Noc tysiączna drugaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Cyprian Kamil Norwid

Noc tysiączna druga

Komedia w jednym akcie

Warszawa 2020

Spis treści

WSTĘP

OSOBY

TREŚĆ

WSTĘP

M. T.

Najbliższej nierodzonej

poświęcam

...e maestra mi fu l’anima mia

OSOBY

ROGER z Czarnolesia

DOKTOR jej

DAMA podróżująca

LUCIO, oberżysta

TREŚĆ

Rzecz się dzieje w Castel-Fermo pod Weroną.

Oberża w Castel-Fermo.

Pokój na górze.

LUCIO

Przez świętego Antoniego Padewskiego, mości hrabio, dziesiątego dziś weturyna przyjmujemy. Są pokoje po lewej stronie obszerniejsze, ale...

posuwając się ku oknu

...żaden nie ma skarbu równego... Co za widok!... Może pan malujesz?... Może artysta?... Pewny pan Calame, pejzażysta, mieszkał u nas... tu... w tym pokoju dni czternaście... Wszyscy coroczni podróżnicy, świadomi rzeczy, zawsze się, bywało, pytają o ten pokój...

Słychać grzmoty. Okno jest zamknięte, dolne szyby papierem zalepione.

Żeby burza tylko przeminęła. – Przez Bachusa! Przez Najświętszą Dziewicę! Przez świętego Antoniego Padewskiego! Żonę z dzwonkiem loretańskim posadzić by na dachu...

Słychać głos kobiecy za sceną.

GŁOS ZA SCENĄ

Lucio! Lucio!...

LUCIO

przestawiając krzesła i porządkując leniwo

Znowu?... Natychmiast... natychmiast!...

GŁOS ZA SCENĄ

Lucio!...

LUCIO

Lecę!...

Wybiega.

ROGER

Szczególniejszy naród!... Choćbym sobie nie dał był słowa zerwać już ze światem idealnym i w praktyczne wejść życie, wystarczyłoby zastanowić się nad postacią moralną tego ludu arcyklasycznego... Mozaikowa posadzka... lampa, dotąd etruski kształt mająca... pajęczyny, chwiejące się po kątach, które jeszcze Longobardów pamiętają... ta zapona na łóżko z adamaszku purpurowego, co zakupił ją może właściciel austerii po werońskim szlachcicu jakim na sprzedaży publicznej, po jakim Skaligerze... A nieporządek... a lenistwo!...

...À propos lenistwa – niemniej à propos praktyczności... Panie Rogerze!... Oto siedzisz... słuchasz burzy, co huczy nad wieżami Werony, i poetyzujesz... O, człowieku...

Biada mi, biada! Nędzny jestem, słowa sobie lichego dotrzymać nie potrafię. Teraz, opuszczając ziemię tę ułudną, cichą, laurami przetykaną... cmentarz ten ludów i olbrzymów... tu, na progu Italii, kiedy przerzucić się zamyślam przez szczyt Alp – tam, na powrót... należałoby, dawszy sobie słowo...

powoli i solennie

...że się będzie praktycznym już człowiekiem... Należałoby, mówię, uderzyć się w piersi i pojrzeć raz jeszcze, raz ostatni, na tę całą przestrzeń idealną...

po chwili

Piękna, piękna kraina marzeń, błędów – błędów, marzeń rozciągnionych przede mną jak doliny i wzgórza, i jeziora zorzę odbijające...

Otóż ja tobie, tobie, przeszłości idealna, tobie, piękna kraino, powiadam: Koniec tobie...

z uśmiechem

Hannibal tak – kiedy na szczycie Alp, przyłbicę odsłoniwszy, poglądał na Italię i mówił w sobie: „Grób ci niosę...” Hannibal tak...

...Nie tak!... Hannibal nie był dzieckiem...

Imion wielkich nie godzi się wzywać nadaremno...

Przechadza się po pokoju.

