Pustynna gorączka

Tekst
Z serii: Satine
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Jak ma się klacz? – zwróciła się do podstarzałego kowboja o bladoniebieskich oczach, pytając go o konia z chorą nogą.

– Wezwałem kowala, żeby na nią spojrzał. Wymienił jej podkowę, ale dalej jest niespokojna. Na pani miejscu dziś bym jej nie brał.

Nell skrzywiła się niezadowolona.

– No to zabraknie nam jednego konia. Margie pojechała z chłopcami i Tylerem.

– Jeśli da sobie pani radę, zatrzymam Marlowe’a i pozwolę mu pomóc przy źrebaku, a jeden z gości może wziąć sobie jego konia – odrzekł Chappy. – Odpowiada pani?

– Tak, znakomicie.

Ucieszyła się, że nieokrzesany Marlowe nie będzie im towarzyszył. Jeżeli ten człowiek nie zmieni swojego zachowania, będzie zmuszona się go pozbyć, a wówczas zabraknie jej ludzi do pracy. A znów nie bardzo paliło jej się, by szukać kogoś nowego. Długo przyzwyczajała się do tych, którzy już u niej pracowali.

– Wyjedziemy o dziesiątej – poinformowała. – Wrócimy na lunch. O wpół do drugiej zabieram panie na zakupy.

– Nie ma problemu, proszę pani. – Chappy przystawił palce do kapelusza i wrócił do pracy.

Nell zawróciła powoli w stronę domu. Była tak zamyślona, że o mały włos nie wpadła na Tylera. Spostrzegła go, dopiero gdy wyłonił się zza rogu budynku.

Otworzyła usta, cofając się niezwłocznie.

– Przepraszam. – Głos jej się załamał. – Nie zauważyłam cię.

Tyler zerknął na nią z góry.

– Wybierałem się już z Margie i chłopcami, kiedy się dowiedziałem, że mam ją dzisiaj zabrać na tańce.

– Naprawdę? – spytała Nell. Miała kompletny zamęt w głowie.

Tyler uniósł brwi.

– Margie mi tak oznajmiła. Podobno to twój pomysł – dodał z przesadnym teksaskim akcentem.

– No to chyba mi nie uwierzysz, kiedy ci powiem, że słowa jej na ten temat nie wspomniałam – rzekła zrezygnowana.

– Za każdym razem, jak przyjeżdża, zwalasz mi ją na głowę.

Spuściła wzrok i odwróciła się.

– Zdarzyło się raz czy dwa. Myślałam, że dobrze się bawisz – zauważyła powściągliwie. – Pasujecie do siebie, z tą swoją klasą, manierami, ochami i achami. Ale jeśli wolisz iść z kimś innym, zobaczę, co da się zrobić.

Złapał ją za rękę, a Nell zastygła w bezruchu.

– Dobra. Nie musisz robić z tego narodowej sprawy. Ale nie podoba mi się, jak zmusza się mnie do zabawiania gości. Poza tym lubię Margie i nie potrzebuję swatki.

– Możesz mnie puścić? – poprosiła przygaszona.

– Nie wolno cię nawet dotknąć. Jesteś niedotykalna, tak? – spytał. – Od razu to zauważyłem. O co ci właściwie chodzi?

Jej serce rozszalało się. Nie mogła przecież powiedzieć Tylerowi, że zadrżała, bo jego dotyk sprawił jej tak wielką przyjemność, a nie dlatego, że czuje do niego wstręt. Sama się temu zdziwiła.

– Nic ci do mojego życia prywatnego.

– Nic. Dałaś mi to wyraźnie do zrozumienia. – Puścił gwałtownie jej rękę, jakby się oparzył. – Dobra, kotku. Niech będzie, jak chcesz. A jeśli chodzi o Margie, doskonale poradzę sobie sam.

Zirytował się, ale Nell sama tak się zdenerwowała, że nie zwracała uwagi na jego ton. Chciała jedynie jak najszybciej uciec. Kiedy była z nim sam na sam, musiała wykorzystać całą siłę woli, by nie rzucić mu się na szyję mimo tych wszystkich wątpliwości i zahamowań.

– Dobra – powiedziała, wzruszając ramionami, jakby nic się nie stało.

Wyminęła go i ruszyła do domu, nie oglądając się za siebie. Nie wiedziała zatem, że Tyler czułym spojrzeniem śledzi każdy jej krok.

ROZDZIAŁ DRUGI

Nell unikała Tylera do końca dnia i nie wybrała się na wieczorne tańce. Wymówiła się tuż po barbecue i powędrowała do swojego pokoju. Tak, stchórzyła, zdawała sobie z tego sprawę, ale przynajmniej nie była zmuszona przyglądać się, jak Tyler flirtuje z jej szwagierką.

