Piękny gracz

Tekst
Z serii: Beautiful Bastard #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Piękny gracz
Piękny gracz
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 56,90  45,52 
Piękny gracz
Piękny gracz
Audiobook
29,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ
trzeci

Bieganie naprawdę nie stawało się wcale łatwe.

— Bieganie naprawdę stanie się łatwiejsze — upierał się Will, spoglądając na mnie, skuloną i jęczącą kupkę nieszczęścia na ziemi. — Trochę cierpliwości.

Wyrwałam źdźbła zbrązowiałej od mrozu trawy, pod nosem mamrocząc, co Will może sobie zrobić z tą swoją cierpliwością. Było wcześnie, niebo miało wciąż przyćmiony szary kolor, nawet ptaki nie zdecydowały się wylecieć na mróz. Od półtora tygodnia biegaliśmy razem niemal codziennie i bolały mnie miejsca, których istnienia w moim ciele dotąd nawet nie podejrzewałam.

— I nie zachowuj się jak rozpieszczony bachor — dodał.

Spoglądając na niego zmrużonymi oczami, zapytałam:

— Co powiedziałeś?

— Powiedziałem: rusz tyłek.

Wstałam, przeszłam niemrawo parę kroków, po czym ruszyłam za nim truchtem. Obejrzał się i otaksował mnie spojrzeniem.

— Wciąż zesztywniała?

Wzruszyłam ramionami.

— Odrobinę.

— Tak jak w piątek?

Przemyślałam sprawę, zataczając koła barkami i wyciągając ręce nad głowę.

— Nie tak samo.

— A czy w piersi czujesz to uczucie… jak to nazwałaś… Jakby ktoś oblał ci płuca benzyną i podpalił?

Rzuciłam mu oburzone spojrzenie.

— Nie.

— No widzisz. W przyszłym tygodniu będzie jeszcze łatwiej. A po kolejnym tygodniu będziesz pragnąć biegania tak, jak na pewno czasami pragniesz czekolady.

Otworzyłam usta, by zaprzeczyć, ale Will uciszył mnie spojrzeniem, które świadczyło, że wie, o czym mówi.

— W tym tygodniu umówię cię z kimś, kto pomoże utrzymać obecny poziom, a zanim się spostrzeżesz…

— Co masz na myśli, mówiąc „umówię cię z kimś”?

Ruszyliśmy truchtem; wydłużyłam krok, żeby nie zostawać w tyle.

Will rzucił mi krótkie spojrzenie.

— Kogoś, kto będzie z tobą biegał. Ktoś w rodzaju trenera.

Bezlistne drzewa chyba izolowały nas od otoczenia, bo chociaż widziałam dachy budynków i linię miasta na horyzoncie, dźwięki ulicy dobiegały jakby z odległości wielu mil. Stopami dudniliśmy o alejkę pokrytą spadłymi liśćmi i żwirem; ścieżka się zwęziła i musiałam zmienić tempo. Ramieniem dotknęłam ramienia mężczyzny, znalazłam się na tyle blisko, by poczuć zapach mydła i mięty oraz delikatny aromat kawy.

— Nie rozumiem. Dlaczego nie mogę po prostu biegać z tobą?

Will roześmiał się i dłonią zatoczył łuk, jakby odpowiedź na moje pytanie zawisła w powietrzu wokół nas.

— Tak naprawdę dla mnie to nie jest bieganie, Ziggs.

— No jasne. Ledwie się ruszamy.

— Nie o to mi chodzi. Powinienem trenować.

Bardzo wymownie spojrzałam na nasze stopy, a potem na jego twarz.

— A to, co robimy teraz, to nie trening?

Znów się roześmiał.

— Wiosną startuję w Ashland Sprint. Żeby dobrze się do niego przygotować, powinienem przebiegać więcej niż półtorej mili kilka razy w tygodniu.

— A co to jest Ashland Sprint?

— Triatlon niedaleko Bostonu.

— Och. — Rytm naszych kroków rozlegał się echem w mojej głowie; kończyny mi się rozgrzewały, niemal czułam pulsowanie krwi w ciele. Nie było to niemiłe. — No to będę trenować z tobą.

Spojrzał na mnie zmrużonymi oczami i uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu.

— A wiesz ty w ogóle, co to triatlon?

— Oczywiście. Pływanie, bieganie i strzelanie do niedźwiedzia.

— Dobra próba — przytaknął z poważną miną.

— No dobrze, oświeć mnie, graczu. Jak długa jest ta próba męskości?

— Zależy. Jest bieg krótko-, średnio- i długodystansowy oraz ultradługi. No i nie ma niedźwiedzi, głuptasie, tylko pływanie, bieganie, jazda na rowerze.

Wzruszyłam ramionami, ignorując palący ból w łydkach, który odezwał się przy wbieganiu pod górę.

