Piękny gracz

Tekst
Z serii: Beautiful Bastard #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Piękny gracz
Piękny gracz
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 56,90  45,52 
Piękny gracz
Piękny gracz
Audiobook
29,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Budziła we mnie pewien głód bycia tak samo uczciwym i spokojnym w życiu jak ona. Chciałem ją poznać, chciałem się dowiedzieć, co myśli na każdy temat.

Zamilkłem z kuflem uniesionym w pół drogi do ust i uświadomiłem sobie, że myślę o niej jako o Hannie. Poczułem się tak, jakbym wypuścił długo wstrzymywane powietrze.

Ziggy to siostra Jensena. Ziggy to dzieciak, którego nigdy nie poznałem.

Hanna to ta nieskrępowana i wyzwolona kobieta, która na pewno niedługo wywróci mój świat do góry nogami.

ROZDZIAŁ
piąty

Podjęłam decyzję: jeśli mam zmonopolizować czas Willa i uprę się, żeby z nim trenować, będę musiała naprawdę rozpocząć trening czegoś konkretnego.

Uznałam, że czas zabrać się do tego na poważnie, przestać traktować jak zabawę, a podejść do tego jak do eksperymentu. Zaczęłam chodzić spać o przyzwoitej porze, żeby wstać, pobiegać razem z Willem i dotrzeć do laboratorium na tyle wcześnie, aby normalnie zasiąść przy mikroskopie. Garderobę sportową powiększyłam o dobrej jakości odzież do ćwiczeń i kolejną parę butów. Przestałam uważać Starbucksa za restaurację i zaczęłam kontrolować moje narzekanie. Wreszcie, po wielu oporach z mojej strony i z wielką zachętą ze strony Willa zgłosiliśmy się do półmaratonu w połowie kwietnia. Byłam przerażona.

Jak się jednak okazało, Will miał rację: rzeczywiście bieganie stawało się łatwiejsze. Już po paru tygodniach pozbyłam się ognia w płucach, łydki przestały się trząść jak galareta i pod koniec codziennego biegu nie czułam się już tak, jakbym miała za chwilę zwymiotować. Udało mi się wręcz wydłużyć trasę i przejść na większą pętlę, po której Will zwykle biegał. Według niego, jeśli zdołam przebiec sześć mil dziennie, a dwa razy w tygodniu nawet osiem mil, nie będzie musiał dodatkowo trenować sam.

Poczułam się lepiej, ale to nie wszystko. Zaczęłam nawet dostrzegać różnice. Dzięki genom zawsze byłam dość szczupła, ale nigdy nie grzeszyłam kondycją. Brzuch miałam lekko sflaczały, a ramiona łopotały mi dziwnie, kiedy nimi machałam; poza tym nad paskiem dżinsów zawsze wylewała mi się lekka oponka, o ile nie zapominałam jej wciągać. A teraz mój wygląd się zmieniał i nie tylko ja to widziałam.

— Co się tu dzieje? — zapytała Chloe, stojąc w mojej garderobie i mierząc mnie wzrokiem. Wskazała na mnie palcem i zakreśliła nim koło. — Wyglądasz… inaczej.

— Inaczej? — zapytałam.

Celem „Projektu Ziggy” nie było spędzanie jak najwięcej czasu z Willem — chociaż ten szybko stawał się moim ulubionym kumplem — lecz znalezienie równowagi w życiu i celu poza pracą. W ciągu kilku ostatnich tygodni Chloe i Sara zaczęły odgrywać w nim ważną rolę, wyciągając mnie na kolacje lub wpadając do mnie na kilka godzin, by po prostu posiedzieć.

Tego czwartkowego wieczoru przyniosły jedzenie, po czym mechanicznie przeszłyśmy do sypialni, gdzie Chloe postanowiła przejrzeć moją garderobę i zdecydować, co mogę zostawić, a co na pewno trzeba wyrzucić.

— Inaczej, ale dobrze — uściśliła i odwróciła się do Sary, wyciągniętej na łóżku i przerzucającej plik dokumentów finansowych z pracy. — Nie sądzisz?

Sara uniosła wzrok znad papierów i zmierzyła mnie zmrużonymi oczami.

— Na pewno dobrze. Może nawet wyglądasz na szczęśliwą.

