Hotel w Rzymie

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Matteo stał przy oknie, spoglądając na tłoczną o tej porze ulicę. Zobaczył Skye stojącą chwilę, jakby się nie mogła zdecydować, w którą stronę iść. Wreszcie ruszyła, stąpając niepewnie, i po chwili znów się zatrzymała. Zakończona parę minut temu rozmowa musiała ją rozstroić. Ich małżeństwo musiało być dla niej rozczarowaniem. Mimo to nie czuł się winny. Jeśli kogoś należało tutaj winić, to ojca Skye. Gdyby nie jego ośli upór, odkupiłby hotel i nigdy nie ożenił się z jego córką.

Potarł dłonią szorstki policzek i wyłapał w tłumie jej pastelowo żółtą suknię, akurat w tym momencie, kiedy Skye osuwała się na ziemię. Wyraźnie widział, jak jej ciało wychyliło się w stronę kanału i zacumowanej obok gondoli. Gdyby postał przy oknie chwilę dłużej, zobaczyłby, jak Skye wpada do wody, uderzając głową o burtę gondoli.

Ale wtedy już go tam nie było. Gnany adrenaliną wypadł z gabinetu i zbiegł na dół. W paru susach dotarł do miejsca, gdzie przystanęła Skye, i zobaczył gondoliera holującego Skye w stronę brzegu i lasu rąk ludzi, którzy rzucili się na pomoc. Widząc, że gondolier słabnie, wskoczył do wody i pomógł mu wydobyć Skye na brzeg. Cieniutka strużka krwi spływała z jej bladego czoła.

– Oddycha? – zawołał, gdy razem z gondolierem wdrapywali się na brzeg. Potem przyklęknął przy niej. Wyglądała, jakby spała.

– Wezwijcie ambulans wodny!

– Już wezwany. Zaraz tu będzie – uspokoił go jakiś głos obok.

– Już w porządku, cara. Wszystko będzie dobrze – szeptał Matteo, zapominając o otaczających ich gapiach.

Po paru minutach przy brzegu pojawił się ambulans. Matteo miał wrażenie, że minęła cała wieczność. Patrząc na szarą jak papier twarz Skye uporczywie się zastanawiał, co też takiego się stało, że Skye zemdlała i wpadła do wody. Ratownicy umieścili Skye na noszach i przenieśli ją na pokład.

– Pan jest z pacjentką?

– Jestem jej mężem.

– W takim razie może pan płynąć z nami.

Matteo zdążył tylko wyjąć plik banknotów z przemoczonego portfela i rzucić je gondolierowi. Potem wszedł na pokład i ambulans odpłynął w stronę szpitala.

W drodze Skye tylko dwa razy otworzyła oczy, za każdym razem patrząc na niego z niedowierzaniem. Gdy łódź zawinęła do nabrzeża przy szpitalu, na brzegu czekał już lekarz. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Skye została zabrana na badania, a marsowe miny lekarzy i pielęgniarek mijających go na korytarzu nie zwiastowały niczego dobrego. Wreszcie zajrzał do sali szpitalnej, gdzie nadal trwało małe zamieszanie. Skye została podłączona do aparatury. Lekarze badali jej głowę. Pielęgniarka pobrała krew.

– Czy to coś poważnego? Już wiadomo? – zapytał, ale nikt mu nie odpowiedział.

Po jakimś czasie sala w końcu opustoszała i Matteo stanął u wezgłowia łóżka, obserwując uważnie Skye.

– To pańska żona? – zapytał damski głos i Matteo ujrzał w drzwiach jeszcze inną lekarkę. Uśmiechała się do niego łagodnie, a on uczepił się tego uśmiechu jak ostatniej deski ratunku.

Skinął głową.

– Jak ona się czuje, pani doktor?

– Uderzyła się w głowę, ale nie wygląda to poważnie. Na wyniki badań musimy jeszcze chwilę poczekać. Gdy się obudzi, może być nieco oszołomiona. Przez dzień lub dwa powinna odpoczywać.

– Co się właściwie stało?

– Wygląda mi to na zasłabnięcie. Nic nadzwyczajnego w jej stanie. Upał dołożył swoje. Miała szczęście, że od razu wyciągnięto ją z wody.

