Cyrk rodzinnyTekst

Z serii: Klasyka
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Tytuł oryginału Porodični circus (Rani jadi; Bašta, pepeo; Peščanik)

Projekt okładki Agnieszka Pasierska

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Sophie Bassouls / Getty Images

Copyright © by Danilo Kiš Estate

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2006

Copyright © for the Polish translation and Posłowie by Danuta Cirlić-Straszyńska, 2006

Copyright © for the Wstęp by Krzysztof Varga, 2021

Redakcja Małgorzata Poździk / d2d.pl

Skład Patrycja Pączek / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8191-261-7

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Krzysztof Varga Piękne baśnie o śmierci

CYRK RODZINNY

WCZESNE SMUTKI

OGRÓD, POPIÓŁ

KLEPSYDRA

Danuta Cirlić-Straszyńska Posłowie

Przypisy

Kolofon

Krzysztof Varga Piękne baśnie o śmierci

Czy można pięknie pisać o koszmarze totalitaryzmów? Czy da się połączyć wstrząsające doświadczenie Zagłady z frazą, która budzi w nas melancholijny zachwyt i przepełnia czytelniczym szczęściem?

Danilo Kiš to jeden z najniezwyklejszych pisarzy XX wieku, w którego twórczości w sposób kompletny złączyły się oszałamiająca forma literacka z porażającym tematem. Kiš – niepowtarzalny owoc romansu Marcela Prousta z Brunonem Schulzem, a jednocześnie przenikliwy kronikarz komunistycznych i stalinowskich zbrodni – jest osobną planetą w kosmosie literatury XX wieku.

Tak jak niezwykły jest jego rodowód: syn prawosławnej Czarnogórki i węgierskiego Żyda, przynależny literaturze serbskiej, uosabia ideę kulturową Europy Środkowej wraz z jej ciągotami ku mistycyzmowi, magii, melancholii i zarazem jak żadna inna część Europy doświadczonej przez największe totalitaryzmy. Krainy składającej się z państw i narodów nieraz sobie wrogich i chowających wzajemne urazy, ale tworzących jeden organizm, w którym demon historii dokazywał o wiele brutalniej i z okrutniejszym poczuciem humoru niż gdziekolwiek indziej. Granice oraz władze zmieniały się tu częściej niż pokolenia i można było być Węgrem, Żydem, Serbem, Polakiem czy Słowakiem, ale przede wszystkim było się igraszką w rękach Zła. Mieszkańcom Europy Środkowej powinna przysługiwać osobna narodowość, powinni otrzymywać specjalny paszport z pieczątkami poświadczającymi przekroczenie kolejnych granic wojen, zbrodni, prześladowań i masowych mordów, z wizami tranzytowymi przez krainy strachu, terroru, upokorzeń, ale także heroizmu, niezłomności i obrony własnego człowieczeństwa. Bo głównym zamiarem totalitaryzmu jest nie tylko zabić człowieka, którego uważa za wroga, ale przede wszystkim odebrać mu godność.

Urodzony w 1935 roku w Suboticy (węg. Szabadka), mieście leżącym blisko granicy węgierskiej i miejscu przyjścia na świat takich gigantów literatury węgierskiej, jak Dezső Kosztolányi i Géza Csáth, Kiš dzieciństwo spędził w Cetyni. To dawna stolica Królestwa Czarnogóry, centrum religijne i kulturalne małego narodu Czarnogórców, ale zarazem miasteczko prowincjonalne, ponoć miesiącami nawiedzane przez deszcze. Jak wiadomo, w czasie deszczu dzieci się nudzą, więc znudzony Danilo zaczął szukać pociechy w czytaniu i rychło rzucił się do „lunatycznej ucieczki w książki”. Kiedy już opuścił deszczową Cetynię, był całkowicie zainfekowany literaturą i nawet lokalna bałkańska metropolia, jaką był Belgrad, nie mogła go początkowo skusić swymi zdradliwymi urokami, ponieważ jeśli ktoś naprawdę oszalał na punkcie książek, nic go z tego nie wyleczy. I nie wyleczyło – aż do śmierci na emigracji w Paryżu w symbolicznym roku 1989. Miał wówczas ledwo pięćdziesiąt cztery lata i można sobie tylko wyobrażać, co jeszcze by napisał, gdyby nie przedwczesna śmierć na raka.

