Plotkara. Tylko ciebie chcęTekst

Z serii: Plotkara #6
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Plotkara. Tylko ciebie chcę
Plotkara. Tylko ciebie chcę
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 44,98  35,98 
Plotkara. Tylko ciebie chcę
Plotkara. Tylko ciebie chcę
Audiobook
Czyta Zuzanna Puławska
24,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Cecily von Ziegesar

Plotkara 6: Tylko ciebie chcę

Saga

Powieść autorstwa Cecily von Ziegesar

Plotkara 6: Tylko ciebie chcę

Tytuł i data wydania oryginału:

Gossip Girl #6: You’re the One That I Want, 2004

Tłumaczenie z języka angielskiego: Małgorzata Strzelec


Opublikowano w porozumieniu z Rights People, London

Na licencji Alloy Entertainment, LLC

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2020 SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726535891

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont

A jeśli miłość, czym jest, rzeczą jaką? Jeśli jest dobra, czemu torturuje? Geoffrey Chaucer Troilus i Kresyda

przekł. M. Słomczyński

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

hej, ludzie!

plotbra.net 1

tematy wstecz dalej wyślij pytanie odpowiedź

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwiska oraz wydarzenia zostały zmienione lub skrócone, po to by nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

Znacie to powiedzenie: dzisiaj jest pierwszy dzień reszty twojego życia? Zawsze myślałam, że brzmi to tak sentymentalnie, ale dziś odkryłam, że ma głęboki sens. Poza tym zaczynam myśleć, że nie ma nic złego w byciu sentymentalnym. Przecież idąc rano do szkoły, można życzyć portierowi miłego dnia, kiedy otwiera ci drzwi. I dlaczego właściwie nie zatrzymać się, żeby powąchać bzy, które rosną przed domami wzdłuż Piątej Alei? A skoro już przy nich stoisz, to zaszalej i włóż za ucho gałązkę bzu. Dopiero kwiecień, ale już możesz włożyć te nowe skórzane klapki od Coacha w odcieniu mięty – no wiesz, te z wyhaftowaną żółtą różyczką, które nosisz po domu od miesiąca. Wreszcie możesz w nich wyjść! Oczywiście, pewnie będziesz miała problemy w szkole, bo to nieprzepisowe obuwie, ale jak inaczej pochwalisz się nowym brazylijskim pedikiurem?

Wiem, wiem. Pewnie pomyślicie, że zwariowałam, bo tyle we mnie optymizmu. Ale w tym tygodniu wszyscy się dowiemy, czy dostaliśmy się do college’ów, do których składaliśmy papiery. Jak na razie to najpoważniejszy moment w naszym życiu. Od tej chwili raz na zawsze będziemy zaszufladkowani według szkół, które wybraliśmy, czy raczej według szkół, które nas wybiorą: kujon dostał się do Yale, czwórkowa lesbijka siatkarka ląduje w Smith, ekscentrycznej dziedziczce fortuny ojciec kupił przyjęcie do Browna. Mówię tylko, że może warto spojrzeć na to z jaśniejszej strony. Listy zostały już wysłane – co się stało, to się nie odstanie. Ja w każdym razie jestem gotowa na następny krok.

TA GŁUPIA GRA, W KTÓRĄ KIEDYŚ WSZYSCY GRALIŚMY (I PO CICHU NADAL TO ROBIMY)

Skoro sprawa przyjęcia do college’u jest już prawie za nami, nadszedł czas, aby skupić się na czymś równie ważnym: naszym życiu miłosnym. Najwyższy czas abyś ty i twój wymarzony chłopak (dodaj do każdej linijki „w łóżku”):

Wypili po włochatym pępku i zasnęli aż do świtu

Karmili się nawzajem lodami z gorącym kajmakiem

Pooglądali stare filmy

Ponurkowali nago

Popuszczali kółka z dymu

Zagrali w twistera

Zafundowali sobie zmywalne tatuaże

Wybrali imiona dla dzieci

Urwali się z WFu

Spróbowali bikram jogi

Oczywiście nie namawiam do niczego niezgodnego z prawem. Zdecydowanie to nie jest dobry czas, żeby coś schrzanić. Słyszeliście o tej obiecującej młodej aktorce, która w zeszłym roku dostała się do Harvardu, a potem uciekła na cały maj do LA, do swojego chłopaka, też aktora? Przyjęcie do Harvardu... cofnięto! Ta lista to najprostszy znany mi sposób, żeby zrzucić z siebie kilogramy stresów, które ostatnio na nas ciążyły. Pomysł z dietą też może być nie od rzeczy!

