Czarny kot – opowiadanie erotyczne

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Czarny kot – opowiadanie erotyczne
Czarny kot – opowiadanie erotyczne
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Czarny kot – opowiadanie erotyczne
Czarny kot – opowiadanie erotyczne
Audiobook
Czyta Joanna Derengowska
4,99  3,69 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chrystelle LeRoy

Czarny kot - opowiadanie erotyczne

Lust

Czarny kot - opowiadanie erotyczneTłumaczenie LUST Tytuł oryginału Chat noirZdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2019, 2020 Chrystelle LeRoy i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726355949

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do

Czarny kot

Wciąż oszołomiona zawrotnym tempem dnia, wyszłam z sali konferencyjnej. Wokół kłębiły się tłumy delegatów. To było apogeum tego całego zamieszania: demonstracje, gaz łzawiący, pałki opadające na demonstrantów, ale i na plastikowe hełmy, w które większość z nich przezornie się wyposażyła. Przecież można było się spodziewać, że światowa konferencja ochrony środowiska, która odbywała się w Korei Południowej, spotka się z wiadomą reakcją sił bezpieczeństwa.

Jednak podejrzewałam, że organizatorzy nie przewidzieli aż takiego pandemonium, tym bardziej że na centrum konferencyjne wybrano obiekt zlokalizowany w sporej odległości od nadmorskiego miasta Pusan. A jednak przed budynkiem zebrało się ponad milion demonstrantów z całego świata.

Wewnątrz budynku panowała niezwykła atmosfera, taka wybuchowa mieszanka podniecenia i frustracji. Wielu delegatów było zmęczonych potopem kojących słów i optymistycznych deklaracji wygłaszanych od lat przez tych samych reprezentantów poszczególnych państw. Owszem, toczono też poważne dyskusje, szczególnie w kuluarach i w zaciszu dyskretnych gabinecików, ale wciąż nie osiągnięto porozumienia. Co nie było czymś szczególnie zaskakującym.

Jako doświadczona reporterka byłam zadowolona z takiego obrotu spraw, bo nasz gatunek, w tym i ja, jest uzależniony od adrenaliny. Muszę jednak zaznaczyć, że prywatnie podzielam globalne obawy, ale to osobny temat.

Tak więc znalazłam się w betonowej konstrukcji otoczonej przez policję, i taka sceneria nadawała temu wydarzeniu ponurego charakteru. Duże lustra umieszczone po jednej stronie jeszcze bardziej poszerzały przestronną salę i potęgowały upiorne wrażenie wywołane setkami gestykulujących rąk.

Próbując wydostać się z morza ludzkich ciał, kątem oka dostrzegłam swoje odbicie. Byłam wysoka, szczupła i wciąż jeszcze atrakcyjna dla mężczyzn, a nawet dla kobiet, choć niedawno stuknęła mi czterdziestka. Nadal miałam młodą twarz, która emanowała energią, do tego krótkie brązowe włosy, ciemne oczy w kształcie migdałów i małe wąskie usta, które zdobiłam tylko odrobiną szminki. Kilku delegatów z Brazylii gapiło się na mnie, gdy jak zwykle przemieszczając się za szybko, niemal staranowałam uzbrojoną formację strzegącą wejścia do budynku.

Innymi słowy, w ostatniej chwili zatrzymałam się przed mężczyzną w cywilnym ubraniu, którego otaczali umundurowani funkcjonariusze, i założyłam, że jest ich dowódcą.

Na krótką chwilę nasze oczy się spotkały i aż mną wstrząsnęło.

Co za facet! Piękny jak grecki bóg, istny Apollo z odznaką policjanta! Wzrostu miał mniej więcej tyle co ja, szczupły, regularne rysy, piękne oczy i mocno zarysowana szczęka.

I to jego spojrzenie…

Emanował siłą i z pewnością wśród podwładnych miał duży autorytet, a jednocześnie sprawiał wrażenie zadumanego. Taki przyczajony tygrys i mędrzec zarazem, bo wyglądał na kogoś, kto nie tylko potrafi działać sprawnie i stanowczo, ale również umie bezbłędnie ocenić bliźniego i zadać mu te najważniejsze pytania. Kogoś, z kim lepiej nie zadzierać i komu nie da się niczego wmówić ani narzucić.

