Najpiękniejsza kreacja

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Głos Lavinii przerwał mu te ponure rozmyślania:

– Dojeżdżamy do miejsca, gdzie Aleksi miał wypadek.

Nie było tu wiele do oglądania. Na drzewie, o które roztrzaskał się jego wóz, widniała wielka blada szrama. Zachara jednak ogarnęło wzruszenie.

Kiedy po wygłoszeniu swojej mowy opuszczał tamtą imprezę dobroczynną, zatroskany Aleksi usiłował go zatrzymać, niepewny własnych motywów i nieświadomy tego, że ma do czynienia z rodzonym bratem. Coś kazało mu w środku nocy pojechać szybko za Zacharem na lotnisko i omal nie przypłacił tego życiem. Zachar nie był skłonny do wzruszeń, ale szczerze przejął się tragiczną historią Aleksiego. W wieku siedmiu lat Aleksi odkrył, że ma w Rosji nie jednego, lecz dwóch braci, i powiadomił o tym ojca. Iwan strasznie go zlał, aby wybić mu to z głowy. Jednakże później prawda stopniowo wyszła na jaw.

– Od dawna go znasz? – zapytała ostrożnie Lavinia, a gdy Zachar nie odpowiedział, spróbowała nacisnąć go mocniej: – Byłam zaskoczona, że nie wybrał Josefa na swego drużbę, skoro są bliźniakami.

Zirytowało ją, że Zachar nie próbował udzielić jakiejś choćby wymijającej odpowiedzi, tylko spokojnie milczał. Wyjęła z torebki kosmetyczkę i poprawiła makijaż, a potem uczesała grzebieniem długie jasne włosy. Zachar przyglądał się temu z irytacją. Wyczuła to i spojrzała na niego znad lusterka.

– O co chodzi? – spytała.

Wzruszył ramionami, odwrócił wzrok i dopiero wtedy odrzekł:

– Nie lubię próżności.

– Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie!

– Co takiego?

– Spotykasz się z próżnymi kobietami – wyjaśniła. – Wiem to z wiarygodnych źródeł.

– Tanich ilustrowanych magazynów? – rzucił drwiąco, lecz wciąż był nią zaintrygowany. Lavinia ani trochę się go nie obawiała, co było dla niego osobliwie odświeżającym doświadczeniem. – Zawsze jesteś taka nieuprzejma wobec swoich szefów?

– Byłam nieuprzejma? – Zastanowiła się przez chwilę. – Rzeczywiście, chyba tak. Ale jeśli chodzi o mój makijaż, to nie ma nic wspólnego z próżnością. To kwestia profesjonalizmu. Naprawdę sądzisz, że księżniczka oczekuje, że powita ją ktoś w dżinsach i z tłustymi włosami? – Lavinia coraz bardziej się rozpędzała. – I jeszcze jedno. Twierdzisz, że spóźniłam się pięć minut, ale w istocie przyszłam do biura pięćdziesiąt pięć minut za wcześnie! Większość ludzi rozpoczyna pracę o dziewiątej. A ponieważ moja praca wymaga ode mnie dobrej prezencji, więc dbam o to od momentu pojawienia się w biurze – zakończyła, kiedy szofer otworzył dla niej drzwi. Wyrzuciwszy z siebie to wszystko, uśmiechnęła się nieoczekiwanie i rzekła: – Chodźmy zatem na spotkanie księżniczki!

Zachar jeszcze w biurze uświadomił sobie, że ogromnie uraziłby dostojnych gości, nie witając ich osobiście na lotnisku, toteż był wdzięczny swej beztroskiej asystentce, że go do tego nakłoniła. Do Melbourne przyleciała bowiem nie tylko księżniczka Jasmina, lecz także sam król Abdullah. A jedna krytyczna uwaga tego władcy mogła zrujnować reputację nawet takiej sławnej firmy jak Dom Mody Kolovsky.

Zachar przejął inicjatywę i wyjaśnił, dlaczego na lotnisku nie zjawili się Nina lub Aleksi. Lavinia świetnie potrafiła prowadzić towarzyskie rozmówki. Gawędziła z nieśmiałą księżniczką i jej matką i bardzo szybko sprawiła, że poczuły się swobodnie.