Wasze e-mail e

 

 P: Droga Plotkaro!

 

 Chciałam ci podziękować za podtrzymanie mnie na duchu, kiedy byłam kłębkiem nerwów. Nie wiem, jak ty, ale ja złożyłam papiery do dwunastu szkół i ostatniej nocy śniło mi się, że nie przyjęto mnie do żadnej. Możesz mi powiedzieć, dlaczego nie powinnam uciec do Meksyku? 3maj się. róża

 

 O: Droga różo!

 

 Meksyk to fajny pomysł, ale dwanaście szkół? Daj spokój, na pewno dostaniesz się chociaż do jednej, jeśli nie do wszystkich dwunastu! Jeżeli masz ochotę rzucić się z mostu, nim nadejdzie te dwanaście listów, to trzymaj się swoich przyjaciół. no chyba że się boisz, że sami chcą cię zepchnąć! To trudny czas dla nas wszystkich.

 

 P.

 

 P: Droga P!

 

 Więc ta dziwaczka z Connecticut, ta z odwyku, na dobre zniknęła z życia N? Bo jeśli on jest sam, to zamierzam rzucić się na niego. s.zybka

 

 O: Droga s.zybka!

 

 Przykro mi, kochanie, ale musisz poczekać w kolejce – i żadnego wpychania się poza kolejnością! Niestety, ktoś już go dorwał. Właściwie to zawsze było jej miejsce i tak pewnie zostanie. Pewnie wiesz, o kim mówię. Ale nie bądź zazdrosna: jej życie jest dalekie od doskonałości.

 

 P.

Na celowniku

N spaceruje i przypala na schodach Metropolitan Museum of Art.

Podejrzewam, że teraz – kiedy jest kapitanem drużyny lacrosse i nie spotyka się już z tą absurdalnie pokręconą panienką z odwyku – może się wreszcie rozluźnić i cieszyć życiem. B urywa się dziś rano z apelu i pędzi do domu. Ma nadzieję – choć szanse są niewielkie – że komisja z Yale tak bardzo chce ją przyjąć, że wysłała list poranną pocztą. To dopiero kłębek nerwów! Widziano ją także w dziale z bielizną w Barneys – przymierzała komplet, który można opisać tylko jako „szukam okazji”. S obgryza paznokcie, opalając się na Owczej Łączce, a przyglądają jej się setki zachwyconych chłopaków. Czym właściwie ona się tak martwi? D i V udają, że się nie widzą, gdy stoją w kolejce po bilety na nowy film Kena Mogula Angelika. J przymierza u Bergdorfa Goodmana pantofle od Manola z wężowej skórki, na które jest już lista oczekujących. Czym właściwie ma zamiar za nie zapłacić i gdzie zamierza je nosić? Może to jeszcze dzieciak, ale ma spore ambicje.

NA WYPADEK, GDYBYŚCIE CHCIELI PRZEŻYĆ NA NOWO TE CENNE CHWILE...

V kręci film dokumentalny o tym całym zamieszaniu wokół przyjęć do college’ów. Myślę, że to dobra okazja, żeby wyrzucić coś zsiebie i mieć swoje cztery minuty sławy. W ciągu następnych dwóch tygodni będzie kręciła po lekcjach przy fontannie Bethesda w Central Parku.

Trzymam za was kciuki wszystkimi czterema kończynami. Powodzenia!

Wiem, że mnie kochacie.

plotkara

B jest gwiazdą w jej własnym, małym filmie

Po prostu powiedz, jak się teraz czujesz. No wiesz, skoro w tym tygodniu przyjdą informacje z college’ów i tak dalej.

Vanessa Abrams zerknęła przez kamerę i poprawiła obiektyw tak, żeby w kadrze zmieściły się wiszące kolczyki Blair z jadeitów i kryształów Swarovskiego. Było przyjemne kwietniowe popołudnie i park zamienił się w dom wariatów. Za plecami Blair i Vanessy grupa chłopców z ostatniej klasy ze Szkoły Świętego Judy ganiała za frisbee po tarasowych schodach wychodzących na fontannę Bethesda, przeklinając i przytrzymując się nawzajem – efekt tłumionego stresu związanego z przyjęciami do college’ów. Wokół fontanny leżały wyciągnięte idealnie opalone i wymanikiurowane ciała dziewcząt ze szkół średnich przy Upper East Side. Dziewczyny paliły papierosy i wcierały w nogi najnowszy balsam do opalania Lancôme’a, podczas gdy skrzydlata kobieta z brązu, stojąca pośrodku fontanny, wyrozumiale patrzyła na nie z góry.

