Mroczna prawdaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Jedna z dziewczyn z mojego roku w Burghley Abbey poszła tutaj – mówi Maisie.

– Tak? – Spogląda na nią. Dziewczyna kiwa głową.

– Powiedziała, że jest okej, ale człowiek nie czuje, że to Oksford. Niby chodzą tu chłopaki i w ogóle, ale podobno dalej atmosfera jest taka, jakby to była żeńska szkoła z internatem.

Quinn znów spogląda za bramę college’u. Przy głównym wejściu stoi grupka rozmawiającej młodzieży. Trzymają jakieś papierzyska i obowiązkowe butelki z wodą, ale na szyjach wiszą im karty identyfikacyjne, więc najprawdopodobniej przyjechali tu w ramach szkoły wakacyjnej, nie są stałymi studentami. Tak czy owak, wyglądają na dość zadowolonych: uśmiechnięci, spoglądający w przyszłość z pewnością siebie, doskonała mieszanina różnych ras i płci. Prosto na okładkę broszury uniwersyteckiej.

– Chcesz, żebym tu poczekała, aż przyjedzie twoja współpracowniczka? – pyta Maisie. Quinn znów na nią spogląda.

– Nie, nie trzeba. Ev mieszka tylko dziesięć minut drogi stąd. W zasadzie to dziwię się, że jeszcze jej tutaj nie ma. – Otwiera drzwiczki. – Do zobaczenia w domu. Jeśli coś się przedłuży, dam ci znać.

– W porządku. Do zobaczenia później.

Włącza silnik i odjeżdża, na rozjeździe skręcając z piskiem opon w prawo. Quinn uśmiecha się, chociaż chodzi przecież o jego cenne opony. Ta dziewczyna ma jaja – prowadzi niemal tak szybko, jak on.

Przechodzi przez ulicę dokładnie w chwili, gdy mini cooper Everett parkuje na miejscu zajmowanym przed chwilą przez Maisie. Quinn sądził, że przyjdzie tutaj na piechotę z jej mieszkania w Summertown, ale może nie było jej w domu, kiedy zadzwonił. W zasadzie nie widuje jej poza pracą, więc jest zdziwiony jej ubraniem. Cokolwiek robiła Everett, wymagało to założenia spódniczki.

– Bardzo elegancki jesteś. – Podchodzi, kiwając głową na jego spodnie i różową koszulę. – Mam nadzieję, że zrobiłeś na nich wrażenie.

Mógłby się obrazić, ale postanawia się uśmiechnąć.

– Jak cholera – odpowiada. – Jedli mi z ręki.

Everett poprawia torebkę na ramieniu.

– No dobra, o co chodzi?

– Jakiś „incydent”, ale najwyraźniej nie na telefon pod 999, więc zakładam, że nikt nie umarł. Woods mówi, że dyrektor zadzwonił. Nie chciał powiedzieć nic więcej przez telefon, powtarzał tylko, że chce rozmawiać z Fawleyem.

– Czyli coś poważnego.

Kiwa głową.

– Szef jest już w drodze, ale w tej chwili wiesz tyle, co ja.

Ev coś podejrzewa, ale postanawia zachować to na razie dla siebie.

Quinn idzie porozmawiać z portierami, a ona czeka na zewnątrz. Nie musi go trzymać za rączkę, zwłaszcza jeśli odgrywa rolę zastępczego sierżanta. Grupka młodzieży przy wejściu zdążyła się już rozejść i dziedziniec jest pusty. Na chodniku widać resztki confetti i brokatu – pozostałości po egzaminach końcowych. Ev czuje gorąco kamiennych płyt, przenikające przez cienkie podeszwy jej sandałków.

– Dobra. – Quinn wraca do niej. – Powiedzieli, że gabinet Reynoldsa jest na pierwszym piętrze. W prawo korytarzem, a potem na górę schodami. Tam ma na nas czekać sekretarka.

* * *

W środku jest zadziwiająco chłodno, ale coś w parkiecie i echu odbijającym się w pomieszczeniach kojarzy się Ev ze środkiem dezynfekującym i obowiązkowymi kijkami hokejowymi. Korytarz na piętrze jest nieco przytulniejszy, a sekretarka czai się, wyraźnie lekko zirytowana. Sprawia wrażenie, że wie co do sekundy, jak dużo czasu powinno im zająć wejście na górę, i uważa, że spisali się fatalnie.

– Profesor Reynolds właśnie z kimś rozmawia. Proszę usiąść, to nie potrwa długo.

