Sztuka odpoczynku

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Spis treści

4  Strona redakcyjna

5  WEZWA­NIE DO ODPO­CZYNKU Defi­cyt odpo­czynku Istota odpo­czy­wa­nia Test odpo­czy­wa­nia

6  MIND­FUL­NESS Ścieżka naj­więk­szego spo­koju Dla­czego mind­ful­ness przy­nosi odprę­że­nie? Uwaga na dowody Mind­ful­ness na co dzień

7  OGLĄ­DA­NIE TELE­WI­ZJI Tele­wi­zja jako śro­dek uspo­ka­ja­jący Towa­rzy­skie udo­god­nie­nie Pusty czas Czy oglą­da­nie tele­wi­zji czyni z nas ludzi nie­szczę­śli­wych i aspo­łecz­nych, a do tego szko­dzi zdro­wiu Wła­ściwa rów­no­waga

8  MARZE­NIA NA JAWIE Nie­po­kój odpo­czy­wa­nia Kiedy umysł odwie­dza mroczne miej­sca Uspo­ka­ja­nie umy­słu Pochwała błą­dzą­cego umy­słu

9  ROZ­KOSZNA GORĄCA KĄPIEL Kąpiel w towa­rzy­stwie 18 tysięcy ludzi Zacho­wać pro­stotę Kurek z dowo­dami Kąpiele jako lek na wszystko Cicha woda brzegi rwie

10  DŁUGI SPA­CER Nie mów, dopóki nie spró­bu­jesz Nic i coś nowego Zwol­nić tempo Śla­dami olbrzy­mów Odpo­czy­nek od zmę­cze­nia? Odpo­czy­nek od sie­dze­nia Poli­czyć każdy krok

11  ZWY­KŁE NIC­NIE­RO­BIE­NIE Bar­tleby Kiedy odpo­czy­wa­nie może zabić Nocny marek – to brzmi dum­nie Zabie­ga­nie jako wyznacz­nik sta­tusu spo­łecz­nego Może na prze­rwę? Pro­gre­sywna relak­sa­cja Dobra nuda i zła nuda Jak nic nie robić (albo pra­wie nic)

12  SŁU­CHA­NIE MUZYKI Mozart, Blur lub co ci wpad­nie w ucho Gło­śno czy cicho? Szybko czy wolno? Muzyka nastro­jowa Samemu czy z innymi?

13  CHCĘ BYĆ SAMA Samotny czy sam Samot­ność i utrata poczu­cia „ja” W poje­dynkę czy w samot­no­ści? Jak zna­leźć rów­no­wagę Samot­ność, która daje odpo­czy­nek

14  NA ŁONIE PRZY­RODY Kąpiel w natu­rze Pokój z wido­kiem Dzicy z natury Prze­rwa od zmar­twień Łagodna fascy­na­cja

15  CZY­TA­NIE Roz­luź­nie­nie i pobu­dze­nie Z książką do łóżka Leniwe hobby? Zaj­rzeć do umy­słu czy­tel­nika Ucieczka od sie­bie Nie­uważne czy­ta­nie Towa­rzy­stwo dobrej książki Co czy­tać dla relaksu Uwaga, spo­iler! Gło­śne czy­ta­nie

16  ODPO­CZY­NEK – PRZE­PIS DOSKO­NAŁY

17  PODZIĘ­KO­WA­NIA

18  Przy­pisy koń­cowe

Tytuł ory­gi­nału: The Art of Rest

Redak­cja: Ewa Kaniow­ska

Pro­jekt okładki: Valeri Ran­ge­lov

Adap­ta­cja okładki: Mag­da­lena Zawadzka

Korekta: Agnieszka Al-Jawa­hiri, Beata Wój­cik

Redak­tor ini­cju­jąca: Domi­nika Duda­rew-Osiecka

Copy­ri­ght © Clau­dia Ham­mond, 2019

Publi­shed by arran­ge­ment with Canon­gate Books Ltd, 14 High Street, Edin­burgh EH1 1TE.

Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Elż­bieta Smo­leń­ska, 2021

Copy­ri­ght © for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2021

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark).

Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku.

Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie I

ISBN 9788381437226


Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer.

Dla Jo i Granta

WEZWA­NIE DO ODPO­CZYNKU
Defi­cyt odpo­czynku

Wyobraź sobie hamak – jeden z tych w kolo­rowe pasy – jak koły­sze się łagod­nie w tro­pi­kal­nej bry­zie. Powie­trze jest roz­kosz­nie cie­płe. Daleko pod hote­lo­wym bal­ko­nem błysz­czy w słońcu morze (tur­ku­sowe, jak­żeby ina­czej).

Dla wielu z nas to kla­syczne wyobra­że­nie odpo­czynku, miej­sce, gdzie nikt od nas niczego nie chce. Jed­nak nie jest to takie pro­ste. Hamak może pła­tać figle. Naj­pierw musimy się na nim poło­żyć, ale tak, żeby nie spaść na drugą stronę. Potem prze­su­nąć się w górę lub w dół i zna­leźć wygodną pozy­cję. Może się oka­zać, że trzeba wstać po poduszkę pod głowę – czyli znów przejść przez dwa pierw­sze kroki. W końcu jed­nak udaje się roz­kosz­nie wycią­gnąć i poczuć, jak ogar­nia nas kojący spo­kój. Można się roz­luź­nić.

 

Ale czy rze­czy­wi­ście?

Bo cza­sem, nawet jeśli uda nam się wygod­nie uło­żyć na hamaku, trudno wytrwać w sta­nie odprę­że­nia. To odczu­cie poka­zuje nasz ogólny sto­su­nek do odpo­czynku. Naszą ambi­wa­len­cję wobec niego. Chcemy odpo­cząć, ale już po chwili dopada nas nie­po­kój, że się zwy­czaj­nie lenimy. Że źle wyko­rzy­stu­jemy czas.

Jedną z rze­czy, która odróż­nia istoty ludz­kie od wielu zwie­rząt, jest cie­ka­wość. Nawet jeśli mamy wszystko, czego potrzeba do życia, na­dal pra­gniemy zoba­czyć, co się kryje po dru­giej stro­nie wzgó­rza, na dru­gim brzegu oce­anu albo na odle­głej pla­ne­cie. Mamy potrzebę pozna­wa­nia, odkry­wa­nia, szu­ka­nia sensu. Cie­ka­wość była klu­czem do naszego prze­trwa­nia i prze­wagi gatun­ko­wej. Jed­nak jej wadą jest to, że nie pozwala nam odpo­cząć. Cią­gle nam się wydaje, że powin­ni­śmy coś robić. A do tego defi­ni­cja owego „robie­nia” stała się bar­dzo wąska – naj­czę­ściej ozna­cza, że musimy być zajęci. I nie tylko przez jakiś czas, ale nie­ustan­nie.

Tym­cza­sem już Sokra­tes ostrze­gał nas przed jało­wo­ścią takiego życia. Jeśli jeste­śmy cią­gle zajęci, naszemu życiu bra­kuje zasad­ni­czego rytmu. Prze­sta­jemy dostrze­gać róż­nicę mię­dzy robie­niem a nierobie­niem. Prze­cho­dze­nie od jed­nego do dru­giego jest natu­ralne i zdrowe. Żeby wró­cić do porów­na­nia z hama­kiem: powin­ni­śmy koły­sać się mię­dzy aktyw­no­ścią i odpo­czyn­kiem, trak­tu­jąc jedno i dru­gie tak samo poważ­nie.

Musimy odpo­czy­wać wię­cej i lepiej. Zarówno dla samego odpo­czy­wa­nia, jak i dla sze­rzej poj­mo­wa­nej jako­ści życia. Odpo­czy­nek służy dobremu samo­po­czu­ciu, ale też popra­wia wydaj­ność. Szybki prze­gląd inter­netu poka­zuje, że żyjemy w cza­sach wzmo­żo­nej tro­ski o wła­sne zdro­wie. Róż­nie się to może prze­ja­wiać, ale sam pomysł jest słuszny. I moim zda­niem naj­lep­szym spo­so­bem dba­nia o sie­bie jest odpo­czy­nek.