– Nasz zespół projektantów nie mógł się już doczekać spotkania z tobą – zwróciła się do Jasminy, gdy wysiadali z samochodu. W niczym teraz nie przypominała tej bladej, wymizerowanej dziewczyny, która dziś rano weszła do jego gabinetu.

Król pozostał w limuzynie, a jego świta czekała w drugim pojeździe.

Gdy znaleźli się w głównej siedzibie firmy i zostawili księżniczkę w doświadczonych rękach projektantów, Zachar szczerze podziękował Lavinii.

– To nie do pomyślenia, żebym osobiście nie powitał króla!

– Owszem – odparła. – Zazwyczaj mężczyźni do nas nie przyjeżdżają. Masz szczęście!

Nie wiedział dlaczego, ale Lavinia uśmiechnęła się. Zaprowadziła go do sali wystawowej, w której w szklanych gablotach prezentowano ślubne suknie, i podeszła prosto do największej atrakcji.

– Suknia ślubna Kolovskych. – Przyglądała jej się przez chwilę. – Piękna, nieprawdaż?

– To tylko sukienka – odparł Zachar, a Lavinia wybuchnęła śmiechem.

– Tak, ale jaka! Nina i Iwan przeznaczyli ją dla swojej córki bądź dla przyszłej żony któregoś z synów. – Nie spostrzegła, że twarz Zachara skamieniała. – To przedmiot pożądania każdej kobiety. Sama o niej marzyłam na długo przedtem, zanim ją ujrzałam.

Zachar nie zamierzał stać tam i rozprawiać o ślubnej sukni. Odszedł bez słowa, lecz Lavinia dogoniła go i ku jego irytacji dalej o tym trajkotała:

– Dawniej przed zaśnięciem zawsze wyobrażałam sobie, że biorę ślub w tej sukni.

– Zasypiałaś, marząc o swoim ślubie? – spytał kpiąco.

– Miałam wtedy jakieś osiem lat – wyjaśniła, wzruszając ramionami, i lekko się zaczerwieniła.

– A teraz już o tym nie marzysz?

– Czasami – przyznała z zaskakującą szczerością i oblała się głębszym rumieńcem. – Ale potem dzwoni budzik i powracam do rzeczywistości.

Zastanawiał się, czy celowo go prowokowała. Była otwarta i uśmiechnięta, lecz wyczuwał w niej też napięcie i opór. Musiał niechętnie przyznać, że to połączenie go intryguje.

– Mamy mnóstwo pracy – oznajmił, gdy wrócili do jego gabinetu. – Od jutra zacznę indywidualne rozmowy z personelem, ale dziś po południu przemówię do wszystkich. Zorganizuj to w porozumieniu z kierownikiem działu kadr.

– To niemożliwe – zaoponowała Lavinia. – Ludzie mają zaplanowane spotkania, a poza tym...

– Każdy, kto się nie zjawi, zostanie automatycznie zwolniony – przerwał jej bezceremonialnie. – Po prostu zrób, co powiedziałem.

– Ale chodzi o to, że...

– Chodzi o to, że teraz ja kieruję firmą. Nie wiem, jakie miałaś relacje z poprzednimi szefami, ale zapomnij o nich. Kiedy czegoś wymagam, to nie podlega dyskusji. Którego dnia jemy kolację z królem Abdullahem?

– W środę. Ale ja w nich nie uczestniczę. – Potrząsnęła głową. – Wysyłano mnie tylko od czasu do czasu na lotnisko.

– Cóż, chwilowo zajmiesz się również stroną reprezentacyjną. Awansowałaś.

– Nie chcę – odparła natychmiast.

Kochała swoją pracę i czasami rywalizowała z Kate, ale w gruncie rzeczy nie pragnęła przejąć jej obowiązków. I nie chodziło tylko o jej brak kwalifikacji. Obecnie miała zbyt wiele problemów: Rachaelę, studiowanie, Ninę...

– Dostaniesz podwyżkę.