Wraca za biurko, ale krzesła dla gości kojarzą się z czekaniem po lekcjach na karę, więc wcale nie zachęcają do spoczęcia. Quinn najwyraźniej nie może usiedzieć w miejscu. Kolejne pięć minut spędza na przyglądaniu się oprawionym w ramki zdjęciom ciała pedagogicznego, aż wreszcie odzywa się interkom i sekretarka wstaje.

– Tędy proszę.

Gabinet jest dość imponujący, choćby już rozmiarami. Do tego jeszcze boazeria, okna wychodzące na ogród, seria fotografii w ramkach, tym razem dyrektorów college’u. Wszystkie są kobietami – w przeciwieństwie do osoby, która wychodzi im na przywitanie z wyciągniętą ręką.

Ev widzi, jak Quinn otwiera usta, ale Reynolds zwraca się tymczasem do niej.

– Posterunkowa Everett? Proszę usiąść.

– No dobrze – mówi Quinn po chwili. – Prosił nas pan o przyjazd?

Reynolds marszczy czoło.

– Nie sądzi pan, że powinniśmy zaczekać na inspektora Fawleya?

Quinn poprawia się na krześle.

– Powiedział, żebyśmy zaczynali bez niego. Wie pan, jak to jest, weekendowe korki, turyści…

Reynolds odchyla się na fotelu i składa koniuszki palców razem.

– Ta cała sytuacja jest wyjątkowo delikatna.

Quinn kiwa głową.

– Rozumiemy to, sir, ale dopóki nie dowiemy się, co się stało…

Ev zerka na niego, a potem na Reynoldsa.

– Jeśli to w czymś pomoże, przeszłam specjalny trening dotyczący przestępstw seksualnych.

Reynolds spogląda na nią. Nic nie mówi, ale po jego minie Everett widzi, że trafiła w dziesiątkę.

Dyrektor chrząka.

– Tak, pani posterunkowa, dobrze pani zgadła. Rzeczywiście chodzi o tego typu problem.

Everett wyciąga notes. Quinn może odgrywać jednego z ważniaków, ale ktoś tutaj musi odwalić brudną robotę.

– Czy mogłabym usłyszeć jakieś szczegóły? Zakładam, że nikt nie potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej?

Reynolds szybko potrząsa głową.

– Nie, nic w tym stylu.

Quinn odchyla się nieco na oparcie. Zdecydowanie czuje potrzebę przejęcia inicjatywy.

– Czy została złożona formalna skarga do pana jako dyrektora college’u?

Reynolds kiwa głową.

– W odpowiednim momencie zostaną uruchomione właściwe procedury wewnętrzne, zgodnie z wymaganiami uniwersytetu, ale uznałem, że okoliczności wymagają natychmiastowej ingerencji organów ochrony prawa.

Brzmi to jak ustęp z najnowszego podręcznika policyjnego o równości i różnorodności, myśli Everett, zapisując wszystko w notesie. Z całą pewnością dyrektor próbuje się zabezpieczyć na wszystkie fronty.

– Rozumiem – ciągnie Quinn. – Może mógłby pan przedstawić nam sprawę tak, jak ją pan rozumie? Powiedział pan mojemu koledze na posterunku St Aldate’s, że jest w nią zamieszany jeden z pana studentów?

Reynolds zaczyna się bawić czymś na biurku.

– Doktorant. Jeden z naszych najlepszych. Przeniesiony z Cardiff na początku trymestru jesiennego. – Spogląda na Ev i macha palcem w kierunku jej notesu. – Czyli w październiku.

Kurczę, dziękuję, myśli Ev. Oczywiście taka prostaczka jak ja nie mogłaby wiedzieć czegoś takiego.

– A druga osoba zaangażowana w ten incydent? – pyta spokojnie.

Twarz Reynoldsa pochmurnieje.

– Obawiam się, że jest członkiem ciała pedagogicznego.

To żadne zaskoczenie – a już na pewno dla Ev i to nie tylko dlatego, że przeszła szkolenie dotyczące przestępstw seksualnych.

– No dobrze. – Quinn czuje, że jeszcze trochę tego owijania w bawełnę i straci cierpliwość. – Być może najlepiej byłoby, gdybyśmy porozmawiali bezpośrednio z zaangażowanymi osobami.

* * *

– Chcesz jeszcze wina?