Vanessa nacisnęła guzik nagrywania.

– Możesz zaczynać, gdy będziesz gotowa.

Blair Waldorf oblizała błyszczące usta i odgarnęła za uszy odrastające już, krótko przycięte włosy. Pod prostą czarną koszulką polo i szarym mundurkiem Constance Billard miała nową bieliznę – stringi i stanik z turkusowego jedwabiu i czarnej koronki, komplet, który kupiła w dziale z bielizną w Barneys. Oparła plecy o brzeg fontanny i usiadła wygodniej na złożonym ręczniku kąpielowym, który Vanessa dała jej do siedzenia. Gorący dzień i stringi to fatalne połączenie.

– Obiecałam sobie, że jeśli dostanę się do Yale, w końcu zrobimy to z Nate’em – zaczęła Blair. Spuściła wzrok i zaczęła bawić się rubinowym pierścionkiem, który nosiła na lewej dłoni. – Właściwie to nawet nie wróciliśmy do siebie... jeszcze nie. Ale oboje wiemy, że chcemy tego i gdy tylko list przyjdzie... – Spojrzała w kamerę, ignorując dziwaczne, przenikliwe spojrzenie Vanessy, dziewczyny o ogolonej głowie, noszącej czarne wojskowe buty. – Dla mnie to nie tylko o seks tu chodzi, ale o całą moją przyszłość. Yale i Nate to dwie rzeczy, których zawsze pragnęłam.

 

Przechyliła głowę. Właściwie to chciała mnóstwa rzeczy. Ale wyłączając prześliczne srebrne sandałki z wężowej skórki na platformie od Christiana Louboutina, te dwie rzeczy były najważniejsze.

– Chciałbyś, frajerze! – krzyknął jakiś chłopak i złapał frisbee tuż przed nosem kumpla.

Blair zamknęła niebieskie oczy i otworzyła je znowu.

– A jeśli się nie dostanę... – zrobiła pauzę dla efektu. – Ktoś, do cholery, zapłaci mi za to.

Może powinna w tym tygodniu nosić kaganiec. Blair westchnęła, sięgnęła pod koszulkę i poprawiła ramiączka stanika.

– Niektórzy z moich przyjaciół, na przykład Serena i Nate, nie przejmują się tak bardzo sprawą college’u. Ale to dlatego, że nie muszą mieszkać z matką, która jest zdecydowanie za stara na ciążę, i to z tłustym, odrażającym ojczymem. W końcu nawet nie mam już własnego pokoju! – Otarła łzę i posępnie spojrzała w kamerę. – To właściwie moja jedyna szansa na szczęście. Chyba na to zasłużyłam, no nie? Sygnał na brawa.

N ma ochotę posmakować jej błyszczyku

Nate Archibald doszedł do końca promenady obsadzonej wiązami, prowadzącej do tarasu i fontanny Bethesda, rzucił niedopałek skręta wypalonego niemal do końca i minął kumpli grających we frisbee. Jakieś trzy metry od niego u podstawy fontanny siedziała ze skrzyżowanymi nogami Blair i mówiła do kamery. Wyglądała na zdenerwowaną i niewinną. Jej delikatne dłonie poruszały się przy lisiej twarzyczce, a krótki mundurek ledwo zakrywał umięśnione uda. Nate odrzucił złocistobrązowe loki z zielonych oczu i wsunął ręce do kieszeni spodni w kolorze khaki. Blair wyglądała naprawdę seksownie.

W tej samej chwili wszystkie dziewczyny w parku myślały dokładnie to samo, tyle że na jego temat.

Nate mgliście kojarzył tę dziwną dziewczynę z ogoloną głową, stojącą za kamerą. Normalnie Blair nie chciałaby mieć z nią nic wspólnego, ale nigdy nie przegapiłaby okazji, żeby opowiedzieć o sobie. Blair lubiła być w centrum zainteresowania. I chociaż Nate z nią zerwał i zdradził ją kilkanaście razy, nadal lubił poświęcać jej swoją uwagę. Zanurzył dłonie w fontannie, przeszedł za Blair i ochlapał ją delikatnie – kilka kropel wylądowało na jej odsłoniętym ramieniu.

