To jedno zdjęcie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
To jedno zdjęcie
To jedno zdjęcie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 59,85  47,88 
To jedno zdjęcie
To jedno zdjęcie
Audiobook
Czyta Joanna Domańska
29,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Diana, Andrzej, dziękuję za Wasz Londyn.

Dla Was!

Duma powinna być pancerzem, nie mieczem

Henry de Montherlant

1


Czuła wibracje. Delikatnie drżała, wpadając w błogi stan wewnętrznej nieważkości. Miała przymknięte oczy, by tym bardziej rozkoszować się chwilą. Zawieszenie, jakie towarzyszyło jej nad ziemią, pozwalało zatrzymać czas, zniewolić w próżni. Ponad godzinę była uwięziona, zamknięta i w pełni zrelaksowana.

Otworzyła oczy, odkrywając zielone tęczówki, które jarzyły się zachwytem. Patrzyła w okienko ukazujące świat rozciągnięty w dole. Uśmiechnęła się, z utęsknieniem czekając na nową przygodę. Nowy rozdział w jej drodze przez życie, które tym razem miało zjednoczyć się z jej marzeniami.

Odwiedziła Londyn dwa razy. To było jej trzecie spotkanie, z którym wiązała spore nadzieje i liczyła na wypełnienie się przeznaczenia. Ośmiomilionowe miasto mgieł, z echem historii, szklanych wieżowców, ciężkich budowli i licznych zaułków, które przetrwało wieki, przecinała Tamiza, jak wąż wijąc się i pusząc swoją długością. Królowa brytyjskich rzek przecinała jedno z największych miast Europy i dumnie prezentowała swoją siłę ograniczoną jedynie przez kanały.

Ocknęła się, wpadając w chaos otaczającego świata. Oklaski współpasażerów rozbrzmiały z siłą, gdy samolot dotknął pasa startowego, bezpiecznie lądując na angielskiej ziemi. Poznała rodaków, którzy zawsze po wylądowaniu w ten sposób dziękowali pilotowi za bezpieczne dostarczenie ich do celu podróży.

Zawsze jako pierwsza pchała się do wyjścia, ale tym razem chciała dłużej cieszyć się niewiadomą. Tym dreszczem niepewności, który czekał ją za drzwiami lotniska. Gdy więc pasażerowie przepychali się do wyjścia, ona siedziała w głębokim skupieniu, wypowiadając życzenia. Tym razem musiało się jej udać. Nie widziała innego scenariusza na swoją przyszłość. Świat mody był jej przeznaczony, mimo że wciąż stała na jego progu.

Zaczęło się niewinnie, jak ziarenko, które wpadło do ziemi i zaczęło powoli kiełkować, wypuszczając mocne pędy kwiatów, rozrastające się z każdym dniem i miesiącem. Dziesięcioletnia dziewczynka z nadmorskiej miejscowości, kołysząc się na huśtawce, patrzyła w morze. Wyobraziła sobie, jak staje się piękna, jak zachwyca i błyszczy na okładce modnego pisma, zdobiąc jego pierwszą stronę. Kiosk z gazetami stał na jej ulicy i zawsze, gdy go mijała, zatrzymywała się przy magazynach chociażby popatrzeć. To wtedy zapragnęła być przepiękną panią z gazety. Eteryczna, ulotna i z innego wymiaru, bo tak postrzegała kobiety na zdjęciach. Świat, który je otaczał, wydawał się kolorowy, magiczny i ponadrzeczywisty. Pragnęła należeć do tego królestwa, stając się ważną jego częścią.

Eugenia Lipiec przebudziła się ze wspomnień z uśmiechem. To tamtego dnia po raz pierwszy stworzyła swoją wizję przyszłości. W słoneczny dzień znalazła swoją drogę do szczęścia, którą od ponad dwóch lat z uporem i energią podążała. Teraz rozpoczynała kolejny etap marszu po okładkę i bilet wstępu do świata mody. Dostała propozycję, z której bez wahania skorzystała. Nie bacząc na zobowiązania, porzuciła warszawską rzeczywistość na rzecz londyńskiej. Widziała w tym rękę Opatrzności, więc mocno ją pochwyciła i trzymała z uporem, nie chcąc puścić.

