Pies, który mówi

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dorota Mularczyk

Pies, który mówi


Copyright © Dorota Mularczyk

ISBN 978-83-7859-839-8

Rok wydania: 2017

Wydawnictwo Internetowe E-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Opieka redakcyjna nad projektem: Ilona Dobijańska

Redakcja i korekta: Ilona Dobijańska

Fotografia na okładce: Dorota Mularczyk

Rysunek na stronie tytułowej: Jakub Banasiak, Gimnazjum w Strykowie.

Projekt okładki: Dorota Mularczyk & e-bookowo

Skład: Ilona Dobijańska

Kopiowanie całości albo fragmentu – z wyjątkiem cytatów w artykułach i recenzjach – możliwe tylko za zgodą wydawcy.

I
Wytęsknione pytanie

– Mamo! – Siedmioletnia Tosia siedziała w oknie patrząc na przejeżdżające samochody. – A co jak koleżanki będą niemiłe?

Mama podeszła do niej, pogładziła po włosach i spytała z troską:

– Dlaczego martwisz się na zapas? Przecież jeżeli ty będziesz miła dla koleżanek, to i one będą miłe dla ciebie.

– Tak. Z Moniką też próbowałam się bawić, ale ona zawsze się do mnie odwracała tyłem.

– Teraz jej nie będzie w twojej klasie.

– Ale tutaj też może się taka znaleźć.

– Dzieci są różne, kochanie. Musisz pamiętać, że też są inne, miłe, takie, które chętnie się z tobą zaprzyjaźnią.

– A wszystkie będą miały tatę?

W życiu Tosi dopiero co rozegrała się tragedia. Nie mogła zrozumieć, dlaczego jej rodzice nie mogą być razem. Przecież było tak miło, z jednej strony mama prowadziła za rękę, a z drugiej strony tata. Teraz jedna ręka będzie pusta. Jej rodzice rozeszli się, a Tosia z mamą przeprowadziły się do dziadków, rodziców mamy, w zupełnie inny rejon miasta. Tutaj było mniej bloków, mniejszy ruch na ulicach, bliżej do parku i więcej przestrzeni. Było ładnie, ale nie było taty. Nie znała tu jeszcze nikogo i nie wiedziała, co z sobą zrobić.

Zbliżał się dzień rozpoczęcia roku szkolnego i Tosia była pełna obaw. Czasami słyszała, że jakieś dziecko nie ma taty, teraz sama znalazła się w takiej sytuacji. Czuła się, jakby część jej życia została odcięta. Miała wrażenie, że gdy ktoś na nią spojrzy od razu będzie widział ten ubytek.

– Pomyślmy o czymś przyjemniejszym – zaproponowała mama.

– Na przykład o czym? – spytała znudzonym głosem dziewczynka.

– Na przykład o twoich urodzinkach. – Mama zajrzała jej w oczy. – Powiedz, co byś chciała?

Ale smutne oczy Tosi same mówiły za siebie. Mama przytuliła ją mocno i szepnęła do ucha:

– Chciałabyś mieć pieska?

Oczy dziewczynki zrobiły się jak pięć złotych, tata nigdy nie chciał się zgodzić na psa w domu.

– Pieska? Prawdziwego pieska? Takiego hauhałka?

– Tak. – Mama widząc radość córeczki, cieszyła się tak samo jak i ona.

– Och mamusiu! Na prawdę mogę mieć pieska? – Ale zaraz trochę spoważniała i spytała: – Ale chyba nie będę musiała ciągle po nim sprzątać? Małe szczeniaczki są milusie, ale cały czas siusiają.

– Możemy wziąć dorosłego pieska ze schroniska – zaproponowała mama. – Tam jest dużo smutnych piesków.

– Oj tak, oj tak! – Tosia klasnęła w rączki, podskakując. – Kiedy idziemy? Kiedy?

– Właśnie skończyłam sprzątać i pomyślałam, żeee... może teraz.

– Hura! Hura! Będę miała pieska! Dużego pieska! Albo jeszcze większego!

– Hola, hola, moja panno, może nie aż tak dużego. – Zaśmiała się mama.

