Wiosna koloru słońcaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 4

Dokąd on mnie zabierze?

Ubierz się ciepło, kiedy przyjadę po ciebie dziś wieczorem – powiedział Elyas i zignorował moje pytania o to, jak, dlaczego i po co. Spodziewałam się, że miło spędzimy czas u mnie, obejrzymy film na DVD albo po prostu będziemy rozmawiać, bo przecież nie widzieliśmy się przez pięć ostatnich dni. Elyas widocznie miał jednak inne plany, a ja umierałam z ciekawości, co zamierza. Może chciał pójść na spacer, skoro dzisiaj spadł świeży śnieg? Podobała mi się ta wizja. Kolejna, która przyszła mi do głowy, przepełniła mnie strachem. A może będzie chciał pojeździć na łyżwach? Wczoraj przeczytałam, że w pobliżu parku, w którym kiedyś byłam z Elyasem na koncercie coverów, powstało ogromne lodowisko. By zrozumieć mój strach, trzeba wiedzieć, że na łyżwach umiałam jeździć równie dobrze, jak biec na wprost – czyli wcale. Byłam pewna, że pewnego dnia przez przypadek przetnę komuś gardło płozą i spowoduję piekielną, krwawą rzeźnię. Lód był po prostu o wiele zbyt śliski, żeby Emely Winter miała na nim cokolwiek do roboty. Będę musiała jakoś ostrożnie dać to Elyasowi do zrozumienia, jeśli rzeczywiście przyjdzie mu do głowy taki pomysł. Styl pingwina preferowałam nie tylko w tańcu, ale też na lodzie.

Wyrwało mi się głębokie westchnienie. To było okropne – od czasu telefonu Elyasa łamałam sobie głowę nad jego zamiarami. Uważałam, że takie tajemnicze planowanie było urocze, ale w niespodziankach najbardziej przeszkadzał mi fakt, że trzeba było dać się im zaskoczyć. Wystarczającym stresem napawało mnie już ponowne spotkanie z Elyasem. Od naszego wspólnego poranka widzieliśmy się tylko przez chwilę i nie starczyło nam czasu, żeby ugasić narosłą tęsknotę. Ledwie się pojawił, musiałam się z nim pożegnać. Był w wiecznym ruchu, głównie z powodu Jessiki, a wieczorami, po wyczerpujących dniach, omawiał aktualną sytuację ze swoimi przyjaciółmi. W rezultacie chodził śmiertelnie zmęczony. Rozmawialiśmy przez telefon i wysyłaliśmy sobie wiadomości. Rozmowy i SMS-y były fajne, ale to jednak coś innego, niż mieć go przed sobą, móc go dotknąć, pocałować... albo pozwolić, żeby pocałował mnie. Już sama myśl o tym sprawiała, że pociły mi się dłonie.

Wszystko na darmo. Istniały tysiące rzeczy, do wykonywania których trzeba było się ubrać ciepło przy mroźnej pogodzie, więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko odsunąć od siebie wszelkie spekulacje i poszukać w szafie odpowiednich ciuchów. Zegar na moim nocnym stoliku pokazywał za piętnaście dziewiątą, więc do przyjazdu Elyasa nie pozostało wiele czasu. Czy wspominałam już, jak bardzo byłam zdenerwowana?

Właśnie wkładałam gruby norweski sweter z szaro-białym wzorem, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Szybko wsunęłam lewy rękaw, otworzyłam i już znów patrzyłam w twarz, którą tak długo oglądałam tylko w myślach. Elyas wyglądał na trochę zmęczonego, ale turkusowa zieleń w jego oczach lśniła jak ocean. Co ja właśnie robiłam? Zapomniałam, bo wszystko wkoło mnie nagle się rozpłynęło. Moja uwaga skupiona była już wyłącznie na tym mężczyźnie, jakby jakiś wir wciągnął mnie do innego świata. Do naszego świata.

– Przyszedłem za wcześnie? – zapytał. – Przecież wiesz, że czasem mam problem ze zbyt wczesnym przychodzeniem...

Z uśmiechem pomyślałam o naszej wycieczce na kemping, kiedy Andy i ja żartem zarzuciliśmy Elyasowi brak wytrzymałości. Nie zdążyłam jednak wpaść na ciętą ripostę, a on już mocno przyciągnął mnie do siebie. Czułam, że tęsknił za mną tak samo, jak ja za nim. Cudownie było znów czuć jego zapach. Odwzajemniłam uścisk i przez nieskończenie długą chwilę trwaliśmy w objęciach.