Nie spieszyła się, przechodząc przez ogromne lotnisko Heathrow, które przerażało wielkością. Nie chciała zabłądzić. Mimo że miała wyobraźnię przestrzenną, tutaj zupełnie się ona wypalała, rozpraszana przez liczne sklepy, rozgałęzione korytarze i kolorową falę ludzi pochodzących z każdego zakątka świata. Na kilka ulotnych chwil wszyscy pasażerowie wpadali w wir londyńskiej przystani, która niedługo ich pożegna, wypuszczając ze swych ośmiorniczych ramion.

Skorzystała z toalety, chcąc odpowiednio przygotować się do pierwszego spotkania z Londynem. Wiedziała, że zapamięta ten dzień. Nowa i wyczekiwana przez nią rzeczywistość w końcu stanie się codziennością. Rozczesała włosy, które mieniącą się lawą czerwieni spływały jej po plecach, sięgając pasa. Były proste, grube i ogniste, tak samo jak jej brwi i podkręcone rzęsy. Przejrzała się w lustrze i poprawiła makijaż naturalnie podkreślający jej urodę. Była modelką o wzroście sto siedemdziesiąt osiem centymetrów. Chuda i wysoka wyróżniała się swoją aparycją.

W jej serce wlała się fala ekscytacji. Niecierpliwie czekała na swoje walizki. Dwa bagaże ukrywały tylko niewielki procent jej dorobku ubrań, które od kilku lat nabywała i chomikowała. Uwielbiała ubrania czy to o modnej formule, czy klasycznym kroju. Korzystała z licznych promocji, wyprzedaży albo sklepów z odzyskaną odzieżą. Miała słabość do nowości i czasem, gdy fundusze pozwoliły, zaszalała, kupując zestaw znanego projektanta. Inwestowała w modę nie tylko swój czas, lecz także pieniądze. Była ciałem i duchem uzależniona od trendów, stylów i świata blichtru i przepychu. Uwielbiała ten wyróżniony na tle szarości kolorowy kosmos, który do wszystkich przemawiał przez okładki magazynów, światowe wybiegi i plotkarskie strony, pokazując, że tylko nieliczni mieli do niego wstęp. Eugenia od zawsze pragnęła być jego częścią, marzyła, by przekroczyć bramy modowego raju, bo dzięki niemu stawała się piękną istotą, podziwianą przez wszystkich.

Chwyciła dwie walizki i pewnym krokiem pomaszerowała do wyjścia. Liczyła, że jej wypchane kartony z ubraniami dotrą najpóźniej pojutrze. Nie chciała, by zaginęły w drodze do jej nowego domu. Naprawdę się o nie martwiła.

Skierowała się w stronę światła, zafascynowana gwarem, który ją przyciągał. Przez masywne liczne szyby z lekkością przebijały się promienie słoneczne, zalewając rozległe przestrzenie lotniska jasną poświatą. Z szerokim uśmiechem minęła bramkę, wypatrując w gąszczu oczekujących znajomej twarzy. Florentyna Mazurek miała ją odebrać i zawieźć do siebie. To ona zaprosiła ją, chcąc pomóc w karierze modelki. Eugenia zatrzymała się zaskoczona. Nigdzie nie wypatrzyła pyzatej twarzy i czarnej gęstej grzywki przyjaciółki.

2


– Wysoka i chuda, bo jak inaczej miała wyglądać modelka – mruczał pod nosem, zirytowany garstką informacji, które dostał od Florki. Poprosiła go o przysługę, a on zgodził się jej pomóc. Zawsze wolał jednak mieć wszystko uzgodnione do ostatniego najdrobniejszego szczegółu. Teraz było inaczej, dostał telefon i zadanie, z którego postanowił się wywiązać.

Od dwudziestu minut stał przed bramką i wypatrywał modelki. Miała być wysoka, chuda i ruda. Tylko tyle wskazówek. Nie miał nawet kartki, by napisać jej dziwne imię. Spieszył się, wyskakując z biura między spotkaniami. Miał napięty grafik, ale starał się jak zawsze wszystko załatwić, nie pomijając żadnej sprawy.

