Posklejane serca

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Czy zatrzymała się tu Amerykanka, znajoma Rena Tanaki?

Pracownik hotelu obrzucił go badawczym wzrokiem, dostrzegając jego szyty na miarę garnitur i eleganckie skórzane buty, po czym wskazał w stronę pubu przy holu.

– Są tam.

Antonio podał mu torbę Hany.

– Proszę to zanieść do jej pokoju.

– Oczywiście, proszę pana.

Stał przez chwilę przy wejściu do hotelowego pubu, czekając, aż oczy przywykną mu do półmroku. W końcu ją zauważył, siedzącą samą przy stoliku.

– Hano – zawołał, podchodząc.

Odwróciła się natychmiast i wstała.

– Antonio? Co ty tu robisz?

– Musiałem się z tobą zobaczyć.

Zerknęła niespokojnie w stronę baru.

– Po co?

– Bo… – Teraz, kiedy na nią patrzył, wszystkie starannie opracowane w myślach argumenty wyleciały mu z głowy. Mimowolnie wpatrywał się w jej kształtne usta i nagle z całą siłą jej zapragnął.

– Delacruz. To pan, prawda? – usłyszał nagle. Odwrócił się i zobaczył wychodzącego zza baru młodego Japończyka, wysokiego i przystojnego, ubranego w elegancki garnitur. Wyglądał na młodszego od trzydziestosześcioletniego Antonia o jakieś dziesięć lat.

– A kim pan jest?

– Nazywam się Ren Tanaka.

– A więc to pan jest tym najlepszym przyjacielem?

– A pan tym drańskim szefem, który zrobił dziecko mojej przyjaciółce i zostawił ją jak…

Tanaka wypowiedział jakieś japońskiego słowo, którego Antonio nie rozumiał, chociaż znaczenia się domyślał. Japończyk wyglądał tak, jakby miał ochotę udusić go gołymi rękami.

Antonio poczuł to samo w odniesieniu do Tanaki, gdy zobaczył, jak ten troskliwie wręcza Hanie szklankę wody, a potem staje przed nią, jakby chciał ją ochronić. Spoglądała wystraszona to na jednego, to na drugiego.

Siłą woli Antonio opuścił ręce, próbując się uspokoić. Dość już tego dnia narozrabiał. Poza tym nie przyszedł tutaj do Tanaki.

– Czy możemy gdzieś iść i porozmawiać? – spytał Hanę.

– Nie musisz nigdzie z nim wychodzić – wtrącił Japończyk, po czym zwrócił się do Antonia: – Proszę wyjść z mojego hotelu. Nie jest pan tutaj mile widziany.

– Lepiej pan zrobi, trzymając się od niej z daleka, przyjacielu.

– Dość już pan ją skrzywdził. Nie pozwolę na więcej.

– A co? Chce pan mieć ją dla siebie?

– A jeśli tak?

– To proszę się nie wtrącać, bo inaczej rozwalę pana o tę ścianę.

– Niech pan tylko spróbuje.

– Nie! – zawołała Hana, stając między nimi, zanim padnie pierwszy cios. Spojrzała na nich błagalnie. – Przestańcie, proszę!

Spiorunowali się nawzajem wzrokiem. Antonio miał ochotę odepchnąć Japończyka na bok. Zdumiewała go własna wściekłość. Jeszcze nigdy nie czuł się tak zaborczy wobec kobiety. Nagle sobie uświadomił, że nigdy nie pozwoli Renowi Tanace – ani żadnemu innemu mężczyźnie – zabrać Hany. Należała wyłącznie do niego.

ROZDZIAŁ TRZECI

Jak to się stało, że wszystko nagle wymknęło się spod kontroli?

– Przestańcie, obaj! – powtórzyła. – To w niczym nie pomoże!

– Pomogłoby, gdybym dał mu w pysk – burknął Ren po japońsku.