Erica Somer spogląda w górę, zasłaniając oczy przed słońcem. Siedzi na tarasie domu Gilesa Saumareza – trzech domków rybackich połączonych razem w jeden długi, niski, pobielany wapnem kompleks z kamiennymi podłogami i oknami wychodzącymi na rzeczne ujście Southampton Water. Wewnątrz jest chłodno i przestronnie, ale tutaj blask słoneczny oślepia. Przynajmniej zerwał się lekki wiatr. Po wodzie, pomiędzy tankowcami płynącymi w kierunku rafinerii, sunie cztery lub pięć małych żaglówek, nachylonych do wiatru. Somer nigdy nie żeglowała, ale nagle strasznie chce znaleźć się na jednej z nich, sama – nikogo, o kim trzeba myśleć, przed kim trzeba się tłumaczyć, całkowicie na łasce prądu i jasnobłękitnego powietrza. To taki impuls, trwa tylko chwilę, zanim nadpływa uderzenie poczucia winy. Powinna być wdzięczna za to, że w ogóle tu jest – w tym wspaniałym domu, z Gilesem, który włożył w ten weekend tak wiele wysiłku i w dodatku nie psuje wszystkiego, przypominając jej o tym co pięć minut, tak jak większość facetów na jego miejscu. Kupił jej ulubione wino, postawił kwiaty w ich sypialni, a w łazience są świeże ręczniki. Pogoda jest piękna i zjedli niedawno przepiękny lunch. Dosłownie. Kruszący się biały ser, focaccia posypana rozmarynem i solą, dojrzałe figi, prosciutto i kostki ciemnopomarańczowej galaretki z pigwy – tylko sfotografować i opublikować z hasztagiem #foodporn.

Potrząsa głową. Kieliszek, który Giles wypełnił ponad pół godziny temu, jest nadal niemal pełny.

Giles zsuwa okulary przeciwsłoneczne, żeby spojrzeć jej w oczy.

– Wszystko w porządku?

Kiwa szybko głową, sięga po kieliszek – stara się.

– Tak, w porządku, po prostu wcześniej dziwnie się poczułam, to wszystko.

Giles siada obok niej.

– Nie musimy dzisiaj wychodzić na miasto, jeśli nie chcesz. Po prostu ostatnio, kiedy u mnie byłaś, powiedziałaś…

– Nie – przerywa mu. – Wybierzmy się gdzieś. Możesz przestać być taki nadopiekuńczy?

Spogląda w dal, na wodę, mewy, płynące łódki. Wszystko, byle tylko nie widzieć zranienia i zdumienia w jego wzroku.

* * *

Adam Fawley, 7 lipca 2018, godz. 15.17

Hilary Reynolds nie jest pierwszym szefem, którego spotkałem w mojej pracy. Pryncypałowie, dyrektorzy administracyjni, rektorzy – tytuły mogą się różnić, ale wszyscy mają tę samą mistrzowską fasadę – tę ogromną pewność siebie, która rodzi się z regularnego obiadowania na salonach, całej masy pomocy domowych i częstego dostawania tego, czego chcą. Reynolds wcale nie jest inny, a przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Dopiero po dobrej chwili zdaję sobie sprawę, jak wiele lęku czuję w tym pokoju i kto go generuje.

 

Drugi mężczyzna stoi w odległym rogu gabinetu, opierając się o parapet. Musi mieć dwadzieścia dwa lub trzy lata – blada cera, włosy koloru toffi, rozjaśnione na końcach. Ciemny tatuaż na jednym przedramieniu – coś najeżonego i złowieszczego, jak maska wenecka. Jest wyższy i szerszy ode mnie. Ma budowę sportowca – gdybym musiał wybierać, postawiłbym na rugby.

– Inspektorze Fawley. – Reynolds kaszle dyskretnie. – Jestem niezmiernie wdzięczny za pana przybycie. To jest Caleb Morgan. Robi doktorat na wydziale matematyki, na temat zagęszczonej algebry liniowej w wielkoskalowym procesie uczenia maszynowego.

Protekcjonalne i nieistotne. Muszę oddać Reynoldsowi sprawiedliwość: jeśli chodzi o przekazywanie mało znaczących informacji, to było doskonałe.

Quinn chyba wyczuwa moją irytację, bo szybko się wtrąca:

– Istnieje domniemanie napaści seksualnej, szefie.

Wpatruję się w niego. W co on sobie, do cholery, pogrywa? W każdym podręczniku policji stoi, żeby najpierw zebrać wszystkie fakty, a dopiero potem zbliżać się do oskarżonego. I to naprawdę wszystkie fakty.

Odciągam Quinna na bok.

– Co on tutaj robi? – pytam cicho. – Nie pomyślałeś, że najpierw powinniśmy porozmawiać z ofiarą?

Quinn czerwieni się.

– Tak, szefie – odpowiada. – To on jest ofiarą.