Dojrzał wysoką dziewczynę o rudych włosach i pomachał do niej. Wyglądała na piętnaście lat. Rudowłosa uśmiechnęła się zalotnie, odpowiadając na jego gest. Gdy starszy mężczyzna popatrzył na niego groźnie, speszył się, odgadując, że był to jej ojciec. Zaczął nerwowo oddychać, irytując się przydzielonym mu zadaniem. Nie znosił być nieprzygotowany. Drażniło go to i wywoływało nieprzyjemny stan niepewności i wyczekiwania.

Z niecierpliwością popatrzył na zegarek. Nie wiedział, czy dziewczyna w ogóle dotarła do Londynu. Czy spóźniła się, czy może zmieniła termin przylotu? Modelki kojarzyły mu się z ładnymi laleczkami, które trzeba podziwiać. Nie rozumiał, po co młode dziewczyny walczyły, by nimi zostać. Zawód nie był bezpieczny i długotrwały. Liczył się tylko wygląd i wymiary idealnego ciała. Żywy wieszak, który zaprezentuje kolejny modowy łach. W dodatku nie trzeba mieć żadnych umiejętności, jedynie ładnie i proporcjonalnie wyglądać. Nie miał dobrego zdania o modelkach. Kojarzyły mu się z próżnością.

Fala pasażerów przesuwała się do przodu. Tom stracił już nadzieję, że wykona powierzone mu zadanie. Myślami odpłynął do kolejnego czekającego go wyzwania. Wtedy wypatrzył jeden kolorowy punkt wybijający się na tle szarości i czerni. Pomrugał zaskoczony, czy dobrze widzi, czy to mu się nie przywidziało. Dziewczyna jednak wciąż tam była i niepewnie rozglądała się dookoła. Stanowiła tak wyostrzony i niepasujący element obrazu codzienności, że obserwował ją z zachwytem. Ubrana w żółty wiosenny płaszczyk, w niebieskich butach na szpilkach i z ognistymi długimi jak liana, opadającymi jej na plecy włosami przyciągała wzrok każdego mijanego przechodnia. Pochłaniał ją wzrokiem. Kiedy spojrzała w jego kierunku, dostrzegł jej oczy. Intensywnie zielone, duże i piękne.

Odgadł, że to ona. To po nią przyjechał. Była wysoka, a przez szpilki tym bardziej górowała nad innymi. Skinął głową, dając znak, że na nią czeka. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymał oddech. Kiedy do niego podeszła, otuliła go swoim zapachem, nutką drapieżności, ale i łagodności. Patrzyła na niego z zainteresowaniem wymieszanym z wahaniem.

– Witamy w Londynie. Jestem od Florki – powiedział z powagą po polsku z naleciałościami akcentu brytyjskiego. – Mam panią odebrać.

 

– Cudownie – rzuciła dziewczyna.

Obdarzyła go czarodziejskim uśmiechem, który ponownie pozbawił go tchu. Pomrugał, nie wiedząc, czy śni i czy zaraz się nie obudzi.

– Muszę napić się kawy. – Eugenia wciąż się uśmiechała, zaskoczona przystojnym mężczyzną. Nie wiedziała, kto to był i dlaczego on, a nie Florka ją odbiera. Nie skupiła się jednak długo na tym zagadnieniu. Gdy spojrzała w jego oczy, poczuła drobne mrowienie. Jeszcze nigdy nie doświadczyła takiego szczypania pod skórą. Jego szare oczy były hipnotyzujące, choć największą zaletę stanowiło to, że mimo jej wysokiego wzrostu i szpilek on wciąż nad nią górował.

– Przykro mi, ale nie mamy na to czasu. – Dźwięk jego głosu był poważny i stonowany. Odpowiedź była kategoryczna, niedopuszczająca negocjacji.

– Nie popsujesz mi tego. To mój pierwszy dzień nowego życia i musi być idealny.

– Wybacz, ale nie mogę ci poświęcić więcej czasu. – Chwycił jej bagaże i ruszył do wyjścia.

Eugenia wybałuszyła oczy, patrząc na jego plecy. Oceniła jego wysoką i masywną sylwetkę na pogrubiony plus, z zafascynowaniem podziwiając pośladki. Ocknęła się zaskoczona swoją nachalną obserwacją, ale i oddalającym się bagażem. Dogoniła go, lawirując między ludźmi. Mimo że miała szpilki, nie sprawiło jej to żadnej trudności.

– Nie wybaczę! Pięć minut cię nie zbawi.

