Srebrne skrzydłaTekst

Z serii: Faye #2
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Srebrne skrzydła
Srebrne skrzydła
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 74,98  59,98 
Srebrne skrzydła
Audio
Srebrne skrzydła
Audiobook
Czyta Joanna Jeżewska
39,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

CZĘŚĆ 1

CZĘŚĆ 2

CZĘŚĆ 3

CZĘŚĆ 4

Podziękowania

Przypisy końcowe

Tytuł oryginału: VINGAR AV SILVER

Redakcja: Anna Brzezińska

Projekt okładki: Henrik Walse

Adaptacja okładki: Magda Kuc

Zdjęcia na okładce: © Erik Undéhn

Zdjęcie autorki: © Magnus Ragnvid

Korekta: Beata Wójcik, Monika Łobodzińska-Pietruś

Opieka redakcyjna: Katarzyna Słupska

Copyright © 2020 Camilla Läckberg

First published by Bokförlaget Forum, Sweden

Published by arrangement with St. Nordin Agency AB, Sweden

Copyright © for the Polish translation by Inga Sawicka, 2020

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN 978-83-8143-032-6


Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dla Karin

CZĘŚĆ 1


Wczesnym rankiem z transportu więziennego uciekło dwóch osadzonych, odbywających karę za morderstwo. Skorzystali z okazji i zbiegli do lasu, gdy konwojujący ich strażnicy zatrzymali się na postoju przy autostradzie E4 na wysokości Gränna.

Na miejsce wezwano kilka patroli policyjnych, ale jak do tej pory poszukiwania są bezowocne.

Według rzeczniczki zarządu służby więziennej Karin Malm zbiegowie nie stanowią zagrożenia dla społeczeństwa.

„Aftonbladet” z 5 czerwca

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Faye włączyła maszynkę Nespresso. Czekając na kawę, spojrzała przez wysokie okno kuchni i – jak zwykle – zachwyciła się widokiem.

Dom w Ravi stał się jej rajem na ziemi. Miejscowość nie była duża, liczyła dwustu stałych mieszkańców. Wystarczyło pięć minut, żeby obejść całą wolnym krokiem. Na ryneczku znajdowała się restauracja, gdzie serwowano najlepszą pizzę i pastę, jaką Faye jadła kiedykolwiek. Co wieczór było tu pełno. Czasem wpadli jacyś turyści, zwłaszcza pod koniec maja robiło się ich więcej. Wśród nich pełni entuzjazmu francuscy rowerzyści albo amerykańscy emeryci, spełniający marzenia o zwiedzaniu Włoch wynajętym kamperem, podczas gdy ich dorosłe dzieci nie mogą zrozumieć, dlaczego rodzice koniecznie muszą żyć własnym życiem, zamiast dyżurować przy wnukach.

Nie było Szwedów.

Od czasu, kiedy kupiła swój dom, Faye nie widziała tu ani jednego rodaka, co również przesądziło o wyborze tej, a nie innej miejscowości. W Szwecji Faye była celebrytką na skalę ogólnokrajową. We Włoszech zarówno chciała, jak i musiała pozostawać anonimowa.

Jej piękny stary dom nie znajdował się we wsi, tylko w odległości dwudziestu minut spacerem, na wysokim wzgórzu z pnącą się po zboczach winoroślą. Faye kochała przechadzać się po tutejszych pagórkach, chodzić po chleb, ser i prosciutto. Banalne życie na włoskiej wsi, z którego czerpała największą przyjemność. Podobnie jak jej matka Ingrid, Kerstin i Julienne. W ciągu dwóch ostatnich lat, odkąd Jack, były mąż Faye, wylądował w więzieniu, stworzyły zgrany kwartet.

Kerstin i Ingrid prześcigały się w rozpieszczaniu Julienne, a od kiedy Kerstin zaczęła spędzać coraz więcej czasu na wyjazdach, Ingrid wzięła na siebie obowiązek codziennego posyłania jej aktualnych zdjęć i sprawozdań z życia dziewczynki.