– A jakiego? – Tosia spoważniała.

Mama przyjrzała się córeczce i powiedziała:

– Takiego jakiego sobie wybierzesz.

II
Jedziemy po pieska

Tosię i jej mamę do schroniska zawiózł dziadek Tosi, ale wejść nie chciał, powiedział, że poczeka w samochodzie. Tosia weszła więc tylko z mamą.

– Ale dużo piesków! – Rozglądała się po boksach. – I wszystkie mają takie smutne oczka. Mamusiu, ile możemy zabrać do domu?

– Jednego, kochanie.

– Ale przecież wszystkie są smutne!

Mama uśmiechnęła się, pogładziła Tosię po głowie i powiedziała:

– Nie musisz się spieszyć. Dobrze się przyjrzyj i wybierz jednego.

Tosia chodziła od boksu do boksu i nie mogła się zdecydować. Wreszcie zauważyła wciśniętego w kąt kudłatego i bardzo wystraszonego psa o nieokreślonej maści. Nie był mały, ale i nie był duży, za to jego sierść była strasznie skudlona i pozlepiana.

– Mamusiu! Popatrz! On wygląda jakby też nie miał taty! I... zobacz! On mnie lubi.

– Skąd ta pewność?

– Jego buzia to mówi.

– Czy to ten jeden? – upewniła się mama.

Tosia pokiwała główką z przekonaniem.

– Będzie miał na imię Ciapek.

– Ciapek?

– Tak! I już!

– Dobrze. Wobec tego idziemy załatwić formalności.

– Idź sama – odpowiedziała Tosia stanowczym tonem. – Ja tu poczekam i porozmawiam z Ciapkiem.

– Zgoda, porozmawiajcie sobie. Zaraz wracam.

Gdy mama poszła, Tosia zbliżyła się do siatki i powiedziała:

– Cześć, mam na imię Tosia, a ty będziesz się nazywał Ciapek. Pojedziesz ze mną do domku i będziemy się razem bawić. Tylko najpierw trzeba będzie cię troszkę umyć i uczesać. Dobrze?

Pies zupełnie jakby zrozumiał, mrugną oczami i mlasnął. Wystawił nos w kierunku Tosi i wciągnął powietrze.

– Hej! Ty mnie rozumiesz!

Pies kichnął.

– Oj! Kiwnąłeś główką! Ale fajnie! Już nie mogę się doczekać kiedy cię przytulę. O, popatrz! Mama idzie z nową obróżką i smyczą.

Pracownik schroniska wszedł do boksu, założył psu obrożę i wyprowadził na smyczy. Podał ją Tosi i powiedział:

– Możesz sama go prowadzić, to wyjątkowo łagodny pies.

Gdy wyszły ze schroniska, dziadek, widząc „chodzącą kupę zlepionych kudłów”, wysiadł z samochodu i z przerażoną miną zapytał:

– Czy szanowne panie chcą zaprosić tego brudaska do samochodu?

– Tak dziadziusiu! Ciapek przecież nie może być przewożony w bagażniku.

– Oczywiście. – Dziadek potarł ręką czoło. – Ale ja... Nie mam nawet żadnego kocyka.

– Nie szkodzi, wezmę go na kolanka.

– Kochanie – mama zaprotestowała. – On jest za duży na kolanka. Tam w kąciku, w klatce wyglądał na... Znacznie mniejszego.

– Mnie też tak wyglądał. Ale to dobrze, będę miała więcej pieska.

– Halo! Proszę pani! – Ze schroniska wybiegł pracownik. – Potrzebuje pani materacyk na siedzenie? Możemy pożyczyć.

– O! – Ucieszył się dziadek. – Jaki pan uprzejmy. Bardzo dziękuję, jutro oddam.

Gdy tylko materac znalazł się na siedzeniu, dziadzio wskazując miejsce, zwrócił się do Ciapka:

– Zapraszam do środka.

Pies wsiadł zajmując wyznaczone miejsce, jakby wszystko rozumiał. Tosia z dumną miną usiadła obok niego i gdy mama i dziadzio już zatrzasnęli drzwi, oświadczyła oficjalnym tonem.