Tylko że i tak nie potrafiła wyrzucić go z myśli. Wracała nieskończoną ilość razy do samego początku ich znajomości, do jego pierwszych dni na ranczu. Od chwili, gdy go spotkała na lotnisku, był uprzejmy i bezpośredni, od razu też poczuła się przy nim swobodnie, bo i on z miejsca potraktował ją jak kogoś znajomego.

Nie tylko ją zresztą, równie szybko zdobył sobie sympatię pracowników rancza i Belli. Nell nie obdarzyła dotąd tak ciepłymi uczuciami żadnego mężczyzny, oczywiście z wyjątkiem Darrena McAndersa. I choć Darren zostawił po sobie kilka głębokich ran w jej sercu, Nell instynktownie wyczuła, że Tyler jej nie skrzywdzi. Zanim jeszcze zorientowała się, co się dzieje, dreptała za nim krok w krok jak szczeniak.

Teraz tamte chwile wzbudzały w niej wyłącznie żal i niesmak. Jej emocje wahały się wówczas od potajemnego wzdychania do Tylera do gorącej i niepowstrzymanej chęci umilenia mu pierwszych chwil w nowym miejscu. Nie zdawała sobie wtedy sprawy, jak wygląda ta jej chęć zadowolenia go z perspektywy innych… a także z jego perspektywy. Wlepiała w niego oczy z jawnym podziwem, zapomniawszy zupełnie o tym, jak bardzo cierpiała wtedy, kiedy Darren ją porzucił.

W drugim tygodniu pobytu Tylera w Arizonie odbywały się tańce. Nell nie włożyła sukni, wymyła za to włosy i dokładnie je wyszczotkowała, i nawet zrezygnowała na ten wieczór ze starego sflaczałego kapelusza. Jak zwykle w obecności obcych, zwłaszcza płci męskiej, kryła się po kątach. Tyler stanowił doskonałą ochronę. Schowała się za jego plecami i prawie zza nich nie wystawiała nosa.

– Boisz się? – zażartował wtedy.

Była jak mały kwiat słonecznika, jak dziecko, o które trzeba się zatroszczyć. Nie pytał jej o wiek, zakładał, że jeszcze nie przekroczyła dwudziestki. Nie zagrażała mu w niczym, stać go zatem było, żeby być dla niej miłym.

– Nie jestem specjalnie towarzyska – przyznała z uśmiechem. – I nie bardzo ufam mężczyznom. Niektórzy z gości… cóż, są starsi, żony się już nimi nie interesują. Młode kobiety, nawet takie jak ja, to dla nich gratka. Nie chcę kłopotów, więc rzadko chodzę na tańce. – Poszukała wzrokiem jego oczu. – Nie przeszkadza ci, że zostanę tu z tobą?

– Skąd. – Oparł się o jeden ze słupów, które dzieliły przestrzeń zaimprowizowanej sali tanecznej, i zajął palce zabawą trzema rzemykami, które wpadły mu w ręce. – Dawno nie byłem na takiej potańcówce. Czy w tych stronach to tradycja?

– Tańce są u nas co drugą sobotę – poinformowała. – Zapraszamy na nie także dzieci, wszyscy się bawią razem. Zespół – wskazała na czterech muzyków – też jest miejscowy. Płacimy im czterdzieści dolarów za wieczór. Nie są szerzej znani, ale tu się cieszą powodzeniem.

– Są całkiem nieźli – stwierdził z uśmiechem Tyler.

Zerknął na Nell, ciekaw, co by pomyślała o zabawach, w jakich miał zwyczaj uczestniczyć, gdzie kobiety nosiły suknie od słynnych kreatorów mody, do tańca grała pełna orkiestra, a przynajmniej kwartet smyczkowy lub kwintet jazzowy.

Nell nerwowo kręciła w palcach kosmyk włosów, przyglądając się tańczącym parom małżeńskim. W jej oczach malowała się tęsknota. Tyler ściągnął brwi.

– Masz ochotę zatańczyć? – spytał uprzejmie.

Zaczerwieniła się.

– Nie, ja w zasadzie nie tańczę…

Podnieciła ją szansa znalezienia się w jego ramionach. Ale z drugiej strony czy wyszłoby jej to na dobre? Tyler mógłby zobaczyć, że się w nim zadurzyła. Była bezradna, kiedy niechcący dotknął jej ręki. Nie wiedziała, czy wytrzymałaby z nim w tanecznych objęciach, nie zdradzając swoich uczuć.

– Nauczę cię – zaproponował, rozbawiony jej powściągliwością.

