Dziewczyna znad morza

Tekst
Z serii: Hana i Liwia #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyna znad morza
Dziewczyna znad morza
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,85  50,28 
Dziewczyna znad morza
Dziewczyna znad morza
Audiobook
Czyta Joanna Domańska
29,95  21,56 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Proponuję spotkać się z Arturem, ma przyjaźniejsze usposobienie. Gadziński nie ma dobrej opinii.

– Jesteś czarodziejką, Alicjo – pochwalił standardowo, tradycyjnie widząc jej zawstydzenie i słysząc chichot.

– Dlaczego jest sprawdzana? – zapytał Marek.

– Naprawdę warto poświęcać jej czas? – dopytał Jarek.

– Zabrała mi klientkę, sądzicie, że nie warto? – zapytał Robert przyjaznym tonem, choć ci, co go znali, wiedzieli, że ów przyjazny głos był podszyty chłodem. Mężczyzna nie zdradzał emocji, natura obdarzyła go poważną twarzą, którą niełatwo było odszyfrować. Trudno było dostrzec radość, gdy był szczęśliwy, a tym bardziej złość, gdy coś wytrąciło go z równowagi. Zaskoczyło go, że ktoś podebrał mu klientkę.

W Warszawie miał wyrobioną renomę, klienci byli pod jego parasolem i nie do ruszenia. W Gdyni jakby nagle straciła na ważności, czego kompletnie się nie spodziewał. Nie kierował się wizerunkiem ludzi, wiedząc, jak łatwo można go stworzyć i uwiarygodnić, to czyny i gesty mówiły więcej o drugim człowieku. Liwia Duńczyk była przeciwnością samą w sobie, chciała grać, ale nie miała do tego przekonania, przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Musiał wiedzieć, gdzie leżała prawda. – Będzie moja, sam się nią zajmę, wy skupcie się na innych.

– A Beniamin?

– Jest tak skuteczny, że… Antek się nim zajmie – rzucił z lekkim uśmiechem, choć nie żartował.

– Ja?! Mam… Że zająć się… liderem?

– Garbienie i niechlujność to jedno, Antek, ale jąkania nie będę tolerować.

– Oczywiście, zajmę się Beniaminem – odpowiedział, stając jak żołnierz na baczność.

– Ja będę czuwał nad Olą Skrzat. – Patryk zaśmiał się, a w jego oczach ukazały się psotne iskierki.

– Nie zaangażuj się za bardzo.

– Jeszcze mi się to nie zdarzyło.

– Marek, Jarek, wy między sobą ustalcie, kto wybiera Tomaszka, a kto Joannę.

– Marek powinien wziąć na siebie Tomaszka, facet ewidentnie na niego leci.

– Jareczku, postaraj się, żeby Joanna spojrzała na ciebie, bo od Beniamina nie może oderwać wzroku.

– Dajmy im czas na rozbieg, zaczynają od poniedziałku. Skoro konkurencję mamy omówioną, zajmijmy się naszymi przyszłymi klientami. Świta najbardziej znanych w Trójmieście, tych mniej i tych pretendujących też nie pomijamy. Jakie propozycje? – Robert był w swoim żywiole, polowanie bardzo mu się podobało, choć kolejny etap, uwodzenie, był jeszcze lepszy.

***

Beniamin zataił wiele szczegółów – rozmyślała Liwia po spotkaniu z Robertem Winiarskim. Nie wspomniał, kto dokładnie prowadził pogodynkę i komu ją wykradła. Rozmowa z liderem przeciwnego zespołu niewiele odsłoniła, choć była nad wyraz treściwa.

Do mężczyzny czuło się respekt, jego pewność ciebie i siła w wypowiadanych słowach przykuwały na dłużej uwagę. Lubił panować nad sytuacją, rozdawać karty, nie zdziwiłaby się, gdyby były przez niego znaczone. Badał ją z każdym wypowiadanym słowem, wyczekiwał odpowiedzi, by ją właściwie odczytać, nawet nie ukrywał, że to robił. Nie roztaczał czaru, choć miał pewien urok, który mógł zainteresować. Liwia postanowiła trzymać się od niego z daleka.

Nie było to trudne, w końcu należeli do konkurencyjnych drużyn, choć wciąż nie rozumiała, po co ta rywalizacja, dla kogo i w jakim celu. Pokręciła głową, chcąc odpędzić niespokojne myśli.