Nagle przypomniało mi się, że przecież mógłby mi w końcu powiedzieć, co zamierza. Dałam mu lekkiego kuksańca.

– Powiedz wreszcie, dokąd chcesz mnie porwać.

Kiedy rozluźnił uścisk, miał na twarzy szeroki uśmiech.

– Wiedziałem, że zżera cię ciekawość.

– Jesteś draniem. No, powiedz już.

Ale on pokręcił głową.

– Nie ma szans, moja damo, nie ma szans. Musisz mi zaufać.

Odchyliłam głowę i spojrzałam na niego w górę.

– Nie cierpię musieć zaufać.

– Wiem. – Pocałował mnie w czubek nosa. – Wiem. Ale nie ma wyjścia, musisz się tego nauczyć.

– Ja się do tego nie nadaję – wymamrotałam.

Nie zwracając uwagi na moje protesty, z rozbawieniem popchnął mnie w kierunku wieszaków na ubranie, na których wisiał mój zimowy płaszcz. Pomógł mi go włożyć, a na koniec poradził, żebym zamiast sneakersów włożyła wyściełane futrem kozaki.

– A ty? – zapytałam, rzucając spojrzenie na jego niebieski sweter, kiedy on zawiązywał mi buty. – Nie potrzebujesz kurtki?

– Owszem. Mam ją w samochodzie.

Oznaczało to już tyle, że jego plan nie obejmował zawleczenia mnie w zmrożony busz i szybkiej ucieczki. Niebywale mnie to uspokoiło.

– Czy możemy już iść? – zapytał.

Skinęłam głową.

Ledwo zamknęliśmy za sobą drzwi, Elyas z pytającym wyrazem twarzy wyciągnął do mnie rękę. Istniały rzeczy, o których nie trzeba było długo myśleć, więc oczywiście podałam mu rękę i trzymałam go mocno, kiedy schodziliśmy po schodach. Świadomość, że jest przy moim boku, wywoływała we mnie ciepłe uczucie. Życzyłam sobie z całego serca, żeby nigdy nie opuścił tego miejsca. Wyjąwszy kilka chwil, przez ostatnie dni niemal cały czas za nim tęskniłam, a teraz, w ciągu kilku minut, poczułam się tak, jakbyśmy nigdy się nie rozstali.

Na dworze owiało nas lodowato zimne powietrze. Pod świeżym śniegiem leżał jeszcze stary, zmrożony, więc idąc, trzeba było nieustannie uważać, żeby się nie poślizgnąć. Elyas puścił moją dłoń i objął ramieniem talię, jakby liczył się z najgorszym. Wtedy uświadomiłam sobie, że na pewno nie idziemy pojeździć na łyżwach – Elyas miał dość rozumu, by wiedzieć, jak wielka byłaby skala tej katastrofy.

Krzaki wciąż były nagie, więc już z oddali widzieliśmy kruczoczarnego mustanga zaparkowanego na ulicy. Jeszcze niedawno nie wierzyłam, że pewnego dnia, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie, znów będę jechać z Elyasem tym wspaniałym samochodem. I chociaż nie miało to dla mnie większego znaczenia, kiedy przyspieszył kroku, żeby otworzyć dla mnie drzwi pasażera, było w tym geście coś niezwykle czułego. Mogłabym nawet przyznać, że trochę za tym tęskniłam. Ale tylko w pewnym sensie!

– Dziękuję – powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wsiadłam. Poczułam słodko-ziołowy zapach, który tak mnie pochłonął, że niemal nie zauważyłam, kiedy Elyas już też był w samochodzie..

– Dlaczego się obawiam, że ten przepiękny uśmiech ma związek z samochodem, a nie ze mną?

– Jesteś zazdrosny?

Uśmiechnął się szeroko, przekręcił kluczyk w stacyjce i mój ulubiony silnik zawył tak głośno, że jego wibracje poczułam nawet w końcówkach włosów. Elyas nonszalancko wrzucił pierwszy bieg i samochód ruszył.