Zerknęła szybko na Antonia. Choć nie znał japońskiego, najwyraźniej zrozumiał znaczenie tych słów i zmrużył groźnie oczy. Ostatnie godziny były dla niej bardzo wyczerpujące. Gdy po upiornej scenie na chodniku z Antoniem przyszła tutaj porozmawiać z Renem, wydawało się, że wpadła z deszczu pod rynnę. Wciąż miała przed oczami wyraz jego twarzy, kiedy mu powiedziała, że zaszła w ciążę ze swoim szefem.

– Wiedziałem – powiedział wtedy, błyskając gniewnie oczami. – Zabiję go.

Chciał natychmiast znaleźć Antonia i go pobić. Ledwie zdołała wybić mu ten pomysł z głowy. To zabawne. Przyszła tutaj, szukając pocieszenia, a zamiast tego musiała przez kilka godzin uspokajać Rena, żeby poczuł się lepiej.

– Czy to pewne, że jesteś w ciąży? – pytał wciąż z niedowierzaniem.

Aby go przekonać, pozwoliła się w końcu zabrać do lekarza, który był do dyspozycji hotelu i miał gabinet przy tej samej ulicy. Właśnie od niego wrócili. Hana uzyskała potwierdzenie tego, co już wiedziała: była w ciąży od dwóch i pół miesiąca.

Po raz pierwszy usłyszała bicie serca dziecka, co było dla niej wspaniałym przeżyciem, ale też zaprawionym kroplą goryczy. Wciąż myślała o Antoniu i o tym, jak ją odrzucił, a przecież to on powinien towarzyszyć jej u lekarza. Ren niezbyt ją pocieszył. Przez całą drogę z kliniki wciąż dopytywał:

– Powiedziałaś o tym Delacruzowi, ale cię odtrącił? Zaprzeczył, że jest ojcem? I cię zwolnił?

Jego zachowanie ani trochę nie podnosiło jej na duchu. Wciąż miał ochotę dopaść Delacruza i powiedzieć mu, co o nim myśli. Wrócili do hotelu. Tam poprosiła go, żeby zaprowadził ją w jakieś zaciszne miejsce i przyniósł szklankę wody. A gdy na chwilę odszedł, w drzwiach pojawił się Antonio we własnej osobie. Teraz obaj mierzyli się wzrokiem jak dwa byki gotowe do walki.

– Niech się pan trzyma z daleka – warknął Antonio, po czym łagodnym głosem zwrócił się ponownie do Hany: – Czy możemy porozmawiać?

– A co więcej chcesz mi powiedzieć – odparła w tej samej chwili, gdy Ren wtrącił: – Ona nie chce z panem rozmawiać.

Antonio jednak patrzył tylko na nią.

– No dobrze – odparła, powstrzymując swojego przyjaciela gestem dłoni. – Porozmawiam z nim.

– Nie zasłużył na to – burknął Ren.

– Jest ojcem mojego dziecka. Muszę go wysłuchać. – Uśmiechnęła się smutno i spytała Antonia: – Tutaj?

Pokręcił przecząco głową.

– Wyjdźmy stąd.

Wyszli z hotelu i przystanęli na zatłoczonej ulicy, pełnej kolorowych sklepów. Niebo było już bezchmurne i słońce świeciło jasno.

– A więc co chcesz mi powiedzieć? – spytała.

– Chodźmy w jakieś spokojniejsze miejsce.

Ruszyła za nim małą uliczką. Przeszli przez most do dużego parku, nieopodal stacji Harajuku. Przez długą chwilę szli w milczeniu, aż w końcu Antonio przystanął obok cichej polany i spytał:

– Co powiedziałaś o mnie Tanace?

– Prawdę.

– To, że jestem bezdusznym potworem, który cię uwiódł, zrobił ci dziecko i porzucił?

– Nie powiedziałam, że mnie uwiodłeś. Czy po to przejechałeś całe Tokio, żeby mnie złajać za to, że wypłakuję się na ramieniu przyjaciela?