A jed­no­cze­śnie cier­pimy z powodu braku odpo­czynku. To chyba naj­waż­niej­szy wio­sek z obszer­nej ankiety, na któ­rej opiera się moja książka. Ankieta miała tytuł Test odpo­czy­wa­nia (Rest Test), a wzięło w niej udział 18 tysięcy osób ze 135 kra­jów. Będę jesz­cze do niej wra­cać, teraz chcę tylko zwró­cić uwagę na naj­waż­niej­szy wynik: otóż wielu z nas czuje, że ma za mało odpo­czynku. Dwie trze­cie respon­den­tów przy­znało, że chcia­łoby odpo­czy­wać wię­cej. Kobiety mają dzien­nie dzie­sięć minut mniej na odpo­czy­nek niż męż­czyźni, mniej odpo­czy­wają także osoby spra­wu­jące opiekę nad innymi. Ale za naj­bar­dziej pozba­wione odpo­czynku uznały się osoby młode – zarówno kobiety, jak i męż­czyźni – pra­cu­jące na pełen etat.

Zga­dza się to z potocz­nym prze­ko­na­niem, że mło­dzi ludzie są zestre­so­wani i muszą się zma­gać z róż­nymi życio­wymi pro­ble­mami. Arty­kuł, który Buz­z­Feed opu­bli­ko­wał w stycz­niu 2019 roku pod tytu­łem How Mil­len­nials Became the Bur­nout Gene­ra­tion (Jak mile­nialsi stali się wypa­lo­nym poko­le­niem) bły­ska­wicz­nie roz­szedł się w sieci1. Jego autorka Anne Helen Peter­sen pisze w nim, jak to pew­nego dnia na jej liście rze­czy do zro­bie­nia zna­la­zło się tyle zadań, że wywo­łało to w niej swo­isty para­liż, nie była w sta­nie zro­bić niczego. Nie­któ­rzy starsi ludzie pod­cho­dzą lek­ce­wa­żąco do takich lęków i nazy­wają mile­nial­sów „prze­wraż­li­wio­nymi nar­cy­zami”. Ja jed­nak uwa­żam, że Peter­sen i jej poko­le­nie mówią nam coś waż­nego. Dosko­nale rozu­miem, dla­czego autorka nazywa tysiące cze­ka­ją­cych na odpo­wiedź e-maili „skrzynką wstydu”, bo sama mam w swo­jej poczcie 50 449 e-maili. Ale oczy­wi­ście cho­dzi o coś wię­cej.

Bez wąt­pie­nia życie dzi­siej­szych dwu­dzie­sto­pa­ro­lat­ków nie jest łatwe – duża kon­ku­ren­cja o miej­sca na stu­diach i o pracę, znaczne praw­do­po­do­bień­stwo, że przy dzi­siej­szych cenach nie­ru­cho­mo­ści do końca życia będą miesz­kać w wynaj­mo­wa­nych miesz­ka­niach. Do tego to poko­le­nie ma coraz mniej­szą nadzieję, że będzie im się żyło lepiej niż ich rodzi­com, mile­nialsi nie mogą liczyć na hojne plany eme­ry­talne, któ­rymi wciąż się cie­szy część star­szej gene­ra­cji. Jed­nak poko­le­nie X czy poko­le­nie wyżu demo­gra­ficz­nego też miało swoje pro­blemy. Być może mile­nialsi po pro­stu gło­śno przy­znają się do tego, czego doświad­cza więk­szość z nas: że czę­sto czu­jemy się przy­gnie­ceni nawa­łem obo­wiąz­ków. Współ­cze­sne reguły w miej­scach pracy, współ­cze­sny styl życia i współ­cze­sna tech­no­lo­gia nie­jako zmó­wiły się, żeby narzu­cać nam nie­koń­czące się wyma­ga­nia. Dzięki tele­fo­nom komór­ko­wym jeste­śmy cią­gle w pogo­to­wiu, mamy świa­do­mość, że nawet jeśli odpo­czy­wamy, to w każ­dej chwili ktoś nam może ten odpo­czy­nek prze­rwać.