Wygodnie oparta na siedzeniu delektowałam się nocnym rajdem mustangiem. Ulice były odśnieżone i posypane solą, ale mimo to ruch był mały, jak gdyby ludzie przestraszyli się zimowej pogody. Od czasu do czasu na szyby spadały płatki śniegu, ale wcześniejsza burza śnieżna już się skończyła. Na podstawie tablic i otoczenia próbowałam wywnioskować, dokąd jedziemy, lecz już po kilku ulicach straciłam orientację. Dziwne, że przez cały rok można mieszkać w jednej części Berlina, nie znając wielu innych dzielnic miasta. Elyas i ja mieszkaliśmy od siebie tylko dziesięć minut samochodem, a mimo to nigdy wcześniej nie wpadliśmy na siebie na ulicy.

Chociaż nie znałam celu naszej podróży, już po chwili się zorientowałam, że nie zmierzamy do centrum miasta, ale poruszamy się w przeciwnym kierunku – domy były coraz mniejsze, a ulice węższe.

– Czy wyjeżdżamy z Berlina? – zapytałam z ciekawością w głosie.

Rzucił mi zagadkowe spojrzenie i wzruszył ramionami.

– Powoli mógłbyś już przestać odstawiać ten cyrk z tajemnicą. Przyznaj się, zabierasz mnie do klubu swingersów?

Elyas parsknął śmiechem i niemal puścił kierownicę.

– Naprawdę uważasz, że mógłbym się tobą dzielić? Z innymi mężczyznami?

– Z panem nigdy nic nie wiadomo, panie Schwarz.

– A co do pani, panno Winter, żywię przypuszczenie, że pani fantazje seksualne są jeszcze brudniejsze niż moje.

– To nie jest pana przypuszczenie – to pana marzenie.

Najpierw zamilkł, więc już pomyślałam, że wygrałam ten pojedynek słowny, ale – jak to Elyas miał w zwyczaju – gdzieś w meandrach swojego mózgu odnalazł wspomnienie, które mógł wykorzystać przeciwko mnie. W tym przypadku było to wspomnienie wieczoru, kiedy ukradł mi torbę z zakupami.

– Skoro już jesteśmy przy tym temacie... Co się właściwie stało z pani odlotową czarną bielizną, panno Winter? Ma ją pani dziś na sobie?

Poczułam, jak moje policzki powoli, lecz skutecznie nabrzmiewają ciepłem.

– Patrz na drogę – powiedziałam okropnie zmieszana. Zapewne przez dłuższą chwilę trwałabym w stanie zawstydzenia, gdyby moja komórka nie obwieściła dzwonkiem nadejścia wiadomości.

Alex

Emely, jestem tak wspaniale wymasowana, mówię Ci, nie da się bardziej! Masażyści tutaj nie tylko dobrze wyglądają, ale mają też magiczne ręce. Naprawdę powinnaś z nami pojechać, ty sucharze! Melli i ja leżymy właśnie w basenie z hydromasażem, na twarzach mamy maseczki z alg i pijemy koktajl kokosowo-rumowy. Tak trzeba żyć!

Chwilę później Alex przysłała również zdjęcie, a ściślej mówiąc – selfie, które przedstawiało ją siedzącą z szerokim uśmiechem w basenie z hydromasażem, w stanie zgodnym z tym, co opisała w wiadomości. Koktajl kokosowo-rumowy był dwa razy większy, niż się tego spodziewałam.

– Twoja siostra chyba dobrze się bawi – powiedziałam i odwróciłam telefon, żeby Elyas też mógł zobaczyć zdjęcie.

 

– Dlaczego ma taką zieloną twarz?

– Maseczka z alg – wyjaśniłam, a on pokręcił głową ze zgrozą, jakby pomyślał właśnie: „Kobiety...”.

Kiedy patrzyłam na Alex i widziałam malujące się na jej twarzy odprężenie, poczułam jednak lekką zazdrość. Melli była dawną koleżanką Alex, jedyną z czasów jej studiów w Monachium, z którą wciąż utrzymywała nieszczególnie regularny kontakt. Melli planowała czterodniowy wypad do spa w Austrii z inną koleżanką, ale kiedy ta złamała nogę, Alex natychmiast i bez oporów wskoczyła na jej miejsce. Moja najlepsza przyjaciółka chciała mnie wciągnąć do tej ekipy, ale cztery dni za 550 euro – to było dla mnie po prostu za drogo. Mówiąc szczerze, istniał jeszcze jeden powód, który mnie przed tym powstrzymywał. Bałam się spędzać z Alex tyle czasu w ciasnej przestrzeni. Chociaż nadal chciałam jej opowiedzieć wszystko o sobie i Elyasie, nie mogłam pozbyć się obaw, że ona przekłułaby moją cudowną bańkę mydlaną. A może nawet trochę się cieszyłam, że z powodu jej spontanicznych wakacji zyskam kilka dni wytchnienia. W pewnym momencie będę jednak musiała zacząć z nią rozmawiać, byłam tego pewna, choć nie miałam jeszcze pojęcia, jak to zrobić.