– Nie, lepiej nie, nie chciałabym… – Miała już na końcu języka, że nie chce tłumaczyć się potem przed gośćmi, dlaczego tańczy tylko z Tylerem. I brakowało jej sił, by tłumaczyć mu, że dostaje gęsiej skórki na myśl o tym, że ręce jakiegoś obcego mężczyzny zagarną ją w pasie. Co innego gdyby to był on, ten, który jest jej drogi, a zresztą to w ogóle dla niej nowa sytuacja.

– W porządku, mała. Nie przejmuj się – rzekł z uśmiechem. – Oho, zdaje się, że zostanę zaraz uprowadzony. I co wtedy poczniesz? – spytał, wskazując na ciężkiego kalibru kobietę w średnim wieku, która parła ku niemu z triumfalną miną.

– Pomogę przy bufecie…

Nell przeprosiła go i czym prędzej odeszła. Patrzyła z bezpiecznej odległości na Tylera ciągniętego na parkiet przez energiczną damę, żałując, że to nie ona zatańczy z tym wysokim Teksańczykiem. Brakowało jej pewności siebie. Wolała niczego nie przyspieszać, za bardzo się bała.

Od tamtego wieczoru Tyler stał się jej bezpiecznym portem, w którym szukała schronienia podczas wszystkich sztormów. Zawsze, gdy wybierała się na spotkanie w interesach albo miała jakieś problemy, które wymagały przedyskutowania z pracownikami lub gośćmi płci męskiej, zabierała ze sobą Tylera. Zaczęła o nim myśleć jak o buforze pomiędzy nią a światem, który ją przerażał. Lecz nawet jeśli się na nim tylko opierała, nie mogła udawać, że nie jest nim zafascynowana, a to z kolei utrudniało jej przebywanie w jego towarzystwie. Czyniło obecność Tylera niełatwą do zniesienia.

Pragnęła bowiem, żeby i on zwrócił na nią uwagę, zobaczył w niej wreszcie kobietę. Pierwszy raz od lat chciała pokazać komuś swą kobiecość i wyglądać tak, jak powinna wyglądać kobieta. Jednakże przeglądając się w lustrze pewnego ranka, miała tylko ochotę wybuchnąć gorzkim płaczem. Nie było w niej materiału, z którego można by coś wyrzeźbić.

Widziała niejedno zdjęcie gwiazd filmowych, które bez makijażu wyglądały równie kiepsko jak ona, nie miała jednak za grosz pojęcia, jak dodać sobie urody. Jej włosy, długie i lśniące, wymagały konkretnej fryzury. Brwi były prawie niewidoczne, tak wypłowiały od słońca. Mogła się pochwalić nie najgorszą figurą, ale wstyd nie pozwalał jej podkreślać swoich kształtów. Może jednak nie należy wpadać w tym względzie w przesadę, pocieszała się po cichu. Lata całe zajęło jej wyzwalanie się z mocy złych doświadczeń i brutalnej szczerości pierwszego mężczyzny, na którego zastawiła sidła.

 

Ostatecznie związała włosy w dwa długie kucyki, obwiązując je indiańskimi koralikami. Nell odpowiadał ten styl, zwłaszcza że jej babka ze strony ojca była dumną Apaczką. Żałowała tylko, że jej twarz nie dorównuje urodą włosom. Cóż, cuda się zdarzają. Może pewnego dnia i jej trafi się cud. I Tyler ją polubi.

Lekko pociągnęła wargi szminką i włożyła nowiutkie dżinsy, jedyne we właściwym rozmiarze, które opinały jej figurę, oraz dzianinową bluzkę, po czym uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Naprawdę nie wyglądała najgorzej, poza tą nieszczęsną twarzą. Może powinna ją schować w jutowy worek…

Nie zdążyła jednak poużalać się nad sobą dłużej, bo Bella zawołała ją na dół na lunch. Nell wpadła do kuchni, czując, że od tygodni nie przepełniała jej taka energia. Czuła się jak nowo narodzona, pełna wiary w siebie, zmieszanej jedynie z odrobiną onieśmielenia. Po prostu rozkwitała.

Pustynię tymczasem nawiedził deszcz, gościom zepsuły się humory, a praca na ranczu stała się niebezpieczna. Robotnicy pracowali po godzinach, trzymając bydło i konie z dala od wyschniętych koryt rzecznych, które mogą przynieść gwałtowną śmierć, kiedy nagle wypełnia je woda deszczowa. Trzy dni trwała ulewa i potop, dwoje z gości zdecydowało się na powrót do domu. Pozostała ósemka postanowiła przetrwać kataklizm. Ich upór wywoływał uśmiech na twarzy Nell, która umilała im pobyt, jak tylko mogła.