– Chwileczkę – Matteo przerwał jej i zmarszczył brwi. – W jakim stanie?

– Nie wiedział pan?

– O czym miałem nie wiedzieć? – zdenerwował się nie na żarty.

– Pana żona jest w ciąży. Prawdopodobnie drugi miesiąc. Zawsze robimy pacjentkom rutynowe badanie. Wiedziała o tym?

Jasny szlag!

Matteo popatrzył na wciąż nieprzytomną Skye. Gdyby nie opatrunek na czole i mokre włosy, można było pomyśleć, że po prostu śpi. Czy wiedziała o ciąży?

„Zostaw mnie w spokoju!”.

Tak powiedziała. Czyżby chciała przed nim ukryć, że będą mieli dziecko? To było możliwe, pomyślał, i ostry ból przeszył mu serce. Z drugiej strony, czy mogła zarzucać mu kłamstwo i bezczelnie go okłamać?

– Nic o tym nie wspominała – powiedział, ale jego podejrzenia tylko się umocniły. Nie znali się zbyt długo, a ona była córką tego drania Johnsona. Kto wie, do czego naprawdę była zdolna? W myślach zaczął odtwarzać przebieg ich ostatniej rozmowy, minuta po minucie. Szukał czegoś, co mogło wskazywać na to, że wie o ciąży. Może dotknęła znacząco brzucha? Nie przypominał sobie, by to zrobiła. Nie miał bladego pojęcia o zwyczajach ciężarnych.

Do diabła!

Nigdy mu nie przyszło do głowy, że mogłaby być w ciąży. Co było dość głupim założeniem, wziąwszy pod uwagę, że kochali się prawie co noc.

– Mogła nie mieć jeszcze żadnych objawów – zauważyła lekarka i wzruszyła ramionami, jakby to nie miało żadnego znaczenia. Jakby to nie była najważniejsza informacja w życiu Mattea Vin Santo. Jakby to, czy Skye wiedziała o ciąży, nie zmieniało wszystkiego. Jeśli z premedytacją chciała ukryć przed nim ciążę, nie wybaczy jej tego.

– Dziecku nic nie grozi? – zapytał.

– Nic niepokojącego nie wykryliśmy – zapewniła lekarka.

On i Skye rozmawiali o dzieciach tylko raz. Skye uważała, że jest jeszcze na to za młoda, a Matteo ożenił się z zupełnie innego powodu, którego wtedy nie mógł jej wyjawić. Oboje uznali, że dzieci to temat ważny, ale odłożyli go na później. W każdym razie on go nie lekceważył i Skye musiała wiedzieć, że wiadomość o ciąży była dla niego ważna.

Najprawdopodobniej jednak postanowiła ukryć przed nim ten fakt i wychować dziecko samotnie pod swoim panieńskim nazwiskiem.

Omal nie zatrząsnął się ze złości.

– Żona miała przy sobie torbę – rzucił zamyślony.

– Tak, ktoś ją zabrał z chodnika. Poproszę, żeby ją panu przyniesiono.

– Dziękuję – powiedział.

Zniecierpliwiony czekał na powrót lekarki, ale wraz z upływającymi minutami zaczął podejrzewać najgorsze. Skye była tak nieugięta w kwestii rozwodu. Chciała go uzyskać jak najszybciej, bo wiedziała, że nie ma czasu. Zachętą miał być hotel. Przeklęty hotel. Skoro ożenił się z powodu hotelu, to czemu miałby się z jego powodu nie rozwieść?

Przez swoje zaślepienie omal nie stracił tego, co w życiu najcenniejsze.

Swojego dziecka.

Jak mógł być tak głupi? Czyżby wcześniejszy romans z Marią niczego go nie nauczył? Był wtedy bardzo młody. Zakochał się. Połknął haczyk, a razem z nim wszystkie jej kłamstwa. Po tym wszystkim przysiągł sobie, że nigdy więcej nie zaufa kobiecie. A teraz omal dał się nabrać po raz drugi. Skye należała do rodziny Johnsonów. Nie powinien o tym nigdy zapominać.

Do sali weszła pielęgniarka i podała mu torbę Skye, zamkniętą w dużym plastikowym worku. Odebrał ją bez słowa i otworzył jednym szarpnięciem. W torbie znalazł dokumenty rozwodowe i umowę sprzedaży hotelu. Wyszarpnął plik papierów z torby i upchnął je we wciąż wilgotnej kieszeni marynarki.

