Dieta ketogeniczna. Jak odzyskać zdrowie dzięki tłuszczomTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

6 TUCZĄCE WĘGLOWODANY

DLACZEGO WĘGLOWODANY TUCZĄ

Czy kiedykolwiek próbowałeś schudnąć, stosując konwencjonalną metodę ograniczenia kalorii i dietę niskotłuszczową? Jadłeś chude kawałki mięsa, odcinałeś nawet najcieńsze kawałki tłuszczu, usuwałeś skórki z kurczaka, wybierałeś wyłącznie białe mięso, rezygnowałeś z żółtka kurzego na rzecz białka, piłeś tylko odtłuszczone mleko, niskotłuszczowy jogurt, ziemniaki, makaron gotowałeś bez dodatku masła, sałatki przyrządzałeś bez oleju, twoje śniadania składały się z owsianki i granoli, a desery ze sztucznie słodzonego ciasta typu Murzynek. By mieć pewność, że się nie przejesz, liczyłeś każdą kalorię, która przeszła przez twoje usta. Robiłeś wszystko co powinieneś, żeby schudnąć, a mimo to utknąłeś w martwym punkcie, ponieważ powiedziano ci, że tylko stosując się do tych zasad, możesz schudnąć.

I chociaż wszyscy z twojego otoczenia cieszyli się, że podjąłeś taki wysiłek i chwalili twój zdrowy sposób odżywiania, nie czułeś się ani trochę lepiej. Brakowało ci energii, łatwo się męczyłeś, wciąż towarzyszyło ci uczucie głodu, a twoja waga zmniejszała się minimalnie, jeśli w ogóle. Pomimo twoich szczerych wysiłków była to walka. Wnet jadłeś tak samo jak przed rozpoczęciem diety i zanim się obejrzałeś, twoja waga powróciła do stanu poprzedniego. Przy całym włożonym w to wysiłku, nie udało ci się osiągnąć niczego poza uczuciem przygnębienia i przytyciem.

Powodem twojej porażki nie był brak silnej woli z twojej strony ani też niewłaściwe przestrzeganie zaleceń diety, lecz dieta sama w sobie. Każda dieta ograniczająca spożycie tłuszczu bez zmniejszenia ilości zjadanych węglowodanów z miejsca skazana jest na porażkę. Istotą rzeczy jest to, że nawet nie jedząc tłuszczów, przytyjesz od węglowodanów. Nigdy nie zdołasz zgubić nadmiernych kilogramów i utrzymać pożądanej wagi na diecie, która nie ogranicza spożycia węglowodanów, ponieważ uniemożliwia to ich natura. Przyjrzyjmy się teraz głównym powodom, dla których węglowodany sprawiają, że tyjemy.

Wydzielanie insuliny i gromadzenie tłuszczu

Węglowodany zjadane w nadmiarze w stosunku do kalorycznego zapotrzebowania organizmu zawsze przekształcają się w tłuszcz. Sytuacja jest inna w przypadku tłuszczów i białek, które organizm może spożytkować do wytworzenia energii, lecz woli wykorzystać je jako budulec komórek i tkanek, enzymów, hormonów, prostaglandyn oraz innych, istotnych dla zdrowia produktów. Tak naprawdę wcale nie potrzebujesz węglowodanów w swojej diecie, ale za to nie możesz obejść się bez tłuszczów i białek, bo bez nich umrzesz.

Węglowodany służą jedynie do produkcji energii. To, co nie zostało spożyte w ramach bezpośredniego zapotrzebowania, zamieniane jest w glikogen albo w tłuszcz, który odkłada się do wykorzystania w przyszłości. Zarówno glikogen jak i tłuszcz są kompaktowymi formami paliwa, które można pobrać z rezerwy zawsze wtedy, gdy potrzeba dodatkowej energii.

Węglowodany nie należą do niezbędnych dla organizmu składników odżywczych. Grupę tę stanowią: egzogenne kwasy tłuszczowe (zwane też niezbędnymi), czyli tłuszcze oraz aminokwasy egzogenne (białka), lecz nie ma czegoś takiego jak niezbędne węglowodany. Gdyby w twojej diecie nie było źródła węglowodanów, twoje ciało prawdopodobnie korzystałoby z tłuszczów i białek dla zaspokojenia wszelkich energetycznych potrzeb organizmu. Istnieje wiele populacji ludzi, którzy „kwitną” na diecie wolnej od węglowodanów. Najbardziej znaną są Eskimosi, których tradycyjna dieta w całości składa się z mięsa i tłuszczów.

