Szeherezada – opowiadanie erotyczne

Tekst
Z serii: LUST
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chrystelle LeRoy

Szeherezada - opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie: Ordentop

Lust

Szeherezada - opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie: Ordentop

Tytuł oryginału: Schéhérazade

Język oryginału: francuski

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2019, 2021 Chrystelle LeRoy i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726331660

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Szeherezada wymknęła się z pałacu przez niewielkie drzwi. Strażnik, jeden z jej zaufanych ludzi, nawet się nie odezwał. Jego praca polegała na parkowaniu latających dywanów i luksusowych wielbłądów gości pałacu. Cóż, trudno wyobrazić sobie nudniejsze zajęcie. Szeherezada pozwalała mu czasem poszybować jej bardzo szybkim, sportowym modelem dywanu, bo uwielbiał takie eskapady.

Jak miała to w zwyczaju, Szeherezada poszukiwała różnych historyjek i anegdotycznych zdarzeń, by szlifować swój kunszt snucia opowieści. Sztuka ta wywodziła się z Persji, gdzie jej ojciec, wezyr, sceptycznie podchodził do zainteresowań pierworodnej córki. Szeherezada święcie wierzyła, że dobra historia może odmienić rzeczywistość i oczarować nawet największych sceptyków. Uważała, że baśń potrafi w określonych porach przykuć uwagę zarówno zwykłych ludzi, jak i możnowładców z pałacu. Dobry gawędziarz nigdy nie cierpiał biedy i wszędzie był przyjmowany z uznaniem.

Inteligentna, bystra i ciekawska, Szeherezada miała też dużo empatii dla ludzi, z którymi miała styczność, i posiadała rzadką umiejętność przykuwania uwagi widzów. Młoda gawędziarka była również bardzo piękna: średniego wzrostu, z bujnymi, krótko ściętymi brązowymi włosami, które uwydatniały zmysłowy wyraz jej twarzy, z błyszczącymi, niebieskimi oczami, pełnymi ustami oraz cienkim, prostym nosem. Miała smukłą szyję i szczupłe ramiona ozdobione miedzianymi i srebrnymi bransoletkami. Jej krągłe, jędrne piersi można było łatwo dostrzec pod przykryciem z jedwabiu lub lnu, tak jak ponętne uda i pośladki przypominające księżyc oraz szczupłe i kształtne nogi. Dorzućmy do tego nieodparty urok, spotęgowany przez niepowtarzalnie ochrypły, a przy tym ciepły głos.

Byli nią oczarowani zarówno mężczyźni, jak i kobiety, co było zarazem wadą i zaletą, ponieważ szybko zyskiwała uwagę publiczności, ale zależała jej na tym, by tę uwagę przykuwały jej słowa, a nie wygląd zewnętrzny. Dlatego wkładała dużo wysiłku w szlifowanie swoich historii i poznawanie szczegółów oraz anegdot, którymi mogłaby je wzbogacić.

Tak jak inni przechodnie o tej porze roku, otuliła się w burnus. Celem jej wyprawy była tawerna, gdzie gromadzili się kupcy wędrujący Jedwabnym Szlakiem. Szeherezada uwielbiała ich anegdoty i relacje z podróży. Miała wtedy wrażenie, że czuje tamten piasek, górski wiatr na twarzy i zapach olejków zbieranych podczas długich wypraw. Córka wezyra znała wszystkie języki Jedwabnego Szlaku: perski, arabski, aramejski, turecki, hinduski, łacinę, grekę i trochę duńskiego, gdyż jej ojciec często zatrudniał wikingów jako strażników. Oczywiście nie mówiła w żadnym z naprawdę istotnych języków, jak angielski, francuski czy hiszpański. Przede wszystkim dlatego, że języki te w tamtych czasach praktycznie nie istniały, a ich dialekty były używane przez ludy prymitywne, wierzące, że Ziemia jest płaska. Szeherezada nie dbała o tamtą część świata. To Bagdad był centrum cywilizacji i wszyscy to wiedzieli.