Miał już odłożyć torbę na bok, gdy pewien szczegół przykuł jego uwagę.

Sięgnął głębiej i wyjął paszport z biletem włożonym do środka. Miała zamiar lecieć do Australii. Na bilecie wpisane było Sydney i godzina wylotu dziś wieczorem. Biletu powrotnego nie znalazł.

Więc miał rację? Wszystkie wątpliwości wyparowały, pozostawiając jedynie uczucie złości tak silnej, że trzęsło nim od wewnątrz.

– Signor Vin Santo? Mamy ubrania na zmianę, jeśli chciałby pan skorzystać. – Pielęgniarka podała mu komplet odzieży podobnej do tej, w jakiej chodzili lekarze.

Nie mógłby teraz wyjść. Nie mógł zostawić Skye samej. Nie chciał zostawić dziecka.

– Zostanę z żoną, dziękuję – powiedział i odebrał rzeczy od pielęgniarki.

Po chwili do sali weszła lekarka, z którą rozmawiał wcześniej, a za nią wtoczono sprzęt, który stanął obok łóżka.

– Proszę się tak nie martwić – powiedziała lekarka, widząc minę Mattea.

Podniosła w górę sukienkę Skye i odsłoniła jej brzuch. Był taki płaski. Może lekarze się mylili? Może Skye nie była w ciąży? Przyglądał się jej ciału, poszukując innych zmian. Piersi miała nieduże i krągłe, akurat takie, że mieściły się w jego dłoniach. Może faktycznie były nieco większe? Nie będzie już miał okazji, by się o tym przekonać, pomyślał gorzko.

Lekarka nałożyła nieco żelu na skórę Skye i przystawiła głowicę sonografu, przesuwając ją równomiernym ruchem. Skye wydała z siebie głębokie westchnienie.

– Czy to ją boli? – zapytał Matteo natychmiast?

– Ani trochę – zapewniła lekarka i przesunęła wózek z ekranem, tak żeby lepiej widział obraz.

– Może mi pani podpowiedzieć, co tutaj widać? – spytał, próbując się domyślić znajomych kształtów na obrazie.

– Sprawdzam, czy narządy jamy brzusznej są w porządku. Dziecka jeszcze nie będzie widać. Na tym etapie ciąży płód jest wielkości fasolki. Tak, jak myślałam, nie ma powodu do niepokoju – dodała.

– A to tutaj? – spytał, pokazując palcem falowaną linię na dole ekranu.

– Tętno płodu.

Matteo przymknął oczy, wsłuchując się w rytm, który z każdą chwilą uświadamiał mu, że zostanie ojcem. Wzruszenie ścisnęło mu gardło.

– Proszę się przebrać, signor Vin Santo, zanim się pan przeziębi.

Matteo nie odpowiedział. Analizował swoją sytuację, próbując odnaleźć w niej jakiś sens.

Skye była z nim w ciąży i chciała tę informację zatrzymać dla siebie.

Chyba że…

Powoli obrócił głowę w stronę lekarki.

– Pytała pani, czy wiedziałem. Czy jest szansa, że żona też nie wiedziała o ciąży?

– Jak najbardziej. Wszystko zależy od tego, czy miała powód do zrobienia testu ciążowego. Przy nieregularnych miesiączkach mogła nawet nie zauważyć, że coś się zmieniło. Starali się państwo o dziecko?

 

– Nie.

Matteo nie wiedział nawet, czy Skye brała pigułki. Zakładał, że tak, skoro twierdziła, że ma jeszcze czas na urodzenie dziecka.

– Pana żona powinna się niedługo wybudzić, będzie pan mógł sam ją zapytać.

Tak. To było teraz dla niego najważniejsze. Ustalić, czy Skye wiedziała o ciąży. Mimo ewidentnych dowodów, wciąż miał nadzieję, że nie chciała go oszukać. Coś nakazywało mu wierzyć, że nie mogła być aż tak wyrachowana.