W pracy nic istotnego się nie wydarzyło, a teczka z fabryki czekolady nie pojawiła się na jej biurku, co uznała za dobry znak. Nie chciała tracić czasu na rzeczy, które już jej nie dotyczyły, więc zabrała się do poszukiwania klientów. Przeczuwała, że przyszły poniedziałek w nowej pracy zacznie się z pędem do wygranej, a widząc determinację w oczach Roberta, tylko zyskała pewność.

Nie zamierzała się wycofywać, tym razem ruszy do walki z kimkolwiek, kto stanie jej na drodze.

Opuściła biuro z telefonem przy uchu. Dzwoniła Hana, nie mogąc doczekać się nowych wiadomości. W czasie drastycznych zmian i przetasowań w jej życiu to Liwia wydzwaniała do przyjaciółki, teraz role się odwróciły.

– Co się wydarzyło? Mów, umieram z ciekawości.

– Bliżej poznałam całą ekipę – powiedziała, śpiesząc do auta.

– Bardzo się cieszę, może poczujesz się tak jak ja w Bursztynowych. – Hana bardzo chciała, by przyjaciółka odnalazła się w nowej pracy.

– Tylko że to nie są Bursztynowi. Jest jeszcze coś – westchnęła, wiedząc, jak jej słowa zostaną odczytane. Wyjdzie na siewcę mroku i osobę narzekającą na swój los, a ona tylko brała pod uwagę pesymistyczne scenariusze, które mogły, a nie musiały się wydarzyć. Jednak miała pewność, że tak się stanie.

– Po tym westchnieniu czuję, co zaraz się zacznie. Przez telefon tego nie załatwimy. Spotkajmy się w pół drogi od naszych mieszkań, spacer zawsze dobrze ci robił.

Nie minęła godzina, gdy Liwia zbiegała po betonowych schodach z Kamiennej Góry. Stromo opadały w dół, ginąc w leśnej gęstwinie. Słychać było śpiewy ptaków, szelest liści bujanych wiatrem, choć tu, w ukrytym gęstym zielonym zagajniku, nie mógł pokazać swojej siły.

Z każdym krokiem słyszała głośniejszy szum morza, przybierał na mocy, w końcu zagłuszył muzykę lasu. Wyszła w światło na skwer Arki Gdynia, wypatrując przyjaciółki, która miała nadejść od strony mariny. Odwróciła wzrok ku białym falom i linii horyzontu. Niebo ciemniało, a zachód słońca malował połać bezkresu złotem i czerwienią.

– Hana, dobrze cię widzieć. – Zobaczyła jej uśmiech, który z miejsca jej się udzielił.

– Nie widzę śladów łez i nie słyszę protestu, że więcej tam nie pójdziesz. – Hana zaśmiała się, chwytając przyjaciółkę pod ramię.

– Podpisałam umowę o pracę i wybrałam lidera grupy. Beniaminowi bardzo zależało.

– Spokojnie, wygryziesz go.

– Robert Winiarski też mi to sugerował.

– Kim jest Robert Winiarski?

– Moim rywalem.

– Robi się ciekawie.

– Jest groźny.

– Nie takiego potrafisz poskromić.

– Hana, to praca.

– W której możesz dobrze się bawić.

– Okazało się, że klientka, którą zdobyłam, nie tylko była dla mnie testem, ale i miała dodatkowe znaczenie. Podebrałam ją naszej konkurencji, a dokładnie Robertowi, liderowi grupy. Nie był zadowolony.

– Rozmawialiście? Jak wygląda?

– Jak mężczyzna.

– A szczegóły, jakieś charakterystyczne cechy?

– To tylko powierzchowność. Poza tym to kwestia gustu.

– Pytam o twój, na co zwróciłaś uwagę.

– Na jego pewność siebie i arogancję w zaznaczaniu swojego terenu.

– Chyba nie pozwolisz mu się zdominować? Liwio, wiem, co powiesz, że nie lubisz konfliktów i zatargów, ale na tym w większości zbudowany jest świat i…

– Nie odpuszczę mu.

– Słucham? – Hana myślała, że się przesłyszała.

– Nie oddam pola, tym razem nie dam się zepchnąć z szachownicy.

– Podoba mi się to, co słyszę. To jaki jest, szkaradny czy przystojny?

– To nie ma znaczenia. – Liwia pokręciła głowa, choć uśmiechu nie udało jej się powstrzymać.