– Możemy jechać do domu.

Całą drogę objaśniała Ciapkowi do czego są przeznaczone mijane budynki.

– Widzisz, to jest hipersupermarket. Tutaj można kupić wszystko, jedzonko dla ciebie też. A to jest warzywniak. Tutaj mamusia kupi włoszczyznę, gdybyś chciał zjeść zupkę. A tutaj są bloki, tu mieszkają ludzie w swoich domkach. No wiesz, takich ludzkich budach. Ty też będziesz w takim mieszkał. A do tego parku będziemy chodzić na spacerki. A tutaj jest sklep z zabawkami i tu ci kupię zabawkę. I piłeczkę też ci kupię i będziemy się razem bawić.

Na chwilę zamilkła patrząc na mijaną szkołę podstawową, do której miała chodzić.

– A tutaj jest szkoła – i z wyrzutem dokończyła – mama każe mi iść do niej za parę dni. A ja nie chcę.

– Skarbie, nie tylko ty idziesz do pierwszej klasy, wszystkie siedmioletnie dzieci idą. Zobaczysz, będzie dobrze. Poznasz nowe koleżanki, nowych kolegów i będziesz im mogła opowiedzieć swoim nowym przyjacielu. Na pewno będzie dumny gdy to zrobisz.

Tosia chwilę pomyślała i po cichu spytała Ciapka:

– Naprawdę będziesz dumny?

Pies spojrzał na dziewczynkę i liznął ją w ucho.

– Mamo, skąd wiedziałaś?

Mama uśmiechnęła się i patrząc ciepło na psa odpowiedziała:

– Mamy dużo wiedzą.

III
Mam mądrego psa

Tosia mieszkała na pierwszym piętrze, w bloku sąsiadującym z terenem parku. Już wchodząc po schodach, ogon Ciapka nagle zaczął intensywnie pracować i dopiero teraz okazało się, że jest dość długi. Wcześniej cały czas był podkulony jakby czegoś się bał. Ale że wreszcie zorientował się gdzie jest prowadzony, zaczął się cieszyć.

Mama Tosi bardzo się bała, że zanim go zdąży wykąpać on pobrudzi dywany w pokojach. Ale zdziwiła się, gdy zaraz po wejściu do domu, pies usiadł w przedpokoju jakby wiedział, że najpierw należy otrzymać pozwolenie na wejście dalej.

– No, no, no. – Mama popatrzyła na Ciapka. – Przyznam, że jestem pod wrażeniem. Wybrałaś bardzo mądrego psa. – Podwinęła rękawy, weszła do łazienki, naszykowała potrzebne rzeczy do usunięcia brudu z psa i „zaprosiła” Ciapka do kąpieli.

 

O dziwo pies bez żadnego ociągania wszedł do łazienki, oparł się przednimi łapami o brzeg wanny, popatrzył na mamę i wskoczył do wody jakby rozumiał, czego od niego oczekują. Zdziwienie mamy nie miało granic i aż zaniemówiła. Zamknęła drzwi i zabrała się do „prania” Ciapka. Po piętnastu minutach drzwi się otworzyły i wyszedł z nich jeszcze trochę mokry, ale czysty i pachnący pies. Mama wręczyła Tosi suszarkę i pozwalając Ciapkowi wejść na dywan do pokoju, poprosiła o „wysuszenie mokradła”.

Gdy Tosia skończyła ciężką pracę rozczesywania i suszenia futra, okazało się, że pies zachwycił wszystkich swoim wyglądem. Sierść miał puszystą i bardzo miłą w dotyku o ładnym, brązowym kolorze. Teraz wydawał się jeszcze większy. Gdy wszedł z Tosią do pokoju dziadków i został oficjalnie przedstawiony, babcia przyjrzała mu się i spytała.

– Tosiu, wiesz, że w blokach nie wolno hodować niedźwiedzi? – Uśmiechnęła się, rozłożyła ręce i powiedziała do psa: – Chodź, przywitaj się ze mną.

Ciapek podszedł do niej, położył łeb na babcinych kolanach i zaczął mocno merdać ogonem. Zaraz też podszedł do dziadka, usiadł przed nim i szczeknął, „zamiatając” ogonem dywan.