Ale w przypadku autora Cyrku rodzinnego mamy do czynienia z podwójną obsesją: na punkcie literatury jako wartości najwyższej, niezmiennej i nieśmiertelnej oraz na punkcie pamięci – pamięci o zbrodniach totalitaryzmu jako najważniejszym doświadczeniu Europy. I doświadczeniu osobistym, bo siedmioletni Danilo Kiš stracił ojca w Auschwitz. To dlatego jego pisarstwo skupiać się będzie na nieustannym rozliczaniu nazizmu oraz stalinizmu, który uważał za system nie mniej zbrodniczy niż ten, którego ofiarą padł jego ojciec.

Pisarstwo Kiša jest religią Księgi w najczystszej postaci. Przecież jego duchowe uniwersum to związane w jedno tradycja żydowska i chrześcijańska. Bo nie trzeba wcale wierzyć ani praktykować, żeby budować swój świat na księgach proroków, ewangeliach i jednocześnie jak najbardziej świeckich, a czasami nawet bluźnierczych książkach.

Cyrk rodzinny składa się z trzech części: młodzieńczych opowiadań skomponowanych w tom Wczesne smutki, najbardziej schulzowskiej w klimacie i metodzie pisarskiej powieści Ogród, popiół oraz najtrudniejszej formalnie, miejscami hermetycznej Klepsydry. W dwóch pierwszych narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, w ostatniej zaś – w trzeciej.

O ile forma nie spaja tych części w jednolitą całość, o tyle ich nierozszczepialnym spoiwem jest historia ojca – Edwarda Sama, a także jego syna – Andreasa, który nam o zabitym Edwardzie opowiada i który jest swoistym bałkańsko-żydowskim wajdelotą, czyniącym literackie gusła, oczarowującym nas narkotyczną urodą języka i przerażającym opowieścią o szaleństwie, śmierci i strachu. W tym sensie Cyrk rodzinny to współczesne, pisane obłędną prozą Dziady, a Guślarz Danilo z popiołu spalonych ciał, z dymu krematoriów przywołuje do życia świat, który został skazany na zagładę i niepamięć.

Ojciec Andreasa jest człowiekiem Słowa. W jego magicznym księgozbiorze role Ksiąg odgrywają na równi dokumenty Fabryki Wyrobów Szczotkarskich w Suboticy (którą doprowadził do bankructwa), karty choroby ze szpitala w Kovinie, dwa tajemnicze własne rękopisy – Mały i Wielki Testament, oraz opus magnum – „słynny i poetyczny” Międzynarodowy rozkład jazdy na liniach autobusowych, okrętowych, kolejowych i lotniczych jego autorstwa. Syn bierze przykład z ojca i także tworzy swoją bibliotheca mundi. Jej fundamentami będą Biblia dla szkół, Mały katechizm, śpiewnik cerkiewny oraz Chłopcy z placu Broni i Kapitan „Srebrnego Dzwonu” z serii groszowych powieści. Albowiem naszą wyobraźnię kształtują w równej mierze historie męczenników i tanie przygodowe powieści, Słowo Boże i perypetie odkrywców dalekich krain. A ojciec Andreasa jest także małym chłopcem, który w wieku dojrzałym ucieka przed nadchodzącą grozą świata i nieuchronną śmiercią w literacką fikcję. Jest artystą, choć nietworzącym, jest filozofem uzurpatorem, bałkańskim jurodiwym, bożym szaleńcem z podłych knajp, pijanym wizjonerem i magiem. Bo szaleństwo bywa strategią radzenia sobie z trwogą i niech ktoś przyzna, że nigdy nie poczuł pragnienia, by oszaleć i zamknąć się w świecie własnych rojeń, fantazji i opowieści niemających nic wspólnego z otaczającą go, bolesną jak oścień rzeczywistością.