Emely

Z tą zieloną paćką na twarzy wreszcie wyglądasz jak prawdziwa jędza. Nie zmywaj jej, wróć z nią do Berlina, żeby można Cię było z daleka rozpoznać. Lepiej nie opowiadaj Sebastianowi o tych masażach! Cieszę się, że dobrze się bawisz, i mam nadzieję, że reszta wyjazdu będzie tak samo fajna. Nie pij tyle koktajli, Ty rozpustnico!

Alex

Bardzo tęskniłam za Twoim poczuciem humoru – żart. Dziękuję, tutaj nie da się robić nic innego, tylko odpoczywać! A Ty, moja kochana? Co porabiasz? Pozwól, że zgadnę: z pewnością zakuwasz już na początek nowego semestru. Uważam, że powinnaś na chwilę odłożyć książki i zrobić sobie koktajl kokosowo-rumowy. Ma absolutnie wspaniałe działanie!

Kiedy oderwałam wzrok od wyświetlacza telefonu, zobaczyłam czerwone światło drogowe. Elyas zatrzymał samochód na białej linii i z ciekawością spoglądał w moją stronę.

– Czy Alex jest pijana? – zapytał.

– W trupa.

Skinął głową, jakby właśnie tego się spodziewał.

– I co pisze?

– Że bawi się dobrze i że jest bardzo zrelaksowana. Właśnie zapytała, co u mnie słychać.

– I co jej odpowiesz?

Światła zmieniły się na pomarańczowe, a potem na zielone. Elyas zdjął nogę z hamulca i ruszył.

– Właśnie się nad tym zastanawiam. Czy mam jej napisać, że jestem z tobą, czy lepiej nie? Jak myślisz?

Wiedziałam, że Elyas też nie rozmawiał jeszcze o nas ze swoją siostrą. Wakacje Alex zapewne były mu na rękę, ponieważ ciężki stres związany z pakowaniem, na który cierpiała jego siostra, spowodował całkowite wyłączenie jej uwagi. W duchu przeczuwałam jednak, że Elyas, podobnie jak ja, niekoniecznie nieświadomie trzymał ją z daleka od tego tematu. Tym bardziej byłam zaskoczona, kiedy usłyszałam jego odpowiedź:

– Powiedz jej, że jesteś ze mną. Jest teraz tak daleko, że nie może spowodować żadnych zniszczeń.

Ten argument był mocny i wewnętrznie spójny, więc całkowicie mnie przekonał. Takiej okazji nie należało się spodziewać w niedalekiej przyszłości.

Emely

Nie, mylisz się, jestem na wycieczce z Twoim bratem. Baw się dobrze, Alex, zazdroszczę Ci! Trzymaj się i wracaj bezpiecznie do domu!

Nie minęło nawet dziesięć sekund, a już doczekałam się reakcji.

Alex

Jesteś na wycieczce z Elyasem? Dlaczego? Co robicie?

Emely

Jeździmy sobie mustangiem po okolicy.

Alex

Mustangiem? Dlaczego to robicie? Umówiliście się? Dokąd jedziecie? Robicie to częściej? Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Coś jest między Wami, prawda?

Zastanawiałam się, czy coś jej odpowiedzieć, ale ostatecznie wsunęłam komórkę z powrotem do kieszeni spodni. Nie czułam się z tym najlepiej, bo bezsprzecznie ją spławiłam, ale przecież to nie był temat do rozmów przez SMS-y. Została wstępnie wtajemniczona i miała o czym rozmyślać. To powinno jej wystarczyć do czasu powrotu do domu.

Alex była innego zdania, o czym przekonałam się zaledwie kilka minut później, kiedy moja komórka ponownie zawibrowała.

Alex

Halo? Pytałam o coś. Co robisz z Elyasem? Czy coś jest między Wami?