Espresso było gotowe, Faye wzięła filiżankę i przez salon przeszła na tył domu; dochodzące stamtąd radosne okrzyki i pluski zdradzały, że jest tam basen. Faye uwielbiała swój salon. Urządzenie domu zabrało sporo czasu, ale dzięki cierpliwości i jednemu z najlepszych włoskich architektów uzyskała dokładnie taki efekt, jaki chciała. Grube kamienne ściany utrzymywały w środku przyjemny chłodek nawet podczas największych letnich upałów, ale sprawiały też, że było ciemnawo. Radą na to były duże jasne meble i dyskretne oświetlenie. Szerokie okna z tyłu domu również wpuszczały sporo światła. Cieszyło ją, że pokój niemal niepostrzeżenie przechodził w taras.

Gdy wychodziła na zewnątrz, biała zasłona musnęła ją pieszczotliwie. Popijając kawę, obserwowała córeczkę z babcią. W pierwszej chwili jej nie zauważyły. Julienne sporo urosła, włosy spłowiały jej na słońcu i zrobiły się prawie białe. Z każdym dniem przybywało jej piegów, była ślicznym, zdrowym i szczęśliwym dzieckiem. Mającym to wszystko, czego życzyła jej Faye. I co stało się możliwe dzięki temu, że w ich życiu nie było Jacka.

– Mamo, mamo, zobacz, umiem już pływać bez rękawków!

Faye uśmiechnęła się i zrobiła zdumioną minę, by okazać podziw. Julienne płynęła po głębokiej stronie basenu, pieskiem, jej ruchy zdradzały wysiłek, ale rzeczywiście nie miała dmuchanych rękawków z misiem Bamse; zostały na brzegu. Babcia patrzyła nerwowo na wnuczkę, siedziała wychylona do przodu, gotowa w każdej chwili wskoczyć do basenu.

– Spoko, mamo, da radę.

Faye wzięła kolejny łyk espresso. Zaraz dopije do końca. Szkoda, że nie zrobiła sobie cappuccino.

– Uparła się, żeby pływać po głębokiej stronie basenu – odpowiedziała z lekką desperacją matka Faye.

– Ma ten upór po swojej mamie.

– Owszem, wiem coś na ten temat.

Ingrid zaśmiała się, a Faye pomyślała to samo co wiele razy przedtem podczas minionych dwóch lat, że matka jest wciąż piękna. Mimo ciężkich chwil, na które wystawiło ją życie.

Faye i Kerstin jako jedyne wiedziały, że Ingrid i Julienne żyją. Dla świata obie były martwe: Julienne zamordowana przez ojca, który trafił za to do więzienia, gdzie odbywał teraz karę dożywocia. Jack był bliski zniszczenia Faye, która była zniewolona przez swoją miłość do niego. Jednak na końcu to on został wielkim przegranym.

Faye podeszła do matki i usiadła na stojącym obok rattanowym fotelu. Ingrid w napięciu obserwowała wnuczkę.

– Musisz znów wyjeżdżać? – spytała, nie odrywając wzroku od Julienne.

– Moment wejścia Revenge na rynek w Stanach jest coraz bliższy, mamy mnóstwo roboty w związku z nową emisją akcji. Jeśli uda mi się doprowadzić do kupna pewnej firmy w Rzymie, będzie ona dla nas mocnym atutem. Właściciel, Giovanni, skłania się do tego, żeby mi ją sprzedać, ale muszę go przekonać, że cena, jaką mu proponuję, jest najlepszą ze wszystkich ofert. A on, jak każdy mężczyzna, mocno przecenia swoją wartość.

Matka spoglądała niespokojnie to na Faye, to na Julienne.

– Nie rozumiem, po co ty wciąż tyle pracujesz. Zachowałaś sobie tylko dziesięć procent udziałów w Revenge, ale dzięki temu, co zarobiłaś na swoich akcjach, mogłabyś nie pracować do końca życia.

Faye wzruszyła ramionami, dopiła espresso i odstawiła filiżankę na rattanowy stolik.