– Przyjaciela? Przecież ten facet jest w tobie zakochany!

Nie mogła zaprzeczyć po tym, jak Ren zachował się tego dnia: jakby była jego własnością. Odwróciła wzrok.

– Śpisz z nim? – spytał Antonio.

– Żartujesz chyba! On jest dla mnie jak brat!

– Nie patrzy na ciebie jak na siostrę.

Czyżby Antonio był zazdrosny? To chyba niemożliwe. Na żadnej kobiecie nie zależało mu na tyle, by przejawiać tego rodzaju uczucia.

– Dlaczego cię to obchodzi?

– Nie obchodzi mnie.

– Jeśli przyszedłeś tylko po to, żeby na mnie krzyczeć, to wracam do… – Odwróciła się, żeby odejść.

– Zaczekaj, proszę.

– Na co? Aż znajdziesz kolejny sposób, żeby mnie zranić? Mam tego dość.

– Nie… – Przeczesał dłonią zmierzwione włosy. – Nie tak chciałem się zachować. Przyszedłem… żeby cię przeprosić.

Znieruchomiała. Przez dwa lata, kiedy dla niego pracowała, nie słyszała, by kogokolwiek przepraszał.

– Przeprosić?

– Tak. – Podszedł bliżej, ale jej nie dotykał. – Proszę, pozwól mi wszystko wyjaśnić.

Dotąd Antonio Delacruz nie tłumaczył się przed nikim.

– Mów.

– To nie takie łatwe… Źle cię potraktowałem. Naprawdę źle.

– Zdobyłam się na odwagę, żeby powiedzieć ci o ciąży. Znam cię i wiedziałam, że nie będziesz zachwycony. Ale nigdy nie przypuszczałam, że oskarżysz mnie o kłamstwo! Z seksem zawsze wiąże się ryzyko ciąży, nawet gdy używa się prezerwatywy. Wiesz o tym, prawda? A poza tym znasz mnie. Jak mogłeś tak o mnie pomyśleć?

– Miałem zabieg wazektomii, Hano. Osiemnaście lat temu.

– Naprawdę?

– Tak.

– Przecież byłeś wtedy nastolatkiem!

– Miałem prawie osiemnaście lat.

– Ale czemu zdecydowałeś się na zabieg, który może przynieść trwałe skutki?

– To nieważne. Już nie. A poza tym okazało się, że wcale to tak nie działa.

– Co masz na myśli?

– Po tym, jak powiedziałaś mi o ciąży, nie mogłem myśleć o niczym innym. Odwołałem zebranie…

– Co takiego?

– Tak. Poszedłem do lekarza, gdzie się dowiedziałem, że moje ciało jakimś cudem zregenerowało się po tamtym zabiegu. Podobno nieczęsto się to zdarza, rzadziej niż w jednym procencie przypadków. Ale się zdarzyło. I to właśnie mnie.

Patrzyła na niego z otwartymi ustami.

– Odwołałeś naradę?

– Czemu tak cię to dziwi?

– Pracowałeś nad tą umową jak szalony przez wiele miesięcy…

– Musiałem ją odwołać. Myślałem, że cię znam. Zastanawiałem się, jak mogłaś mnie tak okłamywać. Zwabić do łóżka po to, żeby zmusić do małżeństwa.

– Nie zrobiłam tego!

– Ale tak mi się wydawało, bo nie miałem innego wytłumaczenia na to, co się stało. Nie mogłem być ojcem twojego dziecka. Przypuszczałem więc, że nie mówisz prawdy. Pojechałem do prywatnej kliniki, żeby ci udowodnić, że kłamiesz. – Uśmiechnął się smutno. – Ale się okazało, że to ja się myliłem, a ty miałaś rację.

Spoglądała w milczeniu w bok na rodziny z dziećmi, urządzające sobie pikniki na kocach pod kwitnącymi drzewami, hołdujące tradycji hanami.