— No to do którego się szykujesz?

— Do średniego dystansu.

— Okej — powiedziałam. — Brzmi nie najgorzej.

— Oznacza to, że musisz przepłynąć około mili, przejechać na rowerze dwadzieścia pięć mil, a ostatnie sześć przebiec.

Płatki mojej świeżo rozkwitającej pewności siebie opadły nieco.

— Och.

— I dlatego nie mogę biegać z tobą po tych ścieżkach dla króliczków.

— Hej! — powiedziałam, dając mu takiego kuksańca, że zachwiał się lekko.

Roześmiał się, odzyskał równowagę i rzucił mi szeroki uśmiech.

— Czy zawsze tak łatwo było cię podkręcić?

Uniosłam brwi, a on otworzył szerzej oczy.

— Nieważne — jęknął.

* * *

Kiedy zwolniliśmy do kroku spacerowego, słońce wreszcie przebiło się przez ponure chmury. Policzki Willa zaróżowiły się od chłodu, a końcówki włosów wystające spod czapki wywinęły się do góry. Na szczęce widać było ślad zarostu; zaczęłam mu się przyglądać, próbując pogodzić obraz człowieka stojącego przede mną z facetem, którego — jak mi się wydawało — tak dobrze pamiętałam. Teraz był naprawdę mężczyzną. Na pewno mógłby się golić dwa razy dziennie i nadal mieć ten ciemny cień na twarzy. Uniosłam wzrok akurat w chwili, kiedy Will gapił się na moje piersi.

Spróbowałam przechwycić jego spojrzenie, ale on zignorował moje próby.

— Niechętnie zadaję pytania retoryczne, ale w co się tak wpatrujesz?

Przechylił głowę i przyjrzał mi się.

— Twoje piersi wyglądają inaczej.

— Fantastycznie, prawda? — ujęłam każdą w dłoń. — Jak wiesz, Chloe i Sara pomogły mi wybrać nowe staniki. Cycki zawsze stanowiły dla mnie pewien problem.

Will otworzył szerzej oczy.

— Cycki to nigdy nie jest problem. Nigdy.

— Tak mówi facet, który ich nie ma. Cycki mają swoją funkcję do spełnienia i tyle.

Spojrzał na mnie z autentycznym ogniem w oczach.

— Absolutna prawda. Spełniają tę funkcję doskonale.

Roześmiałam się i jęknęłam.

— Nie chodzi o twoje potrzeby, koleś.

— Chcesz się założyć?

— Widzisz, problem z cyckami polega na tym, że jeśli są duże, to nigdy nie wygląda się na szczupłą. Ramiączka stanika wbijają się w ramiona, a plecy bolą. No i wciąż wchodzą w drogę, chyba że używa się ich w celu, do jakich zostały stworzone.

— W drogę czemu? Moim dłoniom? Twarzy? Nie bluźnij — uniósł wzrok do nieba. — Panie, nie poczytaj jej tego za złe, bo nie wiedziała, co mówi.

Nie zwracając na niego uwagi, mówiłam dalej:

— Dlatego w wieku dwudziestu jeden lat zdecydowałam się na pomniejszenie biustu. — W tej chwili na jego twarzy pojawił się wyraz przerażenia.

Jakbym mu oznajmiła, że ugotowałam pyszną potrawkę z niemowląt i szczenięcych ozorków.

— Dlaczego to zrobiłaś, do licha? Bóg wspaniale cię obdarował, a ty kopnęłaś go w jaja.

Roześmiałam się.

— Bóg? Myślałam, że jesteś agnostykiem, panie profesorze.

— Owszem. Ale gdybym mógł włożyć głowę między kobiece piersi tak doskonałe jak twoje, może znalazłbym Jezusa.

Poczułam, jak na policzki wypełza mi rumieniec.

— Jezus mieszka w moim dekolcie?

— Już nie. Teraz twoje piersi są za małe, więc stracił schronienie — pokręcił głową, a ja się roześmiałam. — Cóż za egoizm, Ziggs — dodał z szerokim uśmiechem, z powodu którego niemal się potknęłam.

Do rzeczywistości przywrócił nas czyjś głos.

— Will!

Spojrzałam na energiczną kobietę o rudych włosach biegnącą w naszym kierunku, potem na Willa, i znów na nią.

— Cześć — odparł mój towarzysz z zakłopotaniem, machając do niej, kiedy nas mijała.

Odwróciła się i pobiegła tyłem.

— Nie zapomnij zadzwonić! — zawołała. — Wisisz mi jeden wtorek — rzuciła mu zalotny uśmiech i pobiegła dalej.

Czekałam na wyjaśnienie, ale nie doczekałam się. Will zacisnął szczęki i już bez uśmiechu wbił wzrok w ścieżkę przed nami.

— Ładna była — podsunęłam.