– Nie chodzi o pieniądze. Jestem zbyt zajęta...

– Zbyt zajęta, aby pracować? – Zachar zmarszczył brwi. – Posłuchaj, potrzebuję osobistej asystentki i albo obejmiesz tę funkcję, albo poniesiesz konsekwencje swojej odmowy.

– Zwolnisz mnie?

– Skoro nie mam osobistej asystentki, jaki jest sens zatrudniania jej zastępczyni?

Wyobraziła sobie, że zaatakował ją szachowy skoczek. Zbił jej pionka i to oczywiście oznaczało mat. Lecz zamiast milczeć lub błagać Zachara, by zmienił zdanie, Lavinia nie dała mu tej satysfakcji. Wolała obdarzyć go olśniewającym uśmiechem i skapitulować z wdziękiem.

– Gratulacje! – powiedziała.

– Słucham?

Ogromnie się jej spodobało, że wprawiła go w zakłopotanie.

– Chętnie przyjmę tę funkcję.

– Dobrze. Przenieś swoje rzeczy, a potem przejrzyj własny terminarz i wykreśl wszystkie prywatne sprawy. Odtąd twój czas należy do mnie.

ROZDZIAŁ TRZECI

Lavinia nigdy dotąd nie pracowała równie ciężko i intensywnie. Wysłała mnóstwo mejli i odpowiedziała na równie wiele. Potem opróżniła salę widowiskową z grupy nadąsanych modelek oraz projektantów, którzy przygotowywali sesję zdjęciową dla najbardziej nadąsanej z nich – zachwycającej rudowłosej piękności o imieniu Rula, będącej nową twarzą Domu Mody Kolovsky. Na koniec sprawdziła aparaturę nagłaśniającą. W ciągu godziny wykonała całodniową pracę.

Lecz szef nawet jej nie podziękował, gdy wpadła z powrotem do gabinetu po swoją torebkę. Tylko przelotnie popatrzył na nią znad komputera.

– Wszystko przygotowane – oznajmiła, perfumując sobie nadgarstki. – Wrócę przed drugą.

– Wrócisz skąd?

– Z lunchu! – wyjaśniła. Zachar skrzywił się, jakby paskudnie zaklęła. – Chyba mam prawo do przerwy na lunch?

Jakby na poparcie jej słów do gabinetu wtoczono wózek na kółkach z wystawnym posiłkiem dla Zachara. Lecz on pozostał niewzruszony.

– W porze lunchu będziemy pracować. Zjedz ze mną.

– Naprawdę nie mogę. Mam wizytę u lekarza – powiedziała i przesunęła dłonią po brzuchu.

Zachar zacisnął wargi. Pojął, że Lavinia zna wszystkie sztuczki. Wiedziała, że po tym przelotnym geście żaden mężczyzna nie będzie dłużej wypytywać o kobiece dolegliwości.

– Przepraszam – dodała.

Nie czekając na jego reakcję, wybiegła do windy, tylko odrobinę speszona swoim kłamstwem. Zachar wpadłby we wściekłość, gdyby odkrył, dokąd udawała się w porze lunchu. Wiedziała, że popełnia największą zdradę.

Ale nie mogła tam nie pójść.

– Witaj, Nino.

Kobieta mamrotała do siebie po rosyjsku i nie podniosła na nią wzroku, ale Lavinia uściskała ją na powitanie. Na jej widok doznała szoku. W ciągu paru dni Nina postarzała się o dziesięć lat.

Nina dotarła na ślub syna. Zwolniono ją na jeden dzień z luksusowej kliniki psychiatrycznej i nafaszerowano środkami uspokajającymi. Z przylepionym do twarzy uśmiechem, ubrana we wspaniałą suknię firmy Kolovsky, zdołała jakoś przetrwać ceremonię ślubną. Lecz widocznie ten wysiłek krańcowo ją wyczerpał.

– Uczeszę cię – powiedziała Lavinia, grzebiąc w szafce w poszukiwaniu spinek do włosów. – I pomaluję ci paznokcie.