– Niesłusznie zarzuciłem ci kłamstwo – dodał, pochylając głowę. – Przepraszam. Nie będę się domagał testu na potwierdzenie ojcostwa. Wiem, że dziecko jest moje.

– Tak po prostu?

 

– Tak.

Przez chwilę spoglądali sobie w oczy, po czym Antonio odwrócił wzrok.

– Ale oboje wiemy, że nie byłbym dobry w wychowywaniu dzieci – dodał.

– Wiem.

– Nie zaprzeczysz?

– Znam cię, Antonio. To jasne, że nie chcesz zajmować się dzieckiem. Powiedziałam ci o ciąży tylko dlatego, że uznałam to za słuszne. Wiem, że nie masz ochoty zostać ojcem ani mężem.

– Ale… oczywiście będę płacił alimenty na dziecko…

– Nie potrzebuję twoich pieniędzy. Poradzę sobie.

– To jasne, że będę cię wspierał finansowo. Zasłużyłaś na to.

– Jak na to zasłużyłam? – Uniosła się nagle dumą. – Idąc z tobą do łóżka?

– Nie to miałem na myśli…

– Wiem – przerwała mu. Zachowała się niegrzecznie, ale tak marzyła, by jej wiadomość o ciąży została przyjęta z radością. Jak inaczej wyglądałby ten dzień, gdyby posłuchała rady swojej babki i poczekała z macierzyństwem do czasu, aż znajdzie odpowiedniego partnera i wyjdzie za mąż. – Płaciłeś mi wysoką pensję i przez ostatni rok sporo odłożyłam. Tak dużo pracując i podróżując, nie miałam czasu na wydawanie pieniędzy. Zarobiłam tyle, na ile zasłużyłam. Wystarczy mi do momentu, aż znajdę nową pracę.

– Jesteś nierozsądna.

– To mój wybór. Nie potrzebuję od ciebie odprawy.

– To nie odprawa.

– Ależ oczywiście, że tak.

– A co byś chciała, Hano? Żebyśmy wzięli ślub? Oboje wiemy, że to się nie zdarzy.

Zaśmiała się gorzko.

– Myślisz, że chciałabym za ciebie wyjść? – Pokręciła głową. – Zdumiewa mnie twój sposób myślenia, Antonio. Zawsze ci się wydaje, że jesteś pępkiem świata.

– Przestań, Hano. Pracowaliśmy razem dwa lata. Znasz mnie.

To prawda. Przypomniała sobie wszystkie kobiety, które tak rozpaczliwie próbowały zaciągnąć go do ołtarza w ciągu ostatnich dwóch lat. Współczuła im. Antonio zawsze się jej podobał, ale starała się być ostrożna. Wiedziała, że nie powinna się w nim zakochać. Burzliwy związek rodziców, którzy poznali się we wczesnej młodości, i tak już ją zraził do romantycznej miłości.

Poza tym jej życie od dwóch lat skupiało się wyłącznie wokół potrzeb Antonia. Podróżowała z nim, mieszkała tam, gdzie on, pracowała, kiedy on pracował. Wolałaby już od tego odpocząć.

Od czasu dzieciństwa pozbawionego korzeni tęskniła za prawdziwym domem. Kiedy jej ukochana babcia zachorowała, Hana porzuciła studia. Chcąc zapewnić Sachiko najlepszą opiekę lekarską, poszukała sobie dobrze płatnego zajęcia. Rezygnując z marzeń, podjęła pracę sekretarki, wymagającą ciągłych podróży po świecie.

Babka zmarła przed rokiem i Hana mogła odejść ze stanowiska, ale tego nie zrobiła. Polubiła pracę z Antoniem, mimo że była wymagająca. Jego dom w Madrycie niemal stał się jej domem.