Goście jadali zwykle posiłki godzinę po Nell, Tylerze i Belli w ogromnej, udekorowanej dębowym drewnem jadalni z ciężkimi krzesłami i masywnym stołem oraz wygodnymi meblami wypoczynkowymi. Tego dnia Tyler nie pokazał się, za to Bella uwijała się właśnie z talerzami, kiedy ujrzała panią tego domu i omal nie upuściła tacy na podłogę.

– To ty, Nell? – zdumiała się, kiwając szpakowatą głową.

– A kogo się spodziewałaś? – spytała Nell roześmiana. – Wiem, że nie wygram konkursu piękności, ale czy nie wyglądam lepiej?

– O wiele lepiej – potaknęła uprzejmie Bella. – Och, kochanie, nie rób tego więcej. Nie szykuj sobie sama…

Nell wstrzymała oddech.

– Niby czego? – spytała.

– Podajesz mu wszystko pod nos – odparła gospodyni. – Przyszywasz mu guziki do koszul, dbasz, żeby miał sucho i ciepło, kiedy pada. Pichcisz mu różne specjały w kuchni. A teraz jeszcze to. Kochanie, to dżentelmen, który jeszcze niedawno był bardzo bogaty. On zna świat. – Zmartwiła się nie na żarty. – Nie chciałabym pozbawiać cię złudzeń, ale on przywykł do innego rodzaju kobiet. Traktuje cię uprzejmie, ale to wszystko. Nie bierz jego galanterii za prawdziwą miłość. Nie popełniaj znowu tego samego błędu.

Twarz Nell spurpurowiała. Nie zdawała sobie sprawy, że robi te wszystkie rzeczy, które wymieniła Bella. Polubiła Tylera i chciała, by czuł się u niej szczęśliwy. Aż tu nagle pojęła, że znowu poniesie porażkę, a jej nowy wizerunek tylko postawi Tylera w bardzo kłopotliwej sytuacji.

– Lubię go. – Głos jej się załamał. – Ale nie… nie uganiam się za nim przecież. – Odwróciła się i pobiegła na górę. – Zaraz się przebiorę.

– Nell!

Zignorowała pełen żalu jęk Belli, pokonując stopnie szybkimi skokami. Nie chciała później zejść na dół na kolację, mimo błagania z drugiej strony drzwi. Czuła się zraniona, choć Bella miała na względzie wyłącznie jej dobro. Postanowiła bardziej się pilnować. Nie może bowiem dać Tylerowi do zrozumienia, że jej na nim zależy. Niech Bóg broni, żeby znowu miała przysporzyć sobie bólu.

Tymczasem na dole Tyler i Bella w milczeniu jedli posiłek. Tyler popatrywał na twarz gospodyni. W końcu zapytał uprzejmie:

– Coś cię trapi?

– Nell! – odparła z westchnieniem. – Nie chce zejść. Wystroiła się i zrobiła sobie fryzurę, a ja… – odkaszlnęła zakłopotana – ja jej nagadałam.

– Nell brakuje wiary w siebie – zauważył Tyler. – To nieładnie, że ją od razu znokautowałaś, kiedy zaczynała coś w sobie zmieniać.

– Nie chcę, żeby znowu cierpiała. Wiem, że jesteś dla niej miły, ale to dziecko nie zaznało wiele ciepła w życiu, poza tym, co dostało ode mnie. Jej ojciec żył dla jej brata, Teda. Nell była w domu zawsze na drugim miejscu. Jeden jedyny raz, kiedy się zainteresowała mężczyzną, została boleśnie zraniona. – Znowu westchnęła. – Więc może przesadzam, ale nie chcę patrzeć, jak ci się narzuca, skoro ty nie zwracasz na nią uwagi.

– Nigdy tak nie myślałem o naszych relacjach – powiedział Tyler. – Mylisz się, Nell traktuje mnie po prostu jak przyjaciela. Jest uroczym dzieciakiem o ładnych brązowych oczach. Lubię ją i ona mnie lubi. Ale to absolutnie wszystko. Ta sprawa nie powinna spędzać ci snu z powiek.

Bella patrzyła na niego zdumiona, że jest do tego stopnia ślepy. A może rzeczywiście ten facet nic nie dostrzega?

– Nell ma dwadzieścia cztery lata – oświadczyła z powagą.

Tyler uniósł brwi.

– Słucham?

– A ty myślałeś, że ile? – spytała.

– Jakieś dziewiętnaście, może nawet osiemnaście. – Zmarszczył czoło. – Mówisz serio?

– Nigdy nie mówiłam bardziej serio – oznajmiła. – Więc proszę cię, nie ubieraj jej w lakierkowe pantofelki i sukienkę z koronkowym kołnierzykiem. To dorosła kobieta, która żyje samotnie i całe życie cierpi upokorzenia. Jest na tyle dojrzała, że można jej wyrwać serce z korzeniami. Proszę, nie rób tego.