– Chyba ci podziękował za podwiezienie. – Zaśmiała się babcia.

– Mnie też miło pana poznać, panie Ciapku. Ładnie pan wygląda. Fryzjer się spisał.

Tosia stała obok i cieszyła się, że wybrała właśnie jego. Czuła, że uż go bardzo kocha.

– A kto z Ciapkiem będzie wychodził na dwór? – zainteresował się dziadzio.

– Ja! – natychmiast zaznaczyła Tosia.

– Dobrze, to ja sobie zamawiam wieczorne wyjście. – Dziadzio podniósł rękę do góry.

– No to ja teraz pójdę kupić jedzonko dla pieska – zapowiedziała mama. – A moja córeczka znajdzie dla niego miejsce do spania.

– A może spać ze mną w łóżku?

– Nie Tosiu. Twoje miejsce jest w łóżeczku, a pieska miejsce jest na podłodze. Dostanie miękki kocyk i to mu w zupełności wystarczy. Oczywiście wiesz, że piesek musi mieć w miseczce czystą wodę, w drugiej suchą karmę i czystą miseczkę na świeże jedzenie. Będziesz tego pilnowała?

– Jasne! – Tosia klasnęła w rączki – A mogę już teraz wyjść na spacer z Ciapkiem?

– Tak, tylko prowadź go na smyczy. – Mama ucieszyła się, że Tosia chce się opiekować swoim pieskiem. – Na pewno nie uciekłby, ale on jeszcze nie zna tego terenu i gdyby coś go wystraszyło mógłby się zgubić.

– Tak jest, mamusiu. Założę mu smycz.

Wyszły razem. Mama poszła w stronę sklepu, a Tosia w stronę dużego, parkowego trawnika. Mocno trzymała smycz i chociaż wiedziała, że Ciapek jej nie ucieknie, bała się go stracić.

– Wiesz co, jesteś takim miłym pieskiem, że już cię kocham. Nie oddam cię nikomu. – Kucnęła obok niego i objęła rączkami go za szyję. – Masz takie milusie futerko, że... mmm. – Wtuliła twarz w puszystą sierść Ciapka – Jest najmiluśniejsze na świecie.

– Miło mi – odpowiedział Ciapek.

IV
Pies, który mówi

Tosia zerwała się na równe nogi i rozejrzała wokół.

– Kto to powiedział? – spytała, nie widząc obok siebie żadnego człowieka.

– Ja – spokojnie odpowiedział Ciapek.

– Ty? – Zamrugała powiekami. – To pieski mówią?

– Nie. Pieski raczej szczekają i warczą. Ja mówię.

– Jejciuniu! – Tosia nie wiedziała co powiedzieć. – Ty mówisz! Powiedz coś.

– Jesteś miłą dziewczynką.

Tosia zakryła rączkami buzię, żeby nie krzyknąć z radości.

– Ale fajnie! – klasnęła w rączki, ale zaraz spoważniała. – A może ty już masz imię?

– Miałem, ale to mi się bardziej podoba.

– A jak miałeś?

– Teodor.

– I co? Nie podobało ci się?

– Nie. I nie wracajmy do tamtych czasów.

– Dobrze, jak sobie życzysz. – Popatrzyła na psa, zrobiła bardzo poważną minkę i spytała: – Jak się znalazłeś w schronisku? Nie mogłeś im powiedzieć gdzie mieszkasz i kto cię zgubił?

– Nigdy więcej nie zdradzę dorosłym, że umiem mówić. To właśnie przez to straciłem dom.

– Jak to?

– Mieszkałem u bardzo poważnego starszego pana. Myślałem, że mnie lubi, że będę mógł się z nim zaprzyjaźnić i... Odezwałem się do niego. Zaczął mnie wypytywać o różne rzeczy, a następnego dnia zadzwonił do kogoś i opowiedział o mnie. Gdy skończył rozmawiać stwierdził, że trzeba to koniecznie zbadać, zapiął mnie na smycz i chciał gdzieś zawieźć. Gdy wyszliśmy z domu, wyrwałem mu się z ręki i uciekłem. Trochę się błąkałem, bo nie wiedziałem gdzie mam iść. Ale jedno wiedziałem, że do tego pana nie wrócę.