Cyrk rodzinny to opowieść o Holokauście, ale przecież równie ważne jest dziedzictwo upadłej monarchii austro-węgierskiej, świata, który szczególnie hołubił szaleństwo, samobójcze popędy, gorączkę tragicznej miłości, wzniosłą dekadencję, który przyciągał szarlatanów, jasnowidzów, zwariowanych naukowców oraz egzaltował się własną grzesznością.

O Auschwitz w Cyrku rodzinnym Kiš nie pisze wiele, dlatego przecież, że to opowieść o ojcu żywym i wrośniętym w posthabsburgski, serbsko-węgierski krajobraz Wojwodiny, nie zaś brutalna fantazja o ojcu w obozowym pasiaku. Temat Auschwitz Kiš „odrobił” zresztą jako zaledwie dwudziestokilkulatek w krótkiej powieści Psalm 44, wydanej jako jego druga proza po artystowskiej młodzieńczej Mansardzie. W Psalmie 44 „rozbroił” temat obozowy poetyckością, nie rezygnując z opisu koszmaru. Obdarzył opowieść o udanej ucieczce więźniarek baśniowymi wręcz elementami, bo przecież dać nadzieję w historii o Auschwitz to opowiadać baśnie, a nie relacjonować coś, czego pojąć ludzkim rozumem ani wytłumaczyć się nie da.

Ojciec Andreasa (siostra Ana jest postacią drugoplanową i w miarę rozwijania się opowieści znika sprzed oczu czytającego) występuje w Cyrku także jako figura Ahaswera – Żyda Wiecznego Tułacza, skazanego na nieustającą wędrówkę, która przyjmuje tu zazwyczaj formę błąkania się od knajpy do knajpy i pijackich powrotów do domu w zabrudzonym błotem i wymiotami ubraniu. To zatem bezlitosna i groteskowa gra ze średniowieczną legendą. Ale przecież skoro widywano go w całej Europie, to czemu Ahaswer nie miałby zawitać do podłej speluny na serbsko-węgierskiej prowincji?

 

Edward jest oderwany od rzeczywistości, żyje w świecie urojeń i snów na jawie, wypierając wojnę i Holokaust, tworząc swój Rozkład jazdy – tajemną Księgę, legendarną i zaginioną, jak drugi tom Poetyki Arystotelesa albo Mesjasz Schulza, dzieło, które nigdy nie zostanie skończone, dopóki bowiem istnieje na świecie komunikacja kolejowa, autobusowa i lotnicza, dopóty nie da się stworzyć ostatecznej wersji Rozkładu. Ojciec, tworząc swe monumentalne dzieło, zapomina więc o czasie historycznym i przestrzeni, „tworzy tak, jak prorocy swoje księgi: opętany wizją i na marginesie rzeczywistości”.

W wielkiej opowieści Kiša nie ma obrazów wywożenia Żydów do obozów, łapanek, opisów totalnego planu eksterminacji, a świadectw zbrodni szukać trzeba właśnie na marginesach tej baśni, wyławiać je z potoków oszałamiająco pięknych zdań. Zniknięcie Edwarda – jak wiemy, wywiezionego do Auschwitz, czego czytelnik nie dowiaduje się jednak wprost – jest tajemniczym odejściem, niezaskakującym, zapowiedzianym, jakby koniecznym dopełnieniem opowieści o tym samorodnym filozofie, nierozumianym retorze i myślicielu, postaci pantagruelicznej, ale zarazem przepełnionej rozpaczą skrywaną za uciechami picia, śpiewu i obżarstwa, których niemal anatomiczne opisy daje nam Kiš. Picia i obżarstwa sugerującego, że ten Żyd był jak najdalej od wszelkich reguł judaizmu, a jego sposób życia doprowadziłby do apopleksji każdego rabina. Nie jest to zatem stricte literatura Holokaustu, nie jest to proza wojenna, jest to wielka baśń o śmierci.