Odwróciłam się na pięcie i wyszłam, żeby uniknąć tłumu i dotrzeć do windy, zanim zjawią się Brazylijczycy.

Owszem, pochlebiało mi, że nie tylko on wpadł mi w oko, ale również ja zwróciłam uwagę oficera Apolla Colombo. Sęk w tym, że w mojej sytuacji nie powinnam zwracać na siebie jego uwagi. Policjanci i znani reporterzy to fatalna kombinacja, szczególnie dla tych ostatnich. Prawdziwi dziennikarze nade wszystko cenią sobie swobodę poruszania się i uwielbiają wtykać nosy tam, gdzie tylko mają ochotę. Z kolei policjanci starają się im tę swobodę ograniczyć, a już szczególnie zwalczyć ochotę na wtykanie nosa.

Muszę przyznać, że taka chaotyczna, wręcz szalona konferencja generowała rodzaj energii, który zawsze mnie przytłaczał. Czułam się jednocześnie podekscytowana, zdezorientowana i poirytowana. I w głębi duszy marzyłam, by coś się tu zmieniło w spektakularny sposób, by wydarzyło się coś niezwykłego i porywającego fascynującym pięknem…

Alia, weź się w garść, dziewczyno! ‒ ofuknęłam się w duchu. Przestań myśleć o głupotach, zdrzemnij się, a potem do roboty. Musisz napisać kilka artykułów i wysłać je przed północą!

Dotarłam na moje piętro w części hotelowej budynku, gdy nagle przemknął przede mną czarny kot, skręcił na rogu i zniknął w kolejnym korytarzu. Byłam pewna, że nawet mysz nie mogła przedostać się przez kordony ochroniarzy, a co dopiero kot. Nie miałam pojęcia, jak dotarł aż tu. Albo był to jakiś kot ninja, albo nielegalny mieszkaniec hotelowej piwnicy, który wybrał się na przechadzkę po korytarzach. Jednak żaden z tych scenariuszy nie poprawił mi humoru. Wszechobecny beton tłumił wszelką radość, a brak naturalnego światła potęgował złowrogą atmosferę. Do tego byłam wyczerpana i zdenerwowana po tym całym trudnym dniu.

Idąc do mojego pokoju, nagle poczułam, jak kot ociera się o moją nogę. Spojrzałam na swoje stopy, rozejrzałam się… i nic! A mogłabym przysiąc, że ten kot tu był.

‒ Alia, musisz wypocząć! ‒ mruknęłam do siebie. ‒ Sama wiesz, jak to działa…

Owszem, byłam świadkiem, co się dzieje z tymi, których to dopada. Nie wiem, czy jest jakaś data ważności dla reporterów, jakiś punkt w czasie, gdy nagle się okazuje, że po wielu wojnach i katastrofach umysł już nie nadąża, a psychika jest w ruinie. Wygląda na to, że zależy to od konkretnego przypadku, w każdym razie od początku kariery zawodowej żyję w nieustającym strachu, że w końcu nastąpi ten moment i dotrę do kresu wytrzymałości.

Kiedy przekręciłam klucz w zamku i weszłam do pustego pokoju, dopadła mnie melancholia. Rzuciłam kurtkę i torbę na łóżko, po czym zajrzałam do minibaru, gdzie znalazłam wino w małych butelkach. Zazwyczaj taką butelkę o pojemności 0,375 l wlewałam do kieliszka i wypijałam na raz. Ale tym razem miałam zamiar zadowolić się odrobiną trunku, taką na samym dnie. No, może trochę większą odrobiną…

Z kieliszkiem wina przeszłam obok otwartych drzwi do łazienki i zobaczyłam w lustrze swoje odbicie… i stojącą za mną kobietę, która mnie obserwowała. Odruchowo podskoczyłam i rozlałam wino na dywan. Jak ta kobieta dostała się do mojego pokoju? Odwróciłam się gwałtownie. Obca nadal obserwowała mnie ze spokojem. Sądząc po identyfikatorze, musiała być jedną z delegatek z Pusan. Czyli miałam do czynienia z Koreanką. Miała na sobie elegancki garnitur i białą bluzkę. Co ciekawe, jej bardzo nowoczesny strój kontrastował ze staromodną fryzurą. Wysoko upięte włosy spinał mały grzebyk, który wyglądał jak relikt przeszłości, jak jedna z tych ozdób pokazywanych w muzeach i ilustrujących życie koreańskich kobiet. Miała kruczoczarne włosy, długie i jedwabiste, oraz piękne i niezwykłe oczy, które błyszczały jak dwie czarne perły. Zdawały się świecić od wewnątrz, ożywiane tajemniczą, intensywną energią. Czarne perły wpatrywały się we mnie, jakbym znała rozwiązanie jakiejś wyjątkowej zagadki. Delikatny nos i małe usta o pełnych wargach dopełniały uroczą i wyjątkowo czarującą twarz. Była niższa ode mnie i na pewno młodsza, mogła mieć około dwudziestu pięciu lat. Nagle zauważyłam, że na kołnierzyku bluzki ma krew.

