To jeszcze nie koniec

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Sophie zatrzymała się przed biurowcem ze szkła i stali i spojrzała w górę. Nigdy nie chciała mieszkać w zatłoczonym i głośnym Londynie, ale też nie sądziła, że skończy w małym miasteczku w Yorkshire, gdzie dorastała. Przez chwilę musiała sobie przypomnieć, po co się tu znalazła.

Musi się spotkać z Javierem. Musi go przekonać, by udzielił im pożyczki, żeby mogli wyjść z finansowego dołka. Aby ona i jej brat mogli zacząć prowadzić spokojne życie i nie martwić się codziennie, czy wszystkiego nie stracą. To było zwykłe spotkanie… w interesach. Tego powinna się trzymać. Żadne osobiste wspomnienia nie powinny go zakłócić.

Ubrała się starannie. Dokładnie tak samo, jak na spotkanie z doradcą kredytowym. Czarna wąska spódnica do kolan, biała koszula, buty na płaskim obcasie. Związała włosy i zrobiła bardzo dyskretny makijaż: tusz do rzęs, blady błyszczyk na usta i trochę różu na policzki. Nie zamierzała robić na nim wrażenia. Była tu tylko dlatego, że nie miała innego wyjścia. Zablokowała wszystkie wspomnienia, by nie odebrały jej resztki pewności siebie, której potrzebowała na to spotkanie.

Szerokie drzwi wejściowe rozsunęły się przed nią bezgłośnie i zdecydowanym krokiem weszła do przestronnego holu. Zatrzymała się w osłupieniu. Nigdy wcześniej nie widziała nic podobnego. Zrozumiała teraz, że gdy Olivier mówił o miliardach, nie przesadzał.

Jak to było możliwe? Gdy poznała Javiera, nie miał nic poza ambicją. A wtedy jeszcze sama ambicja nie oznaczała zarabiania góry pieniędzy. Wieczorami po zajęciach pracował na siłowni jako trener. Gdyby nie wiedziała, że jest najlepszym studentem, mogłaby go wziąć za boksera. Nie mówił jej zbyt wiele o swojej przeszłości, ale wiedziała, że nie pochodził z bogatej rodziny. A teraz… to. Najprawdopodobniej najdroższy biurowiec w Londynie, a może i w Europie. Kto by pomyślał?

Może, gdyby śledziła jego karierę, byłaby na to przygotowana, ale była zbyt zajęta własnymi troskami.

Tak, sekretarka znalazła jej nazwisko na liście i potwierdziła, że pan Vasquez jej oczekuje. Gestem wskazała wygodne sofy w poczekalni.

Sophie zastanawiała się, jak długo każe jej czekać. Dopiero wczoraj wieczorem Olivier przyznał, że został przyjęty wcale nie od razu. Była więc przygotowana. Ale już po kilku minutach sekretarka podeszła i kazała jej pojechać na osiemnaste piętro.

‒ Normalnie ktoś by pani towarzyszył… ‒ zaczęła z wahaniem i skrywaną zazdrością w głosie ‒ ale rozumiem, że dobrze zna pani pana Vasqueza?

‒ Coś w tym rodzaju – odpowiedziała niezobowiązująco, wchodząc do windy i przyglądając się sobie krytycznie w wielkim lustrze. Po chwili drzwi windy zasunęły się, a Sophie miała wrażenie, jakby wkraczała prosto w paszczę lwa.

Jechała na górę. Javierowi nigdy nie puszczały nerwy, ale musiał przyznać, że przed spotkaniem, które nastąpi za kilka minut, serce bije mu mocniej. Od momentu, gdy zobaczył, jak jej brat wchodzi do jego gabinetu, patrząc błagalnie, wiedział, że znów zobaczy Sophie. Gdy chodziło o pieniądze, duma pierwsza szła na ofiarny stos. A oni potrzebowali pieniędzy. Bardzo. Nawet o wiele bardziej, niż Olivier przypuszczał. Po jego wyjściu Javier kazał dostarczyć sobie raporty i wyciągi z rejestru handlowego, by zrozumieć, że praktycznie nie było odwrotu. Za kilka miesięcy, może nawet tygodni, firma przestanie istnieć.

Uśmiechnął się powoli i wygodnie oparł na krześle. Przyjemnie było myśleć o tym, jak rozegra to spotkanie. Doskonale wiedział, czego chciał. Było to dla niego lekkim zaskoczeniem, bo sądził, że tę historię z przeszłości zostawił już dawno za sobą, ale najwyraźniej jeszcze nie. W tej sekundzie, gdy Olivier otworzył usta i zaczął mówić, Javier zdał sobie sprawę z tego, czego chce i jak to zdobędzie.

Chciał jej.