Ciąża wszystko zmieniała w ich życiu. Dziecko zasługiwało na lepszy los niż bycie kartą przetargową dla którejkolwiek ze stron. A jeśli nie miało być kartą przetargową, to tym gorzej. Gdyby nie wypadek, Skye przygotowywałaby się teraz do wylotu, wkrótce rozpoczęłaby nowe życie bez niego, a on nigdy nie poznałby swojego syna lub córki.

Zacisnął zęby z bezsilnej wściekłości i usiadł przy łóżku. Patrzył na przykrytą pościelą drobne ciało Skye i zastanawiał się, jak wybrnąć z sytuacji.

– Matteo? Gdzie ja jestem?

Wątły głos przedarł się do jego świadomości. Długo patrzył na Skye bez słowa.

– Jesteś w szpitalu, w Wenecji. – Jego głos drżał, mimo że próbował nad nim panować.

– Szpital? – Skye zamknęła oczy. – Zrobiło mi się słabo. To się zdarza.

– Jak to się zdarza? – zapytał natarczywie.

Skye przesunęła dłonią po pościeli i oparła ją na brzuchu. Widział, że walczy ze sobą. Wreszcie strach wziął górę nad konsekwencjami.

– Co z dzieckiem? Co z moim dzieckiem? – wyszeptała, patrząc na niego błagalnie.

ROZDZIAŁ TRZECI

Zapadła cisza, w której Matteo był w stanie odróżnić każdy dźwięk. Ciche pikanie sprzętu medycznego. Dobiegające z korytarza rozmowy personelu. Szum wentylatora sufitowego. Wszystkie one zagłuszały teraz jego myśli.

Skye wstrzymała oddech, czekając na odpowiedź.

– Powiedz mi, proszę – wyszeptała.

– Z dzieckiem wszystko w porządku – odparł wreszcie, a chłód w jego głosie jeszcze bardziej przeraził Skye.

Wszystkie jej wysiłki poszły na marne. Jej podróż do Wenecji, hotel jako przynęta, by jak najszybciej podpisał papiery rozwodowe, zanim będzie za późno… Zanim nabierze podejrzeń, czemu służył jej pośpiech. Teraz wszystko to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko zdrowie dziecka. Łzy napłynęły jej do oczu.

– Dzięki Bogu, Matteo.

– Będziesz podłączona do aparatury jeszcze przez kilka godzin.

– Nic mi nie jest. Muszę się tylko przyzwyczaić – powiedziała i wyjęła podłączoną do wenflonu kroplówkę.

Z trudem dźwignęła się w górę i wstała, ale była na tyle słaba, że Matteo zerwał się i ją przytrzymał. Tego tylko brakowało, by znowu straciła przytomność.

– Nie trzeba. – Odtrąciła jego rękę, ale nie dawał za wygraną. Przypominała postrzeloną antylopę, a jej strach był namacalny.

Bała się jego? Jego złości? Tego, co sobie o niej myślał? Powinna się bać, uznał. Tym bardziej że wiedziała o ciąży.

– Kiedy, do diabła, zamierzałaś mi powiedzieć o dziecku? – zapytał, ledwie tłumiąc wściekłość.

– Nie krzycz – wyszeptała, zasłaniając sobie uszy.

Matteo siłą posadził ją na łóżku i stanął tak, by nawet nie pomyślała o ucieczce.

– Wcale nie zamierzałaś mi powiedzieć, prawda? – powiedział przyciszonym głosem.

Spuściła oczy.

– To nie twoja sprawa – odparła.

– Moje dziecko nie jest moją sprawą? Skąd takie rzeczy przychodzą ci do głowy

– Nie chciałeś mieć ze mną dziecka. Potraktuj to jak przysługę. Nie będziesz musiał wychowywać dziecka z kimś, na kim ci w ogóle nie zależało.

– Nie uważasz, że dziecko ma prawo znać swojego ojca? Chciałaś to uniemożliwić, przyznaj się.

Skye wpatrywała się w niego intensywnie, jakby szukając w jego oczach właściwej odpowiedzi.

– Dostałeś swój hotel. O dzieciach nigdy nie było mowy.

– Co za różnica. Tak czy owak, to moje dziecko.