Jedząc węglowodany, możesz przytyć, nawet jeśli wcale nie jesz tłuszczów. Tłuszczyk na biodrach i ramionach nie odłożył się tam od jedzenia steków i jajek, ale z chleba, pączków, ciast i picia napojów gazowanych. Składniki odżywcze pobrane ze steków i jajek powędrowały do budowy mięśni i kości, a nie tłuszczu.

Można jeść znacznie więcej tłuszczów i białek bez odkładania ich, ponieważ mogą one zostać wykorzystane do innych, ważnych celów. Nasze ciała zostały zaprojektowane tak, by spalać bądź przechowywać węglowodany (glukozę). Glukoza jest podstawowym paliwem napędzającym nasze komórki. Jednakże ciała nie mogą wchłaniać glukozy bezpośrednio z krwiobiegu. Aby otworzyć drzwi błony komórkowej i pozwolić glukozie wniknąć, potrzeba hormonu zwanego insuliną. Po posiłku węglowodany zamieniane są w glukozę i uwalniane do krwiobiegu. Wraz ze wzrostem poziomu glukozy we krwi, trzustka otrzymuje sygnał, by wydzielać insulinę. Działanie insuliny pozwala komórkom wchłaniać glukozę i obniżyć poziom glukozy we krwi. Wraz ze spadkiem poziomu cukru we krwi wydzielanie insuliny zmniejsza się.

Poziom glukozy we krwi zwiększa i zmniejsza się w zależności od tego jak często i co jemy. Zakres, w jakim te wahania odbywają się, jest precyzyjnie regulowany za pomocą insuliny i pozostałych hormonów. Przy niskim poziomie glukozy we krwi następuje uwalnianie kwasów tłuszczowych z komórek tłuszczowych w naszych organizmach. Podobnie jak glukoza, kwasy tłuszczowe mogą ulec spaleniu, by otrzymać energię.

Kiedy przestrzegamy diety niskokalorycznej lub stosujemy post czy głodówkę, poziom glukozy jest niski, a zatem by zapewnić potrzebną energię, organizm mocno polega na zapasach tłuszczu. Kiedy dochodzi do uwalniania i spalania kwasów tłuszczowych, spada masa ciała. Oto dlaczego na diecie chudniemy i tracimy tkankę tłuszczową. Jednak utrata nadmiernych kilogramów w ogromnej mierze zależy od rodzajów pokarmów w naszym jadłospisie. Insulina nie tylko „wprowadza” glukozę do komórek, ale także wyzwala proces konwersji glukozy w kwasy tłuszczowe i przenosi je do komórek tłuszczowych.


Insulina jest niezbędna, by glukoza mogła wniknąć do komórek.

Insulina jest hormonem składowania tłuszczu. Im więcej insuliny krąży w krwiobiegu, tym więcej tłuszczu odkłada się w komórkach tłuszczowych. Kiedy poziom insuliny we krwi jest wysoki, wówczas ciało zaczyna gromadzić tłuszcz i znowu tyjemy. Za każdym razem, kiedy jesz węglowodany, wzrasta poziom cukru we krwi, uruchamiając uwolnienie insuliny i odkładanie się tłuszczu. Jedzenie tłuszczów i białek ma bardzo niewielki wpływ na poziom glukozy we krwi, a zatem nie stymuluj przesadnej reakcji insulinowej i odkładania się tłuszczu.

Wysoki poziom insuliny nie tylko stymuluje wytwarzanie tłuszczu, lecz także zapobiega lub ogranicza uwalnianie tłuszczu z zapasów (rezerwy) w ciele. By uruchomić uwalnianie tłuszczu przy jednoczesnym jedzeniu węglowodanów, musisz zmniejszyć ilość spożywanych kalorii do absolutnego minimum. Jakiekolwiek węglowodany w diecie spowodują wydzielanie insuliny, która z kolei powstrzyma lub opóźni uwalnianie tłuszczu. Eliminując węglowodany z diety, ograniczasz wydzielanie insuliny, co pozwoli uwolnić nagromadzony tłuszcz i spowoduje spadek masy ciała.

Za każdym razem, kiedy jesz pokarmy zawierające węglowodany, w tym marchewkę, pomidory, jabłka czy inne owoce i warzywa, wzrasta poziom glukozy i insuliny. Oto przyczyna, dlaczego niektórzy ludzie będący na diecie wysokowęglowodanowej a jednocześnie niskokalorycznej tyją, jedząc wyłącznie zieleninę. Nawet przy ograniczonym spożyciu kalorii jedzenie węglowodanów podwyższy poziom insuliny we krwi, sprzyjając odkładaniu się tłuszczu. Oto dlaczego niektórzy przybierają na wadze przy dziennym spożyciu 1000 kalorii lub nawet mniej, jedząc zielone sałatki i zboża.