Idąc wzdłuż alejki, minęła dwie postaci, również ubrane w burnusy i zakapturzone. Nie wiedzieć czemu, te dwie powolnie poruszające się osoby wzbudziły jej ciekawość. Były sporo wyższe od reszty, a ich oczy zdawały się błyszczeć w mroku. Bez wątpienia byli to mężczyźni, jednak ich stopy poruszały się bezszelestnie po ulicznym bruku. Szeherezadę przeszył dreszcz, gdy ją mijali. Obydwaj wyróżniali się barwą oczu: pierwszy miał jedno oko koloru niebieskiego, a drugie zielonego, natomiast drugi miał różowe oczy z fioletowymi źrenicami. No i obaj byli nadprzyrodzonej urody. Szeherezadę zafrapowało też to, że mężczyźni zdawali się ją rozpoznawać.

Parę kroków później obejrzała się, by zobaczyć, gdzie poszli, ale gdzieś zniknęli. Alejka była pusta.

Zauważyła w ścianie ukryte drzwi. Chociaż wiele razy szła tędy, by dojść na bazar, nigdy wcześniej tego nie dostrzegła. Podchodząc, zauważyła napis, który lśnił przy wejściu:

TAWERNA DŻINÓW

Córka wezyra pomyślała, że to dziwna nazwa. Dżiny powinny się obrazić, że używa się ich nazwy do celów komercyjnych. Jednak wiedziona ciekawością i zafascynowana tajemniczymi mężczyznami, zapomniała o rozsądku i otworzyła drzwi. Na pierwszy rzut oka tawerna wydawała się całkiem normalna. Wnętrze było skąpane w półmroku i tak jak w większości tawern, siedzący przy stołach biesiadnicy żywo dyskutowali. Szeherezada nie widziała żadnej lampy, światło zdawało się w magiczny sposób emanować ze ścian i zamiast żółtego półcienia, na sali były obecne wszystkie kolory tęczy, naturalnie wyglądające w tym wnętrzu. Ponadto goście również nie przypominali tych, których znała z gospody! Było wśród nich wiele kobiet, a wszyscy byli ubrani z przepychem. Niektórzy mieli lśniącą skórę koloru zielonego, czerwonego lub niebieskiego. Jeden gość miał dwie głowy, a jedna z kobiet posiadała dodatkowe oko na czole i…

Karczmarz, który nagle przed nią stanął, unosił się nad ziemią, a jego nogi poniżej kolan zwieńczone były niewielką chmurą. Miał niebieskawą twarz i patrzył na nią podejrzliwie:

– Nie jesteś dżinem… Jakim cudem śmiertelniczka zdołała wejść do tawerny? – Jego głos przypominał znanego francuskiego piosenkarza, który jeszcze nie istniał.

– Eee… To znaczy… – mówiła zmieszana.

Oblicze dżina nagle się rozpromieniło:

– Aaa… Ty jesteś Szeherezada! – Odwrócił się w kierunku sali i krzyknął: – Ej, ludzie, to jest Szeherezada! Jest z nami Szeherezada!

Wszyscy przerwali rozmowy, by na nią popatrzeć, po czym rozległy się gromkie brawa i okrzyki.

– Wielkie nieba, to Szeherezada!

– Witaj, Szeherezado!

– Mogę autograf?

– Ja… Ci ludzie mnie znają? – spytała zaskoczona.

– Oczywiście! Twoje opowieści są bardzo popularne wśród dżinów – powiedział karczmarz.

– Ale ja ich jeszcze nigdzie nie publikowałam, są schowane w kufrze! – odparła wciąż zdumiona.

– Dobrze trafiłaś, bo mieszka tu dżin kałamarza, król naszego wydawnictwa. To naprawdę miło z twojej strony, że umieszczasz w swoich opowieściach dżiny, gnomy, giganty czy trolle. Niewielu jest takich autorów – mówił karczmarz. – Mamy tu twój fanklub, nazywa się Klub Dżina Czytelnika, i wymieniamy się twoimi opowieściami oraz obrazami wielbłądów.

– Wielbłądów?

