dziewczyny. Nicole również to zauważyła. Nachmurzyła się i wbiła ostry obcas w stopę męża.

– Lubi flirtować – stwierdziła. – To nic nie znaczy.

Teraz to Stavros przewrócił oczami.

– Sypia z każdą kobietą, jaka się nawinie.

– Mnie nigdy nie próbował zaciągnąć do łóżka – zaprotestowała.

– Bo ty jesteś wyjątkiem.

Holly wstrzymała oddech.

– Naprawdę?

– Nie patrz na mnie tym wzrokiem zranionej sarny – powiedział z irytacją. – Tak, jesteś wyjątkiem. Jego poprzednia sekretarka wniosła przeciwko niemu pozew o molestowanie seksualne. Powiedziałem Oliverowi, że jeśli to się kiedykolwiek powtórzy, zwolnię go, nie patrząc na to, że jest moim kuzynem. Płynie w nim krew Minosów, jest samolubny do szpiku kości. Dlaczego miałby ryzykować utratę niezwykłej sekretarki, która haruje dla niego jak niewolnica dzień i noc, tylko dla odrobiny taniego seksu, który bez trudu może znaleźć gdzie indziej?

– Taniego! – Holly jeszcze nigdy nie rozebrała się dla mężczyzny. Jak Stavros śmiał sugerować, że oferowała wszystkim chętnym tani seks? – Jakie masz prawo, by go krytykować? Jesteś taki sam. Co tydzień sypiasz z inną aktorką czy modelką!

Stavros zacisnął zęby.

– To nieprawda… – Złość odpłynęła z jego przystojnej twarzy, zastąpiona przez surowe emocje. – Ale masz rację, nie mam prawa go krytykować i nie zrobiłbym tego, gdyby on nie próbował zabrać ci życia. Nie pozwól mu tego zrobić – powiedział wojowniczo i przyciągnął ją bliżej, kołysząc w rytm powolnej muzyki. – Oliver cię wykorzystuje. Oderwij się od swoich marzeń i zobacz w nim człowieka, jakim jest naprawdę.

Oliver i Nicole schodzili z parkietu, kłócąc się. Holly naraz przypomniała sobie wszystkie piątkowe popołudnia, kiedy Oliver przed wyjściem z biura wrzucał jej w ramiona stosy teczek.

– Nie masz nic przeciwko temu, by się tym zająć w weekend, prawda, Holly? – mówił ze swoim najbardziej czarującym, chłopięcym i lekko zawstydzonym uśmiechem. – Dzięki, jesteś niezrównana!

Przypomniała sobie również wszystkie chwile, kiedy tajemniczo znikał przed nieprzyjemnymi rozmowami, pozostawiając Holly, by wykonała za niego brudną robotę. I nie chodziło tylko o zwolnienia. Często Holly musiała pocieszać zapłakane, załamane kobiety, które pojawiały się w biurze, błagając o spotkanie z nim i skarżąc się, że nie dotrzymał obietnic. Wówczas była przekonana, że ​​to dowodzi jego wiary w nią: Oliver mógł na niej polegać przy załatwianiu ważnych spraw. Ale teraz…