Produkty obfitujące w cukier i skrobię wyzwalają największą reakcję insulinową, a zatem najbardziej wpływa ona na odkładanie się tłuszczu. To właśnie dlatego pieczywo, makaron, ziemniaki, pączki, naleśniki, słodycze, napoje gazowane, soki owocowe, pizza oraz pozostałe produkty wysokowęglowodanowe bardziej przyczyniają się do tego, że tyjemy, niż pokarmy niskowęglowodanowe, lecz bogate w tłuszcze i białka.

Ściśle mówiąc, organizm człowieka może przyswoić bardzo niewielką ilość glicerolu z tłuszczów i przekształcić go w glukozę. Właściwie to ilość glukozy uzyskana z glicerolu jest tak niewielka, że aż nie ma znaczenia. Podobnie tylko do 50 procent spożywanego białka może być zamienione w glukozę, a dzieje się to wyłącznie wtedy, gdy zjadasz nadmierne ilości białka. Jest to jeden z powodów, dla których ludzie przybierają na wadze, stosując nieskowęglowodanowe, ale wysokobiałkowe diety. Chociaż ograniczają ilość zjadanych węglowodanów by nasycić głód, jedzą ogromne ilości mięsa i jaj. Spożywanie zbyt dużych ilości mięsa podnosi poziom glukozy we krwi, a w konsekwencji też poziom insuliny. Jeśli kiedykolwiek próbowałeś diety niskowęglowodanowej, ale wysokobiałkowej i zamiast chudnąć przybrałeś na wadze lub trudno było ci zrzucić zbędne kilogramy, prawdopodobnie działo się tak z tego powodu.

Jako że tłuszcz w żadnym stopniu nie ulega konwersji w glukozę, nie powoduje ani nie uruchamia uwolnienia insuliny. Jeśli zjadłeś wysokowęglowodanowy, niskotłuszczowy posiłek o wartości energetycznej 500 kalorii, twoje ciało szybko na niego odpowie, pompując duże ilości insuliny, przyczyniając się do syntezy i odkładania się tłuszczu. Jeśli jednak twój posiłek zawierał tyle samo kalorii, lecz był niskowęglowodanowy i wysokotłuszczowy, twój organizm uwolni bardzo niewielką ilość insuliny i w konsekwencji nie dojdzie do syntezy i gromadzenia tłuszczu w organizmie. Za każdym razem, kiedy jesz węglowodany, przyczyniasz się do odkładania się tłuszczu w ciele, a kiedy jesz tłuszcz, taka sytuacja nie ma miejsca.

Rozsądnie jest zatem jeść tłuste pokarmy, jednocześnie ograniczając węglowodany i białka. Najskuteczniejsza dieta odchudzająca to taka, która zachęca do jedzenia odpowiednich ilości tłuszczów, lecz nie za wielu białek i bardzo niewielu węglowodanów. Przy takiej diecie należy także ograniczyć całkowitą liczbę spożywanych kalorii, by pobudzić proces mobilizacji tłuszczów z komórek tłuszczowych.

 

Insulinooporność

Przekonuje się nas, że większość ludzi tyje po prostu dlatego, że zbyt dużo jedzą. Innymi słowy, są oni nieumiejącymi powstrzymać swoich apetytów żarłokami. Ale to nie zawsze prawda. Wiele osób otyłych, jeśli nie zdecydowana większość, nie je więcej niż osoby o prawidłowej masie ciała. Ludzie z nadwagą mają skłonności metaboliczne do gromadzenia tłuszczu w organizmie. Ich problemem nie jest obżarstwo, lecz przemiana materii. Prawie wszyscy otyli ludzie mają wrażliwość na węglowodany, czyli tzw. wrażliwość insulinową, tzn. że niezwłocznie po spożyciu węglowodanów są one zamieniane w tkankę tłuszczową.

Osoba o prawidłowej masie ciała może codziennie zjeść od 200 do 300 gramów węglowodanów praktycznie bez wpływu na wagę ciała. Osoba z wrażliwością insulinową może przybrać na wadze, jedząc nawet mniej niż 100 gramów węglowodanów co dzień. Przemiana materii osoby, u której rozwinęła się ta nadwrażliwość, została zaprogramowana na składowanie węglowodanów w postaci tkanki tłuszczowej w ciele. W tym przypadku niskokaloryczna, oparta na węglowodanach dieta na dłuższą metę nie przyniesie pożądanych efektów. Aby schudnąć na takiej diecie, osoba ją stosująca musi ograniczyć kalorie do bardzo niezrównoważonego, niskiego poziomu. W końcu głód i niedożywienie staną się nie do zniesienia i taka osoba wreszcie zmniejszy narzucone ograniczenia, a tym samym znów przytyje.