Tyler ledwo ją słyszał. Uważał Nell za sympatycznego dzieciaka, ale widocznie bardzo się pomylił. Chyba Nell nie widzi w nim potencjalnego partnera? To byłaby gruba przesada. Ta dziewczyna nie jest wcale w jego typie. Wiele brakuje jej do wyrafinowanych, światowych kobiet, które mu się podobają.

Grzebał w talerzu zaaferowany.

– Nie zdawałem sobie sprawy – zaczął – że ona może tak to widzieć. Na pewno w żaden sposób nie będę jej zachęcał. – Posłał Belli uśmiech. – Za skarby świata nie chcę, żeby mi jakaś chłopczyca deptała po piętach. Nie lubię być zwierzyną łowną, nawet jeżeli myśliwym jest atrakcyjna kobieta, a Nell jest tylko słodkim dzieckiem, i nawet ślepiec nie nazwie jej piękną.

– Dołóż sobie jeszcze wołowiny – odezwała się Bella po chwili, ciesząc się, że Nell siedzi w swoim pokoju na górze i tego wszystkiego nie słyszy.

Oczywiście przekorny los chciał, że Nell akurat zeszła na dół i stała za drzwiami, dotarło do niej zatem każde słowo wypowiedziane w jadalni. Jej twarz zrobiła się kredowobiała. Zdołała szczęśliwie uciec z powrotem do siebie, zanim się na dobre rozpłakała.

Może to lepiej, pocieszała się, że już wie, co Tyler o niej sądzi. Trochę zwariowała na jego punkcie, bo był dla niej taki dobry, ale teraz, znając prawdę, poskromi te wszystkie głupie, impulsywne odruchy. Jak słusznie stwierdziła Bella, pomyliła uprzejmość z zainteresowaniem. Powinna być mądrzejsza. Na Boga, przecież popełniła już raz błąd, który powinien dać jej do myślenia i być dla niej nauczką. Nie miała w sobie nic, co mogłoby przyciągnąć jakiegokolwiek mężczyznę.

Osuszyła oczy i przebrała się z powrotem w wygodne codzienne ciuchy, a po chwili, jak gdyby nigdy nic, zeszła na dół na kolację. Bella ani Tyler nie mieli pojęcia, że przypadkiem podsłuchała ich rozmowę, a ona się do tego, rzecz jasna, nie przyznała.

Za to dowiedziawszy się, jak traktuje ją Tyler, Nell radykalnie zmieniła do niego stosunek. Była w dalszym ciągu uprzejma i skora do pomocy, ale zniknęło gdzieś to światło, które miała w oczach, gdy na niego spoglądała. Nigdy też nie patrzyła mu teraz prosto w oczy i nigdy go nie szukała. Zniknęła jej nieśmiała adoracja. Odnosiła się do niego jak do wszystkich innych pracowników na ranczu, w niczym go nie wyróżniała i tylko ona wiedziała, co naprawdę czuje. Nigdy więcej też o nim nie rozmawiała, nawet z Bellą.

Ale tego wieczoru, w ciszy jej pokoju, zalał ją żal za niespełnionym marzeniem. Uznała za bardzo prawdopodobne, że w ogóle nie nadaje się do związku z mężczyzną, nie wspominając już o Tylerze. Pomimo to czuła się urażona i zraniona. Po raz pierwszy od lat podjęła wysiłek, by wyglądać jak kobieta. Przysięgła sobie w duchu, że kończy z takimi próbami. Przewróciła się na plecy i zamknęła oczy. Po kilku minutach zmorzył ją sen.

Dwa tygodnie później, dzięki Bogu, wyjrzało znowu słońce. Ostatni deszczowy okres okazał się katastrofalny w skutkach. Ucierpiały znacznie finanse rancza, ponieważ wielu turystów odwołało wcześniejsze rezerwacje. Teraz wszystkie osiemnaście pokoi zapełniali znowu goście, a w większości z nich mieszkały po dwie osoby.

Ranczo przyjmowało chętnie rodziny z dziećmi, w ogłoszeniach podkreślano wspólne rodzinne zabawy i rozrywki, w tym między innymi jazdę na wozie z sianem, wycieczki, barbecue i tańce. Wielu z gości, zadowolonych z pierwszego pobytu, powracało tu rokrocznie. Państwo Howesowie od dobrych dziesięciu lat przyjeżdżali regularnie, i chociaż pan Howes bez przerwy spadał z konia, nigdy go to nie odstraszyło przed kolejną próbą utrzymania się w siodle. Z kolei pani Smith przez minione pięć lat doprowadzała do szału swój wrzód żołądka, pałaszując domowej roboty chili Crowbaita, które piekło jak ogień, lecz smak miało tak wyborny, że nie mogła go sobie odmówić. Była to wdowa, która uczyła w szkole gdzieś na wschodzie Stanów i każdego lata spędzała tydzień wakacji na ranczu.