– Sam poszedłeś do schroniska?

– Prawie, byłem w jego pobliżu i... Dałem się złapać.

– Nic złego ci nie zrobili?

– Nie, byli nawet całkiem mili.

Tosia popatrzyła na Ciapka uważnie.

– Dużo piesków umie mówić?

– To rzadkie przypadki, ale najczęściej się z tym nie zdradzają. Chyba że… Trafi się ktoś komu można zaufać.

– Aaa... Ja? Skąd wiedziałeś, że możesz mi zaufać?

– Zwierzęta wyczuwają dobrych ludzi. Zresztą od pierwszej chwili dobrze mnie traktowałaś.

Tosia pokręciła główką. – Nie wiem jak można być niedobrym dla piesków.

– No wiesz... – Ciapek smutnym wzrokiem popatrzył na dziewczynkę. – Ludzie biorą szczeniaczki dla dzieci do zabawy. Ale te szczeniacki rosną, stają się dorosłe i przestają być fajną zabawką. Wyrzucają nas z domu albo... Co gorsza... Wywożą do lasu, przywiązują do drzewa i tak zostawiają.

Tosia kucnęła obok Ciapka, rączkami objęła jego szyję, przytuliła się i powiedziała:

– Ja cię nigdy nie wyrzucę, bo cię kocham. A do parku będziemy chodzić na spacerki i będziemy sprawdzać drzewka czy nie ma gdzieś przywiązanych piesków.

– Zaraz, zaraz. – Ciapek uniósł wysoko nos i nastawił uszu.

Tosia wstała i z zainteresowaniem spytała.

– Co? Znalazłeś jakiegoś przywiązanego pieska?

– Nie, ale... – Pies wstał. – Chodź, trzeba pomóc ptakowi.

Ruszyli w stronę porośniętej krzakami górki.

– Ale nie uciekniesz mi? Mamusia kazała mi cię bardzo pilnować.

– Od ciebie nie ucieknę. Trzymaj mnie za obrożę, żebyś się nie przewróciła. Trzeba będzie wejść w zarośla.

– Aleś ty mądry. – Tosia uchwyciła go za obrożę i pozwoliła zaprowadzić się do miejsca, gdzie ktoś potrzebował pomocy.

Weszli do połowy wysokości górki i okazało się, że pomiędzy gałązkami niedużych krzaków utknęła młoda kaczka. Jedno jej skrzydełko zaklinowało się pomiędzy dwoma gałązkami i sama nie mogła uwolnić się z uwięzi.

– Ojej! – Tosia puściła Ciapka i nie zwracając uwagi na to, że jedna z gałązek porysowała jej policzek przecisnęła się przez zarośla i uwolniła skrzydło kaczuszki, rozchylając właściwe gałązki. Co było w tym wszystkim najdziwniejsze to to, że kaczka wcale nie okazywała strachu przed Tosią. Ułożyła skrzydełko na właściwym miejscu, popatrzyła na dziewczynkę, kwaknęła i wyszła z krzaków kierując się w stronę stawu. Tosia uśmiechnęła się od ucha do ucha.

– Ciapusiu! Ale fajnie! Rozejrzyj się czy nie ma jeszcze jakiegoś uwięzionego ptaszka.

– Widzę, że lubisz pomagać.

– Oj tak! Oj tak! – Dziewczynka klasnęła w rączki.

– Na razie nie ma żadnego alarmu, ale to duży park, więc i dużo na pewno się w nim dzieje.

V
Panna Misia

Następnego dnia mama weszła rano do pokoju i… Załamała ręce. Podeszła do Tosi, która spała na podłodze przytulona do Ciapka i powiedziała:

– Tosiu, kochanie. Dlaczego śpisz na podłodze? Spadłaś z łóżeczka?

Tosia obudziła się i jeszcze nie bardzo przytomna spytała:

– Ja? – i przecierając oczka odpowiedziała: – Rozmawialiśmy jeszcze długo i… chyba mi się zasnęło. – Nagle oprzytomniała, bo uświadomiła sobie, że zdradziła tajemnicę Ciapka.