Nie powinna tak czuć. Przebywali tam przecież tylko czasami, wciąż gdzieś wyjeżdżając. Zaprzyjaźniła się jednak z ludźmi obsługującym dom, choć właściwie trudno było nazywać tak wielki pałac z salą balową i długimi korytarzami. A kiedy Antonio oznajmił nagle przed dwoma miesiącami, że zamierza go sprzedać i przenieść główną siedzibę firmy do Nowego Jorku, zrobiło jej się tak smutno, że nie potrafiła nad sobą zapanować.

– Pora się przeprowadzić – powiedział wtedy od niechcenia, rozglądając się po gabinecie, w którym spędzili razem wiele godzin. – Nic mnie już nie trzyma w Madrycie.

Kilka godzin później zastał ją zapłakaną w przedpokoju. Zaskoczony, spytał, co się stało. Ale jak mogła mu wyjaśnić, skoro sama tego nie rozumiała. Nie miała żadnego prawa do domu w Madrycie ani do Antonia.

Uświadomiła sobie wtedy, że powinna odejść z pracy i iść własną drogą. Znaleźć w końcu dom, którego nikt jej nie odbierze. Ale nie wiedząc czemu, wspięła się nagle na place i pocałowała go, kiedy ją uspokajał. Odwzajemnił jej pocałunek z całą żarliwością, no i… doprowadziło to do ciąży.

Nie powinna łączyć spraw zawodowych z osobistymi. Dotąd Antonio zawsze traktował ją z o wiele większym szacunkiem niż swoje kochanki, nie wliczając w to ostatniej porannej sprzeczki. Co więcej, zdawał się z lubością odnosić źle do swoich dziewczyn. Niemal jakby chciał, żeby się od niego odczepiły.

Było jej tak szkoda ostatniej jego kochanki, pięknej modelki, reklamującej fitness na Istagramie, że kupiła jej prezent na święta Bożego Narodzenia – rzadki okaz staromodnego aparatu fotograficznego – i podpisała kartkę imieniem Antonia. Doszła do wniosku, że jako sekretarka powinna dbać o wizerunek swojego szefa, by wydawał się lepszy, a przynajmniej nie tak zły.

Modelka przylgnęła do Antonia, mimo że postępował z nią okropnie. Zabiegi Hany i tak nic nie dały, bo nie dość, że się wkurzył na jej ingerencję, to i tak zerwał z kochanką i to w dodatku w Wigilię. Przynajmniej dziewczyna zachowała swój pożegnalny prezent.

– Masz rację – powiedziała do niego teraz, gdy stali pod kwitnącą wiśnią. – Znam cię. To chyba dobrze, że nie chcesz brać udziału w wychowywaniu dziecka. Byłbyś okropnym ojcem. A jako mąż… – Przewróciła wymownie oczami, dając mu wyraźnie do zrozumienia, co o tym myśli.

Antonio z niewyjaśnionych powodów poczuł się nagle urażony.

– Okropnym… To chyba przesada…

– Po prostu przyznaję ci rację. Nie nadajesz się na ojca. Nie masz absolutnie nic do zaoferowania poza pieniędzmi. A skoro ich nie potrzebuję, to nie mamy o czym rozmawiać, czyż nie?

Przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć.

– Przepraszam – odparł w końcu. – Dlaczego wciąż mnie atakujesz?

– Atakuję? Powinieneś się raczej cieszyć.

– Z czego? Z tego, że twoim zdaniem byłbym okropnym ojcem i jeszcze gorszym mężem?

– Powinieneś się cieszyć, że nie próbuję cię zmieniać! Możesz dalej sobie żyć po swojemu, Antonio. Zdobywać nowe trasy lotnicze w Azji. Rozbudowywać swoją firmę na cały świat i zarabiać kolejne miliony. Nie będę ci w tym przeszkadzać. Nie będziesz wychowywać mojego dziecka i nie jesteś już moim szefem ani kochankiem, ani nawet przyjacielem. A więc nie ma powodu, żebyśmy się widywali. – Wyciągnęła rękę w jego stronę. – Żegnaj, Antonio.