Większość stałych gości tworzyła już niemal rodzinę, nawet mężowie specjalnie nie przeszkadzali Nell, ponieważ już ich znała. Zawsze znajdował się jednak jakiś niechlubny wyjątek, na przykład ten oślizgły pan Cova, który miał prostoduszną, kochającą żonę i z zacięciem godnym lepszej sprawy bezustannie ranił jej uczucia. Bez przerwy oglądał się za Nell, a ta z utęsknieniem wyczekiwała dnia jego wyjazdu.

– Trzeba było poprosić Tylera, żeby zamienił parę słów z tym Covą – stwierdziła Bella, szykując bufet na lunch.

– Nie – odparła cicho Nell. – Sama sobie poradzę.

Obróciła się energicznie, o mały włos nie zderzając się z Tylerem, który bezszelestnie przystanął w drzwiach. Mruknęła pod nosem słowa przeprosin i pospieszyła przed siebie. Tyler patrzył za nią przez chwilę zirytowany, po czym siadł okrakiem na jednym z kuchennych krzeseł, ciskając kapelusz na stół. Zapalił papierosa, ze smutkiem myśląc o utraconej przyjaźni, która łączyła go niegdyś z Nell.

Pomyślał, że zachowywała się tak, jakby ją czymś dotknął. Niepokoiły go jej nadmierna wrażliwość i milczenie. Poruszyła w nim strunę, której nie dosięgła żadna inna kobieta.

– Znowu dumasz – mruknęła Bella.

Na jego twarz wypłynął niemrawy uśmiech.

– Nell tak się zmieniła – rzekł cicho, podnosząc papierosa do ust. – Liczyłem, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi, ale nic z tego. Kiedy tylko wchodzę do pokoju, dosłownie z niego ucieka. Kiedy muszę zajrzeć do dokumentów, zawsze kogoś do mnie wysyła. – Wzruszył ramionami. – Czuję się jak jakiś cholerny gad.

– Ona boi się mężczyzn – uspokoiła go Bella. – Zawsze taka była. Zapytaj Chappy’ego.

Podniósł głowę i popatrzył jej w oczy.

– Kiedyś zachowywała się inaczej. Co się ruszyłem, zderzałem się z nią, ciągle kręciła mi się pod nogami. Nie wiesz czasem, co się stało?

Bella uniosła pulchne ramiona.

– Nawet gdybym wiedziała – odparła, dobierając ostrożnie słowa – to Nell nie życzyłaby sobie, żebym się z tobą tym dzieliła. Ale i ja widzę, że jest ostatnio jakaś wyciszona.

– Amen. No nic, może tak ma być – mruknął z zamyśloną miną i zaciągnął się papierosem. – Co mamy na lunch?

– Kanapki z rostbefem, domowej roboty frytki, sałatę, pudding bananowy, mrożoną herbatę i kawę.

– Brzmi to fantastycznie. Aha, dopisałem dwóch nowych pracowników do listy płac. Mają pomagać przy sprzęcie i drobnym remoncie stajni i stodoły. Trzeba to zrobić, zanim skończą się żniwa, zresztą sama wiesz.

Bella gwizdnęła przez zęby.

– Nell nie będzie zachwycona. Nie znosi obcych mężczyzn.

– O co jej w gruncie rzeczy chodzi?

– Nie usłyszysz tego ode mnie. Ona musi to zrobić sama.

– Pytałem ją, ale tylko się wykręcała.

– Nell nie jest wylewna. Nie mówi o sobie, więc i ja nie będę o niej opowiadać. – Uśmiechnęła się, żeby złagodzić wymowę swych słów. – To dziecko nie potrafi zaufać ludziom.

– Większość z nas ma z tym kłopoty – zauważył Tyler, wziął kapelusz i naciągnął go nisko na oczy. – To na razie.

Stajnia, jak wszystkie pozostałe budynki na ranczu, przeciekała podczas silnych deszczy, ale w czasie słonecznych dni, takich jak ten, było tam przytulnie i ciepło. Nell klęczała obok małego cielaka rasy Hereford w przegrodzie pełnej zielonozłotego siana. Głaskała zwierzę po łbie.

 

Tyler stanął w przejściu zasypanym sianem i przyglądał się jej przez zmrużone powieki. Wyglądała jak sierotka Marysia, może też tak właśnie się czuła. Wiedział, co oznacza życie bez miłości, samotność i wyobcowanie. Rozumiał ją, ale nie pozwalała mu zbliżyć się choćby na tyle, by mógł jej to powiedzieć. Popełnił jakiś błąd, lecz nie wiedział nawet jaki, toteż nie rozumiał, dlaczego Nell zaczęła go traktować z tak chłodną obojętnością. Tęsknił za atmosferą pierwszych dni na ranczu. Nieśmiała adoracja Nell wtedy go wzruszała, teraz natomiast czuł dziwną pustkę, dotąd mu nieznaną, której kompletnie nie pojmował.