 

Nina nie zareagowała. Nadal mówiła do siebie po rosyjsku, gdy Lavinia ją czesała. Dopiero gdy usiadła i zajęła się jej paznokciami, odezwała się po angielsku, powtarzając monotonnym tonem:

– On mnie nienawidzi. Wszyscy mnie nienawidzą.

– Ja nie – odrzekła Lavinia, jak zapewniała ją stale od dnia, w którym rozeszła się ta zaskakująca wieść.

Ten straszny dzień na zawsze wrył jej się w pamięć.

Aleksi wrócił po wypadku z pobytu w szpitalu i zorientował się, że Nina przejęła kierownictwo firmy. Rozpętała się gwałtowna walka o władzę. Nina słuchała rad Zachara podsuwającego jej na odległość pomysły, które obiecywały olbrzymie zyski, ale – jak ostrzegał Aleksi – mogły też doprowadzić do upadku Domu Mody Kolovsky.

Potem Zachar przejął ster firmy i Aleksi odkrył, że ten manipulujący Niną człowiek jest jego bratem.

Lavinia wciąż doskonale pamiętała moment, gdy Nina dowiedziała się, że Zachar to jej syn. Złapała Ninę, gdy ta osunęła się na podłogę, po tym jak Aleksi opowiedział matce bez owijania w bawełnę, ile Riminic, dziecko, które porzuciła, przecierpiał w sierocińcu, a potem opisał z sugestywnymi szczegółami, przez co ten nastoletni uciekinier musiał przejść, żeby przetrwać na ulicy.

– Oni mi nigdy nie wybaczą – powtarzała bez końca Nina.

– Twoja rodzina potrzebuje tylko trochę czasu, żeby się z tym uporać – odpowiedziała cierpliwie Lavinia. – Annika cię odwiedziła, a Aleksi zadzwonił z podróży poślubnej. Wiem, że Levander kontaktował się z Wielkiej Brytanii, a Josef również złożył ci wizytę.

– Oni wszyscy czują do mnie wstręt.

Lavinia westchnęła głęboko i skupiła się na pomalowaniu kolejnego paznokcia Niny. Czasami naprawdę nie wiedziała, co ma jej powiedzieć.

– Potrzebują czasu – powtórzyła.

– Nie miałam wyboru – rzekła Nina żałosnym tonem.

Lecz Lavinia nie zamierzała pozwolić sobą manipulować. Przywykła do szantaży emocjonalnych swojej matki, a Nina przypominała ją pod bardzo wieloma względami.

– Zawsze jest jakiś wybór – odparła. – Może po prostu podjęłaś najlepszą możliwą wówczas decyzję.

– Powinnam była spróbować go odszukać – powiedziała Nina.

Lavinii, która nigdy, przenigdy nie płakała, łzy zakręciły się w oczach. Dopiero teraz uświadomiła sobie w pełni, że ten posępny, zamknięty w sobie mężczyzna, którego poznała dziś rano, naprawdę jest porzuconym synem Niny.

– Dlaczego tego nie zrobiłaś? – zapytała, nie potrafiąc się powstrzymać.

– Widziałam, jak wszyscy mnie znienawidzili, kiedy Levander przyjechał do Australii i rozniosło się, że wiedziałam o śmierci jego matki, a on wychował się w domu dziecka...

Lavinia upięła jej włosy. Nina zdradzała coraz więcej szczegółów z przeszłości i ku zgrozie dziewczyny potwierdzała plotkę, że od dawna znała prawdę.

– Levander nie był nawet moim krewnym, a jednak mnie znienawidzono – mówiła dalej. – Nie mogłabym znieść, gdyby się dowiedziano o jeszcze gorszej rzeczy... że porzuciłam również własnego syna.

– Cóż, musisz stawić temu czoło – odparła Lavinia, hamując wściekłość, która ją nagle ogarnęła.

– Czy Riminic pyta o mnie?

Lavinia z irytacją potrząsnęła głową.