Wrażliwość insulinowa po części spowodowana jest wadliwym mechanizmem regulacji poziomu cukru we krwi. Komórki przestają odpowiadać lub też stają się odporne na działanie insuliny, utrudniając przeniknięcie glukozy do komórek. Zjawisko to nazywa się insulinoopornością. Jest ono znakiem rozpoznawczym cukrzycy typu 2 – najczęstszej postaci tej choroby. To właśnie z powodu insulinooporności poziom cukru u osób chorujących na cukrzycę jest zawsze powyżej normy.

Poziom glukozy we krwi można zmierzyć za pomocą analizy próbki krwi. Z uwagi na fakt, że jedzenie może w bardzo znacznym stopniu wpłynąć na jej wskazania, próbki krwi pobiera się od pacjentów będących na czczo przez przynajmniej 8 godzin. Jeśli jesteś przeciętną osobą, nie chorującą na cukrzycę, rankiem, tuż po przebudzeniu, poziom glukozy w twojej krwi wynosi od 65 do 100 mg/dl (3,6-5,5 mmol/l). Jest to wartość znana jako stężenie glukozy we krwi na czczo. Idealna jej wartość to 75-90 mg/dl (4,2-5,0 mmol/l).

Kiedy nie jesz i kiedy twoje komórki pobierają glukozę z krwi, jej stężenie w krwiobiegu stopniowo obniża się. Większość ludzi doświadcza uczucia głodu, kiedy poziom glukozy we krwi spada do dolnej granicy wartości prawidłowej. Wówczas naturalną reakcją jest zjedzenie czegoś, co oczywiście podnosi poziom cukru we krwi. Poziom ten nigdy nie powinien przekraczać 139 mg/dl (7,7 mmol/l) po posiłku – nazywany jest poposiłkowym poziomem glukozy we krwi. Podwyższone stężenia glukozy we krwi na czczo i po posiłku wskazują na insulinooporność.

Cukrzycę medycznie rozpoznaje się wówczas, gdy poziom cukru we krwi na czczo wynosi 126 mg/dl (7,0 mmol/l) lub więcej. Ma to miejsce przy ostrej insulinooporności. Osoby, u których poziom cukru we krwi na czczo waha się pomiędzy 101 a 125 mg/dl (5,6-6,9 mmol/l), uważa się za będące we wczesnej fazie cukrzycy, często zwanej stanem przedcukrzycowym. Poziom cukru we krwi na czczo wynoszący ponad 90 mg/dl (5,0 mmol/l) wskazuje na początkową fazę insulinooporności. Wraz z jej zwiększeniem się, wzrasta również poziom cukru we krwi.

O insulinooporności mówimy wówczas, gdy u danej osoby poziom cukru we krwi przekracza 90 mg/dl (5,0 mmol/l). Chociaż za normę ogólnie przyjmuje się poziom do 100 mg/dl (5,5 mmol/l), wskazanie to przyjęto wyłącznie dlatego, że większość osób zalicza się właśnie do tej kategorii. Taki poziom nie jest prawidłowy dla osoby zdrowej. Nawet dość łagodna postać insulinooporności powoduje wrażliwość insulinową. Za każdym razem, kiedy poziom cukru we krwi jest podwyższony, wyższe jest także stężenie insuliny, chyba że trzustka utraciła zdolność wytwarzania „normalnych” ilości insuliny. Pamiętajmy: insulina to hormon odpowiadający za odkładanie się tłuszczu w organizmie i, jeśli jej poziom jest podwyższony, powoduje wytwarzanie i gromadzenie się tłuszczu. U osób z rozwiniętą insulinoopornością (czyli tych, u których poziom glukozy we krwi na czczo przekracza 90 mg/dl lub 5,0 mmol/l), zwiększony poziom insuliny we krwi utrzymuje się przez 24 godziny na dobę, przyczyniając się tym samym do odkładania się tkanki tłuszczowej przy każdej nadarzającej się okazji. Osoba otyła chorująca na cukrzycę zazwyczaj wytwarza dwu lub trzykrotnie więcej insuliny niż osoba szczupła, niebędąca cukrzykiem. Z każdym spożyciem węglowodanów organizm stara się przechować je w postaci tłuszczu, niezależnie od ich zjedzonej ilości. U osób tych niskokaloryczne diety oparte na węglowodanach, a zwłaszcza diety niskotłuszczowe, nie przynoszą oczekiwanych efektów.

Syndrom pustego żołądka

Jedną z konsekwencji jedzenia wysokowęglowodanowych posiłków, a szczególnie obfitujących w węglowodany proste i rafinowane, jest stan, który nazywam syndromem pustego żołądka (głód wywołany węglowodanami). Charakteryzuje się on częstymi lub długotrwałymi okresami uczucia głodu wywołanymi zjedzeniem posiłku bogatego w węglowodany.