Przybliżył się, obserwując bacznie zachowanie Nell. Szybko spuściła wzrok i poderwała się na nogi, po czym wyszła z przegrody. Zupełnie jakby nie mogła znieść, że znalazła się z nim sam na sam w zamkniętej przestrzeni.

– Chciałem cię poinformować, że zatrudniłem okresowo dwóch mężczyzn do pomocy przy remontach – oznajmił. – Tylko nie panikuj – dodał zaraz, zauważając strach w jej oczach. – To nie są mordercy ani nie będą próbowali cię zgwałcić.

Nell zaczerwieniła się, łzy napłynęły jej do oczu. Nie powiedziała ani słowa. Zakręciła się na pięcie i wybiegła ze stodoły. Nie była w stanie powiedzieć mu, co ją tak zabolało, a wspomnienia zapłonęły w jej głowie niczym ogniska.

– Niech to cholera! – mruknął Tyler ze złością i ruszył za Nell biegiem.

Kiedy dotarła do drzwi, chwycił ją mocno za rękę, by ją zatrzymać. Jej reakcja wprawiła go w kompletne osłupienie.

Nell rozpłakała się histerycznie, wyrwała mu się, jej wytrzeszczone oczy pociemniały od strachu. Poniewczasie zdał sobie sprawę, że przestraszyła ją jego wykrzywiona złością twarz i mocny uścisk, będący także wyrazem złości.

– Nie mam zwyczaju bić kobiet – odezwał się cicho, odsuwając się o krok. – I nie chciałem cię zdenerwować. Nie powinienem był żartować na temat tych nowych, to był głupi żart. Nell…

Wepchnęła ręce do kieszeni spodni, zbierając się w sobie. Była wściekła, że pokazała Tylerowi strach, który wzbudziła w niej jego przemoc. Odwróciła wzrok. Ciemne, gęste rzęsy zasłaniały jej oczy i skrywane w nich emocje.

Przysunął się, wsunął palce w jej włosy i uniósł ku sobie jej twarz.

– Przestań wreszcie uciekać – rzekł półgłosem. – Robisz to od tygodni i dłużej tego nie zniosę. Nie mogę się do ciebie zbliżyć.

– Nie chcę, żebyś się do mnie zbliżał – oznajmiła. – Puść mnie.

Jej słowa zraniły jego dumę, ale nie okazał tego.

– Powiedz mi, dlaczego? Chcę to jakoś ogarnąć – nalegał. Patrzył jej prosto w oczy, bez mrugnięcia. – No mów.

– Słyszałam, co powiedziałeś o mnie do Belli tamtego wieczoru – odparła, odwracając wzrok. – Uważasz mnie za smarkulę, a kiedy Bella ci powiedziała, ile mam lat, ty… ty powiedziałeś, że nie chcesz, żeby czepiała się ciebie jakaś chłopczyca – wyrzuciła z siebie wzburzona.

Zobaczył jej łzy i zaraz potem poczuł je na swoich rękach.

– Ach, więc o to chodzi. – Skrzywił się. Nie wiedział, że Nell ich podsłuchała. Tak, musiała się poczuć mocno dotknięta. – Nell, te słowa nie były przeznaczone dla ciebie – wyjaśniał łagodnie.

– Dobrze, że tak się stało – stwierdziła, unosząc z dumą głowę, kiedy pokonała onieśmielenie. – Nie miałam pojęcia, jak… jak głupio się zachowywałam. Już nie będę cię wprawiać w zakłopotanie, obiecuję. Polubiłam cię, chciałam, żebyś czuł się tu szczęśliwy. – Zaśmiała się nerwowo. – Wiem, że nie jestem kobietą, która spodobałaby się takiemu mężczyźnie jak ty, i wcale ci się nie narzucałam. – Zacisnęła powieki. – A teraz proszę, puść mnie.

– Och, Nell…

Przyciągnął ją do siebie i mocno objął, pochylił ku niej głowę, zamknął oczy i kołysał ją w ramionach. Ta bliskość łagodziła jej łzy i ból. Nell popłakiwała z cicha, ciesząc się tą chwilą z pełną świadomością, że nie wolno jej liczyć na nic więcej. Kilka sekund litości wymieszanej z poczuciem winy. Tyle dostała w prezencie.

Zimna pociecha dla samotnego życia.