Chloe już kiwała potakująco głową.

— Właśnie miałam to powiedzieć. Policzki ci jaśnieją. A w tych spodniach twój tyłek wygląda fantastycznie.

Zerknęłam w lustro, sprawdziłam przód i odwróciłam się tyłem. Moja pupa naprawdę nieźle się prezentowała. Przodowi zresztą też nic nie brakowało.

— Spodnie są na mnie luźne — zauważyłam, sprawdzając rozmiar. — I spójrzcie, nie mam już oponek!

— A to zawsze plus — powiedziała Sara ze śmiechem, pokręciła głową i wróciła do papierów.

Chloe zaczęła rozwieszać ubrania na wieszakach, a pozostałe wrzucała do reklamówek.

— Nabierasz mięśni. Co robisz?

— Tylko biegam. I dużo ćwiczeń rozciągających. Will ma fioła na ich punkcie. W zeszłym tygodniu dodał do naszych zwykłych ćwiczeń brzuszki, a ja ich nie cierpię. — Wciąż oglądając się w lustrze, dodałam: — Nie pamiętam, kiedy jadłam ciastka, a to już zakrawa na przestępstwo.

— Hm, wciąż trenujesz z Willem? — zapytała Chloe. Nie umknęła mi wymiana spojrzeń między nią a Sarą. Najwidoczniej właśnie podrzuciłam im pożywny, przesmaczny kąsek, który zostanie później omówiony w najdrobniejszych szczegółach i rozebrany na czynniki pierwsze, a ja będę się wić i błagać o litość.

— Codziennie rano.

— Will trenuje z tobą codziennie rano? — zapytała Chloe. Kolejna wymiana spojrzeń.

Pokiwałam głową i schyliłam się, żeby podnieść kilka drobiazgów.

— Spotykamy się w parku. Wiedziałyście, że bierze udział w triatlonach? Facet ma niesamowitą kondycję… — Szybko zamknęłam usta, uświadamiając sobie, że w rozmowie z Chloe lepiej nie pozwalać sobie na taką bezgraniczną szczerość jak z Willem. Znałam tę kobietę już na tyle, by wiedzieć, że niewiele jej umyka.

I rzeczywiście Chloe uniosła brwi i strzepnęła z ramienia gruby lok ciemnych włosów.

— Zatem co do Williama…

Zaczęłam coś mruczeć przy zwijaniu pary skarpetek.

— Widujesz się z nim poza bieganiem?

Ich ciekawość przeszywała mnie jak promienie laserowe; kiwnęłam głową, nie patrząc na żadną z nich.

— Jest bardzo przystojny — stwierdziła Chloe.

„Uwaga!” — ostrzegł mnie mózg.

— Owszem.

— Widzieliście się nawzajem nago?

Rzuciłam Chloe szybkie spojrzenie.

— Co takiego?

— Chloe! — jęknęła Sara.

— Nie — odparłam. — Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Chloe prychnęła i poszła do garderoby z naręczem ubrań przewieszonych przez ramię.

— Jasne.

— Rano biegamy, czasami spotykamy się na kawę. Albo śniadanie — powiedziałam, wzruszając ramionami i ignorując ostrzeżenie mojego licznika szczerości, który wskazywał czerwoną strefę. Ostatnio jadaliśmy razem śniadanie niemal codziennie i jeszcze rozmawialiśmy w ciągu dnia. Zaczęłam nawet radzić się go w sprawach moich doświadczeń, kiedy Liemacki był w delegacji lub nie miał czasu… lub dlatego, że ceniłam wiedzę specjalistyczną Willa. — Jesteśmy tylko przyjaciółmi — zerknęłam na Sarę. Wzrok miała utkwiony w papierach, lecz z uśmiechem kręciła głową.

— Bzdura! — niemal zaśpiewała Chloe. — Will Sumner nie ma kobiet, które są tylko przyjaciółkami — poza rodziną i nami dwiema.

— To prawda — przyświadczyła niechętnie Sara.