Jak to możliwe, że była aż tak wkurzająca? Z westchnieniem ponownie schowałam komórkę, nie wdając się w dalszą dyskusję. Nie przyszło mi jednak do głowy, że Alex może uruchomić jeszcze jedno działo. Tym razem zawibrowała komórka Elyasa.

– Ona pisze do ciebie? – zapytałam zszokowana.

Elyas rzucił okiem na swój telefon i skinął głową.

– O, tak.

– A co pisze?

Elyas podał mi szybko komórkę, żebym mogła na głos odczytać wiadomość.

Siostrzyczka

Jesteś na wycieczce z Emely, prawda? Co robicie? I dlaczego jako siostra o wszystkim dowiaduję się ostatnia? Mam nadzieję, że zeżrą Cię wyrzuty sumienia. Jak możesz nazywać się moim bratem, wstyd!

Elyas i ja równocześnie przewróciliśmy oczami. Oddałam mu telefon, a on go odłożył. Zrobiliśmy jedyną rozsądną rzecz, jaką mogliśmy zrobić – zignorowaliśmy Alex. Po dwóch, trzech kolejnych wiadomościach, które pozostały bez odpowiedzi, w końcu się poddała. Było mi jej trochę żal, ale miałam też pewność, że kilka kokosowo-rumowych drinków na pewno pomoże jej uporać się z tym problemem. A jeśli nawet nie... najpóźniej jutro czekają na nią przystojni masażyści, którzy zapewne wycisną z niej tę złość.

Zapadła cisza i po łącznie dwudziestominutowej podróży byłam już przekonana, że rzeczywiście wyjeżdżamy z Berlina. Domy pojawiały się sporadycznie, coraz rzadziej, aż w końcu zupełnie znikły i auto spowiła ciemność. Było już tak późno, że niestety nie mogłam podziwiać widoków za oknem, ale uczucie bycia poza miastem i świadomość, że zostawiliśmy je daleko za sobą, były bardzo przyjemne. Miło tak po prostu się wyrwać, umknąć ze zgiełku wielkiej metropolii. Wcześniej, kiedy jeszcze mieszkałam na wsi, nienawidziłam małomiasteczkowego klimatu i nie mogłam się doczekać, by z niego uciec. Zdążyłam już jednak zauważyć, że także duże miasta miały swoje wady. Wciąż było w nich głośno. Wkoło wszędzie roiło się od ludzi, którzy często nie byli w najlepszym humorze. Wszyscy się spieszyli, a ci, którzy się nie spieszyli, blokowali drogę. Miasta były zapchane samochodami, które śmierdziały i trąbiły, i walczyły o pierwszeństwo z rowerzystami-samobójcami.

Gdyby nie niska temperatura, z chęcią otworzyłabym okno, bo nawet przez szybę widziałam, że powietrze było tu już bardziej przejrzyste i czyste. Przynajmniej tak mi się wydawało.

– Przykro mi, że tak mało się widzieliśmy w tym tygodniu – powiedział Elyas, przerywając ciszę.

– Miałeś dużo spraw do załatwienia w związku z Jessicą. Sama bym cię do nich zapędziła, gdybyś się nimi nie zajął.

– Tak, ale... – przerwał i zaczął od nowa. – Dziwne jest to rozdarcie, wiesz? Moje serce pękło z powodu Jessiki. Z twojego powodu – płonie ze szczęścia.

Kąciki moich ust lekko się uniosły.

– Więc w twojej piersi bije teraz płonące, pęknięte serce?

Przymknął jedno oko i spojrzał przelotnie w moją stronę.

– Nie należy się wyśmiewać z mężczyzn, kiedy mówią o swoich uczuciach. To ich traumatyzuje.

– Nie wyśmiewam się. Uśmiecham się do ciebie – wyjaśniłam. – To, co mówisz, jest smutne, a jednocześnie miłe. Cieszę się, że nie jesteś tak zimny i pozbawiony uczuć, jak sobie to wcześniej wyobrażałam.