– Czasem pięć minut to wieczność, zwłaszcza w korku. – Nie zatrzymał się, nawet na nią nie spojrzał. Szedł przed siebie, stawiając duże kroki.

– Zatrzymamy się na chwilkę, a ja wyskoczę i kupię na wynos. Na pewno niedaleko jest jakaś fantastyczna kawiarnia, gdzie podają najlepszą kawę na świecie. Proszę! – Chwyciła go za rękę, zmuszając tym samym do zatrzymania. Popatrzyła mu błagalnie w oczy. – To nie zajmie wiele czasu...

Tom spojrzał w jej duże zielone oczy. Wydawały się smutne, a pełne wiśniowe usta złożone jak do pocałunku, przekazywały to samo. Stała blisko, więc dostrzegł jej delikatną, wręcz porcelanową cerę z kilkoma miedzianymi piegami na nosie i ustach. Była naprawdę piękna.

– Dobrze – rzekł, kapitulując pod jej urokiem.

– Jesteś moim bohaterem. – Jak za pomocą czarodziejskiej sztuczki smutek zniknął, a w oczach rozszalała się radość. – Gdzie masz samochód?

– Tam... – wydusił, mocno zaskoczony. Dziewczyna zupełnie go oślepiała swoją urodą i barwnością.

Czarne cacko z bawarskim logo na masce prezentowało się godnie w promieniach słońca, które świeciło na szarym niebie. Czarna skórzana tapicerka tym bardziej podnosiła klasę i wygodę pasażerów, boczkami opatulając jak przy uścisku. Eugenia z pietyzmem wtuliła się w wygodne siedzenie auta, upajając się zapachem skóry. Właśnie takim samochodem chciała się poruszać, przemierzając drogi europejskich miast w kierunku kolejnego pokazu czy sesji zdjęciowej. Na razie jednak podróże za kółkiem zostawały jedynie w sferze marzeń. Nie miała prawa jazdy i przy jej intensywnym grafiku w najbliższym czasie miało tak pozostać.

– Kim jesteś? – zapytała z wahaniem, nagle zdając sobie sprawę ze swojego marnego położenia. Poszła z obcym mężczyzną do samochodu, a teraz on ją dokądś wiózł. Jeszcze nigdy nie okazała takiej naiwności.

– Przepraszam, powinienem się przedstawić. – Uświadomił sobie, że zachował się nieodpowiedzialnie. Zamiast się upewnić, że dziewczyna jest tą właściwą, porwał jej bagaże i wsadził do samochodu. – Tom Mazurek.

– Jesteś bratem Florki! Nie jesteście do siebie podobni.

– Siostra wdała się w mamę, a ja w ojca. A ty? – Zerknął na nią z pytaniem w oczach.

– Eni Lipiec. Florka prosiła, byś mnie odebrał? Nie miała czasu?

– Nie dopytywałem. Zadzwoniła i poprosiła o zabranie przyjaciółki z lotniska, więc się zjawiłem.

– Zawsze jesteś taki pomocny? – zapytała z uśmiechem.

Tom popatrzył na nią z wahaniem. Zastanawiał się, kim była ta dziewczyna.

– Staram się – odrzekł z powagą i tym bardziej skupił na drodze.

– Kiedy będziemy w kawiarni? Zaczynam się niecierpliwić. Chyba mnie nie okłamałeś? – zapytała dla formalności. Mężczyzna okazał się dziwnie milczący, a jego poważny wzrok i nieodgadnione spojrzenie sprawiały, że gubiła się w ocenie.

Tom zmarszczył brwi i zacisnął szczęki. Eugenia nie wiedziała, czy to dobrze, czy raczej źle wróży. Zmieszała się i więcej nie dopytywała.

Cisza wypełniła wnętrze samochodu, zapanował pozorny spokój. Jednak w głowach obydwojga rozdzwoniły się dzwonki niespokojnych myśli. Zerkali na siebie z niepewnością i dystansem. Nagle odkryli swoje istnienie i przerazili się tej bliskości.

– Jesteśmy na miejscu. Tak jak obiecałem – rzucił z powagą.

– Dziękuję. Należysz do osób, które dotrzymują słowa.

Spojrzeli na siebie niepewnie.