Bez słowa odwróciłam się i zaczęłam szperać w szufladach w poszukiwaniu swetra. Czułam na sobie wzrok Chloe, jej spojrzenie wwiercało mi się w potylicę. Nigdy nie miałam wielu koleżanek — i na pewno żadnej w typie Chloe Mills — ale nawet mnie wystarczyło inteligencji, by mieć się przed nią na baczności. Miałam też nieodparte wrażenie, iż nawet Bennett trochę się jej obawia.

Znalazłam kardigan, którego szukałam, i nałożyłam go na mój ulubiony T-shirt z napisem „Firefly”, starając się nie zmieniać wyrazu twarzy, a z myśli usunąć wszelkie skojarzenia z Willem wykraczające poza przyjaźń. Coś mi mówiło, że te dwie dziewczyny w sekundę by mnie przejrzały.

— Od jak dawna się znacie? — zapytała Sara. — Will i Max przyjaźnią się od wielu lat, ale ja poznałam go dopiero po przeprowadzce do Nowego Jorku.

— Ja też — dodała Chloe. — No już, kawa na ławę, Bergstrom. Chłopak jest zbyt zadowolony z siebie, a my potrzebujemy na niego haka.

Roześmiałam się, zadowolona z tej drobnej zmiany tematu.

— Co chcecie wiedzieć?

— Znałaś go, kiedy był na studiach. Był wtedy kujonem nudziarzem? Proszę, powiedz, że należał do klubu szachowego albo coś w tym stylu — powiedziała z nadzieją Chloe.

— Niestety nie. Jestem pewna, że kiedy tylko skończył osiemnaście lat, wszystkie mamuśki zaczęły się na niego zasadzać — zmarszczyłam brwi i zamyśliłam się na chwilę. — Właściwie to chyba nawet słyszałam taką opowieść od Jensena…

— Max wspomniał, że Will spotykał się z twoją siostrą — podpowiedziała Sara.

Zagryzłam wargę i pokręciłam głową.

— Zeszli się raz w czasie ferii, ale chyba tylko na chwilę. Pierwszego dnia studiów Will poznał mojego najstarszego brata, Jensena, potem przemieszkiwał u nas i po dyplomie pracował z moim tatą. Jestem najmłodsza, więc właściwie nie za bardzo spędzałam z nimi czas, widzieliśmy się tylko przy posiłkach.

— Nie wykręcaj się. — Chloe zmrużyła oczy i przyparła mnie do muru. — Musisz wiedzieć coś więcej.

Roześmiałam się.

— Niech pomyślę… on też jest najmłodszy w rodzinie. Ma dwie sporo starsze siostry, których nigdy nie poznałam. Jak się wydaje, zawsze był oczkiem w głowie rodziny. Pamiętam, że raz opowiadał o rodzicach. Są lekarzami i rozwiedli się na długo przed jego urodzeniem. Po latach spotkali się na konferencji medycznej, upili i zeszli na jedną noc…

— I bum, zdarzył się Will — odgadła Sara.

Pokiwałam powoli głową.

— Właśnie. Ale to matka go wychowała. Siostry są o dwanaście i czternaście lat starsze, więc był ich maskotką.

— Pewnie dlatego uważa, że kobiety zostały stworzone do tego, by spełniać jego zachcianki.

Nie za bardzo się z tym zgadzałam. Usiadłam i pokręciłam głową.

— Chyba nie o to chodzi. On naprawdę bardzo, bardzo lubi kobiety. One zresztą odwdzięczają mu się tym samym — dodałam. — Dorastał w otoczeniu kobiet, więc zna ich sposób myślenia i wie, co chcą usłyszeć.

— Na pewno doskonale zna zasady gry — orzekła Sara. — Boże, to, co mi opowiadał Max…

Przypomniałam sobie wesele Jensena i Willa, który niezauważony przez nikogo oprócz mnie wymykał się z dwiema kobietami naraz. Na pewno nie była to pierwsza ani ostatnia taka sytuacja w jego życiu.

 

— Kobiety zawsze go uwielbiały — powiedziałam. — Pamiętam, jak podsłuchałam kiedyś koleżanki mamy, kiedy pracował z tatą. Opowiadały, co by zrobiły z tym chłopakiem… Dobry Boże!

— Ryczące czterdziestki! — pisnęła z uciechą Chloe. — Cudowne.