Po tym, jak ją oszukał, rozkochał w sobie i wciągnął w małżeństwo, aby podstępem wyłudzić hotel, miała mu się teraz tłumaczyć? Chciała od niego tylko miłości, ale on nie był do niej zdolny. Nie wierzyła prasie, w której pisano, że jest bezwzględny, że nie ma serca. Uwierzyła natomiast w to, że podobne pochodzenie i fakt, że oboje byli sierotami, zbliży ich do siebie i zagwarantuje szczęście.

W jaki sposób miała mu teraz wyjaśnić, że jej decyzja była najlepsza nie tylko dla niej, ale także dla niego, a przede wszystkim dla dziecka. Nic sensownego nie przychodziło jej do głowy, a przecież czuła, że ma rację.

– Nie chcę wychowywać dziecka z tobą. Nie chcę, żeby moje dziecko patrzyło na mnie i widziało mnie nieszczęśliwą. To byłoby okrutne.

– Nie będziesz sama decydować o tym, kto ma wychowywać moje dziecko – przerwał Matteo.

– Podpisałeś papiery rozwodowe, praktycznie nie jesteśmy już małżeństwem – powiedziała Skye, chwytając się ostatniej deski ratunku.

Matteo skrzywił się złośliwie.

– Nie będzie żadnego rozwodu. – Teatralnym gestem wyszarpnął z kieszeni dokumenty i podarł je na drobne kawałki. – Dziecko zmieniło wszystko!

Skye otworzyła szeroko oczy, patrząc na strzępy dokumentów walające się po podłodze.

– Nie pozwolę ci wyjechać z Włoch i zabrać ze sobą mojego dziecka!

– Nie zatrzymasz mnie – wyszeptała tylko i obronnym gestem zasłoniła brzuch. Wyglądała na przerażoną.

– Jasne, że zatrzymam. Jeśli będzie trzeba, jeszcze dziś sprawa trafi do sądu rodzinnego!

– I tak wyjadę. Nie mam nawet obywatelstwa włoskiego. Żaden sąd nie zmusi mnie, żebym tutaj została.

Podniósł tylko rękę, uciszając ją tym prostym gestem.

– Być może. Przekonamy się o tym, za jakiś czas. Ale o sprawie będzie głośno i moje dziecko prędzej czy później dowie się, że o nie walczyłem. Nie cofnę się przed niczym, zapamiętaj to sobie. Żyjąc od rozprawy do rozprawy i czytając o sobie w gazetach, zatęsknisz za czasami, kiedy byliśmy zwyczajnym małżeństwem.

Skye wzdrygnęła się mimo woli.

– Nie zrobisz tego. Wiem, jak bardzo chronisz swoją prywatność.

– Zrobię wszystko dla mojego dziecka!

– Więc pozwól mi je wychowywać. Tak będzie lepiej. Nie chcę ci zabraniać kontaktu… – dodała, czując, że musi pójść na ustępstwo.

– A konkretnie?

– Będziesz mógł odwiedzać dziecko, powiedzmy kilka razy w roku. Ja mogę czasami przylecieć do Włoch. Uzgodnimy to między sobą jak reszta małżeństw, które się rozwodzą.

– Twoi rodzice nie żyli ze sobą. Mówiłaś, że nie znosiłaś podróżowania między jednym domem a drugim. A teraz proponujesz, żeby taki sam los spotkał nasze dziecko?

Skye zastygła. Zdziwiło ją, że pamiętał takie rzeczy, bo rzadko się zwierzała. Widocznie jednak na tyle często, że mógł tego teraz użyć przeciwko niej.

– Zorganizujemy to lepiej niż oni.

– Nie będziemy niczego organizować!

– Oszalałeś? Nie możesz mnie zmusić, bym tkwiła w tym małżeństwie.

– To ty oszalałaś, chcąc odebrać mi dziecko. I tak dowiedziałbym się prawdy.

– Skąd? – zapytała zupełnie poważnie. – Gdybym nie zemdlała na środku ulicy i nie trafiła do szpitala, nigdy byś się nie dowiedział. – Policzki Skye pobladły. – Przenigdy!

– Dlatego, że postanowiłaś rozpłynąć się w powietrzu i ukrywać przede mną dziecko! – Patrzył na nią z potępieniem. – A gdybyś poznała innego mężczyznę? Wyszłabyś za niego? Wychowywałabyś z nim moje dziecko? Naprawdę pozwoliłabyś, żeby mój syn albo córka dorastali, nie znając nazwiska swojego ojca?