– To bardzo urocze zwierzęta, nie uważasz? Uwielbiamy je. – Karczmarz przerwał, jakby nagle sobie coś przypomniał. – Król trolli przechodził tędy w zeszłym tygodniu i mówił, że będzie dożywotnio płacił za twoje drinki. Drzwi musiały cię rozpoznać…

Szeherezada nie wiedziała, co powiedzieć, ale jej milczenie nie zniechęciło karczmarza, który mówił dalej:

– Szukasz anegdot i różnych historyjek? Bo mamy ich sporo. – Wskazał na znajomych jej już dwóch mężczyzn, którym zaczęła się uważnie przyglądać. Zdjęli już swoje burnusy i oprócz bransoletek wokół bicepsów, ich muskularne torsy były nagie. Nosili duże pasy, które wyglądały na zrobione ze skóry, oraz jedwabne spodnie. – Badir i Ramir rzadko tu przychodzą, ale spośród wszystkich dżinów to oni znają najbardziej niezwykłe historie. –Karczmarz zaprosił ją gestem do ich stolika.

Dwóch dżinów obserwowało, jak do nich podchodzi. Im bliżej do nich podchodziła, tym wyraźniej widziała, że ich nadnaturalna uroda to nie był efekt optycznego złudzenia powstałego podczas krótkiego spotkania na ulicy i wzmocnionego jej wybujałą wyobraźnią. Byli niesamowici. W całym swoim życiu Szeherezada nie spotkała takich mężczyzn, bytów, dżinów… Słowo „niesamowici” cisnęło jej się na usta.

Obaj żywili do niej wielki podziw i przyjęli ją bardzo gorąco.

– Jestem Ramir, dżin z fioletowymi i różowymi oczami, bardzo mi miło.

– Ja jestem Badir – powiedział różnooki dżin z okiem zielonym i niebieskim.. – Cieszę się, że mogę cię poznać.

Uśmiechnęli się szeroko, a Szeherezada bała się, że zemdleje, bo jej serce biło jak szalone.

– Jesteśmy twoimi fanami – dorzucił Ramir.

– Totalnymi – doprecyzował Badir.

– Więc jesteście dżinami?

Nadal oszołomiona ostatnimi wydarzeniami nie bardzo wiedziała, jak poprowadzić rozmowę, ale Badir jej to ułatwił, odpowiadając przyjaznym tonem:

– Dżin to wyrażenie ogólne, każdy z nas należy do jakiegoś rodzaju dżinów. Ja jestem dżinem z lampki nocnej.

– A ja – wtrącił Ramir – jestem dżinem z butelki z wodą. – I dodał: – Bez wątpienia jestem dżinem z najlepszymi perspektywami na przyszłość.

– Pozer – skwitował Badir.

Szeherezada uniosła swój burnus i położyła go na najbliższym krześle nieopodal, a Ramir wykrzyknął:

– Doprawdy, jesteś niesamowita, i mówię to zupełnie szczerze.

– O tak, jesteś przeurocza. Naprawdę masz gust, a to, co nosisz, to prawdziwa awangarda.

Szeherezada zarumieniła się i zrobiło się jej bardzo gorąco. Dżiny zrobiły na niej ogromne wrażenie. Miała na sobie kostium z dużym dekoltem, który odkrywał jej brzuch, i prześwitujące spodnie z puszystego tiulu. Jej delikatne stopy były ukryte w butach z uniesionymi czubkami. Nikt się tak nie ubierał, ale wróżka powiedziała, że pewnego dnia kobiety z jej opowieści będą właśnie tak przedstawiane, a Szeherezada uwielbiała być innowacyjna. Był to również idealny kamuflaż, by udawać, że podchodzi się zza granicy. Była zachwycona, że jej ubiór spodobał się Badirowi i Ramirowi.

 

Szeherezada spróbowała zadać pytanie:

– Czy wy spełniacie życzenia?

– To cecha charakterystyczna dżinów – przyznał Ramir. – A już po prostu uwielbiam, kiedy ludzie proszą o jakieś zwariowane rzeczy. Nigdy się nie nudzisz!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?