Spojrzał na jej dłoń i wtedy uświadomiła sobie swój błąd. Spróbowała ją cofnąć, ale za późno. Chwycił ją mocno.

– Nie pozwolę ci odejść – powiedział cicho.

– Nie?

– Być może nie będę dobrym ojcem ani nie zostanę mężem. Ale nie chcę, żebyś odeszła. – Przyciągnął ją bliżej do siebie, spoglądając w oczy. – Zostań ze mną, Hano. Bądź moją kochanką.

– Kochanką? Na jak długo?

– Tak długo, jak zechcemy.

Pewnie tak długo, jak on będzie chciał, pomyślała. Przez miesiąc, tydzień, a może jedną noc.

– A co z dzieckiem? – spytała.

– Zobaczymy. Może wcale nie okażę się takim strasznym ojcem. Kto wie?

Nie miało to wiele wspólnego z jej wyobrażeniem rodziny. To, o czym mówił, wydawało się czymś zupełnie innym.

– Nie możesz traktować nas jak zabawki, które odrzucisz, kiedy ci się znudzą. Nie pozwolę na to. A już zdecydowanie nie pozwolę tak traktować dziecka!

Spojrzał na nią zaskoczony.

– Nie rozumiesz, Hano? Proponuję ci, żebyś ze mną zamieszkała. To więcej, niż oferowałem jakiejkolwiek kobiecie.

Najwyraźniej myślał, że składa jej ofertę nie do odrzucenia. Przypuszczał pewnie, że Hana z radości rzuci mu się na szyję. Proponował, by z nim zamieszkała, jakby nie zdawał sobie sprawy, że właściwie już mieszka z nim od dwóch lat, gotowa na każde jego wezwanie.

A teraz różnica polegałaby na tym, że korzystałby jeszcze z jej usług w łóżku. Zostałaby jego dziewczyną na ustalonych przez niego warunkach, zdana na jego łaskę. A gdyby zdecydował się odejść, musiałaby pozwolić mu na to bez narzekań. Nie zachowałaby nawet tyle godności i poczucia bezpieczeństwa, ile miała, pracując u niego na stanowisku sekretarki.

Taki układ jej proponował. Być może byłby ojcem dla dziecka, a może nie. Nie miał zamiaru do niczego się zobowiązywać, a mimo to oczekiwał od niej posłuszeństwa i wdzięczności. Zalała ją fala wściekłości, zmywając wszelkie inne emocje.

– Nie – odparła beznamiętnie.

Patrzył na nią zaskoczony, jakby nie wierzył własnym uszom. Nie potrafił sobie przypomnieć, by ktokolwiek mu się kiedyś sprzeciwił. Zwłaszcza kochanka. Poczuł się zdradzony, jak gdyby zwabiła go do siebie tylko po to, by go upokorzyć i odrzucić.

– Dlaczego? – spytał. Nie rozumiał, dlaczego Hana się nie zgadza. Przecież pragnęła go tak samo, jak on jej.

– Ja też poszłam dziś rano do lekarza – odparła. – Słyszałam bicie serca dziecka.

Bicie serca? Co za historia!

– I co?

Lekko się uśmiechając, położyła rękę na brzuchu.

– Na razie wszystko w porządku. Termin porodu przypada w połowie października.

A więc tam, w niej, rozwijało się jego dziecko. Antonio stłumił emocje, które w nim wezbrały.

– W takim razie tym bardziej powinnaś ze mną zamieszkać.

– Nie chcę, żeby moje dziecko należało do twojego świata. Do tego wszystkiego, co sprawiło, że jesteś taki…

– Jaki?

– Zimny, nieczuły, niegodny zaufania. Zepsuty.

Poczuł złość.

– Nie znasz mnie. Nic o mnie nie wiesz.