– To prawda, i jakaś część mnie z przyjemnością zostałaby tu z wami. Ale wiesz, jaka jestem. Po tygodniu umarłabym z nudów. Poza tym Revenge to moje dziecko, bez względu na to, ile mam udziałów. No i wciąż jestem prezeską zarządu. Oprócz tego czuję się odpowiedzialna za kobiety, które kiedyś weszły do firmy, inwestując w nią, a teraz są właścicielkami akcji. One wtedy zaryzykowały, więc nadal chcę zarządzać firmą. Prawdę powiedziawszy, zastanawiam się nad odkupieniem większej liczby udziałów, gdyby któraś chciała sprzedać. Tak czy inaczej, zrobią dobry interes.

Matka podniosła się lekko, gdy Julienne zrobiła nawrót przy krótszej ścianie basenu.

– Tak, wiem, siostrzeństwo i tak dalej – powiedziała. – Mam o kobiecej lojalności trochę inne zdanie niż ty.

– Mamo, teraz są nowe czasy. Kobiety trzymają ze sobą. Tak czy owak, Julienne nie ma nic przeciwko temu, że zrobię krótki wypad do Rzymu, wczoraj odbyłyśmy rozmowę na ten temat.

– Jesteś dzielna, wiesz, że tak uważam, prawda? Że jestem z ciebie dumna?

Faye chwyciła jej rękę.

– Tak, wiem. Zaopiekuj się moją smarkulą, żeby się nie utopiła, a ja niedługo wrócę.

Podeszła do córki, która na przemian to płynęła, to się krztusiła.

– To pa, kochanie, jadę!

– Pa…

Znów się zakrztusiła, bo próbowała jednocześnie płynąć i machać ręką. Faye kątem oka zobaczyła jeszcze, jak matka pospieszyła do basenu.

W salonie Faye chwyciła spakowaną walizkę, limuzyna, która miała zawieźć ją do Rzymu, na pewno już przyjechała. Podniosła piękną walizkę Louis Vuitton, żeby kółka nie porysowały ślicznej, zabejcowanej na ciemno podłogi, i skierowała się do drzwi. Minęła gabinet Kerstin, która siedziała wpatrzona w ekran, okulary do komputera zjechały jej jak zwykle na koniec nosa.

 

– Puk, puk, wyjeżdżam.

Kerstin nie podniosła wzroku, między brwiami miała głęboką zmarszczkę świadczącą o zatroskaniu.

– Wszystko w porządku?

Faye weszła do gabinetu i odstawiła walizkę.

– Sama nie wiem… – odparła powoli Kerstin, nie patrząc na nią.

– Nooo, zaniepokoiłaś mnie. Jakieś problemy z nową emisją akcji? Chodzi o wejście na rynek amerykański?

Kerstin pokręciła głową.

– Jeszcze nie wiem.

– Jest się o co martwić?

Kerstin zwlekała z odpowiedzią.

– Jeszcze nie…

Na dworze rozległ się klakson, Kerstin skinęła głową w stronę drzwi.

– Jedź. Sfinalizuj transakcję w Rzymie. Potem pogadamy.

– Ale…

– To na pewno nic takiego.

Kerstin uśmiechnęła się do niej uspokajająco, jednak idąc do ciężkich drewnianych drzwi, Faye nie mogła uwolnić się od wrażenia, że coś się dzieje, i to coś złego. Ale jakoś się to rozwiąże. Na pewno. Taka już była.

Wsiadła, dała kierowcy znak ręką, by jechał, a potem otworzyła czekającą na nią buteleczkę. Samochód ruszył do Rzymu, a Faye w zamyśleniu popijała szampana.

Faye przyjrzała się sobie w lustrze windy. Trzej panowie w garniturach spoglądali na nią z uznaniem. Otworzyła torebkę Chanel, zrobiła dzióbek i powoli, starannie umalowała usta szminką Revenge. Założyła za ucho blond kosmyk i zakręciła szminkę z wygrawerowanym R w momencie, gdy winda dotarła do westybulu, a panowie odsunęli się, robiąc przejście. Jej kroki odbiły się echem od białej marmurowej podłogi, a powiew nocnego powietrza zatrzepotał czerwoną sukienką, kiedy portier przytrzymał przed nią szklane drzwi.

– Taksówkę, signora? – spytał.