Chcie­li­by­śmy wię­cej odpo­czy­wać, mogli­by­śmy wię­cej odpo­czy­wać i praw­do­po­dob­nie odpo­czy­wamy wię­cej, niż nam się wydaje, tyle że nie czu­jemy się wypo­częci.

Sama też nie jestem szcze­gól­nie dobra w odpo­czy­wa­niu, albo raczej nie byłam, dopóki nie zagłę­bi­łam się w ten temat. Kiedy mówi­łam zna­jo­mym, że po napi­sa­niu ksią­żek o emo­cjach, per­cep­cji czasu i psy­cho­lo­gii pie­nię­dzy przy­mie­rzam się do książki o odpo­czy­wa­niu, zazwy­czaj reago­wali sło­wami: „Ale prze­cież ty cią­gle pra­cu­jesz. Ni­gdy nie odpo­czy­wasz!”.

Kiedy ktoś mnie pyta, co sły­chać, naj­czę­ściej odpo­wia­dam: „W porządku, jestem strasz­nie zajęta”. Rze­czy­wi­ście, to prawda, ale czy moje słowa nie są także potwier­dze­niem mojego sta­tusu? Jeśli mówię, że jestem zajęta, to zna­czy, że jestem potrzebna, wręcz roz­chwy­ty­wana. Jak zauwa­żył Jona­than Ger­shuny, badacz zaj­mu­jący się wyko­rzy­sty­wa­niem czasu, „zaję­tość” jest jak order. W prze­ci­wień­stwie do XIX wieku to praca, a nie wolny czas sta­nowi wyznacz­nik spo­łecz­nego sta­tusu. Jeśli jeste­śmy zajęci, to zna­czy, że jeste­śmy ważni. Ale jed­no­cze­śnie czu­jemy się wyczer­pani.

Choć z dru­giej strony to nie­prawda, że cią­gle pra­cuję, nawet jeśli pozor­nie jestem zajęta. Mówię, że zbie­ram mate­riały do książki albo że piszę książkę, choć przez znaczną część czasu nie zbie­ram mate­ria­łów i nie piszę. Face­book i Twit­ter czę­sto odcią­gają moją uwagę. Co rusz scho­dzę do kuchni, żeby sobie zro­bić her­batę. Moje biurko stoi w gabi­ne­cie na pię­trze, więc mogę wyj­rzeć przez okno na ulicę. I nie­mal za każ­dym razem dostrze­gam jakichś zna­jo­mych, też pra­cu­ją­cych w wol­nych zawo­dach, jak gawę­dzą sobie przy­jem­nie. Oczy­wi­ście nie mogę się powstrzy­mać, żeby do nich nie dołą­czyć. Nie chcia­ła­bym prze­ga­pić naj­now­szych wie­ści.

Ale czy te prze­rwy w pracy dostar­czają mi odpo­czynku, to już zupeł­nie inna sprawa. Tro­chę to wygląda jak rzu­ca­nie się w czyn­no­ści zastęp­cze. Jest w tym pewna ner­wo­wość. Pra­gnę dotrzeć do miej­sca, w któ­rym mogę sobie powie­dzieć, że zro­bi­łam już wszystko, w któ­rym wszyst­kie punkty na liście spraw do zro­bie­nia są odha­czone, a ja w końcu mogę się zre­lak­so­wać. Robota wyko­nana. Nie ma się czym mar­twić. Pro­blem polega na tym, że naj­czę­ściej nie udaje mi się osią­gnąć tego bło­go­sła­wio­nego stanu, więc czuję nie­po­kój i napię­cie nawet wtedy, gdy aku­rat nie wyko­nuję żad­nego z cze­ka­ją­cych mnie zadań.