Była jedyną niezakończoną sprawą w jego życiu i aż dotąd nie był świadomy, jak bardzo mu to ciążyło. A teraz podano mu okazję na srebrnej tacy.

Nigdy nie przespał się z Sophie.

Spotykała się z nim przez jakiś czas, może dla zabawy, a może, żeby koleżanki z wyższych sfer zazdrościły jej tak atrakcyjnego, niegrzecznego chłopca. Czy nie to właśnie przyciąga te bogate, zepsute dziewczęta? Ale oczywiście nigdy nie wychodziły za mąż za tych niegrzecznych chłopców. To było nie do pomyślenia!

Javier bezwiednie zacisnął pięści na to niemiłe wspomnienie. Bawiła się nim, drażniła go mieszanką słodkiej niewinności i zmysłowej pokusy. Mógł jej dotknąć, pocałować ją, ale nigdy nie pozwoliła na nic więcej. Dostał tylko przekąski, podczas gdy miał apetyt na pełny obiad, razem z deserem. Był nawet gotów się z nią ożenić. Dostał propozycję atrakcyjnej pracy w Nowym Jorku i chciał zabrać ją ze sobą. Mogła skończyć tam studia i mogli wieść razem szczęśliwe życie. Niby wspomniał o tym, krążył wokół tematu, ale zaskakująco dla samego siebie był zbyt skrępowany, by wyłożyć karty na stół. Ale przecież musiała się domyślać, że zamierzał poprosić ją o rękę.

Na samą myśl o tym, jak bardzo był głupi, poczuł wściekłość. Była jedyną kobietą, na której mu zależało, i która mu się wymknęła.

Zmusił się do powolnego, relaksującego oddechu. Musiał się uspokoić i pozbyć gorzkiego rozczarowania, jakie go przepełniło. Zobaczy ją za kilka minut. Kobietę, która go… tak… zraniła. Potraktowała jak zabawkę, nie angażując się i oddając się temu idiocie tylko dlatego, że pochodził z tej samej sfery co ona. Teraz był już odporny na zranienia, starszy i bardziej doświadczony. Miał pełną kontrolę nad swoim życiem. Wiedział, czego chciał, i to zdobywał, czyli przede wszystkim bezpieczeństwo finansowe, które chroniło go przed kaprysami losu. Tylko to się teraz liczyło.

Kobiety były użyteczne i potrafił korzystać z przyjemności, jakie mu dawały, ale nie były w stanie odwrócić jego uwagi od najważniejszego celu.

Gdyby tylko miał tę pewność siebie, gdy poznał Sophie, nigdy by się w niej nie zakochał. Ale nie było co płakać nad rozlanym mlekiem. Przeszłości nie da się zmienić.

Co nie oznacza, że nie można za nią ukarać…

Poczuł obecność Sophie, jeszcze zanim usłyszał niepewne pukanie do drzwi. Dał sekretarce wolne popołudnie. Nie chciał, by cokolwiek zakłóciło jego spotkanie z Sophie. Prawie tęsknił za tym, by znów ją zobaczyć, podczas gdy ona… Był prawdopodobnie ostatnią osobą, z którą chciałaby się spotkać.

‒ Proszę.

Sophie zadrżała, słysząc znajomy głos. Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę. Weszła do największego i najwspanialszego gabinetu, jaki w życiu widziała. Miała nadzieję, że Javier zmienił się przez te lata. Modliła się, by nie był już tym szalenie przystojnym, dumnym i niebezpiecznym mężczyzną, jakiego pamiętała, ale łagodnym i ze spojrzeniem pełnym wybaczenia.

Niestety.

Był tak samo niebezpieczny, jak pamiętała. Może nawet bardziej. Wpatrywała się w piękne, dobrze znane rysy, ale jego spojrzenie było zimne i nieprzeniknione.

‒ Może usiądziesz, Sophie – zaprosił ją gestem, wskazując krzesło po drugiej stronie biurka.

Patrzył na jej zarumienione policzki i bawił się o wiele lepiej, niż przypuszczał. Była jeszcze piękniejsza, niż pamiętał. Sine cienie pod oczami dodawały jej poważnego i melancholijnego piękna. Była szczuplejsza niż wtedy, gdy ją poznał. Wyglądała prawie na wymizerowaną. To wszystko na pewno przez stres z powodu problemów finansowych, pomyślał. Osoba, która zawsze miała wszystko, musiała szczególnie to przeżywać. Wciąż miała ten wyraz wahania, jakby nie była świadoma, jak bardzo jest atrakcyjna.

Ale to tylko gra, teraz był tego pewien. Jeszcze jedna z wielu rzeczy, która dowodziła, jak bardzo była fałszywa.