— Wszystkie dziewczyny się w nim kochały — przytuliłam do siebie poduszkę i ciągnęłam wspomnienia. — Miałam w szkole kilka koleżanek. Przy pierwszej wizycie Willa byłam dwunastolatką, nagle wszystkie dziewczyny zaczęły mnie odwiedzać pod najdziwniejszymi pozorami. Jedna z nich udawała, że musi mi oddać sweter. W Wigilię! I przyniosła wtedy własny. Wyobraźcie sobie Willa w wieku dziewiętnastu lat, zabawnego, doświadczonego w sprawach kobiecego ciała, z tym przeklętym aroganckim uśmieszkiem. Grał w kapeli, miał tatuaże… Chodzący seks. A potem mieszkał u nas całe lato, gdy miał dwadzieścia cztery lata, a ja szesnaście. Nie do zniesienia. Zachowywał się tak, jakby noszenie podkoszulka w domu stanowiło dla niego obrazę, musiał obnosić się ze swoją gładką, idealną męską skórą.

Obudziłam się ze wspomnień; dziewczyny patrzyły na mnie z szerokimi uśmiechami.

— No co?

— Te opisy były naprawdę lubieżne, Hanno — odezwała się Sara.

Spojrzałam na nią.

— Czy ty właśnie użyłaś słowa „lubieżne”?

— Też to słyszałam — przyświadczyła Chloe. — I zgadzam się. Czuję się tak, jakbym obejrzała coś sprośnego.

Z jękiem podniosłam się z łóżka.

— Najwyraźniej nastoletnia Hanna durzyła się w Sumnerze — stwierdziła Sara. — Ale ważniejsze jest to, co dwudziestoczteroletnia Hanna myśli o nim teraz.

Musiałam się przez chwilę zastanowić, gdyż szczerze mówiąc, wiele rozmyślałam o Willu i to w najróżniejszych aspektach. Przypominałam sobie jego ciało, jego zmysłowe usta, oczywiście wszystko, co na pewno potrafiłby nimi zrobić, ale też myślałam o jego umyśle i sercu.

— Jest zaskakująco słodki i niewiarygodnie inteligentny. Owszem, pozer z niego, ale pod tą powłoką kryje się autentycznie dobry człowiek.

— I naprawdę nie myślałaś, żeby go zaciągnąć do łóżka?

Wbiłam wzrok w Chloe.

— Słucham?

Odpowiedziała równie odważnym spojrzeniem.

— Co „słucham”? Jesteście młodzi i atrakcyjni. Znacie się od dawna. Na pewno byłoby wam niewiarygodnie.

W kilka sekund przez głowę przebiegły mi tysiące obrazów. I chociaż myślałam o zaciągnięciu Willa do łóżka częściej, niż potrafiłabym się przyznać sama przed sobą, zmusiłam się, by powiedzieć:

— Na pewno nie mam zamiaru uprawiać z nim seksu.

Sara wzruszyła ramionami.

— Może jeszcze nie teraz.

Odwróciłam się do niej.

— Czy to nie ty powinnaś być ta skromnisia?

Chloe parsknęła śmiechem i pokręciła głową, obrzucając przyjaciółkę spojrzeniem pełnym udawanego oburzenia.

— Skromnisia. Najgorsze są właśnie te, które wyglądają na słodkie i niewinne, uwierz mi.

— W każdym razie — stwierdziłam — Will uważa mnie za kogoś w rodzaju młodszej siostry.

Chloe wyprostowała się i spoważniała.

— Powiem ci, że kiedy facet poznaje kobietę, zalicza ją do jednej z dwóch kategorii: czysta przyjaciółka lub możliwa kandydatka do łóżka.

— A czy on akurat nie ma kumpelek do łóżka? — zapytałam, krzywiąc się. Podobał mi się pomysł randkowania, lecz odniosłam wrażenie, że Will wprowadził w swoje związki większy porządek, niż można by wnioskować z jego słów o braku zobowiązań. Samo to regularne umawianie się na noce z kobietami… Nie byłam pewna, czy zdołam przedrzeć się przez tę granicę w przypadku zjawiska tak płynnego i nieokreślonego jak seks.

Sara pokiwała głową.

— Ostatnio Kitty jest we wtorki, a Kristy w soboty wieczorem — zastanawiała się przez chwilę i dodała: — z Larą już się chyba nie spotyka, ale na pewno co jakiś czas pojawia się kolejna przelotna znajomość.