– Niby nie, ale miło popatrzeć na przystojną męską twarz. – Hana w pewnym momencie miała kilku adoratorów, nie wiedziała, na kogo się zdecydować. Podjęła jednak jedyną słuszną decyzję, a teraz chciała, żeby w życiu przyjaciółki nie zabrakło porywów serca. – Odpowiedz.

Liwia podeszła do barierek małego mola i oparła się o zimny metal. Wystawiała twarz na morski dotyk wiatru.

– Kupię ci kawę, jak odpowiesz.

– I tak kupisz – rzuciła Liwia, nie chcąc się ugiąć, bo wiedziała, co nastąpi po jej odpowiedzi.

– Ale nie posłodzę, będziesz piła gorzką.

– Poproszę z cukrem.

Po chwili przyjaciółki siedziały na szerokich schodach sięgających samej wody i plaży, pijąc ciepły napój, który miło rozgrzewał.

– Ma coś w sobie, tak samo jak Beniamin, który zaprosił mnie na wspólną kawę. Oczywiście zrobił to, bym na niego zagłosowała.

– No, no, zaczyna się robić tłum. – Hana szturchnęła Liwię, która nie podchwyciła zaczepki.

– Jest jeszcze Patryk, pełen elegancji, o swobodnym sposobie bycia. Czaruje wdziękiem.

– Nie wyczuwam zainteresowania.

– Bo go nie ma. Patryk jest z przeciwnego zespołu, więc na pewno będzie się wdzięczyć, ale u mnie niczego nie ugra. – Liwia patrzyła na fale wypływające na piaszczysty brzeg, rozkładając swe idealne wachlarze. Piękno nadmorskiego pejzażu jej nie rozproszyło, wciąż analizowała.

Niektórzy lubili robić badania, oddawać się liczbom, Liwia uwielbiała interpretować ludzkie zachowania. Namnożenie wielu osób w jej otoczeniu spowodowało, że nie mogła skupić się na jednym czy dwóch, a to zmniejszało jej czujność. Uspokajała ją perspektywa, że znajdzie na to czas, pracując w szklanym biurowcu.

– Czy jest szansa, że z kim się zaprzyjaźnisz?

– Jest Tomaszek, sympatyczny i szczery, zdradzi mnie bez mrugnięcia okiem.

– Tomaszek wcale nie jest wyjątkowy. Ktoś jeszcze?

– Joanna, która już za mną nie przepada, wnioskuję po stwierdzeniu Roberta, że jest wpatrzona w Beniamina, a ja mogę stać się jej konkurencją.

– Co jeszcze zasugerował Robert?

– Przestań się uśmiechać, to wróg, rozmowa z nim nie była lekka. Jego nachalne spojrzenie wytrąciło mnie z równowagi.

– Znalazłaś godnego przeciwnika.

– To tylko podchody, nawet chciał mnie zaprosić na obiad, by… Tego na pewno się dowiem. Wiem, że nie spodziewał się, że ktoś taki jak ja zabierze mu klientkę.

– Docenił cię, w kilka sekund zobaczył, ile jesteś warta. Czy to nie miłe? Już go lubię.

– Jeżeli ty go lubisz, tym bardziej daje mi to do myślenia. – Liwia między wierszami przypomniała jej nietrafione opinie do płci przeciwnej.

 

– Naprawdę nie ma nikogo więcej? – pytała Hana, nie zamierzając kłócić się z faktami.

– Jest jeszcze Ola, choć myślę, że jej wizerunek jest sprzeczny z tym, co kryje w środku.

– Do mnie też podchodziłaś z taką podejrzliwością?

– Oczywiście, dopóki nie okazało się, że jesteś otwarta i szczera, i to ciebie trzeba chronić przed innymi.

– Dziękuję, dobra z ciebie przyjaciółka. Ja też taką będę i powiem ci: odpuść i skup się na tym, co przynosi ci największą radość. W końcu czy nie o takiej pracy marzyłaś?

– Marzyłam, tylko zawsze jest jakieś „ale”. – Liwia westchnęła, przypominając sobie wzrok Roberta. Czuła, że na wyrost rzuciła mu wyzwanie.