Twarz Skye była biała jak ściana i Matteo poczuł, że przy jej stanie powinien wyhamować. Dać jej chwilę na złapanie oddechu i wyciągnięcie własnych wniosków. Tylko że oboje stali po dwóch stronach barykady. Matteo był zdeterminowany, by przywrócić dawny blask rodzinnemu imperium. Skye natomiast wywodziła się z rodziny, która chciała doprowadzić jego rodzinę do upadku. A teraz jeszcze zamierzała pozbawić go dziecka. Trudno było o większego wroga.

– Odpowiadaj, kiedy do ciebie mówię! – zdenerwował się, a gdy nie zareagowała, chwycił ją w pasie i korzystając z tego, że rozchyliła usta w niemym zdziwieniu, pocałował ją z pasją i zaborczością, jakiej nigdy do tej pory przy niej nie poczuł.

– To moje dziecko. A ty jesteś moją żoną! – szeptał, obsypując pocałunkami jej twarz. – Nie pozwolę ci odejść. Nie teraz.

Wypuścił ją z objęć, gdy przestała stawiać opór i poddała się pocałunkom.

– Wrócisz ze mną do domu – powiedział.

Nie było to pytanie, ale Skye poczuła, że musi walczyć do końca.

– To nic nie da.

– Oczywiście, że da – zaprzeczył. – Nie pozwolę ci wywieźć dziecka na drugi koniec świata. Wychowam je sam albo z twoją pomocą. Wybieraj, co wolisz.

– Co takiego? – wyjąkała, przerażona tą groźbą nie na żarty. – Żaden sąd nie przyzna ci wyłącznej opieki!

Oczy Mattea niebezpiecznie się zwęziły.

– Czy ty w ogóle wiesz, kim ja jestem? Jeśli mi na czymś zależy, dostanę to.

Skye poczuła zimny dreszcz przebiegający jej po plecach.

To była prawda. Wziął z nią ślub, żeby odzyskać hotel. Nie miałby skrupułów, żeby zniszczyć jej życie i odebrać dziecko.

– Zrobię wszystko, żeby dziecko zamieszkało ze mną i było wychowywane przeze mnie. Tutaj, w Wenecji, gdzie jest jego dom. Masz moje słowo, Skye.

Potrząsnęła głową w proteście, ale jej serce zdążył wypełnić strach.

A jeśli to prawda, że odbierze jej dziecko? Musiała jak najszybciej porozmawiać z prawnikiem.

– Jeśli chcesz ze mną walczyć, wiedz, że nic mnie nie powstrzyma. Zmienię twoje życie w takie piekło, że będziesz błagać, bym więcej nie stanął na twojej drodze. Nie oddam dziecka. Za nic na świecie!

Skye drżała na całym ciele, ale zdołała się unieść i wyciągnąć rękę w jego stronę. Głuche trzaśnięcie rozległo się w pokoju.

– Jak śmiesz! – krzyknęła, wpatrując się w czerwieniejącą na jego policzku plamę.

– Powtarzam jeszcze raz, nic ani nikt mnie nie powstrzyma. Dostanę to, czego chcę.

– Chcesz naszego dziecka, tak?

– potwierdził. – Ale chcę także ciebie.

Jej serce drgnęło boleśnie.

– Dlaczego? – Tego zupełnie nie potrafiła zrozumieć. Przecież nawet jej nie kochał.

– Jesteś moją żoną – powiedział, wzruszając ramionami. – Chcę, żebyś wróciła do mojego życia i do mojego łóżka.

– Jak możesz myśleć teraz o seksie? Jak śmiesz przypuszczać, że po tym wszystkim będę chciała z tobą sypiać? To jest ohydny szantaż. Nienawidzę cię. Jesteś najgorszym człowiekiem na świecie.

– Być może – zgodził się. – Ale sama powiedziałaś, że od nienawiści do miłości jest tylko krok.

– Nigdy cię nie pokocham, aż tak głupia nie jestem.

– Nie musisz mnie kochać, wystarczy, że będziesz mnie pragnąć. To się chyba nie zmieniło?