Głód jest siłą napędową, która zmusza nas do jedzenia i przejadania się. Pusty żołądek sprawia, że czujemy się przygnębieni i chcemy jeść. Jeśli nic nie zmusza nas do wstrzymywania się od jedzenia, będziemy przejawiali tendencję do przegryzania czegoś przez cały dzień, oprócz regularnych posiłków. Pokarmy pełne węglowodanów nie zaspokajają głodu, lecz go wywołują. Owszem, mogą cię tymczasowo nasycić, ale głód szybko powróci i będzie cię nękał. Kiedy jesz węglowodany bez odpowiednich tłuszczów i białek, zawsze będziesz głodny.

Kiedy jemy węglowodany, enzymy trawienne rozkładają połączenia utrzymujące cząsteczki cukru razem. Wtedy następuje uwolnienie pojedynczych cukrów, które przenikają do krwiobiegu. Nasze komórki wchłaniają glukozę i zużywają ją jako paliwo. Inne cukry, tj. fruktoza i laktoza, są wychwytywane przez wątrobę i zamieniane w glukozę. Wszystkie cząsteczki cukru w końcu przekształcane są w glukozę lub kwasy tłuszczowe (tłuszcz).

Węglowodany proste składają się z zaledwie jednej bądź dwóch cząsteczek cukru, które są natychmiast wchłaniane do krwiobiegu. Skrobia oraz pozostałe węglowodany złożone potrzebują więcej czasu, by ulec rozpadowi w pojedyncze cukry. Tak zwane „małe” skrobie, zawierające tylko 100 lub trochę więcej cząsteczek cukru, trawią się szybciej, niż te zawierające ich 1000 lub więcej. Im bardziej „złożony” węglowodan, tym więcej czasu organizm potrzebuje na jego konwersję w cukier. Pokarmy w swoich naturalnych postaciach, jak np. razowe, mają większą procentową zawartość „dużych” węglowodanów złożonych. Produkty przetworzone, tj. białe pieczywo, mają mniejszą złożoność i tym samym szybciej się trawią.

Kiedy jesz produkty obfitujące w węglowodany, bardzo szybko się trawią i błyskawicznie przechodzą i wychodzą z żołądka. Wraz z opróżnieniem żołądka powraca uczucie głodu. Oto dlaczego często godzinę lub dwie po zjedzeniu wysokowęglowodanowego, ale niskotłuszczowego i niskobiałkowego posiłku odczuwamy głód.

Wpływ, jaki pokarmy węglowodanowe mają na poziom cukru we krwi, jeszcze pogarsza całą tę kwestię. Kiedy spożywasz wysokowęglowodanowy posiłek, zwłaszcza przesycony rafinowanymi zbożami i cukrem, stężenie cukru we krwi wzrasta niebotycznie. A ponieważ wysoki poziom cukru we krwi może być niebezpieczny dla zdrowia, trzustka odpowiada gorączkowym wypompowywaniem insuliny w zawrotnym tempie. Poziom insuliny we krwi wzrasta bardzo gwałtownie. Z chwilą kiedy insulina zostaje wpompowana do krwiobiegu, znajdująca się we krwi glukoza gwałtownie wchodzi do komórek i wnet poziom insuliny we krwi wzrasta do niewiarygodnie wysokiego poziomu, tymczasem stężenie glukozy do nienaturalnie niskiego. Niewielka koncentracja glukozy to sygnał dla mózgu, że potrzeba jej więcej, przez co mózg inicjuje uczucie głodu, by zachęcić do jedzenia i w ten sposób wyrównać jej poziom we krwi. Pusty żołądek w połączeniu z niskim poziomem glukozy we krwi wywołuje uczucie dotkliwego głodu, na które zazwyczaj reagujemy na 3 sposoby: 1) mówimy o tym, że jesteśmy głodni, ale męczymy się, czekając do następnego posiłku, a wówczas jesteśmy już tak głodni, że przejadamy się; 2) poddajemy się i przegryzamy coś między posiłkami lub 3) wytrzymujemy tak długo jak możemy, i tak zjadając jakąś przekąskę, a przy następnym posiłku i tak się przejadamy. Każde z tych zachowań sabotuje podjęte przez nas wysiłki zgubienia zbędnych kilogramów.