Defi­cyt odpo­czynku, zarówno ten odczu­wany, jak i rze­czy­wi­sty, ma nisz­czące dzia­ła­nie. Obec­nie w Wiel­kiej Bry­ta­nii ponad pół miliona ludzi zmaga się ze stre­sem zwią­za­nym z pracą2. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych 13 pro­cent wypad­ków w miej­scu pracy wynika ze zmę­cze­nia. Co czwar­tej oso­bie zda­rzyło się zasnąć w pracy, a 16 pro­cent zasnęło nie­dawno za kie­row­nicą3. Jeśli dodać do tego obo­wiązki domowe i opie­kuń­cze oraz ogólne zarzą­dza­nie wła­snym życiem, to nic dziw­nego, że trzy czwarte z nas doświad­czyło w ciągu ostat­niego roku takiego stresu, że nie umiało sobie z nim pora­dzić4.

Zmę­cze­nie ma ogromny wpływ na zdol­no­ści poznaw­cze. Zada­nie, które wydaje się łatwe, gdy jeste­śmy wypo­częci, staje się trudne, gdy jeste­śmy znu­żeni. Zmę­cze­nie sprzyja zapo­mi­na­niu, stę­pia emo­cje, osła­bia kon­cen­tra­cję, utrud­nia zro­zu­mie­nie i wła­ściwą ocenę sytu­acji. Nie naj­lep­szy stan dla leka­rza albo pilota.

Defi­cyt odpo­czynku dotyka nie tylko doro­słych. W ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu lat prze­rwy w szko­łach skró­cono, żeby zna­leźć czas na wię­cej zajęć lek­cyj­nych. I tak w Wiel­kiej Bry­ta­nii zale­d­wie jeden pro­cent uczniów szkół ponad­pod­sta­wo­wych ma długą prze­rwę obia­dową5. Mimo że, jak wska­zują bada­nia, taka prze­rwa sprzyja kon­cen­tra­cji6, więc jej skra­ca­nie odbija się nie­ko­rzyst­nie na wyni­kach egza­mi­nów, nie mówiąc o tym, że pozba­wia mło­dzież oka­zji do kon­tak­tów spo­łecz­nych czy aktyw­no­ści fizycz­nej.

Skutki defi­cytu snu zostały już dobrze poznane, a lista wyni­ka­ją­cych z niego pro­ble­mów jest długa: zwięk­szone ryzyko cukrzycy typu II, cho­rób serca, zawa­łów, nad­ci­śnie­nia, dole­gli­wo­ści bólo­wych i reak­cji pro­za­pal­nych, zabu­rze­nia nastroju, kło­poty z pamię­cią, zespół meta­bo­liczny, oty­łość i nowo­twór jelita gru­bego. Więk­szość tych cho­rób i dole­gli­wo­ści znacz­nie skraca dłu­gość życia7. Do tej pory odpo­czy­nek nie docze­kał się takiego samego zain­te­re­so­wa­nia jak sen, jed­nak dowie­dziono, że poświę­ca­nie czasu na relaks pomaga w podej­mo­wa­niu lep­szych decy­zji, zmniej­sza ryzyko depre­sji, popra­wia pamięć i daje więk­szą odpor­ność na prze­zię­bie­nia.

Dla­tego uwa­żam, że odpo­czy­nek jest tak samo ważny jak sen. A moja książka jest wezwa­niem do odpo­czynku. Musimy zacząć go cenić, nada­wać mu odpo­wied­nią rangę i chwa­lić się nim. Odpo­czy­nek to nie luk­sus, ale towar pierw­szej potrzeby.

Ale czym tak naprawdę jest odpo­czy­nek?

Istota odpo­czy­wa­nia

Swo­bodny; uspo­ka­ja­jący; cie­pły; przy­wra­ca­jący siły; w ciem­no­ści; na leżąco; roz­ma­rzony; roz­koszny; rześki; roz­ja­śnia­jący umysł; cisza; nie­zbędny; nie­wy­ma­ga­jący myśle­nia; cudowny; bez­pieczny; spo­kojny; uzdra­wia­jący; bez­cenny; pry­watny; upra­gniony; popra­wia­jący nastrój

To tylko nie­które okre­śle­nia, które respon­den­tom wspo­mnia­nej wcze­śniej ankiety koja­rzyły się z odpo­czyn­kiem.