Cień sceptycyzmu nadal malował się na jego twarzy, jakby mimo wszystko nie całkiem mi uwierzył. A może mężczyźni byli jednak dużo wrażliwsi niż kobiety, jeśli chodzi o emocje? Tłumaczyłoby to, dlaczego tak często starali się schodzić uczuciom z drogi albo całkowicie je tłumić. Pomyślałam o wszystkich pozbawionych skrupułów biznesmenach tego świata i w duchu zadałam sobie pytanie, czy na pewno mają w sobie tę siłę, którą się im przypisuje. A może po prostu byli zbyt słabi, żeby znieść ból i współczucie – i dlatego nie dopuszczali do siebie emocji?

– Opowiedz mi o Jessice – poprosiłam w końcu. Czułam, że dużo go to kosztuje, i miałam nadzieję, że dziś wreszcie opowie mi trochę więcej. W minionych dniach najczęściej brakowało mu na to czasu.

– No tak – westchnął. – Jej psycholog prowadzący nie wydał mi się sympatyczny. Tysiące pytań, które postawił nam w związku z Jessicą... To oczywiście na pewno bardzo mu pomaga w diagnozie, ale myślę też, że to nie fair w stosunku do Jessiki. To jej życie, ona sama powinna o nim komuś opowiadać, przynajmniej jeśli chodzi o szczegóły. Jasne, że nie zdarzy się to z dnia na dzień, ale psycholog powinien zasłużyć sobie na takie zaufanie.

Do tej pory nie myślałam o tym w ten sposób. Kiedy jednak wchodziłam w skórę Jessiki, tkwiącej w miejscu, w którym nie chciała być, w pewnym sensie nawet trzymanej w „uwięzieniu”, otoczonej ludźmi w białych fartuchach, którzy wiedzieli o niej więcej, niż ona kiedykolwiek chciałaby im opowiedzieć – w takiej sytuacji nie mogło być mowy o leczeniu na partnerskiej stopie.

– Wiesz – mówił dalej – oddziały psychiatryczne na pewno nie są tak przerażające, jak wielu ludziom się wydaje. Ale można powiedzieć, że sytuacja dramatycznie się zmienia. W tak wielkim mieście jak Berlin zbierają się tam naprawdę różni ludzie. Także tacy, którzy głośno krzyczą albo są agresywni, albo tacy, którzy ciągle wzbudzają panikę i opowiadają dziwaczne rzeczy. Kiedy wczoraj odwiedziłem Jessicę, jeden z pacjentów zaatakował mnie przy wejściu na oddział i prawie przewrócił na ziemię. Czyhał na moment, kiedy ktoś przyjdzie w odwiedziny, żeby uciec ze szpitala. Mówię ci, Emely, to prawdziwy dom wariatów.

– I dopiero teraz mi o tym mówisz? Tak po prostu? – zapytałam zszokowana. – Udało mu się uciec?

– Nie, od razu przybiegło kilka pielęgniarek i pielęgniarzy, którzy ściągnęli go ze mnie i obezwładnili. Jeden z pielęgniarzy powiedział mi, że to się zdarza często. Nie ujął tego wprost, ale dość wyraźnie dał do zrozumienia, że na tym oddziale mają ten sam problem z brakiem personelu medycznego, co we wszystkich klinikach.

Nie miałam najmniejszego pojęcia o historii agresora, o jego motywach, o tym, czy cierpiał na jakąś chorobę albo zaburzenie, ale było dla mnie oczywistością, że nie powinien przewracać mojego Elyasa! Z trudem mogłam uwierzyć własnym uszom.

– Czy coś ci się stało?

– Nie, nie mam nawet siniaka. To było bardzo niegroźne.

– Na szczęście... – wymamrotałam, nie rozumiejąc, dlaczego Elyas wcześniej mi o tym nie opowiedział. Jak mógł przeżyć coś takiego i zachować to dla siebie? Na usta cisnęło mi się jeszcze jedno pytanie. – Jak Jessica odzyska ochotę do życia w takim otoczeniu?

– Właśnie tu jest problem. Ona tam w ogóle nie pasuje. Jessica jest depresyjna, ale nie szalona. Oczywiście mają tam kilku takich pacjentów jak ona, ale odnoszę wrażenie, że oni nie dostają tam pomocy, której rzeczywiście potrzebują. W pierwszych dniach Jessica była tak wyprana, że niemal jej nie rozumiałem.

– Dlaczego wyprana?

– Leki psychotropowe. Z pewnością liczne.