Odwracam się i spoglądam na Morgana. Jego bladoniebieskie oczy wpatrują się we mnie intensywnie i czuję, że się rumienię. Teraz, kiedy miałem szansę przyjrzeć się uważnie, dostrzegam gniewny czerwony ślad na jego szyi. Mimo wszystko – mimo całego mojego szkolenia i tego, co wkładają nam do głów każdego dnia – nie mogę się powstrzymać od zdziwienia: chłopak ma prawie dwa metry, jest zbudowany jak obrońca w rugby, więc chyba zdołałby się obronić…

– No dobrze. – Reynolds spogląda na Quinna, a potem na mnie. – Skoro już sobie to wyjaśniliśmy, wyobrażam sobie, że w kolejce jest profesor Fisher.

Ev zerka na mnie szybko:

– Profesor Fisher opiekuje się panem Morganem…

– Oczywiście wolałbym, gdybyście nie przeprowadzali tego przesłuchania na terenie college’u – przerywa jej Reynolds. – Zwłaszcza, że sam incydent nie wydarzył się tutaj. Profesor Fisher mieszka w Monmouth House, na St Luke Street. – Odchyla się na oparciu. – A ponieważ jest sobotnie popołudnie, wyobrażam sobie, że znajdziecie ją państwo w domu.

Ją?

Morgana zaatakowała kobieta?

* * *

W Risinghurst Alex Fawley żegna się z siostrą. Umieszczenie chłopców i psa w samochodzie zajęło prawie pół godziny (dodajmy, że z psem było stosunkowo najmniej kłopotów). Gerry siedzi za kierownicą, wyraźnie spiesząc się do odjazdu, zanim któryś z jego synów uzna, że znów musi iść do toalety.

Nell obejmuje siostrę i przytula mocno.

– Powiesz mi, jeśli będziesz czegoś potrzebowała, prawda?

– Naprawdę nic mi nie potrzeba. Adam jest wspaniały.

Nell odsuwa się od niej.

– Chcesz powiedzieć, kiedy nie pędzi do pracy, chociaż miał mieć dzień wolny, tak?

– To nie jego wina. Taka praca.

Nell się krzywi.

– Nie musisz mi tego tłumaczyć. Znam go prawie tak długo, jak ty.

Nagle na ulicy słychać głośny huk – to grupka deskorolkowców korzysta z nachylenia jezdni i zamontowanych na niej ograniczników prędkości, żeby ćwiczyć różne triki. Nell jednak dostrzega nagłe skrzywienie i drgnięcie siostry, które ta zaraz próbuje ukryć.

– To tylko kilkoro dzieciaków na deskach. Wpadasz w paranoję. Ten człowiek, Parrie… nie pozwolą się mu do ciebie zbliżyć. Wiesz o tym, prawda?

Alex zmusza się do uśmiechu.

– To tylko nerwy… jestem roztrzęsiona.

Drzwiczki do samochodu otwierają się i wychyla się zza nich Gerry.

– Jedziemy już?

Nell ściska szybko ramię siostry.

– Pamiętaj, co powiedziałam, dobrze? Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała, czegokolwiek, jestem pod telefonem.

Alex kiwa głową i Nell wsiada do samochodu, ale nawet po ich odjeździe Alex wciąż stoi przed domem, obejmując się mocno ramionami. Dwóch deskorolkowców nadal szaleje na ulicy, podskakując i slalomując, ale ona na nich nie patrzy. Spogląda poza nich, przez nich, na białą półciężarówkę zaparkowaną kilka domów stąd. Za kierownicą siedzi mężczyzna z bejsbolówką na głowie. Daszek naciągnął głęboko na oczy.

Nieważne, ile osób powie jej, że Gavin Parrie będzie kilometry stąd, że będą go ściśle monitorowali, że będzie pod nadzorem elektronicznym – ona nadal widzi go na każdym rogu, w każdej półciężarówce, w każdej ocienionej, niewyraźnej twarzy.

Bo Parrie wie. I któregoś dnia – może nie dzisiaj, może nie w tym tygodniu, miesiącu ani nawet roku, ale pewnego dnia ją odnajdzie i zemści się za to, co zrobiła.

Jest 30 stopni Celsjusza, ale Alex nagle czuje zimny dreszcz, a jej rozgrzana skóra pokrywa się lodowatym potem.

* * *

[1] Angielski poeta i krytyk kulturalny, absolwent Uniwersytetu Oksfordzkiego (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

[2] Historyczna kraina geograficzna, która dzisiaj obejmuje Mongolię i Tuwę. Z kolei Mongolia Wewnętrzna ostatecznie została włączona do Chin.

[3] Indeks giełdowy stu największych spółek spełniających liczne warunki dotyczące płynności, kapitalizacji itp. Jest uznawany za barometr brytyjskiej gospodarki.

PODCASTY > DOKUMENTALNE > PRAWDZIWA ZBRODNIA

„Cała Prawda”: Naprawianie krzywd, seria 3: Przydrożny Gwałciciel wybawiony?