Ale wśród odpo­wie­dzi zna­la­zły się też i takie:

Marny; kru­chy, nie­spo­kojny; wyma­ga­jący; iry­tu­jący; poczu­cie winy; nie­za­słu­żony; jałowy; świad­czący o sła­bo­ści; ego­istyczny; ulotny; strata czasu

Naj­wy­raź­niej dla dwóch róż­nych osób odpo­czy­nek może być zupeł­nie czymś innym. W arty­ku­łach nauko­wych ter­miny „sen” i „odpo­czy­nek” uży­wane są czę­sto zamien­nie. Jed­nak odpo­czy­nek jest zja­wi­skiem bar­dziej zło­żo­nym, bo może mieć wiele roz­ma­itych form. Dla­tego wyja­śniam, że odpo­czy­nek, o któ­rym piszę w tej książce, ozna­cza wszyst­kie uspo­ka­ja­jące czyn­no­ści wyko­ny­wane na jawie. Ich lista mogłaby się cią­gnąć w nie­skoń­czo­ność, dla­tego ogra­ni­czę się do tych najbar­dziej popu­lar­nych. Oczy­wi­ście można zasnąć, odpo­czy­wa­jąc. Może nawet ktoś z was zasnął pod­czas lek­tury tej książki, co nie jest niczym złym. Ale sen i odpo­czy­nek to dwie różne rze­czy.

Zacznijmy od tego, że odpo­czy­nek może ozna­czać wysi­łek fizyczny, cza­sem nawet bar­dzo inten­sywny, jak przy grze w piłkę czy bie­ga­niu. W wielu przy­pad­kach wła­śnie zmę­cze­nie ciała pozwala odpo­cząć umy­słowi, aktyw­ność fizyczna daje odprę­że­nie.

U innych ludzi uczu­cie odprę­że­nia poja­wia się dopiero po ukoń­cze­niu aktyw­no­ści fizycz­nej. Każdy z nas zapewne doświad­czył tej roz­kosz­nej satys­fak­cji, jaką daje odpo­czy­nek po cięż­kiej pracy lub osią­gnię­ciu wyzna­czo­nego celu. Księga Kohe­leta mówi: „Słodki jest sen robot­nika”, a ja mogła­bym powie­dzieć, że rów­nie słodki jest odpo­czy­nek bar­dzo zaję­tej kobiety.

Oczy­wi­ście odpo­czy­wać można w ruchu, można też bez­czyn­nie. Jak póź­niej zoba­czymy, jedne z bar­dziej lubia­nych form odpo­czynku to sie­dze­nie w wygod­nym fotelu albo leże­nie w cie­płej kąpieli w wan­nie. I nie cho­dzi tu tylko o fizyczny relaks. Wiele osób twier­dzi, że ich umysł może się odprę­żyć dopiero wtedy, gdy odpocz­nie ciało. Oczy­wi­ście opi­nii na ten temat jest wiele. Dla jed­nych odpo­czy­nek jest rów­no­znaczny z bra­kiem wysiłku umy­sło­wego, inni odpo­czy­wają przy lek­tu­rze Ulis­sesa albo roz­wią­zy­wa­niu trud­nych krzy­żó­wek.

 