Klepsydra to z kolei traktat filozoficzny o istocie tworzenia i koniecznej do tego samotności; samotności, do której się dąży, której się pożąda i której nie sposób osiągnąć. Wszak opowieść o ojcu to osobna, Kišowska wersja Künstlerroman, powieści o artyście. Nie bez powodu pierwotną wersję Rozkładu nazywa syn Prafaustem, jak gdyby widmowym poprzednikiem dramatu Goethego. Dzieło życia ojca nie jest przecież rozkładem jazdy, tylko wielkim dramatem o zaprzedaniu duszy diabłu. Doskonała samotność zaś jest nieosiągalna, „albowiem gdybyśmy ją osiągnęli, osiągnęlibyśmy także doskonałość, a to nie jest niczym innym, jak ideą, czyli Bogiem”.

W świecie Kiša w zasadzie nie ma Boga, podobnie jak życie Edwarda Sama pozbawione jest aspektu religijnego. Jego żydowskość jest laicka, tocząca walkę z tradycjonalistycznym judaizmem. Przecież ojciec folguje sobie, objadając się produktami łamiącymi wszelkie zasady koszerności. Jedzenie bywa rozkoszą, ale bywa także rozpaczą, pożeranie martwych zwierząt jest tu zjednoczeniem ze śmiercią, bo nadchodzące nieistnienie Edwarda Sama nie będzie żadną miarą godniejsze niż śmierć zwierzęcia w rzeźni. „Zaślepiony prometejskim, twórczym gniewem ojciec mój nie chciał uznać oddalenia pomiędzy niebem i ziemią. W tym anarchicznym i ezoterycznym Nowym Testamencie zostało rzucone ziarno nowego braterstwa i nowej religii, sformułowana teoria uniwersalnej rewolucji przeciwko Bogu i wszystkim jego zakazom” – ujawnia narrator.

Niesamowita i wstrząsająca jest enumeracja nazwisk i losów znajomych Edwarda Sama. Z katalogu ich śmierci wyłowić można zgony tragiczne i groteskowe, przygody życia przezabawne i dziwaczne, a wszystko to układa się w historię zgładzonego świata. Samobójcy i pijacy, kobieciarze i obłąkańcy, nagle ujawnieni zbrodniarze i ofiary zbrodni.

Warto uważnie przeczytać kilka stron z tej (by użyć tytułu zbioru opowiadań Kiša) Encyklopedii umarłych, bo między mężczyzną, który wypijał duszkiem trzy litry różowego wina, a rejentem, który żenił się pięć razy, w tym czterokrotnie z wdowami, znajdujemy nagle grabarza zabitego na cmentarzu wraz z żoną i dzieckiem, rakarza, który przepiłował kobietę i wrzucił ją do Dunaju, a zaraz potem mężczyznę, któremu głowę rozbito siekierą i wrzucono do tegoż samego Dunaju, a ponieważ wrzucono pod lód, to już oczywiste, że był ofiarą masakry, którą armia węgierska urządziła w Nowym Sadzie zimą 1942 roku. W tym poemacie prozą, osobnym, choć integralnie wrośniętym w Klepsydrę, mieszają się kaci, ofiary i przypadkowi nieszczęśnicy, małe życia i wielkie zbrodnie, śmieszność i zgroza, czyli mówiąc wprost: życie. Albowiem – zdaje się mówić Kiš – nie ma życia składającego się wyłącznie z wydarzeń istotnych ani też życia, którego każdy dzień i każda godzina byłyby zbyt małe. Nie ma ani jednego ludzkiego losu, który można by uznać za niewarty opowieści.

Enumeracja jest funkcją melancholii, nie służy jedynie zapełnianiu akapitów czy popisywaniu się wiedzą, ale katalogowaniu świata skazanego na przepadnięcie, ratowaniu go przed zapomnieniem. Powracające wyliczenia są tu więc niczym lista nazwisk ofiar wyryta w kamieniu pomnika. Enumeracja jest też metodą twórczą, która w trylogii Kiša rozwija się od opowiadań poprzez schulzowską narrację aż po najtrudniejszą wielogłosową formę Klepsydry i wielotorową konstrukcję powieści, wymagającej od czytelnika wysiłku współuczestnictwa w procesie opisywania świata zmiecionego z powierzchni ziemi i katalogowania jego artefaktów. Kiš stosuje tu „rekonstrukcję”, ale to przecież – mimo że, jak sam twierdził, posłużył się prawdziwymi dokumentami, na przykład lekarskim oświadczeniem o chorobie umysłowej ojca – rekonstrukcja wyobraźni. Jeśli można zrekonstruować nasze wyobrażenia o zdarzeniach, których nie byliśmy świadkami, to Kiš dokonał tej wyjątkowej rzeczy. To metoda, którą zastosował także w niebywałym Grobowcu dla Borysa Dawidowicza.