5 lipca 2018, S3, odc. 1: Prolog, czas trwania: 25:20

Naprawianie krzywd: Przydrożny Gwałciciel wybawiony? Odcinek 1. Gavin Parrie odsiedział 18 lat w więzieniu za brutalne przestępstwa seksualne, których, jak zawsze twierdził, nie popełnił. W tym podcaście Jocelyn Naismith z „Całej Prawdy” powraca do jego sprawy i próbuje odpowiedzieć na niektóre niepokojące pytania, które pozostają do dziś nierozwiązane. Czy pierwotne śledztwo zostało sfuszerowane? Czy któraś z ofiar działała w zmowie z policją w kwestii dostarczenia kluczowego dowodu? Czy prawdziwy sprawca nadal znajduje się na wolności?

[IVY PARRIE]

„Hej Gav, tu mama. Chciałam ci tylko powiedzieć, że dostałam twoją wiadomość o rozprawie. Wszyscy jesteśmy z tobą, kochanie. Jocelyn i jej zespół ciężko pracują, żeby ci pomóc. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu”.

[odgłos rozłączanej rozmowy]

[JOCELYN]

Nazywam się Jocelyn Naismith i to mnie dotyczyła ta wiadomość. Głos, który słyszeliście, to pani Ivy Parrie. Ivy ma 76 lat, mieszka w Coventry i właśnie usłyszeliście wiadomość, jaką zostawiła synowi na poczcie głosowej. Nie mogła zadzwonić do niego bezpośrednio, ponieważ jej syn przebywa w więzieniu, w Wandsworth. Odsiaduje tam wyrok dożywocia za zbrodnię, której, jak zawsze powtarzał, nie popełnił.

Nagranie zostało wykonane w kwietniu 2018 roku, na krótko przed pojawieniem się Gavina Parriego przed komisją do spraw zwolnień. Dzięki pracy wykonanej przez mój zespół, a także dzięki wsparciu prawnika Gavina, długa walka o sprawiedliwość w końcu została wygrana i Gavin odzyskał wolność w maju tego roku.

Ta seria podcastów przedstawia historię Gavina: jego skazanie, to, co odkryła organizacja „Cała Prawda” w kwestii pierwotnego śledztwa i dlaczego uważamy, że rzeczywisty sprawca nadal jest na wolności.

Nazywam się Jocelyn Naismith i jestem współzałożycielką „Całej Prawdy”, organizacji non profit, która zajmuje się prostowaniem pomyłek sądowych. Słuchacie trzeciej serii podcastów pod tytułem Naprawianie krzywd: Przydrożny Gwałciciel wybawiony?.

Odcinek pierwszy: Prolog

[PODKŁAD MUZYCZNY: AARON NEVILLE, NOWE WYKONANIE I SHALL BE RELEASED BOBA DYLANA]

W samotnym tłumie stoi człowiek

Dzień po dniu wytęża głos

Krzyczy, że wszyscy są tu w zmowie,

Że ktoś już wznosi jego stos.

Rozbłyśnie świt nade mną

Od zachodu aż po wschód

Jeszcze chwila, jeszcze dzień

I wolny będę znów[4].

[JOCELYN]

Bob Dylan napisał tę piosenkę w 1968 roku. W tym samym roku urodził się Gavin Parrie, jako drugi z trzech synów małżeństwa Parrie, wciśnięty między najstarszym Neilem i najmłodszym Robertem (którego cała rodzina nazywa Bobbym). Jego matka była zatrudniona na pół etatu, wykładając towary na półki w supermarkecie, a ojciec Vernon pracował w ówczesnej fabryce samochodów British Leyland w Cowley, na obrzeżach Oksfordu. Rodzina mieszkała w małym szeregowcu przy Cowley Road i wszyscy trzej chłopcy uczęszczali do miejscowej podstawówki, a potem do liceum Temple Green Secondary Modern.

Ken Waring był nauczycielem Gavina w pierwszej klasie liceum.

[KEN WARING]

Był z niego trochę narwaniec, nie można zaprzeczyć. Zawsze wdawał się w jakieś bójki. Nigdy jednak nie uważałem go za złego chłopaka. Miał problemy z czytaniem, ale z perspektywy czasu i wyposażony w dodatkową wiedzę myślę, że po prostu miał dysleksję. Oczywiście wtedy dzieci nie badało się pod takim kątem ani nie udzielało się im dodatkowej pomocy w związku z tym. Dzieciaki takie jak on często zakłócały spokój, bo trudno im było dorównać do poziomu. Gavin był bardzo uzdolniony manualnie. Pamiętam, że zawsze dostawał dobre stopnie z zajęć technicznych. Chyba uznałem, że pójdzie w ślady swojego ojca i będzie pracował w przemyśle samochodowym. Większość naszych uczniów wybrała taką karierę.