6


W piątek ostatecznie pożegnała się z murami budynku, w którym przepracowała kilka lat. Pozbierała resztę rzeczy z biurka – z łatwością zmieściły się w torebce. Nie miała za czym tęsknić. Stwierdziła to z pewnym smutkiem, patrząc na zaciemnione wnętrze, do którego nie miał możliwości przebić się żaden promień słońca. Teraz wiedziała, że utknęła tu na zbyt długo, przyjmując to, co podsuwał jej los, bez zastrzeżeń. Zmusiły ją okoliczności, wiedziała, dlaczego została zwolniona i nie została przyjęta do nowej firmy. Może i była dobra w tym, co robiła, może potrafiła załagodzić i umniejszyć przyczyny sytuacji kryzysowych, przewidzieć je dużo wcześniej, niż nadeszły, ale nigdy nie walczyła.

Nie podobały jej się własne, dość brutalne wnioski, ale nie potrafiła uciekać od prawdy. W drzwiach popatrzyła na Wojtka, życząc mu powodzenia i odwagi, której jej zabrakło. Nie było już nic, co chciała mu przekazać, poza tym nie traciła czasu na przestrogi, każdy musiał się potknąć, czasem boleśnie upaść, by zobaczyć, gdzie jest i dokąd zmierza.

– Będę tęsknił – powiedział Wojtek, patrząc na dziewczynę wzrokiem porzuconego psiaka.

Liwia wyszła, nie chcąc popaść w smutek. Na schodach niby przypadkiem spotkała Artura, choć widziała, że czekał, stojąc na wyższym piętrze.

– Słyszałem dobrą wiadomość – powiedział ze sztuczną radością. – Masz pracę.

– Dziękuję, Arturze, za twoją interwencję. Maryla i jej kontakty bardzo mi się przydały.

– Dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Może będę mógł pomóc.

– Dziękuję. – Schodziła, gdy nagle przystanęła i odwróciła się. – Rozumiem, że to nie tylko polityka firmy… – powiedziała ze szczerością. – Czego mi zabrakło, Arturze? Co spowodowało, że jestem na aucie?

– Jesteś dobrą dziewczyną, ale podczas gdy inni potrafią się rozpychać łokciami, ty wolisz spokój zamiast rywalizacji. Niestety w każdym zawodzie, czy tego chcemy, czy nie, ona się odbywa, nawet za naszymi plecami. Potrafisz więcej niż grupa kilku osób, ale nie umiesz się sprzedać, zaznaczyć swojej obecności, podkreślić zasług.

– Nie powinnam odpuszczać?

– Nie powinnaś, Liwio, i proszę cię, już tego nie rób, tak zbudowany jest świat, takie mechanizmy nim rządzą. Wiem, że nie lubisz tracić czasu na błahostki, jak często to nazywałaś, ale one są ważne, czasem ważniejsze od umiejętności, niestety. Zrobię wszystko, żeby za miesiąc było dla ciebie miejsce.

– Nie wiemy, co się wydarzy za miesiąc. Może nie dam rady, bo mnie to zmęczy?

– Nie możesz się poddać, jesteś najlepsza.

– Do widzenia, Arturze – uśmiechnęła się delikatnie.

Opuściła budynek, nie oglądając się za siebie; gdy będzie w Śródmieściu, nieraz pewnie na niego spojrzy. Chciała zachować w pamięci miłe chwile, może z czasem, gdy nieprzyjemne rozczarowanie przeminie, znajdzie więcej takich momentów.

Kończył się jeden etap i zaczynał kolejny. Przypomniał się jej czas, gdy przyjechała z Łodzi do Gdyni na studia. Zostawiła rodziców, siostrę i dwóch braci, którzy nadal trzymali się tamtych stron, założyli tam rodziny. Uciekała ze załamanym sercem, po odtrąconej miłości, na koniec Polski, mimo że jej plany związane były z Warszawą.

Gdynia brzmiała dobrze, miała plaże, morze, była pełna możliwości, które mógł podsunąć jej los. Nie żałowała, choć ból rozczarowania czuła przez wiele lat.

Próbowała zaleczyć dawną ranę. Poznała miłego studenta architektury. Na początku było dobrze, ale z czasem obowiązki bardziej ją zajęły. Miłość, jeśli naprawdę była, ulotniła się i straciła na znaczeniu. Rozstali się w zgodzie, oboje z ulgą, że nie było dramatów ani oskarżeń. Od tej pory Liwia przestała się angażować.