LUCIO

wchodząc

Za pozwoleniem, za pozwoleniem. Przez Bachusa! Pewna dama, Angielka, życzy sobie widzieć kończącą się burzę i wschód księżyca z okna tego...

z uśmiechem

...Naród obłąkanych!... Deszcz jeszcze zaciętszy niźli pierwej... Przepraszam, ale my lubimy niczego nie odmawiać cudzoziemcom...

ROGER

Powiedz onej damie, że już zasnąłem jak zarżnięty, że dwa pistolety nabite mam przy łóżku, że jutro będzie mogła oglądać zachód słońca, skoro wyjadę do Werony... Dziwne figury, lunatyki i marzyciele... Jak wygląda ta twoja dama?

LUCIO

Najpiękniejsza z kobiet, jakie widziałem kiedykolwiek – nieco blada, majestatyczna. Przejeżdżała tędy dwie wiosny temu z tym samym kawalerem... mężem... Najdoskonalsza osoba – bah! Mieszkała nawet w tym samym pokoju, ale wtedy było to właśnie, kiedy wszystko na nowo zaprowadziliśmy w naszym gospodarstwie, a tłum był wielki w austerii – wszystkie izby zajęte były, tak jak teraz...

ROGER

Powiesz przeto damie onej, że śpię...

LUCIO

Odgadłem naprzód i wątpliwie odpowiedziałem. Nigdy bym nie śmiał wchodzić o tak późnej godzinie, wszelako – my niczego nie odmawiamy cudzoziemcom podróżnym... Zwłaszcza damie, którą ugościliśmy u siebie, najpiękniejszej osobie...

ROGER

Jutro – chcę być o piątej obudzonym.

LUCIO

Najszczęśliwszej nocy...

ROGER

Dobrej nocy –

przechadzając się

...Otóż to dobrze, to coś praktycznego choć raz w życiu. Śpię – to śpię. Noc jest na to, ażeby spać – i koniec...

siadając przy stole i przeglądając album

Ileż bo nocy nieprzespanych... na próżno kiedy ona... Czemuż nie wymawiam jej nazwiska? Czy nie chcę, ażeby pył mieszkania upadł na to imię wymówione, jak na kwiat świeżo rozwinięty, biały, czysty, z myśli bożej przeprowadzony w życie roślinne po raz pierwszy...

Kiedy więc Ona, otoczona galanterią zewnętrzną, formalizmem świetnym, miękkim, powtarzanym, rozrzucała perły wdzięków – komu, komu?... Znudzonym!... Ja wtedy białe, białe noce moje zaludniałem tymi upiorami pasujących się myśli, które wyniszczają sił zarody, wyprzedają blask oczu w pasma łez, serce biorą jak książkę świeżą, w której jeszcze karty nierozcięte, i wczytują się coraz, coraz głębiej... rozrywają potem... karty... serca... i...

Zakrywa oczy.

Nędzny jestem...

Przewraca album.

Kwiat zerwany w czasie przejażdżki do Amalfi – widzę jeszcze lekką Jej rękę, pochyloną z konia ku skale... te kwiaty tam czepiają się po obu stronach drogi na ścianach wąwozu... – przez ręce przewodnika, który szedł przy Jej koniu, otrzymałem kwiat ten... Różowy był wtedy... w nieskalanej czystości atłasu swego...

Dziś – zżółkł, oblata z liści, które koroną jego były, i staje się podobnym do pająka, co wysnuł już z piersi przędzę całą... Wszystko się zatrzymuje, osycha i ginie, a nie wraca...

po chwili

Otóż, otóż ów list w odpowiedzi na ostateczne zapytanie, którego już nosić tajemnicą dłużej w piersiach nie mogłem...

Zaprawdę drugiej takiej... nie, podobnej nawet odpowiedzi nie dano nigdy człowiekowi... Nadobny list, piękny list, śliczny list...

Chciałem był go spalić... ale gotów by się roztopić, jak odłam lodu, i zamienić w garść kału...

Chciałem go był podrzeć... ale mi ręce pokłuł...

I dochował się dotąd... Takie rzeczy mają to do siebie, że się długo trzymają i niełatwo je zgubisz lub zarzucisz.

Przeziera list.