Tłuszcze i białka trawią się wolniej, a więc żołądek dłużej pozostaje pełen. Nie powodują one także nagłej reakcji insulinowej prowadzącej do jej drastycznych skoków wywołanych węglowodanami. W rezultacie na dłuższy czas zapobiegamy uczuciu głodu, nie mając pokusy przegryzienia czegoś do następnego posiłku i nie przejadamy się przy nim. I tak pod koniec dnia okazuje się, że łącznie zjadłeś mniej kalorii, niż kiedy jesz węglowodany. Zastępowanie węglowodanów tłuszczami daje ci większe uczucie sytości przy mniejszym spożyciu kalorii. A ponieważ zostaliśmy uwarunkowani, by obawiać się jeść tłuszcz, warto powtórzyć to i w tym miejscu: tłuszcz nie sprawia, że tyjemy, czynią to węglowodany.

Nasz romans z węglowodanami

Węglowodany, szczególnie w postaci cukru, są smaczne. I w tym tkwi problem. Gdyby nie smakowały, ludzie nie jedliby ich i nie mielibyśmy epidemii otyłości.

Wprost kochamy smak cukru. To zdanie musi być prawdą, ponieważ przeciętnie jemy ponad 50 łyżeczek cukru dziennie. Niektóre nasze ulubione pokarmy obfitują w węglowodany proste i rafinowane: cukierki, pączki, ciasta, czipsy, desery, lody, czekolada, słodkie bułki i inne, a lista ta mogłaby być jeszcze dłuższa. Produkty te kuszą, a kiedy już „weźmiesz gryza”, chcesz więcej i zanim się zorientujesz, zjadasz całe pudełko, np. czekoladek, niezależnie od tego, czy zanim uległeś pokusie byłeś głodny, czy nie. Zachowujemy się tak zwłaszcza w przypadku słodyczy. Dobrze wiesz o czym mówię. Sięgasz po kosteczkę czekolady i zanim rozpuści się w ustach, już chcesz następną. To jest jak wszechogarniająca cię siła, przejmuje nad tobą kontrolę i nie ustępuje, dopóki nie wchłoniesz przynajmniej 1000 kalorii tych słodyczy. Rozkoszny smak węglowodanów sprawia, że przejadamy się i w konsekwencji tyjemy.

Z drugiej strony, pokarmy wysokobiałkowe i tłuste nie mają w sobie tej fascynującej mocy. Choć wspaniale smakują, kiedy zdrowy rozsądek podpowiada ci, że już dosyć ich zjadłeś, nie masz problemu z przestaniem (jak to często bywa w przypadku słodyczy), zachowujesz nad tym kontrolę i ograniczasz ich ilość.

W odpowiedzi na zatroskanych o uzyskanie lub utrzymanie prawidłowej wagi ciała klientów, producenci żywności stworzyli całą gamę dekadencko rozkosznych produktów na bazie niskokalorycznych lub nie mających wcale kalorii substytutów cukru. Teraz klienci mogą cieszyć się tym samym smakiem z mniejszą ilością kalorii. Pomimo różnorodności obecnie dostępnych produktów niskokalorycznych, talie wielu osób nie zmniejszyły się nawet o centymetr, a wręcz powiększyły się. Nie spadła też ilość spożywanych kalorii. Prawdę mówiąc, w dzisiejszych czasach zjadamy o 600 kalorii dziennie więcej niż w roku 1970.

Produkty o obniżonej kaloryczności są tak słodkie i smaczne jak nigdy przedtem i wciąż kuszą ludzi do ich spożywania i objadania się nimi. Co gorsza, ponieważ produkty te mają mniej kalorii, ludzie często przejawiają tendencję do jedzenia ich w większych ilościach, myśląc że są zupełnie nieszkodliwe. W efekcie zjadają więcej kalorii, niż gdyby zjedli to samo pożywienie o pełnej kaloryczności.

Unikanie cukru poprzez stosowanie jego zastępników nie rozwiązuje problemu, a właściwie pogarsza go. Liczne badania naukowe wykazały, że słodziki o zerowej zawartości kalorii, stosowane jako wspomaganie przy diecie odchudzającej, tak naprawdę powodują przybieranie na wadze!

Ankieta przeprowadzona w 2005 roku w Naukowym Centrum Zdrowia na Uniwersytecie w Teksasie (University of Texas Health Science Center) dowiodło, że osoby, które piją dietetyczne napoje bezalkoholowe, tyją bardziej od pijących wersje „pełnocukrowe”. W badaniu tym udowodniono, że z każdą puszką dietetycznego napoju gazowanego wypitą codziennie, ryzyko przytycia zwiększało się o 41 procent.

 

W serii eksperymentów przeprowadzonych na Uniwersytecie Purdue (Purdue University) naukowcy porównali efekty, jakie daje jedzenie pokarmów o zerowej zawartości kalorii, sacharyny i zwykłego cukru. Zwierzęta karmione sztucznie słodzonym jogurtem w ciągu 2 tygodni zjadły więcej kalorii i przytyły bardziej, niż zwierzęta jedzące jogurt słodzony cukrem1. Badanie to było kontynuacją pracy rozpoczętej wiele lat wcześniej przez grupę naukowców z Uniwersytetu Purdue, kiedy to zaobserwowali oni, że zwierzęta karmione płynami i pokarmem słodzonym sacharyną wykazywały tendencję do jedzenia większej ilości takiego pokarmu niż te, którym podawano wysokokaloryczne pokarmy słodzone cukrem.