Chloe rzuciła jej spojrzenie, na które Sara odpowiedziała równie wyzywająco. Odwróciłam wzrok, by nie ingerować w tę potyczkę.

— Nie proponuję, żebyś się w nim zakochiwała — odezwała się Chloe. — Po prostu wykorzystaj go dobrze w łóżku.

— Tylko pilnuję, żeby wszyscy wiedzieli, na czym stoją — odpowiedziała Sara wciąż z tym bojowym spojrzeniem.

— Cóż — zaczęłam — to i tak nie ma znaczenia. Biorąc pod uwagę, że to przyjaciel mojego brata, możemy chyba bezpiecznie przyjąć, że dla niego mieszczę się w kategorii czystych przyjaciółek.

— A czy rozmawiał z tobą o twoim biuście? — zapytała Chloe.

Poczułam rumieniec pełznący w górę szyi. Will rozmawiał o moich piersiach, gapił się na nie i wydawał się je uwielbiać.

— Eee… tak.

Chloe uśmiechnęła się z zadowoleniem.

— Nie mam nic więcej do dodania.

* * *

Następnego ranka Will na pewno uznał, że biorę jakieś psychotropy… Lub że może powinnam zacząć je brać. W czasie biegu byłam rozproszona, wciąż powtarzając w głowie moją rozmowę z Sarą i Chloe. Myślałam nie tylko o tym, jak często Will patrzył na moje piersi, gestykulował do nich i przemawiał, ale niestety myślałam także o innych kobietach w jego życiu: o tym, co z nimi robił, jak się czuły, będąc z nim, czy tak dobrze bawiły się z nim jak ja. Plus fakt, że w towarzystwie kobiet na pewno często bywał… rozebrany.

Oczywiście ten tok myślenia doprowadził mnie do wyobrażania sobie nagiego Willa, co wcale nie pomogło mi zachować koncentracji ani biec prosto po ścieżce.

Siłą oderwałam myśli od mężczyzny biegnącego przy mnie w milczeniu i skierowałam je na czekającą mnie w laboratorium pracę, na raport, który mam do skończenia, i egzaminy, które muszę pomóc Liemackiemu ocenić.

Później jednak, kiedy Will pochylił się nade mną, prostując moją prawą nogę po tym, jak padłam na ziemię powalona skurczem, i wpatrzył się we mnie tak intensywnie, powoli przesuwając spojrzeniem po mojej twarzy — wszystkie myśli, których tak starałam się pozbyć, napłynęły wielką falą. Żołądek mi się skręcił, w piersi rozlało rozkoszne ciepło, docierając aż między nogi, wywołując dziwny ból, na który jednak nie zwracałam uwagi. Czułam się tak, jakbym rozpływała się na zmarzniętej ziemi.

— Wszystko w porządku? — zapytał cicho.

Mogłam tylko pokiwać głową.

Ściągnął brwi.

— Jesteś dzisiaj bardzo milcząca.

— Po prostu rozmyślam — mruknęłam.

Na jego ustach pojawił się ten seksowny uśmieszek; serce mi podskoczyło i zaczęło walić jak młotem.

— Mam nadzieję, że nie rozmyślasz o porno, robieniu loda czy innych eksperymentach z seksem, gdyż jeśli nie wyrzucisz tego z siebie, wpadniesz w kłopoty. Teraz mamy wspólny rytm, Ziggs.

Po tym treningu wzięłam wyjątkowo długi prysznic.

* * *

Pisanie SMS-ów nie było nigdy moją mocną stroną — w gruncie rzeczy moje wiadomości składały się zwykle z jednowyrazowych odpowiedzi na pytania członków rodziny lub ludzi z pracy.

„Przyjdziesz?” — „Tak”.

„Możesz kupić butelkę wina?” — „Jasne”.

„Przyjdziesz z kimś?” — „Zapomnij”.

Do zeszłego tygodnia — kiedy wreszcie odpakowałam iPhone’a, którego Niels podarował mi pod choinkę. Dotąd używałam modelu z klapką, Jensen natrząsał się, że był to najstarszy istniejący model komórki. Kto ma czas wypisywać tysiące SMS-ów, kiedy można zadzwonić i załatwić sprawę w minutę? Czysta strata czasu.