Z uśmiechem pokręciła głową i nie zwalniając, wyszła na chodnik, po czym skierowała się w prawo. Samochody stały, trąbiły, kierowcy klęli przy opuszczonych szybach.

Faye rozkoszowała się poczuciem wolności, tym, że jest sama w mieście, gdzie zna niewiele osób i nikt nie może się niczego od niej domagać. Poczuciem, że jest wolna od odpowiedzialności i winy. Spotkanie z Giovannim, właścicielem małej rodzinnej firmy kosmetycznej, której wyroby miały uzupełnić istniejącą już linię produktów Revenge, poszło znakomicie. Do Giovanniego dotarło w końcu, że przekonując ją do przyjęcia swoich warunków, nie może stosować wobec niej władczych technik i męskiej dominacji, a wtedy spotkanie obróciło się na jej korzyść.

Faye uwielbiała element gry w negocjacjach. Po drugiej stronie miała najczęściej do czynienia z mężczyznami, którzy ciągle popełniali ten sam błąd, mianowicie nie doceniali jej kompetencji tylko dlatego, że jest kobietą. W końcu musieli uznać swoją porażkę i wtedy reagowali na dwa sposoby. Jedni wychodzili ze spotkania, gotując się ze złości, utwierdzeni w swojej nienawiści do kobiet. A drudzy, zachwyceni jej pewnością siebie i umiejętnościami, wychodzili z wyraźnym wybrzuszeniem w spodniach, pytając, czy przyjmie zaproszenie na kolację.

Był ciepły wieczór, Faye miała wrażenie, że miasto wokół niej wibruje, zaraz chwyci ją w objęcia wraz z jej tęsknotami. Spacerowała bez celu. Okazja się nadarzy, jeśli tylko pozwoli sobie poczuć całym ciałem puls miasta.

Wkrótce będzie znów musiała założyć maskę i grać przypisaną rolę. Jednak dziś wieczorem może być, kim zechce. Szła przed siebie, aż dotarła do pięknego, brukowanego placu, a potem zagłębiła się w labiryncie uliczek.

Pomyślała sobie, że trzeba się zatracić, by móc potem powstać.

Z cienia wyłonił się mężczyzna, ochrypłym głosem oferował jakieś towary. Faye pokręciła głową. Przed sobą zobaczyła skąpane w żółtym świetle wielkie drzwi, które otworzyły się miękko przed czekającą parą. Mężczyzna i kobieta weszli do środka. Drzwi zamknęły się.

Faye przystanęła i rozejrzała się, a potem podeszła. Był tam mały dzwonek. Nad nim kamera. Nacisnęła guzik i nasłuchiwała bezskutecznie sygnału. W końcu rozległ się trzask zamka i drzwi otworzyły się. Ukazało się ogromne pomieszczenie wypełnione pięknymi ludźmi i brzękiem kieliszków. Przed sobą miała szklaną ścianę, a za nią wspaniały taras.

Znajdujące się kilometr dalej oświetlone ruiny Koloseum wyglądały jak rozbity statek kosmiczny.

W wielkim lustrze w złotej oprawie widziała znajdujące się za jej plecami grupki wytwornie ubranych ludzi, pogrążonych w rozmowach. Młode kobiety, piękne i gustownie umalowane, w krótkich, eleganckich sukniach. Mężczyźni na ogół nieco starsi, również przystojni, promieniejący spokojem i tego rodzaju pewnością siebie, jaka często wynika z zamożności. Docierały do niej okruchy rozmów prowadzonych po włosku. Kieliszki były napełniane, opróżniane i napełniane ponownie.

W pewnej odległości zobaczyła całującą się młodą parę. Faye przyglądała im się z fascynacją, wręcz nie mogła oderwać wzroku. Młodzi ludzie, w wieku około dwudziestu pięciu lat. On wysoki, przystojny na sposób włoski, z niegolonym zarostem, z którym było mu do twarzy, wydatnym nosem, czarne włosy czesane z przedziałkiem. Ona w kosztownej sukni koloru kości słoniowej, opinającej się na biodrach i podkreślającej talię. Ciemnobrązowe włosy nosiła niedbale upięte.