Blair błyskawicznie odwróciła się i zobaczyła Nate’a. Wyglądał bardziej seksownie niż kiedykolwiek. Był w wypuszczonej bladożółtej koszulce z rozpiętym kołnierzykiem i podwiniętymi rękawami, dzięki czemu widziała jego cudowne, opalone mięśnie i idealną twarz.

– Nie podsłuchiwałeś tego, co mówiłam, prawda? – zapytała ostro.

Pokręcił głową, a ona wstała z ręcznika, całkowicie ignorując Vanessę. Jeśli idzie o Blair, już skończyły.

– Hej. – Nate pochylił się i pocałował ją w policzek. Pachniał dymem, świeżym praniem i nową skórą – dokładnie tym, czym powinien pachnieć chłopak.

Mniam.

– Cześć. – Blair obciągnęła mundurek.

Dlaczego, do diabła, nie dostała się do Yale już dzisiaj?

– Właśnie przypominałem sobie, jak zeszłego lata prawie całkowicie uzależniłaś się od ciastek przekładanych lodami – powiedział Nate.

Nagle poczuł, że ma ochotę zlizać z jej ust ten słodko pachnący błyszczyk i przejechać językiem po jej zębach. Udała, że poprawia nowe kolczyki, żeby je zauważył.

– Jestem zbyt zdenerwowana, żeby jeść, ale lemoniada to byłby teraz świetny pomysł.

Nate uśmiechnął się, a Blair wsunęła mu rękę pod ramię, tak jak zawsze to robiła, gdy szli razem. Przebiegł ją stary, dobrze znany dreszczyk. Zawsze tak było, gdy znowu wracali do siebie – wygodnie, a zarazem ekscytująco. Podeszli do straganu ustawionego na szczycie schodów i Nate kupił dwie puszki lemoniady Country Time. Usiedli potem na pobliskiej ławce. Nate wyciągnął z oliwkowego płóciennego plecaka firmy Jack Spade srebrną piersiówkę.

Czas na drinka!

Blair odpuściła sobie lemoniadę i złapała butelkę.

– Nie wiem, czym się tak denerwujesz – uspokajał ją Nate. – Jesteś najlepszą uczennicą w klasie.

Sam miał ambiwalentne odczucia, jeśli idzie o przyjęcie do college’u. Złożył papiery do pięciu szkół i – to prawda – chciał się dostać do którejś z nich, ale był pewny, że będzie się świetnie bawił, niezależnie od tego, gdzie wyląduje.

Blair wzięła jeszcze jeden łyk z piersiówki, nim ją oddała.

– Na wypadek, gdybyś zapomniał: totalnie spieprzyłam obie rozmowy kwalifikacyjne – przypomniała mu.

Nate słyszał o jej niewielkim załamaniu nerwowym w czasie pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej do Yale i o tym, że na koniec pocałowała rozmawiającego z nią członka komisji. Słyszał też o przelotnym flircie w pokoju hotelowym z absolwentem, który miał przeprowadzić z nią drugą rozmowę. W pewnym sensie był odpowiedzialny za obie wpadki. Po każdym zerwaniu Blair strasznie się wściekała.

Wyciągnął rękę i poprawił pierścionek z rubinem na jej dłoni.

– Wyluzuj. Wszystko będzie dobrze – powiedział kojącym głosem. – Obiecuję.

– W porządku – zgodziła się Blair, chociaż prawda była taka, że nie przestanie się zamartwiać, dopóki nie powiesi nad łóżkiem powiadomienia o przyjęciu do Yale w srebrnych robionych na zamówienie ramkach od Tiffany’ego. Włączy nowy krążek Raves, przy którym zawsze się napalała, chociaż właściwie był dość głośny i wstrętny, położy się na łóżku, będzie czytać raz za razem list z Yale, podczas gdy Nate wykorzysta jej nagie ciało...

– I dobrze. – Nate pochylił się i zaczął ją całować, przerywając jej seksualną fantazję.