‒ A więc.. – zaczął niezobowiązująco ‒ od czego zaczniemy? Nie widzieliśmy się już tak długo…

Sophie zorientowała się w jednej chwili, że nie będzie żadnej pożyczki. Zażądał, żeby przyszła, bo mógł sobie na to pozwolić, i wiedział, że ona nie będzie mogła odmówić. Chciał się zemścić za upokorzenie, na jakie go naraziła. Była tu tylko dlatego, że zemsta jest słodka.

‒ Brat powiedział mi, że byłbyś gotów udzielić nam pożyczki – zaczęła zrezygnowanym tonem. To miało być zwykłe spotkanie w interesach. Nie będzie mu dostarczać dodatkowej rozrywki. Choć wiedziała, że i tak będzie się nad nią pastwił. Chciała, by to trwało jak najkrócej.

Wciąż był nieziemsko przystojny. Zalała ją fala wspomnień i zobaczyła przed sobą mężczyznę, dzięki któremu kiedyś była szczęśliwa, który potrafił ją rozbawić i sprawić, że zapominała o wszystkim co złe. Mężczyznę, który pragnął jej i wywoływał pożądanie, o jakie się nawet nie podejrzewała. Jakiego nigdy wcześniej ani potem nie doświadczyła.

‒ Chwileczkę, Sophie, powoli… ‒ powstrzymał ją. – Nie myślałaś chyba, że wystarczy, że wejdziesz do mojego biura, po tym wszystkim, co się stało, a umowa korzystnej pożyczki będzie czekała na ciebie do podpisania, żebyś znów mogła zniknąć w dzikich pejzażach Yorkshire? – Potrząsnął głową z niedowierzaniem, jakby miał do czynienia z naiwnym i niecierpliwym dzieckiem. – Może powinniśmy najpierw powspominać dobre stare czasy, zanim zaczniemy mówić o… pieniądzach.

Sophie słuchała zaskoczona, zastanawiając się, czy przypadkiem jednak nie wyjdzie stąd z pieniędzmi, których tak rozpaczliwie potrzebowali.

‒ Czy mogę zaproponować ci drinka? – spytał, podchodząc do stolika przepełnionego wykwintnymi butelkami z alkoholem.

Gdy wstał i przeszedł obok niej, Sophie bezwiednie poczuła falę pożądania. Jego ciało było tak wspaniałe i wysportowane jak dawniej. Nerwowo przygryzła wargę. Z tego, co wiedziała, miał żonę i kilkoro dzieci.

‒ Nie, dziękuję.

‒ Dlaczego?

‒ Dlaczego nie skończymy z tym raz na zawsze? – wyrzuciła z siebie desperacko. – Nie powinnam była tu przychodzić.

 

‒ Daj spokój, Sophie. Ludzie się rozstają, to nic takiego – stwierdził lekko, wzruszając ramionami.

‒ To prawda – przyznała, czując się nieswojo.

‒ Twój brat powiedział mi, że jesteś wdową.

‒ Roger zginął w wypadku trzy lata temu.

‒ To straszne. Zostałaś ze złamanym sercem.

Starała się zignorować sarkazm w jego głosie. Nie sądził chyba, że będzie odgrywała zbolałą wdowę po tym, jak jej małżeństwo od samego początku było jedną wielką porażką.

– Mój ojciec także nie żyje, jak pewnie wiesz. Rak mózgu. Domyślasz się, że życie nie było łatwe dla mnie i dla mojego brata.

‒ Bardzo mi przykro.

Nigdy nie słyszała mniej szczerych kondolencji.

‒ A twoja matka?

‒ Mieszka teraz w Cornwall. Ustaliliśmy z bratem, że tak będzie dla niej lepiej. Tamtejszy klimat jej służy. A co u ciebie?

‒ Co masz na myśli?

‒ Ożeniłeś się? Masz dzieci?

Cała ta sytuacja wydała jej się nagle surrealistyczna. Prowadzili zwykłą rozmowę, niczym znajomi, którzy spotkali się po latach. A przecież był to mężczyzna, który musiał jej głęboko nienawidzić. Chociaż nie napadł na nią od razu, jak się tego obawiała. Jeszcze nie. W każdej chwili mogła wyjść, choć zamachał jej marchewką przed nosem, sugerując, że byłby gotów podpisać umowę pożyczki. Czy mogła pozwolić, by duma wzięła górę i przeszkodziła jej w znalezieniu ostatniego możliwego rozwiązania problemów? Może tak, gdyby chodziło tylko o nią. Ale w grę wchodzili też jej brat i matka, i cała ich przyszłość, która teraz od niej zależała.