Według pewnej teorii naukowej, gdyby słodki smak sztucznych słodzików nie wiązał się z określoną liczbą kalorii, prawidłowa, psychologiczna reakcja szczurów na kalorie ogólnie nie miałaby miejsca. Jak w przypadku psów Pawłowa, wytresowane tak, że śliniły się na dźwięk dzwoneczka, także inne zwierzęta i ludzie zostali zaprogramowani tak, że oczekują, spodziewają się dużej ilości kalorii, kiedy jedzą coś słodkiego – w naturze słodkie pokarmy zazwyczaj są pełne kalorii. W rezultacie jedzące je osoby zmuszone są jeść więcej, by zrekompensować puste kalorie. To wyjaśnia powód, dla którego osoby będące na diecie tuż po zjedzeniu pokarmów niezawierających cukru często rekompensują to sobie, rozkoszując się innym, kalorycznym jedzeniem.

Sztuczne słodziki nie tylko wywołują w mózgu pragnienie kalorii i węglowodanów, zmuszając ludzi, by jedli ich więcej, ale mają też wpływ psychologiczny. Gdyby całkowita liczba spożytych kalorii była stała, tak że nie byłoby potrzeby jedzenia dodatkowych pokarmów, ludzie jedzący pokarmy zawierające substancje zastępujące cukier nadal przybieraliby na wadze.

Badania naukowe dowiodły, że pokarmy zawierające niskokaloryczne zastępniki cukru zaburzają fundamentalne procesy homeostazy w organizmie. Na przykład kiedy siadamy do posiłku, nasz organizm, oczekując „zastrzyku” kalorii, natychmiast przygotowuje układ trawienny do poradzenia sobie z nimi poprzez zwiększenie przemiany materii. Nawet po kilku godzinach od strawienia posiłku metabolizm pozostanie na „zwiększonych obrotach”. Zwiększoną przemianę materii można zauważyć poprzez wzrost temperatury ciała.

Sytuacja ta dotyczy również zwierząt. Naukowcy z Uniwersytetu Purdue udowodnili, że, jak można było się tego spodziewać, u szczurów karmionych cukrem nastąpił wzrost temperatury ciała podczas spożywania posiłku, odpowiadający wzrostowi przemiany materii w oczekiwaniu na przetworzenie „nadchodzących” kalorii. Z drugiej strony, u zwierząt karmionych sztucznie słodzonymi pokarmami nie odnotowano wzrostu temperatury ciała2,3. Zwierzęta, którym podaje się sztuczne słodziki, wykazują odmienną reakcję antycypacyjną. Nie spodziewają się przypływu aż tak wielu kalorii, co skutkuje wolniejszą przemianą materii, która raczej odkłada niż spala przychodzące, nadmierne kalorie. Problem spowolnionego metabolizmu dotyczy wielu osób z nadwagą. Nie muszą oni powiększać jego skali, jedząc sztuczne słodziki. Bez względu na to, jaki to słodzik: sacharyna, aspartam czy ksylitol – efekt będzie taki sam.

Badania te pomogą wyjaśnić dlaczego, pomimo ogromnej popularności niskokalorycznych produktów spożywczych i napojów, ważymy więcej niż kiedykolwiek.

Uzależnienie od cukru

Biały, rafinowany cukier to nie pokarm, ale raczej narkotyk. Ekstrahowany ze źródeł roślinnych w procesie wyłącznie chemicznym, pod wieloma względami przypomina kokainę. Kokainę ekstrahuje, rafinuje i oczyszcza się z liści krzewu kokainowego (krasnokrzewu pospolitego). Podobnie cukier pozyskuje się z buraków cukrowych lub trzciny cukrowej, a następnie rafinuje i oczyszcza. Tak samo jak w przypadku kokainy, otrzymuje się oczyszczony proszek krystaliczny (sacharozę), który mocno uzależnia.

Uzależnienie to coś więcej niż tylko świadomy wybór jakiegoś pokarmu ze względu na upodobanie jego smaku. Można je zdefiniować jako uporczywe, nałogowe stosowanie danej substancji, której zaprzestanie powoduje dyskomfort psychiczny bądź fizyczny. Łaknienie cukru wpasowuje się w tę definicję. Cukier może tak samo, lub nawet bardziej, uzależniać jak kokaina. Choć zdanie to może wydawać się przesadzone, jako że można przestać jeść cukier bez dokuczliwych objawów odstawienia, które często pojawiają się przy uzależnieniu od kokainy, niemniej jednak uzależnienie od cukru może wywołać zależność, silne stany lękowe, a nawet objawy fizyczne w wyniku odstawienia.