Skye uciekła spojrzeniem w bok. Nie umiała jeszcze obronić się przed pożądaniem, które rozbudzał w niej Matteo samą swoją obecnością.

– Nie ma mowy, żebym kiedykolwiek jeszcze poszła z tobą do łóżka – powtórzyła, ale musiało to zabrzmieć nieprzekonująco, bo Matteo pochylił się i cmoknął ją w policzek.

– Będziesz błagać, żebym cię wziął, a ja zrobię to z prawdziwą przyjemnością, droga pani Vin Santo.

Skye bawiła się wisiorkiem, przesuwając go po złotym łańcuszku z jednej strony na drugą. Zapatrzona w zachodzące słońce, zastanawiała się, czy jej samolot już wyleciał. Mogła siedzieć teraz na pokładzie i myśleć o rozpoczęciu nowego życia. Z dala od Mattea Vin Santo i jego kłamstw.

Dziwnie się czuła, wracając znowu do willi, w której mieszkali po ślubie. Nic się nie zmieniło, a jednak wszystko wyglądało inaczej. Kiedy była tu ostatnim razem, dom był wypełniony jej zachwytem, miłością do świeżo poślubionego męża, pożądaniem… Tak łatwo uwierzyła w to, że Matteo darzy ją głębokim uczuciem, podczas gdy on knuł tylko, jak przejąć hotel.

Z bólem serca pomyślała o ich nocy poślubnej. Gdyby to zależało od niej, wskoczyłaby mu do łóżka już po pierwszej randce. Matteo nalegał, by zaczekali z seksem do ślubu. Wtedy wydało jej się to szalenie romantyczne. Dopiero teraz rozumiała, jaki zamysł się za tym krył. Taki mianowicie, by to ona nalegała na ślub. Rzecz jasna, osiągnął swój cel, a po nim wszystkie kolejne.

Teraz wróciła do ich dawnego wspólnego domu. W ciąży, nadal go pragnąc, ale już pozbawiona uczucia i wszelkich złudzeń. Co za koszmar!

 

Nienawidziła go za to, że wciąż miał nad nią tyle władzy. Wystarczył jeden pocałunek, by znów zaczynała myśleć o gorących nocach, które były ważną częścią ich małżeństwa.

Usłyszawszy za plecami jakiś szelest, odwróciła się. Ciemna kurtyna jej włosów przesunęła się z ramienia na plecy.

– Kolacja jest gotowa.

Prawie nie rozpoznała jego głosu. Był chłodny jak wtedy, gdy prowadził rozmowy służbowe przez telefon. Popatrzyła z powrotem w stronę okna, na czerwonozłote słońce kryjące się za horyzontem.

– Nie jestem głodna – powiedziała i przymknęła powieki, jakby chcąc zatrzymać obraz zachodu słońca na dłużej.

– Nic mnie to nie obchodzi. Jesteś w ciąży, musisz jeść.

– Zjem, kiedy będę chciała – odparła i podkuliła nogi, opierając brodę na kolanach. Słyszała, że podszedł bliżej, ale nie zaryzykowała spojrzenia w jego stronę.

– Zamierzasz wykłócać się ze mną o wszystko?

Teraz na niego popatrzyła.

– Ja się z tobą nie kłócę.

– Gdybyś się nie kłóciła, bylibyśmy już w połowie schodów. – Skye nie zareagowała. – Melania przygotowała twoje ulubione danie. Będzie rozczarowana, jeśli nie zejdziesz.

– To nie fair – odparła cichym głosem Skye i westchnęła.

Posłużenie się Melanią było podłe, nawet jak na niego.

– Dlaczego? Wiem przecież, że się lubiłyście.

– Po prostu cieszyła się, że może w tym domu porozmawiać z kimś normalnym – dodała, dając wyraz swojej frustracji.

Przyleciała do Wenecji, mając do zrealizowana prosty plan. I była już tak blisko odzyskania całkowitej wolności. Gdyby wtedy nie upadła na ulicy… Gdyby on jej nie zauważył…

Zacisnęła powieki, zatrzymując cisnące się do oczu łzy.

– Odświeżę się tylko i za chwilę zejdę – rzuciła zrezygnowana.

Matteo odetchnął z ulgą, jak jej się zdawało, i pomaszerował w stronę korytarza, zostawiając ją samą.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?