Eni odetchnęła dopiero wtedy, gdy szare oczy przestały się w nią wpatrywać. Poczuła się jak na sali sądowej, kiedy oskarżyciel czeka na jej potknięcie, by zaatakować.

Podeszli do lady. Eni wyrwała się do przodu i wybierała rodzaj kawy, rozmawiając z baristą. Jej angielski nie był perfekcyjny, ale z łatwością mogła się porozumieć. Tom stał z boku zaskoczony jej żywotnością i energią kipiącą w oczach.

Mimo jego odmowy zamówiła mu kawę. Mężczyzna pokręcił głową i popatrzył na zegarek, wręcz słysząc sekundy odliczane do czekającego go spotkania. Modlił się o szybki przejazd, bo jedynie to gwarantowało jego punktualność. Zaskoczony popatrzył na ceramiczne filiżanki w dłoniach dziewczyny. Zapach kawy uwodził zmysły, ale szybko otrząsnął się i zmarszczył jasne brwi.

– Miała być na wynos.

– Och, zapomniałam. Zobacz... Tam jest pusty stolik. – Nie czekając, pognała przed siebie i szybko zajęła miejsce. Delikatnie ustawiła filiżanki na ciemnym blacie, by nie stracić ani kropli czarnego napoju. Przewiesiła torbę i płaszczyk na oparciu krzesła. Zdejmując żółte okrycie, odsłoniła czarne spodnie z dziurami na kolanach i czarny top. Obcisły strój podkreślał jej smukłą i kruchą figurę.

– Nie mam na to czasu. – Tom podszedł, ale nie usiadł, tylko z góry popatrzył na dziewczynę, czekając na jej wytłumaczenie.

– Chyba mnie tu samej nie zostawisz? – zapytała z miną niewiniątka.

– Od początku miałaś taki plan.

– A ty w niego wpadłeś. Wyluzuj. Jesteś za bardzo spięty. Nawet z charakteru nie przypominasz Florki.

Tom usiadł i upił łyk kawy. Popatrzył na zegarek.

– Daję ci pięć minut, a później wychodzę. – Głos miał spokojny i wyważony, zupełnie pozbawiony emocji.

– Obraziłeś się?

– Obraziłem? – odpowiedział pytaniem.

– No, puściłeś focha?

– Cokolwiek sugerujesz, nie pokrywa się z prawdą.

– Co za elokwencja. Zgasiłeś mnie.

Tom popatrzył na dziewczynę ze skupieniem w oczach. Zastanawiał się, czy to wina tego, że już dawno nie było go w Polsce i nie wiedział, że obowiązuje nowy słownik, czy też dziewczyna ustaliła własny, który go zaskakiwał i wprowadzał w osłupienie.

– A więc, Tom, może mi trochę podpowiesz i zdradzisz, czym się zajmujesz? – Popatrzyła na jego krótkie, ułożone blond włosy, gładką skórę bez zarostu i usta o idealnie wykrojonym kształcie. Nie uszła jej uwagi jego masywna, wyprofilowana męska sylwetka, którą podkreślał dopasowany garnitur o niebieskim stonowanym odcieniu. Eni puściła wodze fantazji, widząc Toma na brzegu plaży z deską surfingową pod pachą i szarymi oczami odbijającymi blask zachodzącego słońca.

– Jestem adwokatem.

– Co takiego? – Usłyszała głośny zgrzyt w myślach, który całkowicie przegnał jej rozkoszne wyobrażenie. – Adwokatem?

– Czy to źle? – Zawód, który wykonywał, u wszystkich wzbudzał podziw, dlatego zaskoczyła go zawiedziona mina dziewczyny.

– Chyba nie.

– Chyba?

– Nie wzbudza ekscytacji.

– Ekscytacji? – Złapał się na tym, że powtarza jej słowa jak papuga. Napił się kawy, chcąc zyskać chwilę na zastanowienie. – Jaki zawód kojarzy ci się z ekscytacją? – zapytał spokojnie.

– Wiele mi się kojarzy, ale na pewno nie adwokat. – Wzruszyła ramionami, kończąc temat.

– Czas na nas. – Wstał i bez chwili zwłoki skierował się do wyjścia.

– Jesteś upiornie obowiązkowy. Ale to cecha dobrego adwokata. – Uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy.