‒ Doszedłem do wniosku, że w moim życiu, przynajmniej na tym etapie, nie ma miejsca na żaden związek. Ale za to w twoim życiu zaszły poważne zmiany. – Otworzył szufladę i wyciągnął dokument, który jej podał. – Rachunki twojej firmy. W ciągu kilku lat ze szczytów na samo dno. Choć, jak widać, to też wina złego zarządzania w ostatnich latach. Twój ukochany mąż najwyraźniej nie dotrzymał obietnic i nie zaangażował żadnego kapitału w unowocześnienie firmy. Wręcz przeciwnie. Wyprowadził z niej tyle pieniędzy, ile tylko było możliwe, prowadząc ją prostą drogą do bankructwa. Pewnie byłaś zbyt zajęta swoim beztroskim życiem, by to zauważyć.

Sophie wpatrywała się w rachunki, czując się jak na sądzie ostatecznym. Beztroskie życie? Jakże się mylił!

‒ Zostawiłaś uniwersytet, by wyjść za człowieka, który sprzeniewierzył pieniądze twojej rodziny. Setki tysięcy dolarów.

‒ Dlaczego to robisz? – spytała, patrząc na niego rozpaczliwie.

‒ Co takiego?

‒ Pogrążasz mnie. Jeśli nie chcesz pomóc, to po prostu powiedz, a wyjdę i już więcej mnie nie zobaczysz.

Javier przyglądał jej się przez chwilę. Nigdy nie znalazła się w jego łóżku. Nigdy nie widział tych pięknych włosów w kolorze starego złota rozsypanych na swojej poduszce. Nigdy nie czuł w dłoniach jej krągłych piersi. Nigdy nie posmakował jej drżącego pożądania. Pragnął tego bardziej niż czegokolwiek innego, ale odeszła, zanim zdążył się nią nacieszyć. Teraz zobaczył ją w szerokim łóżku swojego apartamentu z widokiem na Tamizę, jednego z kilku, jakie posiadał w mieście. Pożądanie, jakie wywołała ta wizja, zaskoczyło go swoją siłą i gwałtownością. Zrozumiał, jak głęboko w nim tkwiło przez te wszystkie lata. Niezakończona sprawa. Tylko dlatego. Był pewien, że jeśli tylko będzie mógł ją zamknąć, na zawsze uwolni się od tej kobiety i emocji, jakie w nim budziła. Nawet po tylu latach.

‒ Roger… był nałogowym hazardzistą – przyznała z wahaniem.

‒ Wiedziałaś o tym i nic nie zrobiłaś?

‒ Chyba nigdy nie miałeś do czynienia z kimś, kto miał tego rodzaju nałóg. To nie jest tak, że można zrobić awanturę i wszystko się zmieni.

‒ Ale mogłaś go zachęcić, by poszukał profesjonalnej pomocy – drążył bezlitośnie. Był ciekawy. Zawsze sobie wyobrażał, że Sophie prowadzi beztroskie i szczęśliwe życie przykładnej małżonki ze swoim uroczym księciem z bajki. Musiała być w nim tak zakochana, że nie wahała się porzucić studiów. Myślał, że nie wiedziała o nałogach męża.

‒ Roger był dorosły. Nie chciał pomocy. Nie byłam w stanie zmusić go to tego, by spotkał się z terapeutą. I nie chcę… rozmawiać o moim małżeństwie. To przeszłość.

‒ Zgadza się – wymruczał Javier. Gdy pomyślał o innym mężczyźnie, zalała go fala zazdrości. Pozbawił go tego, co uważał za swoje. Szaleństwo. Od kiedy uważał tę kobietę za swoją? – Ale z drugiej strony, czy naprawdę możemy się pozbyć przeszłości? Czy nie uważasz, że ściga nasze sumienie, nawet gdybyśmy chcieli o tym zapomnieć?

‒ Co masz na myśli?

‒ Odeszłaś ode mnie.

‒ Javier, nie rozumiesz…

‒ I nie chcę rozumieć. Nie chodzi o to, żebym zrozumiał, jakie były twoje motywacje.

Właśnie teraz, gdy role się odwróciły i to ona była bez pieniędzy, których on miał całe mnóstwo, trudno uwierzyć, by miała powiedzieć mu całą prawdę o tym, co się wtedy stało. Pewnie wymyśliła już jakąś wzruszającą bajeczkę, żeby zasłużyć na jego współczucie i szczodre wsparcie.

‒ Nie proszę cię, żebyś dał mi te pieniądze, Javier. Chodzi mi tylko o pożyczkę. Oddam ci, przysięgam. Spłacę co do grosza.

Javier roześmiał się złowieszczo.

‒ Naprawdę? Trudno mi uwierzyć, że niedoszła pani magister literatury klasycznej i jej brat, stypendysta sportowy, będą w stanie postawić firmę na nogi i uzyskać pokaźne dywidendy…

‒ W firmie są przecież dyrektorzy…

‒ Spójrz tylko na ich dokonania. Zwolniłbym ich w jednej chwili, gdybym był na twoim miejscu.