– Nie? – Uśmiechnęła się melancholijnie. – Wiem, że nie chcesz mieć rodziny i nie masz ochoty na żaden trwały związek. Czemu miałoby mi zależeć na wychowywaniu dziecka z takim człowiekiem jak ty? Zresztą nie wierzę, żebyś został z nami długo.

Otworzył usta, chcąc zaprzeczyć. Powiedzieć, że potrafiłby się zaangażować, gdyby tylko zechciał. Ale słowa zastygły mu w gardle.

– Moi rodzice byli nauczycielami i co roku przeprowadzaliśmy się do innego kraju – mówiła dalej, gdy się nie odezwał. – Rzadko pozostawałam w jednym miejscu na tyle długo, żeby się z kimś zaprzyjaźnić.

– Trudno mi to sobie wyobrazić. – Antonio przypomniał sobie pogrzeb jej babki przed rokiem, na który przyszło mnóstwo ludzi, by pocieszyć Hanę. – Wydawało mi się, że wszędzie masz przyjaciół. Takich jak Ren Tanaka.

– To mój stary przyjaciel. Jest dla mnie niemal jak rodzina.

– Czemu więc nie wiedziałem dotąd o jego istnieniu?

– Bo nie zwracasz uwagi na nikogo oprócz siebie.

– To nieprawda.

– Znam cię, Antonio.

– Nie wiesz o mnie wszystkiego – odparł spiętym głosem. Z pewnością nikt nie wiedział nic o jego dzieciństwie. Sam starał się o nim zapomnieć. Kiedy był dzieckiem, nikt go nie chciał. Dwa razy trafił z sierocińca do rodzin zastępczych i dwukrotnie odsyłano go z powrotem. Ostatnim razem, gdy miał sześć lat, stało się to dlatego, że jego zastępcza matka nieoczekiwanie zaszła w ciążę.

– To nie twoja wina, że musimy cię oddać – tłumaczył mu łagodnie jej mąż. – Ale będziemy mieć teraz własne dziecko i już cię nie potrzebujemy.

Był załamany.

Tak, Hana miała rację. Naprawdę go znała. Dostrzegła w jego duszy mroczną prawdę, którą przez całe życie starał się ukryć. Tajemnicę, której nie znał nikt poza Antoniem. Musiało tkwić w nim coś strasznego, skoro rodzice postanowili go porzucić zaledwie kilka godzin po narodzinach. Zostawili bezimiennego noworodka w koszyku na schodach hiszpańskiego kościoła w środku nocy.

– Co ci się przydarzyło? – spytała łagodnie. – Czemu zdecydowałeś się na wazektomię w wieku osiemnastu lat? Skąd mogłeś już wtedy wiedzieć, że nigdy nie będziesz chciał zostać ojcem?

Pytania Hany kłuły go jak strzały. Nie mógł jej pozwolić przebić się przez zbroję, za którą się krył. Za bardzo się do niego zbliżała. Na szczęście wiedział, jak odpychać ludzi od siebie: wytykając im ich własne błędy, aby przestali doszukiwać się w nim wad.

– Dlaczego zdecydowałem się na wazektomię? – powtórzył znudzonym głosem. – Bo jestem samolubnym łajdakiem, to oczywiste. O czym wiesz lepiej niż ktokolwiek inny. A to rodzi kolejne pytanie: czemu pocałowałaś mnie tamtego wieczoru?

Zaczerwieniła się po uszy.

– Zrobiło mi się smutno, kiedy mi powiedziałeś, że chcesz sprzedać dom w Madrycie – odparła ze wzrokiem wbitym w ziemię.

– Dlaczego? Przecież spędzaliśmy tam nie więcej niż tydzień lub dwa w miesiącu.

– Czułam się tam szczęśliwa… niemal jak w domu. Miałam przyjaciół.