Kiwnął głową.

— To koleżanka?

— Tak. To Kitty. Czasem… się spotykamy.

„Spotykamy”. Oczywiście. Spędziłam na campusie wystarczająco dużo czasu, by wiedzieć, że w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków „spotykanie” oznacza dla chłopaków coś bardzo konkretnego.

— Czyli nie przedstawiłbyś jej jako swojej dziewczyny.

Rzucił mi szybkie spojrzenie.

— Nie — odparł niemal urażonym tonem. — Na pewno nie jako dziewczynę.

Przez kilka chwil szliśmy w milczeniu; obejrzałam się przez ramię. Zaczynałam rozumieć. To nie dziewczyna.

— Jej piersi… o rany. Na pewno zna Jezusa.

Will wybuchnął śmiechem i otoczył mnie ramieniem.

— Powiedzmy, że znalezienie wiary kosztowało ją spore pieniądze.

* * *

Kiedy po skończonym biegu Will rozciągał się na ziemi obok mnie, sięgając do palców u stóp, rzuciłam mu ukradkowe spojrzenie.

— Dzisiaj mam takie coś — zaczęłam i skrzywiłam się.

Pod spodniami dresu widziałam naprężające się mięśnie uda; niemal zatęskniłam za tym widokiem, kiedy powtórzył:

— Coś?

— No takie… spotkanie w pracy. No, niezupełnie w pracy. Spotkanie towarzyskie, ludzie z różnych działów. Nigdy nie chodzę na takie imprezy, ale teraz, żeby nie umrzeć w samotności w towarzystwie kotów, uznałam, że jednak się wybiorę. Spotkanie jest w czwartek wieczorem, więc na pewno nie będzie to nic dzikiego.

Roześmiał się, pokręcił głową i poprawił.

— W „Ding Dong Longue” — przerwałam i zagryzłam wargę. — To naprawdę nazwa knajpy? Nikt tego nie zmyślił?

— Nie, to knajpa przy Columbus — zamyślony podrapał się po zarośniętej szczęce. — Nawet niedaleko od mojego biura. Chodzimy tam czasami z Maxem.

 

— Wybierają się tam ludzie z mojego działu, więc kiedy zapytali, czy pójdę, zgodziłam się, a teraz widzę, że naprawdę muszę wpaść i zobaczyć, na czym to polega, bo kto wie, może nawet mi się spodoba.

Zerknął na mnie spod długich rzęs.

— Czy mówiąc to, w ogóle zaczerpnęłaś powietrza?

— Will — wbiłam w niego wzrok — dojdziesz dzisiaj?

Parsknął rechotem i pokręcił głową, patrząc w dół i rozciągając się.

Dopiero po chwili zorientowałam się, dlaczego się śmieje.

— Uch, zboczeńcu — jęknęłam, szturchając go w ramię. — Wiesz, o co mi chodzi. Dojdziesz tam ze mną?

Spojrzał na mnie, kiedy głośno plasnęłam dłonią w czoło.

— O mój Boże, wyszło jeszcze gorzej. Napisz, jeśli będziesz miał ochotę dołączyć — skrzywiłam się i odwróciwszy, ruszyłam ścieżką w kierunku mojego bloku z nadzieją, że ziemia rozstąpi się i przeniesie mnie do Narni. — Dajmy temu spokój.

— Podoba mi się, kiedy chcesz, żebym doszedł! — zawołał za mną. — Ziggy, już czekam na dzisiejszy wieczór! Czy powinienem dojść koło ósmej? Czy wolisz, żebym doszedł o dziesiątej? A może i o ósmej, i o dziesiątej?

Pokazałam mu palec i szłam dalej ścieżką. Na szczęście nie widział mojego uśmiechu.

ROZDZIAŁ
CZWARTY

Nogi zdrętwiały mi od całodziennego siedzenia przed komputerem, poza tym ciągnęło mnie do „Ding Dong Lounge” — nigdy nie sądziłem, że to powiem: miałem straszliwą chęć usiąść obok Ziggs przy barze i po prostu… odprężyć się. Od bardzo dawna nie bawiłem się z kobietą tak dobrze i to bez zdejmowania ubrań.

Na moje nieszczęście im więcej czasu spędzałem z Ziggy, tym bardziej chciałem, by nasze spotkania ewoluowały w kierunku takich bardziej rozbieranych. Wydawało mi się to zwykłym wykrętem, jakby mój mózg i ciało chciały powrotu do znajomej wygody seksu bez angażowania uczuć. Nie zdając sobie z tego sprawy, Ziggy zmuszała mnie do refleksji; sprawiała, że zaczynałem myśleć o wszystkim — od pracy do przyczyn, dla których sypiałem z kobietami, których nie kocham. Od dawna nie czułem chęci przejęcia czyjejś historii seksualnej, napisania jej na nowo moimi dłońmi, penisem i ustami. Lecz przy Ziggy nie wiedziałem, czy seks przypadkiem nie okazałby się łatwiejszy niż rozmowa z nią, która nicowała mi umysł; a może rzeczywiście chciałem, żeby dziewczyna przenicowała mnie w zupełnie innej dziedzinie życia.