‒ Sprawdziłeś ich? – spytała zaskoczona.

Javier wzruszył ramionami.

– Wiem o twojej firmie prawdopodobnie więcej niż ty sama. Jeśli mam zainwestować w nią pieniądze, to muszę dokładnie wiedzieć, czego się mogę spodziewać.

‒ A więc… chcesz powiedzieć, że pożyczysz mi pieniądze?

‒ Pomogę – uśmiechnął się przebiegle – ale jak wiesz, nie ma darmowych obiadów. Są pewne warunki…

‒ W porządku – zapewniła pospiesznie i po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczyła światełko w tunelu. Nie doceniła Javiera. Zamierzał im pomóc i miała ochotę rozpłakać się z ulgą. – Jakiekolwiek będą twoje warunki, to nie będzie żaden problem. Obiecuję.

ROZDZIAŁ TRZECI

‒ Może powinniśmy kontynuować naszą rozmowę w innym miejscu?

‒ Dlaczego? – Sugestia, by udała się z nim do jakiegoś innego miejsca, sprawiła, że rozdzwoniły się dzwonki alarmowe. Wciąż trudno jej było uwierzyć, że rozmawia z człowiekiem, którego wspomnienie prześladowało ją przez lata. Tyle się zdarzyło od momentu, gdy zakochała się bez pamięci w tym nieodpowiednim mężczyźnie. Miała wrażenie, że dzieli ich przepaść. O tylu rzeczach Javier nie wiedział. Ale teraz nie miało to znaczenia. Najważniejsze, że zgodził się jej pomóc.

‒ Ponieważ – odrzekł Javier, wstając i zakładając marynarkę, którą zdjął z oparcia fotela – para starych przyjaciół nie powinna rozmawiać o interesach w nudnym biurze.

Para starych przyjaciół?

Sophie przyjrzała mu się, szukając śladów sarkazmu w wyrazie jego twarzy, ale uśmiechał się do niej z niewinną grzecznością. Właśnie to sprawiło, że poczuła się nieswojo. Javier nigdy nie był grzeczny. Przynajmniej nie w sensie, w jakim pojmowano angielską grzeczność. Zawsze mówił, co myślał, i nie zważał na konsekwencje.

‒ Czy tak się teraz ubierasz? – spytał, a Sophie spojrzała na niego pytająco.

‒ Co masz na myśli?

‒ Wyglądasz jak urzędniczka.

‒ No cóż, muszę zarabiać na życie – odpowiedziała, siląc się na lekki ton i idąc za nim do drzwi. Co innego mogła zrobić? Trzymał w ręku wszystkie karty i jeśli chciał dyskutować z nią o warunkach umowy w jednym z barów na Threadneedle Street, to niech mu będzie. Zbyt wiele miała do stracenia, by się sprzeciwiać w takim momencie. Nie zamierzała się wycofać.

‒ Ale chyba chciałaś, by twoje życie wyglądało inaczej? – spytał ją, gdy wsiadali do windy.

‒ Życie nie zawsze się układa tak, jak to sobie wymarzymy – odpowiedziała krótko, wzruszając ramionami.

‒ Wiem, że chciałaś pracować na uniwersytecie.

‒ Moje życie potoczyło się inaczej.

‒ Jestem pewien, że twój drogi mąż nie chciał stawać na drodze twojej świetlanej uniwersyteckiej kariery.

‒ Nie chcę rozmawiać o moim byłym mężu.

Ponieważ myśl, że go nie ma, jest dla mnie zbyt bolesna – dopowiedział sobie Javier. Nawet jeśli doprowadził ją i jej rodzinę do bankructwa, wciąż kochała go tak mocno, że nie dała powiedzieć złego słowa. Zauważył, że w windzie Sophie stanęła jak najdalej od niego.

‒ Kiedy się zorientowałaś, że firma jest bliska bankructwa?

Sophie chciała go spytać, czy naprawdę muszą o tym rozmawiać, ale zrozumiała, że musi oddzielić przeszłość od teraźniejszości. Nie miała przed sobą mężczyzny, którego kochała nad życie i z którego musiała zrezygnować, co spowodowało, że jej życie się skończyło. To była przeszłość. Teraz miała przed sobą kogoś, kto zamierzał zainwestować w jej firmę. Miał prawo znać wszystkie szczegóły, nawet jeśli było mnóstwo spraw, o których nie chciała mu mówić. Obawiała się jego pogardy czy litości, a wiedziała, że na to właśnie mogła liczyć, gdyby przedstawiła nagą prawdę. Oczywiście pod warunkiem, że chciałby jej uwierzyć, co wcale nie było takie pewne.

‒ Już jakiś czas temu – odpowiedziała wymijająco. – Ale jak bardzo jest źle, odkryłam dopiero… po ślubie.