Czasem nie cierpiałam medycyny akademickiej za to, że zdecydowanie zbyt często leczyła tylko symptomy choroby. Być może w ciężkich przypadkach miało to sens, ale nie można było lekceważyć tych leków i tego, co robiły z pacjentem. Przecież one wnikały aktywnie w ludzką psychikę. W niektórych wypadkach działały nawet na osobowość i zmieniały ją, a w innych – nasilały problemy. Czytałam wiele historii na ten temat. Leki wcale nie usuwały rzeczywistego powodu, dla którego ktoś nie czuł się dobrze.

– Ona nie rozmawia?

– Ależ tak, raz dziennie z tym psychologiem. Powiedziałem już, że on wydaje mi się niesympatyczny. Może jestem wobec niego niesprawiedliwy, nie umiem tego właściwie ocenić, ale na podstawie przeczuć i mojego oglądu sytuacji sądzę, że on nie może jej pomóc. Ona też nie będzie umiała się z nim zaprzyjaźnić. Ja bym tego nie potrafił.

Laik mógłby pomyśleć, że w takich miejscach jak szpital ludziom automatycznie i zawsze udziela się pomocy, ale widocznie niekoniecznie musiało tak być. Jak zwykle w życiu, także tutaj nie miało znaczenia, na co jest się chorym i na kogo się trafiło.

– Czy nie można jej przenieść na inny oddział? Musi być gdzieś miejsce, w którym będzie lepiej traktowana.

– Oczywiście, że jest. W tej samej klinice mieści się oddział chorych na depresję. Niestety, pęka w szwach. Jessica dostanie tam miejsce najwcześniej za sześć tygodni.

 

Powoli położyłam dłoń na jego dłoni, spoczywającej na dźwigni zmiany biegów, i wsunęłam pod nią palce. Odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się do mnie lekko, a potem przeniósł wzrok z powrotem na drogę.

– Dlatego tak często bywasz u Jessiki – wymamrotałam.

Skinął głową.

– Psychologowi nie podoba się, że wciąż tam jestem, ale nie mogę jej zostawić samej. Leży przez cały dzień w pokoju pod obserwacją, bo jest w grupie zagrożonej samobójstwem.

Wyobraziłam sobie tę całą sytuację i jej obraz mnie przytłoczył.

– Rozmawiałeś z rodzicami Jessiki? Co oni na to?

Jeszcze w sylwestrową noc, kiedy wydarzył się wypadek z Jessicą, jej rodzice przejechali kilkaset kilometrów, żeby zobaczyć swoją córkę. Z powodu dzielącej ich odległości nie wiedzieli nic o stanie Jessiki. A może nie chcieli nic wiedzieć? Wszystko jedno – w każdym razie byli całkowicie zaskoczeni.

– Spotkałem się z nimi wielokrotnie – odparł Elyas. – Także razem z Yvonne, Andym, Sebastianem i Sophie. Wspólnie próbowaliśmy znaleźć jakieś rozwiązanie. Ona nie może tam zostać przez sześć tygodni, nie można jej też wypuścić i pozostawić samej sobie, aż na innym oddziale w końcu znajdzie się dla niej miejsce.

– Czy Sebastian ma jakiś pomysł? Przecież studiuje psychologię. Nie zna się na tych sprawach?

– Tak, Sebastian ma pomysł. Za pośrednictwem kilku osób próbuje załatwić dla Jessiki miejsce w psychosomatycznej klinice rehabilitacyjnej nad Morzem Bałtyckim. Warunkiem jest jednak, żeby była stabilniejsza i nie miała samobójczych myśli.

– Więc w tej chwili nie ma innego wyjścia, ona musi tam jeszcze trochę zostać...

Elyas westchnął.

– Na to wygląda. Ale próbujemy maksymalnie skrócić ten czas.

Jakkolwiek na to patrzeć, Jessica znajdowała się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Pomyślałam, że coraz więcej osób cierpi na depresję i naiwnością byłoby zakładać, że nie ma to nic wspólnego z naszym trybem albo z obecnymi warunkami życia. Dobrobyt nam służy, ale sprawia też, że chorujemy. Nieustannie popełniamy błąd porównywania się do innych. Nie widzimy, ile mamy, i nie jesteśmy za to wdzięczni, ale zamiast tego skupiamy się na tym, czego nam brakuje. Taki stan powoduje chroniczne niezadowolenie. Ciągły stres i życie w napięciu załatwiają resztę.