Byli ewidentnie tak zakochani, że nie mogli przestać się dotykać. Jego długie palce wędrowały raz za razem po wewnętrznej stronie jej opalonych ud. Faye uśmiechnęła się. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, nie odwróciła wzroku, tylko obserwowała spokojnie młodą parę. Podniosła do ust drinka, whiskey sour. Kiedyś ona również była taka zakochana. Jednak ta miłość ją zdusiła, zrobiła z niej bezwolne stworzenie tkwiące w złotej klatce.

Jej myśli przerwało podejście młodej kobiety.

– Chciałabym wraz z moim narzeczonym zaprosić cię na drinka – powiedziała po angielsku.

– Nie wydaje mi się, żebyście potrzebowali towarzystwa – odparła rozbawiona Faye.

– Twojego towarzystwa – owszem. Jesteś bardzo piękna.

Kobieta miała na imię Francesca, urodziła się w Porto Alegre na brazylijskim wybrzeżu Atlantyku, była modelką i malarką. Mężczyzna, Matteo, pochodził z rodziny właścicieli potężnego konsorcjum hotelowo-restauracyjnego, podobnie jak Francesca malował, ale nie tak dobrze jak ona, co podkreślił z nieśmiałym uśmiechem. Oboje byli mili, uprzejmi i potrafili ją rozśmieszyć. Ich apetyt na życie i beztroska były wręcz zaraźliwe. Faye wypiła kolejne dwa drinki. Czuła się olśniona ich urodą, młodością i miłością, ale zupełnie bez zawiści. Nie brakowało jej mężczyzny u boku. Chciała sama kierować swoim życiem bez konieczności brania pod uwagę drugiej osoby. Jednak widok ich obojga razem był dla niej bardzo pociągający.

Po godzinie Matteo przeprosił i oddalił się w stronę toalety.

– Zaraz wychodzimy – powiedziała Francesca.

– Ja też, jutro wracam do domu.

– A może wpadłabyś do nas na trochę, przedłużylibyśmy wieczór?

Faye rozważała propozycję, nie odwracając wzroku. Najwyżej odeśpi podczas jazdy powrotnej do domu. Nie chciała kończyć wieczoru, jeszcze nie. Chciała zobaczyć więcej.

Taksówka zatrzymała się przed okazałym, dość wysokim budynkiem. Matteo zapłacił, wtedy wysiedli i zostali wpuszczeni przez portiera w liberii. Mieszkanie na najwyższym piętrze miało wielkie panoramiczne okna i balkon wychodzące na piękny park. Na ścianach wisiały czarno-białe fotografie, Faye przyjrzała im się bliżej i zauważyła, że na wielu z nich była Francesca. Z głośników popłynęła włoska muzyka pop. W głębi pokoju Matteo mieszał drinki przy barku na kółkach, a Francesca opowiadała jakąś anegdotę, która tak rozbawiła Faye, że dawno nie śmiała się tak serdecznie.

Usiadła na ogromnej kremowej sofie obok Franceski. Matteo podał im drinki i usiadł z drugiej strony Faye. Dochodzący z ulicy gwar działał uspokajająco, jednocześnie Faye poczuła przyjemny szum w głowie, oczekiwanie i podniecenie.

Francesca odstawiła drinka na stolik, nachyliła się, miękkimi palcami odsunęła ramiączko czerwonej sukni Faye i pocałowała ją w obojczyk. Faye poczuła falę gorąca przechodzącą przez jej ciało. Matteo odwrócił jej głowę do siebie, przybliżył usta, ale w ostatniej chwili musnął ją wargami w szyję i skubnął zębami w kark, który potem pocałował. Dłoń Franceski pieściła jej udo, przesuwając się do góry, by w ostatniej chwili zatrzymać się i drocząc, wylądować na jej krzyżu. Wszystko było jak we śnie.

Najpierw rozebrali ją, potem siebie.

– Chcę na was popatrzeć – szepnęła Faye. – Jak jesteście ze sobą.