Javier znów poczuł przypływ wściekłej zazdrości. Bolesne wspomnienie szaleństwa młodości i naiwności wyobrażania sobie, że mogliby spędzić razem życie. Biedny, ciężko pracujący obcokrajowiec i piękna, dobrze wychowana Angielka z wyższych sfer, oczko w głowie swego ojca. Ze wszystkich dziewcząt na uniwersytecie musiał się zakochać właśnie w tej, która pobawiła się nim przez chwilę, oddając swoje serce i rękę innemu.

‒ I co wtedy?

‒ Co masz na myśli? – spytała, nerwowo zaciskając palce. Nie zwracała większej uwagi, dokąd idą, aż otworzył przed nią drzwi i zorientowała się, że wchodzą do tradycyjnego pubu, jakich wiele w sercu miasta. Przepuścił ją w drzwiach i przechodząc obok niego, uświadomiła sobie, jak bardzo jest wysoki i jak bezpieczna się zawsze przy nim czuła. Zadrżała, czując zapach jego wody kolońskiej. Zaprowadził ją do stolika. Usiadła posłusznie, czekając, aż przyniesie im coś do picia. Wiedziała, że powinna pić tylko wodę, by nie stracić kontroli nad sytuacją, ale za bardzo była zdenerwowana. Potrzebowała czegoś mocniejszego.

Szczegóły jej przeszłości nie powinny mieć żadnego znaczenia i Javier był wściekły na siebie, gdy się zorientował, jak bardzo pragnie wiedzieć jak najwięcej. W kilka minut potrafiła pobudzić jego ciekawość. Jak dawniej, znów jej pragnął jak szczeniak i nie mógł się doczekać, aż znajdzie się w jego ramionach. Miał też niejasne podejrzenia, że te pragnienia nie opuściły go od dnia, gdy go porzuciła, czekając cierpliwie na swój czas, by wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Dla mężczyzny, który tak bardzo cenił sobie kontrolę nad własnym życiem, taka wrażliwość nie była mile widziana. Zrozumiał to w chwili, gdy próbował przypomnieć sobie swoją ostatnią kochankę z Nowego Jorku. Zupełna pustka. Mógł się skupić wyłącznie na kobiecie siedzącej naprzeciw niego, z wyrazem lęku na twarzy, jakby w każdej chwili mógł ją uderzyć. Miała najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widział, a jej włosy nie zmieniły koloru, choć tak je upięła, że nie był w stanie się zorientować, czy wciąż są tak samo podniecająco długie.

‒ A więc? – spytał Javier niecierpliwie, podczas gdy kelner napełnił ich kieliszki winem i odszedł.

‒ Więc… co?

‒ Jak to dokładnie wyglądało? Bajkowy ślub, magiczna podróż poślubna, a potem budzisz się rano któregoś dnia i dociera do ciebie, że zostałaś bez pieniędzy? Życie potrafi być okrutne. A gdzie wtedy był twój brat?

‒ W Stanach, na studiach – westchnęła.

‒ Zbagatelizował wasze problemy? Spokojnie sobie dalej beztrosko studiował w Kalifornii, w nadziei, że stypendium mu wystarczy?

‒ Olivier nic nie wiedział – wzięła brata w obronę. – Nie wiem, jakie to teraz może mieć znaczenie….

‒ Chciałbym mieć tylko pełen obraz sytuacji – stwierdził miękko. – Przyszłaś do mnie z prośbą o ogromną pożyczkę. Myślałaś, że przytulę cię, nie zadając pytań, pogłaszczę po głowie i od razu podpiszę czek?

‒ Nie, ale…

‒ Wyjaśnijmy sobie coś, Sophie – powiedział, nachylając się w jej stronę. – Prosisz mnie o przysługę i czy ci się to podoba, czy nie, nie możesz wybierać, na które pytania odpowiesz, a na które nie. Twoje prywatne życie mnie nie interesuje, ale muszę wiedzieć, jak wygląda zarządzanie firmą. Do jakich zobowiązań gotów jest twój brat. Nie mam wątpliwości, że dyrektorzy w twojej firmie nie są godni pensji, jaką im płacisz.

 

‒ Wiesz, ile płacę moim dyrektorom?

‒ Wiem wszystko, co warto wiedzieć o twojej upadającej firmie.

‒ Kiedy stałeś się taki… taki… ostry?

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy się zorientowałem, z jakiego pokroju kobietą się spotykałem, pomyślał Javier cynicznie.

– Nie zarabia się pieniędzy, ulegając płaczliwym historiom – poinformował ją zimno. – A ty przyszłaś do mnie właśnie z taką. Jeśli nasza rozmowa ci nie odpowiada, możesz odejść, ale oboje wiemy, że tego nie zrobisz, bo mnie potrzebujesz.