Czytanie Klepsydry wymaga wielkiej czujności, a łatwo ją stracić, gdy damy się uwieść melancholijnym, proustowsko-schulzowskim obrazom Ogrodu, popiołu. Nieuważna lektura może sprawić, że umkną nam istotne szczegóły dopełniające obrazu tragedii Edwarda i samego procesu wielkiej zbrodni Holokaustu.

Gdzieś w tle przemykają na przykład kapelusze z kogucimi piórami na głowach uzbrojonych, choć nienazwanych mężczyzn, którzy albo pilnują pojmanych Żydów, albo mogą się w każdej chwili pojawić we wsi, jak czterej jeźdźcy Apokalipsy – groźni, choć przecież piękni, może na białych koniach, a może na lśniących rowerach, z błyszczącymi bagnetami na karabinach. Trzeba zatem wiedzieć, że to węgierscy królewscy żandarmi, formacja istniejąca do końca II wojny światowej, w istocie noszący piękne kapelusze z kogucimi piórami i wsławieni gorliwym współuczestnictwem w Holokauście, mający na sumieniu (choć nie ma dowodów na to, że posiadali sumienie) wyłapywanie i wywożenie Żydów do obozów zagłady.

Szaleństwo ojca jest „szaloną jasnością umysłu”, w tym sensie Edward Sam rozumie lepiej i przeczuwa więcej niż inni. Szaleniec nie jest więc chorym klinicznie, tylko człowiekiem, który zobaczył Armagedon, nim ten nastąpił, a jego obroną wobec (nieuniknionej) śmierci jest w pewnym sensie świadome popadnięcie w obłęd. W prawdziwy obłęd ojciec popada natomiast po tym, jak staje się świadkiem nowosadzkich „zimnych dni”. Z rąk okupacyjnej armii węgierskiej zginęło wówczas, według ostrożnych szacunków, trzy i pół tysiąca Żydów i Serbów, których zagoniono nad Dunaj, tam rozstrzelano i wrzucono do rzeki. Część żywcem wepchnięto pod lód wraz z ciałami zabitych. To bestialstwo miało oburzyć nawet Niemców.

Kiš nie tyle oswajał temat Zagłady, ile uważał, że pisze dla inteligentnego, świadomego historii czytelnika, gotowego odnajdywać pozostawione mu tropy. Dlatego warto zwrócić też uwagę na to, że Edward Sam występuje w Klepsydrze jako autor powieści Parada w haremie wzorowanej na sensacyjnych, bulwarowych książkach Jenő Rejtő. Był to przed wojną bardzo popularny węgierski pisarz żydowskiego pochodzenia, który skierowany do pracy przymusowej na froncie wschodnim, zmarł z chorób i wycieńczenia w styczniu 1943 roku. Wcześniej jednak – już po osiągnięciu wielkiego sukcesu jako autor westernów i powieści przygodowych o żołnierzach Legii Cudzoziemskiej – bywał pensjonariuszem szpitali psychiatrycznych, jakby przeczuwając, niczym Edward Sam, nadchodzącą śmierć w Holokauście.

Był Danilo Kiš także żarliwym komentatorem literatury i orędownikiem jej politycznego zaangażowania bądź odczytywania – zagorzałym i pryncypialnym w swoich polemikach. To dziś zanikająca aktywność – ilekroć pisarz zabiera głos w dyskusjach o literaturze, ilekroć wypowiada się o innych pisarzach lub innych książkach, komentuje własne utwory albo wchodzi w spór z krytykami, natychmiast zyskuje opinię pieniacza. Kiš nie był pieniaczem, był prozaikiem o duszy poety, nadzwyczaj poważnie podchodzącym do roli pisarza jako depozytariusza wartości, pisarza – tak, tak! – jako sumienia ludzkości.