[JOCELYN]

W 1984 roku rodzina przeprowadziła się do Manchesteru. Vernon Parrie został zwolniony z pracy w Cowley, ale udało mu się znaleźć inną, w fabryce ciężarówek na północy kraju. Był to niedobry czas dla Gavina, który, jak już słyszeliśmy, miał trudności w szkole. Przeprowadzka i zmiana liceum okazała się zbyt poważnym wyzwaniem i Gavin porzucił szkołę tego lata, bez żadnych formalnych kwalifikacji.

Kolejne dwa lata spędził na przenoszeniu się z pracy do pracy – sprzątał biura, prowadził taksówkę, od czasu do czasu pomagał bratu, Bobby’emu, który pracował jako tynkarz. Zapamiętajcie ten szczegół, będzie ważny później.

Mniej więcej w tym samym czasie Gavin poznał kobietę, która później miała zostać jego żoną. Sandra Powell miała 16 lat i na zdjęciach z albumu rodzinnego widzimy typową, kochającą zabawę nastolatkę z lat 80. Żakiet z poduszkami na ramionach, wielki uśmiech i włosy. Naprawdę gigantyczna fryzura.

[SANDRA]

Wiem, wiem, ale wtedy wszyscy nosiliśmy takie trwałe. Moja mama mi ją robiła, w kuchni.

[DŹWIĘK PRZEWRACANEJ STRONY]

Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz je oglądałam. Nie mogę uwierzyć, że nosiłam coś takiego. Proszę spojrzeć na te getry. Co ja w ogóle sobie myślałam?

[JOCELYN]

Przed chwilą słyszeliście Sandrę. Jak się pewnie zorientowaliście, nadal jest w niej sporo tej szalonej, pogodnej nastolatki, chociaż czas nie potraktował jej zbyt łaskawie. Teraz Sandra mieszka w Szkocji i powróciła do swojego panieńskiego nazwiska (o tym, dlaczego, usłyszymy w innym odcinku). Przez cały czas jednak pozostawała w kontakcie z Gavinem i zawsze była pewna jego niewinności. Ale wybiegam naprzód. Wróćmy do roku 1986.

[SANDRA]

[DŹWIĘK PRZEWRACANEJ STRONY]

Ach, uwielbiam to zdjęcie – to Gav i ja w Blackpoolu, kilka tygodni po tym, jak zaczęliśmy się umawiać.

[JOCELYN]

To naprawdę słodka fotografia i to nie tylko dlatego, że oboje trzymają w ręku watę cukrową. Gavin ma włosy w plerezę i nieśmiały uśmiech, przez co wygląda trochę jak David Cassidy. Sandra popisuje się przed kamerą i chociaż jest o dwa lata młodsza od Gavina, wydaje się bardziej dojrzała, doświadczona życiowo. Wedle Sandry jest to dość dokładne odzwierciedlenie wczesnych dni ich związku.

[SANDRA]

Dużo czasu zajęło Gavinowi przyzwyczajenie się do życia w Manchesterze. W Cowley zostali wszyscy jego przyjaciele i myślę, że miał to trochę za złe rodzicom. Poza tym między nim i jego ojcem nie układało się zbyt dobrze, więc myślę, że był dość samotny. Byłam jego pierwszą poważną dziewczyną, z tego, co wiem. Nie był wtedy zbyt pewny siebie. Zaproszenie mnie na randkę zajęło mu tyle czasu, że zaczęłam już myśleć, że nie jest mną zainteresowany.

 

[JOCELYN]

Ale kiedy zaczęli się spotykać, wszystko posuwało się bardzo szybko do przodu. W ciągu trzech miesięcy Sandra zaszła w ciążę i pod koniec roku zostali rodzicami małej dziewczynki, Dawn.

[DAWN MACLEAN]

Moje pierwsze wspomnienie taty? Chyba to, jak uczył mnie jeździć na rowerze, kiedy miałam jakieś 6 lat.

[JOCELYN]

To była Dawn. Jest teraz dyplomowaną kosmetyczką i mieszka w Stirling z mężem i dwojgiem swoich dzieci.