Tom zignorował ją i pchnął drzwi, zostawiając za sobą zapach aromatycznej kawy.

Dojechali do domu Florki w rekordowym czasie. Tom wręczył Eni swoje klucze do mieszkania siostry, obiecując odebrać je przy okazji. Szybko się pożegnał i zostawił dziewczynę na ulicy z dwiema walizkami u boku.

Eni patrzyła za oddalającym się czarnym punktem, zastanawiając się, co właśnie przeżyła. Czy to podróż i nowe powietrze wpłynęły na zawirowania w jej myślach, czy mężczyzna niezdradzający żadnych emocji?

***

Czuła się dziwnie. Kręciła głową z niedowierzaniem, ciągnąc walizki do drzwi niewysokiego domu z czerwonej cegłówki. Miała wizję idealnego przywitania miasta, z którym wiązała spore nadzieje. Planowała jako toast napić się londyńskiej kawy, pospacerować nad Tamizą i podziwiać w tle most Tower Bridge, by wtopić się w klimat Londynu, poznać jego zgiełk, dźwięk i zapach. Pierwsze godziny miały być jak wstęp do baśni, magiczne i wyjątkowe, lecz postać Toma wszystko przyćmiła. Pochłonął swoją osobą jej całą uwagę, a miasto stało się tylko tłem. Nie spodobało jej się to, tym bardziej że nawet nie wiedziała, gdzie się znajduje.

Minęła próg mieszkania, które prezentowało się miło i przytulnie. Jasne i błękitne barwy przeplatały się ze sobą, dodając świeżości i lekkości. Na parterze znajdował się salon z aneksem kuchennym i łazienka. Kanapa z dużymi poduchami obiecywała wygodę, a fotel o szarej tapicerce stojący pod oknem, spokój i odosobnienie. Drewniany blat niskiego stolika pokrywały książki i gazety, ale wszystko było ułożone w niewysokich stosikach. Kuchnia w odcieniu bieli również prezentowała ład i schludność. Eni odstawiła walizki i zajrzała do łazienki. Nieduża z wanną eksponowała się bardzo kobieco, zwłaszcza z ustawionymi dookoła wypalonymi świecami. Kilka z nich stało przy lustrze, tworząc nierównomierną woskową armię. Zachwycona, weszła na drewniane schody, chcąc poznać resztę domu.

Na piętrze była ciągłość kolorystyczna, choć w dwóch przyległych sobie sypialniach zmieniono barwy. Pokój zawalony rzeczami i ubraniami był w kolorze moreli. Białe meble tonowały intensywny odcień pokrywający cztery ściany. W odróżnieniu od salonu nie było tu ładu, a jedynie chaos, jak po inwazji gromady rozszalałych dzieciaków.

Eni opuściła, jak się domyśliła, przestrzeń Florki i zajrzała do pokoju obok. Tym razem ściany były beżowe, a meble brązowe, ciężkie i zajmujące sporo miejsca. Weszła do środka, zgadując, że to jej przyszłe królestwo. Otworzyła okno i wsłuchała się w cichą ulicę. Widok był na front domu i blisko zaparkowane samochody. Rozejrzała się, rozbudzając wyobraźnię. Po chwili wiedziała już, jak urozmaicić toporne wnętrze, by stało się komnatą godną przyjęcia księżniczki.

Godzinę zajęło jej wypakowanie ubrań i kosmetyków. Układając rzeczy, cicho nuciła, a jej twarz zdobił rozmarzony uśmiech. Zbiegła po schodach i przygotowała sobie kawę. Zauważyła drzwi prowadzące do niewielkiego ogrodu. Z ciepłym kubkiem w dłoniach usiadła na leżaku, wyciągając przed siebie długie nogi. Rozkoszowała się chwilą, przynajmniej tak rekompensując sobie swoje zmienione plany.

– Eni! – Florentyna Mazurek pochyliła się nad śpiącą przyjaciółką. Uśmiechnęła się i poprawiła ciężką, grzywkę, która grubą falą opadała jej na brwi. Ciemna czuprynka jak kask sięgała jej do uszu i podkreślała idealny owal głowy. Dziewczyna mierzyła metr sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, choć wyglądała na niższą z powodu zaokrąglonych kształtów w okolicach bioder i brzucha. Wieczna wojowniczka o szczupłą figurę miała pyzatą twarz i niebieskie oczy, które okalały ciemne rzęsy. Pyzate policzki przy uśmiechu ukazywały dołeczki, a mały kulkowaty nosek znikał wtedy w fałdach, wyglądając przy tym jak kuleczka.