Przypomniało jej się, jak Jack kilka razy proponował, by doprosili sobie jakąś kobietę. Faye wtedy odmówiła. Nie dlatego, żeby ta myśl nie była dla niej pociągająca, ale dlatego, że wyraźnie chodziło o zaspokojenie tylko jego potrzeb. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej. Faye była tu dla nich obojga. Nie znudzili się sobą, ale ich miłość i wzajemny pociąg były tak silne, że byli w stanie objąć nimi jeszcze jedną osobę.

Faye jęknęła, kiedy Matteo wszedł w nią od tyłu, przechyliwszy ją do Franceski. Patrzyła teraz w szeroko otwarte oczy Brazylijki, która obserwowała to z rozchylonymi ustami.

– Kochanie, podoba mi się, jak ją pieprzysz – szepnęła Francesca do Matteo.

W tym momencie Faye służyła im wprawdzie jako narzędzie do wzmocnienia wzajemnej relacji, ale nie czuła się z niej wyłączona.

Nadchodził dla niej moment szczytowania, gdy Matteo się wycofał. Tworzyli na sofie jedną wielką plątaninę nagich spoconych ciał. Faye nigdy nie przeżyła czegoś równie intymnego, była częścią ich rozkoszy. Zadrżała, gdy Francesca się przysunęła. Nie odrywając od siebie wzroku, uklękły na sofie, pochyliły się, a on wbił się najpierw we Franceskę, potem w Faye, która w chwili orgazmu wydała krzyk. Matteo już nie mógł się powstrzymać, oddychał coraz mocniej.

– Dokończ w niej – jęknęła Francesca.

Faye poczuła, jak stwardniał, by zaraz eksplodować.

Mocno przytuleni, przeszli potem wszyscy troje do wielkiego łóżka w sypialni. Wciąż jeszcze dysząc, podawali sobie papierosa. Faye nastawiła budzik w komórce, żeby nie zaspać, i spróbowała zasnąć. Pół godziny później dała za wygraną. Ostrożnie wyplątała się z pościeli, nie budząc ich. Poruszyli się trochę, objęli i przytulili na ciepłym, opuszczonym przez nią miejscu.

Nie ubierając się, nalała sobie kieliszek szampana z otwartej butelki i zabrała na balkon. Miasto było pełne odgłosów i świateł. Usiadła na leżaku, opierając nogi na balustradzie. Ciepły letni wietrzyk pieścił jej nagie ciało, łaskotał, drażnił. Tę idealną chwilę zepsuło wspomnienie wyrazu twarzy Kerstin, wpatrującej się w ekran komputera. Niewiele rzeczy mogło poruszyć Kerstin. Stanowiła opokę, przy której inne były zaledwie nieznaczącą kupą kamieni. Coś było nie w porządku.

Faye popijała szampana, czemu towarzyszył natłok myśli. W przypadku tak dużej firmy jak Revenge i skali ich inwestycji bardzo wiele rzeczy mogło pójść nie tak. Wielkie pieniądze, wielkie inwestycje i wielkie zyski to również wielkie ryzyko. W życiu nie ma nic pewnego i niewzruszonego. Akurat ona wiedziała o tym bardzo dobrze.

Odwróciła się i spojrzała na leżącą w łóżku piękną parę. Uśmiechnęła się. Nie chciała teraz myśleć o zatroskanej minie Kerstin ani o tym, co ją czeka. Zapragnęła czegoś innego.

Mama!

Julienne podbiegła i złapała Faye w mokre objęcia.

– Nie biegaj po płytach! – zawołała Ingrid ze swojego rattanowego fotela.

– Zamoczyłaś się, mamo – zmartwiła się Julienne, gdy już zwolniła uścisk i zobaczyła mokrą plamę na przodzie jej bluzki.

– Nie szkodzi, kochanie. Samo wyschnie. Zdaje się, że od mojego wyjazdu w ogóle nie wychodziłaś z basenu?

– Nie wychodziłam – zachichotała Julienne. – Spałam w basenie i nawet jadłam.

– Coś takiego. Myślałam, że mam córeczkę, a okazuje się, że to mała syrenka!

– Tak! Jak Ariel!

– Zupełnie jak Ariel.

Faye pogłaskała córkę po mokrej głowie, jej włosy jakby zaczęły mienić się na zielono.