[DAWN]

Dostałam rower na urodziny i pamiętam, że tamtego dnia lało jak z cebra. Wie pani, jak to jest w Manchesterze. Ale tata sterczał ze mną całymi godzinami na dworze, ucząc mnie jeździć. Nie zawsze był taki cierpliwy. Pamiętam, że nienawidził wypełniania dokumentów i formularzy. To mama zawsze musiała wszystko załatwiać z opieką społeczną, radą miejską i szkołami. Chyba po prostu był trochę nieufny w stosunku do tego typu ludzi. Władz państwowych. Mówił, że wszyscy oni tylko czyhają, żeby człowieka udupić, i bądźmy szczerzy, nie mylił się, prawda?

[JOCELYN]

W ciągu kolejnych dziesięciu lat Sandra i Gavin dorobili się jeszcze dwojga dzieci. Sandra pracowała jako fryzjerka, ale Gavin utknął przy pracach dorywczych, więc zawsze brakowało im pieniędzy i nie daliby sobie rady bez zasiłku. Po jakimś czasie napięcie zaczęło być wyczuwalne.

[DAWN]

Zanim skończyłam 11 lat, wiedziałam, że mój tata ma problemy. To znaczy nie użyłabym dokładnie tego słowa, ale zdawałam sobie sprawę, że nie jest szczęśliwy. Cały czas wydawał się wściekły i myślę, że pił, co wzbudzało w nim jeszcze większą agresję. Był też smutny. Pamiętam, że pewnego dnia znalazłam go płaczącego, na górze, w sypialni rodziców. Wtedy po raz pierwszy widziałam płaczącego dorosłego mężczyznę i naprawdę mnie to przestraszyło. Właśnie po tym zdarzeniu wszystko zaczęło się psuć.

[JOCELYN]

Był rok 1997. Drugiego maja, w Manchesterze, na Lockhart Avenue ktoś zaatakował 16-letnią dziewczynę. Została wciągnięta w krzaki, zgwałcona i pozostawiona na poboczu.

Trzy dni później Sandra otrzymała telefon.

Dzwonił Gavin. Był na komendzie policji Greater Manchester, gdzie go zaaresztowano.

Za gwałt.

[W TLE PIOSENKA I FOUGHT THE LAW AND THE LAW WON THE CLASH]

Nazywam się Jocelyn Naismith i słuchacie audycji Naprawianie krzywd. Ten i inne podcasty „Całej Prawdy” możecie znaleźć na Spotify oraz w innych miejscach, w których zazwyczaj są dostępne.

[MUZYKA STOPNIOWO CICHNIE]

* * *

Adam Fawley, 7 lipca 2018, godz. 15.49

– Pozwoli pan teraz z nami na komendę. Przeprowadzimy przesłuchanie z nagraniem wideo i pobierzemy próbki, których prokuratura może potrzebować, w razie gdyby sprawa trafiła do sądu.

Rozmowę prowadzi Ev i robi to naprawdę świetnie. Może to ten specjalistyczny trening, ale wydaje się zupełnie niewzruszona tym dziwacznym zwrotem w sprawie. W przeciwieństwie do mnie. Nawet Quinn zdaje się to rozumieć, może dlatego, że miał więcej czasu, by przyzwyczaić się do tej myśli. W międzyczasie Ev spokojnie omawia szczegóły przesłuchania do wstępnego raportu dochodzeniowego i tłumaczy Morganowi, czego może się spodziewać po wizycie w centrum pomocy ofiarom napaści seksualnej SARC oraz na jakiego rodzaju pomoc i wsparcie może liczyć. Pod koniec, kiedy mówi, że Morgan może poprosić o oficera płci męskiej jako punkt kontaktu, jeśli tak by wolał, wcale nie jestem zdziwiony, kiedy odpowiada, że woli pozostać przy niej.

Niewiele się odzywałem przez ostatnie pół godziny, z Reynoldsem nie zamieniłem w zasadzie ani słowa i miałem nadzieję, że tak już zostanie, ale kiedy wszyscy zbieramy się do wyjścia, dyrektor chrząka znacząco.

– Czy mógłby pan zostać jeszcze na momencik, inspektorze?

Ev spogląda na mnie pytająco, ale ja tylko kiwam głową.

– Jedźcie już. Zadzwonię później po informacje.

Reynolds musiał nacisnąć jakiś guzik, bo drzwi otwierają się i do środka wchodzi sekretarka z tacą z herbatą. Wezwał ją albo przez cały ten czas podsłuchiwała przez interkom, co wcale by mnie nie zdziwiło.

Quinn spogląda na herbatę z zazdrością – przez cały ten czas nikt nie zaoferował nam nic do picia – ale wyraźnie nie jest przeznaczona dla maluczkich, jak on. Na tacy stoi srebrny czajniczek z godłem college’u, dzbanek z mlekiem, cukierniczka ze szczypczykami, talerzyk z plasterkami cytryny i tylko dwie filiżanki.