– Florka! – Eni otworzyła oczy. – W końcu jesteś.

– Spałaś. Lot musiał cię zmęczyć.

– Raczej impreza. Pożegnalna, z przyjaciółmi – wyjaśniła z uśmiechem, rozciągając się i pozbywając resztki snu. Eugenia miała wiele przyjaciół, była osobą otwartą i towarzyską. Z łatwością nawiązywała nowe przyjaźnie. Dla niej życie oznaczało bywanie w tłumie ludzi, z głośną muzyką i feerią kolorów w tle. Jej żywiołowa natura ukazywała się na każdym kroku, co dodatkowo podkreślały ogniste włosy.

 

– Wypoczęłaś?

– Aż nadto. Nabrałam siły na dalsze imprezowanie.

– Chcesz gdzieś wyjść? – Florka weszła do domu, a jej nowa współlokatora podążyła za nią.

– Oczywiście. Pierwszy dzień, pierwsza noc, wszystko musi być wyjątkowe. Dlaczego nie odebrałaś mnie z lotniska?

– Wybacz. Musiałam zająć się klientem, który miał poważny problem. Szef mi go przydzielił, licząc, że dobrze się nim zajmę, a ponieważ walczę o kolejny szczebel mojej kariery, nie mogłam odmówić. Gość niespodziewanie zjawił się w biurze i nie umiałam go wygonić. Ale Tom się tobą zajął.

– Właśnie Tom... Dlaczego nie wiedziałam, że masz brata?

– To nie była tajemnica.

– Ale dlaczego mnie nie ostrzegłaś! – Od momentu, gdy spojrzała w jego szare oczy, przestawiła się na tryb zawieszenia i dopiero jak zniknął, odblokowała się, wracając do rzeczywistości.

– Przed bratem?

– Nie powiedziałaś, że jest cholernie przystojny.

– To mój brat, więc trudno mi to ocenić. Nie jest brzydki...

– I wysoki! Wygląda jak surfingowiec.

– Tom i deska? Eni masz mocno rozbrykaną wyobraźnię. – Florka roześmiała się, wizualizując sobie brata w luźnych ubraniach i rozwianej fryzurze. – To adwokat z krwi i kości. Poukładany i spokojny.

– Wyważony i milczący.

– Tak, to on. Podoba ci się? – zapytała z zaskoczeniem, wnikliwie przyglądając się przyjaciółce.

– Oczywiście. Stop! Nic z tych rzeczy. Nie angażuję się w żadne związki damsko-męskie. Moją miłością jest kariera zawodowa. Modeling i moda to moje powołanie i jedyny kierunek.

– To dobrze. Tym bardziej że ma partnerkę.

– Partnerkę? Że niby dziewczyna czy narzeczona?

– Coś pomiędzy. Spotykają się od kilku miesięcy. Jak na mojego brata to bardzo długo, nie wiem, czy czasem się jej nie oświadczy? Może to coś poważnego?

– Czy słusznie wychwyciłam twój sprzeciw?

– Mój brat nie emanuje miłością, a czy nie tak powinien zachowywać się ktoś zakochany? – Florka westchnęła z żalem. Ona i jej starszy brat nie mieli szczęścia w szukaniu drugich połówek. Intuicja jej mówiła, że ta dziewczyna Toma też nie była właściwa.

– A kochają się?

– Zadajesz trudne pytania. Mój brat jest skryty, nie okazuje emocji. Nie wiem, co do niej czuje, ale wiem, że jest obowiązkowy i kieruje się logiką, więc pewnie ostatecznie taki będzie jego krok.

– Wieje nudą.

– Tom nie jest nudny – oburzyła się Florka. – Jest bardzo kochany i zawsze mogę na niego liczyć.

– Zdecydowanie nuda! Taki przystojny, a taki zwykły – Eni mruknęła z rozczarowaniem.

– To mój brat, Rudzielcu, więc masz być dla niego miła. Przyjechałaś tu robić karierę i na niej się skup.

– Oczywiście. To jaki pub odwiedzimy?