Nie rozumiał, o czym Hana mówi. Madrycki palacio był dla niego jedynie oznaką statusu społecznego, niczym więcej. Kupił go po to, żeby zagrać na nosie wszystkim w Hiszpanii, który uważali go w młodości za nieudacznika. Teraz już nie potrzebował tej rezydencji. Był gotów się przeprowadzić. To dziwne, że Hana czuła się tam jak w domu.

– To nadal nie wyjaśnia, czemu mnie wtedy pocałowałaś.

 

Wzięła głęboki oddech.

– To był błąd. Nie powinnam tego robić bez względu na to, jak długo miałam na ciebie ochotę.

Znieruchomiał, słysząc te słowa.

– Powinnam wtedy odejść z pracy – dodała. – Zbyt dużo czasu spędziłam na podróżach, kiedy właściwie zależało mi tylko na tym, żeby mieć prawdziwy dom. Własne miejsce w świecie. Dom, którego nikt mi nie odbierze.

– Nigdy nie chciałem czegoś takiego.

– Wiem. Rozbudowywałeś linie lotnicze, żeby przypadkiem nie utknąć zbyt długo w jednym miejscu czy też przy jednej osobie.

Zatrzymał wzrok na jej ustach. Wszystko, co o nim mówiła, było prawdą. Dlaczego więc pozostawał jej wierny nie tylko od tamtej wspólnej nocy, ale też wcześniej, od Wigilii? Długo starał się zaprzeczać temu, że go pociągała. Był jej szefem, a ona cenną pracownicą. Ale to pragnienie nie ustawało. Nawet teraz wciąż przenikało jego ciało i duszę.

– Nie powinnam była iść z tobą do łóżka – dodała. – Powinnam czekać na człowieka, który mógłby się ze mną ożenić.

– A więc przyznajesz, że chciałabyś wyjść za mąż?

– Oczywiście. Chciałabym spotkać kogoś, kto będzie moim partnerem. Z kim stworzę wspólny dom. Kto pokocha dziecko i będzie dla nas wsparciem. A ty nie jesteś takim człowiekiem.

Na ścieżce minęło ich akurat dwóch mężczyzn. Obaj przyglądali się Hanie z zainteresowaniem. Wiedział, że nie pozostałaby długo sama. Była zbyt piękna, dobra i życzliwa. Widział, jak mężczyźni na nią patrzyli. Mogłaby mieć każdego, kogo zechce. Poczynając od Rena Tanaki. A ciąża dodawała jej jeszcze uroku i pewności siebie. Hana przestała się odnosić z nabożną czcią do Antonia. Nie był już jej szefem ani kochankiem. I nie chciała takiego ojca dla dziecka. Czyż nie o to mu właśnie chodziło? Czemu więc czuł się tak, jakby dostał kosza?

– Żegnaj, Antonio – powiedziała cicho, nie wyciągając tym razem ręki na pożegnanie. Po prostu się odwróciła i nagle poczuł, że już nigdy więcej jej nie zobaczy. Chciała zniknąć z jego życia, zabierając ze sobą dziecko. Ofiarować siebie komuś innemu, kto bardziej na nią zasługuje.

– Zaczekaj…

Obejrzała się.

– Na co?

– Nie odchodź jeszcze… Poczekaj, aż pocałuję cię na pożegnanie…

Nie mogąc się powstrzymać, ujął jej twarz w obie dłonie. Przez ułamek sekundy ujrzał jej wielkie wystraszone oczy, po czym pocałował ją z całym uczuciem, jakie go przepełniało. Stali pośrodku parku pełnego kwitnących wiśni. Wyczuł, jak jej usta zadrżały pod wpływem jego dotyku, a potem nagle poddała mu się z westchnieniem.

Po chwili jednak niespodziewanie się odsunęła.

– Nie!

– Hano…

– Trzymaj się ode mnie z daleka!

Po tych słowach odwróciła się i szybko odeszła. Patrzył, jak się oddala. Stał nieruchomo, jakby wrósł w ziemię. Czy naprawdę pozwoli jej odejść?

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?