Dlatego też do knajpy poszedłem dopiero o dziesiątej; chciałem, żeby spędziła czas ze znajomymi z laboratorium i trochę się z nimi zintegrowała. Po wejściu do środka bez trudu wypatrzyłem ją przy barze; wślizgnąłem się na miejsce obok, trącając ją ramieniem.

— Witam szanowną panią. Często tu wpadasz?

Na mój widok rozjaśniła się, oczy jej rozbłysły.

— Hej, graczu Will — po chwili milczenia naładowanego dziwnym, wzajemnym ocenianiem się dodała: — Dzięki, że do… że przyszedłeś.

Zdusiłem śmiech i zapytałem:

— Jadłaś kolację?

Pokiwała głową.

— Poszliśmy do baru z owocami morza kawałek dalej. Po raz pierwszy od wielu lat jadłam małże — kiedy się skrzywiłem, dała mi żartobliwie sójkę w bok. — Nie lubisz małży?

— Nie cierpię.

Pochyliła się do mnie i wyszeptała:

— Były przepyszne.

— Z pewnością. Miękkie, gumowate, zalatujące aromatem brudnej wody z oceanu.

— Bardzo miło cię widzieć — nagle zmieniła temat. Ale nie odsunęła się, kiedy po tej deklaracji zmierzyłem ją wzrokiem. — Mam na myśli, że miło cię widzieć w miejscu innym niż ścieżka do biegania.

— Cieszę się, że ci miło.

Spojrzała mi w oczy, na policzki, przez długą chwilę patrzyła mi na usta, po czym znów przeniosła wzrok na moje oczy.

— Twój urok uwodziciela w końcu mnie zabije, Will. A co najlepsze, chyba nie masz pojęcia, że w taki sposób patrzysz na kobiety.

Zamrugałem.

— Moje co?

— Co podać? — zapytał barman, znienacka stawiając przed nami dwie podkładki i pochylając się do nas. Jak się wydaje, znajomi z pracy już wyszli i w „Ding Dong” zapanował niezwykły spokój; zwykle musiałem wykrzykiwać zamówienia przez połowę lady do barmana, który w tym czasie nalewał piwo innym klientom.

— Guinnessa — powiedziałem i dodałem: — I johnny’ego golda.

Barman zerknął na Ziggs.

— Coś jeszcze dla pani?

— Jeszcze jedną mrożoną herbatę.

Mężczyzna uniósł brwi i uśmiechnął się do niej.

— Tylko tyle, kochanie?

Ziggy roześmiała się i wzruszyła ramionami.

— Jeśli wypiję cokolwiek mocniejszego, to za piętnaście minut zasnę.

— Na zapleczu mogę ci podać coś mocniejszego, co utrzyma cię na nogach przez kilka godzin.

Na te słowa wyprostowałem się i spojrzałem na Ziggy, żeby ocenić jej reakcję. Jeśli się przerazi, będę musiał dać gościowi w mordę.

Uśmiechnęła się, nieświadoma i zakłopotana faktem, że wytknięto jej abstynencję przy barze. Zakręciła podstawką.

— Ma pan na myśli kawę z baileysem czy coś w tym stylu?

— Nie — odparł, opierając się na łokciu tuż przed nią. — Mam na myśli coś innego.

— Wystarczy mrożona herbata — wtrąciłem, czując, jak ciśnienie mi skacze o co najmniej siedem tysięcy milimetrów. Barman rzucił mi lekki uśmieszek, wyprostował się i poszedł po nasze napoje.

Czułem na sobie wzrok Ziggy. Chwyciłem serwetkę i zacząłem ją starannie drzeć na strzępy.

— Skąd ten surowy ton, Will?

Wypuściłem powietrze.

— Przecież widział, że siedzę obok ciebie, a jednak cię podrywał. Co za złamas.

— Teraz, kiedy przyjmował moje zamówienie? — zapytała, patrząc na mnie ze zdziwieniem. — Faktycznie palant.

— To te podteksty — wyjaśniłem. — Na pewno je znasz.

— Żartujesz sobie.

— Coś mocniejszego na zapleczu, co utrzyma cię na nogach przez kilka godzin…

Otworzyła usta w niemym „o”, dopiero uświadamiając sobie znaczenie tych słów. Potem uśmiechnęła się szeroko.

— A czy nie na tym właśnie polega nasz projekt? Żeby wzbogacić moje życie o podteksty?

Barman wrócił, postawił przed nami drinki, mrugnął do Ziggy i poszedł sobie.