‒ Co się stało? ‒ zareagowałam natychmiast. ‒ Skaleczyłaś się? Zaraz zadzwonię po pomoc.

Gdy ruszyłam do telefonu, poczułam jej rękę na ramieniu. Poruszała się niezwykle zwinnie i szybko. Właściwie to przypominała… kota. Ta piękna obca dama nagle wydała mi się dziwna.

‒ Dzięki, nic mi nie jest – powiedziała. – To nie moja krew. To ty musisz mi pomóc. ‒ Jej dźwięczny głos o nieco stłumionej barwie również przypominał subtelne kocie pomruki.

‒ Ja? ‒ zapytałam zdumiona. ‒ Nie rozumiem…

‒ Mam na imię Ji-Eun ‒ powiedziała miękkim głosem, skłaniając głowę w powitalnym geście. ‒ Proszę, pomóż mi odzyskać moją skrzynię ze skarbami.

Urzekał mnie jej głos i błyszczące oczy, te niezwykle czarne perły. Ale o co jej chodziło, do cholery?

‒ Nie chcę cię rozczarować, ale jeśli coś zgubiłaś, to raczej nie jestem właściwą osobą…

Ji-Eun podeszła do mnie, delikatnie kładąc mi ręce na ramionach. Była tak blisko, że czułam jej perfumy o wyjątkowym, kwiatowym zapachu.

Stałam lekko odurzona jej zapachem i obecnością. Jej głos był ledwie słyszalny, gdy wyszeptała:

‒ Jesteś właściwą osobą.

Położyła mi ręce na bluzce i zbliżyła do mnie twarz. Czułam, jak jej usta dotknęły mojej szyi, jak delikatnie mnie podgryza i pieści językiem. Miałam dreszcze. Z Ji-Eun emanowała zmysłowość, delikatność i coś nieodgadnionego, wręcz niebezpiecznego. Ale już samo to, że jest tak blisko, podniecało mnie. I to uczucie urzekło mnie. Jej język krążył po mojej szyi, a jednocześnie wyciągnęła mi bluzkę ze spodni i pieściła moje plecy. Wbijała paznokcie w skórę, jej pieszczoty miały w sobie coś żarłocznego i niecierpliwego, a ja czułam, że muszę je odwzajemnić. Dotknęłam jej twarzy, a ona przymknęła oczy. Cicho westchnęła i przycisnęła do mnie głowę.

Usłyszałam jej szept:

‒ Jestem taka samotna.

 

‒ Nie dzisiaj… ‒ Pocałowałam ją.

Nasze języki zaczęły wspólny taniec. Ji-Eun smakowała miętą, czymś świeżym, organicznym. Odpięła mi guzik w spodniach, rozpięła rozporek. Poczułam, jak spodnie opadają do kostek i pozbyłam się ich jednym ruchem. Ji-Eun uklękła, zaczęła całować moje nogi i pieścić pośladki. Jęknęłam z podniecenia i rozkoszy. Chwyciła moje majtki zębami i ściągnęła je, wpatrując mi się w oczy.

Bez reszty poddałam się gorączce chwili, zmysłowość Ji-Eun mnie obezwładniła. Jej usta zbliżyły się do mojej cipki. Najpierw poczułam jej język na moich udach, a potem na muszelce, którą delikatnie rozchyliła, wzdychając z uniesienia. Jęknęłam. Lizała moje wargi sromowe i łechtaczkę, po czym najdalej, jak się dało, włożyła język do środka, odkrywając moje wnętrze. Nie mogłam już powstrzymać spazmatycznych okrzyków. Język Ji-Eun powrócił do łechtaczki, pieszcząc ją i zmieniając nacisk w zależności od moich reakcji.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?