Postanowiła, że teraz będzie inaczej, spróbuje czegoś innego, na przekór sobie, ciekawa, czy to odmieni jej los, czy poprawi wartość jej samej. Upór czasem bywał złym doradcą, zaciemniał obiektywizm, ale tylko on jej pozostał, a pragnienie dosięgnięcia szczęścia wydawało się kuszące i – po obserwacji życia jej przyjaciółki – na wyciągnięcie ręki.

Spróbuje wytrwać w tym postanowieniu, mając nadzieję, że decyzja, jaką właśnie podjęła, jest słuszna.

Jej rozmyślania przerwało bicie kościelnych dzwonów, które dominującym dźwiękiem rozeszły się po mieście. Może była pesymistką, wróżącą przyszłe katastrofy, ale znała dobre znaki, a bicie dzwonów oznaczało szybką poprawę sytuacji, miało przepłoszyć złą energię i – według wierzeń ludowych – z daleka trzymało złe duchy.

Zaparkowała pod blokiem, ale nie weszła na górę, do mieszkania, tylko ruszyła na spacer. Słońce pięknie przygrzewało, a wiatr zbyt przyjemnie muskał, by kryć się w czterech ścianach i popadać w zwątpienie. Celem był taras widokowy na Kamiennej Górze i widok zachwycającej panoramy miasta.

Liwia mijała wąskie, wznoszące się uliczki nadmorskiej dzielnicy, tu najmniej słysząc dźwięki miasta. Mogła delektować się ciszą, pewnym odosobnieniem, dopiero przy placu z Krzyżem zrobiło się gwarno i tłoczno.

Tętniło życie, a podmuchy wiatru na tym kawałku pustej przestrzeni wzmogły się. Nie tego oczekiwała Liwia, więc zbiegła do parku, gdzie po chwili znalazła ławeczkę w cieniu.

Przypomniała sobie, jak po raz pierwszy była w tym parku, jakie wtedy miała przemyślenia, nadzieje na spełnienie marzenia, jakim było zatrzymanie się w tym pięknym mieście na dłużej. Teraz musiała sformułować kolejne, bo łatwiej przebywamy drogę, znając cel naszej podróży.

Była na innym etapie życia, z doświadczeniem, które pokazało, co zrobiła źle i co musiała zmienić. Co by nie mówić, właśnie otrzymała kolejną szansę. Będzie zajmować się ludźmi, ich wizerunkami, i zrobi wszystko, by pokazać, na co naprawdę ją stać.

Wracała do domu, czując siłę do działania. Nowe rozdanie, w którym zapragnęła prowadzić. Prawdziwy test, który pokaże jej, czy potrafi.

7


Weekend zaczęła z przytupem. Poranna kawa w blasku budzącego się słońca, lekki oddech morskiego powietrza, gdy stała na balkonie i podziwiała panoramę z kształtami dachów domów leżących u jej stóp.

Usiadła w miękkim fotelu, jednym z dwóch w salonie, ustawionych na wprost jej lustrzanej ściany. Na kolanach położyła laptopa i pierwsze, co zrobiła, to sprawdziła Roberta Winiarskiego, niestety wyszukiwarka niewiele odsłoniła informacji.

Mężczyzna chronił swoją prywatność, mimo że na koncie miał wiele gwiazd, nad którymi pełnił pieczę. Znalazła jego kilka zdjęć w otoczeniu różnych celebrytów, ale zawsze z profilu, czasem w tle. Liwii pozwoliło to sądzić, że nie przepadał za pierwszą linią ataków reporterów, więc nawet jeśli działał skutecznie, robił to z tylnej kanapy. Była ciekawa jego zespołu, poznała tylko Patryka. Z kim jeszcze będzie zmuszona konkurować?

Kolejnym poszukiwanym był Beniamin Brzozowski, choć tu już zupełnie niczego nie znalazła. Żadnych zdjęć z popularnymi ludźmi. Nic, co dawałoby podstawę do stworzenia jego zawodowego profilu.

Zniechęcona przeszła do najważniejszego punktu, czyli jak zdobyć klientów. Siedziała, intensywnie myśląc, po chwili już spacerowała, a gdy zgłodniała, zrobiła kanapkę. Później podlała kwiaty, przetarła kurze, wstawiła naczynia do zmywarki. Pół dnia zleciało, a żaden pomysł nie wpadł jej do głowy.

Dźwięk telefonu ściągnął ją na ziemię.

– Co robisz?