Ta gra sprawiała mu coraz większą przyjemność. Chciał się z nią trochę podroczyć, zanim wyłoży karty na stół i przedstawi jej warunki spłaty pożyczki. W tym momencie nie powinna mieć wątpliwości, że dla firmy nie ma żadnego innego ratunku. Że jest jej ostatnią nadzieją. – Skoro wiedziałaś o nałogu swojego męża, a mimo to zgodziłaś się, by stał na czele firmy, to czy można ci ufać? Czy będziesz w stanie zarządzać swoją firmą?

‒ Powiedziałam ci, że nic nie mogłam zrobić – przyznała.

‒ A twój brat? Czy jest wystarczająco odpowiedzialny, by zająć się firmą, jeśli zdecyduję się wam pomóc?

‒ Ollie… nie za bardzo się orientuje w sytuacji.

‒ Dlaczego?

‒ Bo firma nigdy go nie interesowała. A poza tym jest sfrustrowany tym, że musiał zostawić studia w Stanach i wrócić do Anglii. Trudno mu jest przystosować się do życia bez pieniędzy.

‒ A tobie?

‒ Radzę sobie.

Javier zorientował się, że podziwia Sophie za siłę i upór, jakie u niej obserwował. Nie tylko znalazła się na finansowym dnie, ale musiała też radzić sobie ze stratą ukochanego ojca i męża. A mimo to nie użalała się nad sobą.

‒ Musiało ci być trudno – zauważył miękko.

‒ Nie bardziej niż innym, którym życie zgotowało przykre niespodzianki. A teraz, skoro znasz już sytuację, czy zdecydujesz się pożyczyć nam pieniądze? Nie wiem, czy Ollie ci mówił, ale próbujemy sprzedać dom już od ponad dwóch lat. Gdyby się udało, może moglibyśmy spłacić część długu?

‒ Nawet jeśli ciążą na nim dwie hipoteki?

‒ Widzę, że wiesz naprawdę wszystko. Śledziłeś losy firmy mojego ojca przez te lata?

‒ Dlaczego miałbym to robić?

‒ Trudno mi uwierzyć, że udało ci się zdobyć te wszystkie informacje w ciągu jednego dnia. Zresztą… domyślam się, co musiałeś czuć. Ale nie wiem, czy będziesz w stanie zrozumieć, co się wtedy wydarzyło…

‒ Nie, Sophie ‒ przerwał jej stanowczo. – Nie śledziłem losów firmy twojego ojca. Zupełnie mnie to nie interesowało.

Zorientował się, że butelka jest pusta i zastanawiał się, czy zamówić drugą, ale wolał zachować pełną kontrolę nad sobą i tą rozmową. Gdy wiedział, że zobaczy Sophie, wyobrażał sobie, jak zareaguje, ale te wyobrażenia nie miały nic wspólnego z tym, co czuł w tej chwili. Sądził, że wrócą gorzkie wspomnienia, ale musiał przyznać, że Sophie głęboko wrosła mu w duszę. Pojawienie się jej brata było jak otwarcie puszki Pandory, które Javier widział jako okazję do zamknięcia rozdziału z przeszłości raz na zawsze. Dostanie ją, bo teraz miał wszystko, czego potrzebował, aby to osiągnąć.

Potrzebowała pieniędzy, a on miał ich aż nadto. Będzie musiała przyjąć jego ofertę, bo nie ma wyboru. Jego warunki przyjmie bez dłuższego wahania. Sypiał już z najpiękniejszymi kobietami na świecie. Cokolwiek sprawiło, że się w niej zakochał, był pewien, że zniknęło po tych wszystkich latach. Na pewno nikt mógł być konkurencją dla jego wyrafinowanych kochanek.

A jednak się mylił. I to było potwornie frustrujące, bo zorientował się, że chciał od niej więcej niż jej ciała na jedną czy dwie noce. Potrzebował o wiele więcej. Chciał odpowiedzi i ta ciekawość drażniła go, bo myślał, że jest ponad to wulgarne uczucie, jeśli o nią chodzi. Zrozumiał też, że nie chciał brać tego, co mu da, bo nie będzie miała innego wyboru, a on weźmie niczym przebiegły złodziej. Chciał, żeby sama do niego przyszła. Zrozumiał, że jeśli chodziło mu o zemstę, to czy właśnie taka nie byłaby najwłaściwsza? Sprawić, by Sophie zapragnęła go tak mocno, jak on jej kiedyś, a potem ją zostawić?

To było niezwykle pociągające. Przypominało uczucie, gdy zarobił pierwszy milion i świat legł u jego stóp. Teraz, gdy mógł mieć już wszystko na skinięcie ręką, zniknęła przyjemność zdobywania. Nie tylko kobiet, ale też pieniędzy, inwestycji… wszystkiego.