Dwie trze­cie ludzi twier­dzi, że odpo­czy­nek jest prze­ci­wień­stwem pracy. Ale wszystko zależy od tego, jak zde­fi­niu­jemy pracę. Być może ktoś wolałby spę­dzić cały dzień w biu­rze albo za ladą, jeśli alter­na­tywą byłoby zaj­mo­wa­nie się małymi dziećmi w domu albo opieka nad cho­rym krew­nym. I wresz­cie są ludzie, dla któ­rych święta i week­endy z dala od pra­co­wego ruchu i gwaru wcale nie są odpo­czyn­kiem. Pew­nie powie­dzie­li­by­śmy, że takie osoby powinny zna­leźć rów­no­wagę mię­dzy pracą a życiem pry­wat­nym, ale prze­cież to, gdzie leży punkt rów­no­wagi, jest kwe­stią bar­dzo subiek­tywną. Odpo­czy­nek wymu­szony przez cho­robę albo bez­ro­bo­cie, kiedy owa rów­no­waga prze­chyla się ku bez­czyn­no­ści, nie daje odprę­że­nia, wręcz wywo­łuje nie­po­kój. Wole­li­by­śmy coś robić, gdzieś wyjść, ale oko­licz­no­ści ska­zują nas na bier­ność i bez­ruch. Albo wyobraź­cie sobie cier­pie­nie w depre­sji, kiedy czło­wiek nie jest nawet w sta­nie pod­nieść się z łóżka, a towa­rzy­szące temu nie­ustanne uczu­cie fizycz­nego zmę­cze­nia jesz­cze bar­dziej odbiera siły. Pomy­śl­cie też o więź­niach leżą­cych całymi godzi­nami na pry­czach. W takich warun­kach nie ma mowy o praw­dzi­wym odpo­czynku.

Żeby lepiej zro­zu­mieć istotę tego poję­cia, warto zasta­no­wić się nad ety­mo­lo­gią angiel­skiego słowa rest ozna­cza­ją­cego odpo­czy­nek. Otóż sta­ro­an­giel­skie ræste wywo­dzi się od staro-wysoko-nie­miec­kiego rasta i od sta­ro­nor­dyj­skiego rost, które to okre­śle­nia oprócz „odpo­czy­wa­nia” ozna­czają też „wiele mil” (w dzi­siej­szym rozu­mie­niu odle­gło­ści) albo „odle­głość, po któ­rej poko­na­niu się odpo­czywa”. Zatem ety­mo­lo­gia angiel­skiego słowa wska­zuje, że odpo­czy­nek przy­cho­dzi po wyko­na­niu jakiejś czyn­no­ści. Gdy­by­śmy tylko odpo­czywali, nie mogli­by­śmy się poczuć wypo­częci. Dopiero po aktyw­no­ści odpo­czy­nek jest potrzebny i zasłu­żony. Można wejść w stan wła­ści­wego odprę­że­nia.

Potwier­dzają to wyniki badań. Osoby, które mówiły, że są wypo­częte, uzy­ski­wały dwa razy wyż­sze wyniki na skali dobrego samo­po­czu­cia niż osoby, które potrze­bo­wały wię­cej odpo­czynku. Ale wszystko wska­zuje na to, że ist­nieje opty­malna ilość odpo­czynku, która jest dla nas korzystna. Powy­żej tego poziomu dobre samo­po­czu­cie słab­nie. I jak już wcze­śniej wspo­mnia­łam, gdy odpo­czy­nek jest wymu­szony, jego rege­ne­ra­cyjny efekt znika cał­ko­wi­cie. Czyli cho­dzi o zna­le­zie­nie rów­no­wagi.

Pew­nie byłoby lepiej, gdy­by­śmy dosta­wali recepty z odpo­wied­nią dawką odpo­czynku dopa­so­waną do naszych potrzeb. Rze­czy­wi­ście, leka­rze czę­sto zale­cają pacjen­tom odpo­czy­nek, ale nie pre­cy­zują, ile ma go być i w jakiej for­mie. „Musi pani tro­chę odpo­cząć”, mówią. Ale czy to ozna­cza, że mam leżeć w łóżku? A może powin­nam się zająć ulu­bio­nym hobby albo spo­ty­kać się ze zna­jo­mymi, jeśli to mnie odpręża?

Jed­nak nikt nam takich rad nie udzieli. Sami musimy posta­wić sobie dia­gnozę i sami wypi­sać receptę. Co nie zna­czy, że nie możemy uczyć się od innych. Każdy odpo­czywa po swo­jemu, ale nawet różne formy odpo­czynku mają wiele cech wspól­nych.