Do pełnego zrozumienia twórczej idei Kiša przydatna jest (co nie oznacza, że konieczna) lektura jego tekstów programowych i polemicznych, po polsku zebranych w tomie Homo poeticus, mimo wszystko. Człowiek piszący, uważał Kiš, rozpięty jest między dwoma przeciwieństwami, które są niczym „dwa bieguny jednej osi intelektualnej, a jednak odpychają się jak dwa potencjały magnetyczne o tym samym znaku”. Chodzi o opozycję homo poeticus – homo politicus, dwoistość, która wedle Kiša ujawniała się także w jego pisarstwie. Bo przecież oprócz tego, że cały Cyrk rodzinny jest literaturą piękną najwyższej próby, jest także emanacją siedzącego w tym samym pisarskim umyśle „człowieka politycznego”.

Kiš opisywał koszmar nazistowskiego planu Zagłady, ale szczerze nienawidził także komunizmu. Jego Grobowiec dla Borysa Dawidowicza – zbiór losów fikcyjnych komunistów, którzy padli ofiarą stalinowskiego terroru – postawić należy obok tak wybitnych dzieł antytotalitarnych, jak Rok 1984 Orwella i Ciemność w południe Koestlera.

Porównywany do Borgesa (na to powinowactwo wskazywał także Stanisław Barańczak) odżegnywał się jednak od wpływu pisarstwa dostojnego Argentyńczyka. Powtarzał, że Grobowiec napisał przeciw metodzie borgesowskiej: „Trzeba być do pewnego stopnia analfabetą literackim, żeby nie dostrzegać tego, co jest widoczne gołym okiem i z daleka, że Grobowiec dla Borysa Dawidowicza jest polemiczny w stosunku do wzoru borgesowskiego. Powszechna historia nikczemności [Borgesa] to tematycznie zbiór opowiadań dla małych dzieci: piraci, bandyci nowojorscy i podobna dziecinada, a powszechną historią nikczemności jest właśnie to, o czym mówi Grobowiec dla Borysa Dawidowicza”. Arogancja Kiša nie była jednak zwykłą mitomanią, tylko wyrazem jego śmiertelnie poważnego stosunku do literatury.

W wywiadach powtarzał nieustannie, że w Cyrku rodzinnym napisał samą prawdę i tylko prawdę, a jedynie ubrał ją w literacką formę. Życie, szaleństwo i śmierć ojca Andreasa są zatem prawdą niepodważalną, niepodlegającą negocjacji, ponieważ wedle Kiša nie ma nic bardziej przerażającego niż rzeczywistość. Dla nas jako czytelników jest to jednak sprawa po prawdzie drugorzędna, bo przecież nie musimy wierzyć w autentyczne szaleństwo i pijaństwo Edwarda Sama. Wystarczy, że wierzymy w ponurą potęgę literackiego świata wykreowanego przez jego syna.

CYRK RODZINNY

Przedmowa

Wczesne smutki to szkice w bloku, oczywiście kolorowe, Ogród, popiół to grafitowy rysunek na płótnie, który pokryły ciemne barwy Klepsydry, gęste, zawiesiste, a szkice w bloku wskutek tego przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Klepsydra to trzeci i ostatni tom cyklu rodzinnego; myślę, że dopiero w tym zestawieniu, jako swego rodzaju trylogia, książki te stają się prawdziwym Bildungsroman. Tak połączone, przedstawiają na dwóch różnych płaszczyznach, w jakimś niezwykłym paralelizmie, nie tylko rozwój dwu głównych postaci, które w tych książkach szukają się i dopełniają, lecz także ich dojrzewanie twórcze. Jeżeli postać nazwana A. S.-em jest identyczna z postacią autora, to te trzy książki, w wymienionym porządku, stanowią rodzaj Bildungsroman, ukazują pewną biografię literacką.

D. K., 1973