– Myślę i jestem na dobrej drodze, żeby coś wymyślić.

– Mogę ci potowarzyszyć.

– Raczej myśli się w pojedynkę. – Liwia była wyraźnie niezadowolona.

– Jak napełnisz żołądek, będzie ci się lepiej myśleć. Obiad na mieście?

– Mam mało czasu, Hana, i zero pomysłów.

– Dlatego przybywam z odsieczą i wyciągam cię z domu. Pamiętasz, jak ty mnie wyciągałaś z czterech ścian, gdy mój świat zatrząsł się w posadach? Powinnaś być dumna, stosuję twoje metody.

– Gdzie?

– Aleje Piłsudskiego, nawet nie będziesz musiała odpalać auta.

Liwia zakończyła rozmowę i uśmiechnęła się, potrzebowała oddechu, mimo że jak na razie nie posunęła się nawet o krok. Miała nadzieję, że rozmowa z największą optymistką na świecie jej pomoże.

– Coś na żołądek, a zaraz poszukamy czegoś dla duszy – zapewniała Hana.

– Jesteś bardzo radosna. Powód?

– Piotr zapewnia, że jestem dla niego ważna, i skończyliśmy kolejne zlecenie. Nie mogę się doczekać następnego. Jak wcześniej mogłam tracić czas w biurze, pochylać się nad słupkami i statystykami? – nie dowierzała. – Zobaczysz, zmiana dobrze ci zrobi, tym bardziej że tego właśnie chciałaś. Zajmować się ludźmi, dbać o ich dobry piar. Dotykać prawdziwych problemów, by jak rycerz wkroczyć z odsieczą i znaleźć idealne rozwiązanie.

– Bardzo chciałam przynajmniej spróbować się w tym sprawdzić, ale gdzie ich znaleźć?

– Znam kogoś, kto może ci pomóc, i zrobi to za darmo, nawet nie oczekuje wdzięczności.

Liwia uśmiechnęła się, wiedząc, kogo przyjaciółka ma na myśli. Nie chciała jednak iść na łatwiznę.

– Powinnam sama się tego nauczyć.

– Przesadzasz, wiem, że jesteś ambitna, ale pomoc przyjaciela to nie grzech. Piotr może zna kogoś, kto zna innego, a tamten zna tego, co potrzebuje właśnie kogoś takiego jak ty. To wiązana dobroczynność, jak możesz jej nie przyjąć?

– Właściwie masz rację. Twój Piotr może zna kogoś, kto wręcz powinien skorzystać z moich usług.

– Dokładnie tak, na początku trzeba korzystać z tego, co mamy w zasięgu możliwości.

Powrotny spacer do domu minął jej szybciej, gdy pochłonęły ją pomysły, które zwartą falą zaczęły napływać do jej głowy. Zarówno Hana i jej optymistyczne podejście, jak i deser składający się z ciasta czekoladowego wzmocniły jej siły i otworzyły umysł. Rozmowa z kimś, kto nie był z branży, okazała się owocna, bo Liwia jeszcze dziś postanowiła sprawdzić omówione z Haną możliwości.

Siedziała do później nocy, a ranek zaczęła aktywnie. Kreśliła plany, spisując branże, gdzie mogła wyłuskać potencjalnych klientów. Dźwięk telefonu zatrzymał ten pęd myśli.

– Piotr, miło cię słyszeć – ucieszyła się.

– Liwio, znamy się i mam przekonanie, że możemy na siebie liczyć.

– Zawsze i wszędzie – zapewniła z uśmiechem. Wyobraziła sobie, jak Hana prowadziła z nim rozmowy, nie znając jego tożsamości. Liwia, jako jedna z nielicznych osób, miała okazję poznać jego tajemniczą pasję.

– Dlatego mam klienta, a on biedak ma problemy. Chodzi o jego prezencję, przez którą jest na straconej pozycji i wciąż ma pod górkę. Staram się mu pomóc w innych kwestiach, ale może ty będziesz mogła wesprzeć go na swoim polu?

– Potrzebuje zmiany wizerunku?

– Od kilku lat.

– Czym się zajmuje?

– Polityk, a zbliżają się wybory uzupełniające, chce wystartować. To urodzony działacz społeczny, z tym że jego szczerość i bezpośredniość nie zjednują mu zwolenników. Mimo że mówi mądrze. Prawda słabo się sprzedaje.