— Zapewne — mruknąłem, popijając piwo.

Dziewczyna wyprostowała się i obróciła na stołku twarzą do mnie.

— Nie chcę zmieniać tematu, ale wczoraj wieczorem obejrzałam sobie porno.

Zakrztusiłem się. Odstawiłem piwo na zaokrąglony brzeg lady i ledwo je złapałem, zanim spadło na mnie. I tak szklanka przechyliła się i trochę chlapnęło mi na spodnie.

— Boże, Ziggs, naprawdę nie filtrujesz swoich słów — złapałem garść serwetek i wytarłem plamę.

— A ty nie oglądasz pornosów?

Wbiłem wzrok w kieliszek i wychyliłem whisky jednym haustem.

— Jasne — przyznałem.

— To co w tym dziwnego, że ja też to zrobiłam?

— Nie jest dziwne, że obejrzałaś, dziwne, że od tego zaczynasz rozmowę. Ja tylko… wciąż się do tego przyzwyczajam. Przed projektem „gorąca laska” znałem cię tylko jako głupiutką młodszą siostrę. A teraz… mam przed sobą kobietę, która ogląda porno i zrobiła sobie operację pomniejszania piersi, na dobitkę tworzy teorie o rekonstrukcji błony dziewiczej. Muszę się przestawić.

„Plus to, że nie potrafię ci się oprzeć” — dodałem w myślach.

Zbyła mnie machnięciem ręki.

— W każdym razie mam pytanie.

Spojrzałem na nią kątem oka.

— Słucham.

— Czy kobiety naprawdę wydają takie dźwięki w łóżku?

Znieruchomiałem i uśmiechnąłem się do niej szeroko.

— Jakie dźwięki, Ziggy?

Chyba w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, że się z nią drażniłem. Zamknęła oczy i wyszeptała:

— Jak to: „Och, Willll, wsadź mi, wsadź” albo „mocniej, mocniej, Boże, posuwaj mnie, posuwaj, wielki ptaku”… i tak dalej — ściszyła głos, zaczęła mówić bardziej chrapliwie i ku swojemu przerażeniu poczułem, że kutas mi się wydłuża. Znów.

— No… niektóre tak robią.

Wybuchnęła śmiechem.

Bardzo mi się podobała jej naturalna pewność siebie nawet przy temacie, w którym — jak podejrzewałem — nie miała zbyt wielkiego doświadczenia.

— Może naprawdę potrzebują mojego fiuta. Nie chciałabyś pragnąć kogoś tak mocno, żeby poczuć go w sobie?

Pociągnęła długi łyk ze szklanki, intensywnie myśląc.

— Chyba tak. Chyba nigdy nie pragnęłam nikogo tak mocno, żeby o to błagać. Ciacho? Owszem. Numerek? Nie.

— Chyba że byłoby to naprawdę wielkie ciacho…

— W filmie owszem, było wielkie.

— Co to był za film? — zapytałem ze śmiechem.

— Eee… — uniosła wzrok do sufitu. Nie zarumieniła się, nie była ani trochę zażenowana. — Swawolni studenci? Jakoś tak. Dużo studentek uprawia seks z wieloma studentami. Właściwie to nawet fascynujące.

Zamilkłem, zagubiony w myślach, które poprowadziły mnie dziwnym szlakiem: od studentów do pracy Ziggy w laboratorium, nadziei Jensena, że siostra znajdzie sobie znajomych, do barmana, który przystawiał się do niej na moich oczach, i do mojej coraz sztywniejszej pały.

— O czym myślisz? — zapytała.

— O niczym.

Dziewczyna odstawiła szklankę i obróciwszy się, wbiła we mnie wzrok.

— Jak to możliwe? Jak mężczyźni mogą mówić, że o niczym nie myślą?

— No dobrze, nie myślę o niczym szczególnym, teraz lepiej brzmi?

— Rozmawiamy o oglądaniu pornografii, a ty nawet nie pomyślisz o seksie?

— Dziwne, ale nie — odparłem. — Myślę o tym, jaka jesteś naiwna i słodka. Zastanawiam się, na co się zgodziłem, kiedy obiecałem ci pomóc w poznawaniu reguł randkowania. Boję się, że zrobię z ciebie najbardziej bezbronną seksbombę w historii świata.

— I teraz to wszystko przyszło ci na myśl?

Pokiwałem głową.

— No to jednak coś całkiem szczególnego — jej głos zmiękł i ścichł. Brzmiał podobnie jak wtedy, kiedy przedrzeźniała aktorki porno, ale tym razem dźwięczały w nim prawdziwe emocje. Kiedy jednak na nią spojrzałem, patrzyła w okno. — Mimo to nie jestem naiwna ani słodka, Will. Rozumiem twoje obawy, lecz ja zawsze miałam obsesję na tle seksu. Jego mechaniki. Zadaję sobie pytania, dlaczego na różnych ludzi działają różne rzeczy. Dlaczego jedni lubią jeden rodzaj seksu, inni coś zupełnie odmiennego. Czy chodzi o anatomię czy psychologię? Czy nasze ciała naprawdę są tak inaczej zbudowane? I takie tam.