– Całe szczęście, że w porę ją znalazłeś, Elyas. Cieszę się, że ona jeszcze jest z nami. Cała ta historia mogła się skończyć zupełnie inaczej. Nawet jeśli jej aktualna sytuacja mogłaby być lepsza, dobrze, że w ogóle istnieją takie miejsca i jest szansa udzielenia jej pomocy. Pięćdziesiąt lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Poza tym są perspektywy. Jessica musi jeszcze trochę tam wytrzymać.

Jako osoba stojąca z boku mówiłam to z łatwością. Z perspektywy osoby zaangażowanej wyglądało to zupełnie inaczej. Nigdy jednak nie należało pakować tego, co złe, i tego, co dobre, do jednego worka.

– Masz rację, skarbie... Jessica żyje i to jest w tej chwili najważniejsze. Co do reszty – można teraz tylko mieć nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.

– Z takimi przyjaciółmi jak wy musi wyzdrowieć. – Uważałam, że tak czule, intensywnie i szczerze troszcząc się o Jessicę, całe grono okazywało jej prawdziwą lojalność. Nie było to wcale oczywiste i nie każdy miał szczęście spotkania takich ludzi. Byłam dumna z Elyasa i pozostałych członków paczki. Z jednym wyjątkiem...

– A masz może jakieś wieści od Domenica? – zapytałam ostrożnie.

– Ani widu, ani słychu. – Głos Elyasa brzmiał gorzko.

Najchętniej wyrzuciłabym z siebie gniew na tego faceta, ale widziałam, jak bardzo Elyasa to złości. Dziś wieczorem jego serce nie powinno być pęknięte – powinno wyłącznie płonąć.

Postanowiłam nie rozwijać tego tematu.

W czasie naszej rozmowy, pogrążona w myślach, niemal przestałam zwracać uwagę na ciemną noc i otoczenie. Podążaliśmy teraz pustą, lokalną drogą. Elyas włączył długie światła i zwalniając, dostosował się do warunków atmosferycznych. Jechaliśmy już od dość długiego czasu, a ja wciąż nie miałam pojęcia, gdzie zakończy się nasza podróż. Im dalej byliśmy, tym mniej wiedziałam, co tu jest grane.

– A może zechciałbyś mi już zdradzić, co jest celem naszej podróży?

Podobnie jak wcześniej, z uśmiechem pokręcił głową.

– Robisz to celowo, prawda? Chcesz, żebym umarła z ciekawości.

– Z pełną premedytacją.

– Jesteś męskim ucieleśnieniem kobiecej małpy.

Ścisnął moją dłoń.

– Jesteś nieprawdopodobnie seksowna, kiedy robisz się bezczelna.

Odwzajemniłam jego uścisk.

– I przestań się tak głupio uśmiechać. Powiedz mi, dokąd jedziemy.

– Jesteś okropna – powiedział. – Chciałem ci coś pokazać i zawieźć cię w pewne miejsce. Sama je zaraz zobaczysz, bo prawie już dojechaliśmy.

Puścił do mnie oko i już w następnej sekundzie skręciliśmy w dość ciemną, leśną drogę, która wiodła lekko pod górę. Elyas nie kontynuował swojej wypowiedzi, więc umościłam się na siedzeniu i czekałam w napięciu. Droga prowadziła coraz bardziej w górę, a ja w duchu zadawałam sobie pytanie, gdzie w okolicy Berlina jest jakiś cholerny szczyt. Wszystko tutaj było przecież płaskie. A może zdążyliśmy już dojechać do Bawarii? No dobrze, dla człowieka nizin, czyli mnie, była to prawdziwa góra, a dla człowieka wyżyn – zwyczajne wzgórze.

Z powodu zaśnieżonego podłoża mustang tracił stabilność i kilka razy wpadł w poślizg. Na niewielkim zakręcie nawet zabuksowały nam koła. Na Elyasie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, przybrał minę „miła-wycieczka-w-pełni-lata” i pewnie jechał dalej. Mustang, jego liczne konie mechaniczne i szerokie opony musiały lubić zimę, choć zdecydowanie przydałby się nam teraz napęd na cztery koła.

Po chwili las zaczął rzednąć i odniosłam wrażenie, że znaleźliśmy się na szczycie wzgórza. Elyas jechał dalej prosto, aż w końcu nie było już wkoło nas żadnych drzew, a przede mną powoli wyrosła... wieża ciśnień.