– Nino, on nie ma pojęcia, że znam jego tożsamość. Sądzi, że uważam go po prostu za potentata przemysłowego Zachara Belenkiego, który robi interesy z rodziną Kolovskych i teraz przejął kierownictwo jej firmy, ponieważ Aleksi koncentruje się wyłącznie na tej nowej kolekcji Krasawica, a ty nie czujesz się dobrze.

– Jest przystojny, prawda? Jak mogłam go nie rozpoznać?

– Może podświadomie się tego bałaś – podsunęła Lavinia i zerknęła na ścienny zegar. Chętnie zostałaby dłużej, ponieważ Nina w końcu zaczęła mówić. Ale nie mogła. – Muszę już iść.

I wtedy Nina, pomimo panującego w jej umyśle chaosu, przypomniała sobie, jak zawsze.

– Jak się ma twoja siostra?

Lavinia zawahała się, czy powiedzieć prawdę, choć dotąd zawsze jej się zwierzała.

– Dobrze – skłamała w końcu.

– Podoba jej się w przedszkolu?

– Tak – odrzekła Lavinia cicho, myśląc o poważnej, pełnej rezerwy twarzyczce Rachaeli. Siostrzyczka przypominała jej w tym Zachara.

– Wciąż o nią walczysz – powiedziała Nina i pogładziła ją po policzku.

Lavinia poznała jej najgorsze cechy. Widziała nawet, jak Nina usiłowała odsunąć Aleksiego od kierowania firmą. Lecz mimo godnej pogardy przeszłości, ta kobieta potrafiła być taka miła.

– Pozdrów ją ode mnie.

– Zrobię to – rzekła Lavinia, wstając. – A teraz lepiej już wrócę do pracy.

Żeby zdążyć przed końcem pory lunchu, musiała biec przez biurowy parking. A gdy dopadła windy, zastała w niej Zachara.

– Jak wizyta u lekarza? – zapytał.

– Nie za dobrze – odparła, przybierając zbolałą minę.

Zachar zamiast rozzłościć się na nią, miał ochotę się roześmiać. Była taką dobrą aktorką!

– Współczuję – rzucił.

Lavinia nie była pewna, czy powiedział to ironicznie. W ogóle nie była pewna niczego, co dotyczyło tego mężczyzny. Budził w niej niepokój jak mało kto. Teraz jego nieruchome spojrzenie – jakby nie patrzył na nią ani poprzez nią, lecz wprost w nią – sprawiło, że dziesięciosekundowa jazda windą do sali widowiskowej wydała jej się nieznośnie długa. A kiedy wysiedli i musiała go poprowadzić, bo nie znał drogi, poczuła się jeszcze bardziej niepewnie, mając go za plecami.

Przystanęła, żeby ją dogonił.

– Mam nadzieję, że wszystko jest gotowe – powiedziała, próbując nawiązać swobodną pogawędkę.

Lecz Zachar, oczywiście, zbył tę próbę milczeniem.

Lavinia odczuwała nawet odrobinę dumy ze swoich przygotowań i chętnie usłyszałaby niewielką pochwałę. W sali tym razem to nie modelki i nowa sezonowa kolekcja, lecz Zachar Belenki miał być gwiazdą przedstawienia. Zgromadzeni pracownicy, nieufni i zdegustowani, czekali, aby usłyszeć decyzję o swoim losie.

Podczas gdy kierownik działu kadr wygłaszał krótki wstęp do spiętej publiczności, za kulisami Zachar, niedbale oparty o ścianę, spokojnie odczytywał mejle z komórki. Nawet Lavinia denerwowała się za niego, ale on był tak rozluźniony, jakby czekał na przystanku na autobus.

– Chwileczkę – powiedziała.

Wyciągnęła rękę, żeby poprawić mu krawat, tak jak dawniej Aleksiemu albo jak chowała Ninie wystające ramiączko stanika. Lecz w tym przypadku ten prosty, niemal odruchowy gest, okazał się nagle okropnie skomplikowany. Dotknęła palcami skóry Zachara i owionął ją jego męski zapach.

Szef błyskawicznie złapał ją za przegub.

– Co ty wyprawiasz? – rzucił.

Najwyraźniej był najbardziej niedotykalskim człowiekiem na świecie!