Nie miałem pojęcia, co odpowiedzieć, więc tylko się napiłem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, po prostu wolałem próbować wszystkiego, na co miała ochotę kobieta, jednak podobało mi się, że Ziggy tak to wszystko analizuje.

— Ostatnio jednak zastanawiam się nad tym, co ja lubię — przyznała. — Zabawne, ale trudno bez doświadczenia z pierwszej ręki odkryć, co się lubi. Stąd ta pornografia.

Znów łyknęła swojej mrożonej herbaty i obdarzyła mnie szerokim uśmiechem. Gdyby powiedziała mi to dwa tygodnie temu, czułbym się zażenowany, że przyznaje się tak otwarcie do braku doświadczenia. Teraz odkryłem, że chcę ją trochę ochronić.

— Niechętnie daję się wciągnąć w rozmowę na taki temat, ale… obawiam się, że porno może ci stworzyć fałszywy obraz tego, czym naprawdę powinien być seks.

— Dlaczego?

— Ponieważ seks w filmach pornograficznych nie jest zbyt realny.

— Chodzi ci o to, że większość facetów nie ma w spodniach puszki po chipsach Pringle? — zapytała ze śmiechem.

Tym razem nie udławiłem się.

— To jedna z różnic.

— Will, ja naprawdę znam seks. Tylko dość jednostajny. Porno to dobry sposób na sprawdzenie, gdzie co dzwoni, o ile mnie rozumiesz.

— Zaskakujesz mnie, Ziggy Bergstrom.

Przez kilka długich chwil nie odpowiadała.

— Nie mam tak na imię, wiesz o tym.

— Wiem, ale zawsze tak cię nazywam.

— Zawsze będziesz mnie nazywał Ziggy?

— Prawdopodobnie. Przeszkadza ci to?

Wzruszyła ramionami i zakręciwszy się na stołku, znów odwróciła twarzą do mnie.

— Może troszeczkę… bo przecież to imię już do mnie nie pasuje. Tylko rodzina tak mnie nazywa. Ale znajomi już nie.

— Nie uważam cię za dziecko, jeśli to cię martwi.

— Nie to mnie martwi. Wszyscy wyrastamy z bycia dziećmi i po drodze uczymy się, jak to jest być dorosłym. Czuję się, jakbym zawsze umiała być dorosłą, a teraz uczę się bycia dzieckiem. Może Ziggy to było moje dorosłe imię. Może teraz chcę trochę zaszaleć.

Pociągnąłem ją za ucho; pisnęła i uchyliła się.

— Więc zaczynasz szaleństwa od oglądania pornografii?

 

— Właśnie tak — przyjrzała mi się z boku. — Czy mogę ci zadać kilka osobistych pytań?

— Nagle potrzebujesz mojego pozwolenia?

Zachichotała i trąciła mnie w ramię.

— Mówię poważnie.

Przesunąłem po ladzie pustą szklankę po piwie i spojrzałem dziewczynie w oczy.

— Możesz mnie pytać o wszystko, jeśli postawisz mi kolejne piwo.

Uniosła rękę; barman natychmiast zwrócił na nią uwagę.

— Poproszę guinnessa — powiedziała, wskazując na mnie, i zwróciła się do mnie: — Gotów?

Rozłożyłem ręce.

Pochyliła się bliżej.

— Faceci naprawdę lubią odbytowo, prawda?

Zamknąłem oczy, tłumiąc śmiech.

— Nazywa się to raczej seksem analnym, a nie odbytowym.

— Ale lubią to? — dopytywała.

Westchnąłem i przeciągnąłem dłonią po policzku. Czy naprawdę chcę zapuszczać się z nią w takie rejony?

— Raczej tak… to znaczy tak.

— Czyli to robiłeś?

— Ziggy, pytasz serio?

— I w trakcie nie myślisz o tym, że…

Uniosłem dłoń.

— Nie.

— Nawet nie wiesz, co chciałam powiedzieć!

— Wiem. Dokładnie wiem, co chciałaś powiedzieć.

Wykrzywiła twarz w grymasie i odwróciła się do zawieszonego nad barem telewizora, w którym drużyna Knightsów właśnie rozbijała w proch Heatów.

— Faceci umieją przynajmniej wyłączyć mózg. Ja tego nie potrafię.

— W takim razie nie przeżyłaś seksu wartego wyłączenia mózgu.

— A ty chyba wyłączasz mózg nawet przy przeciętnym seksie.