Przez jeden wyjątkowy moment pozwoliła sobie wesprzeć się na Tylerze, znajdując radość w zapachu skóry i tytoniu, które przylgnęły do miękkiej bawełny koszuli, w biciu jego serca, do którego przykleiła ucho. Będzie o tym marzyć, kiedy Tyler wyjedzie, ale teraz musi być silna.

Odsunęła się od niego, a on nie protestował. Wiedziała, że nie ma dla niej miejsca w jego życiu. Margie bardziej do niego pasowała – była taka barwna, przystojna i dojrzała. Sercu Nell nie wolno przywiązać się do Tylera, ponieważ Margie ma na niego ochotę, a zawsze dostaje to, o co nawet nie musi zabiegać.

Nabrała powietrza w płuca, drżąc z lekka.

– Dziękuję za pocieszenie – odezwała się, a nawet zdobyła się na uśmiech. – Nie musisz się mną przejmować. Nie będę ci uprzykrzać życia.

Gdy podniosła wzrok, jej łagodne, brązowe oczy połyskiwały bólem, którego nie zdołała całkiem ukryć.

Tyler z kolei poczuł, jakby ktoś podciął mu kolana. Nell była właścicielką najpiękniejszych, najbardziej zmysłowych oczu, jakie widział w życiu. Rodziły w nim głód za tym, czego nie da się wyrazić słowami. Przez nie zdawało mu się, że przeżył dotychczasowe życie jakby w chłodzie, podczas gdy tu oto czeka na niego ciepło ognia.

Nell wyczuła ten jego głód i przestraszyła się. Zielone oczy Tylera patrzyły na nią tak intensywnie, że zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Dziwna słabość ogarnęła jej całe ciało. Gdyby częściej tak na nią patrzył, musiałaby chyba wynieść się na pustynię… Odnosiła wrażenie, jakby wziął ją w posiadanie, nawet jej nie dotknąwszy.

Odsunęła się, wstrząśnięta i niepewna.

– Lepiej wejdę do środka.

– Co do tych nowych, to przyjąłem ich tylko na jakiś czas. Dopóki nie skończymy remontu. – Jego głos był nienormalnie spięty. Zapalił papierosa, ze zdumieniem przekonując się, że drżą mu ręce. – Najwyżej kilka tygodni.

Nell zmusiła się do niewyraźnego uśmiechu.

– No to postaram się nie traktować ich jak byłych morderców – obiecała. – I przepraszam za tańce. To znaczy że zostawiłam ci na głowie Margie. – Nerwowo uniosła ramiona.

– Nic nie szkodzi. Tylko nie rób tak stale, dobra? – poprosił z uśmiechem. Wyciągnął rękę, żeby schować jej za ucho kosmyk włosów. – Czuję się trochę nieswojo, Nell. Straciłem dom, pracę… wszystko, co miało dla mnie jakieś znaczenie. I wciąż staram się znaleźć swoje miejsce i stanąć na nogi. Na razie nie ma w moim życiu miejsca dla kobiety.

– Współczuję ci z powodu tych strat, Tyler – powiedziała szczerze, patrząc prosto w jego pociemniałą twarz. – Ale któregoś dnia wszystko odzyskasz, widzę to. Twój charakter nie pozwoli ci poddać się i żyć z tygodnia na tydzień.

Na jego twarz wypłynął z wolna uśmiech.

– Naprawdę? Ty też się łatwo nie poddajesz, mała Nell.

Zaczerwieniła się.

– Nie jestem mała.

Przysunął się znowu – powoli, zmysłowym ruchem, który zatrzymał na sekundę jej serce, po czym puścił je w dziki pęd. Ledwie łapała oddech, wciągając w nozdrza zapach męskiej wody po goleniu.

– Ale nie jesteś też duża – zażartował.

Dotknął lekko jej szyi w miejscu, gdzie pod skórą pulsowała krew. Gdy ją pogłaskał, aż podskoczyła.

– Denerwujesz się, kotku?

Brakowało jej powietrza, by mu odpowiedzieć.

– Ja… ja muszę wejść od środka.

Pochylił głowę, patrząc jej prosto w oczy, a ten jego palec wciąż gładził jej szyję, doprowadzając Nell do pomieszania zmysłów.

– Musisz? – spytał szeptem, a jego oddech dosięgnął jej półotwartych ust.

– Tyler… – Dziwne, jak inaczej brzmi jej głos, taki przejęty, nieomal oszalały.

Spuścił wzrok na jej wargi i nagle gorąco ich zapragnął. Oddychał coraz szybciej, ale Nell ciągle drżała, i nie wiedział, czy to czasem nie ze strachu. Tak, to się dzieje za szybko. O wiele za wcześnie.

Ochłonął i odsunął się od niej, choć jeszcze przez chwilę ściskał mocno jej ramię.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?