– Przepraszam – wyjąkała, speszona jego reakcją. Jej gest był przecież całkiem niewinny. – To z przyzwyczajenia – wyjaśniła.

Zachar puścił nadgarstek, ale potem nieoczekiwanie objął ciepłą, suchą dłonią jej kark. Lavinia stała jak sparaliżowana. Przez moment myślała, że Zachar przyciągnie ją do siebie czy wręcz pocałuje. Lecz on tylko schował metkę bluzki, której nie mógł nawet widzieć pod jej gęstymi jasnymi włosami. Uśmiechnął się z ponurą kpiną. Dostrzegła w jego oczach ostrzeżenie oraz coś jeszcze – groźbę ukrytą pod gładką powierzchownością tego mężczyzny.

– Teraz lepiej – orzekł, z ręką wciąż na jej karku. – To mnie irytowało.

– Ja tylko... – Lavinia wciąż jeszcze próbowała wyjaśnić, że chciała po prostu poprawić mu krawat, ale urwała, gdy Zachar potrząsnął głową.

– Żadnych gierek – powiedział. – Bo nie masz pojęcia, z kim grasz.

Rozległy się oklaski i wyszedł na podium, zostawiając Lavinię za kulisami, oszołomioną i niepewną, co właściwie zaszło.

Uśmiechnął się spokojnie. Ten uśmiech przesunął się po sali jak promień słońca. Spojrzeniem szarych oczu zdołał jakimś cudem napotkać wzrok każdego z osobna pracownika i zanim jeszcze się odezwał, już ich sobie pozyskał.

– Żywicie dzisiaj wiele obaw i snujecie liczne domysły – zaczął. – Nie mogę położyć kresu domysłom, ale mam nadzieję rozwiać wszystkie wasze obawy.

I tak zrobił.

Zapewnił urzeczone audytorium, że wysłucha opinii każdego pracownika. Oczekuje, że Dom Mody Kolovsky nadal będzie świetnie prosperował, i cieszy się, że wkrótce pozna cały personel.

Przez salę przeszedł uśmiech ulgi, lecz nie dotarł do Lavinii, której nie przekonała przemowa Zachara. W uszach wciąż jej brzmiały jego wcześniejsze słowa: „Nie masz pojęcia, z kim grasz”.

Jednak ona to wiedziała.

Riminic Iwanowicz Kolovsky. Człowiek pozbawiony choćby cienia lojalności wobec tego biznesowego imperium mody; człowiek, który od kołyski nauczył się nienawidzić, a przed chwilą w istocie ostrzegł ją, żeby się trzymała od niego z daleka.

Nie ufała mu. Nie była nawet pewna, czy go lubi. I należał do całkowicie obcego dla niej świata. Dlaczego więc skóra na szyi ciągle jeszcze paliła ją od jego dotyku? Dlaczego Lavinia zapragnęła poznać go bliżej?

ROZDZIAŁ CZWARTY

Praca z Zacharem nie była ani trochę zabawna. Po spędzonej przez Lavinię bezsennie nocy ich relacje ograniczały się do sfery czysto zawodowej.

Oprócz problemów z Rachaelą Lavinię trapił teraz jeszcze ten incydent z nowym szefem. Przecież z nim nie flirtowałam, pomyślała z oburzeniem, przewracając się w łóżku. A może jednak? – przemknęło jej przez głowę i zaczerwieniła się w nocnych ciemnościach.

Chociaż rano przywlokła się do biura wcześnie, oczywiście Zachar zjawił się tam jeszcze przed nią. Zaparzyła i zaniosła mu kawę, ale nawet nie podniósł wzroku ani nie podziękował. Zażądał tylko jakichś akt personelu i przypomniał jej, że chce rozpocząć indywidualne rozmowy z pracownikami o dziewiątej. Najwyraźniej w przeciwieństwie do Lavinii nie poświęcił wczorajszemu zajściu ani chwili uwagi.

Lavinia zatęskniła za dawnymi dobrymi czasami, za plotkowaniem przy ekspresie do kawy, pogawędkami z Aleksim... nawet za Kate. Z Zacharem istniała tylko praca, praca i jeszcze raz praca.