Blair jęknęła w duchu. Gdyby tylko mogła kochać się z nim tu i teraz, na tej starej, brudnej ławce w Central Parku! Ale musiała poczekać na wiadomości z Yale. Obiecała to sobie.

jedyna rzecz, której S nie ma

Na drugim końcu promenady Serena van der Woodsen zajadała czekoladowe lody na patyku i zajmowała się swoimi sprawami, kiedy zauważyła na ławce dwoje swoich najlepszych przyjaciół. Prawie się pożerali i wyglądali jak żywa reklama prawdziwej miłości. Serena westchnęła. Szła powoli i oblizywała loda. Gdyby tylko prawdziwą miłość można było kupić.

Owszem, miała miliardy chłopaków, którzy totalnie się w niej durzyli i byli totalnie ubawowi. Był Perce, Francuz, który ścigał ją małym pomarańczowym kabrioletem po całej Europie. Był Guy, angielski lord, który chciał uciec z nią na Barbados. Conrad, chłopak ze szkoły z internatem w New Hampshire, który przesiadywał z nią do świtu i palił cygara. Dan Humphrey, poeta piszący chorobliwe wiersze, który nigdy nie potrafił znaleźć odpowiedniej dla niej metafory. Flow, gwiazdor rocka, który nie dawał jej spokoju – ale przecież tak naprawdę nie przeszkadzało jej, że zamęcza ją ktoś tak przystojny i sławny. I Nate Archibald, chłopak, z którym straciła dziewictwo i którego zawsze będzie kochać, ale tylko jako przyjaciela.

A to i tak tylko skrócona lista.

Jednak nigdy nie znalazła tej prawdziwej miłości, takiej jak ta między Blair i Nate’em.

Wyrzuciła resztki loda do kubła na śmieci i przyśpieszyła kroku. Jej różowe klapki frotte firmy Mella głośno uderzały o brukowany chodnik, długie jasne włosy płynęły za nią, a krótka, szara plisowana spódniczka od mundurka Constance Billard unosiła się wokół jej nieskończenie długich nóg. Gdy podeszła bliżej, chłopcy dokazujący wokół fontanny Bethesda i jeżdżący na deskach wzdłuż promenady zamarli i zaczęli się gapić. Serena, Serena, Serena – była wszystkim, czego pragnęli.

Ale w życiu nie odważą się powiedzieć jej choćby „cześć”.

– Dlaczego nie wynajmiecie pokoju w Mandarin? To raptem parę przecznic stąd – zażartowała Serena, kiedy podeszła do przyjaciół na ławce.

Nate i Blair spojrzeli na nią szczęśliwym, nieprzytomnym wzrokiem.

– Zrobiłaś to? – zapytała Serena w sposób, który może zrozumieć tylko najlepsza przyjaciółka.

– Aha – Blair pokiwała głową. – Nie mówiłam zbyt długo, bo Nate podsłuchiwał.

– Nieprawda! – zaprotestował Nate. Serena zerknęła na niego.

– Chciałam się tylko upewnić, że Blair za bardzo nie panikuje. Powinnam się domyślić, że zdołasz ją uspokoić.

Blair wzięła łyk lemoniady.

– Masz już jakieś wiadomości? Serena podwędziła jej puszkę.

– Nie, piętnasty raz dzisiaj mówię, że jeszcze nie. – Napiła się i otarła usta rękawem bladoróżowej bluzki Tocca. – A ty?

Blair pokręciła głową. I wtedy wpadła na pomysł.

– Ej, a może otworzymy nasze listy razem? No wiecie, żebyśmy denerwowali się razem, w tym samym czasie?

Serena wzięła kolejny łyk lemoniady. Dla niej brzmiało to jak najgorszy pomysł na świecie, ale gotowa była zaryzykować, że ktoś jej wydrapie oczy, byle tylko uszczęśliwić przyjaciółkę.

– Dobra – zgodziła się z wahaniem.

Nate nic nie powiedział. Za żadne skarby nie miał zamiaru przyłączać się do tej małej imprezki. Wyciągnął piersiówkę do Sereny.

– Chcesz?

Zmarszczyła idealny nos i zamachała nieopiłowanymi palcami u stóp.

– E, nie. Spóźnię się na pedikiur. Do zobaczenia. Odwróciła się i ruszyła ku południowemu końcowi parku, zabierając ze sobą do połowy wypitą puszkę lemoniady.

Miała zwyczaj podbierania różnych rzeczy, całkiem nieświadomie. Lemoniady, chłopców...