„Castel-Fermo...”

Tak, przypominam sobie... List ten stąd był pisany...

„Castel-Fermo... etc... „

„Odebrałam właśnie piękny list twój, kochany...”

Piękny list mój! To jest tak, jak gdyby kto, nędzarza gdzie spotkawszy oniemiałego bólem, mówił: „Piękny jest efekt tej bladości oblicza i tych oczu przygasłych. Piękny obiekt dla sztuki...”

A potem, przybliżywszy się do onego obiektu, poklepał go z lekka po ramieniu... i poszedł dalej, gwiżdżąc...

Czyta dalej.

„Odebrałam właśnie piękny list twój, kochany R... Proszę Cię, ażebyś, będąc w Neapolu, odwiedził księżnę Olimpię... Książki moje są u niej, mniejsza o inne – idzie mi tylko najszczególniej o trzeci tom Richtera. Całość dzieła traci tym sposobem, skoro jednego tomu braknie ze środka...”

ROGER

przerywając czytanie

...Eh, nie! To nic nie znaczy. A jeżeli serca braknie?...

Powraca, czyta dalej.

„...braknie ze środka... Czy klacz moją koleją żelazną, czy morzem wyprawić?... O tym wszystkim racz pomyśleć, proszę. Kilka rysunków, które mi przywieziono w dzień wyjazdu, i błogosławieństwo papieskie z różańcami na kominku w salonie mniejszym zapomniałam. Wszyscy tu Cię najczulej wspominamy, osobliwie przy herbacie. À propos – połowę listu Twego tak gdzieś zarzuciłam zaraz po przeczytaniu, że tylko drugą połowę mam przed oczyma, ale pamiętam, że piszesz coś o sercu twoim i o miłości. Tak tu ciasno w tym pokoju i taki nieład przedwyjezdny, ale za to widok przecudowny. Pieczętuję jak najprędzej, bo właśnie wyjeżdżamy... Mille tendresses, mille amitiés... etc. PS. Proszę pamiętać o zdrowiu swoim. – Bądź zdrów...” I znowu dalej w końcu kartki:

„Co do miłości, jaką masz dla mnie od lat tylu, mogę Ci odpowiedzieć...”

...i tu dołączono połowę drugą mego listu –

po chwili

Jeżeli ironia przypadku to zrządziła, to zaprawdę, że dosyć lekkomyślności, z jaką zajmowano się tą sprawą serca, ażeby zrozumieć przyszłość i wartość następstw tego związku...

 

Jeżeli zaś wydawało się Jej, że tym sposobem najłatwiej będzie odpowiedzieć, to zaprawdę można było trudniejszy a sumienniejszy sposób wybrać... Zasłużyłem na to jako człowiek, jak każdy człowiek...

Wstaje z krzesła, przechadza się powoli. Burza ucicha. Roger posuwa się ku oknu i otwiera je.

Improwizacja półśpiewem czytanym

Nad Kapuletich i Montekich domem

Spłukane deszczem, poruszone gromem,

Łagodne oko błękitu

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,

Na rozwalone bramy do ogrodów –

I gwiazdę zrzuca ze szczytu...

Cyprysy mówią, że to dla Julietty,

Że dla Romea łza ta znad planety

Spada i w groby przecieka...

A ludzie mówią i mówią uczenie,

Że to nie łzy są, ale że kamienie,

I że nikt na nie nie czeka...

ROGER

Zamyka okno, zegar miejski bije godzinę pierwszą.

Brawo!... Pięknie sobie słowa dotrzymuję... Panie Rogerze, gdzież twoje praktyczne odrodzenie?... Dosyć tego, dosyć jest...

O godzinie pierwszej należałoby już przygotować potrzebne rzeczy na jutro...

Spostrzega, że okno niedomknięte.

...zamknąć dobrze okno i drzwi... i zasnąć przyzwoicie...

zamykając okno

...klasyczne okna i drzwi nigdy nie zamykają się porządnie!...

Zostawia okno niedomknięte i przybliża lampę, ażeby zobaczyć bliżej klamkę i zawiasy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?