Jednak przy Willu dobrze się tym bawiłam, poza tym nowy telefon znacznie ułatwiał pisanie, muszę przyznać. W ciągu dnia Will przesyłał do mnie oderwane myśli, zdjęcia swojej twarzy, kiedy nie udał mi się dowcip, lub obiadu, kiedy podano mu filet drobiowy w kształcie penisa. Zatem po moim odprężającym prysznicu, kiedy w drugim pokoju zabrzęczał telefon, bez zdziwienia zobaczyłam na wyświetlaczu numer Willa.

Zaskoczyło mnie jednak jego pytanie: „Co masz na sobie?”.

Zmarszczyłam brwi, zupełnie nie wiedząc, o co chodzi. Było to zaskakujące, ale na pewno nie najdziwniejsze pytanie, jakie od niego usłyszałam. Za pół godziny mieliśmy zjeść razem śniadanie, może się martwi, że przyjdę — jak to określał — przebrana za studenckiego kloszarda.

Spojrzałam na moją owiniętą ręcznikiem pierś i wystukałam: „Czarne dżinsy, żółta bluzka, niebieski sweter”.

„Nie, Ziggy. Mam na myśli — emotikonek ze znaczącą miną — CO MASZ NA SOBIE”.

Teraz naprawdę zbił mnie z tropu.

„Nie łapię” — odpisałam.

„To się nazywa sexting”.

Przez kilka sekund znieruchomiała wpatrywałam się w telefon, zanim odpisałam: „Że co?”.

Pisał znacznie szybciej ode mnie, a jego odpowiedź nadeszła niemal natychmiast. „Jak już muszę wyjaśniać, to cały urok się gubi. Nowa zasada: musisz mieć co najmniej podstawowe umiejętności w dziedzinie sextingu”.

Nagle mnie oświeciło. „Och! Sexting. Sprytne, Will”.

„Cieszy mnie Twój entuzjazm i fakt, że uważasz mnie za tak błyskotliwego, bym mógł wymyślić takie słówko — odpisał — ale to nie ja jestem jego autorem. Od dobrych paru lat istnieje w popkulturze. A teraz odpowiedz na pytanie”.

Zaczęłam chodzić po pokoju.

„W porządku. Zadanie do wykonania. Dam radę”. Starałam się przypomnieć sobie wszystkie podteksty, jakie słyszałam w filmach, i oczywiście nic nie przychodziło mi do głowy. Przywoływałam z pamięci wszystkie odzywki mojego brata Erica, na które podrywał dziewczyny… W końcu wzruszyłam ramionami.

Nie mam szczęścia.

„Właściwie jeszcze się nie ubrałam — wystukałam. — Właśnie się zastanawiałam, czy wypada iść bez gaci, bo pod moją spódniczką widać wszystkie szwy, a nie cierpię stringów”.

Wbiłam wzrok w telefon, na którym zaczęły migać drobne kropki wskazujące, że Will odpisuje. „Cholera, to było dobre, mała. Ale nie używaj słowa «gacie». Ani «bluzka». Nie są seksowne”.

„Nie nabijaj się ze mnie, nie wiem, co mówić. Czuję się jak idiotka, bo stoję naga i piszę do Ciebie”.

Czekałam.

Po kilku minutach wyświetlacz znów się rozjarzył.

„OK. Widzę, że zaczynasz łapać. A teraz napisz coś sprośnego”.

„Sprośnego?”.

„Czekam”.

O Boże. Czy mam czas włączyć Google? Nie. Poszperałam w pamięci i odpisałam w SMS-ie pierwszą sprośną rzecz, jaka mi wpadła do głowy: „Czasami kiedy biegniesz, regulujesz oddech i zapominasz o wszystkim innym, zastanawiam się, jakie odgłosy wydajesz w trakcie seksu”.

Może jednak było to bardziej sprośne, niż mi się wydawało. Nie odpowiadał przez całą wieczność. Boże. Odłożyłam telefon, przekonana, że Will zaraz sobie pójdzie i już nigdy się nie odezwie. Zapewne miał ochotę na coś żartobliwego, a nie na taką szczerość.