D ratuje V albo na odwrót

Vanessa czekała cierpliwie, aż Chuck Bass poprawi czerwoną obróżkę na szyi śnieżnej małpki, tak by monogram „C” był widoczny w kamerze. Chuck zjawił się przy fontannie zaraz po odejściu Blair. Nie powiedział nawet „cześć”. Po prostu usiadł na ręczniku razem z małpą i zaczął mówić.

– Do cholery, lepiej, żeby NYU mnie przyjęło, bo chcę zostać w mieszkaniu, które rodzice dopiero co mi kupili. Wtedy moglibyśmy zostać razem z Cukiereczkiem. – Chuck pogłaskał zwierzątko po krótkim białym futerku. W słońcu błysnął złoty sygnet z różowym kamieniem i monogramem. – Wiem, że to tylko małpa, ale to mój najlepszy przyjaciel.

Vanessa złapała ostrość na logo Prady na czarnych skórzanych sandałach Chucka. Paznokcie u palców stóp miał świeżo wypolerowane, a nad opaloną w solarium kostką zwieszała mu się złota bransoletka. Vanessa została przyjęta do NYU już w styczniu. Myśl, że w przyszłym roku Chuck mógłby chodzić z nią na zajęcia, była więcej niż niepokojąca.

– Oczywiście, niezależnie od tego, gdzie pojadę, wynajmę sobie mieszkanie – ciągnął Chuck. – Ale dekorator wybrał mi do mieszkania meble od Armaniego Casa. Daj spokój, kto do cholery chciałby mieszkać na Rhode Island w jakimś pieprzonym Providence?

Daniel Humphrey rzucił niedopałek camela na stos mokrych, zielonych liści na końcu promenady. Zeke Freedman i reszta kumpli ze szkoły Riverside grali w hokeja na rolkach. Przez chwilę zastanawiał się, czy się nie przyłączyć. W końcu kiedyś Zeke był jego najlepszym przyjacielem – nim Dan zaczął spotykać się z Vanessą Abrams, swoim drugim najlepszym przyjacielem. Teraz nie miał żadnych przyjaciół i tamte czasy wydawały mu się bardzo odległe. Odwrócił się, zapalił kolejnego camela i kontynuował rytuał samotnych spacerów po szkole.

Fontanna Bethesda w słoneczny dzień to nie było miejsce dla niego: zbyt dużo napakowanych sportsmenów biegało tam bez koszulek i za dużo opalonych dziewcząt słuchało iPodów, siedząc w bikini od Missoni. Ale dzień był śliczny, a on nie miał dokąd pójść.

Zobaczył Jenny i jej przyjaciółkę z Constance Billard, Elise Wells; robiły sobie nawzajem pedikiur. Siedział też ten dupek Chuck Bass, chłopak z jego klasy w Riverside. Rozwalił się pod fontanną ze swoją małpą i gadał z…

Dan przejechał drżącą dłonią po przydługich włosach w stylu zbuntowanego poety i zaciągnął się solidnie papierosem. Vanessa nie cierpiała słońca, a jeszcze bardziej nienawidziła facetów w stylu Chucka, ale zrobiłaby wszystko dla dobrego filmu. Gotowość do cierpienia dla sztuki była jedną z wielu rzeczy, która łączyła Dana i Vanessę.

Zaczął grzebać w torbie na ramię, wyciągnął pióro i notatnik w okładkach z czarnej skóry, które zawsze nosił ze sobą. Zanotował kilka linijek o tym, jak Vanessa zdziera noski butów tak długo, aż zaczyna prześwitywać metal. Może to początek nowego wiersza.

 

czarne

podkute buty

martwe gołębie

brudny deszcz

Kręcę dokument, może chcesz wziąć udział? – zawołała do niego Vanessa, przerywając Chuckowi w połowie zdania.

Dan miał na sobie poprzypalany papierosami biały podkoszulek i workowate jasnobrązowe sztruksy. Wyglądał jak ten sam niechlujny, rozczochrany poeta, którego zawsze znała i kochała. Odkąd „New Yorker” opublikował jego wiersz Zdziry, Dan zaczął bardziej zwracać uwagę na swój wygląd. Kupował ciuchy we francuskich butikach, takich jak Agnés B. albo APC. I zaraz potem zdradził ją z anorektyczną zdzirą poetką o żółtych zębach, Mystery Craze. Ale Mystery to historia i może stary Dan wrócił na dobre.