– Idę się rozpakować i zaraz wracam – zawołała do Ingrid, która kiwnęła głową i wróciła do swojej książki. Najwyraźniej zdążyła już zaufać umiejętnościom pływackim wnuczki.

Faye weszła schodami na piętro i zaniosła walizkę do sypialni. Szybko ściągnęła z siebie mokrą bluzkę i pozostałe ciuchy, w których przyjechała, po czym przebrała się w miękki bawełniany dres. Walizkę wstawiła do garderoby. Później wypakuje ją jej asystentka Paola.

Łóżko wyglądało tak zapraszająco, że Faye położyła się na narzucie, ręce założyła pod głowę i pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia. Uśmiechnęła się na myśl o tym, co było w Rzymie. Ziewnęła, poczuła, że jest bardzo zmęczona. W nocy dosłownie nie zmrużyła oka. Przysnęła dopiero w samochodzie z Rzymu. Teraz nie chciała ryzykować, że zaśnie, natomiast z biegiem lat nauczyła się sztuki kilkuminutowego odprężenia, by potem wstać z nową energią. Metoda polegała na powstrzymaniu się przed zamknięciem oczu, a więc rozglądała się po pokoju, zatrzymując wzrok na szczegółach i ogarniając całość.

 

Sypialnia była jej oazą. W jasnych kolorach jak reszta domu, w delikatnej bieli pomieszanej z miękkim błękitem. Smukłe, eleganckie meble, nic ciężkiego. Nic w rodzaju olbrzymiego, masywnego biurka, które kupiła Jackowi w prezencie dlatego tylko, że kiedyś należało do Ingmara Bergmana. Jack uwielbiał takie rzeczy. Wielkie gesty. Przedmioty, którymi można się chwalić. Oprowadzać gości po domu i mimochodem wspomnieć, że mijane biurko było kiedyś własnością wielkiego reżysera.

Faye spojrzała z przyjemnością na swoje zgrabne białe biureczko. Nie należało wcześniej do żadnego despotycznego pyszałka, zdradzającego i wykorzystującego swoje kobiety. Było tylko jej. Nieobciążone żadnym wspomnieniem. Tak jak Faye, która wyzwoliła się ze swojej przeszłości. Przeobraziła się.

Usiadła na łóżku i spuściła nogi. Znów odezwał się niepokój po słowach Kerstin. Nie powinna tego dłużej odkładać. Gabinet był pusty, kiedy go mijała, więc Kerstin jest zapewne w swoim pokoju. Często ucinała sobie drzemkę po południu, a Faye wolała nie pamiętać, że Kerstin nie jest już pierwszej młodości, że skończyła siedemdziesiątkę, a nawet więcej. Na samą myśl, że Kerstin miałoby nie być u jej boku, Faye robiło się słabo. Utrata Chris uświadomiła jej bardzo wyraźnie, że nikt i nic nie jest dane na zawsze. A przecież śmierć była od dawna obecna w jej życiu.

Zapukała do drzwi Kerstin.

– Nie śpisz?

– Nie śpię.

Faye weszła do pokoju, a Kerstin usiadła na łóżku i ze wzrokiem zamglonym od snu sięgnęła do nocnego stolika po okulary.

– Dobrze spałaś?

– Ja nie spałam – odparła Kerstin, wstała i wygładziła spodnie. – Tylko zamknęłam oczy, żeby mi odpoczęły.

Faye skrzywiła się lekko na mocne zapachy unoszące się w dużej sypialni Kerstin. Od kiedy podczas wyjazdu do Indii poznała Bengta, który pracował w szwedzkim konsulacie w Mumbaju, spędzała tam coraz więcej czasu. Zaangażowała się w pomoc dla miejscowego domu dziecka i woziła tam spore ilości artykułów pierwszej potrzeby. Tyle że również przywoziła z Indii mnóstwo różnych przedmiotów dekoracyjnych. Co pewien czas próbowała umieścić na sofach w salonie jakiś pled albo poduszeczkę ze złotymi frędzlami, ale Paola miała przykazane, że wszystko ma natychmiast wracać do pokoju Missis Karin. Musiały zrezygnować z nauczenia temperamentnej Włoszki wymowy imienia Kerstin1 i pogodzić się z łatwiejszą dla niej wersją Karin.