Jej przerwa na lunch ograniczała się do szaleńczego biegu do automatu po kolejny napój energetyzujący.

– Dzwoni Annika – poinformowała Zachara, a gdy nie odebrał telefonu od siostry, ponownie nacisnęła brzęczyk interkomu i zastukała do drzwi gabinetu.

– Jestem zajęty rozmowami z personelem – odparł, spoglądając na trzymaną przez nią wielką puszkę napoju energetyzującego. – Kto następny?

– Chyba Alannah Dalton, szefowa działu sprzedaży. Usiłuję się z nią skontaktować – odpowiedziała, podając mu akta.

– I co o niej sądzisz? – spytał, gdyż nieoficjalne komentarze Lavinii okazywały się całkiem trafne.

– To stara zrzęda. Narzeka na wszystko. Uważa, że cały świat sprzysiągł się przeciwko niej...

Głos Lavinii ucichł. Zachar podniósł na nią wzrok i spostrzegł, że zamknęła oczy, a jej cera pomimo makijażu przybrała ziemisty odcień.

– Chyba nie zamierzasz mi tu zemdleć? – zapytał.

– Nie – szepnęła. – Ja tylko... – Pomyślała z przerażeniem, że może zachorowała, ale po chwili słabość ustąpiła. Lavinia wzięła głęboki oddech, oblizała suche wargi i wyznała: – W nocy nie zmrużyłam oka. – Spostrzegła, że Zachar zacisnął szczęki, więc dodała szybko: – Wiem, że nie powinnam zawracać ci tym głowy...

Usiadła na wielkiej sofie i na moment pochyliła się głęboko. Zachar po prostu tkwił za biurkiem i przyglądał jej się. Nie wydawał się zaniepokojony ani poruszony. Już raczej znudzony.

– Zaraz mi przejdzie – powiedziała po kilku chwilach.

Lecz tak się nie stało.

Zdołała jakoś wyjść z jego gabinetu, choć przed oczami latały jej mroczki. Łapczywie wypiła butelkę wody, zjadła cztery żelki i torebkę chipsów, a potem odebrała telefon od szefowej działu sprzedaży.

– Alannah już jedzie z naszego sklepu – poinformowała szefa przez interkom. – Miała spotkanie z ważnym klientem.

Nie dosłyszała odpowiedzi Zachara, gdyż głośno dzwoniło jej w uszach.

Kiedy Alannah Dalton wciąż się nie pojawiła, a Lavinia nie odpowiadała na dzwonki interkomu, Zachar wmaszerował do pokoju asystentki i znów ujrzał ją siedzącą z głową opartą na blacie biurka.

– Nie śpię – odezwała się, ale się nie poruszyła. – I naprawdę bardzo przepraszam. – Musiała mu wyjawić przynajmniej cząstkę prawdy, gdyż inaczej zostanie zwolniona. – Mam ostatnio trochę osobistych kłopotów i przez to prawie w ogóle nie sypiam...

W końcu uniosła głowę, lecz Zachar wolałby, żeby ją z powrotem opuściła. Miała sine wargi, a jej makijaż rozmazał się i ściekł na policzki. Zachar był teraz bardziej zatroskany niż znudzony. Z własnej decyzji nie miał przy sobie więcej personelu, toteż musiał sam poradzić sobie z tą sytuacją.

 

Wszedł do przyległej łazienki i wrócił z ręcznikiem zmoczonym wodą. Historyjka Lavinii nie do końca go przekonała, ale dziewczyna niewątpliwie była chora. Bez podziękowania wzięła od niego ręcznik i przycisnęła do twarzy.

– Jutro poczuję się lepiej – zapewniła go z przekonaniem.

– Polecę mojemu kierowcy, żeby odwiózł cię do domu... – zaczął Zachar, ale urwał, gdy się skrzywiła. Na myśl o konieczności dojścia do samochodu znów zakręciło jej się w głowie. – Musisz odpocząć...