A Sophie nie była na skinięcie.

Widział, że czuła się bardzo nieswojo, zmuszona zapukać do jego drzwi i prosić o pomoc. Domyślał się, że gdyby chodziło o nią, uniosłaby się dumą, ale miała matkę i brata na utrzymaniu.

Ale przyjdzie do niego nie dlatego, że musi, ale dlatego, że go zapragnie i nie będzie w stanie z tym walczyć. To będzie prawdziwa zemsta na dumnej i zepsutej Sophie. Być może potraktowała go jak zabawkę, ale nie miał wątpliwości, że pożądała go tak mocno jak on jej. Drżała, gdy jej dotykał, a jego pocałunki sprawiały, że traciła głowę. Nie wyobraził sobie tego. Namiętność między nimi była prawdziwa. Mogła ją w sobie zwalczyć, uciec od niego i poślubić swojego nudnego męża, ale wiedział, że jest w stanie znów ją przywołać.

Czy sądziła, że się na niego uodporniła tylko dlatego, że minęło kilka lat? Myśl o Sophie, która otwierała się przed nim niczym rozkwitły kwiat i dawała mu to wszystko, czego pragnął przez te lata, była niezwykle przyjemna. Zastanawiał się, jak się będzie czuła, gdy spróbuje tej samej polewki. Był też ciekaw, czy w ogóle będzie go to interesować, gdy już zaspokoi własne pożądanie. Od dawna nie czuł się tak dobrze. Jakby wróciła mu chęć do życia.

‒ Muszę przyznać, że wizyta twojego brata mnie zaskoczyła.

‒ Mam nadzieję, że wiesz, że to nie ja go do tego namówiłam.

‒ Domyślam się, Sophie. Na pewno nie jest łatwo błagać o pomoc mężczyznę, który nie był dla ciebie wystarczająco dobry siedem lat temu.

‒ To nie tak.

Javier podniósł rękę, by jej przerwać.

– Ale prawda jest taka, że moje sumienie nie mogłoby znieść, gdybyś miała zbankrutować i trafić pod most.

‒ Chyba trochę przesadzasz, nie sądzisz?

‒ Zdziwiłabyś się, jak cienka jest granica między bogactwem a biedą i jak szybko mogą zamienić się miejscami. W jednej chwili triumfujesz na szczycie świata, a za chwilę lądujesz w rynsztoku, błagając o litość, zastanawiając się, co poszło nie tak. Albo powiem inaczej, w jednej chwili pogardzasz wszystkimi, których los nie obdarzył tak szczodrze jak ciebie, a po chwili łasisz im się do kolan, podczas gdy oni śmieją się z twojego nieszczęścia.

‒ Sądzę, że twoim rodzicom musi być naprawdę przykro, widząc, jakim się stałeś człowiekiem, Javier.

Oburzyła go jej uwaga, a jeszcze bardziej wyraz szczerego rozczarowania na jej pięknej twarzy. To prawda, że gdy się spotykali, naiwnie zawierzył jej, jak nigdy nikomu wcześniej i opowiedział o swoich korzeniach oraz o poświęceniu rodziców. Był świadom różnic między nimi, ale były to tylko różnice, podczas gdy dla niej okazały się barierami nie do pokonania.

‒ Wiem, że jesteś teraz bogaty, tak jak chciałeś. Ale pamiętam też, jak mi mówiłeś, że twoi rodzice pragnęli, żebyś miał cel w życiu, ustatkował się i założył rodzinę.

Javier zdecydował się zamówić jeszcze jedną butelkę wina. I coś do jedzenia, bo pili przecież na puste żołądki. Nie był pewien, jak chce to dalej rozegrać. W swoim scenariuszu nie przewidział, że Sophie nadal będzie na niego działać w ten sposób. Pragnął jej tak samo mocno jak wtedy, o ile nie bardziej.

‒ Powinnam już wracać – zaczęła niepewnie, gdy napełnił jej kieliszek.

‒ Zamówiłem kolację.

‒ Ale mój pociąg…

‒ Zapomnij o pociągu.

‒ Nie mogę.

‒ Dlaczego?

‒ Przepadnie mi bilet. A wiesz, że nie mam za dużo pieniędzy. Prawdę mówiąc, jestem zupełnie spłukana – przyznała. – Jeśli chciałeś, żebym to powiedziała, to proszę, nie będę się dłużej opierać. Nie mogę pozwolić sobie na kolejny bilet. Ty już pewnie zapomniałeś, ile one kosztują, ale przypomnę ci. Są bardzo drogie. A jeśli chcesz mnie nadal upokarzać, to droga wolna. Nie będę cię powstrzymywać.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?