– Tęsknisz za Bengtem?

Kerstin prychnęła i włożyła kapcie stojące równo przed łóżkiem.

– W moim wieku się nie tęskni. Kiedy człowiek jest starszy… wygląda to jednak inaczej.

– Opowiadasz – odparła z uśmiechem Faye. – Paola się wygadała, że missis Karin has much nicer underwear now.

– No wiesz!

Kerstin tak się zaczerwieniła, że rumieniec spłynął jej na szyję. Faye nie mogła się powstrzymać i przytuliła ją.

– Kerstin, bardzo się cieszę ze względu na ciebie. Ale mam nadzieję, że on cię tak całkiem nie zagarnie, nam też jesteś potrzebna.

– Bez obaw, wystarczy, że trochę tam pobędę, i już mam go dosyć.

Uśmiech jakoś nie objął jej oczu.

– Chodźmy do gabinetu. Muszę ci coś pokazać.

Zeszły na dół w milczeniu. Faye czuła, że z każdym krokiem robi jej się ciężej na sercu. Coś było nie tak. I to bardzo.

Kerstin usiadła za biurkiem, zaszumiał włączony przez nią komputer. Faye usiadła w jednym ze stojących naprzeciwko dwóch foteli chippendale. Wprawdzie tu również obowiązywał „zakaz sari”, jednak Faye umeblowała ten gabinet z myślą o Kerstin, która oprócz zamiłowania do wszystkiego, co hinduskie, miała również wielką pasję: Winstona Churchilla. A więc urządziła pokój w klasycznym angielskim stylu z pewnym współczesnym sznytem. Zwieńczeniem jej dzieła była wisząca nad biurkiem olbrzymia oprawiona fotografia Churchilla.

Kerstin odwróciła ekran do Faye, która starała się ułożyć migocące cyfry w jakiś spójny obraz. Znała się na numerologii świata biznesu, ale prawdziwą ekspertką w tej dziedzinie okazała się Kerstin. Z góry spoglądał sir Winston, ale Faye unikała patrzenia w tę stronę. Niepotrzebne jej było surowe spojrzenie mężczyzny.

– Do mnie należy czuwanie nad księgą akcyjną Revenge, kiedy ty masz na głowie sprawy związane z wejściem na rynek amerykański i nową emisją. Przed twoim wyjazdem do Rzymu sprzedano dwa pakiety akcji. Teraz kolejne trzy.

– Ten sam kupiec?

Kerstin pokręciła głową.

– Nie, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że te zakupy są uzgodnione.

– Myślisz, że ktoś usiłuje przejąć Revenge?

– Być może – odparła Kerstin, patrząc znad okularów. – Boję się, że właśnie stajemy wobec takiej ewentualności.

Faye odchyliła się na fotelu. Była spięta, poczuła przypływ adrenaliny, a w głowie miała gonitwę myśli. Jednak nakazała sobie spokój. Za wcześnie na spekulacje. W tym momencie przede wszystkim potrzeba jej faktów.

– Kto sprzedaje?

– Wiele osób. Wypisałam nazwiska.

Podsunęła jej listę. Kerstin znała Faye, która wolała mieć wrażliwe dane biznesowe na papierze, nie tylko na ekranie. Na rzecz lasów chciała działać w inny sposób.

– Nie rozumiem… tego, że sprzedają…

– Nie ma czasu na sentymenty. Trzeba ocenić sytuację, zapoznaj się z tymi danymi, a ja pogrzebię dalej. Potem się możemy powściekać, nie teraz, żeby nie marnować energii.

Faye pokiwała głową. Racja. Jednak trudno było nie zastanawiać się, które z kobiet obdarzonych przez nią zaufaniem sprzedają teraz swoje udziały. Za jej plecami.

– Przejrzyjmy razem to wszystko. Pozycja za pozycją.

– No to zaczynamy.

Faye spojrzała na listę i poczuła lekki skurcz w żołądku. Tego nie przewidziała. I właśnie to niepokoiło ją najbardziej.