Kiedy drzwi zamykają się za nimi wszystkimi, Reynolds spogląda na mnie.

– Nie bez powodu chciałem z panem porozmawiać, inspektorze. Caleb Morgan… to bardziej skomplikowane, niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Bardziej skomplikowane? Pani profesor oskarżona o napaść seksualną na mężczyznę studenta? Polityka płci, polityka uniwersytecka – gorzej niż na polu minowym. Co jeszcze mogłoby się stać?

Reynolds znów lekko kaszle.

– Caleb używa nazwiska ojca, ale jego matka to Petra Newson. Zakładam, że pan o niej słyszał.

Oczywiście, że o niej słyszałem. To bardzo wojownicza parlamentarzystka z programem dłuższym niż moja kariera w policji. Jeśli Reynolds nie zadzwonił jeszcze do Boba O’Dwyera, to założę się, że cholerna Petra Newson go w tym ubiegła.

– Rozumiem, że pani Newson jest świadoma tego, co się wydarzyło? – pytam spokojnie.

Reynolds kiwa powoli głową.

– O ile wiem, tak, Caleb jej powiedział. W ten weekend jest w USA, ale jutro wraca do swojego okręgu wyborczego.

A zatem w przypływie szczęścia mamy jakieś dwadzieścia cztery godziny. Nie troszczcie się o jutro[5] i takie tam.

Oddycham głęboko.

– Niech mi pan opowie o profesor Fisher.

Jeżeli Reynolds uważa, że to tylko unik z mojej strony, nie daje tego po sobie poznać.

– Marina jest jednym z czołowych autorytetów naszego kraju w dziedzinie sztucznej inteligencji. Oczywiście to nie moja dziedzina – dodaje z udawaną skromnością, której zazwyczaj brakuje akademikom jego pokroju. – Jednak ludzie z tej specjalizacji twierdzą, że jej badania są autentycznie przełomowe. Nie muszę oczywiście dodawać, że sztuczna inteligencja jest dość medialnym tematem.

Rzeczywiście, nie musi, ale i tak to zrobił. Przypominam sobie, że kilka tygodni temu w Radiu 4 nadawali audycję o uczeniu maszynowym. Pamiętam to jak przez mgłę, bo leciała, kiedy akurat gotowałem i niespecjalnie się koncentrowałem na słuchaniu. Teraz, kiedy o tym myślę, uświadamiam sobie, że gościem była właśnie Marina Fisher (BBC musiało znaleźć kobietę do tego typu audycji).

– Między nami, właśnie otrzymała propozycję wygłoszenia tegorocznych wykładów bożonarodzeniowych w Royal Institution – mówi Reynolds. Mimo wszystkiego, co się stało, mimo popełnionego przestępstwa, nie umie ukryć zadowolenia w głosie. Ewidentnie daje mi do zrozumienia, jak wielką wartość stanowi ta kobieta dla college’u. EL to nie to samo, co Balliol albo Merton. Żadna z pierwotnie żeńskich szkół im nie równa. Nie mają prestiżu ani siły przebicia. Ale światowy ekspert w temacie tak seksownym jak AI – to niezłe osiągnięcie. Im większy jednak triumf, tym większa potencjalna „pułapka na ho-honia”: nie muszę mówić, jak „medialna” będzie ta historia.

Jeżeli wycieknie.

– Wczoraj mieliśmy kolację połączoną ze zbiórką pieniędzy – mówi Reynolds. – Dla najważniejszych darczyńców uniwersytetu, z Chin. Marina była główną atrakcją. Wydział chce stworzyć przodującą placówkę badawczą AI, wytyczającą nowe drogi wykorzystania metodologii interdyscyplinarnych.

Trajkocze, jakby przedstawiał mi propozycję sponsoringu, i chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo lekko się czerwieni i znów kaszle, w ten swój charakterystyczny sposób. Zaczyna mnie to naprawdę irytować.

– Oczywiście nie muszę dodawać, że wszystko to jest ściśle tajne. Negocjacje są w tej chwili w newralgicznym punkcie.

– Był tam pan?

Reynolds śmieje się krótko.

– Nie, inspektorze, nie byłem tam. Słyszałem jednak, że Marina przyćmiła całą resztę. Wicerektor liczył na to, że będzie przewodzić niejako z pierwszej linii, i rzeczywiście tak się stało. Jestem pewien, że nie muszę tłumaczyć, jak wiele od tego zależy.

Za chwilę wyrysuje mi tu cały diagram. Zrozumiałem jasno i wyraźnie: zarówno college, jak i cały uniwersytet zrobią absolutnie wszystko, żeby ta kobieta nie poszła na dno. I nie pociągnęła ich przy tym za sobą.