Zaprowadził ją do jej dawnego gabinetu i Lavinia z westchnieniem ulgi położyła się na dobrze znanej kanapie. Lecz w miarę, jak ustępowały zawroty głowy, ogarniało ją coraz większe zakłopotanie.

– Naprawdę bardzo mi przykro – powiedziała. Na jej twarz powróciły kolory, chociaż makijaż pozostał na ręczniku. – Mogę wszystko wyjaśnić...

– Chwilowo odpocznij – odparł.

Widząc, że dziewczyna drży, zdjął marynarkę i okrył ją. Potem spuścił żaluzje, a zanim skończył, Lavinia już zasnęła.

Zadzwonił do recepcji i poprosił o przysłanie kogoś na jej miejsce na resztę popołudnia. Następnie wznowił rozmowy z personelem. Alannah Dalton zgodnie ze słowami Lavinii rzeczywiście okazała się starą zrzędą.

Wysłuchiwał kolejnych pracowników firmy, którzy ciskali gromy i pieklili się, usiłując uratować własną skórę poprzez obwinianie innych.

Niemniej Zachar mnóstwo się dowiedział i zyskał potwierdzenie swego przypuszczenia, że kłopoty Domu Mody Kolovsky zaczęły się na długo przed śmiercią Iwana.

Mimo że starał się skupić, jego myśli aż nazbyt często wędrowały ku śpiącej za drzwiami dziewczynie.

– Czy faworyzowano niektórych pracowników? – pytał każdego wprost.

Naturalnie, musiał wysłuchać mnóstwa rzeczy nieistotnych, aby wydobyć okruchy informacji, które go interesowały. Panowało powszechne przekonanie, że Lavinia sypiała z Aleksim, a być może również wcześniej z Levanderem. Wciąż powtarzano Zacharowi, że ta dziewczyna zawsze kombinowała z aktualnym szefem.

Zachowywał beznamiętną minę, ale w głębi duszy niemal pożałował, że uśmiech, pogawędki i żarty Lavinii, które zaczynał już lubić, były niegdyś przeznaczone również dla innych.

W przerwie między rozmowami wszedł do zaciemnionego pokoju i przez długą chwilę wpatrywał się w Lavinię. Śpiąc spokojnie, wyglądała młodziej, ładniej... niemal niewinnie.

Lecz najwyraźniej te pozory były mylące.

Znalazł jej akta i zasiadł do lektury. Lavinię kilkakrotnie wzywano do działu kadr, zawsze z powodu zarzutów któregoś ze współpracowników, i nawet Kate parę razy się na nią uskarżała, ale nigdy nie wyciągnięto w stosunku do niej żadnych konsekwencji.

Zachar był pewien, że wie dlaczego.

O piątej po południu Lavinia weszła do jego gabinetu z czerwonym odciskiem od poduszki na policzku.

– Nie wiem, co powiedzieć... – wymamrotała. Oddała mu marynarkę, którą wziął bez słowa. – W każdym razie dziękuję. – Starała się mówić raźnym tonem, lecz głos jej drżał. – Do zobaczenia jutro... Oczywiście, o ile nadal mam pracę?

– Czy w ogóle ci na niej zależy?

– Naturalnie – odparła natychmiast.

– Wobec tego dobrze się wyśpij i zjedz coś, zamiast jechać wyłącznie na kofeinie – rzekł cierpko. Irytowało go, choć właściwie nie wiedział dlaczego, że Lavinia jest zbyt blada i chuda i za mało o siebie dba. – Zjedzmy coś razem.

Potrząsnęła przecząco głową. Wieczór poza biurem w towarzystwie Zachara byłby co najmniej niebezpieczny. Dobrze zapamiętała jego ostrzeżenie i nie zamierzała igrać z tym mężczyzną.

– Nie mam dziś siły na wypad do eleganckiej restauracji, a w dodatku jutro jemy kolację z królem Abdullahem. Teraz chcę po prostu wrócić do domu, wziąć kąpiel i pójść spać.

Zachar postanowił przejąć inicjatywę. Wstał zza biurka i powiedział stanowczo:

– Musisz zaraz coś zjeść, a ja również.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?