Mama się zaśmiała.

– Tosiu, możesz sobie rozmawiać z pieskiem nawet przez cały dzień, ale wieczorem mówi się „dobranoc” i idzie się spać do swojego łóżeczka. Wygodnie było ci na podłodze?

– Trochę twardo, ale przytulaśnie. – Tosia uśmiechnęła się zadowolona.

Mama westchnęła, pokręciła głową z niedowierzaniem i powiedziała:

– Tosiu, nie jesteś pieskiem, więc idąc spać musisz przytulać się do podusi na łóżeczku.

– Tak jest mamusiu – szybko odpowiedziała Tosia.

– A teraz zjesz śniadanko i pójdziemy do sklepu, musimy kupić ci parę rzeczy. Za dwa dni idziesz do szkoły.

Ale Tosia nie słuchała. Od kilku chwil obserwowała Ciapka, który nagle zrobił się niespokojny i zaczął się kręcić pod oknem. Aż w końcu stanął przy nim na dwóch łapach opierając się o parapet i cicho szczeknął.

– Ojej. – Tosia przyłożyła rączki do policzków. – Ciapek chce wyjść na spacerek.

– To może dziadzio pójdzie – podpowiedziała mama.

– Nie, nie. – Dziewczynka pośpiesznie zaczęła szukać ubrania. – Ja muszę. To ważna sprawa.

Mama zdziwiła się widząc taką nadgorliwość córeczki, ale uznała, że nie powinna studzić jej zapału do opieki nad pieskiem.

– Tylko wracajcie jak najszybciej, nic jeszcze nie jadłaś.

– Tak jest – dziewczynka odpowiedziała machinalnie.

Tosia domyśliła się z zachowania Ciapka, że coś złego dzieje się w parku. Jak najszybciej więc ubrała się, założyła mu obrożę, przypięła smycz i oboje „ruszyli na akcję”.

Gdy znaleźli się na obrzeżach parku Tosia spytała.

– Ciapusiu, co się dzieje?

– Jeszcze dokładnie nie wiem, ale coś bardzo złego.

– Ojej! Może wezwać policję?

Ciapek spojrzał na dziewczynkę i powiedział:

– Zobaczymy, może nie będzie trzeba. – Jeszcze tylko zatrzymał się pod jednym krzaczkiem i ruszył w obranym kierunku, ze skupieniem wciągając powietrze. Zaprowadził Tosię do mało uczęszczanego przez ludzi miejsca, ale mimo, że już nie widziało się spacerujących, nie zwalniał kroku. Nagle zatrzymał się, zawarczał i powiedział:

– Gdy powiem „puść”, zrób to natychmiast i wycofaj się o kilka kroków.

– Dobrze Ciapusiu – odpowiedziała lękliwie Tosia.

Przeszli powoli pomiędzy gęstymi krzakami i wyszli na otwartą polanę. Tosia aż zakryła rączką buzię, żeby nie krzyknąć. Do znajdującego się na skraju polany drzewa przywiązany był sznurkiem mniejszy od Ciapka beżowy piesek, a dwóch, około jedenastoletnich chłopców, dla zabawy rzucało w niego niewielkimi kamieniami.

– Zostawcie go natychmiast! – krzyknęła wzburzona Tosia tupiąc nóżką.

Jeden z nich spojrzał w jej stronę nieco zaskoczony, ale widząc mniejszą od siebie dziewczynkę, uśmiechnął się pogardliwie i odpowiedział zadziornie.

– A bo co? – I rzucił naszykowanym kamieniem w stronę przerażonego pieska. – Pobijesz mnie?

– Ja może nie, ale… – nie dokończyła, bo Ciapek cicho powiedział:

– Puść.

Tosia puściła smycz i cofnęła się o kilka kroków.

– Nooo – powiedziała Tosia ostrzegawczym tonem. – Proszę odwiązać pieska i uciekać do domu. – A widząc zjeżonego i groźnie wyglądającego Ciapka, szybko dodała – O oł. Ja wam tylko dobrze radzę.