Weszłam do łazienki, zaczęłam szczotkować mokre włosy, po czym spięłam je na czubku głowy. Z pokoju odezwał się leżący na biurku telefon.

„No no” — brzmiała pierwsza wiadomość.

Druga: „Rzucasz się z głową na głęboką wodę. Dobrze, potrzebuję minuty. Albo pięciu”.

„OBOZESOEEEYY” — wpisałam trzęsącymi się głupio palcami, gotowa skryć się w najmniejszej dziurze i umrzeć. „TO JEST SORRY, NIEWIERZEZETOPWIEDZIALAM”.

„Jaja sobie robisz” — odpisał. „To było jak prezent pod choinkę. Chyba muszę podnieść poprzeczkę. Poczekaj, najpierw pomyślę”.

Przewróciłam oczami. „Czekam”.

„Twoje cycki doskonale dzisiaj wyglądały”.

„Tylko tyle?” — odpisałam. Przecież znacznie śmielsze teksty rzucał mi w twarz. A raczej w cycki. Czy naprawdę uważa, że teraz uczy mnie kokieterii?

„Naprawdę? W ogóle nie zrobiłem na tobie wrażenia?”

„Ziew” — odpisałam.

„A czy następnym razem będę mógł ZOBACZYĆ twoje piersi?”

No no… Uśmiechnęłam się do telefonu jak idiotka.

Na wyświetlaczu pokazał się dymek, znak, że Will zaczął pisać. Czekałam. I czekałam. Wreszcie: „Czy mogę ich dotknąć? Posmakować?”.

Uniosłam ręcznik wyżej na piersi i przełknęłam ślinę. Zadrżałam. Już nie tylko na twarzy czułam gorąco.

„To już lepiej” — odpisałam.

„Mogę je wylizać i posuwać?”

Upuściłam telefon i niezdarne schyliłam się po niego. „Całkiem nieźle” — wystukałam drżącymi rękami. Zamknęłam oczy, starając się wyrzucić z głowy obraz bioder Willa poruszających się na mojej klatce piersiowej, jego fiuta przesuwającego się po skórze między moimi piersiami.

Niemal czułam jego determinację po drugiej stronie, kiedy napisał: „Daj znać, jeśli będziesz potrzebowała minuty W SAMOTNOŚCI. Gotowa?”.

„Nie, wcale nie”.

„Tak”.

„Któregoś dnia miałaś na sobie tę różową koszulkę. Twoje piersi wyglądały cholernie doskonale, pełne i miękkie. Kiedy powiał silniejszy wiatr, widziałem twoje sutki. Wtedy myślałem tylko o tym, jak by to było czuć cię w moich dłoniach, dotykać twoich sutków językiem. Jak mój fiut wyglądałby na twojej skórze i jak by to było dojść na twojej szyi”.

 

Niech to jasna cholera.

„Will, czy mogę po prostu zadzwonić?”

„Dlaczego?”

„Bo trudno się pisze jedną ręką”.

Nie odpisywał przez minutę; tym razem chyba to on upuścił telefon. W końcu odpowiedział:

„HA! Dotykasz się?”

Roześmiałam się. „Bingo!” — odpisałam, rzuciłam telefon na bok i zamknęłam oczy.

Tak, właśnie to robiłam.

* * *

Jako że na koniec treningu umówiliśmy się na śniadanie w „Sarabeth’s”, po „myśleniu” o jego SMS-ach szybko się ubrałam i wyleciałam z mieszkania. Mimo spadającej temperatury i śniegu, który właśnie zaczął padać, przez całą drogę do Dziewięćdziesiątej Trzeciej rozgrzewał mnie rumieniec; zastanawiałam się, jak to będzie siedzieć naprzeciwko niego, skoro facet wie, że masturbowałam się przy jego wiadomościach. Sprawy chyba zaczęły się nam wymykać spod kontroli i zastanawiałam się, kiedy to nastąpiło. Czy dzisiaj rano, kiedy nachylił się nade mną trochę tak, jakby chciał na mnie wejść? Czy może kilka tygodni temu w barze, kiedy zaczęliśmy rozmawiać o porno i seksie? Może nawet jeszcze wcześniej, pierwszego dnia, kiedy poszliśmy biegać, on nałożył mi czapkę na głowę i uśmiechnął się do mnie, a ja poczułam się tak, jakby ktoś mnie właśnie posuwał pod ścianą?