Roześmiałem się.

— Prawdopodobnie masz rację — przyznałem. — Zobacz, zjadłaś małże na kolację. To takie… żylaste, gumowate świństwo. Ale gdybyś teraz zaczęła mnie ssać, nie myślałbym o tym, co niedawno przełykałaś.

Poniżej policzków jej skóra zaróżowiła się lekko.

— Myślałbyś o moich zadziwiających umiejętnościach robienia loda.

Wbiłem w nią oniemiały wzrok.

— Ja… co?

Zaczęła się śmiać i kręcić głową.

— Widzisz? Już cię zatkało, a przecież jeszcze nic nie zrobiłam. Mężczyźni są naprawdę prości.

— Racja. Facet wypieprzyłby każdy otwór, jaki mu się napatoczy.

— Każdy otwór, jaki da się wypieprzyć.

Obróciłem się ze stołkiem.

— Co takiego? — zapytałem.

— Nie każdy otwór się da. Na przykład nos. Albo ucho.

— Jak widać nie znasz Faceta z Nantucket.

— Nie — zmarszczyła nos, a ja zerknąłem na jej piegi. Dzisiaj jej usta były wyjątkowo czerwone, lecz widziałem, że nie ma na sobie makijażu. Po prostu były… ożywione.

— Wszyscy go znają. Słynny świński limeryk.

— Ja mam go znać? — wskazała na swoją pierś, a ja zwalczyłem chęć podążenia spojrzeniem za jej dłonią. — Jeśli świński, to na pewno nigdy o nim nie słyszałam.

— „Pewien facet z Nantucket ssał swój długi pakiet

Po czym starł spermę z twarzy i tak się rozmarzył:

«Gdybym miał cipę zamiast ucha, mógłbym sam siebie wyruchać»”.

Patrzyła na mnie bez zmrużenia oka.

— To… dość obrzydliwe.

Bardzo mi się spodobała jej pierwsza reakcja.

— Która część? Ta o spermie na twarzy czy wsadzaniu sobie w ucho?

Nie zwracając uwagi na moje słowa, zapytała:

— Gdybyś mógł, possałbyś sobie fiuta?

Już zacząłem mówić, że nie ma takiej szansy, ale zatrzymałem się w rozpędzie. Gdyby to było możliwe, pewnie raz bym spróbował, z czystej ciekawości.

— Pewnie tak…

— Połykałbyś?

— Boże, Ziggs, naprawdę muszę się przy tobie porządnie zastanawiać.

— Musisz się nad tym zastanawiać?

— Hm… gdybym od razu powiedział, że na pewno bym nie połknął, wyszedłbym na frajera, ale tak naprawdę na pewno bym nie połknął. Omawiamy sytuację hipotetyczną, w której miałbym ssać sobie samemu, a ja wolę, żeby to dziewczyny połykały.

— Ale nie każda to robi.

Serce mi przyśpieszyło i wzmocniło rytm; czułem, jakby mnie obijało od wewnątrz. Rozmowa wydawała się szybko wymykać spod kontroli.

— A ty?

Znów ignorując moje słowa, zapytała:

— Ale faceci nie za bardzo lubią seks oralny, prawda? Jeśli miałbyś się szczerze przyznać?

— Lubię to z pewnymi dziewczynami. Nie z każdą, z którą jestem, i wcale nie z powodu, o jakim myślisz. To bardzo intymne i nie każda kobieta potrafi się przy tym rozluźnić, a wtedy trudno jest się tym cieszyć. Dla mnie, kiedy dziewczyna bierze mnie w usta, to coś podobnego jak robota ręczna, ale znacznie lepsze. Jednak taki typ seksu to już pójście dalej w związku. Wymaga zaufania.

— Nigdy nie robiłam ani jednego, ani drugiego, oba wydają mi się bardzo intymne.

Przerwałem i skinieniem głowy podziękowałem barmanowi, kiedy postawił przed nami piwo, lecz nie wiedziałem, jak powstrzymać dziwne uczucie triumfu rozpierające mnie od środka. O co mi chodzi? Przecież nie będę dla niej pierwszym, którego weźmie w usta. Poza tym Ziggy była tak otwarta w swoich pragnieniach… Z nagłym skurczem w żołądku zrozumiałem, że gdyby mnie pragnęła w ten sposób, zapewne już by mi to wyznała. Podeszłaby do mnie, położyła dłoń na mojej piersi i powiedziała: „Chcesz się ze mną bzyknąć?”.

— Widzisz? — zapytała, przysuwając się, żeby zwrócić moją uwagę. — O czym teraz myślisz?

Unosząc butelkę do ust, odpowiedziałem:

— O niczym.

— Gdybym była bardziej brutalna, w tej chwili dałabym ci w twarz.

Rozbawiła mnie.