Chłopcy opuścili ręce z kamieniami, popatrzyli na Ciapka i już trochę mniej pewnie stanęli bliżej siebie.

– Ty! – odezwał się jeden – Zabieraj tego kundla, bo jak nie to ja zaraz na policję! On jest wściekły!

Ciapek opuścił łeb, przybrał pozycję „bojową” i zaczął groźnie warczeć, co dodatkowo połączone z charczeniem mogło oznaczać tylko jedno.

– A nie mówiłam? – Tosia przyglądała się Ciapkowi z obawą czy przypadkiem naprawdę nie okaże się niebezpieczny. Ale gdy zauważyła, że obaj chłopcy grzecznie odłożyli na ziemię naszykowane do rzucenia kamienie, poczuła, że Ciapek robi to celowo, żeby ich wystraszyć.

Jeden z nich, chowając się za drugiego, powiedział:

– On naprawdę ma wściekliznę! Piana mu z pyska poszła! Ty mała, ty też spadaj, on się wściekł!

Tosia dopiero teraz zauważyła kapiącą ślinę z pyska Ciapka. Trochę ją to zaniepokoiło, ale, że pies stał w jednym miejscu, na razie nie podejrzewała go o agresję. I w tym momencie Ciapek szczeknął tak groźnie i tak głośno, że Tosia aż podskoczyła, a chłopcy zerwali się do ucieczki. Ten, który odzywał się tak niegrzecznie, wbiegając w krzaki nie zauważył, że akurat na drodze jego ucieczki wyrosło drzewo. Z pełnym impetem uderzył w niego czołem, wrzasnął przerażony i trzymając się za czoło uciekł.

 

Ciapek kichnął, otrząsnął pysk z resztek śliny, mlasnął i zadowolony spojrzał na Tosię.

– Ojejciu! Ciapusiu, ja też się troszeczkę wystraszyłam.

– Takich to najlepiej od razu pogonić. – Ciapek otrząsnął się niczym po kąpieli i gdy tylko sierść na powrót się wygładziła znów zaczął przyjaźnie wyglądać.

– Ale fajnie! – Tosia klasnęła w rączki. – Ale ich pogoniliśmy! – Jednak gdy spojrzała na wystraszonego pieska, posmutniała.

– Ojej, jaki bidulek. – Podeszła do pieska kucnęła obok niego i zaczęła go głaskać.

Piesek jeszcze długą chwilę stał z podkulonym ogonkiem, jednak powoli zaczął się przekonywać, że jest już bezpieczny. Nawet ogonkiem pomerdał. Tosia odwiązała sznurek od drzewa i spojrzała na Ciapka.

– I co teraz? Nawet nie wiemy czy któryś z nich nie jest jego właścicielem.

Ciapek coś powiedział w psim języku do patrzącego ze smutkiem pieska i po otrzymaniu od niego odpowiedzi zwrócił się do Tosi.

– Panna Misia jest bezdomna. – Popatrzył na sunię i cicho dodał: – Właściciele wyjeżdżając na wakacje właśnie tak się jej pozbyli, przywiązali do drzewa w parku. Na szczęście zerwała się, ale, że ciągnęła za sobą sznurek, tych dwóch ją złapało i... – Zamilkł na chwilę. – Sama widziałaś.

– A co my teraz zrobimy z… Misią? – Zmartwiła się Tosia. – Ja już przecież mam... Ciebie.

– Zdejmij jej chociaż ten sznurek z szyi.

Gdy Tosia to zrobiła, Misia wcale nie poszła sobie. Stała i patrząc w oczy dziewczynki zaczęła lekko machać ogonkiem.

– Ojej, jaka ona milusia. – Tosia znów kucnęła przy piesku. – No i co ja teraz mam zrobić?

Ciapek pomyślał przez chwilę.

– Może spytaj mamę.

Tosia wstała, poprawiła spódniczkę i powiedziała.

– Masz rację. Mama na pewno pomoże. Chodźcie.

Wzięła Ciapka za smycz i ruszyli w stronę domu, a Misia podążyła za nimi, nie odstępując ich nawet na krok.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?