– Jak ja dobrze to znam. – Liwia poczuła łzy wzruszenia. Nie sądziła, że dostanie takie wsparcie. Nabrała odwagi, chciała to pochwycić i już działać. – Mam do niego zadzwonić czy on się ze mną skontaktuje?

– Cieszę się, że się zgodziłaś. Zadzwonię do niego jeszcze dziś, więc sprawdzaj maile, jest bardzo żywiołowy, niecierpliwy, zresztą sama ocenisz. Masz do tego dar.

– Piotr, dziękuję i mam prośbę. Może pomożesz mi z innymi klientami? Nie tyle ich znajdować, ile zdobywać potrzebne informacje?

– Wiesz, że zawsze pomagam w potrzebie i nie odmawiam pięknym kobietom. Będę twoją tajną bronią, Liwio.

 

– Dziękuję. Czy powinnam cię jakoś nazywać? – zapytała, śmiejąc się w głos, bo znała jego procedury postępowania.

– Jak tylko chcesz, tylko proszę, bądź oryginalniejsza od swojej przyjaciółki – zaśmiał się, dobrze pamiętając pierwsze rozmowy z Haną. Jeszcze wtedy nie wiedział, jak ważna się dla niego stanie.

Weekend zaliczyła do udanych. Polityk, zgodnie ze słowami Piotra, skontaktował się z nią i umówił na spotkanie. Mężczyzna był niecierpliwy i już domagał się efektów, bo nie lubił marnować czasu. Był dla Liwii wyzwaniem, ale po przejrzeniu jego profilu w sieci znalazła dla niego właściwy środek, czując, że jak najbardziej zadziała.

Piotr sprawdził dla niej pewną dziewczynę prężnie działającą w mediach społecznościowych. Jutro zaplanowała się z nią skontaktować. To był podszept intuicji, strzał na ślepo, liczyła, że trafi w sam środek tarczy.

Partner, jak zaczęła tytułować Piotra, obiecał znaleźć kolejnego klienta. Tak zaczęła nieformalną współpracę z hakerem, do którego ludzie zwracali się o pomoc z nadzieją, że właśnie u niego ją dostaną.

Zwolniła pęd, gdy dzień odpłynął, ustępując miejsca nocy. Miasto straciło na wyrazistości, sklepienie nabrało odcienia intensywnego granatu, na nim rozbłysły gwiazdy, kreślące swoje ścieżki na niebie. Liwia wyszła na balkon ciekawa, czy dziś ponownie usłyszy melodię unoszącą się z tajemniczego domu, od kogoś, kto lubował się w zamierzchłych kawałkach.

Nie zdążyła wrócić do mieszkania, gdy doszły ją pierwsze nuty i głos, tak dobrze znany. Uśmiechnęła się i zasłuchała w ulubioną piosenkę.

Doris Day wykonywała Dream a little dream of me, jak kołysankę dla ukochanej osoby, prosząc o sen, w którym znajdzie się dla niej miejsce.

Gwiazdy świecą jasno nad Tobą.

Nocna bryza zdaje się szeptać: „Kocham Cię”.

Ptaki śpiewają w drzewie sykomorowym.

Wyśnij mały sen o mnie.


Powiedz: „Dobranoc” i pocałuj mnie.

Po prostu przytul mnie mocno i powiedz, że będziesz za mną tęsknił.

Podczas gdy będę sama i tak smutna, jak tylko mogę być.

Wyśnij mały sen o mnie…


Liwia pod wpływem impulsu chwyciła klucze i tak jak stała, wybiegła z domu, podążając za melodią. Muzyka odbijała się od domów, wysokich murów posiadłości, niosła echem, co chwilę zwodząc, wyprowadzając w ślepą uliczkę. Dziewczyna bała się, że nie odnajdzie źródła, zwłaszcza że właśnie doszły ją ostatnie słowa, które dobrze znała.

Zatrzymała się, gdy muzyka umilkła, i rozejrzała po zamkniętych oknach. Zaśmiała się ze swojego pomysłu i zawróciła na Mariacką, nie uważając, że zmarnowała czas. Następnym razem wybierze przeciwny kierunek, dowie się, kto puszcza jej ukochane melodie i w tym wypadku jej ulubioną piosenkarkę Doris Day. Gwiazda miała piękny głos, ale nie tylko śpiewała, była też aktorką. Liwia postanowiła ponownie zobaczyć jej twarz.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?