Niedobrze.

— Przyjaciele — powiedziałam sobie stanowczo. — Tajna misja szpiegowska. Naucz się metod wojowników ninja, a potem uciekaj bez szkody na ciele i umyśle.

Z pochyloną głową parłam przez cienką warstwę śniegu, przeklinając marcową pogodę; białe płatki osadzały się na moich rozpuszczonych włosach. Z restauracji wychodziła właśnie para młodych ludzi; korzystając z okazji, wślizgnęłam się w otwarte drzwi.

— Zig — usłyszałam i uniósłszy wzrok, zobaczyłam Willa uśmiechającego się do mnie z antresoli. Pomachałam do niego i weszłam na schody, zdejmując czapkę i rozwiązując szalik.

— Jak miło znów cię widzieć — powiedział, wstając, kiedy podchodziłam do stolika.

Poczułam niewytłumaczalną irytację z powodu tych jego nieskazitelnych manier, a jeszcze większą na widok jego wciąż wilgotnych włosów i swetra przylegającego do nieskończenie długiego torsu. Pod swetrem Will miał białą koszulę; spod zakasanych rękawów wyglądały jego tatuaże. Cholerne ciacho.

— Dzień dobry — odparłam.

— Nie w nastroju? A może nieco spięta?

— Nie — odparłam nachmurzona.

Roześmiał się; usiedliśmy oboje.

— Zamówiłem dla ciebie to, co zwykle.

— To oznaczy co?

— Twoje śniadanie. Naleśniki cytrynowe z jagodami, prawda? I ten sok z kwiatków?

— A tak — odparłam, mierząc go wzrokiem poprzez stół. Wzięłam serwetkę, rozłożyłam i położyłam sobie na kolanach.

Pochylił się i spojrzał mi w oczy z lekkim zaniepokojeniem.

— Może wolisz coś innego? Zawołam kelnerkę.

— Nie… — odetchnęłam głęboko, otworzyłam usta i znów je zamknęłam. Taki drobiazg — posiłek, który zawsze zamawiam, mój ulubiony sok, fakt, że dobrze wiedział, jak rozciągnąć mi mięśnie dzisiaj rano — to wszystko nagle urosło do spraw pierwszorzędnych. Wstyd mi się zrobiło, że on jest dla mnie taki miły, a ja nie potrafię oderwać myśli od jego spodni. — Aż trudno mi uwierzyć, że o tym pamiętasz.

Wzruszył ramionami.

— Nic wielkiego. To tylko śniadanie, Zig-zag. Nie oddaję nikomu nerki.

Na te słowa musiałam zdławić w sobie chęć okazania nieuzasadnionej złości.

— Mimo wszystko bardzo miłe. Czasami mnie zaskakujesz.

Chyba go zbiłam z pantałyku.

— Czym?

Westchnęłam i osunęłam się na krześle.

— Zakładałam, że będziesz mnie traktował jak dzieciaka.

Od razu było widać, że mu się to nie spodobało. Rozparł się w krześle i odetchnął powoli. Mówiłam więc dalej, nieco chaotycznie:

— Wiem, że poświęcasz swój święty spokój, trenując ze mną. Odwołałeś spotkania ze swoimi nie-dziewczynami, musiałeś przeorganizować wiele rzeczy, żeby poświęcić mi czas, więc chcę tylko… żebyś wiedział, że to doceniam. Jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem, Will.

Zmarszczył brwi i wbił wzrok w swoją wodę z lodem.

— Dzięki. To tylko, no wiesz… pomoc dla małej siostrzyczki Jensena.

— Racja — przyświadczyłam, czując znów narastające rozdrażnienie. Miałam ochotę wziąć tę jego wodę i wylać sobie na głowę. Skąd u mnie nagle taki temperament?

— Racja — powtórzył, spoglądając na mnie z tym swoim łobuzerskim uśmieszkiem, który natychmiast stopił moją złość i sprawił, że moje części kobiece sprężyły się, gotowe do akcji. — A przynajmniej tak będziemy wszystkim mówić.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?