Badanie przeprowadzone przez francuskich naukowców wykazało jak uzależniający jest cukier. Postawione przed wyborem pomiędzy cukrem a kokainą, 94 procent szczurów wybrało cukier. Mając do wyboru te dwie substancje, cukru pragnęły bardziej niż kokainy. Nawet osobniki już uzależnione od kokainy, zmieniły swoje preferencje na cukier, jak tylko umożliwiono im taki wybór. Co więcej, szczury wolały pracować za cukier niż za kokainę4.

Poza powyższymi obserwacjami, naukowcy odkryli także istnienie pewnej współtolerancji i współzależności pomiędzy cukrem a narkotykami. Na przykład u zwierząt, które od wielu lat karmione były cukrem, wykształciła się tolerancja (desentyzacja) na przeciwbólowe działanie morfiny.

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Yale (Yale University) dowiodło, że uzależnienie od cukru i narkotyków wywołuje identyczną reakcję w mózgu. Uczestnicy badania wypełnili ankietę opracowaną według kryteriów ewaluacji uzależnienia od narkotyków, by zbadać ich uzależnienie od określonych produktów żywieniowych. Kwestionariusz ten zawierał stwierdzenia typu: „Kiedy zaczynam jeść określone produkty, okazuje się, że zjadam znacznie więcej niż zamierzałem” i respondenci oceniali jak bardzo tego rodzaju zdania są zbieżne z ich doświadczeniami.

Za pomocą rezonansu magnetycznego (MRI), czyli badania obrazującego pracę mózgu, naukowcy prześledzili pracę tego organu, w chwili kiedy uczestnicy badania zobaczyli, a następnie wypili czekoladowy koktajl mleczny. Odkryli, że w mózgach tych uczestników, którzy we wspomnianej ankiecie wyżej ocenili swoje uzależnienie od pokarmów, zaszła identyczna aktywność jak u osób uzależnionych od narkotyków, ze wzmożoną aktywnością w obszarach odpowiadających za „zachcianki”, obniżoną zaś w obszarach ograniczających silne pragnienia5.

Podobnie jak przy uzależnieniu od narkotyków, definitywne i całkowite zaprzestanie jedzenia cukru i węglowodanów może wywołać symptomy odstawienia, tj. silne łaknienie węglowodanów, bóle głowy, oszołomienie, irytację, nieracjonalne zachowanie, niezborne myśli i ogólne uczucie napięcia w ciele lub stresu.

Prawie każdy bez wyjątku, kto ma znaczną nadwagę lub jest otyły, uzależniony jest od węglowodanów. To nadmierne spożycie cukrów stanowi główną przyczynę problemu z wagą, a jedzenie słodzonych, niskowęglowodanowych pokarmów nie pomoże go rozwiązać.

Słodziki o zerowej bądź obniżonej zawartości kalorii nie pomagają przy odchudzaniu się czy pokonaniu uzależnienia od cukru. Jeśli starasz się zrzucić zbędne kilogramy, zastępniki cukru są twoimi wrogami. Dają ci bowiem fałszywe poczucie bezpieczeństwa, jednocześnie mocno zasilając uzależnienie od cukru. Te same badania, które wskazały, że cukier uzależnia bardziej niż kokaina, dowiodły także, że substancje zastępujące cukier są równie uzależniające4. Stosowanie zastępników cukru utrzymuje w mocy uzależnienie od niego, zachcianki na słodkie oraz złe nawyki.

Oto dlaczego nie zaleca się stosowania sztucznych słodzików i alkoholi cukrowych. Nawet stewii należy używać z umiarem. Jest to również przyczyna, z której tak wiele osób ponosi porażkę, stosując diety niskowęglowodanowe. Słodziki niskokaloryczne są powszechnie obecne w większości niskowęglowodanowych programów odchudzania się. Atkins i inni producenci niskowęglowodanowych produktów żywieniowych sprzedają tony batoników, koktajli, wyrobów piekarniczych i deserów o niskiej zawartości węglowodanów, które i tak sabotują twoje wysiłki w odchudzaniu się. Firmy wytwarzające te produkty odpowiadają na twoje uzależnienie od węglowodanów, produkując zastępniki o identycznym smaku, tym samym utrzymując je aktywnym i silnym. Wcześniej czy później pragnienie weźmie nad tobą górę i przegrasz z nim. Sukces wymaga przezwyciężenia uzależnienia od cukru, ale jest możliwy.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?