— No dobrze. Myślałem właśnie, że to trochę… niezwykłe, że uprawiałaś seks, ale nie oralny — ani jako osoba dająca, ani biorąca.

— To znaczy — zaczęła, opierając się wygodniej na swoim stołku — chyba jednemu facetowi obciągnęłam, ale nie miałam pojęcia, co robię, więc wróciłam do jego twarzy.

— Z facetami jest prosto: głaskasz w górę i w dół i w końcu wystrzelą.

— Nie, mam na myśli coś innego… to akurat rozumiem. Chodzi o mnie samą. Jak to robić i jeszcze oddychać i w dodatku pilnować, żeby go nie ugryźć? Czy kiedyś przechodziłeś przez dział porcelany w drogim sklepie i nagle się przestraszyłeś, bo byłeś pewien, że się potkniesz i porozbijasz wszystkie kryształy?

Aż mnie zgięło wpół ze śmiechu. Ta dziewczyna była absolutnie nie z tego świata.

— Więc boisz się, że jak weźmiesz fiuta w usta, to po prostu gościa… ugryziesz?

Ona również zaczęła się śmiać i po chwili oboje niemal tarzaliśmy się ze śmiechu na taką perspektywę. Jednak prawie równocześnie uspokoiliśmy się trochę i zdałem sobie sprawę z tego, że dziewczyna wpatruje się w moje usta.

— Niektórzy mężczyźni lubią zęby — powiedziałem cicho.

— Niektórzy… jak ty?

Przełknąłem.

— Tak — przyznałem. — Lubię, kiedy dziewczyna jest nieco ostra.

— Czyli drapie i gryzie i tym podobnie?

— Tak. — Na sam dźwięk wypowiedzianych przez nią słów przebiegł mnie dreszcz. Przełknąłem z trudem, zastanawiając się, kiedy wreszcie pozbędę się z głowy wyobrażeń jej robiącej mi takie rzeczy. — Z iloma facetami byłaś? — zapytałem.

Łyknęła swojej herbaty i dopiero potem odpowiedziała:

— Z pięcioma.

— Byłaś z pięcioma facetami, ale nigdy nie próbowałaś seksu oralnego? — Wiedziałem, że moja irytacja wynika częściowo z hipokryzji, ale jednak nie zdołałem jej opanować. — Ziggs, do jasnej cholery, jak tego dokonałaś?

Przewróciła oczami i wyśmiała mnie.

— W wieku szesnastu lat straciłam dziewictwo. To było tego lata, kiedy pracowałeś z moim tatą. — Kiedy zebrałem się, by protestować, zakryła mi usta dłonią i mówiła dalej: — Nawet nie zaczynaj, Will. Wiem, że ty zapewne zrobiłeś to w wieku lat trzynastu.

Zamknąłem buzię i wyprostowałem się. Zgadła.

Ze znaczącym uśmieszkiem mówiła dalej.

— Proszę cię. Na pewno uprawiałeś seks z setkami kobiet. Pięciu facetów to nie aż tak wielu. Spałam z kilkoma w ciągu ostatnich kilku lat, po czym uznałam, że źle się do tego zabieram. To nie było zbyt ciekawe. Seks jest dobrą zabawą, dopóki nie przejdziemy do sedna sprawy. Wtedy zaczynam myśleć: „Ciekawe, czy mam na jutro wystarczająco dużo komórek na szalkach do stworzenia krzywej reakcji z tym związkiem chemicznym”.

— Żałosne.

— Zgadza się.

— Seks nie jest nudny.

Przyjrzała mi się i rozłożyła ręce.

— Zapewne nie powinien być. Ale mnie nudzi, bo chyba większość facetów w moim wieku nie ma pojęcia, co zrobić z ciałem kobiecym. — Odwróciła wzrok, a ja o mało nie poprosiłem, żeby na mnie znów spojrzała. Zaczynałem się uzależniać od fali adrenaliny, którą czułem, kiedy patrzyła prosto na mnie. — Nie winię ich. Na dole mamy trochę skomplikowanych części — wskazała dłonią swoje kolana. — Po prostu od bardzo dawna nie spotkałam nikogo, kto sprawiłby, że chcę zobaczyć, o co tyle hałasu — zerknęła na moje usta, zamrugała i przeniosła wzrok na ścianę z kranami do piwa.

Ja też zamrugałem wpatrzony w kufel stojący przede mną, obracając go delikatnie na podkładce. Oczywiście Ziggy miała rację; wiele kobiet uprawiało seks z powodów innych niż rozładowanie napięcia. Kitty powiedziała mi raz, że po zakończeniu czuje ze mną bliskość. Wyznała to w chwili, kiedy zacząłem w myślach przeglądać zawartość lodówki. Teraz czułem się znacznie bliżej Hanny niż kiedykolwiek z Kitty przed seksem, w trakcie lub po stosunku.