Myśl, żeby usiąść i porozmawiać z Vanessą, była trochę niepokojąca, ale może jeśli skupią się na filmie, to nie będą musieli wygrzebywać wszystkich brudów. Dan zerknął na Chucka, który czesał małpę dziecięcą szylkretową szczotką do włosów Mason Pearson.

– A ty...?

– Już skończyliśmy – spławiła Chucka Vanessa. – Wróć, jak będziesz miał jakieś wieści.

Oczywiście nie musiała tego mówić. Chuck i tak by wrócił. Wszyscy wrócą. Nie zdołają się powstrzymać. Tak łatwo namówić tych egocentryków do wygrzebywania własnych brudów, że prawo powinno tego zabraniać.

– Ale nie doszedłem do tego, że wynająłem dla Cukiereczka rzecznika – nadąsał się Chuck. – Idziemy do telewizji i…

– Daruj sobie – warknęła Vanessa. Podciągnęła rękaw czarnej koszuli i udała, że zerka na zegarek. Dan jednak wiedział, że Vanessa nie nosi zegarka. – Następny.

Chuck wstał i odszedł z małpą na ramieniu. Dan usiadł. Dłonie spociły mu się z nerwów.

– Więc o czym jest ten film? – zapytał.

Dziewczyna wylegująca się przy fontannie upuściła zapalniczkę, którą Vanessa jej odkopnęła.

– Jeszcze nie jestem pewna. Chcę pokazać, jak wszyscy teraz wariują. No wiesz, w związku z college’ami i w ogóle – wyjaśniła. – Ale nie tylko o to chodzi.

– Aha – Dan pokiwał głową.

Vanessa nigdy nie robiła prostych rzeczy. Pogrzebał w torbie w poszukiwaniu paczki cameli. Zapalił papierosa.

– Ostatnio trochę się denerwuję tymi listami – przyznał. Vanessa zerknęła do kamery i zaczęła nagrywać. Blada twarz

Dana wyglądała w słońcu tak krucho, że trudno było uwierzyć, że ją zdradził. Że był w stanie zrobić coś tak podłego.

– Mów dalej.

– Chyba najbardziej gryzie mnie to, że usłyszę, jak kumple z klasy mówią mi „Będzie nam ciebie brakować w przyszłym roku”. – Dan zaciągnął się papierosem. Skóra w kolorze kości słoniowej po wewnętrznej stronie ramienia Vanessy sprawiła, że zapomniał, o czym mówi. Kość słoniowa, dobre.

– Mów dalej – zachęciła go Vanessa. Dan wydmuchał dym prosto w kamerę.

– Nikt nie będzie za mną tęsknił ani ja za nikim nie zatęsknię, może z wyjątkiem ojca i siostry. – Przerwał i przełknął ślinę. I tobą oraz twoimi ramionami z kości słoniowej, chciał dodać, ale pomyślał, że lepiej to zapisać.

Vanessa starała się milczeć, ale niemądra przemowa Dana bardzo ją poruszyła, chociaż wcale nie wspomniał o jej ramionach.

– Za mną też nikt nie zatęskni – stwierdziła, przyciskając twarz do ekranu z podglądem, żeby nie spojrzeli sobie w oczy.

Dan strzepnął popiół i wtarł go w ziemię piętą zdartych niebieskich pum. To było dziwne uczucie: rozmawiać z Vanessą z takim dystansem, skoro raptem miesiąc temu byli w sobie zakochani, a on po raz pierwszy uprawiał seks.

– Ja będę za tobą tęsknił – przyznał się cicho. – Już mi ciebie brakuje.

Vanessa wyłączyła kamerę, nim powiedziałaby coś zbyt osobistego.

– Baterie padły – rzuciła szorstko. – Wróć może innym razem – dodała, żałując, że zawsze musi być taką jędzą.

Dan wstał i zarzucił na ramię torbę.

– Miło było cię spotkać – odparł z nieśmiałym uśmiechem. Nie mogąc się powstrzymać, Vanessa odpowiedziała uśmiechem.

– Wzajemnie. – Zawahała się. – Obiecujesz, że wrócisz, kiedy się czegoś dowiesz?

Miło było znowu zobaczyć jej uśmiech.

– Obiecuję – odparł szczerze Dan i pomaszerował z powrotem promenadą.

Może tylko majstrowała przy obiektywie, ale wyglądało to zupełnie tak, jakby Vanessa obserwowała przez kamerę jego tyłek, gdy odchodził.